| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] dniem 3 dniu 10 dno 3 do 1572 do-brze 1 do-sko-na-le-go 1 do-tad 1 | Frequency [« »] 2741 nie 1743 ze 1576 a 1572 do 1365 to 1051 ale 1034 jej | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances do |
Tom, Rozdzial
1 1, I | że spod niej aż prawie do kostek widać było dwie duże 2 1, I | Szła szerokim, zamaszystym, do pośpiechu znać przyzwyczajonym 3 1, I | którą też ona od chwili do chwili wciągała pełnym i 4 1, I | głośniej nos utarła i gniewnie do siebie zamruczała:~- Wieczna 5 1, I | Korczyńskiego...Nie uwierzyli i do dzisiejszego dnia nie wierzą... " 6 1, I | gdzie być na świecie? Głową do nieba dostawała, nad ziemią 7 1, I | że ten człowiek dziś już do nas nie przyjedzie, że go 8 1, I | przyjedzie, że go ten pan Różyc do siebie na obiad zaprosi...~- 9 1, I | Zapewne Różyc zaprosił go do swego powozu; wolał więc 10 1, I | wolał więc swoje szkapiny do domu odprawić, a sam i w 11 1, I | zdarzy się okazja, mizdrz się do kawalerów, a może którego 12 1, I | otwartymi ramionami spotkają i do familii swojej wprowadzą... 13 1, I | wprzódy. Nie był to głuchy i do cichego grzmotu podobny 14 1, I | woźnicy zabrakło miejsca do siedzenia: kierował on końmi 15 1, I | wierzby, której kwiat podobny do zielonawych robaczków osypywał 16 1, I | u nas we dworze bywali i do stołu z nami siadali... 17 1, I | patriota... romansowy... Do takiej poufałości wtedy 18 1, I | że siądę sobie, bywało, do fortepianu i akordy biorę, 19 1, I | nagle pośród drogi, podobna do wysokiego słupa ubranego 20 1, II | politury noszące, prowadziły do górnej części domu. Z tych 21 1, II | rozwartych wiodło z jednej strony do obszernej sali jadalnej, 22 1, II | sali jadalnej, z drugiej - do wielkiego, o czterech oknach, 23 1, II | koszyki i pudełka z przyborami do ręcznych robót. Materia 24 1, II | kibić jej i cera zdradzały do niedołęstwa posuniętą fizyczną 25 1, II | pierwszy rzut oka wcale do niej niepodobna, ale po 26 1, II | że każda z nich należała do innego gatunku, ale do tej 27 1, II | należała do innego gatunku, ale do tej samej familii istot. 28 1, II | Uśmiechała się ona w ten sposób do dwu z obu jej stron siedzących 29 1, II | bezpośrednio nie zwracał się do niej i nawet na nią nie 30 1, II | panem Różycem z kościoła do Korczyna jadąc widział na 31 1, II | i żartował, ale brał się do czynu i czyniąc gest taki, 32 1, II | desperacją zwracając się do pani domu - chyba pani choć 33 1, II | Pani Emilia dłoń przyłożyła do czoła; może w tej chwili 34 1, II | Justynka, kiedy przybyła do nas, miała lat czternaście, 35 1, II | Przerwała i zwróciła się do Teresy Plińskiej, która 36 1, II | czynności, której dokonać miała, do nowego sąsiada rzekła:~- 37 1, II | dowiedz się, czy nakrywają do stołu. Czemu ta Marta nie 38 1, II | szeroko otworzyły się one i do gabinetu wszedł mężczyzna 39 1, II | Korczynka - zachęcony i do żartobliwego humoru swego 40 1, II | zawziętą gospodynią, że do niczego mię nie dopuszcza... 41 1, II | niczego mię nie dopuszcza... do niczego... Pod pantoflem 42 1, II | folwarczynie mielibyśmy oboje do roboty? Albo ja, albo ona... 43 1, II | Pociągnął wąsa i zwracając się do żony rzekł:~- Może by okno 44 1, II | spuszczone wąsy obywatela.~- Do czego pan ostatnie słowa 45 1, II | twarz gościa i koniec wąsa do ust włożywszy przygryzać 46 1, II | trochę więcej...~Światowemu i do wszystkiego przyzwyczajonemu 47 1, II | fatygę. Ale mówił płynnie, do wykwintnej polszczyzny mieszając 48 1, II | francuskich wyrazów, od czasu do czasu, zręcznie i grzecznie, 49 1, II | gospodyni domu pochylony, mówił do niej o czymś półgłosem, 50 1, II | uderzył; wybiegł przez drzwi do salonu prowadzące, szczelnie 51 1, II | osób nakrytym i wszystko do obiadu przygotowanym. Chłopak 52 1, II | krajał, a Marta wkładała go do serwet, kiedy z dalszych 53 1, II | dalszych pokojów wbiegła do jadalnej sali Teresa Plińska, 54 1, II | panno Marto! i wszystko do obiadu przygotowane! Jakże 55 1, II | co się tyczy domu, to już do mnie to należy.~- To nic - 56 1, II | Justynka piechotą poszłyście do kościoła. Mówił, że w święto 57 1, II | odpoczną, lepiej się potem do gospodarstwa zdadzą... Wieczna 58 1, II | Głośno splasnęla rękami i do okna poskoczyła.~- A dzieci 59 1, II | przyjedzie?~- Dwóch konkurentów do ciebie przyjedzie!