| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] tlustych 1 tluszcz 1 tnac 2 to 1365 toalecie 1 toaleta 3 toalete 1 | Frequency [« »] 1743 ze 1576 a 1572 do 1365 to 1051 ale 1034 jej 979 o | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances to |
Tom, Rozdzial
501 2, II | wybuchnął:~- Facecja! już to zrobiłeś! Rozgniewałeś mię. 502 2, II | wybuchnął Witold - że jest to pyszałek, sybaryta, egoista, 503 2, II | małym, pokornym...~Boleć go to musiało istotnie, bo i teraz 504 2, II | zamian dziwiło go i oburzało to, co syn jego powiedział 505 2, II | tym jego wiedzy. Wszystko to było przyczyną, dla której 506 2, II | patrząc zapytał Witold.~Było to pytanie, którego Benedykt 507 2, II | wielką przykrość.~- Jak to za co? co za co? jakie za 508 2, II | jakie za co? Choćby za to, że jest dobrym mężem i 509 2, II | jesteś pewnym, ojcze, że choć to jedno dobrze czyni? A też 510 2, II | zapałem zaczął Witold. - To są, mój ojcze, konsumentki, 511 2, II | śmiałem... Teraz powiem. To mój obowiązek i moje prawo. 512 2, II | Marnujecie mi siostrę i to mię boli, bo nie jest ona 513 2, II | jeżeli nie zupełnie złą, to przynajmniej głupią sroką, 514 2, II | robić?... Niech jeszcze i to...~I prędko odwróciwszy 515 2, II | podobni, a podobieństwo to stało się jedną z przyczyn 516 2, II | szczególny pozór mającą. Była to głowa mężczyzny dwadzieścia 517 2, II | wielkich, podłużnych oczu. Te to właśnie połączenie dziecięcej 518 2, II | chce dziś na kiełby jechać, to proszę teraz, bo pod wieczór 519 2, II | prawie machinalnie. Trwało to dobrą godzinę. Orzelski, 520 2, II | sucharków zjadłem! Żeby to panna Marta tego syrka dała 521 2, II | sztuk wygrywając czyniła to widocznie z musu tylko i 522 2, II | posunął się ku niej, jak to bywało najczęściej, z żartobliwą 523 2, II | przyjacielem być nie~może...~Mówił to ze wzruszeniem, które małe, 524 2, II | rzucała w lustro spojrzenia to przelotne, to dłuższe.~Kirło 525 2, II | spojrzenia to przelotne, to dłuższe.~Kirło samotnie 526 2, II | stosunek bardzo osobliwy. Był to jej przyjaciel, wielbiciel, 527 2, II | ale Teresa rumieniła się, to bladła na przemian; wszystkie 528 2, II | dopiero przestraszyła! Któż to widział z takim impetem 529 2, II | było do twarzy...~- Cóż to? czy konkurent jaki przyjeżdża? - 530 2, II | jeżeli Bóg w dobroci swojej to sprawi, że ja kiedy szczęśliwą 531 2, II | wdzięczną być nie przestanę za to, że przytuliliście mnie 532 2, II | gdy cierpiałam... Jedyna to istota, przez którą kochaną 533 2, II | duszy - mówił Kirło - jest to desperat lamentujący nad 534 2, II | temu pracuje., a wiadoma to już rzecz, że ske 1a fam 535 2, II | dopomogła pani Emilia.~- Otóż to! A jeszcze taka f a m, jak 536 2, II | wyobrazić sobie nie możesz, jaka to energiczna baba! Zawczoraj 537 2, II | najwyższego. Dla Justyny byłoby to szczęściem wielkim, niespodziewanym, 538 2, II | skłaniać mogło.~- O, Boże! cóż to za szczęście musi być dla 539 2, II | mówiła jeszcze:~- I jakiż to zresztą sens tak żartować 540 2, II | Boże! - krzyknęła - wszakże to ja jej lekarstwa nie dałam! 541 2, II | synogarlicą. Cholera; uważasz, to ja, a synogarlica to Teresa...~ 542 2, II | uważasz, to ja, a synogarlica to Teresa...~Z tymi słowami 543 2, II | suknię. Od dawna robiła to zawsze sama, starając się 544 2, II | Nie, nie! kochać nie jest to wątpić o sobie i o drugich 545 2, II | gardzoną, zdradzaną... Nie jest to przede wszystkim plamić 546 2, II | się i krzywdzić! Kochać to ufać i w dwa serca na raz 547 2, II | wyrzniętych wisiadełek u szczytu to drżączka, która ręką ludzką 548 2, II | żywą, trwożliwą istotą. A to lenek kukawki, szorstki 549 2, II | gniazda miłemu ptakowi wiosny. To szelestuszka o liściach 550 2, II | coś tajemniczo szeptać, a to w bujny, śnieżny kwiat ustrojona 551 2, II | różowym kwiatem osypana to szczęście. Nazywa się ona 552 2, III| gorącożółtym ścierniskiem. W tych to zagłębieniach rozszerzając 553 2, III| fundament świata. One też to były, które go uczyniły 554 2, III| go uczyniły złotym; ich to ręce w mgliste dnie jesieni 555 2, III| poziomu spostrzegane, były to malutkie, przyziemne robaki. 556 2, III| różnobarwnych. Wyglądało to tak, jakby malarz jakiś 557 2, III| przemagały wszystkie inne. Były to koszule mężczyzn i kaftany 558 2, III| pole, dla każdego więc było to wystąpienie publiczne, o 559 2, III| napełniając powietrze, a pranie to jeszcze poprawiały w domu 560 2, III| Antonina troszkę pomogła?