Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
tlustych 1
tluszcz 1
tnac 2
to 1365
toalecie 1
toaleta 3
toalete 1
Frequency    [«  »]
1743 ze
1576 a
1572 do
1365 to
1051 ale
1034 jej
979 o
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

to

1-500 | 501-1000 | 1001-1365

     Tom, Rozdzial
1001 3, II | o dwie mile po siano, i to, gdybyż na swoją, ale na 1002 3, II | dorabiali się czego, teraz o to trudno. Dzierżawkę, żeby 1003 3, II | opuszczoną kołysała się to w tył, to naprzód, policzek 1004 3, II | opuszczoną kołysała się to w tył, to naprzód, policzek na dłoń 1005 3, II | wąsami.~- O jednego syna to już i nie mam po co głowy 1006 3, II | choć za pięć lat i powróci, to ja tym czasem bez niego 1007 3, II | kosić umie, a tamte dwa to jeszcze niedostałe trawy... 1008 3, II | ciele i duszy, jeżeli nie to samo zawsze myślę! - wykrzyknął 1009 3, II | nieścierpliwe już bóle zdejmą, to człowiekowi trzy po trzy 1010 3, II | nie zbliżył się ani razu, to zapewne na względzie mając, 1011 3, II | dziękować powinien. Z młodszych to nie wiadomo jeszcze, co 1012 3, II | na ścianach, ale mnie o to bynajmniej! I przed takimi 1013 3, II | promocję i osobliwą łaskę będę to sobie miał. Bo to każdy 1014 3, II | łaskę będę to sobie miał. Bo to każdy ptak podług swego 1015 3, II | do karety!~- Ale może za to w kochaniu zgrabniejszym 1016 3, II | umysł. Wydało się jej, że to, co w drodze pomiędzy zagrodą 1017 3, II | opowiadać mu zaczęła. Trwało to dobry kwadrans, po którym 1018 3, II | się daleko powolniej niż to bywało przy lekkim fruwaniu 1019 3, II | nerwy chorej. Spostrzegała to wybornie i zgryzota, którą 1020 3, II | machnął.~- Ale - dodał - to już na świecie tak! Przeciw 1021 3, II | święci! Niech jeszcze i to!...~Porywczym ruchem czapkę 1022 3, II | ku niemu zamachały. Miało to znaczyć, aby co prędzej 1023 3, II | zamiłowanie, lecz obaj czuli, że to ich zetknięcie było zupełnie 1024 3, II | przewidywał, że wydarzyć się to może, na twarzy jego zjawiał 1025 3, II | nawet zawzięte sprzeczki niż to zamykanie się przed nim 1026 3, II | wpływ wielki, i przy tym to człowiek próżny, który za 1027 3, II | uczynić może... Cóż? zrobisz to dla mnie, Widziu?~Ciężka 1028 3, II | spojrzał.~- Cóż? zrobisz to, o co cię proszę? - grubiej 1029 3, II | Nie, mój ojcze... boli mię to bardzo... ale nie... stłumionym 1030 3, II | surduta list jakiś wyjął. Był to na poczcie w miasteczku 1031 3, II | rubli mi wypłacić! Dla nich to suma ogromna, a i dla mnie 1032 3, II | poczytywać się mają? Dla nich to dobra lekcja, a dla mnie 1033 3, II | najusilniejsze starania o to czynił. Egzekwować będzie 1034 3, II | wrażenia wywierać na mnie może to tylko, co jest nowym, oryginalnym, 1035 3, II | Chciałem cię zapytać: czy to prawda, że pan Różyc stara 1036 3, II | prawem zapytujesz mnie o to, wówczas na pytanie twoje 1037 3, II | piersi skrzyżowała.~- Jest to najświętsze ze wszystkich 1038 3, II | Sam dobrowolnie utraciłem to, czego teraz wszystkimi 1039 3, II | wysuwając zapytała:~- Czy to dusza moja, Zygmuncie? Te 1040 3, II | swoich chcesz trzymać, czy to moja dusza?~Potem znowu 1041 3, II | powiem wszystko i niech się to już raz skończy. Kochałam 1042 3, II | stanęło moje sumienie!~Mówiła to profilem do niego zwrócona 1043 3, II | boku mego staniesz, cóż nas to obchodzi, nas, którzy przebywać 1044 3, II | tego nie rozumiesz! Jak to! Kogoś niewinnego, kogoś, 1045 3, II | Jak śmiałeś? O! jakież to szczęście, że ja cię już 1046 3, II | proszę cię, zmień nazwę... to nie jest miłość, ale...~ 1047 3, II | jednak dalej mówić zaczęła:~- To jest romans... pełno go 1048 3, II | mężczyzna i artysta, mówiąc to myślałeś? Nie o tej, nie, 1049 3, II | na mogiłę ojca... Kochaj to, co kochał twój ojciec...~ 1050 3, II | niedowierzaniem patrzał na nią.~- Ależ to być nie może, abyś ty, Justyno, 1051 3, II | żałośnie, czasem hucznie...Była to gra istoty drżącej, niespokojnej, 1052 3, II | wchodził. Czuć było, że to dziecko, które tam, na dole 1053 3, II | nigdy nie przyszło na myśl to, co ja dziś mamie chcę zaproponować, 1054 3, II | Prawda - odpowiedziała.~- I to także jest prawdą, moja 1055 3, II | się z szarym tłumem? Czy to jest prawdą, moja mamo?~- 1056 3, II | znękanych sąsiadów... Czyż to podobna? Moja droga mamo, 1057 3, II | rozumiem dobrze. Wszystko to, co wyliczyłeś, czyni je 1058 3, II | za granicę, droga mamo, i to dawno... jeszcze z ojcem. 1059 3, II | właśnie melancholii...~- Ależ to jest wściek... pardon! krańcowy 1060 3, II | grzyby siedzieć w nim muszą - to idealizm bezwzględny, krańcowy 1061 3, II | i bez przyjemności jest to życie prawdziwie piekielne, 1062 3, II | żywością mu przerwała:~- Jest to dziecko, piękne, utalentowane 1063 3, II | stale kochał Justynę? Czyżby to uczucie było przyczyną tak 1064 3, II | spojrzawszy, nie zgodzi się na to, czego on pragnie i dla 1065 3, II | Ale po mojej śmierci ty to uczynić jesteś gotów... 1066 3, II | jesteś gotów... tak! ty to uczynisz pewno, gdy tylko 1067 3, II | zawsze, wiele... ale słowa, to widać siew nietrwały... 1068 3, II | jak mówi stryj Benedykt, to... tamto!... Nigdy o tym 1069 3, II | przedmiocie. Otóż przykro mi to bardzo, j'en suis désolé, 1070 3, II | połowę uboższy jestem przez to, że mój ojciec i jemu podobni...~- 1071 3, II | śmiertelne zimno. Byłażby to agonia jej wielkiej miłości 1072 3, II | serca, chcąc może zatrzymać to, co z niego ulatywało. Czuła, 1073 3, II | wielkie, jaskrawe światło. Był to ów pas na niebie, przed 1074 3, II | ulatywały złotawe pary. To zjawisko przyrody dla kobiety, 1075 3, II | rozlegać się zaczął szept, to gwałtowny, to znów tak cichy, 1076 3, II | zaczął szept, to gwałtowny, to znów tak cichy, jak gdyby 1077 3, II | rys po rysie, zasłaniała to oblicze blade, ciche, 1078 3, III| wcale inną postać, bo było to święto wesołe i rześkie 1079 3, III| zielenią kartoflisk, a wszystko to razem wyglądało jak kobierzec 1080 3, III| postać przybrała. Nie był to już, jak przedtem, gęsto 1081 3, III| wzdymających się gęstwinach. Były to gęstwiny, a raczej wzdęte 1082 3, III| dzikie puszcze chwastów. Były to niby księgi natury o gęsto 1083 3, III| powszechnie wiedziano, że byli to weselniki przez Fabiana 1084 3, III| zgromadzeni dbali wielce o to, aby odzienie ich było weselu 1085 3, III| roszczące, ale powszechnie były to bardzo skromne spódniczki 1086 3, III| głowy śmiało trzymający.~Był to lud, ale lud, który nigdy 1087 3, III| piekielną obelgą chłosty. Był to lud, ale lud, za którym 1088 3, III| nie zgasłe promienie. Był to lud namiętnie, niepohamowanie, 1089 3, III| losach i żyłach czujący. Był to lud ogorzały, w obfitym 1090 3, III| młodzi i asysta weselna, jako to: dwaj swatowie, dwie swanie 1091 3, III| A jakże! On by może na to wesele i nie przyjechał 1092 3, III| przyjechał wcale, gdyby nie to, że chce mu się Domuntównie 1093 3, III| opowiadały sobie wzajem, jaki to bogacz ten Kazimierz Jaśmont. 1094 3, III| arystokrat. Ot jak! Czemu to inszym takie szczęście nigdy 1095 3, III| bo jeżeli taki bogaty, to może też dumny i oracji 1096 3, III| od razu mówić zaczęły, że to już od tego zależeć będzie, 1097 3, III| jeżeli nie upodoba się, to może zagrymasi i oracji 1098 3, III| powie, a jeżeli już powie, to bardzo piękną, bo jego mówienie 1099 3, III| sposób tak znaczący, że to uwagę wszystkich zwracało.~ 1100 3, III| znajomych witając, a gdy to czynił, oprócz okuć bryczki 1101 3, III| prunelowy bucik ubraną. To nagłe przerwanie ulubionej 1102 3, III| albo jej nie wypowie, jak to zdarzyło mu się parę razy, 1103 3, III| ozdobą być mający...~Mówiąc to wskazywał na tacę napełnioną 1104 3, III| nieprzerwanie ciągnął:~- Ach! piękny to jest laur być panienką i 1105 3, III| rzewnymi łzami, bo jakież by to było serce tej pięknej panny, 1106 3, III| końca. A ty, panie młody, to weź na uwagę, że Bóg słońcem, 1107 3, III| pochwyconym w czyjeś ramiona. Był to Witold, drugi po nim drużbant, 1108 3, III| Proszę nachylić się! Czy to pięknie przy błogosławieństwie 1109 3, III| żonce nie popuszczaj, a to pamiętaj sobie, że zły gospodarz 1110 3, III| czego uczyni co dobrego. To wam, moje dzieci, ostatnim 1111 3, III| przyjdzie zasmęcić lub też że to wesele prędko się w płacz 1112 3, III| wesele! Pewno, że wesele, i to córki, ot, tak samo jednej, 1113 3, III| głosem prawił:~- Czasowe to straty, marności tego świata, 1114 3, III| zostanie...~- Pewno! a jakże! To już i ja sam sobie myślałem! - 1115 3, III| mam być pokrajany!~- Albo to młody pan Korczyński nożem 1116 3, III| chichotów, ale zwlekało się to jakoś dla przyczyn różnych. 1117 3, III| dawniej znał się, ale teraz to już przyjaźń z nimi zawierał 1118 3, III| się kobiece głosy - toż to Jadwiśka! Czy ona rozumu 1119 3, III| że przyjdzie!~Usłyszawszy to Kazimierz Jaśmont wielką, 1120 3, III| Korczyńską wykonywała. Działo się to pod samą ścianą gumna lasem 1121 3, III| zarumieniła się tak, jak to w czasie poranku bywać musiało, 1122 3, III| pojedynczo, chórem, wstydliwie, to niecierpliwie wołające:~- 1123 3, III| rozpaczy drogą biegła.~- Bo to - wołała - nie wiadomo czy 1124 3, III| Kiedy na Jadwiśkę czeka, to niech sobie do niej idzie, 1125 3, III| przed pierwszą drużką - jak to obowiązkiem jego było - 1126 3, III| wirowało par ze dwadzieścia, to jednocześnie, to gdy ścisk 1127 3, III| dwadzieścia, to jednocześnie, to gdy ścisk zbyt wielkim się 1128 3, III| odpowiedź:~- Dobrze. Bo to pani Giecołdowa papirosa 1129 3, III| papirosa zapaliła...~Na to znowu podniósł się i zagrzmiał 1130 3, III| skoki! Stał tylko u drzwi i to na latarnie, to na tańczących 1131 3, III| drzwi i to na latarnie, to na tańczących patrząc, białe 1132 3, III| go i upewniał, że zaraz to wszystko się skończy, a 1133 3, III| duszy ludzkiej podnosi się to, co natura na nim posiała 1134 3, III| obleczoną. Zdało się jej, że to, co teraz czuła, stamtąd 1135 3, III| doznała tam i tu doznawała - to jedno. Wszystko, co w dniach 1136 3, III| wcale nie zdawał się dbać o to, co tam ludzie o jego odzieniu 1137 3, III| teraz był, pomiędzy sobą to małżeństwo układali. Może 1138 3, III| pokazuje się takim sępem? Może to u nich melancholia i tetryctwo 1139 3, III| tańczę? Przed panią jedną to wypowiem, że podczas takie 1140 3, III| wątpliwości mnie oblegają, że ni to żywy, ni to umarły chodzę 1141 3, III| oblegają, że ni to żywy, ni to umarły chodzę i na dnie 1142 3, III| zdaje się, że już i przez to szczęśliwy byłbym!~Szybkim 1143 3, III| turniurę zaopatrzoną. Było to arcydzieło krawca z najbliższego 1144 3, III| jeżeli nie cały rozum, to przynajmniej dobrą jego 1145 3, III| nakładła i myśli, że pięknie. A to czysta trumna, galonami 1146 3, III| godziny, a ten, dla kogo to czyniła, stał tam ciągle 1147 3, III| uprzejmą się stała. Kiedy tak, to tak! Niechże widzi, że i 1148 3, III| Jaśmontem dobrze znajomą była, to co innego, ale trudno kogoś 1149 3, III| szepnął:~- Co kto miłuje, to i we śnie czuje... A co 1150 3, III| tyczy małej znajomości, to bynajmniej! bo ja panny 1151 3, III| śmiechu, końcem wachlarza to jedną, to drugą powiekę 1152 3, III| końcem wachlarza to jedną, to drugą powiekę przyciskała, 1153 3, III| Klaskanego!~Wszyscy wiedzieli, co to oznacza, więc tancerze natychmiast 1154 3, III| uwielbienia. Póki dął się, to dął się, ale jak przestał, 1155 3, III| dął się, ale jak przestał, to już go nikt nie prześcignie, 1156 3, III| śliczniej mówi, ale do śpiewania to już bynajmniej nie zdatny. 1157 3, III| Ale pierwszy drużbant, czy to ambicją powodowany, czy 1158 3, III| pieska:~Masz córeczkę ładną,~To ci ukradną!~I ogromny 1159 3, III| nie czekając, aby , jak to czynili wszyscy, ku siedzeniu 1160 3, III| pracować ci nie przyjdzie, na to przysięgam! Służącą wezmę, 1161 3, III| serca mojego zajrzało! A czy to może być inaczej? Czy ja 1162 3, III| nie przychodziło kochanie, to nie przychodziło, a jak 1163 3, III| przychodziło, a jak przyszło, to już i nie przejdzie...~- 1164 3, III| nie dostał, byłoby mu o to bynajmniej, bo dla posagu 1165 3, III| prawdziwej być nie może, a tylko to pani z gruntu serca mojego 1166 3, III| moim niebie nie błysnęło. To zaś, że ona przylepiła się 1167 3, III| okrzyki i zapytania:~- Co to? Kto to? Skąd to? Na co? 1168 3, III| zapytania:~- Co to? Kto to? Skąd to? Na co? Za co?~ 1169 3, III| zapytania:~- Co to? Kto to? Skąd to? Na co? Za co?~Ale niemało 1170 3, III| niemało osób widziało, że była to Domuntówna, która prędko 1171 3, III| miłującym Obuchowiczom w to tylko było grać! Jakkolwiek 1172 3, III| mnie kamień rzuciła, bo to jest nieprawda. Co do rzucenia, 1173 3, III| żadnej pretensji nie mam, to i nikt z niej naigrawać 1174 3, III| powinien i jeżeli komu jeszcze to do głowy przyjdzie, wtedy 1175 3, III| panami Domuntami postaram się to jemu z głowy wybić!~Pod 1176 3, III| uwierzyło albo udało wiarę w to, że postępek Domuntówny 1177 3, III| grubowatej panny. Kiedy tak, to tak. Jeżeli temu, kto ubligi 1178 3, III| za płochą zabawkę uważać, to dla jakiej przyczyny insi 1179 3, III| zawiozło.~- Dobrze!~Czółno to stało u stóp Anzelmowej 1180 3, III| uwagi nie zwrócili.~Byli to Anzelm i Marta, Jakim sposobem 1181 3, III| raz drugi? Powiedzieć by to mogły te stare wspomnienia, 1182 3, III| oślepiony zostałem...~- Tak, tak to kiedyś było! - głową z wysokim 1183 3, III| stara panna.~- Tak, tak to było! - potwierdził Anzelm.~ 1184 3, III| pamięta pan Anzelm, ile to gości zbierało się wtenczas 1185 3, III| wtenczas w Korczynie? jakie to oni plany układali sobie, 1186 3, III| jemu służył?~- A tak, tak to było! Wieczny smutek! - 1187 3, III| A pan Anzelm pamięta, że to ja panu karmazynową czapeczkę 1188 3, III| A pani pamięta, czyja to rączka mnie na pagórku piaszczystym 1189 3, III| szyi zawieszała?~- Tak, tak to kiedyś było... - powtórzyła.~- 1190 3, III| powtórzyła.~- Tak, tak to wszystko przeciwne wiatry 1191 3, III| wzbijał się chór głosów, to potężniej, to słabiej, to 1192 3, III| chór głosów, to potężniej, to słabiej, to przeciąglej, 1193 3, III| to potężniej, to słabiej, to przeciąglej, to weselej 1194 3, III| słabiej, to przeciąglej, to weselej rzucający pod niebo, 1195 3, III| zaklętym postrachem:~Jak to pięknie, jak to ładnie,~ 1196 3, III| postrachem:~Jak to pięknie, jak to ładnie,~Kiedy żołnierz z 1197 3, III| kamienne figury zaklęła. To, że byli żywymi ludźmi, 1198 3, III| blasków, które za łodziami to powstawały, to znikały; 1199 3, III| łodziami to powstawały, to znikały; z ruchu ręki Anzelma, 1200 3, III| jedyna,~Jak różany kwiat...~- To Janek śpiewa... - rzekł 1201 3, III| Zatrząsła głową:~- Tak, tak to było!~Od skrętu rzeki dochodziły 1202 3, III| takiego losu uciecze? Może to obowiązkiem moim jest przystojnie, 1203 3, III| odtrąciła, boby on może przez to uleczonym mógł jeszcze zostać?~ 1204 3, III| bruzdy, wyżłobienia. Było to pokolenie, po którym już 1205 3, III| huknął ktoś spod ściany.~- To prawda! a jakże! Przed dobrym 1206 3, III| przedstawić podjął się. Była to sprawa dawna, początkiem 1207 3, III| że przed synem na ojca to wypowiadam... ale w panu 1208 3, III| na stole siedząc i przez to nad otaczającymi go postaciami 1209 3, III| ode mnie chcecie? co ja na to poradzić mogę? Puśćcie mię 1210 3, III| natężeniem wsłuchiwał się to w pojedyncze, przemawiające 1211 3, III| pojedyncze, przemawiające głosy, to w wybuchające co chwilę 1212 3, III| do krwi kąsa! Fabianowi o to ostatnie, zdaje się, więcej 1213 3, III| któż mógł wiedzieć, że był to oszust, skoro tak pięknie 1214 3, III| Korczyńskiemu wypłacić i to wprędce, bo już niejeden 1215 3, III| dziesięciomorgowego grunciku wszystko to wydmuchać! Piersi sobie 1216 3, III| złe słowo usłyszał, zniósł to cierpliwie i milcząc, jak 1217 3, III| nadmiar pieniędzy tych pożąda, to niech przynajmniej folgę 1218 3, III| chodzili, a jakby przez to jeden i drugi grosz z jego 1219 3, III| dogodziłby taki kompromis i Bóg to wie! Może też obydwie od 1220 3, III| jeszcze prawił:~- Żebyż to my onegdaj srokom spod ogonów 1221 3, III| czulibyśmy gorzkość. Cudzy, to cudzy! Ale my tutaj więcej 1222 3, III| Nieboszczyk pan Andrzej to był swój!~- A jakże! - ozwały 1223 3, III| nadmiar głupi jesteśmy, to znów od szkodników i złodziejów 1224 3, III| złodziejów on nas wyzywał. Może to nie ze wszystkim prawda, 1225 3, IV | znać zamyśleniu. Zamyślenie to czuć było w miarowym, monotonnym 1226 3, IV | źrenicami zapytywała:~- Co to? co to znaczy? co to być 1227 3, IV | zapytywała:~- Co to? co to znaczy? co to być może?~ 1228 3, IV | Co to? co to znaczy? co to być może?~Teresa, chociaż 1229 3, IV | towarzyszkę uspokoiła. Były to pewno śpiewy tych ludzi, 1230 3, IV | Znowu chodzić zaczął. O, jak to dawno, dawno było, kiedy 1231 3, IV | uczynić, i nie uczynił... Co to było? Brat... syn... A! 1232 3, IV | zamieniali się listami, i to tamten zawsze odzywał się 1233 3, IV | przesądy i uprzedzenia, zawsze to miło mieć brata senatora, 1234 3, IV | Dla panny bez posagu była to partia świetna. Jakkolwiek 1235 3, IV | czterech jenerałów wesele to zaszczyciło. Zresztą, zięć 1236 3, IV | tyczy dwóch jego synów, to jeden był jeszcze małym, 1237 3, IV | cicho, ciemno, ponuro. Kiedy to był taki sam wieczór? A! 1238 3, IV | pozostał. Cóż? Wszędzie to samo. Z trzech, a gdzieniegdzie 1239 3, IV | wiecznym?"~Dziecko już wtenczas to wszystko kochało, a on pokusy 1240 3, IV | trzech - tu pozostał...~Co to? Spieszne kroki ozwały się 1241 3, IV | dotykamy!... Młody jestem, to prawda... lecz cóżem winien 1242 3, IV | odparł Witold.~- Jak to? nie przekonałem cię?~- 1243 3, IV | Dlaczego? dlaczego? Ha! gdybyż to można było wszystkie czarne 1244 3, IV | powieki na nie opuszczał, to znowu podnosił je i namiętne 1245 3, IV | wstydem, żalem lub gniewem - to pewno, że cierpiał, a cierpiąc 1246 3, IV | nich; za trochę światła, za to, że duszę ludzką w nich 1247 3, IV | Kto tak mniema, niech o to zapyta naszych w poranku 1248 3, IV | wpatrzył się w syna. Tak; było to istotnie dziecię dnia burzliwego 1249 3, IV | budzić, wskrzeszać? Co to sprawiło? Czy pochód wieku, 1250 3, IV | jesteśmy żeglarzami? Czy to inne morze cierpień, które 1251 3, IV | dla niego współczucie? Ale to współczucie, te święte dla 1252 3, IV | nawet brzęk ich łańcuchów... to zagrzebanie szlachetnej 1253 3, IV | otchłaniom popycha...~Mówił to cicho i z tym cichym żarem 1254 3, IV | robisz! Czemuż nie? Ty i na to gotów jesteś! U was nawet 1255 3, IV | idee, te ideały... te... to, tamto... które tych błaznów 1256 3, IV | może nie wiesz! ale ja to wiem... widziałem... wszak 1257 3, IV | z tym ogniem... z tym... to... tamto... zginiesz!...~ 1258 3, IV | jeżeli wam się zdaje, że wy to pierwsi wymyśliliście wszystkie 1259 3, IV | ognie ofiary! Ten lud... to wasze bożyszcze... Boże 1260 3, IV | którzy z niej powstali? to ja... ale niemało, nie mało 1261 3, IV | Zająknął się.~- Dla... to... tamto... - jąkał.~Ale 1262 3, IV | żale, gniewy napełniające to strute i chmurne serce wybuchały 1263 3, IV | otworzyła mu usta. Byłoż to opowiadanie? byłaż to spowiedź? 1264 3, IV | Byłoż to opowiadanie? byłaż to spowiedź? byłoż to usprawiedliwianie 1265 3, IV | byłaż to spowiedź? byłoż to usprawiedliwianie się przed 1266 3, IV | wytłumacz, dlaczego cię to dziecko znalazło takim, 1267 3, IV | stałeś, i dlaczego straciłeś to wszystko, co je napełnia, 1268 3, IV | wszystko wpadło w wodę. Dawne to dzieje. Zdaje mu się, że 1269 3, IV | o synie myślał.~Była to już jedyna jego nadzieja.~ 1270 3, IV | zbytki. Przypomniał sobie, że to nawet, co w sobie nosił 1271 3, IV | wspomnienia trzeba było na to, aby z jednego z nich spłynęła 1272 3, IV | lata osiadała duszę, i aby to podobieństwo wystąpiło jawnie 1273 3, IV | dowiedział się nigdy, co to jest długie lata cierpieć 1274 3, IV | i ratunku wezwać. Może i to przyczyniło się wiele do 1275 3, IV | cokolwiek innego zapytanie to przekonywać mogło, że istotnie 1276 3, IV | będziesz! Moja natura! I mnie to stanie przy swoim kością 1277 3, IV | pijaństwa nie kusić. Wielu to uczyniło. Darzecki nie chciał. 1278 3, IV | Andrzej różnił się z nim o to długo, ale potem przestał 1279 3, IV | Andrzej by na mnie za to nożem cisnął! Ale nie siedź 1280 3, IV | może razem popłyniem na... to... tamto...~Zająknął się.~- 1281 3, IV | przetykany, lecz który - czuć to było - zaraz, zaraz utonąć 1282 3, IV | wyprawę jej zawierającymi. To już niezbędne. Jeżeli brata 1283 3, IV | dziewcząt złożone. Nie byli to konieczne sami drużbowie 1284 3, IV | aniołowie do nieba zabierali, to ona by patrzała, czy nie 1285 3, IV | czego z ziemi uchwycić.~- To nie tak jak panna Cecylia, 1286 3, IV | nawet sprzeczek. Nie tak to łatwo było wszystkich w 1287 3, IV | Ale pani czy przez to ambarasu nie uczynię?~- 1288 3, IV | miał w podziękowaniach za to pozwolenie bywania u niej, 1289 3, IV | przemknęło przykre wrażenie. Ona to spostrzegła.~- Niech pan 1290 3, IV | się młody człowiek.~- A za to - odpowiedziała - że kiedy 1291 3, IV | wyprać. Co się zrobiło, to zrobiło się. Nie dla tej 1292 3, IV | Serce nie sługa, nie zna, co to pany. Co pan Jan winien 1293 3, IV | sama w świecie nie tkwiła, to i mnie go nie ominąć...~- 1294 3, IV | z tego co będzie?~Mówił to z surowością, którą wielki 1295 3, IV | srebra i fioletu. Wszystko to było ŕruchome, niby żywe, 1296 3, IV | seledynowe rąbki. Wszystko to zaś, niby zaklęty obraz, 1297 3, IV | się w inną stronę. Było to tak, jakby oczekiwali, aby 1298 3, IV | psotny a smętny wołanie to porwał i niósł w głębie 1299 3, IV | la!~Znowu jednak nie było to tym, o czym mówić chcieli.~- 1300 3, V | nalegał i prosił. Szło mu o to, aby Benedykt przekonać 1301 3, V | oczy otworzyła.~- Dlaczegóż to Justysia skakać dziś ma 1302 3, V | Zobaczy panna Leonia, jaka to radość dziś tu panować będzie, 1303 3, V | Benedykta się zwróciła - ale to dobrze, że dziecko zabawiło 1304 3, V | grzecznie, nie hałasować, bo to by pani Benedyktowej przykrość 1305 3, V | rozczochrańcem robić? Zresztą, takie to jeszcze małe i głupie, że 1306 3, V | oświadcza się dlatego, że to by go zanadto wzruszyło 1307 3, V | z nim ona szczęśliwą, bo to złote serce i głowa też 1308 3, V | wyratować i uszczęśliwić, to dobrze; jeżeli nie, to cóż 1309 3, V | to dobrze; jeżeli nie, to cóż robić? Ale ja oszukiwać 1310 3, V | Benedykta odpowiedziała - nie to wcale! Majątek jest jeszcze 1311 3, V | rejestr. Jaką ona była, to była, ale żałuje on jej 1312 3, V | morfi... Boże, jakże się to nazywa? zawsze zapominam!... 1313 3, V | na nią patrzał.~- A cóż to za diabeł? - zapytał. - 1314 3, V | żalem Kirłowa wyszeptała to, co o tym przedmiocie od 1315 3, V | tylko zechce, jeżeli to, o czym dowiedziała się, 1316 3, V | Zrażać! o Boże! - zawołała. - To, o czym dowiedzieliśmy się, 1317 3, V | zdawały się zachwycać.~-To prawdziwe szczęście! - dokończyła 1318 3, V | piękne... stosunki... co to i mówić! - z błogim uśmiechem 1319 3, V | jedne półrocze zapłacił, ale to nic nie znaczy, - wobec 1320 3, V | że Justynka przyjmuje... to cud prawdziwy... niespodzianka 1321 3, V | niespodzianka losu...~- To już chyba święty Antoni 1322 3, V | i wpływów trzeba było na to, aby go do tego kroku nakłonić; 1323 3, V | krok zdecydował. Zupełnie to zresztą rozumiem. Ani położenie 1324 3, V | tym więcej ocenić powinnaś to bohaterstwo miłości - wtrąciła 1325 3, V | zawtórowała Teresa.~- Wszystko to - ciągle do Kirłowej zwrócona 1326 3, V | rozstrzygającą rzeczą jest to, że od wczoraj jestem zaręczoną...~ 1327 3, V | napełnił się wykrzykami:~- Co to? jak to? kto to? Żartujesz! 1328 3, V | wykrzykami:~- Co to? jak to? kto to? Żartujesz! Ona 1329 3, V | wykrzykami:~- Co to? jak to? kto to? Żartujesz! Ona żartuje!~ 1330 3, V | go z całego serca i jak w to, że żyję, wierzę, że jestem 1331 3, V | jednak:~- Justynko! jak to? ty taka dumna! ty, co przez 1332 3, V | za chłopa...~O Boże! cóż to za tajemniczość! jakie zagadki 1333 3, V | tajemniczość i zagadka! Wszystko to funta kłaków nie warte! 1334 3, V | do Justyny się zwrócił - to to, że może nie znasz dobrze 1335 3, V | Justyny się zwrócił - to to, że może nie znasz dobrze 1336 3, V | tyle rozsądną jestem, by to znać i wiedzieć. Z tego, 1337 3, V | bez wahania i żalu odrzucę to, co ani mnie, ani, jak mi 1338 3, V | Justynko? - odezwał się - czy to jest stanowcze postanowienie 1339 3, V | jednak zdarzało się jej to bardzo często, więc najlżejszego 1340 3, V | doktorkami zostać nie mogą, dobry to los... jedyny może los...~ 1341 3, V | tym?~Nie miała jeszcze na to czasu, bo Orzelski późno 1342 3, V | teraz i powiedz... zawsze to ojciec!~A ja z Martą pomówić 1343 3, V | ku niemu.~- Kuzynko! czy to prawda... czy prawda, że 1344 3, V | taki mezalians popełnić, to narazić się na wieczną niezgodę 1345 3, V | myśli i gustów, wiesz? Jest to popełnić niemoralność!~Bystro 1346 3, V | więcej? - zapytała chłodno.~- To - zawołał - że odgaduję 1347 3, V | dźwięcznym śmiechem. Był to śmiech młodej piersi i szczęśliwej 1348 3, V | się z nim figlarne także, to staccato, to znów allegro 1349 3, V | figlarne także, to staccato, to znów allegro wygrywane, 1350 3, V | dźwięki serenady długo jeszcze to staccato, to allegro, to 1351 3, V | długo jeszcze to staccato, to allegro, to znów andantissimo 1352 3, V | to staccato, to allegro, to znów andantissimo rozlegały 1353 3, V | wiem... słowo honoru, jak to powiedzieć...~- Cóż? może 1354 3, V | nikomu... nikomu...~- Jak to niepotrzebna? Co ty wygadujesz? - 1355 3, V | posłuchałam, nie poszłam... za to teraz pójdę, popracuję z 1356 3, V | nie wiesz, braciszku, co to jest życie przebyć bez serca 1357 3, V | układając, ale nie dbałam o to. "Po co mam leczyć się? 1358 3, V | wiesz!~Martę znowu wezwanie to uszczęśliwiło, bo znowu 1359 3, V | dobrodzieju! - od progu zawołał - to jest te... głupstwo, na 1360 3, V | mnie tam te... te... te... to... głodem zamorzą!~Łzy mu 1361 3, V | widzi pan dobrodziej, zawsze to jakoś nie te... aby panienka 1362 3, V | strony były jakie te... to przez te...~- No - przerwał 1363 3, V | Kiedy tak - zaczął - to niech już sobie Justynka 1364 3, V | Justynka te... ale zawsze to nie wypada, aby panienka 1365 3, V | domyślił się, co znaczyło to wspólne z wujem przybycie


1-500 | 501-1000 | 1001-1365

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL