| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] 127 1 1861 1 1a 1 a 1576 á 3 a1e 1 aá 1 | Frequency [« »] 2884 na 2741 nie 1743 ze 1576 a 1572 do 1365 to 1051 ale | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances a |
Tom, Rozdzial
1 1, I | wyrastający z zieloności ziemi a koroną ciemnego boru oderznięty 2 1, I | gdzieniegdzie kilka zagonów, a żółta jaskrawość kwitnącego 3 1, I | miedzach. Gromadami na drogach, a sznurami na miedzach szły 4 1, I | miała w ręku pęk roślin, a druga szmatę białego płó1. 5 1, I | chustką była niezwykle wysoką, a wysokość tę zwiększała jeszcze 6 1, I | nosa i zaciśnięcie warg a wzmaganym przez szczególną 7 1, I | one jedyną jej pięknością, a teraz, wielkie i czarne, 8 1, I | wciąż z wnętrza podsycaną, a dziwną przy tej sczerniałej, 9 1, I | przyzwyczajonym krokiem, a długie jej ramiona, u których 10 1, I | silną, w ramionach szeroką, a w pasie cienką kibić zdradzała 11 1, I | parasolik opierała o ramię, a ręce jej dość duże i opalone 12 1, I | wracałam, tak jak i teraz, a śpieszyłam bardzo, bo Emilka 13 1, I | jakbym nad ziemią leciała... A miałam na sobie zieloną 14 1, I | zapytała młoda panna.~- A cóż? Daremnie ekonom, który 15 1, I | zdziwieniem zauważyła Justyna.~- A ty może myślałaś, że sześćdziesiąt? - 16 1, I | wyglądam na tyle, sama to wiem, a i wtedy już niewiele lepiej 17 1, I | Justyna ramionami wzruszyła.~- A cóż ja takiego zrobić i 18 1, I | migreny albo globusa...~- A Terenia - podchwyciła panna - 19 1, I | głową i machnęła ręką.~- A pewno - rzekła - biedna 20 1, I | podnieśli nad głowami czapki, a jeden z nich nawet przechylając 21 1, I | białą chustą odkrzyknęła: ~- A modliłam się, modliłam się, 22 1, I | udręczenia.~- Boże! - szepnęła - a ja miałam nadzieję, że ten 23 1, I | szkapiny do domu odprawić, a sam i w cudzym faetonie 24 1, I | Każdy desperuje z początku, a potem i godzi się z takim 25 1, I | każdy z początku desperuje, a potem jak baran na rzeź 26 1, I | mizdrz się do kawalerów, a może którego złapiesz i 27 1, I | przenikliwie i z uwagą.~- A wszystko to - rzekła - poszło 28 1, I | krewną im przychodzisz... A oni tymczasem... gdzie! 29 1, I | ziemię wbitym milczała.~- No, a myślisz że ty jeszcze czasem 30 1, I | przytrzymywały drewniane drabiny, a okrywał wzdłuż woza rozesłany, 31 1, I | kasztanowaty z konopiastą grzywą, a drugi gniady z białymi nogami 32 1, I | ekwipażu nie turkotały wcale, a ciągnące go dobrym truchtem 33 1, I | stojąc u samego brzegu woza, a można by przypuścić, że 34 1, I | krzyknęły dziewczęta.~- A skądżeś to pan wziął tyle 35 1, I | proszę pani, szłyśmy... a on nas napędził, tośmy mu 36 1, I | zażartowała Marta.~- A jakże! - potwierdziła dziewczyna 37 1, I | poufałości wtedy pomiędzy dworem a tą szlachecką okolicą przyszło, 38 1, I | fortepianu i akordy biorę, a Anzelm za mną stanie i śpiewa: " 39 1, I | zdrowe, ojczyzna mię woła!" A potem ja jemu śpiewam: " 40 1, I | i moje, i wszystkich... A teraz wszystko inaczej... 41 1, I | powolniej, głową kiwała, a ogniste jej oczy nieruchomo 42 1, I | górą, ty pójdziesz górą,~A ja doliną;~Ty zakwitniesz 43 1, I | różą, ty zakwitniesz różą,~A ja kaliną.~Justyna z szeroko 44 1, I | drogą, ty pójdziesz drogą,~A ja łozami;~Ty się zmyjesz 45 1, I | panną~Przy wielkim dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę 46 1, I | dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę księdzem~W białym 47 1, I | przypłynęła jedna jeszcze strofa:~A jak pomrzemy, a jak pomrzemy,~ 48 1, I | strofa:~A jak pomrzemy, a jak pomrzemy,~Każemy sobie~ 49 1, I | aż krzyknęła prawie: ~- A koniec tej pieśni znasz? 50 1, I | ochrypłym głosem zadeklamowała:~A kto tam przyjdzie albo przyjedzie,~ 51 1, II | słońcu złocisty brzeg Niemna, a z niektórych punktów dziedzińca 52 1, II | budynki miały silne podpory, a w wielu miejscach nowe strzechy 53 1, II | łopuchy, osty i chrzany, a stare drzewa i dawno znać 54 1, II | wąskie, niegdyś wykwintne, a dziś ślady tylko dawnej 55 1, II | dokonane sklejenia i naprawy, a drogą materię, która niegdyś 56 1, II | niegdyś kosztowne i piękne, a teraz postarzałe i spłowiałe, 57 1, II | przybyło, ale i nic nie ubyło, a to, co brudził, łamał i 58 1, II | kiedyś znać zupełnie piękną, a i dziś jeszcze pomimo przywiędnięcia 59 1, II | całkiem pozostawała w cieniu, a widać było tylko postać 60 1, II | gracje spotkane w polu, a szczególniej ta... bez kapelusza 61 1, II | zawtórzyła druga kobieta.