Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
tlustych 1
tluszcz 1
tnac 2
to 1365
toalecie 1
toaleta 3
toalete 1
Frequency    [«  »]
1743 ze
1576 a
1572 do
1365 to
1051 ale
1034 jej
979 o
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

to

1-500 | 501-1000 | 1001-1365

     Tom, Rozdzial
1 1, I | kilkudziesięciu dworków małych. Był to wraz z brzegiem rzeki zginający 2 1, I | strumienie różnych głosów. Były to czasem rozmowy gwarne i 3 1, I | na wzgórzach borków. Było to przyczyną ich spóźnienia 4 1, I | wielkości chorągiew. Z dala to tylko widać było, że jedna 5 1, I | ciekawość budzić mogącą. Była to mała, chuda, okrągła twarz 6 1, I | używanie rękawiczek. Wszystko to uderzało tym więcej, że 7 1, I | jakkolwiek rozjaśniało teraz to zupełnie fizyczne ożywienie, 8 1, I | gałązki sośniny. Wszystko to rzucało jej w twarz falę 9 1, I | jeszcze mała byłaś, bo było to właśnie wtedy, kiedy ojczulek 10 1, I | Co tam! Niech ciocia na to nie zważa! Jaż wiem dobrze 11 1, I | złośliwość pewno... Co tam! Jakże to było z cholerą?~Zaczęły 12 1, I | puste zagony... Co dam krok, to półtora zagona przesadzę... 13 1, I | odpowiadają drudzy - już to nie co innego! Cholera, 14 1, I | macha!" Ta łopata, uważasz, to był mój kapelusz na słońcu 15 1, I | perswadowali chłopom, że to nie była cholera, tylko 16 1, I | wierzą... "Ot - mówią - czy to taka kobieta może gdzie 17 1, I | Justynko, że ludzka głupota to wielki i wieczny kamień. 18 1, I | ludzkiej złości. Już ja to wiem, bo był czas, że i 19 1, I | myślisz? - sarknęła - wiecznie to samo. Nikt nie uwierzy w 20 1, I | samo. Nikt nie uwierzy w to, czego sam nie doświadczył. 21 1, I | ukąsiły. Czy ty myślisz, że to miło być wziętą za cholerę? 22 1, I | wyglądam na tyle, sama to wiem, a i wtedy już niewiele 23 1, I | odpowiedziała panna.~- No, to dobrze, że wiesz; bo może 24 1, I | Ciekawam - szepnęła - jaką to komedię mieć dziś będziemy?~ 25 1, I | były robotą Pana Boga, w to ani trochę nie wierzę. Spowiadałam 26 1, I | nie tylko dlatego...~- To i dlaczegóż? no, dlaczegóż? - 27 1, I | po swojemu robię i nikogo to obchodzić nie powinno.~Marta 28 1, I | i z uwagą.~- A wszystko to - rzekła - poszło od tej 29 1, I | temu... Cha! cha! wiem ja to wszystko, wiem! Wieczna 30 1, I | inaczej niż wprzódy. Nie był to głuchy i do cichego grzmotu 31 1, I | współtowarzyszkom podróży. Był to mężczyzna trzydziestoletni, 32 1, I | dziewczęta.~- A skądżeś to pan wziął tyle dziewcząt? - 33 1, I | Anzelm Bohatyrowicz, co to teraz podobno schorowany 34 1, I | stał się... Jednakowoż jaki to był kiedyś mężczyzna... 35 1, I | dwadzieścia dwa... trzy... Jaki to był gwar u nas, jakie życie 36 1, I | wieczny smutek...~Mówiła to coraz powolniej, głową kiwała, 37 1, II | się za bór ciemny.~Nie był to dwór wielkopański, ale jeden 38 1, II | w oczy od razu wpadało, to wielka usilność o zachowanie 39 1, II | nie wznoszono, ale tylko to, co już stało i rosło, przechowywano, 40 1, II | tym miejscem przepłynęła, to cicha, to szumna, lecz nieubłaganie 41 1, II | miejscem przepłynęła, to cicha, to szumna, lecz nieubłaganie 42 1, II | ale i nic nie ubyło, a to, co brudził, łamał i rozdzierał 43 1, II | zszywał i naprawiał. Sprawiało to wrażenie pilnej pracy, usiłującej 44 1, II | poruszeniem ciała czy ducha.~Była to pani Emilia Korczyńska, 45 1, II | Bez kapelusza! jakże to można chodzić bez kapelusza! - 46 1, II | kapelusza i rękawiczek?~- Była to zapewne jakaś wiejska dziewczyna... 47 1, II | mistyfikuje... Doprawdy! jak to można tak mistyfikować!~- 48 1, II | tłumaczył się Kirło. - Nie była to wcale żadna wiejska dziewczyna, 49 1, II | idąca, bez kapelusza... to być nie może...~- To być 50 1, II | to być nie może...~- To być nie może... Pan zawsze 51 1, II | powiem jej imię i nazwisko, to co będzie? - ż przekorną 52 1, II | twierdziła pani Emilia.~- To być nie może! jakże to być 53 1, II | To być nie może! jakże to być może! - wstydliwie chichotał 54 1, II | przekomarzał się Kirło - co mi za to będzie? Bez nagrody nie 55 1, II | Co mnie panie dadzą za to, ha? Chyba panna Teresa 56 1, II | jeżeli pani mię pocałuje, to powiem, jeżeli nie, to nie !~ 57 1, II | to powiem, jeżeli nie, to nie !~Wykwintny, w cieniu 58 1, II | darmo już zaspokoić. Taki to los biednego człowieka na 59 1, II | nazwisko gracji.