~- A to dla jakiej przyczyny? - 561 2, III| Z drogi, hrabiowie!~Był to nadjeżdżający syn Fabiana, 562 2, III| wybuchnęła:~- O Jezu! Wszak to pan Michał! A ja myślałam, 563 2, III| Michał! A ja myślałam, że to wilga na wozie siedzi! ~ 564 2, III| silnemu bratu. Wszystko to czynił powoli, z leniwymi 565 2, III| najemnic Domuntówny i ją samą, to żnącą, to góry snopków uwożącą 566 2, III| Domuntówny i ją samą, to żnącą, to góry snopków uwożącą ku 567 2, III| nimi nie rozmawiał. Był to najuboższy z Bohatyrowiczów, 568 2, III| zdrowie trzeciego jej męża i o to, wiele jeszcze razy za mąż 569 2, III| siedzącym głośno prawiła: ~- Bo to, widzi panienka, po czym 570 2, III| swego zapomniała! Owszem. Bo to wy jedno wiecie, a ja drugie. 571 2, III| kocham, ja prawdę mówię. Bo to u mnie dwie rzeczy największy 572 2, III| mnie nie chciał brać. "Bo to gdzie ja tam będę - powiada 573 2, III| strasznie gniewny. "Dla jakiej to przyczyny - mówi - sama 574 2, III| a jak troszkę podrośnie, to i nas dopatrywać będzie". 575 2, III| tak mówił? Ot, jaki on! Bo to drugi odepchnąłby, a on 576 2, III| odpowiedziała:~- Lepszego jak on to już prawie na całym świecie 577 2, III| ręce rzekł ciszej.~- Bo to on prawdę mówi - wmieszała 578 2, III| przyszłam, i ciągle patrzę, jaki to zasęp na niego padł. Taki 579 2, III| tobie takiego, Janku?" - to mówi: "Bo to mnie, mamo, 580 2, III| Janku?" - to mówi: "Bo to mnie, mamo, ciemno robi 581 2, III| robi się przed oczami. Bo to trzydzieści lat ma i bez 582 2, III| głową zagadała stara. - Bo to, widzi panienka, z Jadwiśką 583 2, III| śliczna... i aktorka... Bo to całe gospodarstwo na nią 584 2, III| ramię jej ścisnął.~- Bo to - próbowała mówić jeszcze - 585 2, III| wybuchnęła głośnym śmiechem.~- Bo to wstydliwy zrobił się! O 586 2, III| zaczął, łatwo było uwierzyć w to, że dumę i wolę swą miał. 587 2, III| sąsiedztwie żyjąc wiedziała o nim to tylko, że istnieje, i wiedziała 588 2, III| że istnieje, i wiedziała to w sposób obojętny, niewyraźny. 589 2, III| uważnym okiem patrzała na to, co działo się przed nią. 590 2, III| dobrze, robaczku! Owszem. Bo to i nie bardzo trudna robota! 591 2, III| robota! Kiedy ja stara mogę, to dla jakiejże przyczyny nie 592 2, III| dobrze! - zagadała stara - bo to nie słuchaj tego, co te 593 2, III| włożysz i jak zaweźmiem się, to we dwie z dziesięć kop użniem 594 2, III| serce do ciebie śmieje się, to wzdycha,~O góro! o góro! 595 2, III| serce do ciebie pali się, to mdleje,~O góro! o góro! 596 2, III| błyskając oczami gadała:~- Bo to, widzi panienka, on pierwszy 597 2, III| sobie, a jak nie tańczą, to Jadwiśka gra na gitarze, 598 2, III| pewnie i pobiorą się... bo to słońce pierwej wzejść musi, 599 2, III| zaczyna się pomaleńku, niby to jest, niby to nie ma, aż 600 2, III| pomaleńku, niby to jest, niby to nie ma, aż dopiecze i do 601 2, III| wzniosła ręce wyżej, niż to czyniły tamte, i w tej postawie 602 2, III| napełniać białą świetlicę.~- Bo to panienka skaleczyła się! - 603 2, III| Boże Przenajświętszy! Ale to nic! to nieuzwyczajenia! 604 2, III| Przenajświętszy! Ale to nic! to nieuzwyczajenia! cha, cha, 605 2, III| się! cha, cha, cha! Ej! bo to panienka i sama na paluszek 606 2, III| roboty bierze się! Owszem! To tak prawie, jak ja. Kiepkują 607 2, III| że kochliwa jestem, ale o to mnie bynajmniej! Za toż 608 2, III| odpowiedziała Justyna.~- Oj, to źle! trzeba, żeby był! Ale 609 2, III| tylko... niestały! Bo to ludziom gęby nie zatknąć. 610 2, III| dotrzymał. A kiedy tak, to on jest prawie łajdak, i 611 2, III| spaceruje sobie. Owszem. Bo to wygoda w chacie wielką gromadę 612 2, III| wiatrem nabita... Kiedyż to ja od pracy ubiegałem? a 613 2, III| przy robocie nie stoję, to z przyczyny takich interesów, 614 2, III| popędliwy i głośny - a czyje to żyto żonka twoja sierpem 615 2, III| twoja sierpem zaczepia? Niby to na swoim zagonie żnie, a 616 2, III| zostanie tak, jak mu się to zdarzyło w wypadku jakimś, 617 2, III| ubligę drogę zaorał.~- Bo to - zagadała matka Jana - 618 2, III| jęknęła - uciekł.~- Owszem, bo to na Niemen drapnął! cha, 619 2, III| drogie! Jan arystokrat, to może swoje darowywać, ale 620 2, III| ja arystokrat? Ja tylko to wiem, że nijaki porządny 621 2, III| zaglądać nie lubię, ale to wam powiedzieć musiałem. 622 2, III| haniebne postępki widzę, to już nijak nie mogę.~Głośno 623 2, III| wysypywać się zacznie.~- Bo to panienka - gadała dalej - 624 2, III| zaraz odejdzie. Ale było to tylko mgnienie oka, po którym 625 2, III| się odpowiedziała:~- Alboż to tutaj tylko zdarzają się 626 2, III| bliska... jeżeli nie jedno, to drugie, i może jeszcze gorsze... 627 2, III| klasnęła i zawołała:~- Bo to panienka prawdę mówi. Owszem. 628 2, III| obok Justyny głos Jana - a to już mnie do głowy przychodziło, 629 2, III| u drugich brzydko... ale to jest forma, czyli powierzchowność 630 2, III| Justynie wzniosła.~- Żeby to Justynka w poniedziałek 631 2, III| imieniu nazywać się będą.~- Bo to i robotnica tobie, Janku, 632 2, III| do roboty, dziatki! Bo to jeszcze jaki kwadransik 633 2, III| sama za ojcem pobiegła! To nic, że takim wielkim mężczyzną 634 2, III| wybrał się na pływanie? Julek to pływać mię uczył! A panna 635 2, III| usuwał. W zagrodzie swej za to cichy był jak otaczająca 636 2, III| parkanu i domu. Wszystko to robił powoli, lecz nieustannie, 637 2, III| Anzelm poznał od razu. Był to fanfaron i elegant Michał, 638 2, III| się należy przyjętym? A to Anzelm tak już za swoją 639 2, III| koniec, i basta! A gdzież to panna Antonina?~I skoczył 640 2, III| przebiegły wesołe błyski - czy to pan Michał nic dziś nie 641 2, III| pozwoli, bo jeżeli nie, to tak zaraz, hrym! i z wielkiego 642 2, III| wieczerzę do domu nie idzie. Czy to pan zwykle wieczerzy nie 643 2, III| bardzo kotków lubi. No, to ja zrobię się kotkiem.~I 644 2, III| pogłaskać nie chce? No, to ja siędę sobie na drzewie 645 2, III| lamentem puchacza. Było to już więcej niż znieść zdołała 646 2, III| ubiegłej wody nie wrócisz. Ale to jest prawda, że kiedy pan 647 2, III| plonu nie wydając. Kiedyś to były między ludźmi insze 648 2, III| zawsze smętny już ostałem, to jest prawda. Ale co do zwątpiałości, 649 2, III| Ale co do zwątpiałości, to bynajmniej! Widziałem ja, 650 2, III| zamiarach pomocy będzie trzeba, to nie ode mnie pan ją weźmiesz, 651 2, III| Mnie tylko. dziw brał, skąd to wszystko wzięło się u syna 652 2, III| uderzyły mu do czoła.~- Sam to już czuję, że zbyt śmiele 653 2, III| przemówił Anzelm.~- Nic to, nic! Pan nie byłeś zbyt 654 2, III| były szafirowe, śliczne! To tak prawie, jakby i jasne 655 2, III| starzało razem z nimi... A to przekwitły brodawnik; zdaje 656 2, III| wszystkie strony i zniknie. Może to i szczęście człowieka takie 657 2, III| i innego - nie chcę.~- To panna Justyna myśli, że 658 2, III| tymotka, a ten różowy kwiatek to zajęczy lenek, a te żółte, 659 2, III| wychodzić. Jeżeli wiernie kocha, to niech jakich lat dwa albo 660 2, III| przeciwności doświadczam, to, zdaje się, do grobu poszedłbym 661 2, III| prawie żółte jak ogień, to kwiat mokrzycy, a ta gałązka, 662 2, III| twarz jej spojrzał.~- Bo to troszkę i wstydno, że do 663 2, III| mógł, z cicha mówił:~- Bo to, widzi pani, już ja dziś 664 2, III| ta pochmurność napadnie, to za nic z domu nie wyjdzie, 665 2, III| wyglądającą izdebkę. Był to tak zwany przeciwek, dlatego 666 2, III| obszerną świetlicą. Malutka to była izdebka, więcej długa 667 2, III| stole złożył.~- Wszystko to od niego, i tyle tylko u 668 2, III| ziemskiego zlepieni jesteśmy i o to tylko dbamy, co tyczy się 669 2, III| otchłanie, Długo przecież trwać to u niego nie mogło i po chwili 670 2, IV | w myślach utopiony? Bóg to wie!~W górę rzeki powoli 671 2, IV | pod niebem chmur. Nie były to chmury natychmiastową burzą 672 2, IV | chwilę przysłaniały one, to odkrywały rozżarzoną tarczę 673 2, IV | była. Dla mojej pamięci to takie miejsce...~Nie dokończył, 674 2, IV | się długim szeregiem.~- Co to? - ukazując je zapytała 675 2, IV | Jaskółka! - zawołała Justyna.~- To są jaskółcze gniazda - na 676 2, IV | zwolna wymówił.~- Zawsze to o jedną śmierć mniej, a 677 2, IV | trochę porywczo rzucił.~- To prawda - odpowiedziała i 678 2, IV | Jana otarło się prawie o to, na którym siedział śmiejący 679 2, IV | Jan mówił o Julku. Dziwny to był chłopak. Od dzieciństwa 680 2, IV | jeszcze ten pies Sargas to całe jego kochanie. Kiedy 681 2, IV | temu do wojska iść miał, to po całych dniach lamentował, 682 2, IV | tym okaleczeniu myśleć. Na to mu rozumu wystarczyło. Głupi 683 2, IV | trudności już przebyli. Podobnym to było do jeziora, z jednej 684 2, IV | na niego spadło...~- Pan to wszystko dobrze pamięta?~- 685 2, IV | skończyłem, ósmy mi szedł, to może i nie dziwno, że pamiętam.~ 686 2, IV | pogrążał się, niż okazywał to, co miał w sobie. Całkiem 687 2, IV | momentu już nie pamiętam, to tylko pamiętam, że zobaczyłem 688 2, IV | toczyły się i turkotały, to dłużej, to krócej, to prędko, 689 2, IV | i turkotały, to dłużej, to krócej, to prędko, to pomaleńku, 690 2, IV | turkotały, to dłużej, to krócej, to prędko, to pomaleńku, jakby 691 2, IV | dłużej, to krócej, to prędko, to pomaleńku, jakby z całego 692 2, IV | i zupełnie ustały, a za to po całym borze poniosły 693 2, IV | jakiś wstępujący pod górę to prędko, to pomału, aż ostatni 694 2, IV | wstępujący pod górę to prędko, to pomału, aż ostatni raz skoczył 695 2, IV | do dziś dnia...~Do dziś to wspomnienie rwało mu głos 696 2, IV | jakiś krzyk okropny, ni to ludzki, ni to zwierzęcy, 697 2, IV | okropny, ni to ludzki, ni to zwierzęcy, i wtenczas dopiero 698 2, IV | nie słyszałem. Jedno tylko to posłyszałem, że pan Benedykt 699 2, IV | patrzy - powtórzył Jan.~To, co jej ukazywał, było rozległą 700 2, IV | słonecznych. Wydawało się to świetną, zawrotną, w tajemnicy 701 2, IV | skinęła głową; wiedziała, że to zbiorowa mogiła.~- Ilu? - 702 2, IV | zupełnie dla niej nowych, to nigdy dotąd silnie nie zaznanych 703 2, IV | przelewającej się wody. Co to było? Czarodziejska kaskada 704 2, IV | mogiłą tą zawieszona? Była to grupa osin cienkich, blisko 705 2, IV | bezużyteczności własnej. Skąd uczucie to w niej powstało? Rozumiała 706 2, IV | niej powstało? Rozumiała to dobrze, bo nieraz zastanawiała 707 2, IV | drzewo nią przerzynać, byle to tylko na cokolwiek przydać 708 2, IV | A jakże!... Naturalnie! To wszystko prawda!...~Raz, 709 2, IV | namysłem rzekł:~- Wszystko to prawda. Smętnie to i wstydno 710 2, IV | Wszystko to prawda. Smętnie to i wstydno bogactwa używać, 711 2, IV | uplastycznił przed sobą to zmieszanie bogactwa i ubóstwa, 712 2, IV | powiesił.~- Dziecko albo stary, to co innego, ale jak pani 713 2, IV | stała się jak nietoperz, ni to myszą przy samej ziemi biegającą, 714 2, IV | samej ziemi biegającą, ni to ptakiem kołyszącym się pod 715 2, IV | ona szczęśliwą; od ludzi to i owo o niej słyszał. Co 716 2, IV | widziała, lecz on ją widywał to w kościele, to znowu kiedy 717 2, IV | ją widywał to w kościele, to znowu kiedy z panną Martą 718 2, IV | dla niej przyjaźni było to, że smętek i ubolenie w 719 2, IV | Twarz człowieka zdradza to, co się w sercu kryje. Nieraz 720 2, IV | się świat...~Raz, kiedy to ją wracającą z kościoła 721 2, IV | twarz radością zawołał - to pani choć raz okiem na mnie 722 2, IV | nam ciągle na prawo iść, to za kwadrans na brzeg wyjdziem, 723 2, IV | kawałek tego lasu należy, to jest, nie do stryja tylko 724 2, IV | się postawiłem. A wszystko to uczyniłem nie dobrowolnie, 725 2, IV | bogatych w okolicy uchodzą, a to z tej racji, że gospodarstwo 726 2, IV | należy, raczej do stryja, ale to już wszystko jedno. Przy 727 2, IV | gospodarzy tyle jej ma, ale za to większe u nich gromady, 728 2, IV | czego zdatny. Teraz zaś to już nie tylko że dobrze 729 2, IV | Dziewczyna też zasłużyła na to, bo pracowita i choć taka 730 2, IV | ale nie ciągła; wieczorami to już chyba tak kto około 731 2, IV | zacznie, a niejedne cieńsze, to i z korzeniami z ziemi wyrzuci. 732 2, IV | trzecie, czwarte; rybacy to uciekali do domów przed 733 2, IV | niespełna kwadrans, jak to przepowiadał Jan, ukazały 734 2, IV | ich dłużej nie trwała.~- To i chwała Bogu! - zawołał.~ 735 2, IV | błyszczącej gęstwiny.~- Ze też to Pan Bóg takie cudności stwarza!~ 736 2, IV | plamy lecące nad rzeką, to niżej, to wyżej, ku zielonej 737 2, IV | lecące nad rzeką, to niżej, to wyżej, ku zielonej górze. 738 2, IV | ku zielonej górze. Były to ptaki dziwne i piękne, duże, 739 2, IV | życiu ptaki te widziała.~- To są morskie wrony - zmąconym 740 2, IV | źrenicach mu zaświeciły.~- Żeby to kiedy nastąpiło! Żeby to 741 2, IV | to kiedy nastąpiło! Żeby to doprawdy...~Wiatr powiał; 742 2, V | okno otworzył i chleb jadł, to prędko i odżyje - szepnął 743 2, V | widzieć.~Uśmiech, z którym to mówiła, przyjacielskim był 744 2, V | ogrzałabym się przy ogniu...~- To ja zaraz rozpalę!~Skoczyła 745 2, V | będą.~I w oczach ludzkich to jej wielką promocję zrobi, 746 2, V | swojej przyjmować.~Wesele to odbyć się miało w parę tygodni 747 2, V | dwóch braci, siostra, ale za to ziemi u nich morgów z piętnaście, 748 2, V | połowę weksle wyda. Już to z familią narzeczonego umówione.~- 749 2, V | narzeczonego umówione.~- Ale wesele to już huczne sprawi, taki 750 2, V | prawdziwego czarnego kaszmiru, a to już jest najpiękniejsza 751 2, V | niego patrzała. Więc był to ten sam człowiek, któremu 752 2, V | stronę iść jej wypada; stary to spostrzegł, ramię jej podał 753 2, V | panią Andrzejową, która to miejsce odwiedza czasem, 754 2, V | oczy na siebie ma zwrócone, to i trudniej jej takich wypraw 755 2, V | Starzynach.~- Nie wiadomo, czy to już ostatni mąż i ostatnie 756 2, V | zawołała wesoła dziewczyna - to, bardzo słusznie! sam ociec 757 2, V | z pszczołami postępować, to niech nosa w nie swoje nie 758 2, V | Ciężka praca! a? chociaż to wszystko od uzwyczajenia 759 2, V | głaszcze i serce przenika. To jest prawda, ale druga znów 760 2, V | dniach w instrument stukać to może i niemniejsza fatyga 761 2, V | przyjaźni chce pozostawać, to i nie powinien mieć żadnych 762 2, V | ktokolwiek, choćby i on, wszystko to wiedzieć i przeniknąć mógł, 763 2, V | obejmował brata nie zważając na to, czy bogatego albo ubogiego 764 2, V | ludzie w ręku Stwórcy." Taka to już być musi kondycja nasza, 765 2, V | Co nowy taniec zagrają, to ja zaszepczę: "Wieczne odpoczywanie 766 2, V | nową pieśnię kto zawiedzie, to ja znów: "Wieczne odpoczywanie!" 767 2, V | jeszcze cokolwiek robiłem, to tylko o tym biednym sierotce 768 2, V | duszy swojej prosząc; o to zaś, co mnie w tym życiu 769 2, V | ona nie była ani głupia i to mi też tajnym nie było, 770 2, V | lekarzy powiadając, że choroba to jest więcej duszna aniżeli 771 2, V | prawie nie czując. Ale o to wszystko bynajmniej. Nieduże 772 2, V | wszystko bynajmniej. Nieduże to dolegliwości i cierpliwie 773 2, V | przepędzam niżeli złych i o to już tylko ubijam się przed 774 2, V | zasmęcili się oboje; stryjowi to niezdrowo, a u panny Justyny 775 2, V | oniemiała.~Stary Jakub za to uwolniwszy się od ramienia 776 2, V | ukrył... a jeżeli nie powie, to jak mi Bóg miły, chatę zrewiduję 777 2, V | znajdę... a jak znajdę, to pomstę na nim wywrę za to, 778 2, V | to pomstę na nim wywrę za to, że mi kobietę na całe życie 779 2, V | co się tyczy dziadunia, to on pewno do mnie należy... - 780 2, V | Pamiętam... ho, ho! jakby to wczoraj zdarzyło się... 781 2, V | oficera wyglądając.~Gdy stary to mówił, Jadwiga nie spuszczała 782 2, V | Justyny zadziwiła się - czy to teraz taka moda przyszła, 783 2, V | czarnego, stojącego... ni to goły pień z nagła wyrosły 784 2, V | gdzie go wprzód nie było, ni to drzewniana figura do płotu 785 2, V | wiadomo na co, ot tak, przez to chyba, że już ją ciągiem 786 2, V | drogi parła, powiada: "Może to nie daj Boże człowiek zmarznięty!" 787 2, V | ziemię nie popadli. "Toż to człowiek!" - krzyknął do 788 2, V | wykrzyknąwszy: "Jezus, Maria! toż to Franuś!" na śnieg padła... 789 2, V | pannę Jadwigę pięknie o to proszę - cicho; ale z czołem 790 2, V | przerzniętym zaszeptał.~- To i co, że pan Jan mnie prosi? - 791 2, V | walor jaki... ale teraz to już widzę, że trzeba mnie 792 2, V | dobre przy lepszym staniało. To i chwała Bogu! Owszem! Aby 793 2, V | upodobać się może, ale już mnie to - bynajmniej!~Anzelm nie 794 2, V | pani chce dobrze widzieć, to trzeba aż pod topolę zejść - 795 2, V | rozpoznać można było, że były to płomienie rozniecone na 796 2, V | nadniemeńskich muszek. Było to brzęczenie nieustanne, monotonne, 797 2, V | piękność moja przejmowała. To potwierdzenie świadectwa, 798 2, V | oświetlonego gabinetu stanęła.~- A! to ty! - wymówił takim tonem, 799 2, V | mówiła ciągle:~- Skądże to bogi prowadzą? A miotły 800 2, V | Biedną dziewczynę, nie tak to wysoko edukowaną i nie tak 801 2, V | wysoko edukowaną i nie tak to nadzwyczajnie piękną, wprost 802 2, V | Czy znów tam?... I po co to? Wieczne głupstwo! A żeby 803 2, V | zaczerwieniwszy się, jak to ona czerwieni się zawsze, 804 2, V | Dopytywać się zaczęłam: jakie to nieszczęście? Ze spuszczonymi 805 2, V | Wołowszczyźnie stale osiadł, bo to jedno jeszcze mogłoby go 806 2, V | młodu pozwolił. On sam już to zrozumiał i żenić się postanowił... 807 2, V | naprawdę widujesz... znasz? Czy to on sam tobie mówił... o 808 2, V | przez ciekawość? Zawsze to rzecz ciekawa, dlaczego 809 2, V | odegranego nie było. Była to sobie rzecz ordynarna, prozaiczna, 810 2, V | gdzie jej nie posieją. Było to wieczne głupstwo... moje 811 2, V | góry na dolinę zstąpisz, to my cię ani bić, ani prześladować 812 2, V | bo za rozumni jesteśmy na to i za delikatni, ale wyśmiejem 813 2, V | zalegał się od śmiechu: "Co to orze! orać to jeszcze pięknie, 814 2, V | śmiechu: "Co to orze! orać to jeszcze pięknie, poetycznie, 815 2, V | twarzy, ale oni myślą, że to od śmiechu... Jeden Benedykt 816 2, V | zgrubiejesz, schłopiejesz!" To mnie i najwięcej odstręczyło 817 2, V | W samej rzeczy, jakimże to sposobem, ja, królewna, 818 2, V | tyczy gotowania i prania, to zdarzało się, zdarzało się... 819 2, V | żęłam i nie płełam... a to wiele znaczy.., dla tego 820 2, V | nie pleć, żyć warto... już to za wszystko wynagradza: 821 2, V | pieszczotami życie słodziły, i za to, że człowiek, zanim jeszcze 822 2, V | sława i honor mnie należy za to, że wyratowałam się od wstydu 823 2, V | dodała prędko:~- Któż ci to powiedział? Wymyśliłaś! 824 2, V | spać! Dobranoc!~Wymówiwszy to zamknęła znowu powieki i 825 2, V | niebu podnosił. Lecz któż to jeszcze wyszedł na ganek 826 2, V | grube floresy wyrzeźbionym? To ona sama... ona... w krótkiej, 827 2, V | wielką mogiłę. Wszystko to pogrążonym było w przezroczystym 828 2, V | długie pocałunki. Były to promienie słońca, które 829 3, I | nie mogła, nie wynikało to z pychy, wzgardliwości albo 830 3, I | z łatwością i wesoło jej to pobłażał; ona zgryzioną 831 3, I | i być ma prawo, i że ona to może stanowi całą rację 832 3, I | nie należy. Powiedziała to sobie i ze spokojnym już 833 3, I | śmiała się nigdy. Rażącym to w niej nie było, bo w zupełnej 834 3, I | posiadała nigdy. Ludzi przecież to usposobienie jej, skupione 835 3, I | murowanym domu osowieckim? Można to było odgadnąć z najbliższego 836 3, I | ogrodu i parku wodziła.~Był to pokój na górnym piętrze 837 3, I | pozór kaplicy, a wrażenie to wzmagało okrywające ściany 838 3, I | na papier i płótno. Było to małe muzeum z niezmierną 839 3, I | znajdowała się wkoło niej. Były to przed trzydziestu laty używane, 840 3, I | była przechować w całości to jedno przynajmniej dziedzictwo, 841 3, I | Zygmuncie mówić z nią zaczynał, to i owo do zrozumienia jej 842 3, I | dążeniem jej i celem życia jest to, aby syn jej był nad tłum 843 3, I | pozostałyby nadaremnymi. To, co usłyszał, nie było kaprysem 844 3, I | myślącej i energicznej. Był to plan obmyślany, wyrozumowany, 845 3, I | dlatego tylko wydarzyło się to raz jeden, że sposób jej 846 3, I | i słabością własną. Jak to! dla pospolitych i przemijających 847 3, I | westchnienia po nim! Jak to! miałaby ona, jak najpospolitsza 848 3, I | ciała i ducha ulegają. Była to halucynacja posiadająca 849 3, I | wiedziała tylko, że była to dla niej chwila, nieziemskiego 850 3, I | za co śmierć poniósł. Był to jedyny powiernik jej cierpień, 851 3, I | aby przez nią odkrycie to zgłębić i sprawdzić. Może 852 3, I | stanie się nim dla ludzkości, to jest, dla tej specjalnej 853 3, I | znawców. Właściwie, nie był to obraz, ale obrazek, rozmiarami 854 3, I | jego ojca opowiadające. To i drugie sztucznie wydęło 855 3, I | Dla pani Andrzejowej była to chwila prawie upajającego 856 3, I | powierzchowność jej wybiło się to promiennością cichą, ale 857 3, I | coraz mocniej.~Działo się to przed czterema laty. Dziś 858 3, I | sztucznych pagórków. Miejsce to stanowiło przed paru miesiącami 859 3, I | roztargniony, co pewna, to że milczący i obojętny. 860 3, I | Andrzejowa zadawała sobie to pytanie, ale głośno nie 861 3, I | spiętrzonym stanęła. Był to okrągły stół pośrodku pokoju 862 3, I | cokolwiek kocha?"~Pytanie to dla tej kobiety, która sama 863 3, I | że posiada on nie tylko to, co poczytywała ona za życie 864 3, I | za życie człowieka, ale i to, co jest życia płomieniem 865 3, I | przecież, kochał sztukę! Ale to, na co patrzała, było tylko 866 3, I | nic osobliwego. I było to już wszystko, oprócz tego 867 3, I | Stanął i patrzał. Było to zupełnie to samo, co widział 868 3, I | patrzał. Było to zupełnie to samo, co widział przed kilku 869 3, I | gospodarstwie. Przewidywanie to truje go po prostu, odbiera 870 3, I | spodziewał się od niej niż to, co otrzymał. W szkole sztuk 871 3, I | czary, ornamenty i posągi, to przecież zawsze coś szczególnego, 872 3, I | ciekawego ani ważnego. Gdyby to były urny do chronienia 873 3, I | zajmowanie się tymi okopami, było to, że więcej mając fizycznego 874 3, I | co albo prosić, jak się to już niejednokrotnie ku utrapieniu 875 3, I | Rozmawiać z obojętnymi rzecz to zwykle fatygująca. Po prostu 876 3, I | jej sobie. Wprawdzie byli to ludzie, ale najpewniej też 877 3, I | należeli, nie przedstawiało to dla niego wątpliwości żadnej. 878 3, I | przelotnie i niewiele go to wszystko obchodziło.~Wchodząc 879 3, I | kosztownych wazonach - wszystko to z pozorną niedbałością rozstawione 880 3, I | oprawą paruset książek. Były to raczej książeczki niż książki: 881 3, I | jeżeli tylko naprawdę jest to dusza artysty. On był pewny, 882 3, I | pochwycił się za włosy... Był to gest gniewu czy rozpaczy, 883 3, I | rozpacz, jednak tyje! Wina to braku wrażeń. Czymże, jeżeli 884 3, I | tak nie myśli, bo byłoby to zbyt bolesne... Ktoś jest 885 3, I | Zygmunta w zachwyt; pod jego to wpływem, zarówno jak pod 886 3, I | przeciwnie, ale mniejsza o to! Kiedy się kocha, nie zważa 887 3, I | Myślę... marzę... Wszak to materiał do przyszłej pracy...~- 888 3, I | do przyszłej pracy...~- To prawda - z powagą odpowiedziała - 889 3, I | Dobrze. Mój Boże, jak to dobrze! Wezmę sobie książkę 890 3, I | książkę, którą trzymasz... co to?~- Trzeci tom Musseta - 891 3, I | rękę wyciągnął.~- Daj mi to, a sama do czytania weź 892 3, I | weź co innego, wszak ci to wszystko jedno...~- Zupełnie 893 3, I | francusku mówić zacznie, to aż uszy bolą... Une fille 894 3, I | przynajmniej weź mię z sobą!~- I to jest niepodobnym - perswadował. - 895 3, I | składać jej nie wypada...~- To prawda - szepnęła mnąc i 896 3, I | ani chciała. Przechodziło to jej siły i od dawna jut 897 3, I | czuła i uznawała sama. Ona to na wezwanie Zygmunta pośpieszyła 898 3, I | myśl, czym stać się mogło to dziecku zbytku i pieszczot, 899 3, I | chciała, sprzeciwiała się mu, to prawda, przymusu jednak 900 3, I | Teraz jednak... znowu... Co to wszystko znaczyło?~Czule, 901 3, I | mogły w wiecznej ślepocie. To zaś, co niezupełnie jeszcze 902 3, II | z nudy wymyślałam sobie to wszystko, o czym ty daleko 903 3, II | dodał wesoło - wyjaśni się to zapewne, bo i doprawdy, 904 3, II | wiem... nie wiem... może to tylko złudzenie... lękam 905 3, II | mirtowych... Tak? Umiesz to zapewne na pamięć, jak i 906 3, II | się odpowiedziałaś: "Bo to wy wiecie jedno, a ja drugie!" 907 3, II | nie patrzał, myślałbym, że to stara Starzyńska mówi! Prościejesz, 908 3, II | przyjaźnie. Nagle zagadnął:~- Czy to prawda, co pani Fabianowa 909 3, II | dziennie żęłam... Praca to ciężka, mniej przecież ciężka 910 3, II | zapytał:~- Czy nie przechodzi to sił twoich?~Kształtną i 911 3, II | podniósł do czoła.~- Jak mię to boli! Boże, jak mię to zawsze 912 3, II | mię to boli! Boże, jak mię to zawsze boli...~Krokiem przyśpieszonym 913 3, II | zdyszany, zapytał:~- Co to, ojcze?~Nie było już na 914 3, II | jej kupienie?... Ale co to was obchodzi, że komuś szkodę 915 3, II | parobka się zwracał - że ja ci to daruję? Żniwiarkę do naprawy 916 3, II | za nią w mieście zapłacę, to ci z pensji wytrącę...~Na 917 3, II | popatrz i posłuchaj, ja ci to zaraz pokażę i wytłumaczę...~ 918 3, II | pochylił się i na żniwiarkę, to znowu na mówiącego spoglądać 919 3, II | rozmawiać...~- Jeżeli ci się to nie podoba, mój ojcze - 920 3, II | szczytem moich marzeń jest to, aby ludzie nie obchodzili 921 3, II | niezgrabną rękę... Istotnie, jest to byt mogący wzniecać i rozwijać 922 3, II | wtedy przekonasz się, co to jest praktyka, i w ogólności, 923 3, II | praktyka, i w ogólności, co to jest w naszych warunkach 924 3, II | wtedy był tam, gdzie... to... tamto... gdzie sobie 925 3, II | gdzie sobie dawno poszedł... to... tamto... Andrzej! i mnie 926 3, II | nie ma... nie ma... no, to gdyby stary grat ustąpił, 927 3, II | wieczerzy miał odjechać, było to tylko towarzystwo domowe. 928 3, II | ale że wody w niej wiele, to pewno...~Witold, ze spuszczonymi 929 3, II | długo popatrzał.~- Zawsze to jednak, panie dobrodzieju - 930 3, II | fortunka... caca... Żeby to te... mieć... choć dziesiątą 931 3, II | podchwycił Kirło - żeby to te... cha! dziesiątą część... 932 3, II | lat stracił... Ha? jak się to państwu podoba... zuch chłopak, 933 3, II | Łatwiej byłoby wyliczyć to, czego o Różycu nie mówiono, 934 3, II | Różycu nie mówiono, niż to, co mówiono, a co teraz 935 3, II | patrząc zdaje się, że zaraz to... runie!~- Nie runie. Pałacyk 936 3, II | ożenienia się. Ale co grunt, to że Wołowszczyzna posiada 937 3, II | Uwielbienia godną jesteś już przez to, żeś wzrok jego zwrócić 938 3, II | siebie potrafiła, a gdy to wielkie, cudowne szczęście, 939 3, II | pałacyk! ach, mamciu, pałacyk! to najmilsze ze wszystkiego - 940 3, II | Nie wiedzieć dlaczego, to, co innym wydawało się pochlebnym 941 3, II | biednej dziewczyny świetna to partia i niespodziewana... 942 3, II | opierając przemówił:~- Wszystko to bardzo piękne i ja panu 943 3, II | przeszłość jego pochwalał, to nie. Taką fortunę stracić 944 3, II | nie robić, jak ci panowie, to także, powiem prawdę, świństwo. 945 3, II | nawet pokiwać nie chce, no, to już go mam za...~Wtem przypomniał 946 3, II | frukta rodzą, te... te... to... tamto...~Chciał widocznie 947 3, II | zmarszczył.~- Cóż? może za to, żem w twoją dudkę zagrał 948 3, II | oczami mówił - ten Kirło to pasożyt, pieczeniarz, błazen, 949 3, II | parsknęła śmiechem.~- Zrób to naprzód z kurczęciem – zawołała - 950 3, II | się jeszcze student. - Bo to, widzisz, zakała świata! 951 3, II | daleko... daleko... A nam o to przecież idzie... ty nie 952 3, II | może pojęcia, jak nam o to idzie... o idee... o ludzką 953 3, II | godność... W ogień bym za to wskoczył, rodzonego ojca 954 3, II | Buszmanki was wychowują, to i wszystko na świecie gotowe 955 3, II | tam także będzie, już ja to u pani Kirłowej uproszę, 956 3, II | Jutro je cioci oddam! To dopiero będzie rada! rada!~ 957 3, II | zgiń, maro, przepadnij! A to przyczepski z tego Widzia! 958 3, II | uragan, od łóżka do szafy, to znów od szafy do łóżka biegała 959 3, II | ciocia pójdzie z nami na to wesele - z filuterną przekorą. 960 3, II | a potem dlatego, że są to przecież dawni znajomi cioci...~ 961 3, II | zamruczała:~-Dawni znajomi! to prawda... i dobrzy niegdyś 962 3, II | niegdyś znajomi! Ale kiedy to było! I... krótko to było! 963 3, II | kiedy to było! I... krótko to było! A teraz... po co? 964 3, II | A teraz... po co? czy po to, ażeby ludzi straszyć? jak 965 3, II | wstydliwe zagadnęła:~- Jakże to było? Skąd się to wzięło? 966 3, II | Jakże to było? Skąd się to wzięło? Czego dziś córka 967 3, II | przerobić się na chłopów?~Było to tak. Dziś, dużo jeszcze 968 3, II | przyjmują? Jeżeli przyjmują to dobry wieczór, a jeżeli 969 3, II | a jeżeli nie przyjmują, to bywajcie zdrowi! Bardzo 970 3, II | po Bogu ojca, a więcej to już chyba takiego człowieka 971 3, II | jeszcze i piękniej. Na dole, to prawda, że pokoje piękne, 972 3, II | podłogi błyszczą jak szkło, i to jest bardzo ładnie. Ale 973 3, II | przyjść zechce. "Idź i niby to na miód zaproś!" Bardzo 974 3, II | ale już ja wiem, że jemu to smętliwie... A teraz i z 975 3, II | nas wszystkich szczęściem to będzie, jeżeli panna Justyna 976 3, II | baranek...~Sposób, w jaki to mówiła, zdradzał wyraźnie, 977 3, II | spory kawał łąki. Gdyby to jeszcze ojciec mógł jej 978 3, II | przystojną, ale i dworną, nad to, co ją otaczało, nieco wyższą. 979 3, II | dawniejszej pani Jerzowej... A to Alżusi kawaler, Franciszek 980 3, II | zagadała:~- Jezu! a toż to pan Starzyński! Bardzo słusznie! 981 3, II | słusznie! A ja myślałam, że to taki wielki krzak piwonii 982 3, II | małych oczu nabiegły.~- A to mnie tak moja imość wystrychnęła... - 983 3, II | człowiek wdzieje na siebie, to wdzieje... byle było co 984 3, II | która narzeczonego posyłała to po osobną miseczkę dla Justyny, 985 3, II | osobną miseczkę dla Justyny, to po łyżkę, to mu rozkazywała 986 3, II | dla Justyny, to po łyżkę, to mu rozkazywała przepędzać 987 3, II | tym i niby wyśmiewając, to że powoli chodzi, to że 988 3, II | wyśmiewając, to że powoli chodzi, to że niezgrabnie przyniesione 989 3, II | przedmioty umieszcza, a wszystko to głośno, rezolutnie, białymi 990 3, II | pędzała i musztrowała. Za to wszyscy inni, po kolei, 991 3, II | ukłonami wykrzykiwał:~- Nic to! Nic to! Z ukontentowaniem 992 3, II | wykrzykiwał:~- Nic to! Nic to! Z ukontentowaniem witamy... 993 3, II | z pieskiem, witamy. A co to szkodzi! Kto pana kocha 994 3, II | uszczęśliwić nie mogło nad to, jak gdy Witold o zdrowie 995 3, II | uszanowanie, a potem była to na jej młyn wyborna woda. 996 3, II | ciągle skrzypię, ale to nic: skrzypiącego drzewa 997 3, II | Fabiana coś zaszeleściło. Była to Antolka, która że szczytu 998 3, II | krzyknęła Antolka.~Po raz to pierwszy pewno na świecie 999 3, II | teraz bardzo, bo wyglądało to tak, jakby zmówili się tu 1000 3, II | brak łąk i pastwisk. Mała to rzecz o dwie mile po siano,