~- No, a jak powiem jej imię i nazwisko, 62 1, II | drugi głosik kobiecy.~- A jak powiem - przekomarzał 63 1, II | swą z wpółdobrodusznym, a wpółzłośliwym uśmiechem 64 1, II | zdarzenia utracił swój majątek, a wkrótce potem owdowiał. 65 1, II | miała lat czternaście, a w tym wieku już są przyzwyczajenia, 66 1, II | wymówił:~- Piękna panna.~A po krótkiej chwili dodał:~- 67 1, II | dobrze się przypatrzył... a raz tylko, i to śród drogi, 68 1, II | Zimno dotknął dłoni Kirły, a szczerszym nieco, choć obojętnym 69 1, II | odziedziczył to po ojcu - a Leonię wysłała na pensję 70 1, II | gospodarstwa pracuje...~- A tak - pociągając wciąż wąsa 71 1, II | bardzo obiecujące...~- A tak - odparł Korczyński - 72 1, II | tysiączkami" popatrzał.~- A ceny? - zapytał. - Czy żona 73 1, II | roboty? Albo ja, albo ona... A ponieważ ona chciała...~ 74 1, II | płynęły złote w słońcu, a stojący u sterów płytnicy, 75 1, II | mówieniem. Ogarnęła go widoczna, a dziwna w tak silnym człowieku 76 1, II | byłeś wielkim panem... No, a to... tamto... Ale chciałbym 77 1, II | ziemskich nad Słuczą położonych, a czy opowiadał dokładnie 78 1, II | wyrazem ubolewania naprzód, a potem tak jowialnej żartobliwości, 79 1, II | delikatne policzki pani Emilii, a koścista ręka posuwała się 80 1, II | leżał na jednym z krzeseł, a głowa, z cienkim warkoczykiem 81 1, II | winem, co chwilę wybiegała, a powróciwszy, z brzękiem 82 1, II | odpoczywała ani minuty, a nie znać było na niej strudzenia. 83 1, II | napędzała małego lokaja, a pomimo ciężkości chodu swego 84 1, II | przygotowanym. Chłopak chleb krajał, a Marta wkładała go do serwet, 85 1, II | wybuchem radości zawołała:~- A! pani już tu, panno Marto! 86 1, II | słabego zdrowia patrzy, a co się tyczy domu, to już 87 1, II | migreny...~- Naturalnie! a poziewania jeszcze-nie dostała?...~- 88 1, II | towarzyszka pani Emilii.~- A Benedykt w domu?~- W domu, 89 1, II | To niech odpoczywają, a jak odpoczną, lepiej się 90 1, II | i do okna poskoczyła.~- A dzieci jak nie ma, tak nie 91 1, II | bo nas domowych sześć, a dwóch panów - to osiem... 92 1, II | dwóch panów - to osiem... a tu na dziesięć... czy kto 93 1, II | razu. Pan Różyc już jest, a dwóch jeszcze przyjedzie...~ 94 1, II | wyrwała się z jej objęć.~- A dzieci! - krzyknęła. -Toż 95 1, II | choć na obiad nadjadą...~- A, prawda - z widocznym uczuciem 96 1, II | apteka... Wieczna głupota!... A dzieci jak nie ma, tak nie 97 1, II | zdawał się o coś nalegać, a drugi od czegoś wypraszać... 98 1, II | ciekawie głowę wychyliła, a potem, z cienkim i uszczęśliwionym 99 1, II | przepraszam! Litwy... a może i Europy... Zaniedbany 100 1, II | celu wyrwania się nowe, a coraz śmieszniejsze wysilenia 101 1, II | powodzeniem swym wobec dam a na obecnych mężczyzn już 102 1, II | nerwy przeważnie choruje, a otrzymawszy twierdzącą odpowiedź 103 1, II | ogromną radością nabrzmiały, a w oczach wionęły końce mantyli 104 1, II | posagu żadnego nie ma... a dumna przy tym jak księżniczka 105 1, II | silniej niż zwykle drgnęły, a drgnienie to udzieliło się 106 1, II | Zupełnie jednak obojętnym a nawet żartobliwym głosem 107 1, II | zwykle pomiędzy kuzynami...~- A! dlaczegóż więc?...~- Dlaczego 108 1, II | zawołają nas do stołu...~- A! do stołu - powtórzył stary. - 109 1, II | bo już i głodny jestem... A nie wiesz tam czasem, co 110 1, II | na skrzypce spoglądał.~- A może bym ja trochę jeszcze 111 1, II | trochę jeszcze pograł?~- A obiad? - zapytała Justyna.~- 112 1, II | obiad? - zapytała Justyna.~- A prawda... obiad! Pewno dziś 113 1, II | czchnęła i na dół poleciała... a mnie już na dół nie chciało 114 1, II | oczyszczony... - gderał stary.- A któż go oczyścił? Ty sama! 115 1, II | znowu grać zacznie...~- A może... - odparł stary - 116 1, II | miał na sobie długą kapotę, a na głowie pomimo gorąca 117 1, II | Jan-ku! Jan-ku! Bywaj! a by-waj!~Jakaś kobieta cienkim 118 1, II | chłopczyku...