~- Była to - wzdychając i wydymając 60 1, II | zadeklamował Kirło - była to cioteczna siostrzenica pana 61 1, II | dobrą, tylko oryginalną, ale to tak oryginalną, że nie wiem 62 1, II | doprawdy, skąd jej się to wziąć mogło... Zawsze inaczej 63 1, II | przypatrzył... a raz tylko, i to śród drogi, cukierek ten 64 1, II | była ona malutką... Wszakże to drugi raz dopiero mam przyjemność 65 1, II | jak państwa. Zawdzięczam to panu Kirle, który mię pod 66 1, II | ja także zaczynam być o to niespokojną i zapewne dlatego 67 1, II | wiejskim - znać odziedziczył to po ojcu - a Leonię wysłała 68 1, II | nie mogła... Zresztą, jest to jeszcze dziecko, ma rok 69 1, II | rozmowę z panem domu. Czynił to~nawet z pewnym przymileniem, 70 1, II | nie puścili...~Nie była to właściwie odpowiedź niegrzeczna, 71 1, II | woły pracują, zdołają... to... tamto... tego...~Źrenice 72 1, II | obchodził go on niewiele.~- Któż to może przewidzieć? - zaczął. - 73 1, II | stracone...~- Wiem o tym, ale to co innego! - zawołał Korczyński. - 74 1, II | byłeś wielkim panem... No, a to... tamto... Ale chciałbym 75 1, II | prawdziwie czy nieprawdziwie, o to widocznie nie dbał. Nie 76 1, II | bardzo żywo, może uważał to sprawozdanie za próżną dla 77 1, II | obiadu przygotowane! Jakże to dobrze! Pani Emilia była 78 1, II | patrzy, a co się tyczy domu, to już do mnie to należy.~- 79 1, II | tyczy domu, to już do mnie to należy.~- To nic - szeptała 80 1, II | już do mnie to należy.~- To nic - szeptała Teresa ale 81 1, II | święto konie nie zajęte...~- To niech odpoczywają, a jak 82 1, II | Wieczna głupota! Czy to my księżniczki; żebyśmy 83 1, II | domowych sześć, a dwóch panów - to osiem... a tu na dziesięć... 84 1, II | się jeszcze na nich? No, to dziś trzech będziesz miała 85 1, II | rzeczy wyglądającego. Był to staruszek średniego wzrostu, 86 1, II | wyrazem wstydu i zalęknienia. To zmieszanie i zalęknienie 87 1, II | przepracował... Ale gra za to... gra...~- Puść mię pan... 88 1, II | głośno:~- Mars! Mars!~Na to wołanie zjawił się .w progu 89 1, II | modlitwy ręce złożyła.~- O, cóż to jest? - zawołała.~- Morfina - 90 1, II | odwracając zapytał:~- Któż to jest ta panna Orzelska?~ 91 1, II | procencie u pana Benedykta. Cóż to za posag... Wcale posagu 92 1, II | jak szerszeń.~- Zauważyłem to właśnie przed chwilą...~ 93 1, II | zwykle drgnęły, a drgnienie to udzieliło się czołu i przebiegło 94 1, II | podługowatym pudle. Czyniąc to, z cicha i trochę szorstko 95 1, II | zniechęcenia.~- Po co ja to mówię! Tyle już razy prosiłam... 96 1, II | żebyś ty wiedziała, jak to trudno... zresztą... cóż 97 1, II | trudno... zresztą... cóż to szkodzi!~- O! - zawołała - 98 1, II | Stary zachmurzył się.~- Otóż to - gderliwym tonem zaczął - 99 1, II | Benedyktowi... Do czego to podobne, aby w takim domu... 100 1, II | oczyścił? Ty sama! Czyż to pięknie, aby panienka surduty 101 1, II | surduty czyściła?... do czego to podobne?~Po ustach Justyny 102 1, II | może... - odparł stary - to i cóż?~- Teraz nie można - 103 1, III| naukowe studia. Zawdzięczał to czasom, w których upłynęła 104 1, III| czas jakiś jej wychowańcem. To zapewne, a może także rodowe 105 1, III| zawieszają się ludzkie życia, to życie nie wzbiło się bardzo 106 1, III| byli i tacy, którzy czynili to samo; ale poważna większość 107 1, III| na całe gardło krzycząc: "To nie podobna!" Jednak dzięki 108 1, III| być tak boga tymi, jak się to ze strony wydawać mogło. 109 1, III| W całości swej stanowiło to fortunę wcale piękną, która 110 1, III| spod Baru i Samosierry, to zaś, co w okoleniu najbliższym 111 1, III| dziedziczką ożenionym, a przez to ożenienie i osobisty majątek 112 1, III| odkąd poznali się z sobą, to jest odkąd bracia Korczyńscy 113 1, III| mu te dwa lata! ~Wszystko to po upływie pewnego czasu 114 1, III| tak niezmiernie innym było to, co nastąpiło po nim... 115 1, III| bankowy, aby bratu wypłacić to, co mu się według ojcowskiego 116 1, III| drugim już długiem. Były to długi konieczne, z natury 117 1, III| gatunku jesienne drogi, kiedy to koła po osie, a konie po 118 1, III| cztery. Z początku czynił to niezgrabnie i zawsze jeszcze 119 1, III| żona.~- Hm! zawsze mię o to pytasz, zawsze ci wszystko 120 1, III| swoją rozrywać... Jakaż to pustynia?~- Ja ciągle żyję 121 1, III| mnie kosztuje na przykład to ciągłe prawowanie się z 122 1, III| biło. Ale cóż? Ciemnota to jest, a ja na to nic nie 123 1, III| Ciemnota to jest, a ja na to nic nie poradzę. Las mi 124 1, III| O! i ja także wiem, co to płakać bez łez...