- z gniewną 60 1, II | tak, że aż łzy nabiegły do szyderskich, ognistych jej 61 1, II | łagodny starzec przyciskał do piersi skrzypce. Przy tym 62 1, II | Ale Kirło wciągnął go do pokoju, przy czym do Różyca 63 1, II | go do pokoju, przy czym do Różyca zwrócony perorować 64 1, II | Od urodzenia podobno aż do dnia dzisiejszego pracuje 65 1, II | przygarbionego i skrzypce swe do piersi przyciskającego starca, 66 1, II | z nowym śmiechem szeptał do ucha Teresy coś, od czego 67 1, II | wąs na palec i parę razy, do siebie więcej niż do innych, 68 1, II | razy, do siebie więcej niż do innych, przemówił:~- Dzieci 69 1, II | ogólnym teraz usposobieniu do chorób nerwowych i trudności 70 1, II | radykalnego lekarstwa.~- Co do mnie - rzekł - znam jedną 71 1, II | wszystkim...~Pani Emilia jak do modlitwy ręce złożyła.~- 72 1, II | podała żądane przedmioty i do przywdziania ich dopomogła. 73 1, II | służących dla odprowadzenia pani do pokoju.~Różyc i Kirło z 74 1, II | całe z ganku wchodziło już do sieni i zaraz wejść miało 75 1, II | sieni i zaraz wejść miało do salonu.~Tymczasem po wschodach 76 1, II | Justyna wprowadziła ojca do górnej części domu, gdzie 77 1, II | Jeden z tych pokojów należał do Ignacego Orzelskiego i był 78 1, II | pokoju i zaczęła zeń wodę do miednicy nalewać. Stary 79 1, II | drobnymi krokami zbliżył się do skrzypiec i już je z pudła 80 1, II | ojcze! zaraz zawołają nas do stołu...~- A! do stołu - 81 1, II | zawołają nas do stołu...~- A! do stołu - powtórzył stary. - 82 1, II | lusterka wszystkie przybory do golenia się i czesania służące.~- 83 1, II | czy ona kiedy po ludzku do kogo przemówi! Burknęła... 84 1, II | usiadł przed lusterkiem i do robienia toalety swej przybierać 85 1, II | pokaże... Jeden ten chłopiec do wszystkiego... i przy kredensie, 86 1, II | wszystkiego... i przy kredensie, i do stołu usługuje, i mnie, 87 1, II | mnie, i panu Benedyktowi... Do czego to podobne, aby w 88 1, II | panienka surduty czyściła?... do czego to podobne?~Po ustach 89 1, II | klucz w zamku, schowała go do kieszeni i wyszła.~Drugi 90 1, II | mała, od jednego brzegu do drugiego wioząca dwóch ludzi. 91 1, II | Potem, gdy już łódź przybiła do brzegu, człowiek ów wyskoczywszy 92 1, II | piaszczystą ścianę. Od chwili do chwili zatrzymywał się i 93 1, II | zmącone, od samego nieba do ziemi.~ 94 1, III| Benedykt Korczyński należał do niewielkiej w jego pokoleniu 95 1, III| te gąbki, które stosownie do drzewa, na którym rosną, 96 1, III| jednak liczba uzbrojona do walki w odziedziczone lub 97 1, III| siły oparła się zwycięsko. Do ostatnich należał ojciec 98 1, III| które w atmosferze gnijącej do niczego służyć nie mogąc 99 1, III| szczudła użyteczne tylko do chodzenia po bagniskach 100 1, III| ale przynajmniej utajoną do nich zdolnością ojca. Wielkie 101 1, III| przez nich szkół średnich do wyższych naukowych zakładów. 102 1, III| promieniowi światła, który kiedyś do jego głowy z wielkiego ogniska 103 1, III| dobre przygotowanie synów do życia wchodziła też i rachuba. 104 1, III| Stanisław Korczyński należał do średnio zamożnych obywateli. 105 1, III| owe czasy krzywdą ludzką, do dziedzicznego swego Korczyna 106 1, III| skończył szkołę agronomiczną i do swego Korczyna wrócił w 107 1, III| uniwersyteckiego kursu, tylko co wrócił do rodzinnego domu z zamiarem 108 1, III| wyrazu można było stosować do niej nazwę dziewoi. Zanadto 109 1, III| przyjaźni i zgodzie, a teraz do życia ich wpłynął pierwiastek, 110 1, III| pochylały się ku nizinom, gotowe do wynagrodzenia krzywd, żebrzące 111 1, III| płomiennych oczu zawsze coś do mówienia i do śpiewania 112 1, III| zawsze coś do mówienia i do śpiewania miała z Anzelmem 113 1, III| umiał, przynosił dla niej do ogromnych mioteł podobne 114 1, III| postacie po raz pierwszy weszli do chaty braci Bohatyrowiczów, 115 1, III| wychudzoną, więcej jeszcze do studenta niż do osiadłego 116 1, III| jeszcze do studenta niż do osiadłego obywatela podobny, 117 1, III| poważnymi krewnymi, którzy do młodych Korczyńskich przyjeżdżali 118 1, III| łączyły się obszerne lasy do Andrzeja i paru sąsiadów 119 1, III| i nie mając szczególnych do sybarytyzmu skłonności bynajmniej 120 1, III| włażąc czyniły je podobnymi do wozów przebywających pewnego 121 1, III| młodości zaliczonymi zostały do bajek, i do takich w dodatku 122 1, III| zaliczonymi zostały do bajek, i do takich w dodatku bajek, 123 1, III| kilka