~I urwała, a cisza wraz ze światłością 119 1, III| była akademia wileńska a Stanisław Korczyński, syn 120 1, III| wychowańcem. To zapewne, a może także rodowe skłonności, 121 1, III| starszy brat jego, Andrzej; a młodszy, po skończeniu uniwersyteckiego 122 1, III| zawsze w przyjaźni i zgodzie, a teraz do życia ich wpłynął 123 1, III| roznosząc po ziemi złote tumany, a na niebie malując jutrzenki 124 1, III| wtedy pomiędzy Korczynem a wsią sąsiednią, noszącą 125 1, III| bukiety polnych kwiatów, a gdy obok niej przy obiedzie 126 1, III| okolicy dziedziczką ożenionym, a przez to ożenienie i osobisty 127 1, III| Bohatyrowiczem, zniknął ze świata, a wnet po ich zniknięciu jedno 128 1, III| kiedy to koła po osie, a konie po golenie w gęstym 129 1, III| tymczasem wydał sporo pieniędzy, a gdy przyszła pora wypłacenia 130 1, III| podobnych zerknięć ku obłokom, a Benedykt Korczyński byłby 131 1, III| wierzgania i rozdymania nozdrzy, a lekkie i pełne gracji kształty 132 1, III| zwierzał się przed nikim, a raczej przed jedną tylko 133 1, III| ekonom i robotnicy poczekają, a ja kwadransik przy tobie 134 1, III| jest przy tym spokój...~- A cóż cię znowu tak bardzo 135 1, III| prawie nie byłem w domu, a przez ten czas ty kilka 136 1, III| Martę Justynkę, dzieci... a nawet - dodał z uśmiechem - 137 1, III| Ale cóż? Ciemnota to jest, a ja na to nic nie poradzę. 138 1, III| włóczyć ich po sądach... a zawsze, dalibóg, we środku 139 1, III| pochylił grubego karka, a wielkie wąsy tak mu w dół 140 1, III| szlafroczków obejść się nie możesz, a tak ironicznie mówisz o 141 1, III| nazywało go prawie szaleńcem, a także nieszczęścia dwu jego 142 1, III| zostawił po parę zmarszczek, a teraz, w czasie żniw, było 143 1, III| butów i płóciennego surduta, a przynosił ż sobą ostry zapach 144 1, III| uścisnąć cię i poweseleć... A ty tylko narzekasz albo 145 1, III| nieszczęśliwą, dlaczego? a? powiedz, aniołku mój, dlaczego?~ 146 1, III| Dlaczego, Emilciu? powiedz! a? dlaczego, moja koteczko?~ 147 1, III| nad tym, co powiedziała.~- A tak - potwierdził - zmieniłem 148 1, III| materialnych interesach, a wyrzeknie się wszelkiego 149 1, III| poezji - przerwał mężczyzna - a tymczasem bank lub lichwiarze 150 1, III| o ten nasz kawał ziemi, a na koniec i o swój honor? 151 1, III| ale i po cóż ten zbytek? a niedostatku dotąd, chwała 152 1, III| poezji, piękna, artyzmu.., A gdzież je tu znaleźć mogę? 153 1, III| wszystko podziału uczuć... a czy jest przy mnie choć 154 1, III| wystarczyć nie mogą nikomu, a choćbym chciała zająć się 155 1, III| koniec wąsa przygryzał, a gdy umilkła, nie patrząc 156 1, III| życia oderwanych znałem się, a wyrzekłem się ich nie dla 157 1, III| zwracając Korczyński zapytał:~- A drugi?~- Fabian Bohatyrowicz! - 158 1, III| będziecie mieli proces... a teraz... wynoście się... 159 1, III| części owa rozmowa w altanie, a w pewnym też stopniu jakieś 160 1, III| siebie. Sprzedaj Korczyn, a ja dam tobie miejsce zarządzającego 161 1, III| służbie doskonale idzie, a spekulacje udają się nie 162 1, III| razem rośli, uczyli się, a potem... Ot, biedny Andrzej! 163 1, III| Dwóch nas tylko zostało, a ani ja ciebie nie mam, ani 164 1, III| jest bynajmniej straszną, a tylko to jest strasznym, 165 1, III| zawodzić; ale samemu ciężko.... A tak i sam uspokoję się, 166 1, III| mleko kwaśne, bo dobre, a wczoraj było niedobre...~ 167 1, III| tatku, takie ładne...~- A Niemen lubisz?~Dziecko aż 168 1, III| wie tatko, na sznur... a ja na wędę dwa kiełby, takie 169 1, III| śliczne kiełbiki... ~- A las lubisz, ten co za Niemnem?~- 170 1, III| źrenicach dziecięcych. ~- A tatka kochasz? A?~Na pomarszczonym 171 1, III| dziecięcych. ~- A tatka kochasz? A?~Na pomarszczonym czole, 172 1, III| go wynaleźć było trudno, a gdy mała siostra raz zachorowała, 173 1, III| obarczać wciąż nie chce, a bez których zadowalnienia 174 1, III| sprawiało ci to kłopot, a ja znowu odmawiałam sobie 175 1, III| nie zrobi różnicy żadnej, a mnie, w moim smutnym życiu, 176 1, III| jeżdżenia za interesami, a w wykwintnym i modnym ubraniu 177 1, III| śmiechem, potem dłuższym, a potem tak długim i ustać 178 1, III| sypialnię papierem błękitnym, a gabinet białym w polne kwiatki. 179 1, IV | Benedykta z jednej strony, a z drugiej słabe zdrowie 180 1, IV | zakonnica świata unikając, a wszelkie przypuszczenia 181 1, IV | rzucanymi czasem słowami a często zza szkieł swych 182 1, IV | wcale nie spostrzegała, a kiedy wstawać od stołu zaczęto, 183 1, IV | usiłowali okazać się wesołymi, a w dodatku jeszcze eleganckimi. 