~Benedykt 125 1, III| ciebie, Emilciu, pochodzi to z nerwów... mnie zaś - no! 126 1, III| więc teraz... Ba! byłże to ten sam człowiek, co przed 127 1, III| do życia. Objawiało się to w coraz wzrastającym jej 128 1, III| trzydziestoletnia brunetka w milczeniu to wszystko wspominała i myślała, 129 1, III| pierwszy już raz zauważyłem to w tobie, o! nie pierwszy... 130 1, III| czarnoksiężnik! - odparł. - Życie to, moja duszko, życie zmienia 131 1, III| nigdy nie zgodzę się na to, aby życie wymagało od nas 132 1, III| w świat o kiju...~Mówił to łagodnie, ale gdy teraz 133 1, III| zajmuje się Marta.., ty robisz to tylko, co chcesz... Dzieci 134 1, III| co mam, wyliczże teraz to, czego nie mam. Cóż ja mam? 135 1, III| zawsze, że mię kochasz! Ja to uważam za bolesną tylko 136 1, III| tak, że się zachwiało to biedne, słabe zdrowie moje. 137 1, III| się na rezygnację. Ale za to gdybym ja miała choć rozrywki 138 1, III| innym, nie pozwala mi na to słabe moje zdrowie...~Mówiła 139 1, III| słabe moje zdrowie...~Mówiła to wszystko bez gniewu, cicho 140 1, III| się już nigdy... Nie jest to już dla mnie nowym odkryciem, 141 1, III| Cóż robić? Niech jeszcze i to... Tylko pozwól powiedzieć 142 1, III| nie wcale poezją, jak to sobie wyobrażasz, ale przestarzałą 143 1, III| Cóż robić? Niech jeszcze i to...~W głosie jego słychać 144 1, III| niewzględność. Ubodło go to znać do żywego, bo odpowiadając 145 1, III| Zaraz! Jak nazywacie się? to jest... imiona wasze?~Starszy 146 1, III| jeszcze dźwięk głosu, z jakimi to imię i nazwisko wymówionymi 147 1, III| przestankami czytać go zaczął. Był to list brata jego Dominika, 148 1, III| założyć, czy podrady brać. Ale to już trzeba umieć robić i 149 1, III| teraz. Ja wiem, że tobie to wbić w głowę nie będzie 150 1, III| Ja uczciwie żyję (temuż to i w spekulacjach szczęścia 151 1, III| dobrze stoją. Dbajże i ty o to, abyś dla urojonej ce1i 152 1, III| i słusznie doradza? Może to psie życie do niczego istotnie 153 1, III| duszę w sobie gasi. Gdyby to choć we dwoje... ale tak... 154 1, III| bynajmniej straszną, a tylko to jest strasznym, co jej tu 155 1, III| swojej pustyni!. Ot, ja to na pustyni żyję! Ani wygadać 156 1, III| bo jeżeli na zawsze... to z tęsknoty zdechnę..."~Wtem 157 1, III| pocałunkiem zamknął. Był to jedyny sposób powstrzymania 158 1, III| jacicę? Julek mówił, że to takie malusieńkie, malusieńkie 159 1, III| żeby tateczko wiedział, jak to dobrze pływać i ryby łowić!... 160 1, III| świeże usta jego syna. Był to swawolnik i wisus, jakich 161 1, III| schudł... Korczyński na to dziecko swoje patrzał teraz 162 1, III| oni z sobą oprócz innych i to rodzinne podobieństwo, że 163 1, III| nich częste rozjątrzenia. To usposobienie do gniewu i 164 1, III| niezapomnianą rozmowę. Tym razem ona to weszła do gabinetu jego 165 1, III| nimi, jeżeli nie zupełne, to przynajmniej niejakie porozumienie. 166 1, III| przyozdobić trochę swoje gniazdko, to jest te pokoje, w których 167 1, III| zażądałam, ale sprawiało ci to kłopot, a ja znowu odmawiałam 168 1, III| mymi nie dokuczać. Tobie to więc nie zrobi różnicy żadnej, 169 1, III| poufnym swym mawiała:~- To cały mój świat!~Światem 170 1, III| je, związywał i drżał o to, aby kiedykolwiek nie porwały 171 1, III| nie znaczącymi wyrazami: "To... tamto... tego..." Nie 172 1, III| jąkając się zaczynał swoje: "To... tamto...'', słuchaczom 173 1, IV | znaczna ilość gości. Był to już zwyczaj przyjęty od 174 1, IV | losem dość ciężką. Byli to sąsiedzi Benedykta Korczyńskiego, 175 1, IV | znali kiedyś podobne parady; to od dawna od nich odwykli. 176 1, IV | że kilka patrzących na to osób uśmiechnęło się albo 177 1, IV | twarz córki.~- Nie wypada... to prawda, że nie wypada; a 178 1, IV | wypada; a kiedy nie wypada, to nie ma już co... chodźmy..,~ 179 1, IV | na córkę spojrzał - albo to ty na takie rzeczy uważasz? 180 1, IV | już żonaty... ale serce to te... nie sługa... wiem 181 1, IV | nie sługa... wiem ja to sam... pamiętam...~Justyna 182 1, IV | trochę ochrypły - po jakiemu to filiżanki wytarte! pył na 183 1, IV | zagrożone bólem miejsca. Trwało to do dzisiejszego ranka, 184 1, IV | najdłużej mieszkał w Wiedniu, to miasto znajdował najweselszym 185 1, IV | sylaby zaczął hrabia - jak to dziwnie i... trochę... ambarasująco... 