| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] jego 507 jegomosc 1 jegomoscia 1 jej 1034 jeki 2 jekiem 1 jekliwego 1 | Frequency [« »] 1572 do 1365 to 1051 ale 1034 jej 979 o 955 jak 780 po | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances jej |
Tom, Rozdzial
1 1, I | chustkę, która za każdym jej szerokim i zamaszystym krokiem 2 1, I | zwiększała jeszcze chudość jej ciała, które przecież posiadało 3 1, I | pomimo chudości ramiona jej były szerokie i wydawałyby 4 1, I | i złośliwości nadawanym jej przez ostrość nosa i zaciśnięcie 5 1, I | Może kiedyś były one jedyną jej pięknością, a teraz, wielkie 6 1, I | przyzwyczajonym krokiem, a długie jej ramiona, u których wisiały 7 1, I | kościste ręce, kołysały się u jej boków w tył i naprzód, białą, 8 1, I | jednak wybornie uwydatniając jej kształtną i silną, w ramionach 9 1, I | krawca. W wyprostowaniu jej kibici i w delikatności 10 1, I | cieplarnię. Ale w zamian ruchy jej i gesty sprzeczały się z 11 1, I | sprzeczały się z całością jej osoby trochą popędliwości 12 1, I | opierała o ramię, a ręce jej dość duże i opalone zdradzały 13 1, I | oczami ściągała, nadawał jej wyraz śmiałości i dumy. 14 1, I | sośniny. Wszystko to rzucało jej w twarz falę dzikiej i przenikliwej 15 1, I | rumieńcem powlekły śniade jej policzki; zarazem surowe 16 1, I | policzki; zarazem surowe jej i zamyślone, choć pełne 17 1, I | zaczęła kaszlać. Kaszel jej był gruby, chrypliwy, głośny, 18 1, I | świecie; w naszych stronach jej jeszcze nie było, ale ludzie 19 1, I | mogę... ~Znowu zabrakło jej oddechu, chrząkała, nos 20 1, I | Zakaszlała się tak, że aż jej oczy łzami zaszły. Krztusząc 21 1, I | rozpalonych i zamyślonych jej oczach błysnęły łzy.~- Phi! - 22 1, I | Marta przypatrywała się jej przenikliwie i z uwagą.~- 23 1, I | przedmiocie przez starszą jej towarzyszkę zaczepionym. 24 1, I | uprzedniego ożywienia zniknął z jej twarzy. Zmysły jej przestały 25 1, I | zniknął z jej twarzy. Zmysły jej przestały pić z kielicha 26 1, I | przejrzała się w zwierciadle jej szarych, przezroczystych 27 1, I | ciężka praca około zdobywania jej darów, gorące jej żary letnie 28 1, I | zdobywania jej darów, gorące jej żary letnie i d2ikie polne 29 1, I | głową kiwała, a ogniste jej oczy nieruchomo tkwiły w 30 1, I | Gorący płomień przemknął w jej oczach.~- Pyszny głos! - 31 1, I | rozczulenia jakieś pracowały w jej chrypliwie oddychającej 32 1, I | że nie znasz! Teraz już jej nikt... oprócz nich... nie 33 1, II | włosa, i jakkolwiek kibić jej i cera zdradzały do niedołęstwa 34 1, II | fizyczną słabość, drobne jej wargi były pąsowe i świeże 35 1, II | stroju pani Emilii ubiór jej składał się z taniej i wcale 36 1, II | która zakrywając połowę jej brody, uszy i część włosów 37 1, II | ten sposób do dwu z obu jej stron siedzących mężczyzn, 38 1, II | drugiemu, przy czym szyja jej, biała i okrągła, czyniła 39 1, II | kobieta.~- No, a jak powiem jej imię i nazwisko, to co będzie? - 40 1, II | brudnej chustki mała i zwiędła jej twarz okryła się najjaskrawszym 41 1, II | jakby ramieniem swym kibić jej miał opasać, ogoloną twarz 42 1, II | wpółzłośliwym uśmiechem ku twarzy jej pochylał. Z chudych, bladych 43 1, II | nie dokuczać! Niech pan jej nie dręczy! ją dziś zęby 44 1, II | smakosza przyglądał się jej chwilę swymi błyszczącymi, 45 1, II | ciotecznej siostry. Ojciec jej, pan Orzelski, przez nieszczęśliwe 46 1, II | wiem już, doprawdy, skąd jej się to wziąć mogło... Zawsze 47 1, II | krótkiej chwili dodał:~- Jest w jej powierzchowności jakaś świeżość, 48 1, II | ma śliczną figurę... Ja jej zawsze figury jej zazdroszczę...~ 49 1, II | Ja jej zawsze figury jej zazdroszczę...~Błyszczące 50 1, II | połykaniu lekarstwa, ile jej ma wyćwiczona tancerka w 51 1, II | słabym zdrowiu wychowaniem jej w domu pokierować nie mogła... 52 1, II | Ale mnie z tym dobrze i jej także... Bo i cóż, panie 53 1, II | żartobliwości, że na koralowe jej usta zwolna powracał uśmiech. 54 1, II | ręka posuwała się zwolna ku jej ręce, która na kształt listka 55 1, II | przechadzki. Wielki słomiany jej kapelusz leżał na jednym 56 1, II | klapała o podłogę. Dopomagał jej w tym gospodarskim zajęciu 57 1, II | niedorosły i ślepo tylko rozkazy jej spełniający. Cztery wiorsty 58 1, II | zda się, uderzyła o całą jej istotę. Głośno splasnęla 59 1, II | do szyderskich, ognistych jej oczu. Teresa, zarumieniona 60 1, II | zarumieniona trochę, dobrodusznie jej w twarz patrzała. - Co też 61 1, II | gwałtownie wyrwała się z jej objęć.~- A dzieci! - krzyknęła. - 62 1, II | kluczów głośno dzwonił w jej ręku. ~W tejże chwili za 63 1, II | wybornie uwydatniającej jej silną i zgrabną kibić. Wyprostowaną 64 1, II | Wśród śmiałej twarzy szare jej oczy wydawały się teraz 65 1, II | tu dla zabawy pana!~Głos jej trochę drżał, usta zbladły 66 1, II | najmilszym uśmiechem rozjaśniała jej okrągła, rumiana, w owalną 67 1, II | obecnych zabrzmiał tylko głos jej jakąś ogromną radością nabrzmiały, 68 1, II | urządziła... i sucharki jej zawsze doskonałe... w ustach 69 1, II | ręce załamała:~Zmienił się jej świat.~Czego ty płaczesz, 70 1, III| legionisty, był przez czas jakiś jej wychowańcem. To zapewne, 71 1, III| stołeczku wyciągała. Na kolanach jej leżała otwarta książka. 72 1, III| Wejście męża nie ożywiło jej zasępionych rysów; uchyliła 73 1, III| podniósł głowę, z uwagą jej w twarz popatrzał, ręką 74 1, III| wzrokiem obejmując. Z gry jej delikatnych rysów poznać 75 1, III| przyszły mąż podobał się jej bardzo, była w nim zakochaną. 76 1, III| ani chęci do podzielania jej ulubionych rozrywek i zajęć 77 1, III| to w coraz wzrastającym jej wstręcie do wszelkiego ruchu. 78 1, III| miesięcy po powrocie wracały jej z naddatkiem wszystkie słabości 79 1, III| starań i środków. Takim było jej istotnie nędzne życie...~ 80 1, III| do niej twarzą, popatrzał jej w oczy i w zgrubiałe swe 81 1, III| zgrubiałe swe ręce biorąc jej narcyzową rączkę zaczął:~- 82 1, III| dlaczego?~Ujął jeszcze i drugą jej rękę, twarz swą blisko do 83 1, III| rękę, twarz swą blisko do jej twarzy przychylał i z miłosnym 84 1, III| wychowaną, i nie wymagałem jej nigdy od ciebie. Gospodarstwem 85 1, III| tylko z wielkim żalem. Oczy jej napełniły się łzami, które 86 1, III| gdyby Benedykt zażarcie jej nie bronił, mnóstwo tych 87 1, III| tylko to jest strasznym, co jej tu towarzyszy. Tam obok 88 1, III| Pośpiesznie więc przysunął jej najwygodniejszy fotel oświadczając 89 1, III| życzy sobie, aby od połowy jej posagu wypłacał jej procent, 90 1, III| połowy jej posagu wypłacał jej procent, który ona użyć 91 1, III| przesiadywać lubi; słabe jej zdrowie potrzebuje wielu 92 1, III| Gdy skończyła, ukłonił się jej z tak wykwintną grzecznością, 93 1, III| przybrał, tak ją ujęła, tak jej może dawne czasy i dawnego 94 1, III| ubraniu przesiadywać zaczął w jej "gniazdku" razem z nią czytając 95 1, III| godzinami miłośnie w oczy jej patrząc - kto wie, jakie 96 1, III| czy tym sposobem zmysłom jej i wyobraźni uczynić by zadość 97 1, III| znowu tylko ukłonił się jej bardzo grzecznie i jednej 98 1, III| daleko, niżby się tego po jej osłabieniu spodziewać było 99 1, IV | wszelka zalotność była jej zawsze i zupełnie obcą. 100 1, IV | stóp do głowy przyoblekać jej wysoką i bogato rozwiniętą 101 1, IV | żałobną ramą otaczały twarz jej o rysach wydatnych i prawidłowych, 102 1, IV | Najdrobniejsza błyskotka nie ożywiała jej wdowiego stroju; uśmiech 103 1, IV | wysoce poważali ją członkowie jej rodziny, świadczył o tym 104 1, IV | powstała z miejsca, podawał jej ramię. ~Jakiś otyły i na 105 1, IV | i dwie niedorosłe córki jej od stołu odchodzić będą. 106 1, IV | stołu odchodzić będą. Mąż jej, człowiek wysoki, sztywny 107 1, IV | comme quoi podobał się jej od razu, ale rodzice jej 108 1, IV | jej od razu, ale rodzice jej w odległych stąd stronach 109 1, IV | ale okolica nie podoba jej się bardzo, naturę ma monotonną 110 1, IV | podawał ramię siostrze jej, młodziutkiej, żywej, zalotnej 111 1, IV | głośno. Krygował się, ramię jej do boku swego przyciskał, 112 1, IV | swego przyciskał, o czymś jej szeptał; widocznie towarzyszkę 113 1, IV | Powoli też ogniste oczy jej przygasały, nieruchomiały 114 1, IV | zagrzmiał na całą salę głos jej basowy i trochę ochrypły - 115 1, IV | rękę otyłego sąsiada, który jej świetnego wydawania córki 116 1, IV | mocno, że aż bransolety jej głośno zadzwoniły. Młodziutka 117 1, IV | uroczej Szwajcarii, zdrowie jej i humor uległyby niezawodnie 118 1, IV | zmianom.~Jednak zdrowie jej i humor wydawały się dziś 119 1, IV | doskonałymi i patrząc na jej z lekka zarumienione policzki, 120 1, IV | mieszając w zwykły tryb jej życia trochę ruchu i gwaru, 121 1, IV | wkrótce nastąpić w domu jej zebrania śmiertelnie lękała 122 1, IV | czegokolwiek słowem takiego, co by jej fatygę przyjmowania gości 123 1, IV | sąsiadkom, które zapytywały ją o jej słabe i tak bardzo, bardzo 124 1, IV | bardzo, bardzo delikatne jej zdrowie.~Za otwartymi na 125 1, IV | Na ukłon przedstawianego jej dystyngowanego pana odpowiedziała 126 1, IV | wyszedł był spod pędzla jej syna, podniosła powieki 127 1, IV | tęsknoty i łzy. Przy tym surowc jej usta rozwarły się nieco 128 1, IV | żyć mu wypadało.~- Dobrze jej tak, bo jest dumna jak udzielna 129 1, IV | Kawa czarna i towarzyszące jej napoje już przez lokajów 130 1, IV | Justyna. Ciemny i niekosztowny jej ubiór uderzająco wyróżniał 131 1, IV | była. Już Darzeckie bliskie jej krewne, uczyniły jej uwagę, 132 1, IV | bliskie jej krewne, uczyniły jej uwagę, że jak zazwyczaj 133 1, IV | innych. Ciężka nuda spłynęła jej na oczy i usta czyniąc w 134 1, IV | czyniąc w tej chwili twarz jej daleko starszą, niż była 135 1, IV | nieruchomą pozostała. Tylko brwi jej ściągnęły się nad oczami, 136 1, IV | i kuzynki dla milczącego jej humoru i może skromnego 137 1, IV | zjawia się tutaj! A skądże jej się to wzięło! Już chyba 138 1, IV | który z młodością kibici jej i warkoczy tworzyła twarz 139 1, IV | najpoważniejszych kobiet, ze zmieszanego jej spojrzenia, roztargnionego 140 1, IV | trochę z wysoka, oświadczała jej swoje przyjemne zdziwienie 141 1, IV | zaczęła głośno, w głosie jej parę razy zabrzmiały nuty 142 1, IV | z delikatnością kibici jej i ruchów dziwnie sprzeczne; 143 1, IV | powściągnęła latające po jej pąsowych ustach uśmieszki. 144 1, IV | sąsiadka przybyła dziś do jej domu tak późno. Kirłowa 145 1, IV | Przybiegłszy pochwycił obie jej ręce i okrył je najczulszymi 146 1, IV | różowej twarzy patrzały oczy jej, błękitne jak niezabudki; 147 1, IV | się po spływających w dół jej ramionach; ręce zbyt ciasnymi 148 1, IV | zmęczonych rysach. Pochwycił obie jej ręce, po koleżeńsku mocno 149 1, IV | i osłabieniem; szczupła jej kibić garbiła się i opadała 150 1, IV | kiedy je podnosiła, wzrok jej był tak samo jak przedtem 151 1, IV | długo; niektórzy słuchali jej z uwagą i przyjemnością, 152 1, IV | swoim Wiedniu, ale u mnie jej pewno nie spotkasz...~Różyc 153 1, IV | się zwierzeniami, które jej czynił, obrażoną, ale obrazę 154 1, IV | Orzelskiego opuszczając drogę jej zastąpił. Pięknej istotnie 155 1, IV | ożywiając się coraz mówić jej zaczął o mistrzach muzycznych, 156 1, IV | poruszało do głębi całą jej istotę. On w jej bladej 157 1, IV | głębi całą jej istotę. On w jej bladej i zamyślonej twarzy 158 1, IV | Kirło. Przed chwilą ukazał jej rozmawiającą przy fortepianie 159 1, IV | ale patrząc we wskazanym jej kierunku zarumieniła się 160 1, IV | ożywioną i wzruszoną twarzą mąż jej przemawiał tak długo... 161 1, IV | długo... długo... drogę jej zastępując i od innych ludzi 162 1, IV | serce, które spojrzenie to jej posyłało, zdjąć musiały 163 1, IV | zraniony czy obrażony oddał jej lekki ukłon i usunął się 164 1, IV | rozplątując, ręką swoją ścigał jej rękę i w twarzy jej zatapiał 165 1, IV | ścigał jej rękę i w twarzy jej zatapiał takie same spojrzenie, 166 1, IV | cierpienia i zakłopotania twarz jej okrył.~- Doprawdy... - zaczęła - 167 1, IV | sposobie życia, który wiodła, i jej niezmiernie słabym zdrowiu. 168 1, IV | swą ofiarowało, ale ona jej nie przyjęła. Bardzo dobrze 169 1, IV | bardzo osłabioną, jak się jej zdaje...~- At! - rozdając 170 1, IV | zbliżył się ku niej i rękę jej pochwycił.~- Kuzynko - zaczął - 171 1, IV | chcesz?~Słowa plątały się jej w ustach i głos zamierał 172 1, IV | i bolesna ironia mignęła jej w oczach. - Czy myślisz, 173 1, IV | przyjmie nigdy tego, co ty jej teraz ofiarować możesz!~ 174 1, IV | ironicznie, ale zmarszczki jej czoła przerzedziły się trochę, 175 1, IV | niby Marcie w zajęciach jej pomagała, ale daleko więcej 176 1, IV | mogę!~Zgryziona tak, że aż jej ręce drżały, rozgniewanym, 177 1, V | wiedzieć dokąd. Nikt widzieć jej nie mógł oprócz tego, kto 178 1, V | nieszczęśliwą? Jakim sposobem życie jej taki kierunek przybrało? 179 1, V | przeszłości zbiegały do jej pamięci; szła prędko, ze 180 1, V | okrywały się twarze. Ale jej ojciec czuł się spokojnym 181 1, V | Justynie z czasu tego, kiedy jej matka często i gorzko płakała, 182 1, V | często i gorzko płakała, a o jej ojcu domowi z cichym śmiechem 183 1, V | częściej ponurą... Była to jej nauczycielka, Francuzka... 184 1, V | Justyna nie pamiętała, ale o jej przyczynie wtedy już wiedziała 185 1, V | domowym i majątkowym nikt jej przed nią bardzo nie ukrywał. 186 1, V | nie wyszła rozmowa matki jej z Benedyktem Korczyńskim, 187 1, V | krewnego o zaopiekowanie się jej córką w razie jej rychłej 188 1, V | zaopiekowanie się jej córką w razie jej rychłej zapewne śmierci. 189 1, V | po panu Benedykcie druga jej dobrodziejka. Zobaczywszy 190 1, V | ucałowała. Zawsze smutne jej oczy napełniły się litością. 191 1, V | że obowiązek wychowania jej na jednym tylko z braci 192 1, V | Andrzeja, prosi o danie jej w nim udział. Gdy wymawiała 193 1, V | zginionego męża, chłodne zawsze jej usta drżały.~- Ty wiesz, 194 1, V | nauczycielki Justyny, sprawiała jej coraz nowe i ładne suknie, 195 1, V | główny moment dotychczasowego jej życia. Młody chłopak, o 196 1, V | której dawna, silna i jedyna jej dotąd miłość uderzyła falą 197 1, V | Myślała wtedy, że idzie o jej życie, więc wzrokiem i słuchem, 198 1, V | Andrzejowej ubyło coś z jej majestatycznej postawy, 199 1, V | ostrą strzałą, która serce jej przeszywając otworzyła zarazem 200 1, V | przeszywając otworzyła zarazem jej oczy. Spostrzegła i zrozumiała 201 1, V | umykających dotąd wzrokowi jej i rozwadze. Zrozumiała przede 202 1, V | Dotąd miłość, uciechy jej, cierpienia i marzenia pożerały 203 1, V | cierpienia i marzenia pożerały jej czas i do syta karmiły myśli 204 1, V | i być może, zdawało się jej, że patrzy w jakąś bezmierną 205 1, V | wątlejące błąkały się młode siły jej ciała i ducha... Teraz człowiek 206 1, V | już raz tak srodze opaliło jej skrzydła. Przed kilkunastu 207 1, V | Przerażenie dreszczem po ciele jej przebiegło. Zarazem czoło 208 1, V | przebiegło. Zarazem czoło jej zapaliło się wstydem. Przypomniała 209 1, V | znacząco szukała i dotknęła jej ręki. Cóż to było? Podobała 210 1, V | Kimże więc była? Jakim było jej miejsce i znaczenie pośród 211 1, V | tych, z którymi upływało jej życie? O! naturalnie, powiedziano 212 1, V | naturalnie, powiedziano jej to kiedyś i sama to przyznawała - 213 1, V | powiewy i łaskawie muskały jej włosy i szyję. Zza łez widziała 214 1, V | dokoła, na wzburzoną twarz jej spływał wyraz ulgi. Widać 215 1, V | szorstko przesunął się po jej twarzy; wzięła go w rękę 216 1, V | Liliowy motyl wzbił się jej spod stóp i kręto wyleciał 217 1, V | zieloną drogę i szarzejącą u jej końca okolicę. Justyna patrzała 218 1, V | spuszczonych powiek wzrok jej podniósł się na niego ciekawie 219 1, V | głaskliwe - widocznie pochwałą jej uradowany odpowiedział - 220 1, V | tyle tylko mojej biedy, co jej we własnych żądaniach wynajdę.~- 221 1, V | przeniknięte jeżyły się dokoła jej głowy jak złota gęstwina; 222 1, V | do kostek ukazywały się jej duże, bose nogi. Z dala 223 1, V | widać było bławatkowy szafir jej oczu, które pod brwiami 224 1, V | spojrzała na niego. Uśmiech jej zmącił się i zniknął, głowę 225 1, V | stryj powiedział, żebym jej pomagał bo starego Jakuba 226 1, V | zagrody; teraz, gdy wnętrze jej szerzej odsłoniło się przed 227 1, V | głowy nie wywietrzała, co jej kiedyś od wielkich panów 228 1, V | jakiej przyczyny?...~- Bardzo jej upodobało się u nas, przyszła 229 1, V | trochę postawie, a szare jej oczy z dala już wpatrywały 230 1, V | kobiety, z ukłonu, jaki jej oddał, znać było, że dworne 231 1, V | Justyna. Wzrokiem twarz jej omijał, a pod krótkim, siwiejącym 232 1, V | jego z wytężeniem w twarzy jej utkwiły. ~- Czyżby w Korczynie 233 1, V | drzewka przechodząc opowiadał jej wiek i pochodzenie każdego 234 1, V | słowa te wymawiał, a przed jej wzrokiem, nie wiedzieć czemu, 235 1, V | kochała, ale wydało się jej w tej chwili, że było to 236 1, V | po szczupłych i gładkich jej plecach, u końce czerwoną 237 1, V | gdziekolwiek. Ale wysmukła i cienka jej kibić była tak do młodej 238 1, V | Stojąc pod sapieżanką, o pień jej plecami wsparty, spojrzał 239 1, V | przed chwilą na plecach jej widziała.~- Czy to nie ciężko 240 1, V | się - o czym? Może przed jej pamięcią stanęła kobieta 241 1, V | wśród okrągłej i tłustej jej twarzy śmiały się do nich 242 1, V | twarzy śmiały się do nich jej białe zęby, błyszczące oczy 243 1, V | czerwone ręce swe, które wzdłuż jej kraciastej spódnicy wisiały, 244 1, V | Przypominała sobie. Zdawało jej się, że coś o miejscu nazwę 245 1, V | Justyna wstała. Znać pierwszą jej myślą było pożegnać tych 246 1, V | ludzi i odejść. Ale rysy jej wyprężyły się, zesztywniały 247 1, V | ona? komu potrzebna? Kto jej powrotu tam pragnie? A jeśli 248 1, VI | wikłała się wśród gałęzi, gdy jej właściciel pochylał głowę - 249 1, VI | podniosła, a z szafirowych jej oczu na pełne i rozognione 250 1, VI | naszej zajść...~Szafirowe jej oczy parę razy z ukosa ku 251 1, VI | przymierają dlatego właśnie, że jej tak jak prawie wcale nie 252 1, VI | błyskawicą tylko przemknęło jej przez głowę; zatrzymała 253 1, VI | wśród siebie kogoś, kto jej z powierzchni ziemi zniknąć 254 1, VI | stary grobowiec i w pamięci jej uparcie powtarzać się zaczęła 255 1, VI | grobowiec ten budzić musiał w jej młodej głowie. Nie śmiała 256 1, VI | wielkich cierpień wydawał się jej dziwnie poważnym i surowym. 257 1, VI | Ale on prośbę wyczytał z jej oczu. Obejrzał się na słońce: 258 1, VI | bynajmniej... Ja owszem...Nikt jej nie opisywał i w książkach 259 1, VI | przepłynęła aż do nas. Mnie jej nauczył stary Jakub, gdy 260 1, VI | choć senliwy, pieścił się z jej włosami, a potem o wschodzie 261 1, VI | siły swojej nie zna, nim jej w potrzebie z siebie nie 262 1, VI | ale pracą i potem, piersi jej dla mnogiego ludu otworzył, 263 1, VI | samej siebie. Myśl, dotąd jej obca, błysk domysłu przebiegły 264 1, VI | błysk domysłu przebiegły jej przez głowę. Szybko przebyła 265 1, VI | górę i wyobraźnia ukazała jej pod gwiazdami postać kobiety 266 1, VI | włosy okrywającymi ją i jej harfę, z łaskawą sarną u 267 2, I | gospodarskie, grube ubranie uczynić jej nie mogło grubą i niezgrabną. 268 2, I | i ramion, która nadawała jej z daleka pozór pierwszej 269 2, I | zaleniła się trochę, czy też jej tak jakoś pomieszało się 270 2, I | doglądać musi, i pomocną jej być nie może! Ostatni ten 271 2, I | zachodziła, skąd ten najmłodszy jej dzieciak, ta czteroletnia 272 2, I | włosami i oczami. Było to w jej rodzinie pod każdym względem 273 2, I | wyjątkowe stworzenie. Żadne z jej dzieci, gdy było małym, 274 2, I | nieustannie nie trzymało się jej spódnicy, jak ten mały i 275 2, I | rozczochraniec, bo włosy jej nie tylko były czarne, ale 276 2, I | matkę. I teraz oto tuż przy jej tołubku nieustannie z kuchni 277 2, I | gada, jak drepce, choć nikt jej słuchać ani myśli, a tylko 278 2, I | patrząc, czy przez czas jej padania matka jej nie uciekła. 279 2, I | przez czas jej padania matka jej nie uciekła. Kirłowa na 280 2, I | tołubku dreptała, a tasiemki jej trzewików znowu rozwiązane 281 2, I | pobłażliwie, macierzyńska powaga jej ucierpiałaby na tym wielce. 282 2, I | który z pogardą eskortę jej łokciami odpychając, nadąsany, 283 2, I | namiestnikiem tytułowany, jedyny jej w gospodarstwie pomocnik, 284 2, I | grosz, który wpływał do jej kieszeni w miesiącach letnich 285 2, I | potrzebują, kupcy na wełnę byli jej niezmiernie pożądanymi, 286 2, I | Targowała się z kupcami, którzy jej dawali po osiemnaście rubli 287 2, I | kuchenną, półgłosem rozkazując jej wnieść do izby czeladnej 288 2, I | gospodyni do mu zruszyć jej z miejsca nie mogły. Ale 289 2, I | pokoju, rumieniec znowu zalał jej twarz i czoło. Na kanapce 290 2, I | podłogę; w dodatku tuż przy jej tołubku znalazła się znowu 291 2, I | była splątała. Różyc i tego jej kłopotu zdawał się wcale 292 2, I | odpowiedziała Kirłowa, ale oczy jej miały ciągle wyraz roztargniony 293 2, I | skromnych sprzętów swawolni jej synowie poplamili piaskiem 294 2, I | a staroświecka wyprawna jej toaleta stanowiła sprzęt 295 2, I | pieszczotliwym ruchem rękę jej zdjął ze starej, żelaznej 296 2, I | będzie. Dobrze?...~Rękę jej ciągle w dłoniach swych 297 2, I | zalotność zupełnie obcą jej nie była, zauważyła:~- Lubisz 298 2, I | zaśmiała się jeszcze.~Śmiech jej przecież, z początku swobodny 299 2, I | topniał w żalu, który napełnił jej oczy. Wzięła rękę krewnego 300 2, I | uczuła nagle, że w mowę jej wplątywać się zaczęły wyrażenia 301 2, I | przedmiotach obcych codziennym jej zajęciom zmęczyła ją nieco. 302 2, I | z ziemi siedząca dotąd u jej kolan mała Bronia.~- Każę 303 2, I | Herbatę lubisz i pijasz jej wiele... wiem o tym od męża. 304 2, I | Różyca prawdomówność jej widocznie bawiła i ujmowała.~- 305 2, I | a razem z nią, tuż przy jej tołubku, podreptała Bronia 306 2, I | domu. Musiało tam coś w jej nieobecności zepsuć się 307 2, I | włosami, które przy każdym jej kroku w górę nieco podlatywały, 308 2, I | z pokoju: Matka szepnęła jej coś o bieliźnie, kupcach 309 2, I | odpowiedziała:~- Zdaje się, że nikt jej tak niedawno, jak ty, kuzynku, 310 2, I | znajduje u panny Justyny, w jej kibici, ruchach etc., etc. 311 2, I | obiedzie. Dopóki dawałem jej to i owo do zrozumienia, 312 2, I | ust... Tylko...szturmem jej wziąść nie można... Dyplomacji 313 2, I | potrzebuje... i jest to jedyną jej przywarą, a zarazem i najsilniejszą 314 2, I | doświadczenie, znam dobrze jej charakter i sposób myślenia...~ 315 2, I | zaczęła znowu.~Ale przerwało jej otworzenie się drzwi od 316 2, I | i zgryzota czyniły twarz jej daleko starszą, niż była 317 2, I | w krewnym współczującego jej powiernika. Opowiadała mu 318 2, I | każdym rokiem przybywało jej energii i umiejętności, 319 2, I | klęska w gospodarstwie, a jej najdroższe nadzieje przepadną! 320 2, I | zmarszczkami okrytym czołem. Końce jej ładnych ust opuszczały się 321 2, I | nadziejach, gdyby Różyc jej nie przerwał. Powoli, z 322 2, I | go już zaczynało, mówić jej zaczął o zupełnej swej niezdatności 323 2, I | chciałby, aby tym kimś był mąż jej, Bolesław Kirło. Układ ten - 324 2, I | perspektywa przedstawiona jej przez krewnego uśmiechała 325 2, I | głębokiego smutku twarz jej pokrył. Głową przecząco 326 2, I | tak prędko, jakby pilno jej było pozbyć się tego przedmiotu 327 2, I | przynajmniej pozwolić...~Obie jej ręce w swoich trzymając 328 2, I | swoich trzymając i w twarz jej patrząc z widoczną nieśmiałością 329 2, I | duże łzy wypłynęły spod jej spuszczonych powiek i na 330 2, I | wszystko...~Pocałował obie jej ręce, a gdy wyprostował 331 2, I | w którym znajdowali się jej synowie. Tu trafiła na gwarną 332 2, I | nóg i hukaniem nad samymi jej uszami; ale więcej niż kiedy 333 2, I | gospodarzy, którzy po trochu byli jej wspólnikami, bo obrabiali 334 2, I | właścicielką. Po prostu, trudno jej było w tej chwili stać na 335 2, I | ukończone: dlaczegóż więc córka jej nie wracała? Dlaczego ten 336 2, I | niewymowne szczęście tryska z jej twarzy, gdy spostrzeże czarnego 337 2, I | książkę, która teraz leżała na jej kolanach; jednak ani ochoty 338 2, I | Parę razy tylko do uszu jej doszły całe okresy żywcem 339 2, I | jeszcze młoda para wzrok jej do siebie przykuła. Marynia 340 2, II | połączeniu z jasną barwą jej sukni i ognistymi rumieńcami 341 2, II | niedorosła panienka mówili jej o czymś oboje razem, o coś 342 2, II | podnosiła, aby móc patrzeć w jej twarz, po której przepływały 343 2, II | bronchitów, jak zawsze, powietrze jej zalecił, ruch, rozrywki, 344 2, II | zapisał... Ale ja tam do jej pokoju weszłam z kawą i 345 2, II | pocałowała i długo w oczy jej patrzała.~- Ja to wszystko 346 2, II | Wieczne...~Umilkła, bo wzrok jej upadł na snop roślin, które 347 2, II | Justyna.~Czy zgadywała? Wąskie jej wargi zacisnęły się i pośród 348 2, II | rozpłomienione przed chwilą oczy jej przygasły i w więź roślin 349 2, II | Justynal~Na dnie stłumionego jej głosu czuć było jakieś wewnętrzne 350 2, II | zakaszlała; pomarszczone jej czoło nabiegło krwistym 351 2, II | obutych stopach, i wprost jej w twarz ostro patrzała. 352 2, II | których parę krzeseł na drodze jej stojących przewróciła, aż 353 2, II | uniósłszy namiętnymi pocałunkami jej włosy, oczy i usta okryła. 354 2, II | rumieńce żółte policzki jej paliły, a do snu i dla rozrywki 355 2, II | ramiona, wzdłuż ciała, oczy jej zdawały się rozszerzać, 356 2, II | widoków gorąco kochać muszą!~I jej blade źrenice w daleki punkt 357 2, II | zaledwie przed usypiającym jej wzrokiem zjawił się i przemówił 358 2, II | Przy tym syn nie okazał jej dość współczucia, na skargi 359 2, II | dość współczucia, na skargi jej odpowiadał milczeniem i 360 2, II | ani zrozumieć, ani kochać jej nie umie. A potem znowu 361 2, II | przed rannym chłodem na myśl jej nie przyszły, kiedy o wczesnej 362 2, II | jadalnej, na żółtoróżowej jej twarzy malowało się tyle 363 2, II | trzeba było ucho do ust jej przykładać. W białych muślinach 364 2, II | Toteż Teresa, tuż przy jej łóżku siedząca, wpatrywała 365 2, II | jednak świszczący szept jej doszedł do uszu chorej, 366 2, II | Leoni świeżą kokardę i włoży jej na nogi warszawskie pantofelki... 367 2, II | zachwyceniem takim, że aż oczy jej błyszczały, opowiadała kuzynkom 368 2, II | przeznaczamy z żoną na jej wyprawę...~- Tak wielką 369 2, II | poczyta, ale pozycję jego i jej potrzeby wyrozumiawszy przyzna 370 2, II | najgłębsze swe ubolewanie nad jej chorobą oświadczyć polecał. 371 2, II | obowiązek i moje prawo. Jestem jej bratem i kochaliśmy się 372 2, II | zaledwie odrosła, a już jej w głowie pantofle i posągi! 373 2, II | przeciwnie coraz bledszą, rysy jej sztywniały, oczy gasły, 374 2, II | nucie jakiejś, we wnętrzu, jej zapewne śpiewającej. Zamyśloną 375 2, II | śpiewającej. Zamyśloną była, oczy jej w klawiaturę utkwione miały 376 2, II | które może powtarzało się w jej myśli tak uparcie, jak uparcie 377 2, II | go wkrótce; spod palców jej wyszło kilka przyciszonych 378 2, II | opływały znowu śniadawe jej policzki, oczy błysnęły.~ 379 2, II | znowu usiadła. Zamyślenie jej, marzenie, tę nutę dalekiej 380 2, II | pola przyniosła, przerwał jej turkot kół na dziedzińcu. 381 2, II | galanterią, nie spojrzał jej w oczy z drwiącą admiracją, 382 2, II | wypielęgnowaną, ruchem serdecznym po jej rękę wyciągnął. Podała mu 383 2, II | życzyć pani i szczerszym jej przyjacielem być nie~może...~ 384 2, II | których czasem na blade jej policzki spływała łza. Teresa, 385 2, II | który od razu zmęczoną twarz jej od świeżył, usiadła na łóżku 386 2, II | radości nad polepszeniem się jej zdrowia w ręce ją całowała, 387 2, II | sąsiada postąpiła, chód jej powolnym był i trochę jeszcze 388 2, II | zachodziły w niej pomimo jej woli i wiedzy, mocą wpływów 389 2, II | i wrażeń działających na jej nerwy. Z Kirłą łączył ją 390 2, II | bardzo osobliwy. Był to jej przyjaciel, wielbiciel, 391 2, II | niego zależało, aby dopomóc jej dźwiganiu smutnego życia. 392 2, II | ją, rozerwie, coś miłego jej szepnie, jakimś wzruszeniem 393 2, II | współczucia ubolewaniem nad stanem jej zdrowia, a potem rozśmieszył 394 2, II | Teresie, że wychwalał dziś jej figurkę, oczy, skromność, 395 2, II | przemian; wszystkie nerwy jej twarzy drżeć zaczęły i oczy 396 2, II | przysiadłszy na ziemi kolana jej ucałowała i z pokoju drobniejszym 397 2, II | łachmanki znajdowały się już w jej ręku, stanęła przed małym, 398 2, II | którą dziś do prania oddać jej było trzeba; najmniejszej 399 2, II | radości i wdzięczności twarz jej oblał i przyozdobił. Wyglądała 400 2, II | fellahu, a dziś oznajmiono jej, że kocha ją lub bardzo, 401 2, II | lecz za miłością. Miłości jej było trzeba, miłości! miłości! 402 2, II | przysiadłszy przy niej ręce jej, z któ rej brudne serwety 403 2, II | przesunęła po tulącej się do jej piersi, rozpalonej, wyrazem 404 2, II | się w jego ręku. Delikatne jej policzki opłynął blady rumieniec, 405 2, II | istotnie do oznajmienia jej ciekawą i ważną nowinę. 406 2, II | później oświadczy się o jej rękę. ~- W głębi duszy - 407 2, II | zajmowała. Główny interes jej zawierał się w wielkości, 408 2, II | wymawiała:~- Co ja złego jej zrobiłam, że pozwala ona 409 2, II | krzyknęła - wszakże to ja jej lekarstwa nie dałam! Która 410 2, II | winszuję...~Z rozjaśnionego jej czoła i mniej niż zwykle 411 2, II | Ale teraz igła wypadła z jej palców. Lepiej od wszystkich 412 2, II | jabłoni szczęścia spłynie jej do rąk. Myśląc o tym nie 413 2, II | starszą, niż była. We wzroku jej tkwiło uparte, naprężone, 414 2, II | upokorzoną: rumieńce po czole jej przepływały i opuszczały 415 2, II | namysłów. Wypadkiem oczy jej spotkały się z leżącą na 416 2, II | trująca woń wspomnień biła jej do głowy z tej małej książki, 417 2, II | razy trzymali oboje, jakby jej ciężar wspólnych ich sił 418 2, II | zmartwychwstającym słowikiem: Oczy jej zachodziły łzami i pierś 419 2, II | est encore a genoux .~Dwie jej łzy upadły na dwa te wiersze. 420 2, II | klęczącego przed nią i z dumą u jej stóp złożoną pokornie jej 421 2, II | jej stóp złożoną pokornie jej tłumaczącego zagadkę swego 422 2, II | innym niż wspomnienie. Oczy jej oschły, podniosła głowę, 423 2, II | drogą długą i czystą, a u jej końca móc dwa swe imiona 424 2, II | Przez chwilę szemrała ona w jej ręku, jakby była złotawą 425 2, II | Jak giętka roślina polna w jej warkoczu, tak na jej ustach 426 2, II | polna w jej warkoczu, tak na jej ustach wiła się cicha nuta:~ 427 2, III| niejeden mężczyzna mógłby jej pozazdrościć, parą tęgich 428 2, III| osłaniającej głowę i część mizernej jej twarzy, prędko jednak i 429 2, III| polnych maków sterczących nad jej czołem, tak prawie, jak 430 2, III| powodu zmarszczek gęsto jej czoło okrywających i ciemnej 431 2, III| okrywających i ciemnej skóry, która jej drobne, chudawe rysy okrywała. 432 2, III| ramion, od których sierp jej rzucał w powietrze błyskawice 433 2, III| dziewczęta odcinały się jej, czasem z chwilowym gniewem, 434 2, III| niej, o zdrowie trzeciego jej męża i o to, wiele jeszcze 435 2, III| wtedy lat dwadzieścia, a jej sześć. Anzelm był strasznie 436 2, III| Do błyszczących, wesołych jej oczu nabiegły łzy. Rozczuliła 437 2, III| Starzyńskiej oparła się na jej kłębie. Cieńszym trochę 438 2, III| rumieńca przepływającą po czole jej i policzkach zaśmiała się 439 2, III| myśleć, że twarz Jana od jej śmiechu sposępniała.~- Pani 440 2, III| żeby pobłogosławić... i jej dziadunio pobłogosławi...~- 441 2, III| żelazną niby obręczą syn ramię jej ścisnął.~- Bo to - próbowała 442 2, III| dotąd nie znała, budziła jej ciekawość i zajmowała umysł. 443 2, III| szelest kłosów wydawał się jej mową ziemi. Nie darmo dawny 444 2, III| mową ziemi. Nie darmo dawny jej kochanek wspominał o jej 445 2, III| jej kochanek wspominał o jej dawnych marzeniach i zapałach. 446 2, III| niskiego siedzenia swego i do jej łona przypaść miała.~Pod 447 2, III| dokoła siebie. Jedno z tych jej spojrzeń spotkało się ze 448 2, III| uczynił ruch taki, jakby rękę jej chciał pochwycić, lecz tylko 449 2, III| odpowiadała gorącej różowości jej kaftana. Jego włosy w słonecznym 450 2, III| zaczynającego dojrzewać żyta; jej bujna, roztargana kosa wydawała 451 2, III| góro...~Strwożone może było jej serce, bo głos jej zemdlał 452 2, III| było jej serce, bo głos jej zemdlał i na zatrzymanym 453 2, III| ostre narzędzie drgnęło w jej silnym i bynajmniej jeszcze 454 2, III| ogorzałą, lecz delikatną skórę jej ręki; przecież wydało się 455 2, III| ręki; przecież wydało się jej, że ból dolegliwy uczuła, 456 2, III| przynajmniej na płacz się jej zbierało, ilekroć o rzeczach 457 2, III| która tak drżała, że aż zęby jej głośno uderzały o siebie. - 458 2, III| Niesmak odmalował się był na jej pąsowych ustach, brwi ściągnęła 459 2, III| spod białego czepka opadały jej na twarz rozognioną i spotniałą, 460 2, III| kamienne koło zaturkotało pod jej rękami.~Oparty o odrzwia 461 2, III| Złotawe blaski obejmowały jej wątłą, wysmukłą kibić, drobne 462 2, III| naśladując kukawkę za plecami jej zawołał:~- Kuku! kuku! kuku!~- 463 2, III| wydęła, choć w ciemnych jej oczach przebiegły wesołe 464 2, III| puha! puha! - wtórował jej śmiechowi coraz zawziętszy 465 2, III| Bołtu-bołtu-bołtu! - śmiechowi jej wtórowało wyborne naśladowanie 466 2, III| stryj i ja nie pozwolimy jej w szesnastu latach za mąż 467 2, III| wilga, a jakby w odpowiedź jej z zagrody Fabiana doleciało 468 2, III| Ostrożnie, z uśmiechem, na ręku jej położył zieloną gałązkę, 469 2, III| trochę i nieśmiało w twarz jej spojrzał.~- Bo to troszkę 470 2, III| że do tego czasu nigdy jej pani nie odwiedziła...~Śmiałość 471 2, III| na mgnienie oka w twarz jej spojrzał. Ona zamyślonym 472 2, III| nas światłości jest, ile jej on zostawił. Gdzie tam! 473 2, IV | przykrywała je do połowy jej biała suknia. Kilka lat 474 2, IV | zalotnie odkrywający szyję jej i całe prawie ramiona. Od 475 2, IV | uwydatniający piękne linie niskiego jej czoła i nie zwijała ich 476 2, IV | pośrodku góry, na małej jej wypukłości, wyrastała gruba, 477 2, IV | głową powoli wiosłem fale jej rozganiał.~Na wysokiej, 478 2, IV | tą drugą drogą, bo chciał jej pokazać piaski.~- Później 479 2, IV | błyszcząc. Jan chwiejnego jej, i coraz niższego lotu z 480 2, IV | Justyna.~Ale zanim towarzysz jej miał czas odpowiedzieć, 481 2, IV | i śnieżnymi piersiami na jej czerwonawym i żółtym tle 482 2, IV | zadowolenie z uśmiechu Jana na jej twarz spłynęło.~- Prawdę 483 2, IV | rybka trzepocząca się u jej końca srebrną iskrą błysnęła 484 2, IV | gorącej topieli, a wzrok jej ze zdziwieniem przesuwał 485 2, IV | pocałował matkę, cościś jej poszeptał, a potem mnie 486 2, IV | wbiegła, panią Andrzejową jej pokazał, a sam pędem wielkim 487 2, IV | Justyna.~Jan, jakby obecność jej w tej chwili sobie przypominając 488 2, IV | spuszczonych staczały się na jej policzki. Przed siebie potem 489 2, IV | i żywym ruchem ramienia jej dotknął:~- Niech pani stanie 490 2, IV | po raz pierwszy do słuchu jej dostał się ogromny gwar 491 2, IV | powtórzył Jan.~To, co jej ukazywał, było rozległą 492 2, IV | gęstwin padających. Wysłaniem jej była trawa niska i nierówna, 493 2, IV | rzucają w górę. Kolebka jej stała już w katakumbie napełnionej 494 2, IV | rozkoszy i strapień we własnym jej sercu tylko źródło mających. 495 2, IV | mieszkańców ziemi; ani razu przed jej oczami nie wypadł z ziemi - 496 2, IV | ojciec, ani lekcje udzielane jej przez nauczycielki, ani 497 2, IV | których często udzielała jej pani Emilia, ani czytywane 498 2, IV | czuć nie mogła, że serce jej stawało się większe, jakby 499 2, IV | srebrzącą się wstęgę. Ruchomość jej i srebrzystość podobna była 500 2, IV | srebrzystym potokiem przerzynały jej ciemność, a listki ich,