184 1, IV | arystokratycznego ojca, a której narzeczony, blady 185 1, IV | miała batystową chusteczką, a prowadził ją w ten sposób, 186 1, IV | to prawda, że nie wypada; a kiedy nie wypada, to nie 187 1, IV | caca! Jadłaś, Justynko, a?~- Jadłam, ojcze - odpowiedziała.~- 188 1, IV | ten Różyc w tobie... te... a i Zygmuś znowu dojeżdżać 189 1, IV | przypominają się może? a? choć już żonaty... ale 190 1, IV | zachmurzonym mężem dyg żartobliwy, a tak głęboki, że aż prawie 191 1, IV | francuszczyzny używał najwięcej, a Zygmunt Korczyński najmniej; 192 1, IV | pięknych, wiedeńskiej naprzód, a potem trochę w paryskiej 193 1, IV | osypywać mu górną wargę, a z wielkich, piwnych oczu, 194 1, IV | Jak to!... - zaczął - a ja myślałem, że właśnie 195 1, IV | zawołał Różyc.~- Quand on a mangé un million, on se 196 1, IV | podnosząc przerwał Witold, a z oczu posypały się mu iskry - 197 1, IV | tak długo zaniedbanych, a którym wszystkie idee naszych 198 1, IV | naprawiać błędy starszych, a nam młodszym drogi torować?... 199 1, IV | waszych ucieka, lud dziczeje, a nikt ani palcem nie poruszy, 200 1, IV | gestykulując usunęli się na stronç, a Zygmunt Korczyński i Różyc 201 1, IV | zakochaną w nim bez pamięci, a on ma bardzo minę człowieka 202 1, IV | wcale nieosobliwie prowadzi, a pani Andrzejowa żałować 203 1, IV | w ręku stary Orzelski. ~A co pan piłeś? maraskino? 204 1, IV | jeżeli łaska!~- Dobrze, a który to?~-Drugi! - z dobrodusznym 205 1, IV | Kiedyś był sławnym z tego... a i teraz jeszcze... panna 206 1, IV | różnobarwnych i jasnych strojów, a głowa tylko czarnym warkoczem 207 1, IV | niewłaściwie i w ubraniu tym, a także ze swym milczącym 208 1, IV | słońca, odzywał się rzadko, a pochyloną nieco głowę wstrząsał 209 1, IV | patrzę, czy kontenci... A oni piją, jedzą, hałasują, 210 1, IV | wprost do Korczyna... a tamci jeszcze nie wyjechali... 211 1, IV | dworu z dymem nie puścili... a teraz to... tamto... i będzie 212 1, IV | pastwisko nie ukończył, a już n1i drugi o grunt pod 213 1, IV | zauważył ktoś inny.~- A propos! - zaczął Darzecki - 214 1, IV | Bohatyrowicze! - podjął Korczyński - a cóż? złupić chcą ze mnie 215 1, IV | Kirłowa zjawia się tutaj! A skądże jej się to wzięło! 216 1, IV | na kobietę bardzo młodą, a złudzeniu temu dopomagały 217 1, IV | towarzyskich zebrań bardzo odwykła, a z odległych wspomnień wiedząc 218 1, IV | którą do mnie przysyłał. A jakżebym ja takiemu dobrodziejowi 219 1, IV | mój Boże! - zawołała - a jakżebym ja sobie z gospodarstwem 220 1, IV | Benedykt nie pomagał mi radami, a czasem i osobistym dojrzeniem 221 1, IV | wybiło się trochę niesmaku, a u boku świekry swej siedząca 222 1, IV | głośno odpowiedziała:~- A jakże ja, moja pani, mogę 223 1, IV | sprościała; o moja pani! a jaka z niej przed zamążpójściem 224 1, IV | świat się wybrałaś! - wołał, a potem zwrócił się do otaczających: - 225 1, IV | też ręce mu uścisnęła. ~- A dawno państwo nie widzieliście 226 1, IV | ktoś ze strony zagadnął.~- A z tydzień już będzie, jak 227 1, IV | rząd śnieżnych zębów.~- A pani... Maryniu, będzie 228 1, IV | uczę się... myślę... A ty co porabiasz?~- To co 229 1, IV | słowa z dumą wyrzekła.~- A stara Maksymowa czy żyje? - 230 1, IV | zdrowiuteńka!~- To dobrze! A też dzieciaki, nad którymi 231 1, IV | Przyjedziesz do Olszynki?~- A jakże! przyjadę, przyjadę! 232 1, IV | naprzód fortepianowe akordy, a potem przeciągłe tony skrzypiec. 233 1, IV | prawie czarodziejstwem, a tą czarodziejką, która go 234 1, IV | powieki miała spuszczone, a kiedy je podnosiła, wzrok 235 1, IV | z uwagą i przyjemnością, a niektórzy z pootwieranymi 236 1, IV | nieopisanym zdziwieniem, a potem tak głośno, że aż 237 1, IV | obejrzało, wybuchnęła:~- A toż co?...~I dźwiękiem własnego 238 1, IV | Biedny ty jesteś; kuzynku... a dziś w dodatku i upiłeś 239 1, IV | w gospodarstwie wyręcza; a czasem ojca pielęgnować 240 1, IV | swym wiecznie jowialnym, a trochę złośliwym uśmiechem 241 1, IV | Justyna... pierwsza miłość... a pani zna przysłowie...~Tu 242 1, IV | on rewien... tużur...~- A ses premiers amours - dokończyła 243 1, IV | podobną do twarzy bezbronnego, a dotkliwie udręczonego dziecka. 244 1, IV | spojrzała na stojącego przed nią a wzrokiem błagającego ją 245 1, IV | ciekawie i z zadziwieniem, a Klotylda, już na ramieniu, 246 1, IV | powierzonym. Ona cię kocha... a moja dusza.~Od stóp do głowy 247 1, IV | porzeczek przyozdabiała. ~- A toż co? - głowę podnosząc 248 1, IV | niewesoło... - odpowiedziała.