186 1, IV | Wołowszczyźnie. Słyszałem, że to dobra bardzo zaniedbane, 187 1, IV | wyrazistej twarzy studenta.~- Jak to!... - zaczął - a ja myślałem, 188 1, IV | zważał i mówił znowu:~- Mnie to, widzi pan, niezmiernie 189 1, IV | zawsze i wszędzie... Jest to zwykłą cechą pierwszej młodości... ~- 190 1, IV | popadł był kiedyś, kiedy to zamierzał zstępować... dźwigać...~ 191 1, IV | tkliwości i słodyczy. Był to jednak przelotny błysk, 192 1, IV | chowany... bez ojca!... Co to jest chłopców wychowywać 193 1, IV | chłopców wychowywać bez ojca, to ja wiem, bo i mnie w tym 194 1, IV | zabrakło!...~- Ciotkę miał za to - sprzeciwiła się pierwsza - 195 1, IV | pierwsza - Darzecką, co to wypadkiem za bogatego człowieka 196 1, IV | łaska!~- Dobrze, a który to?~-Drugi! - z dobrodusznym 197 1, IV | gdybym jeszcze ten wypił, to nie mógłbym te...~- Czego 198 1, IV | odrzekł Kirło. - No, to kiedy pić pan nic chcesz, 199 1, IV | panowie może nie wiecie, jaki to z naszego muzyka bałamut 200 1, IV | czy profesjonalne, jako to: tyle i tyle kopiejek za 201 1, IV | wstrząsał czasem i uśmiechał się to filuternie i niedowierzająco, 202 1, IV | filuternie i niedowierzająco, to smutnie. Raz jednak, wśród 203 1, IV | Te gazety, moi panowie, to czyste zawracanie głowy, 204 1, IV | człowiek na noc naczyta, to potem śnią mu się takie 205 1, IV | patrzę, z tych pagórków, co to wiecie, tam het, za równiną... 206 1, IV | wojska...~Tu zaciął się.~- To... tamto...~Promień słońca 207 1, IV | szpiku kości przejął... lecą! to... tamto... panie, pędzą... 208 1, IV | dymem nie puścili... a teraz to... tamto... i będzie mnie 209 1, IV | Zanoszą teraz apelację... trwa to już dwa lata i co mię ta 210 1, IV | sąsiadki szepnęła.- Toż to Kirłowa zjawia się tutaj! 211 1, IV | tutaj! A skądże jej się to wzięło! Już chyba lat z 212 1, IV | bardzo kształtnymi usty. Była to po prostu zgrubiała i sterana 213 1, IV | pomocy zacnego sąsiada? Teraz to już nic: nauczyłam się i 214 1, IV | przychodzi... Z małymi dziećmi to jak ze szkłem ostrożności 215 1, IV | oczy zwilgotniały.~- Jak to dobrze, jak to dobrze, że 216 1, IV | zwilgotniały.~- Jak to dobrze, jak to dobrze, że choć raz w świat 217 1, IV | otaczających: - Moja Marynia to taka domatorka, że od 218 1, IV | A ty co porabiasz?~- To co i dawniej: mamie w gospodarstwie 219 1, IV | Żyje, zdrowiuteńka!~- To dobrze! A też dzieciaki, 220 1, IV | drwinom znajomych. Było to prawie czarodziejstwem, 221 1, IV | już ich nie podniosła. Był to wzrok taki, jakim śmiały 222 1, IV | dziewczyny bałamucić? No, to spotykaj się z nią w swoim 223 1, IV | odpowiedziała:~- Nie, nie... nie to!~Chciała mówić dalej, ale 224 1, IV | nieopisanym wyrazem. Były to oczy Klotyldy, więcej jeszcze 225 1, IV | ciągnął żartowniś - toż to pierwsza miłość mężulka... 226 1, IV | serce, które spojrzenie to jej posyłało, zdjąć musiały 227 1, IV | przez grzeczność. Kirło za to tak chciwie na zielone sukno 228 1, IV | jak strzały obelgi. Ale to młode serce, o szczęście 229 1, IV | z wdziękiem. Powodzenie to ośmieliło znać i ucieszyło, 230 1, IV | odpowiedziała.~- A co ja na to poradzę? Melancholiczka 231 1, IV | pójdź, chłopców bałamuć, to i wesoło będzie...~Mówiła 232 1, IV | wesoło będzie...~Mówiła to zwykłym sobie tonem, szorstko 233 1, IV | wykrzykiem kobiecym. Była to panna służąca pani Emilii, 234 1, IV | kryształową karafkę stłukła! Otóż to wasza pomoc! Idź mi stąd 235 1, V | udeptana. Wydłużając się, to skracając zwracała się ona 236 1, V | błękitnej kopuły nieba. Była to niska puszcza, u szczytów 237 1, V | Można było nawet uczynié to spostrzeżenie, że obie jego 238 1, V | częściej ponurą... Była to jej nauczycielka, Francuzka... 239 1, V | czarnym, wdowim ubraniu. Była to po panu Benedykcie druga 240 1, V | wzrostu i lotu. Wszystko to, bez gniewu i uniesienia, 241 1, V | Monachium, wrócił żonaty. ~Całe to zajście było dla Justyny 242 1, V | i dotknęła jej ręki. Cóż to było? Podobała mu się? Widziała 243 1, V | Podobała mu się? Widziała to nadto, ale czyliż także 244 1, V | naturalnie, powiedziano jej to kiedyś i sama to przyznawała - 245 1, V | powiedziano jej to kiedyś i sama to przyznawała - była ona nie 246 1, V | rozległ się głos ludzki. Był to silny i czysty głos męski, 247 1, V | przyprowadziła - zauważył. - Ale to nic - dodał - że panienka 248 1, V | wprost okolicy, a stamtąd to już do dworu krótka droga.~ 249 1, V | żartować.~- Panienka niby to zna się na gospodarstwie?