miesięcy wyjechał do najbliższego miasta w celu 124 1, III| Benedykt Korczyński byłby do szczętu zrujnowanym. Ale 125 1, III| skądinąd, istniała zdolność do powściągliwości. Powściągnął 126 1, III| szerokimi krokami; gruby i do czerwoności ogorzały kark 127 1, III| bo koniec długiego wąsa do ust. wkładał i w zamyśleniu 128 1, III| od niego były. Wszedłszy do altany Benedykt po kilkakroć 129 1, III| Tak niezdolną jestem do zrozumienia i zapamiętania 130 1, III| te są bardzo zrozumiałe i do zapamiętania łatwe... Do 131 1, III| do zapamiętania łatwe... Do końca życia chyba nie zapomnę, 132 1, III| pieniędzy piorunem z nimi do Wilna leciałem. Całą przeszłoroczną 133 1, III| i ludożercę... Kiedyś mi do tego naszego ludu serce 134 1, III| zaszły nagle, ale oko nawykłe do wykwintnych form życia nigdy 135 1, III| mającym czasu ani chęci do podzielania jej ulubionych 136 1, III| zajęć wprost traciła ochotę do życia. Objawiało się to 137 1, III| wzrastającym jej wstręcie do wszelkiego ruchu. Po cóż 138 1, III| ją coś bardzo podobnego do lenistwa ciała i duszy. 139 1, III| duszy. Samo przejście z domu do ogrodowej altany nużyło 140 1, III| płóciennym surducie zwrócił się do niej twarzą, popatrzał jej 141 1, III| zrobiłem? Czy masz mi co do wyrzucenia? Ot, i dziś biegłem 142 1, III| wyrzucenia? Ot, i dziś biegłem do ciebie, aby przy tobie uspokoić 143 1, III| jej rękę, twarz swą blisko do jej twarzy przychylał i 144 1, III| czegóż chcesz? co mi masz do wyrzucenia? dlaczego jesteś 145 1, III| Wiedziałem od razu, że nie jesteś do pracy ani stworzoną, ani 146 1, III| chusteczki, którą na chwilę do oczu swych przycisnęła. 147 1, III| niewzględność. Ubodło go to znać do żywego, bo odpowiadając 148 1, III| średniego wzrostu, z twarzą do rydza podobną i zuchwale 149 1, III| ubligę...~- Podawajcie i do samego diabła, tylko mi 150 1, III| zawahał się i przez ramię do odchodzących ludzi zawołał:~- 151 1, III| sierdzistszy - niech pan do sądu idzie i nas ciągnie... 152 1, III| zgryzionym. Przyczyniła się do tego w znacznej części owa 153 1, III| człowiek grzybem jest, aby do jednego miejsca przyrastał 154 1, III| Życie! Od kilku lat pisywał do brata rzadko i listy od 155 1, III| doradza? Może to psie życie do niczego istotnie nie prowadzi? 156 1, III| że dziś, jutro napisze do Dominika w sensie twierdzącym. ~" 157 1, III| trzaskiem otworzyły się drzwi i do gabinetu wpadło małe stworzenie 158 1, III| i z Justynką w niedzielę do lasu sobie popłynęli, grzyby 159 1, III| słychać go było. Kiedy go do nauki napędzano, krzyczał: " 160 1, III| biegł co siła na folwark do parobkowskich dzieci czy 161 1, III| parobkowskich dzieci czy w pole do żeńców albo pastuszków; 162 1, III| rozjątrzenia. To usposobienie do gniewu i ponurości wzrosło 163 1, III| Tym razem ona to weszła do gabinetu jego i więcej jeszcze 164 1, III| zupełną swą chęć i gotowość do pomówienia z nią o interesach. 165 1, III| musi posiadać w swym ręku i do swego rozporządzenia, ponieważ 166 1, III| pani Emilia przestała już i do ogrodowej altany uczęszczać. 167 1, III| nowe sprowadzała materiały do ręcznych robótek. Teresę 168 1, III| we dworze zawsze miał coś do naprawiania i podtrzymywania, 169 1, IV | dniu czerwca, zjeżdżała się do Korczyna znaczna ilość gości. 170 1, IV | poświęcenia zdawały się od stóp do głowy przyoblekać jej wysoką 171 1, IV | zamyślone rysy. Gdy szła albo do kogo przemawiała, głowę 172 1, IV | Jadwidze Darzeckiej, całkiem do brata niepodobnej, przysadzistej, 173 1, IV | przed dwoma laty z Zygmuntem do tej okolicy przyjechała, 174 1, IV | więc pewno oboje wkrótce do Monachium lub Rzymu wyjadą, 175 1, IV | główkę i swe szafirowe oczy do niego znowu szczebiotać 176 1, IV | Krygował się, ramię jej do boku swego przyciskał, o 177 1, IV | miejsca szybko przybliżyła się do ojca, który na ogólne wstawanie 178 1, IV | grzebieniem we włosach. Do obiadu prawie nie siadała, 179 1, IV | wyjątkowym, panna Marta sporo do czynienia mieć musiała, 180 1, IV | szerokimi krokami przystąpiła do bocznego stołu, na którym 181 1, IV | imbryk i nalewać poczęła kawę do starych porcelanowych filiżanek.~- 182 1, IV | przebyły wielki przedpokój i do połowy salonu doszedłszy 183 1, IV | tak głęboki, że aż prawie do ziemi przysiadła, po czym 184 1, IV | folle de toi! - tuląc się mu do boku i oczy ku niemu wznosząc 185 1, IV | bólem miejsca. Trwało to aż do dzisiejszego ranka, w którym 186 1, IV | niegdyś, niegdyś... Wyszła do salonu dziwnie wzmocniona 187 1, IV | wykwintności nie pozostawiających do życzenia, ze sposobu mówienia, 188 1, IV | cery i rąk byli oni bardzo do siebie podobni, przedstawiali 189 1, IV | marzącego i jakby nałóg do malowniczości zdradzającego, 190 1, IV | Ale pan - zwrócił się do Różyca Zygmunt Korczyński - 191 1, IV | dotąd jeszcze nie doszedłem do zrozumienia, jakim sposobem 192 1, IV | piwnych oczu, zupełnie do oczu Benedykta Korczyńskiego 193 1, IV | koleżeńskiej poufałości szepnął do Różyca hrabia.~Ale młodziutki 194 1, IV | powinniście ogromnie wziąść się do pracy i nad ziemią, i nad 195 1, IV | z pewnym zakłopotaniem do stryjecznego brata przemówił 196 1, IV | chłopak i znowu zwrócił się do Różyca. - Mnie się zdaje, 197 1, IV | pewnie zechcesz zstąpić do klas niższych, tak długo 198 1, IV | żarliwością zwrócił się do Różyca:~- Ale pan... - zaczął.~ 199 1, IV | podnosić się zaczyna - szepnął do Różyca hrabia.~Ale Różyc 200 1, IV | niego przykrej, zwrócił się do Zygmunta z prośbą, aby przedstawił 201 1, IV | wraz z trzecim, który się do nich przyłączył, żywo rozmawiając 202 1, IV | i trochę strwożone. Ale do ramienia Zygmunta pośpiesznie 203 1, IV | z zalotnymi minkami coś do niego szepcąc uprowadziła 204 1, IV | wiedząc, że żartowniś zmierza do zupełnego upojenia starego, 205 1, IV | wymawiał się i jeden kieliszek do ust niosąc, drugi na środek 206 1, IV | chcesz, idź przynajmniej do panienek. Widzisz pan, jaką 207 1, IV | palcach trzymając kieliszek do połowy jeszcze zielonym 208 1, IV | poważnych panów jeszcze do gry nie zasiadało. Kończyli 209 1, IV | rozmawiali. Wprzódy nieco do salonu dolatywały z rozmowy 210 1, IV | zgrubiali, najmniej z pozoru do czynienia mieć mogący z 211 1, IV | uważacie panowie, że do Korczyna naszło mnóstwo 212 1, IV | Zniszczą Korczyn, myślę sobie, do góry nogami przewrócą, spalą, 213 1, IV | źrenicach.~- Cóż? Strach mnie do szpiku kości przejął... 214 1, IV | panie, pędzą... także do Korczyna... wprost do Korczyna... 215 1, IV | także do Korczyna... wprost do Korczyna... a tamci jeszcze 216 1, IV | ktoś w nich wmówił, że one do nich należeć powinny... 217 1, IV | należeć powinny... Wnieśli do sądu... i w pierwszej instancji 218 1, IV | kilka osób z przedpokoju do salonu wchodzących i pośpiesznie 219 1, IV | otaczało, bardzo zajętych rękę do czoła podniosła. ~- W imię 220 1, IV | W imię Ojca... - cicho do sąsiadki szepnęła.- Toż 221 1, IV | błyszczącym haftem wprowadzała ją do grona najpoważniejszych 222 1, IV | i przez Justynkę, którą do mnie przysyłał. A jakżebym 223 1, IV | bliska sąsiadka przybyła dziś do jej domu tak późno. Kirłowa 224 1, IV | pani Emilia podniosła rękę do czoła i gardła, jakby w 225 1, IV | wszystkim czyniły, szepnęła do drugiej:~- Jak ta Kirłowa 226 1, IV | wołał, a potem zwrócił się do otaczających: - Moja Marynia 227 1, IV | czerwonymi rękami, przyparli się do fortepianu i wytrzeszczonym 228 1, IV | Dziewczynkę Justyna przywiodła do grona panien i obok kilku 229 1, IV | czyniły zupełnie podobną do świeżo rozkwitłej i zza 230 1, IV | warzywny i nabiał zupełnie już do mnie należą...~-Ostatnie 231 1, IV | zobaczyłem ciebie! Ile ja tobie do powiedzenia mieć będę.~- 232 1, IV | mieć będę.~- Przyjedziesz do Olszynki?~- A jakże! przyjadę, 233 1, IV | w oczy. Wtem, jakby wtór do ich radości, rozległy się 234 1, IV | która wstała i zbliżyła się do fortepianu. Orzelski, który 235 1, IV | talerzem i słodkie oczy robił do starej panny z obwiązanym 236 1, IV | gracją ruchów nachylił się on do samego prawie ucha sąsiadki. ~- 237 1, IV | abyś nas kiedy razem do siebie zaprosiła... żebyśmy 238 1, IV | zbliżenie z nim poruszało do głębi całą jej istotę. On 239 1, IV | zapytał: dlaczego, gdy on do Korczyna przyjeżdża, ona 240 1, IV | widywać, wiem o tym! Masz do mnie urazę i pogardzasz 241 1, IV | pysznie rozwiniętą kobietę, do której z ożywioną i wzruszoną 242 1, IV | który uczynił ją podobną do twarzy bezbronnego, a dotkliwie 243 1, IV | pamięci? Czy nie przemówisz do mnie nigdy jak do przyjaciela 244 1, IV | przemówisz do mnie nigdy jak do przyjaciela swego, do brata?~ 245 1, IV | jak do przyjaciela swego, do brata?~Z trudnością odrywając 246 1, IV | już przy kartowych stołach do gry zasiadali. Pan Benedykt 247 1, IV | wraz z innymi gotował się do rozpoczęcia winta, ale widocznie 248 1, IV | usłyszała i nie spostrzegła, że do przedpokoju wbiegł za nią 249 1, IV | razem z nią zbliżył się do wieszadeł złożonych z rogów 250 1, IV | policzkach i obrazą w oczach do salonu powróciła. Za nią, 251 1, IV | ustach orzuciła ją od głowy do stóp jednym z tych spojrzeń, 252 1, IV | mocno, mocno tuliła się do boku swego męża i podnosiła 253 1, IV | a moja dusza.~Od stóp do głowy drżeć zaczęła.~- Moja 254 1, IV | lubię, aby kto wtrącał się do moich interesów... Sama 255 1, IV | Melancholiczka jesteś! Do głowy po rozum pójdź, chłopców 256 1, IV | porywając się z miejsca i do bufetu przyskakując krzyknęła 257 1, IV | własnymi rękami robić wolę niż do takich szkód dopuszczać! 258 1, V | odłamy przeszłości zbiegały do jej pamięci; szła prędko, 259 1, V | rozmarzeniem przybliżał się do przedmiotu miłosnych swych 260 1, V | kredytorów siadała z matką do powozu. Pojechały do Korczyna. 261 1, V | matką do powozu. Pojechały do Korczyna. Z pamięci Justyny 262 1, V | niewiele, końce długiego wąsa do ust wkładał i przygryzał, 263 1, V | uścisnął. Kiedy powróciły do domu, na dziedzińcu już 264 1, V | z czternastoletnią córką do Korczyna zabrał. Orzelski 265 1, V | napełniły się litością. Do obecnego pana Benedykta 266 1, V | tygodnie i miesiące zabierała do swoich niegdyś pięknych 267 1, V | w dłoniach ukryła twarz, do której dawna, silna i jedyna 268 1, V | każdy dzień i prawie każde do niej i o niej wymówione 269 1, V | geniuszowi jego dopomagała do wzrostu i lotu. Wszystko 270 1, V | Andrzejowa co parę dni wzywała go do Osowieca; Darzecka przyjeżdżała 271 1, V | niechęci wyrażająca, wpadała do gabinetu brata. Wdał się 272 1, V | Osowce wprawdzie zrujnują się do reszty, ale tobie samemu 273 1, V | marzenia pożerały jej czas i do syta karmiły myśli t serce. 274 1, V | kilkunastu zaledwie minutami do głębi istoty swej czuła 275 1, V | płóciennym surducie, długim do kolan obuwiu i małej czapce, 276 1, V | górką...~Odjął ręce od pługa do odejścia gotów. Justyna 277 1, V | okolicy, a stamtąd to już do dworu krótka droga.~Mówił 278 1, V | opasywały, ściągnął i parę razy do koni przemówił:~- Wolniej, 279 1, V | uzwyczajenia i od siły. Do tego i pługi teraz insze 280 1, V | siły własnej i uzdatnienia do tej pracy, którą przez całe 281 1, V | różne myśli przychodzą mnie do głowy. Słonko małego ptaszka 282 1, V | jeżeli kto na świecie nic do robienia nie ma?...~- To 283 1, V | odpowiedział - głos mój znają, do ręki idą... Wszelakie zwierzę - 284 1, V | już widać przyrodziłem się do ojca, bo nieboszczyk ociec 285 1, V | jego siedem lat miałem i do nikogo, zdaje się, tak jak 286 1, V | nikogo, zdaje się, tak jak do niego, przywiązany nie byłem...~- 287 1, V | dużej płachcie przymocowanej do pasa niosła mnóstwo polnego 288 1, V | samodziałowej spódnicy wyżej niż do kostek ukazywały się jej 289 1, V | można by ją było porównać do ogromnej, silnej i w sile 290 1, V | oddalającą się zauważyła.~- Co do piękności, to bynajmniej! - 291 1, V | Jakuba bardzo szanuje i do tego głowę sobie nabił...~ 292 1, V | a on to sobie tak wziął do serca, że od tego czasu 293 1, V | Czuć było, że zbliżali się do wsi dużej i ludnej. Głosy 294 1, V | powstrzymać się zupełnie, do kosarza, którego kosa pobrzękiwała 295 1, V | wrodził się - zauważył Jan do Justyny - taki gniewliwy 296 1, V | gryzie, że mu w jesieni do wojska trzeba iść... Jak 297 1, V | Sargasem, świata nie widzi, a do tego troszkę głupi. A siostrę 298 1, V | Ot już i okolica, i droga do dworu..,~Zdjął czapkę i 299 1, V | zaczął nieśmiało - panienkę do domu odprowadził, żeby podczas 300 1, V | na błękitno pomalowanych do połowy kryło się w łanie 301 1, V | kominem i słomianą strzechą. Do ogrodu stał boczną ścianą, 302 1, V | wyrzeźbionym okapem i niskie drzwi do wyjścia miał od dziedzińca, 303 1, V | leżała brona, stały kozły do piłowania drzewa i żółciało 304 1, V | które pochylało się już do zachodu, igrały po trawie 305 1, V | wysoki, bosy, w ciemnej, do kolan sięgającej kapocie 306 1, V | potrafił mnie zbałamucić! Do sąsiada po rozum nie pójdę 307 1, V | dwadzieścia lat nie widziałem i do śmierci już pewno nie obaczę...~- 308 1, V | konie ze szczekaniem wpadł do ogrodu.~- Mucyk! - rzucając 309 1, V | stary plecami przyparł się do ściany domu. ~- Na co mnie? 310 1, V | ją przywiodłeś, to idźże do niej sam...~- Kiedy mnie 311 1, V | prędko... ona w gościnę do nas przyszła... proszę iść...~- 312 1, V | czapce trząsł przecząco, do ściany wciąż się przypierał, 313 1, V | domu; Jan wpadł jeszcze do ogrodu.~- Niech panienka 314 1, V | I rzucił się ku stajni, do koni.~W dużym tym ogrodzie, 315 1, V | Pomiędzy malwami, sama do pysznie rozwiniętego kwiatu 316 1, V | sposobu, w jaki zbliżył się do nie znanej sobie kobiety, 317 1, V | zasypuj!~A zwracając się do Justyny znowu trochę czapki 318 1, V | nerwowych, które dla samej nauki do określenia i zwyciężenia 319 1, V | kiedyś postawę dębu i twarz do kwitnącego maku podobną? 320 1, V | kobierzec trawie od drzewka do drzewka przechodząc opowiadał 321 1, V | Anzelm.~I zwracając się do Justyny zwykłą sobie powolną 322 1, V | niemocy, ręce paliły się mu do roboty. ~- Już to też dziesiąty 323 1, V | człowieka, co sam na naukę do wielkiego miasta jeździł; 324 1, V | od młodu przyuczony byłem do stolarstwa i jego przyuczyłem.~ 325 1, V | W potrzebie najemników do pomocy bierzem, ale sami 326 1, V | i mile korzystać będą... Do tego - dodał - każdemu gniazdo 327 1, V | co inszego - dokończył - do wielkich miast jeżdżą, za 328 1, V | spojrzawszy ręką twarz zasłoniła i do domu wpadła. W minutę wybiegła 329 1, V | głową. Ciemny warkocz aż do pasa spadał po szczupłych 330 1, V | siostra - z cicha rzekł Anzelm do Justyny - z jednej matki, 331 1, V | szczeliny zaglądać musiały do wnętrza zagrody Anzelma. 332 1, V | swych spokojny. Pobiegł do siostry i za ramię ją wziąwszy 333 1, V | siostry i za ramię ją wziąwszy do ławki pod domem stojącej 334 1, V | cienka jej kibić była tak do młodej brzózki podobna, 335 1, V | płota głuchy stuk, podobny do tego, jaki by sprawiła spadająca 336 1, V | kaftanie, podobna istotnie do pulchnej i zarumienionej 337 1, V | przeskoczyła i szybko zbliżała się do rozmawiających. Z dala już, 338 1, V | tłustej jej twarzy śmiały się do nich jej białe zęby, błyszczące 339 1, V | zaszczebiotała: ~- Przyszłam do Antolki wody pożyczyć...~- 340 1, V | słabym uśmiechem zwrócił się do Justyny:~- Elżunia Bohatyrowiczówna, 341 1, V | czerwonych jagód i wnet je do ust poniosła, ale od płotu 342 1, V | z twarzą bardzo podobną do takiego rydza, w którego 343 1, V | niby to Anzelm żadnego żalu do pana Korczyńskiego w sercu 344 1, V | pamięta, jak pan Korczyński do góry nos podejmuje, kiedy 345 1, V | inszy: ja panu Korczyńskiemu do śmierci nie daruję i tego, 346 1, V | przeze mnie ma. Ja szlachtę do niego namówił, ja adwokata 347 1, V | mała mucha wielkiego konia do krwi ukąsi. Może ja w tym 348 1, V | krzyknął.~- Niech pan Fabian do upamiętania przyjdzie!- 349 1, V | Kiedy Jezus przed Herodem do Egiptu ubieżał, to i mnie 350 1, V | rozkoszy użyć,~Niech idzie do wojska służyć...~Czuć było, 351 1, V | Jan nieśmiało zbliżył się do Justyny.~- Czy pani nie 352 1, V | i w ten sam sposób mówić do niej zaczął. Stryj lepiej 353 1, V | niewiele więcej nad godzinę do zachodu zostawało...~- Janek!~ 354 1, V | my już dziś nie pójdziem do Jana i Cecylii?~Jan zmieszał 355 1, V | będzie - szepnął - jeżeli do jesiennej pory krzyża nie 356 1, V | całej uderzały, należała do organizacji, które rychło 357 1, VI | dzień letni zbliżał się do swego końca, w cichej i 358 1, VI | czasem jedne zza drugich do połowy zaledwie wysunięte 359 1, VI | skrętach biegły od domu do domu, przerzynały ogrody, 360 1, VI | drugiej przysunięte, podobne do siebie, a przecież rozmiarami 361 1, VI | kobiety cienkimi głosami do nocnych siedlisk zwoływały 362 1, VI | albo po grzędach rwały do koszów liście sałaty, lebiody, 363 1, VI | Czasem na koniu, prowadzonym do kuźni, przesunęła się postać 364 1, VI | ogólności był to rój ludzki do roju pszczół podobny, ciężko 365 1, VI | starcem, w płóciennej, aż do stóp zapiętej kapocie, a 366 1, VI | uspokoi się! Niech dziadunio do chaty powraca! Pacenko nie 367 1, VI | Proszę nie dziwaczyć i do chaty wracać !~Ale stary 368 1, VI | się tak, jak wtedy...~Jan do Justyny szepnął:~- Stary 369 1, VI | dziewczyna wielką, czerwoną rękę do Anzelma wyciągnęła.~- Dziękuję - 370 1, VI | schylając się dodała - proszę do chaty wracać... Mleczko 371 1, VI | pan Szymon gdzie idzie?~- Do Jana i Cecylii - odpowiedział 372 1, VI | cienki i żółty, wzniósł do wysokości swej głowy i drżącym 373 1, VI | łaskawi, przy bliskości, do chaty naszej zajść...~Szafirowe 374 1, VI | Ale Anzelmowi pilno było do celu wycieczki. Z grzecznym 375 1, VI | roztarganą kosą, wprowadziła go do zagrody, której dom, stary, 376 1, VI | powolnym ruchem zwrócił się do Jana, który z kilku stolarskimi 377 1, VI | tylko co odbytej podróży do miasta sprawę im zdawał. 378 1, VI | i kwita! wygon powinien do powszechności naszej należeć 379 1, VI | kwita!~- Od Adama i Ewy do nas przynależał - wzbił 380 1, VI | był nigdy nasz i święcie do pana Korczyńskiego przynależy - 381 1, VI | czuć było zbliżanie się do miejsc mokrych i żywymi 382 1, VI | gęstych krzewów, dopomagał mu do przebycia miejsc najtrudniejszych. 383 1, VI | pokostem powleczone i ściśle do krzyża przylegające trupie 384 1, VI | się po leżącej na ziemi i do połowy już obrobionej kłodzie 385 1, VI | mówienia o czymś, co go do milczenia raczej skłaniało. 386 1, VI | tu i nic tak osobliwego do gadania nie ma!~Nigdy jeszcze 387 1, VI | ojców naszych przepłynęła aż do nas. Mnie jej nauczył stary 388 1, VI | okiem. Całej pewności co do tego nie má, ale takie o 389 1, VI | jeziora i łąki, zachodzili do rybaków, do bobrowników, 390 1, VI | zachodzili do rybaków, do bobrowników, do sokolników 391 1, VI | rybaków, do bobrowników, do sokolników i do bojarów; 392 1, VI | bobrowników, do sokolników i do bojarów; zachodzili takoż 393 1, VI | bojarów; zachodzili takoż do świniarów i do bawolników, 394 1, VI | zachodzili takoż do świniarów i do bawolników, ale nigdzie 395 1, VI | monotonnością swą podobny do mruczącego u dołu strumienia. 396 1, VI | sobie, że podobną stała się do płowej łani, której trudności 397 1, VI | wschodzie słonka zdrowv i wesół do roboty wstawał, bo siły 398 1, VI | niej sobie prując, czego do dzisiejszego dnia te parowy 399 1, VI | stworzeń podtenczas człowiekowi do pomocy stało. Narzędzia 400 1, VI | pomocy stało. Narzędzia do wszelakich robót i myślistw 401 1, VI | orzechy, jagody i grzyby; do rzeki po napój przybiegały 402 1, VI | teraz wcale ona nie ma. Do tego i lubości bywało tu 403 1, VI | strachu i zasępu najedli się do sytości; że wiele razy od 404 1, VI | jeszcze nie miał. Poszli tedy do nich ludzie z różnych dalszych 405 1, VI | przypatrując się różnym niewiadomym do tego czasu dziełom i przemysłom. 406 1, VI | szósty handlując rybami, do których łapania wielką miał 407 1, VI | kończy się i moja gadka także do swego końca idzie - wymówił 408 1, VI | Zmiarkował zaraz, że od Knyszyna do tego miejsca, o którym jemu 409 1, VI | zadziwienia i żartobliwie do panów swoich zawołał: ~" 410 1, VI | dymów podnosiło się prosto do nieba. Na jabłoniach i śliwach 411 1, VI | a na dachach po stronach do słońca wystawionych dojrzewały 412 1, VI | rzucającymi się w nich rybami. Co do rzeki, tej w dole płynącej 413 1, VI | łowczowie złotne trąby wciąż do ust swych przykładali i 414 1, VI | kondycja moja niską była, pokąd do puszczy tej nie zaszedłem, 415 1, VI | długo, aż odwróciwszy się do panów, co wokół zgromadzeni 416 1, VI | Wtedy król odwrócił się do Jana:~"Ty, starcze, wedle 417 1, VI | wnukom i prawnukom, aż do najdalszych pokoleń i samego 418 1, VI | rycerskiemu odpowiednich odtąd aż do wygaśnięcia swego używać 419 1, VI | mniejszych i dotrwaliśmy do tej pory. Teraz szlachectwo 420 1, VI | stał wystrojony, z wąsami do góry. Insze o takie rzeczy 421 1, VI | pochylona, usta swe przyłożyła do szorstkiego rękawa jego 422 1, VI | ze zdumieniem wymówił:~- Do... do... dobra!~Kobieta 423 1, VI | zdumieniem wymówił:~- Do... do... dobra!~Kobieta prędko 424 1, VI | daje!~Odwrócił się i czoło do drzewa przycisnąwszy stał 425 2, I | wierzchołkami podobnymi do aksamitnych kołpaków. Było 426 2, I | chłopska pomiędzy łąkami do grupy wierzb przyparta. 427 2, I | było zgadnąć, że kiedyś do Olszynki należała. Był to 428 2, I | na granicy, za którą już do najdrobniejszych ułamków 429 2, I | skręconym - zaglądała ona do dzieży, w której dziewczyna 430 2, I | ciasto, albo przechodząc do izby czeladnej naglądała 431 2, I | sukienki zabierała się właśnie do mycia sałaty i skrobania 432 2, I | czesać, zawsze wszystkie do góry powstawały albo na 433 2, I | tołubku nieustannie z kuchni do sieni, z sieni na ganek, 434 2, I | sieni na ganek, z ganku do izby czeladnej drepce a 435 2, I | sałatę myje, odzywa się do niej czasem, z żartobliwą 436 2, I | więcej wolno, bo z promocją do czwartej klasy na wakacje 437 2, I | nim potem zrobi? Pojechała do miasta i wyprosiła, wychodziła, 438 2, I | wakacjach. Powinien się więc do nich przygotowywać, a nie 439 2, I | się albo pustuje? Wyszła do sieni, aby przez drzwi posłuchać, 440 2, I | nadąsany, ale i zawstydzony, do domu wrócił. Kirłowa z rozpaczą 441 2, I | Chodź! - z wielką powagą do syna rzekła i za rękę go 442 2, I | rzekła i za rękę go wziąwszy do bawialnego pokoju wprowadziła 443 2, I | odpowiedziała:~- Przywiązałam go do kanapy i kazałam uczyć się...~ 444 2, I | widziałaś, Róziu, w czym Marynia do ogrodu poszła?~- Marynia 445 2, I | jedyny grosz, który wpływał do jej kieszeni w miesiącach 446 2, I | serach; praniu, przywiązanym do kanapy Bolku i chorym na 447 2, I | końca ogrodów warzywnych do płotu dziedzińca przyparty 448 2, I | drobiazg, który zapewne do nich należał, a teraz pod 449 2, I | uśmiechnęła się znowu, ale wnet do towarzyszy swych zagadała. 450 2, I | nie odda. Tak doszła aż do ganku, na którym jednak, 451 2, I | grzecznie oświadczyli, że do odjazdu gościa na zakończenie 452 2, I | muślinowej chustce na szyi! Do sieni wpadła i z energicznymi 453 2, I | półgłosem rozkazując jej wnieść do izby czeladnej niecki z 454 2, I | mrugania ani gesty gospodyni do mu zruszyć jej z miejsca 455 2, I | worów z wełną przylgnęło do niej trochę białawego pyłu, 456 2, I | piwonia czerwony Boleś z nogą do nogi kanapy przywiązaną. 457 2, I | spostrzegać. Nachylił się do Broni pytając, czy zdrowa 458 2, I | na piersi. Uśmiechał się do dziecka, ale wyraz oczu 459 2, I | dziewczynki zwrócił się do Kirłowej:~- Ta faworytka 460 2, I | i była to już wina Rózi, do której codzienne sprzątanie 461 2, I | bogate, mniej bym się czuł do ciebie pociągniętym...~Zupełnie 462 2, I | nieprzezwyciężone, zupełne do podobnych rzeczy i ludzi 463 2, I | od... od czegoś podobnego do rozpaczy!~Przykrył binoklami 464 2, I | ścierkę!~Kirłowa obie dłonie do głowy podniosła.~- A niechże 465 2, I | ta dwoistość jest kluczem do odgadywania wielu na świecie 466 2, I | myślała.~- Cóż to tak trudnego do odgadnięcia! Gdybyś był 467 2, I | głupcem, nie dbałbyś o nic i do końca hulałbyś sobie wesoło, 468 2, I | a ponieważ, choć późno, do rozumu przyszedłeś, zrozumiałeś, 469 2, I | też chleb posadzono już do pieca i czy kupcy na wełnę 470 2, I | jest tak wyborną jak ta, do której przywykłeś...~Różyca 471 2, I | czy niezupełnie udać, bo do bawialnego pokoju doszedł 472 2, I | głos, którym przemawiała do służących. Potem jeszcze 473 2, I | słów z kupcami i na koniec do bawialnego pokoju weszła 474 2, I | odbijały na skromnym aż do ubóstwa tle tego domu, przypominając 475 2, I | w ruchu ręki podnoszącej do ust łyżeczkę jedząc konfitury 476 2, I | za to ciągłe podjeżdżanie do Korczyna...~- Naprzód nie 477 2, I | nie stroi się, nie zaleca do mężczyzn, nie szczebiocze...~- 478 2, I | tam przecież na świecie do wcale innych kobiet przywykliście 479 2, I | wiemy dobrze, dlaczego do tej lub tej kobiety pociąg 480 2, I | wyrażając się, sympatia. Do panny Justyny uczułem od 481 2, I | Dopóki dawałem jej to i owo do zrozumienia, okazywała się 482 2, I | wcale pięknym przywiązanym do niego podaniu ludowym... 483 2, I | zawoła Kirłowa - kobietę do żaby przyrównywać!...~- 484 2, I | Więc po cóż jeździsz do Korczyna?~- Bo mnie ta niespodziewana 485 2, I | I chwila przyjemności do pogardzenia nie jest...~ 486 2, I | dziwię.., Ale niepodobne do przewidzenia są kaprysy 487 2, I | nią, naturalnie, podobna do myszki wysunęła się Bronia. 488 2, I | cienkim, że podobnymi były do najpiskliwszych tonów jakiegoś 489 2, I | zamyślonym w chwili, gdy Kirłowa do małej bawialni wracając 490 2, I | przed kwadransem. Różyc rękę do niej wyciągnął.~- Biedna 491 2, I | mająteczkiem, z dziećmi...~Do głębi ujęta usiadła obok 492 2, I | im ruina, wzięła się sama do gospodarstwa i interesów. 493 2, I | synów kształcić pragnęła i do szkół ich oddała marząc 494 2, I | nie jest pewną, czy tak do końca będzie. Lada niepowodzenie, 495 2, I | tylko Bolek większej ochoty do nauki nabrał, a Staś tak 496 2, I | zupełnej swej niezdatności do osobistego zarządzania Wołowszczyzną, 497 2, I | potrzebuje koniecznie kogoś do zarządzania majątkami tymi 498 2, I | podobnego i przywiezie mi do podpisania. Za parę miesięcy 499 2, I | krewnego uśmiechała się do niej prawie rajskim powabem. 500 2, I | pańskich klamek, od komina do komina jeździł i syna z