~- A co ja na to poradzę? Melancholiczka 249 1, IV | przerzedziły się trochę, a wzrok ognisty i chmurny 250 1, IV | może garnitur był cały, a teraz, masz!... Wieczna 251 1, IV | ręce drżały, rozgniewanym, a więcej jeszcze rozżalonym 252 1, V | oprócz tego, kto nią szedł, a ten, kto nią szedł, nie 253 1, V | i kłosów dokoła siebie, a nad sobą błękitnej kopuły 254 1, V | szczytów swych samotna i cicha, a w dole wrząca życiem niewidzialnym, 255 1, V | stało się próżnym uciech, a pełnym trudów i przeszkód. 256 1, V | namiętność. Pod złotawym, a potem już siwiejącym wąsem 257 1, V | często i gorzko płakała, a o jej ojcu domowi z cichym 258 1, V | krótko i prędko dom opuściła, a prawie jednocześnie w podróż, 259 1, V | już na siłach upadająca, a teraz śmiertelnie zagrożona, 260 1, V | jak wosk żółte załamując, a twarz jak opłatek przezroczystą 261 1, V | Marcie była wcale dobrą, a dnie całe zostawały wolne, 262 1, V | niegdyś pięknych i obszernych, a dziś znacznie zmalałych 263 1, V | wpół wykwintnym paniczem, a na wpół rozegzaltowanym 264 1, V | zrazu energicznie i uparcie, a potem coraz słabiej go powtarzał. 265 1, V | czego chcesz!~Wyjechał - a po dwóch latach spędzonych 266 1, V | który wtrącił ją w rozpacz, a potem policzkiem, pod którym 267 1, V | głosu. Była już zapomniała, a teraz... czyż znowu... czyż 268 1, V | zdawało się w niej wołać: Nie! A jednak w nudzie i bezcelowości 269 1, V | gardle uczuła dławienie żalu, a na podniebieniu palącą gorycz 270 1, V | Hej, kasztan, hej, hej!~A w minutę potem po raz drugi:~- 271 1, V | szerścią szły równo i raźnie, a w niejakiej od nich odległości 272 1, V | wyjdzie się na wprost okolicy, a stamtąd to już do dworu 273 1, V | ledwie krew nie wytrysnęła.~- A jakże! - odpowiedział i 274 1, V | rył się w pulchną rolę, a po błyszczącej policy spływały 275 1, V | zapytała:~- Po koniczynie?~- A jakże - odpowiedział.~- 276 1, V | pierwsze, to od gruntu zależy, a po wtóre, od uzwyczajenia 277 1, V | Ludziom gąb nie zatknąć, a i twarz człowieka wygada 278 1, V | panienkę, choć z daleka, a często widuję...~Wstrzymał 279 1, V | dobre. Podczas smętno bywa, a podczas może być i wesoło. 280 1, V | kiedy człowiek nic nie robi, a tylko o swoich biedach myśli!... ~- 281 1, V | przywiązany nie byłem...~- A matka żyje?~- Żyje, chwała 282 1, V | w czasie niemało biedy, a w czasie i ludzie niemało 283 1, V | je z serca, i zapomnisz, a smętek i tęsknota, wszystko 284 1, V | szerokim i silnym krokiem, a spod kraciastej samodziałowej 285 1, V | Uchylił trochę czapki.~- A panna Jadwiga co takiego 286 1, V | wyminęła i przodem poszła, a gdy z wielkim swym fartuchem 287 1, V | piękne, na nią spadnie, a o starym gadają, że i pieniądze 288 1, V | ma... Francuzów pamięta, a więcej jak pięćdziesiąt 289 1, V | nieszczęścia. Żonka go porzuciła, a on to sobie tak wziął do 290 1, V | tęgi i rudowłosy, kosił, a dwaj, młodzi, niedorośli, 291 1, V | pobłyskiwała, zawołał:~- Adaś! a spóźniliście się z koniczyną, 292 1, V | Ciągnij się za swój nos, a o cudzy nie dbaj!~Jeden 293 1, V | Sargasem, świata nie widzi, a do tego troszkę głupi. A 294 1, V | a do tego troszkę głupi. A siostrę ich, Elżunię, panienka 295 1, V | były zawiązkami owoców, a tu i ówdzie pomiędzy nimi 296 1, V | świeciły dwa spore okna, a mały ganek z zębiasto wyrzeźbionym 297 1, V | przy sobie rosnących lip, a jeszcze dalej, za dziedzińcem 298 1, V | rozżarzały barwy kwiatów, a wiśnie w wielkie rubiny 299 1, V | powoli posuwały się po ziemi, a od polowy ogrodu słyszeć 300 1, V | niewidzialnego człowieka.~- A ja sto razy Fabianu mówiłem 301 1, V | po cudze nie sięgaj!~- A jak pokaże się, że wygon 302 1, V | wygon nie cudzy, tylko nasz? a Bóg mię ubij na duszy i 303 1, V | ciele, że pokaże się tak, a nie inaczej...~- Fabiana 304 1, V | czapce głowę podniósł.~- A toż co? a gdzież Janek? - 305 1, V | głowę podniósł.~- A toż co? a gdzież Janek? - na widok 306 1, V | z rąk grable wypuścił.~- A toż co? Kto tam w sadzie?~ 307 1, V | cofnął się ku domowi.~- A toż co? - zawołał - z Korczyna... 308 1, V | ciągniesz?... sam idź!~- A konie! I czy to pięknie, 309 1, V | wpół ze zgryzotą zawołał:~- A puśćże już! Niechajże choć 310 1, V | wariat!~- Pójdzie stryj?~- A już pójdę... ale niech buty 311 1, V | owocowym, warzywnym i kwiatowym a także łąką i pasieką, znajdowała 312 1, V | nieśmiałej trochę postawie, a szare jej oczy z dala już 313 1, V | Wzrokiem twarz jej omijał, a pod krótkim, siwiejącym 314 1, V | świeżym i pociągającym, a pan Jan tak mię uprzejmie 315 1, V | Znowu uchylił czapki.~- A jakże miewa się panna Marta 316 1, V | przemknął i ciszej rzekł:~- A lękała się pracy! Ot, wszystko 317 1, V | widział kwitnącą, rumianą, a wieczór babą obaczył...~ 318 1, V | zasypałem...~- To idź i zasypuj!~A zwracając się do Justyny 319 1, V | długiej i ciężkiej chorobie.~- A... a... a... od ko... kogo?~ 320 1, V | ciężkiej chorobie.~- A... a... a... od ko... kogo?~Zdziwił 321 1, V | ciężkiej chorobie.~- A... a... a... od ko... kogo?~Zdziwił 322 1, V | Machnął ręką i prędko dodał:~- A to pewno Janek pani o tym 323 1, V | i opowiedzieć trudno... A co to był za defekt, o tym 324 1, V | innej choroby go nabawi. A bywają i insze wiatry, nie 325 1, V | To jest bonkreta... a to panny jesienne... to 326 1, V | kalwinki... sztetyny ... a tam ten gaik cały śliwowy...~ 327 1, V | Zdaje się, taki słaby, a wielką ma siłę i wytrwałość... 328 1, V | pragnął być tu i tam,~- A kiedyż jeszcze konie napoić 329 1, V | zbudowaliśmy ten oto domek, a potem już wszystko poszło: 330 1, V | roboty człowiek patrzył, a wniwecz poszły; nie takimi 331 1, V | takimi nadziejami karmił się, a najadł się trucizny... Każda 332 1, V | każdemu gniazdo swoje miłe, a osobliwie nam...~Tu wzrok 333 1, V | zabawy i rozkosze mają... A dla nas co? Dla nas ani 334 1, V | kiedy słowa te wymawiał, a przed jej wzrokiem, nie 335 1, V | niezadowolenia w pięknych oczach, a na ustach ze wspomnieniami 336 1, V | stojącą wśród tej zagrody, a nim, przesuwającym swą twarz 337 1, V | wybiegającego zza góry kasztanka, a tuż za nim jechał na gniadej 338 1, V | Jan z gniadej zeskoczył, a w minutę potem z wnętrza 339 1, V | dala od ciała trzymała. ~- A co? - cienkim głosem odkrzyknęła.~- 340 1, V | Domuntówna i Jaśmontówna, a nad niewysokimi deskami 341 1, V | znowu i głową pokiwał.~- A lękała się pracy!... - z 342 1, V | tyle łagodnego wdzięku, a w oczach, które na chwilę 343 1, V | szerokiej i silnej piersi, a przed oczami iskry sypiącymi 344 1, V | odcięła się Elżunia. ~- A warto by było rozumu troszkę 345 1, V | akcentem wołający:~- Alżunia! a ty tu czego? Czy to tobie 346 1, V | nadętością w głosie i wymowie, a oczki jego drwiąco trochę 347 1, V | przestępowały takie znakomite nogi, a nie wiadomo, co by to pan 348 1, V | ruchem czapkę poprawił.~- A niby to Anzelm żadnego żalu 349 1, V | złotnych pokojach mieszka; a ja ubogi szlachcic, z niskiej 350 1, V | będzie, bo Bóg kotwica moja, a kogo on ma w swojej obronie, 351 1, V | podnosił, cały wewnątrz kipiał, a na twarzy spotniał. Zdawać 352 1, V | wysokiemu chłopakowi spojrzeć.~- A co to? - krzyknął.~- Niech 353 1, V | głośniej powtórzył Jan, a z oczów jego tryskały takie 354 1, V | się i nagle ochłonął.~- A co ja takiego nagadałem? - 355 1, V | basowe, niegłośne nucenie:~A kto chce rozkoszy użyć,~ 356 1, V | głosem zawołał:~- Adaś! a nie mogłeś to koniczyny 357 1, V | się Alżusią posługiwała, a chłopcom wszystkie folgi 358 1, V | Niech Adaś po wodę schodzi, a dziewczyna i bez tego wieczerzę 359 1, V | schodzisz? - zawołała, a raczej zaśpiewała znowu 360 1, V | najpewniej nie była tam nigdy. ~- A pewno, pewno... co państwa 361 1, V | jej powrotu tam pragnie? A jeśli pragnie ktokolwiek, 362 1, V | we wstręt się zmieniło! A tu? cicho, bezpiecznie i 363 1, V | ciekawie na nią popatrzył.~- A dla ja... jakiej przy... 364 1, VI | przestrzeniami osamotnione, a czasem jedne zza drugich 365 1, VI | przysunięte, podobne do siebie, a przecież rozmiarami swych 366 1, VI | położone wracały z pola, a idący za nimi mężczyźni, 367 1, VI | okrytym jagodami gałęziom, a w pobliżu tych miejsc cienistych 368 1, VI | do stóp zapiętej kapocie, a drugą - wysoka, pleczysta 369 1, VI | po żółtej jego czaszce, a twarz jego bezzębna, malutka 370 1, VI | pochylając i czasem łagodnie, a czasem z wybuchającą energią 371 1, VI | naprzód i swoje powtarzał, a coraz więcej trząsł się 372 1, VI | kasztanowatych włosów podniosła, a z szafirowych jej oczu na 373 1, VI | lamentowała - straszą i straszą, a ten idzie i idzie... Znowu 374 1, VI | powolnym swym głosem zapytał:~- A gdzie to pan Jakub idzie?~ 375 1, VI | wzniosły się ku jego twarzy.~- A... a... a... zdaje się... 376 1, VI | się ku jego twarzy.~- A... a... a... zdaje się... pan 377 1, VI | jego twarzy.~- A... a... a... zdaje się... pan Szymon?~- 378 1, VI | wyprostować się usiłował.~- A... a... pan Szymon gdzie 379 1, VI | wyprostować się usiłował.~- A... a... pan Szymon gdzie idzie?~- 380 1, VI | mnie ubij na duszy i ciele!~A drugi raz:~- Niech mnie 381 1, VI | potwierdzająco powtarzał:~- A jakże! a pewno! Żeby nie! 382 1, VI | potwierdzająco powtarzał:~- A jakże! a pewno! Żeby nie! A ma się 383 1, VI | jakże! a pewno! Żeby nie! A ma się rozumieć!~Inny, bardzo 384 1, VI | biedne bez tego wygonu! Oj, k a b to prawda była, panoczku, 385 1, VI | zarówno dostatek i nędzę, a przyroda, miłosierna czy 386 1, VI | oko dosięgnąć nie mogło, a tak głęboki, że dwie jego 387 1, VI | przygasał, aż znikał zupełnie, a w głębie parowu zsuwały 388 1, VI | miejsca wąskiej rozpadlinie, a ścieżki w głąb parowu prowadzące 389 1, VI | rozpościerała się leszczyna, a pod miękką pościelą, którą 390 1, VI | przecież zaczął iść dalej, a raczej wspinać się, na górę, 391 1, VI | brunatnym mchem obrosły, a miejscami zwieńczony gibkimi 392 1, VI | sześciokątnego, grubego u podstaw a zwężającego się ku szczytowi 393 1, VI | bielała postać Chrystusa, a którego boki ok1yte były 394 1, VI | wydeklamowała przed nią Marta:~A gdy kto przyjdzie albo przyjedzie,~ 395 1, VI | Czy świat ich rozłączał, a połączyła mogiła? Jak żyli? 396 1, VI | dziś będzie roboty mojej! A wszystkie pustoty od młodych 397 1, VI | pytają się, czas bałamucą, a tu i nic tak osobliwego 398 1, VI | latałem i cielęta pasłem, a jego uczył nie wiadomo kto, 399 1, VI | Gadaj gadkę! Bajki babom, a to, co ja powiem, nie bajka!~ 400 1, VI | przygarbionym jego plecom, a na baranią czapkę i aż na 401 1, VI | im imiona: Jan i Cecylia. A kiedy ktokolwiek chciał 402 1, VI | skryć się przed ludźmi, a żyć tylko pod boskim okiem. 403 1, VI | rzadko pomiędzy panami, a najczęściej w pospólstwie 404 1, VI | najczęściej w pospólstwie bywa, a ona, czy to szła, czy to 405 1, VI | błękitnych i łąk zielonych, a ludzie pobudowali troszkę 406 1, VI | nazywali się sokolnikami, a inszych wolnością obdarował, 407 1, VI | było i to przy miastach, a w głębokiej puszczy jeszcze 408 1, VI | gdzieniegdzie i nic nie wiedzieli, a jak kto chciał co sobie 409 1, VI | to wszyscy już uwierzyli, a jednakowoż w głębokościach 410 1, VI | ludzie doścignąć ich mogą, a najlepiej im będzie pod 411 1, VI | gdzie teraz ten pomnik stoi, a gdzie podtenczas stał dąb 412 1, VI | oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i dzikie 413 1, VI | obłaskawił, naprawiała odzież, a gdy wieczór przyszedł i 414 1, VI | pieścił się z jej włosami, a potem o wschodzie słonka 415 1, VI | chmurą zakrywały niebo, a dzikie konie napełniały 416 1, VI | parowy pamiątką ostały. A po zimie wiosenną porą kry 417 1, VI | góry żył lud wiewiórek, a u dołu w gęstwinach skrywała 418 1, VI | bobry domki sobie budowały. A trzeba było tylko wędę, 419 1, VI | Słowicze śpiewy umilały noce, a jaskółcze i gołębie gminy 420 1, VI | rąk i z nóg im złaziła, a od wiatrów i mrozu piekące 421 1, VI | czyniły się takie cuda. A jak raz przyszli, to już 422 1, VI | bobrowniczkę, piątemu pszczelarkę, a szósty handlując rybami, 423 1, VI | tu sobie budowali chaty, a tnąc las coraz dalej uprawiali 424 1, VI | Łowczym na apel zatrąbić, a panom jechać za sobą rozkazał 425 1, VI | jechał, jechał i jechał, a panowie za największym z 426 1, VI | pole pod przyszły zasiewek, a śród pola na gładkich łąkach 427 1, VI | nieprzeliczonych rojów pszczelnych, a w olszynach i brzoźniakach 428 1, VI | wyciągało się w podłuż rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych 429 1, VI | ufarbowane przędziwa wełny, a na dachach po stronach do 430 1, VI | kołpaku brylantowe pióro, a drogie purpury i gronostaje 431 1, VI | senatory i insze panowie, a każden z koni, które pod 432 1, VI | piękniejszy był od drugiego, a od kolorów ich szat i drogocenności 433 1, VI | służba i bystrookie strzelce. A łowczowie złotne trąby wciąż 434 1, VI | oczekując: co z tego będzie? A król ich zapytuje: ~"Czy 435 1, VI | poorany i siwy jak gołąb.~"A rodzicielka czy żywie?" - 436 1, VI | świętym sądem Jego stanę, a kondycja moja niską była, 437 1, VI | waszmościowie uprzejmie pochwalicie, a przyszły sejm sprawiedliwie 438 1, VI | srogim zwierzom odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem 439 1, VI | mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa 440 1, VI | nazwisko Bohatyrowiczów, a pieczętowali się klejnotem 441 1, VI | się wciąż pomiędzy nami, a podczas, zrządzeniem boskim 442 2, I | których rosły grupy wierzb, a w mokrych zagłębieniach 443 2, I | kosze , z łoziny uplecione, a na miejscu najwidoczniejszym- 444 2, I | naglądając wszystkiego, a to i owo własnymi rękami 445 2, I | których jedna chleb miesiła, a druga bieliznę prała. Nie 446 2, I | pomieszało się w głowie. A tu i Marynia plecia ogrodów 447 2, I | sałaty i skrobania marchwi.~- A ja, mamo? - zawołała - przecież 448 2, I | na śniade czoło opadały, a spod nich jak żużle gorejące, 449 2, I | do izby czeladnej drepce a drepce w starych zrudziałych 450 2, I | nikt jej słuchać ani myśli, a tylko jedna Rózia od kuchennego 451 2, I | matczynym tołubku dreptała, a tasiemki jej trzewików znowu 452 2, I | więc do nich przygotowywać, a nie chce. Swawolny i leniwy. 453 2, I | biegnących nóg. Kirłowa, a za nią malutka Bronia i 454 2, I | klucz już nie zamykała, a na wystraszone i pytające 455 2, I | z rana gardło go bolało. A nie widziałaś, Róziu, w 456 2, I | zapewne do nich należał, a teraz pod dach był uprowadzonym, 457 2, I | osiemnaście rubli za pud wełny, a ona żądała po dwadzieścia. 458 2, I | dziedzińcowi zwrócona, umilkła, a potem wykrzyknęła:~- A toż 459 2, I | a potem wykrzyknęła:~- A toż co?~Drogą pomiędzy gajem 460 2, I | pomiędzy gajem olchowym a warzywnymi. ogrodami szybko 461 2, I | bielizną i zapach mydlin, a ona sama w starym tołubku 462 2, I | oszytą czapkę i trochę hardą, a trochę drwiącą twarz młodego 463 2, I | niej trochę białawego pyłu, a przy zakręcaniu wielkiego 464 2, I | czarnych oczu lepiej nie umyła, a potem nawet wziął dziecko 465 2, I | i nawet ozdobnie usłane, a staroświecka wyprawna jej 466 2, I | początku mię tym zdziwiłaś, a potem zachwyciłaś. Chciałbym, 467 2, I | obejrzałeś swoje majątki? A z tym okropnym przyzwyczajeniem... 468 2, I | Śmiej się, ile chcesz, a ja zawsze powiem, że to 469 2, I | dla zmniejszenia bólów, a potem przywykłem... Jedyne 470 2, I | dłonie do głowy podniosła.~- A niechże diabli wezmą ten 471 2, I | parafianką, gęsią, owcą, a takiego wielkiego świata 472 2, I | parobkami, z robotnikami, a tak przy tym była żywą, 473 2, I | końca hulałbyś sobie wesoło, a ponieważ, choć późno, do 474 2, I | odjechali? Wstała z :kanapy, a zupełnie jednocześnie z 475 2, I | niego trochę przenikliwie, a trochę ze zmieszaniem. Po 476 2, I | Prędko wyszła z pokoju, a razem z nią, tuż przy jej 477 2, I | umiejętności posiada... Ale, a propos, dawno widziałaś 478 2, I | dotąd zaledwie kilka razy, a potem, czegóż zła jesteś?~- 479 2, I | opierając z na wpół żartobliwą, a na wpół szczerą powagą mówić 480 2, I | to jedyną jej przywarą, a zarazem i najsilniejszą 481 2, I | pociągnął, wpółzdumionym a wpółprzerażonym wzrokiem 482 2, I | urządził światu i samemu sobie! A papa Orzelski? Czy ja bym 483 2, I | kominku u siebie postawił? A francuszczyzna panny Justyny, 484 2, I | je nauczyła, czego mogła, a zresztą niech dobrymi gospodyniami 485 2, I | gospodarzem na Olszynce zostanie, a drugi w świat z zawodem 486 2, I | klęska w gospodarstwie, a jej najdroższe nadzieje 487 2, I | ochoty do nauki nabrał, a Staś tak często nie chorował... 488 2, I | zajął się nim na dobre, a Boleś ... mój mąż.., gdzie 489 2, I | spytaj się wszystkich, a każdy ci powie, że nic złego 490 2, I | Pocałował obie jej ręce, a gdy wyprostował się, twarz 491 2, I | westchnęła Kirłowa - a więcej niż sześć godzin 492 2, I | gładkie, oczy myśliciela, a zarys ust zdradzający nadmierną 493 2, I | jakiejś książki wyjęte, a prawiące coś o pracach podstawowych 494 2, I | macierzyńsku, trochę żartobliwie, a trochę dumnie.~- Dobrze - 495 2, I | poważnie wielki, czarny wyżeł, a przed nimi zachodzące słońce 496 2, II | przygarbiona, stała Marta, a przed nią młody chłopak 497 2, II | kościstą kibić starej panny, a utrefioną swą główkę wysoko 498 2, II | rozrzewnienia. Gniew przemógł.~- A dajcież mi święty pokój! - 499 2, II | Terenię leczy, bo one chore, a ja zdrowa, zdrowiuteńka, 500 2, II | mówię ci, że troszkę... A on popatrzył na mnie i powiada,