~ 250 1, V | ciekawość i zachwycenie. To i owo z rozmów toczonych 251 1, V | że letko. Po pierwsze, to od gruntu zależy, a po wtóre, 252 1, V | dawniej. Dla mnie mórg zaorać to tak, jak prawie na spacer 253 1, V | dotąd popatrzył na nią.~- Ja to już dawno wiem - ciszej 254 1, V | być i wesoło. Najgorsza to jest rzecz, kiedy człowiek 255 1, V | swoich biedach myśli!... ~- To prawda - uśmiechnęła się 256 1, V | do robienia nie ma?...~- To nie może być... - zaczął 257 1, V | powiedziawszy - dodał - to stryj Anzelm był dla mnie 258 1, V | wesołością dokończył:~- Teraz za to wszystko u nas odmieniło 259 1, V | żądaniach wynajdę.~- Jakież to żądania? - z żartobliwym 260 1, V | wyglądająca kobieta. Była to dziewczyna dwudziestoletnia, 261 1, V | niesie?~- Ziele dla krów! czy to pan Jan nie poznał? Widać, 262 1, V | że na słońce spojrzał, to w oczach pociemniało!~- 263 1, V | wymówiła prędko:~- Dlaczego to pan Jan niełaskaw nigdy 264 1, V | swojej ponętnej Cerery.~- Kto to? - zapytała Justyna.~- To 265 1, V | to? - zapytała Justyna.~- To jest panna Domuntówna, najbogatsza 266 1, V | Aktorka, czyli sukcesorka... to jest.:. dziedziczka... Dziadunio 267 1, V | zauważyła.~- Co do piękności, to bynajmniej! - z widocznym 268 1, V | pracowita i z dobrym sercem, to prawda! Czy panienka uwierzy, 269 1, V | najemników trudno było, to, śmiech powiedzieć, sama 270 1, V | prędko zagadał:~- Ten Jakub to może już prawie dziewięćdziesiąt 271 1, V | Żonka go porzuciła, a on to sobie tak wziął do serca, 272 1, V | czasu troszkę zwariował. Nie to, żeby całkowicie wariatem 273 1, V | wstyd patrzeć! Będzie wam za to od ojca!...~Zaczepiony, 274 1, V | tego Adasia najwięcej teraz to gryzie, że mu w jesieni 275 1, V | trzeba iść... Jak sobie na to wspomni, gadziną staje... 276 1, V | obraz tylko co ujrzany. Był to raczej mały i skromny obrazek 277 1, V | wszystkim jest wspólność.~Mówiąc to dwoma skokami przebył białą 278 1, V | podana i mucha poniesie to, co pan Korczyński w wyższej 279 1, V | skoszoną trawę. ~- Czemuż to tak? - wybuchnęło zza płotu 280 1, V | popędliwe zapytanie. - Czy to Anzelm dla naszej powszechności 281 1, V | człowiek za młodu nauczy, to i na starość mruczy - dojadał 282 1, V | Daj pokój Mucyku! Kto to taki? Pani jakaś? czego 283 1, V | Justyna. Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadałem... 284 1, V | kiedy przywiodłeś, to idźże do niej sam...~- Kiedy 285 1, V | sam idź!~- A konie! I czy to pięknie, żeby stryj sam 286 1, V | lat pięćdziesiąt, ale była to twarz cierpiąca i zamyślona, 287 1, V | uczucie niechęci. Spostrzegła to Justyna i ze zmieszaniem 288 1, V | wszystek owies zasypałem...~- To idź i zasypuj!~A zwracając 289 1, V | sadek upodobał. Wszystko to pochodzi z mego własnego 290 1, V | ręką i prędko dodał:~- A to pewno Janek pani o tym mówił... 291 1, V | opowiedzieć trudno... A co to był za defekt, o tym jeden 292 1, V | mnie nazywali... Duszna to podobno była choroba więcej 293 1, V | nieraz zapytywał siebie o to, bo w zwykły sobie sposób 294 1, V | bywają zdarzenia... Bywa to, że człowieka przez pole 295 1, V | czapki nieco uchylił.~- To może pani będzie łaskawa 296 1, V | hodowania i gatunki. ~- To jest bonkreta... a to panny 297 1, V | To jest bonkreta... a to panny jesienne... to francmadama ... 298 1, V | a to panny jesienne... to francmadama ... tam trzy 299 1, V | wiary - zawołał - że stryj to wszystko własnymi rękami 300 1, V | chłopak wahał się znowu, to ku dziedzińcowi, to na Justynę 301 1, V | znowu, to ku dziedzińcowi, to na Justynę patrząc. Widocznym 302 1, V | świętą Wolę Bożą szemrał za to, że go bezczynnym i niepożytecznym 303 1, V | się mu do roboty. ~- Już to też dziesiąty rok, jak zmartwychpowstałem 304 1, V | sąsiadów wyprocesowaliśmy to, co nam odebrane było, potem 305 1, V | zatoczył dokoła:~- Wszystko to jest robota własnych rąk 306 1, V | powoli dodał: ~- Wszystko to jest doczesność i znikomość. 307 1, V | Patrzył w ziemię, mówił to monotonnie i coraz ciszej; 308 1, V | twarzy Justyny.~- Panowie to co inszego - dokończył - 309 1, V | jej w tej chwili, że było to bardzo, niezmiernie dawno. 310 1, V | dziewczynkę przypomniała sobie to koromysło i te dwa ciężkie 311 1, V | plecach jej widziała.~- Czy to nie ciężko wodę nosić... 312 1, V | zna, ale pewno i lubi!~- To jest prawda, że panienki 313 1, V | Alżunia! a ty tu czego? Czy to tobie w chacie roboty nie 314 1, V | trochę świeciły. - Dawne to już czasy, kiedy przez nasze 315 1, V | nogi, a nie wiadomo, co by to pan Korczyński powiedział, 316 1, V | czapkę poprawił.~- A niby to Anzelm żadnego żalu do pana 317 1, V | błyszczącymi oczami ciągnął: ~- Czy to Anzelm już nie pamięta, 318 1, V | koszta położy. Dobrze mnie i to. Dobra kozie brzoza. On 319 1, V | nawie nie utonie...~Mówiąc to wszystko brał się w boki, 320 1, V | chłopakowi spojrzeć.~- A co to? - krzyknął.~- Niech pan 321 1, V | naplotło mi się w gębie, to przepraszam... przepraszam... 322 1, V | Herodem do Egiptu ubieżał, to i mnie przed tobą ubieżać 323 1, V | tobą ubieżać nie wstyd; ale to sobie pamiętaj, że jaja 324 1, V | zawołał:~- Adaś! a nie mogłeś to koniczyny skosić, kiedy 325 1, V | po tysiąc razy bodajby to pragnienie we wstręt się 326 1, VI | można by mniemać, że był to tylko gęsty pas roślinności, 327 1, VI | ludzkie siedliska. Były to szare, niskie i słomą pokryte 328 1, VI | grochy pachnące. ~Wszystko to związane z sobą było podwójną 329 1, VI | lip. Lecz w ogólności był to rój ludzki do roju pszczół 330 1, VI | tu, odzywały się ówdzie, to bliżej, to dalej, to skoczne, 331 1, VI | odzywały się ówdzie, to bliżej, to dalej, to skoczne, to tęskne, 332 1, VI | ówdzie, to bliżej, to dalej, to skoczne, to tęskne, pojedynczy, 333 1, VI | bliżej, to dalej, to skoczne, to tęskne, pojedynczy, męski 334 1, VI | nigdy już nie przyjedzie! To tylko te złe chłopcy Ładysiowe 335 1, VI | że Pacenko przyjechał... To ten Pacenko, co mu kiedyś 336 1, VI | głosem zapytał:~- A gdzie to pan Jakub idzie?~Małe oczy 337 1, VI | Ja, Szymon, ale gdzie to pan Jakub idzie?~- Szymon - 338 1, VI | objaśnił Jan Justynę - to był mój dziadunio, stryja 339 1, VI | mówi, że nie przyjechał!... To te chłopcy znów mnie zwiedli. 340 1, VI | Aha! Jan i Cecylia! Było to w starych czasach, w sto 341 1, VI | bez tego wygonu! Oj, k a b to prawda była, panoczku, że 342 1, VI | względem niektórych - dodał - to powiedzieć można, że na 343 1, VI | ziemi skrobała kartofle.~- To jest Ładysiowa, czyli Władysławowa 344 1, VI | stąd jeszcze Niemen. Było to tak, jakby z powierzchni 345 1, VI | mających wiklin. Wszystko to ze stron obu i z wielkiej 346 1, VI | puszysty szlak łąki. On to zdradzał tajemnicę przyrody 347 1, VI | piąć się po stokach gór; to nagie, skaliste, ostrymi 348 1, VI | kolczystą wikliną zjeżone, to zielone i tajemniczo pod 349 1, VI | gotującego się kipiątku. Była to krynica, której kryształowa 350 1, VI | liść szeleści... ~Było to niewyraźne echo przynoszące 351 1, VI | w którym ona stała. Ale to przypomnienie błyskawicą 352 1, VI | drzewa, aby rozpoznać, że to grobowiec.~Był to grobowiec 353 1, VI | rozpoznać, że to grobowiec.~Był to grobowiec bardzo prosty 354 1, VI | żąda posłyszeć historię, to o moją fatygę bynajmniej... 355 1, VI | Gadaj gadkę! Bajki babom, a to, co ja powiem, nie bajka!~ 356 1, VI | ożynowego krzaku.~- Było to w starych czasach, w sto 357 1, VI | niewiadomej kondycji, i to tylko można było poznać 358 1, VI | bardzo w sobie silny, tak jak to rzadko pomiędzy panami, 359 1, VI | pospólstwie bywa, a ona, czy to szła, czy to stała, czy 360 1, VI | a ona, czy to szła, czy to stała, czy mówiła, czy milczała, 361 1, VI | dość że nietrudno znaleźli to, czego szukali. Cały tutejszy 362 1, VI | gdzie zobaczyć można było i to przy miastach, a w głębokiej 363 1, VI | nie słyszał o nim. Ale za to byli tacy, co w dębowych 364 1, VI | bawolniki. O pieniądzach to jeszcze gdzieniegdzie i 365 1, VI | Boga chrześcijańskiego niby to wszyscy już uwierzyli, a 366 1, VI | tęczami nalane. Jak oni to wszystko znieśli i przemogli, 367 1, VI | znieśli i przemogli. Już to jest pewne, że żaden człowiek 368 1, VI | siebie nie dobędzie. Prawda i to, że wiele rzeczy i stworzeń 369 1, VI | straszno i bezpiecznie. To tylko jest pewne, że nacierpieli 370 1, VI | cuda. A jak raz przyszli, to już na długo przy nich ostawali 371 1, VI | królowi donieśli, jakie to dziwy dzieją się gdzieściś, 372 1, VI | właśnie w tej porze, kiedy mu to doniesienie zrobionym było, 373 1, VI | panie! Sami tego żądamy i o to waszą królewską mość upraszamy".~ 374 1, VI | mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa przymnażając: 375 1, VI | odwiecznego jego siedliska uczynił to wdzięczne i obfitością ciekące 376 1, VI | wymówił jeszcze:~- Działo się to w roku, na tym pomniku wypisanym, 377 1, VI | się i jesteśmy... Ale o to bynajmniej. Wszyscy my kołki 378 1, VI | Chłopami być czy panami, to za jedno; ale w bydło obrócić 379 1, VI | ale w bydło obrócić się, to smętnie i tęskno...~Widać 380 1, VI | ziemię i zawołał: ~- Bodaj to takie życie i szczęście! 381 1, VI | która człowiekowi daje tylko to, co bydlęciu! Orz dla tego, 382 1, VI | tego, abyś jadł, buduj na to, abyś miał gdzie zasnąć! 383 1, VI | prawdziwego kochania zażądasz, to ono dla ciebie za wysoko 384 1, VI | ludzi uczynić co zechcesz, to nie masz sposobów ani wiadomości. 385 2, I | aksamitnych kołpaków. Było to miejsce ciche, skromne i 386 2, I | do Olszynki należała. Był to więc kiedyś mająteczek kilkunastochatowy, 387 2, I | szybko biegły jedną za drugą, to zasłaniając, to odkrywając 388 2, I | za drugą, to zasłaniając, to odkrywając błękit nieba. 389 2, I | brzeg perkalowej spódnicy. To nawet gospodarskie, grube 390 2, I | naglądając wszystkiego, a to i owo własnymi rękami dokonywując, 391 2, I | bieliznę prała. Nie znaczyło to wcale, by te dziewczęta 392 2, I | przecież ja tu jestem! Czy to tylko Marynia jest mamy 393 2, I | atrament włosami i oczami. Było to w jej rodzinie pod każdym 394 2, I | Jak tam przecież było, to było z córkami, ale co robią 395 2, I | tym wielce. Nie pierwszy to już raz zresztą Olszynka 396 2, I | tam z gniewem i krzykiem, to znowu tonem upominania przekonywania; 397 2, I | Widać było po niej, że to srogie mentorstwo, które 398 2, I | dziesięć pudów wełny. Był to jedyny grosz, który wpływał 399 2, I | piękną kobietę; zobaczysz to, kuzynko. Już ja się na 400 2, I | mahoniową komodę, i była to już wina Rózi, do której 401 2, I | sprawiam ci zawsze kłopot, i to mię martwi... Będę w tym 402 2, I | dłoniach swych trzymając mówił to z tak serdecznym połączeniem 403 2, I | rozmaitość, kuzynku, i temu to widać względy twe zawdzięczam!~ 404 2, I | się ze wszystkim...~- Otóż to - potwierdził - otóż tak 405 2, I | mię więcej jeszcze łajała. To coś na kształt uczucia owych 406 2, I | z żywością przerwała - to twoje dziwne, okropne, z 407 2, I | a ja zawsze powiem, że to jest jakaś niesłychana i 408 2, I | świecie rozpowszechnia się to bardzo, staje się prawie 409 2, I | potem przywykłem... Jedyne to już dla mnie wyjście, przez 410 2, I | Pojedynkowałeś się! Jezus, Maria! I to więc prawda, że pojedynkowałeś 411 2, I | odpowiedział:~- Z kim? mniejsza o to! O co? wiesz? o ścierkę!~ 412 2, I | jednak i dobry, i rozumny...To tak zupełnie wygląda, jakby 413 2, I | Powiedziałaś jak filozof. Widzisz, to ta dwoistość jest kluczem 414 2, I | urodził bardzo głupim.~- Jak to? - zapytała.~- Zgadnij! - 415 2, I | Przez chwilę myślała.~- Cóż to tak trudnego do odgadnięcia! 416 2, I | oryginalnej starej panny... Bardzo to jest szanowna osoba, skoro 417 2, I | zła jestem na ciebie za to ciągłe podjeżdżanie do Korczyna...~- 418 2, I | bardzo mi się podoba?~- Otóż to! - zawołała - dla ciebie 419 2, I | podobała? Przystojna jest, to prawda, ale tysiąc piękniejszych 420 2, I | Kokietką nie jest...~- Otóż to - potwierdził Różyc.~- Edukowali 421 2, I | bardzo świetną...~- Otóż to - powtórzył.~- Szczególniej 422 2, I | nie szczebiocze...~- Otóż to - raz jeszcze wymówił.~- 423 2, I | pensjonarka... Ah! ah! cóż to za boska rzecz taki rumieniec 424 2, I | cóż dalej?~- Dalej jest to właśnie, co przed chwilą 425 2, I | obiedzie. Dopóki dawałem jej to i owo do zrozumienia, okazywała 426 2, I | cnota potrzebuje... i jest to jedyną jej przywarą, a zarazem 427 2, I | domu i odgadywał z nich to życie, które w nim płynęło 428 2, I | się, aby znowu nie było to coś złego, i kazałam Rózi, 429 2, I | interesów. Dla kobiety była to rzecz niezwykła, ale nie 430 2, I | i umiejętności, i jakoś to poszło i idzie, wcale dobrze 431 2, I | dochodu przynosi... Trzebaż to wykarmić, ubrać i czegokolwiek 432 2, I | słabego zdrowia.~Wszystko to opowiadała z policzkiem 433 2, I | skinęła ręką.~-.Mniejsza o to! Inne ja rzeczy mam na głowie...~ 434 2, I | złote marzenie! Nic nad to na ziemi nie pragnęła. Ale 435 2, I | dziękuję, dziękuję, ale to być nie może... Ja... ja 436 2, I | nigdy nie zgodzę się na to...~Widziała, że patrzał 437 2, I | się głosu mówiła:~- Byłoby to dla nas wielkim szczęściem 438 2, I | układu nic dobrego... Jest to ostatni już twój fundusz... 439 2, I | nic złego nie zrobił i że to dobry człowiek, poczciwy...~- 440 2, I | dobrze. I on je ma... Nie to nawet wady, tylko przyzwyczajenia... 441 2, I | sam byś przyznał, że to tylko przyzwyczajenia... 442 2, I | ojcem, zrozumiesz, jaki to węzeł!~- Z tym wszystkim 443 2, I | prostu, przez usta ci przejść to nie może, co?~Próbował znowu 444 2, I | propozycję Korczyńskiemu. To, to ale. Doskonały gospodarz, 445 2, I | propozycję Korczyńskiemu. To, to ale. Doskonały gospodarz, 446 2, I | warzywnych ogrodów powracały. Był to wijący się pośród zielonej 447 2, I | od dzieciństwa, więc może to taka przyjaźń... ale dlaczegóż 448 2, I | żywymi gestami. Nadawało mu to z daleka pozór niepospolitej 449 2, I | Dobrze - rzekłá - kiedy tak; to dobrze! Niech sobie gwarzą 450 2, II | dworu, na pole. Zamyślenie to przecież smutnym być nie 451 2, II | powiedział, jak zawsze, że to nic strasznego... Wielkie 452 2, II | popatrzył na mnie i powiada, że to zły kaszel, że mnie leczyć 453 2, II | głupstwo! Już jeżeli ja chora, to któż zdrowy? Powiadam ci, 454 2, II | wysoki grzebień, wszystko to mówiła, Witold i Leonia 455 2, II | oczy jej patrzała.~- Ja to wszystko rozumiem, ciotko 456 2, II | Bohatyrowiczach.~A któż ci dał... to...?~Ciemnym, pomarszczonym 457 2, II | odpowiedziała.~Jakby to nazwisko w pierś uderzyło, 458 2, II | wybuchnęła:~- Cha, cha, cha! No, to już u nich familijne! Wiecznie 459 2, II | wiążą, a co który zwiąże, to miotła. Czysta miotła! Widywałam 460 2, II | panienka, a u niego kamień, bo to chłop! ha? Pobaw się z kamuszkiem, 461 2, II | kamuszkiem, pobaw się, co to szkodzi? z nudy, z melancholii! 462 2, II | czuła kłucie w piersi. Może to nie był tylko atak nerwowy, 463 2, II | odpowiadał milczeniem i to zgryzło, bo raz jeszcze 464 2, II | lekarstwem, ale co pewna, to że zupełnie zapomniała o 465 2, II | stał już pod gankiem. Była to pora żniw, której część 466 2, II | szczęście uważam sobie, że ci to przyznać mogę...~- Więc 467 2, II | trochę skrzypnęło i była to jedyna oznaka, że czuł się 468 2, II | Gniewnej ironii, z jaką to wymówił, nie dosłyszawszy, 469 2, II | Czemużby nie! - zawołała - to prześliczne.., ja to widziałam...~ 470 2, II | zawołała - to prześliczne.., ja to widziałam...~I prędko, z 471 2, II | bardzo bogatej hrabiny, która to właśnie skojarzyła małżeństwo 472 2, II | niebogatym hrabią. O nim to w tej chwili, o tym przyszłym 473 2, II | Korczyńskiemu.~- Zrozumiesz to łatwo, kochany szwagrze, 474 2, II | różne kobiece fatałaszki to rzeczy kosztowne... bardzo 475 2, II | Żona moja chce i ja się na to zgadzam, aby córka nasza 476 2, II | własny, a kiedy już kupować, to coś pięknego, wykwintnego, 477 2, II | mógł o tym, ale co pewna, to że z pozoru wyglądał na 478 2, II | sam przyznasz, niezawodnie to przyznasz, że czasy teraz 479 2, II | wprawdzie gipsowe, ale to nic nie szkodzi... zawsze 480 2, II | nic nie szkodzi... zawsze to bardzo zdobi salon...Mój 481 2, II | szaleństwo, tak, przyznaję to, sza-leń-stwo - powiozłem, 482 2, II | mogłem. Słowem, ud lat kilku, to jest od czasu, kiedy starsze 483 2, II | Darzecki odpowiedział:~- To względne, kochany panie 484 2, II | niejako zmuszają. Jest to moralna presja, której poddaje 485 2, II | odbywanej spowiedzi. Była to spowiedź widocznie męcząca, 486 2, II | pamięta, że tam jest... to... tamto...mogiła...~- Jaka 487 2, II | Darzecki.~- Andrzeja... i to... tamto... tego... tych, 488 2, II | chwili dokończył:~- Wszystko to przeszło i wiadoma rzecz, 489 2, II | szwagier, czasem, kiedy na to... tamto... spojrzę i przypomnę 490 2, II | sobie, zdaje mi się, że to kościół...~Teraz Darzecki 491 2, II | Sentymentalność... tak, jest to, kochany szwagrze, sen-ty-men-tal-ność, 492 2, II | zauważył - że do gospodarstwa to już, jak się zdaje, najmniejszego 493 2, II | Cywilizacja ma swoje prawa. Jest to chłopak ucywilizowany, tak, 494 2, II | widoków piękna... Gdzież on to wszystko tu znaleźć może? 495 2, II | boskie! - zawołał - czy to ziemia jest rajem, żeby 496 2, II | uchu szwagra tak, jakby to czynił posąg, i szepnął:~- 497 2, II | Natura artystyczna! Nudzi go to, co posiada, pragnie tego, 498 2, II | salonu zawołał - czemuś; to nie był łaskaw porozmawiać 499 2, II | się z wujem tak, jak gdyby to był twój koleżka, z którym 500 2, II | tak postępujesz, że jest to człowiek, którego ja łaski


1-500 | 501-1000 | 1001-1365

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL