| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] izdebke 1 izdebki 3 j 3 ja 759 jablka 3 jabloni 3 jabloniach 1 | Frequency [« »] 955 jak 780 po 765 juz 759 ja 745 tak 731 od 713 co | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances ja |
Tom, Rozdzial
1 1, I | szerokich brwi oświecały ją jeszcze przejmującym blaskiem; 2 1, I | jakkolwiek rozjaśniało ją teraz to zupełnie fizyczne 3 1, I | od ludzkiej złości. Już ja to wiem, bo był czas, że 4 1, I | wziętą za cholerę? Nie byłam ja wtedy tak starą... dwanaście 5 1, I | ramionami wzruszyła.~- A cóż ja takiego zrobić i co przeciw 6 1, I | Boże! - szepnęła - a ja miałam nadzieję, że ten 7 1, I | trzymała w ręku, zajmować ją przestała.~- Ciekawam - 8 1, I | wszystko przede mną mówi. Ja dawno już zrozumiałam położenie 9 1, I | prawie zawołała Justyna. - Ja ani kłamać, ani udawać nie 10 1, I | mazgajowi temu... Cha! cha! wiem ja to wszystko, wiem! Wieczna 11 1, I | dziewczyna z wozu - czy ja nie mam prawa jemu nakazywać? 12 1, I | ojczyzna mię woła!" A potem ja jemu śpiewam: "Szumiała 13 1, I | górą, ty pójdziesz górą,~A ja doliną;~Ty zakwitniesz różą, 14 1, I | ty zakwitniesz różą,~A ja kaliną.~Justyna z szeroko 15 1, I | drogą, ty pójdziesz drogą,~A ja łozami;~Ty się zmyjesz wodą, 16 1, I | wodą, ty się zmyjesz wodą,~Ja mymi łzami...~- Słowo honoru! - 17 1, I | panną~Przy wielkim dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę 18 1, I | dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę księdzem~W białym klasztorze...~- 19 1, II | warkoczem. Zapewne bolały ją zęby, ale niezbyt silnie, 20 1, II | z nich głównie zabawiać ją usiłował i ona też więcej 21 1, II | Niech pan jej nie dręczy! ją dziś zęby bolą.~Kirło wyprostował 22 1, II | Justynka ma śliczną figurę... Ja jej zawsze figury jej zazdroszczę...~ 23 1, II | i przyjacielem naszym.~- Ja, pani, jestem zawsze najlepszym 24 1, II | zawołała cierpiąca kobieta. - Ja się tak lękam wiatru, ciągów, 25 1, II | by tu być powinny.~- O, ja także zaczynam być o to 26 1, II | wymówioną została, czynił ją obojętną i trochę rubaszną.~- 27 1, II | mielibyśmy oboje do roboty? Albo ja, albo ona... A ponieważ 28 1, II | Emilia - wiesz o tym, że ja nie mogę siedzieć przy otwartych 29 1, II | zaczął. - Czasy są ciężkie. Ja zresztą te strony znam tak 30 1, II | średnim, takim na przykład jak ja, siedzącym na dziesięcinach 31 1, II | Biedna pani! - szepnął - już ja dziś muszę coś takiego zrobić, 32 1, II | mogły? Uf! nie mogę! ~Kaszel ją porwał, ale trwał krótko, 33 1, II | zza binokli swych ścigając ją spojrzeniem szepnął Różyc.~ 34 1, II | wyrazem współczucia zapytał ją, czy na nerwy przeważnie 35 1, II | gest zniechęcenia.~- Po co ja to mówię! Tyle już razy 36 1, II | spoglądał.~- A może bym ja trochę jeszcze pograł?~- 37 1, II | zamyśliła się chwilę.~- Jak ja stąd wyjdę - rzekła - ojciec 38 1, III| córkę - tych, którzy posiąść ją mieli, bogatymi uczynić 39 1, III| jakimi były pobudki, które ją rozpowszechniły, trudno 40 1, III| i robotnicy poczekają, a ja kwadransik przy tobie posiedzę... 41 1, III| strachów po nim przejdzie...~- Ja także z cicha odparła kobieta - 42 1, III| Jakaż to pustynia?~- Ja ciągle żyję na pustyni - 43 1, III| okoliczności takich, z jakimi ja ciągle ubijać się muszę. 44 1, III| cóż? Ciemnota to jest, a ja na to nic nie poradzę. Las 45 1, III| igrał, szepnęła:~- O! i ja także wiem, co to płakać 46 1, III| ironicznie mówisz o chlebie...~- Ja obchodzę się bez wielu rzeczy, 47 1, III| świetną. Dumną była, że ją właśnie wybrał, że rozkochał 48 1, III| fortunę wcale piękną; otoczyć ją i po wiek wieków otaczać 49 1, III| i zawodu, które czyniły ją smutną i - chorą. W tym 50 1, III| było na nich. Ogarniało ją coś bardzo podobnego do 51 1, III| ogrodowej altany nużyło ją niekiedy. Szczęściem było 52 1, III| dla mnie tak obojętną? Co ja ci złego zrobiłem? Czy masz 53 1, III| gdybyś się tak nie zmienił! i ja... byłabym może taką, jak 54 1, III| swą kibić, aż wyprostowała ją zupełnie i z błyskiem w 55 1, III| teraz to, czego nie mam. Cóż ja mam? Żyję w tym kącie jak 56 1, III| gdzież je tu znaleźć mogę? Ja pragnę wrażeń natura moja 57 1, III| które by nią wstrząsały... Ja pragnę nade wszystko podziału 58 1, III| zawsze, że mię kochasz! Ja to uważam za bolesną tylko 59 1, III| abyś mógł kochać tak, jak ja kochaną być potrzebuję. 60 1, III| zająć uszczęśliwić. Tak ja rozumiem miłość, takiej 61 1, III| rezygnację. Ale za to gdybym ja miała choć rozrywki i przyjemności 62 1, III| Proza... proza... proza... Ja na niej, tak jak ty, poprzestawać 63 1, III| poprzestawać lnie mogę... I nuda... Ja nudzę się... Przecież książki 64 1, III| przytłumionym głosem wymówił:~- Ja... moje... mnie... dla mnie.,. 65 1, III| złej wody romansowością. Ja także kiedyś na rzeczach 66 1, III| ze swoim gospodarstwem, ja winien ci powiedzieć słowa 67 1, III| patrzyć na rzeczy. Żebym ja wiedział, że ty trzeźwo 68 1, III| siebie. Sprzedaj Korczyn, a ja dam tobie miejsce zarządzającego 69 1, III| Korczyna został, niż teraz. Ja wiem, że tobie to wbić w 70 1, III| głowę nie będzie łatwo; ja pamiętam, jak i mnie smutno 71 1, III| po swojej stronie i jak ja męczył się, póki sobie tych 72 1, III| byle uczciwie i wygodnie. Ja uczciwie żyję (temuż to 73 1, III| reszty życia nie zmarnował. Ja ciebie chcę ratować i wszystko 74 1, III| dobrze było. Choć wiele ja zapomniał, nie zapomniałem 75 1, III| nas tylko zostało, a ani ja ciebie nie mam, ani ty mnie... 76 1, III| w tej samej stronie, co ja, i żeby nasze dzieci zapoznały 77 1, III| bratczysko radzi... Jak ja go dawno nie widziałem! 78 1, III| prawi o swojej pustyni!. Ot, ja to na pustyni żyję! Ani 79 1, III| życie! Biedny on taki jak i ja!"~Odkładał list pod przycisk 80 1, III| dojrzałej pszenicy, gdy ją ozłaca słońce. Wpadło, poskoczyło, 81 1, III| pływać i ryby łowić!... Ja z Julkiem dziś pływałem... 82 1, III| wie tatko, na sznur... a ja na wędę dwa kiełby, takie 83 1, III| raz zachorowała, niańczył ją i bawił całymi dniami, tak 84 1, III| sprawiało ci to kłopot, a ja znowu odmawiałam sobie wielu 85 1, III| tego z nią przybrał, tak ją ujęła, tak jej może dawne 86 1, III| Gdyby on był wtedy pochwycił ją w objęcia i okrył gorącymi 87 1, IV | od dżetowych ozdób, które ją okrywały, dała znak wstania 88 1, IV | wyniosłość. Jak wysoce poważali ją członkowie jej rodziny, 89 1, IV | chusteczką, a prowadził ją w ten sposób, że kilka patrzących 90 1, IV | te... nie sługa... wiem ja to sam... pamiętam...~Justyna 91 1, IV | Cfotilde - z cicha upomniał ją mąż.~- Mais puisque je suis 92 1, IV | sąsiadkom, które zapytywały ją o jej słabe i tak bardzo, 93 1, IV | swoich tutejszych majątkach. Ja, który obywatelskiego nowicjatu 94 1, IV | Jak to!... - zaczął - a ja myślałem, że właśnie tacy 95 1, IV | przykład... naukę...~- Ależ ja wcale nie jestem już młodym! - 96 1, IV | wychowywać bez ojca, to ja wiem, bo i mnie w tym samym 97 1, IV | bocznym stole w salonie ją postawił. Kościste policzki 98 1, IV | obojętna dla wszystkiego, co ją otaczało, nawzajem żadnej 99 1, IV | dowcipną szermierkę ignorował ją zupełnie; dwaj ludzie, którzy 100 1, IV | czasie obiadu szturmowali ją przelotnymi, ale znaczącymi 101 1, IV | żołnierzy, dom pełen oficerów... Ja w strachu! Zniszczą Korczyn, 102 1, IV | błyszczącym haftem wprowadzała ją do grona najpoważniejszych 103 1, IV | tyn1, że na koniec spotkać ją mogła, ją, która od tak 104 1, IV | koniec spotkać ją mogła, ją, która od tak dawna nie 105 1, IV | mnie przysyłał. A jakżebym ja takiemu dobrodziejowi odmówić 106 1, IV | zawołała - a jakżebym ja sobie z gospodarstwem i 107 1, IV | odpowiedziała:~- A jakże ja, moja pani, mogę tak w każdej 108 1, IV | Marynia to taka domatorka, że ją od gospodarstwa i dzieci 109 1, IV | rozrywek i nudzi się w domu; ja go więc we wszystkim z największą 110 1, IV | spojrzenia i ruchów, które ją czyniły zupełnie podobną 111 1, IV | niej usiadł.~- Jak dawno ja panią... pannę Marię... 112 1, IV | ty droga, dobra!... jak ja się cieszę, że zobaczyłem 113 1, IV | że zobaczyłem ciebie! Ile ja tobie do powiedzenia mieć 114 1, IV | podniecenie, które z rana uczyniło ją żywą i mówną, ustępowało 115 1, IV | poręcz kanapy, po prostu siły ją opuszczały. Gasnącymi oczami 116 1, IV | Wiedział zapewne, że wyraz ten ją ukole. Jakoż na mgnienie 117 1, IV | muzyki tak, jak lubiłaś ją dawniej...~Na ostatnim wyrazie 118 1, IV | Widać było, że głos jego ją upajał i że zbliżenie z 119 1, IV | dokonał takiego półobrotu, że ją sobą od kilku w pobliżu 120 1, IV | pogardzasz mną! Słusznie, ja sam sobą pogardzać zaczynam!~ 121 1, IV | innych ludzi odgradzając ją sobą. Justyna spotkała się 122 1, IV | spojrzeniem, które zdawało się ją osypywać żarem gniewu i 123 1, IV | cierpienia, który uczynił ją podobną do twarzy bezbronnego, 124 1, IV | nią a wzrokiem błagającego ją mężczyznę.~- Zupełnie i 125 1, IV | dogrzewało, przejmowała ją obawą. Ruchem głowy przywołała 126 1, IV | nią.~- Pani pozwoli, że ją wyręczę... ~Po rozmowie 127 1, IV | uśmieszkiem na ustach orzuciła ją od głowy do stóp jednym 128 1, IV | lekkimi wykrzykami cofała ją jakby na widok rozwartej 129 1, IV | Powodzenie to ośmieliło ją znać i ucieszyło, bo pośród 130 1, IV | kobiet i mężczyzn, którzy ją otoczyli, szła dalej aleją 131 1, IV | przyjaciółką... siostrą? Ależ ja nie mogę...~Osłupiała zrazu 132 1, IV | odpowiedziała.~- A co ja na to poradzę? Melancholiczka 133 1, IV | ruchem pieszczoty przesunie ją po rozognionej twarzy stojącej 134 1, V | życiem niewidzialnym, które ją napełniało mnóstwem szelestów, 135 1, V | myślała wcale o tym, dokąd ją ona zawiedzie. Więcej instynktownie 136 1, V | od tego wszystkiego, co ją raniło, nudziło i poniżało. 137 1, V | nauczycielka, Francuzka... Uczyła ją krótko i prędko dom opuściła, 138 1, V | żałobę po matce, przyciągnęła ją ku sobie i serdecznie ucałowała. 139 1, V | palącą tęsknotą i kojącymi ją nadziejami, listy wysyłane 140 1, V | z synem swoim, znalazła ją tal: malutką i położeniem 141 1, V | ciosem zrazu, który wtrącił ją w rozpacz, a potem policzkiem, 142 1, V | gruszy polnej i ogłuszył ją krzyk drobnych ptaków, których 143 1, V | Skąd panienka wie, kto ja jestem?~- Widuję pana czasem... 144 1, V | śmiałość, dodał jeszcze:~- I ja też kiedyś w Korczynie bywałem... 145 1, V | nigdy. W tej chwili dziwiła ją pozorna przynajmniej łatwość, 146 1, V | dotąd popatrzył na nią.~- Ja to już dawno wiem - ciszej 147 1, V | wiedzieć o tym nie może, że ja na panienkę czasem patrzę 148 1, V | raźnie zawołał:~- Co tam! Ja panience powiem, że nie 149 1, V | Żyje, chwała Bogu, ale ja z nią tak jak prawie nigdy 150 1, V | prosto i prędko, można by ją było porównać do ogromnej, 151 1, V | powrócił i o procesie gada!~- Ja po swojej koniczynie już 152 1, V | Justynę patrzał.~- Może bym ja - zaczął nieśmiało - panienkę 153 1, V | godziny czasu przedłużyć ją pragnąc. Z niepokojem patrzał 154 1, V | niewidzialnego człowieka.~- A ja sto razy Fabianu mówiłem 155 1, V | panami oczu nie wypieka... ja ich dwadzieścia lat nie 156 1, V | Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadałem... 157 1, V | mnie? nie pójdę... kiedy ją przywiodłeś, to idźże do 158 1, V | zaraz stryj przyjdzie... ja konie odprzęgę...~I rzucił 159 1, V | baraniej czapki, lecz wnet ją znowu włożył na głowę.~- 160 1, V | Tyle lat... Widziałem ja ją... będzie temu lat trzy, 161 1, V | Tyle lat... Widziałem ja ją... będzie temu lat trzy, 162 1, V | wielkiego miasta jeździł; ja znów od młodu przyuczony 163 1, V | Pobiegł do siostry i za ramię ją wziąwszy do ławki pod domem 164 1, V | stanęła. Widać było, że gdyby ją brat nieco powyżej ręki 165 1, V | zupełnie instynktownym za rękę ją pochwyciła, na ławie przy 166 1, V | po nią iść trzeba i nieść ją pod górę.~- Toteż, zimową 167 1, V | porą osobliwie, częściej ja wody przyniosę niźli ona - 168 1, V | Częściej on przyniesie niźli ja - podnosząc głowę i na brata 169 1, V | wzrastającym zawstydzeniem - ja takoż mogę... czemu nie! 170 1, V | takoż mogę... czemu nie! Już ja w tym roku drugie lato żąć 171 1, V | przesunął i przerwał:~- Co ja pamiętam o panu Korczyńskim 172 1, V | zdrów będzie długie lata... Ja jemu przekleństwa nie posyłałem 173 1, V | Panem Bogiem gadał. Ale ja inszy: ja panu Korczyńskiemu 174 1, V | Bogiem gadał. Ale ja inszy: ja panu Korczyńskiemu do śmierci 175 1, V | wycisnął... Nie zlęknę się ja i przed siestrzenicą jego 176 1, V | Bohatyrowiczami ma, przeze mnie ma. Ja szlachtę do niego namówił, 177 1, V | szlachtę do niego namówił, ja adwokata znalazł, ja staram 178 1, V | namówił, ja adwokata znalazł, ja staram się i zabiegam. Niech 179 1, V | mucha odejmuje się, kiedy ją ubijają. Czy wygramy, czy 180 1, V | złotnych pokojach mieszka; a ja ubogi szlachcic, z niskiej 181 1, V | konia do krwi ukąsi. Może ja w tym procesie darmo zdrowie 182 1, V | i nagle ochłonął.~- A co ja takiego nagadałem? - ciszej 183 1, V | koniczyny skosić, kiedy ja w mieście byłem! Wszystkie 184 1, V | Słyszał, że stryj nazywał ją panią, i w ten sam sposób 185 1, V | na nią popatrzył.~- A dla ja... jakiej przy... przyczyny? - 186 1, VI | wnętrzu okolicy, spajającymi ją dróżkami i ścieżkami postępując. 187 1, VI | malutka od ściągających ją zmarszczek, okryta była 188 1, VI | policzki ciekły łzy...~- Co ja pocznę! - lamentowała - 189 1, VI | zdaje się... pan Szymon?~- Ja, Szymon, ale gdzie to pan 190 1, VI | moją fatygę bynajmniej... Ja owszem...Nikt jej nie opisywał 191 1, VI | Jeden człowiek opowiadał ją drugiemu i tak ona z daleka, 192 1, VI | gadkę! Bajki babom, a to, co ja powiem, nie bajka!~Wysoki 193 1, VI | sobie żonę u rybaków, drugi ją wybrał pomiędzy sokolnikami, 194 1, VI | odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale 195 1, VI | może czterech ludzi. Umie ją stary Jakub, ale on już 196 1, VI | prawie nie żyjący; umiem ja, umiał kiedyś Fabian, umie 197 1, VI | przebyła kilka stóp dzielących ją ze szczytem góry i na tym 198 1, VI | złocistymi włosy okrywającymi ją i jej harfę, z łaskawą sarną 199 2, I | wierzb przyparta. Składało ją chat kilkanaście, dość czysto 200 2, I | upranej bielizny. Miano ją zapewne na strych wynosić, 201 2, I | i skrobania marchwi.~- A ja, mamo? - zawołała - przecież 202 2, I | mamo? - zawołała - przecież ja tu jestem! Czy to tylko 203 2, I | odpowiedziało:~- Kiedyż ja, mamo, jeść chcę!~- Masz 204 2, I | usprawiedliwiła się:~- Kiedyż ja jeść chcę!~Kirłowa z szafy 205 2, I | bez szkół - zginie. Ile ją już ten chłopiec bezsennych 206 2, I | dzieci swych okazywać, wiele ją kosztowało. Drzwi na klucz 207 2, I | energią i zaciętością; słychać ją było na, całym dziedzińcu 208 2, I | zamku spichrza gwóźdź jakiś ją zadrasnął i pozostawił długą, 209 2, I | zobaczysz to, kuzynko. Już ja się na tym znam !~- Zawsze 210 2, I | spostrzegła nieporządki, które ją zawstydzały. Kwieciste perkalowe 211 2, I | żelaznej klamki i zatrzymując ją w swych chudych, ale jak 212 2, I | bardzo dobry jesteś... a1e ja, widzisz; znam dawne przyzwyczajenia 213 2, I | Śmiej się, ile chcesz, a ja zawsze powiem, że to jest 214 2, I | uniknąć tej epidemii? Skąd ją wziąłeś? Nigdyś mi jeszcze 215 2, I | takie trucizny! Wolę już ja być głupią parafianką, gęsią, 216 2, I | prostotą wymówione ułagodziły ją w mgnieniu oka. Z powagą 217 2, I | dwóch ludzi...~Różyc w rękę ją pocałował,~- Powiedziałaś 218 2, I | codziennym jej zajęciom zmęczyła ją nieco. Przypomniała też 219 2, I | Konfiturzki będą! konfiturzki! i ja, mamo, chcę konfiturzek !~ 220 2, I | i nawet proszę. Ale cóż ja temu winien jestem, że panna 221 2, I | potwierdził Różyc.~- Edukowali ją wprawdzie krewni, ale znowu 222 2, I | o takich rzeczach, które ją zajmują, ma takie ogniki 223 2, I | sobie! A papa Orzelski? Czy ja bym tę chińską figurkę na 224 2, I | brwi mu drgały.~- Znasz ją dobrze? jesteś pewną tego, 225 2, I | dłoni i o wszystkim, co ją obchodziło, mówić zaczęła. 226 2, I | ręką.~-.Mniejsza o to! Inne ja rzeczy mam na głowie...~ 227 2, I | ale to być nie może... Ja... ja nigdy nie zgodzę się 228 2, I | to być nie może... Ja... ja nigdy nie zgodzę się na 229 2, I | nie myśl o nim nic złego! Ja wcale nie mówię, że jest 230 2, I | posażkiem długi opłacił, ja sama starałam się wyręczać 231 2, I | oni nauk nie skończą albo ja reszty majątku nie stracę.~ 232 2, I | babę pośle... Zobaczysz, że ja cię namówię...~Przy drzwiach 233 2, I | najmłodszą siostrą strasząc ją niby tupaniem nóg i hukaniem 234 2, I | swego poprzedzając.~- Co ja z tym fantem pocznę? - z 235 2, I | się ruchom otaczającego ją powietrza. Czoło miał dziewicze: 236 2, II | Terenię leczy, bo one chore, a ja zdrowa, zdrowiuteńka, mury 237 2, II | dwie recepty zapisał... Ale ja tam do jej pokoju weszłam 238 2, II | mnie leczyć się trzeba... Ja w nogi, a dzieci za mną! " 239 2, II | wieczne głupstwo! Już jeżeli ja chora, to któż zdrowy? Powiadam 240 2, II | wzięła rękę Marty, cicho ją pocałowała i długo w oczy 241 2, II | długo w oczy jej patrzała.~- Ja to wszystko rozumiem, ciotko 242 2, II | ciszej odpowiedziała.~Jakby ją to nazwisko w pierś uderzyło, 243 2, II | Czysta miotła! Widywałam ja kiedyś takie bukiety często, 244 2, II | całej sali rozeszło! Znałam ja kiedyś i te zapachy... Uf... 245 2, II | mruczała. Ale tu dopędziła ją Leonia i, zdyszana także, 246 2, II | zdyszana także, za suknię ją pochwyciła.~- Ciociu! - 247 2, II | płaczący głos podlotka - ja cioci śliczne pantofle wyszyję! 248 2, II | śliczne pantofle wyszyję! ja ciocię co dzień tak wycałuję... 249 2, II | Zarazem do wnętrza spiżarni ją wciągnęła, prawie wniosła, 250 2, II | mnie nic nie trzeba! Czyż ja mogę komu ambaras jaki robić 251 2, II | Jak myślisz, Tereniu? Ja bym tam pewno mogła wiele 252 2, II | oliwkowy fellah, zbudziło ją i z łóżka zerwało wołanie 253 2, II | bowiem dniami Witold uprosił ją, aby przeszła się z nim 254 2, II | odpowiadał milczeniem i to ją zgryzło, bo raz jeszcze 255 2, II | dla niej wodę, ocierała ją, pocieszała. Z przyzwyczajenia 256 2, II | przybiegła; pani Emilia ogarnęła ją wzrokiem, który, przed chwilą 257 2, II | pochyliła się nad nią, i w czoło ją pocałowała.~- Nie trzeba, 258 2, II | spostrzegła coś takiego, co ją tak przeraziło czy podnieciło, 259 2, II | wcale nieładnie wygląda... I ja jestem tego samego zdania...~- 260 2, II | daleko jest piękniejszy, a ja bym tak chciała, aby nasz 261 2, II | zawołała - to prześliczne.., ja to widziałam...~I prędko, 262 2, II | musimy. Żona moja chce i ja się na to zgadzam, aby córka 263 2, II | umeblować swoje pokoiki.., ja znowu popełniłem szaleństwo, 264 2, II | jest to człowiek, którego ja łaski potrzebuję? który 265 2, II | dzieciństwa. Kierujecie ją na lalkę, na taką samą światową 266 2, II | takie przykłady zrobią ją najpewniej, jeżeli nie zupełnie 267 2, II | zaszeptał znowu:~- A jakże! czy ja wiem? tak jak prawie sześć 268 2, II | chłopiec odpowiedział:~- Czy ja wiem? we dworze? Może kto 269 2, II | rękę wyciągnął. Podała mu ją bardzo chłodno, ale on z 270 2, II | polepszeniem się jej zdrowia w ręce ją całowała, chichotała, od 271 2, II | jej nerwy. Z Kirłą łączył ją stosunek bardzo osobliwy. 272 2, II | jedynym człowieku, który ją rozumiał i czynił wszystko, 273 2, II | wschodów, z których zazwyczaj ją znoszono. Miała mu zawsze 274 2, II | wiedziała, że zawsze zabawi ją, rozerwie, coś miłego jej 275 2, II | samym już wstępie przyjemnie ją rozczulił długim i pełnym 276 2, II | przedpokój przebiegała, można by ją było wziąść za istotę nieprzytomną; 277 2, II | oznajmiono jej, że kocha ją lub bardzo, bardzo bliskim 278 2, II | dobroci swojej to sprawi, że ja kiedy szczęśliwą będę, nigdy, 279 2, II | powtórzyła pani Emilia.~Bawiła ją łatwowierność i naiwność 280 2, II | przypuszczenie zachwyciło ją i rozrzewniło do stopnia 281 2, II | ta strona nowiny niewiele ją zajmowała. Główny interes 282 2, II | jękliwie wymawiała:~- Co ja złego jej zrobiłam, że pozwala 283 2, II | żałosnym westchnieniem:~- Ja ją tak kocham, a ona dla 284 2, II | żałosnym westchnieniem:~- Ja ją tak kocham, a ona dla mnie 285 2, II | uspokojeniu się jęknęła znowu:~- Ja ją tak kocham, tak kocham, 286 2, II | się jęknęła znowu:~- Ja ją tak kocham, tak kocham, 287 2, II | krzyknęła - wszakże to ja jej lekarstwa nie dałam! 288 2, II | znowu duszenie schwyci... A ja i zapomniałam, o Boże!~Drżącymi 289 2, II | synogarlicą. Cholera; uważasz, to ja, a synogarlica to Teresa...~ 290 2, II | posłaniec z Osowiec. Przysunęła ją ku sobie, wyjęła z niej 291 2, II | przesuwała po okrywającym ją piśmie:~"Przestałaś lubić. 292 2, II | należeć. O, nie lękaj się! Ja duszy tylko twojej pragnę, 293 2, II | przelękniony i stroskany wysłał ją w pole z zapytaniem do rządcy 294 2, II | zboże, mógł czegokolwiek ją nauczyć? Jednak nauczył. 295 2, II | gałązkę szczęścia i wplotła ją w czarny swój warkocz. Potem 296 2, II | z walką Justyna rozdarła ją na kilkanaście drobniutkich 297 2, III| człowiek bez rąk prawie! Ale ja sobie trzy najemnice wziął, 298 2, III| Wszak to pan Michał! A ja myślałam, że to wilga na 299 2, III| tak liczną, bo składało ją rodzin kilka. Chuda i chorowito 300 2, III| się najemnic Domuntówny i ją samą, to żnącą, to góry 301 2, III| zaczerwienić nie mógł okrywając ją tylko słabym rumieńcem i 302 2, III| O lat pięćdziesiąt można ją było po sądzić tylko z powodu 303 2, III| trzeciego męża mam. Owszem! Ja temu nie winna, że mnie 304 2, III| Bo to wy jedno wiecie, a ja drugie. Co umarłym z tego, 305 2, III| Owszem. A jak Boga kocham, ja prawdę mówię. Bo to u mnie 306 2, III| Owszem. Wy wiecie jedno, a ja drugie. Noc po dniu następuje, 307 2, III| chciał brać. "Bo to gdzie ja tam będę - powiada do siedmiorga 308 2, III| Wzięłam Antolkę i do Janka ją przywiodłam: "Masz tobie, 309 2, III| synku, siestrę. Hoduj ty ją, a ona tobie do pomocy stanie". 310 2, III| on przygarnął, na rękach ją nosił, karmił, odziewał 311 2, III| Antolka, może nieprawdę ja mówię?~Do błyszczących, 312 2, III| świecie nie ma. Żadnego ja smętku przy nim nie doznała. 313 2, III| on co ciężkiego zrobi jak ja...~Zgięła się znowu ku ziemi 314 2, III| szeptać zaczęła:~- Owszem. Ja wiem, skąd ten zasęp na 315 2, III| na wpół zżętemu zagonowi ją pociągnął sam także ku wozowi 316 2, III| przed nią. Czasem napełniało ją wielkie rozradowanie podnoszące 317 2, III| cicho odpowiedziała:~- Po co ja tu między wami? Wstyd mi! 318 2, III| bardzo trudna robota! Kiedy ja stara mogę, to dla jakiejże 319 2, III| I na gitarze dziadunio ją grać nauczył... Zimową porą, 320 2, III| Owszem! To tak prawie, jak ja. Kiepkują ze mnie ludzie, 321 2, III| źle! trzeba, żeby był! Ale ja cościś słyszałam, że i był... 322 2, III| gęby nie zatknąć. Gadali! A ja, owszem, dziwowałam się 323 2, III| porzucaj!" A on jak ofuknie: "Ja mówi - nic Jadwiśce nie 324 2, III| roztopiony do serca kapie, kiedy ją gdzie obaczę!" Ot, jaki 325 2, III| wiatrem nabita... Kiedyż to ja od pracy ubiegałem? a że 326 2, III| takie głupstwa gadasz! Jakiż ja arystokrat? Ja tylko to 327 2, III| gadasz! Jakiż ja arystokrat? Ja tylko to wiem, że nijaki 328 2, III| niesmak i od ucieczki stąd ją powstrzymała. Wypowiedziała 329 2, III| powstrzymała. Wypowiedziała ją po prostu, łagodnie, z lekkim 330 2, III| i kozła cierpi..,~- Jaki ja kontenty, jaki ja kontenty, 331 2, III| Jaki ja kontenty, jaki ja kontenty, że pani tak sobie 332 2, III| myśli Justyny, wybornie ją zrozumieli oboje: i syn, 333 2, III| promieniejącym czole kilka razy ją po zagonie okręcił.~- Dużoś 334 2, III| zajdę, dziś jeszcze zajdę. Ja dziś na polu prawie cały 335 2, III| Korczyński... na co? po co? dla ja... ja... kiej przyczyny?~ 336 2, III| na co? po co? dla ja... ja... kiej przyczyny?~Jednak, 337 2, III| kanarkowym ubraniu. - Czy ja Witoldu nie mówiłem, że 338 2, III| nie śmiem" - powiada. Aż ja wziąłem, przyprowadziłem, 339 2, III| jeszcze dokazywać przyszedł?~- Ja okropnie zmęczony! oj, oj, 340 2, III| zmęczony! oj, oj, oj! jaki ja zmęczony! Chyba mnie panna 341 2, III| wieczerzy nie jada?~- Kiedy ja biedny człowiek jestem, 342 2, III| w ciotczynej wieczerzy! Ja tu przyszedłem w nadziei, 343 2, III| rozmowę ciągnął:~- A żebym ja był kotkiem, toby pani inaczej 344 2, III| bardzo kotków lubi. No, to ja zrobię się kotkiem.~I z 345 2, III| pogłaskać nie chce? No, to ja siędę sobie na drzewie i 346 2, III| że uczy się nieobojętnie. Ja bez żadnej nauki sadek ten 347 2, III| Anzelma.~- Zasmęciłem się ja raz w życiu swoim tak, że 348 2, III| to bynajmniej! Widziałem ja, owszem, stare drzewa, co 349 2, III| trzeba, to nie ode mnie pan ją weźmiesz, ale od mego Janka, 350 2, III| mówić zaczął:~- Tymczasami ja cościś już i słyszałem o 351 2, III| śmiałym, tylko, widzi pan, ja ojca mego... dla mnie ojciec... 352 2, III| mówmy już o tym! lepiej ja panu opowiem niektóre z 353 2, III| odpowiedziała kobieta - ja myślę czasem o szczęściu 354 2, III| tylko nie zaraz, bo stryj i ja nie pozwolimy jej w szesnastu 355 2, III| konceptów pełno mu w głowie. Ja temu dziwuję się, bo choć 356 2, III| ta gałązka, widzi pani, ja ją do rączki pani przyłożę 357 2, III| gałązka, widzi pani, ja ją do rączki pani przyłożę 358 2, III| gdzieś patrzała.~- Iluż, iluż ja rzeczy w życiu swoim wstydzić 359 2, III| Bo to, widzi pani, już ja dziś z twarzy stryja widzę, 360 2, III| otwartych okien domu.~- Ja panu zaraz te książki pokażę - 361 2, III| uśmiechem odpowiedział:~- A tak. Ja też ją celką swoją nazywam. 362 2, III| odpowiedział:~- A tak. Ja też ją celką swoją nazywam. W jednej 363 2, III| takie słowa... śpiewałem ja tę piosenkę, często śpiewałem, 364 2, III| panną~Przy wielkim dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę 365 2, III| dworze;~A ja będę księdzem, a ja będę księdzem~W białym klasztorze...~ 366 2, IV | zielenią, Jan spostrzegłszy ją wysoko wzniósł czapkę nad 367 2, IV | wiorsty nie będzie. Powiózł ją tą drugą drogą, bo chciał 368 2, IV | coraz niżej, okrywającą ją żółtą lepkością jak kroplami 369 2, IV | do niej, ilekroć opuścić ją musiał, Rzadko też ją opuszcza.~- 370 2, IV | opuścić ją musiał, Rzadko też ją opuszcza.~- Na wodzie jada, 371 2, IV | rozdzielonego z rzeką zasłaniającym ją pasmem piaszczystych pagórków. 372 2, IV | miejsce jest bardzo ważne, bo ja tu, z tego pagórka, ostatni 373 2, IV | ludzkie krzyki i zgiełki. Ja wtedy tak przeląkłem się, 374 2, IV | łzach obaczywszy puścił. Ja przez salę stołową i drugi 375 2, IV | powysuwane były. Więcej ja cień jego na ścianie niż 376 2, IV | postawił. "A co?" - zapytał. Ja jemu tchu od płaczu nie 377 2, IV | prosto do okolicy biegł. Ja też za nim biegłem, ale 378 2, IV | dźwięków. Zarazem ogarnęły ją mocne wonie smoły, jałowcu, 379 2, IV | chmurami; w dole okrywała ją przyćmiona płachta słonecznego 380 2, IV | mających. Wszystko, co otaczało ją, pogrążonym było w staraniach, 381 2, IV | której od dzieciństwa ćwiczył ją ojciec, ani lekcje udzielane 382 2, IV | niespodziance życia, która ją z tym człowiekiem niedawno 383 2, IV | deptać Mogiły obchodziła ją dokoła ku niemu idąc. Szła 384 2, IV | obronny puklerz, że porzuciła ją wszelka troska o ustrzeżenie 385 2, IV | głębokim uszanowaniem wiódł ją przez miejsca bezludne; 386 2, IV | ona, kochając naturę znał ją lepiej i zżył się z nią 387 2, IV | myśli i dążeń czasu, które ją z dala dotknęły; może na 388 2, IV | których żyła, oskarżali ją o dumę. Słusznie. Była istotnie 389 2, IV | dumną, że głęboko upokarzały ją otrzymywane łaski i przysługi, 390 2, IV | Ciężką nudą przejmowała ją co rana myśl o dniu, który 391 2, IV | młodości, zdrowia i sił, które ją porywały, prawie niosły 392 2, IV | po razy kilka niepokoiła ją myśl opuszczenia Korczyna 393 2, IV | siłami duszy i rozumiał ją wybornie. Mimo woli ku niej 394 2, IV | tylko razy zdarzyło się mu ją widzieć. A zdarzało się 395 2, IV | go nie widziała, lecz on ją widywał to w kościele, to 396 2, IV | gdybyś i widłami od siebie ją odpychał, powraca. Zdaje 397 2, IV | tyle piękności i wysoko ją postawił, a szczęścia nie 398 2, IV | święcie. Więc tylko, ile razy ją zobaczył, cały dzień potem 399 2, IV | się świat...~Raz, kiedy to ją wracającą z kościoła spotkał 400 2, IV | przeciwnego brzegu w oknie stojącą ją obaczywszy nie mógł wytrzymać 401 2, IV | okiem na mnie rzuciła! A ja wtenczas myślałem, że nigdy 402 2, IV | złość w człowieku rodzą. Ja sam, pamiętam, kiedy kilka 403 2, IV | Michałowi, który i bez tego by ją wziął, wielką tym pomoc 404 2, IV | Proszę nie lękać się. W różne ja pory i nie w takie burze, 405 2, IV | zdjąwszy siermiężkę swą rzucił ją na towarzyszkę, którą okryła 406 2, IV | Zielona góra z okrywającym ją rysunkiem ścieżek stanęła 407 2, IV | a natomiast przenikała ją do głębi słodycz zaufania. 408 2, IV | Bogu! - zawołał.~Widząc ją zdrową i wesołą uspokoił 409 2, IV | nim wydawała się krótką, ją tak dobrze osłoniła, że 410 2, IV | ku nim wyciągnął, cofnął ją, wyciągnął znowu i lękliwie 411 2, V | dygiem, Elżusia zaś ścisnęła ją tak silnie, że aż całym 412 2, V | ogrzałabym się przy ogniu...~- To ja zaraz rozpalę!~Skoczyła 413 2, V | zawołała Justyna i z lekka ją usunąwszy sama przed piecem 414 2, V | Antolka.~Elżusia łokciem ją trąciła i dłonią usta zamknąć 415 2, V | dzwoniła, cygańskim koniem ją nazwał. Dla tej przyczyny 416 2, V | nazwał. Dla tej przyczyny tak ją nazwał, że Cyganie zawsze 417 2, V | pomiędzy nami wyniknąć... a ja sobie niezgody z panią nie 418 2, V | starej gruszy ocieniały ją zieloną, ruchomą firanką.~ 419 2, V | dymiącą jajecznicą.~- Już jak ja jajecznicę zrobię - zawołała 420 2, V | ten dom przeskoczyć...~- Ja myślę, że Elżusia kiedykolwiek 421 2, V | ukąsiła? - zawołał Jan.~- Żeby ją cholera... - ze łzami kręcącymi 422 2, V | wkładali, powoli też i cicho ją przeżuwając, po czym łyżki 423 2, V | pani herbaty wypiła? My ją rzadko kiedy pijemy, ale 424 2, V | zaśmiała się Justyna.~- A ja teraz już na siestrę i nie 425 2, V | uzwyczajenia zależy. Nie wiem ja tylko i wątpliwość mam co 426 2, V | jej drugą stronę słyszał ją wspólnie z ojcem grającą.~- 427 2, V | językiem nasiekł... Nic ja w tym złego nie widzę, bo 428 2, V | żołnierzem musi być. Mały ja człowiek jestem, ale na 429 2, V | podstawiał... Wiele bym ja mógł w tej materii mówić 430 2, V | podczas za słabe bywa, żeby ją cierpliwie i pokornie przenieść. 431 2, V | nowy taniec zagrają, to ja zaszepczę: "Wieczne odpoczywanie 432 2, V | pieśnię kto zawiedzie, to ja znów: "Wieczne odpoczywanie!" 433 2, V | ostatniej zguby ubiegania. Tak i ja w jednym miejscu ratunek 434 2, V | odważyłem się spojrzeć, ale ja tak wtenczas nie myślałem. 435 2, V | pańskiej familii należała, ale ja też od niewolników rodu 436 2, V | się ze mną nie chciała, aż ją raz w ogrodzie dopilnowałem 437 2, V | biedę oczy zmruż i rzuć ją pod nogi, a pocieszenia 438 2, V | nie mogli i hipokondrią ją nazywali...~Znaczenia nazwy 439 2, V | rozumiał, ale wytłumaczył mu ją jeden z lekarzy powiadając, 440 2, V | duszna aniżeli cielesna i że ją też duszne lekarstwa więcej 441 2, V | drugi raz ożyć może. I ja też wskrzesłem, choć niezupełnie... 442 2, V | zupełnie nie znikną. Tak i ja do tej pory nie mogę już 443 2, V | znajdują się ode mnie. Więcej ja teraz dobrych godzin przepędzam 444 2, V | siły i możności. Nie wróg ja jemu, aby mu w czym przeszkody 445 2, V | wymawiane:~- Ho, ho! znajdę ja go! znajdę bałamutnika tego, 446 2, V | obruszyłby się i powiedział: "Ja do błaznów nie chodzę". 447 2, V | zatrząsł się cały, i żeby nie ja, na ziemię padłby... i już 448 2, V | dziadunia mego nie ruszać... już ja sama dam rady... już co 449 2, V | był... pięciu nas było... ja najmłodszy, a Franuś najstarszy... 450 2, V | dobry był kamrat... dobry... ja o tym wiem... bo prawie 451 2, V | przez to chyba, że już ją ciągiem niespokojność jakaściś 452 2, V | krzyknął do nas ociec. A ja, choć najmłodszy, ale najśmielszy, 453 2, V | nigdzie nie trafił, bułkę, co ją pewno w kieszeni miał, z 454 2, V | brnęła, Ale, szła; cościś ją do tego miejsca parło... 455 2, V | chacie naszej nie robi, ja pannę Jadwigę pięknie o 456 2, V | zawołał. - No, ależ zła! Ja i nie spodziewał się nawet 457 2, V | wstając rzekła Justyna.~- Ja panią odprowadzę, bo na 458 2, V | Pójdę z państwem i ja - powoli wymówił Anzelm; 459 2, V | się stawało, że składały ją niezliczone roje śnieżnych, 460 2, V | podobna!~- W takich warunkach ja także byłabym zdrową, wesołą, 461 2, V | historia!~Słowami tymi powitał ją gruby i trochę ochrypły 462 2, V | nie przyniosłaś? Widziałam ja dziś, widziałam, jak stroiłaś 463 2, V | do cholery podobna, jak ja, albo do synogarlicy wiecznie 464 2, V | przysłała po mnie, abym ją przyjęła, bo sama spodziewała 465 2, V | świadczy... Widzisz, co ja tobie naopowiadałam! Może 466 2, V | choć słowo! Czy oniemiałaś? Ja do niej gadam i gadam, wszystkie 467 2, V | wszystkie nowiny, które ją interesować mogą, opowiedziałam, 468 2, V | opowiedzeniem czegoś, co ją zajmowało, zaciekawiało 469 2, V | zwróciła.~- Co? dlaczego ja... jego żoną.., - głośnym 470 2, V | jej twarzy, jakby przeszyć ją chciały i dostać się aż 471 2, V | na samo wspomnienie, że ja bym mogła wyjść za takiego 472 2, V | kładł się od śmiechu. A ja, wiesz? jak w ogniu paliłam 473 2, V | wypowiadał tego wszystkiego, co ja robić będę musiała. "Nie 474 2, V | rzeczy, jakimże to sposobem, ja, królewna, miałabym pleć, 475 2, V | ktoś inny, stosowniejszy, ja ci sama wyswatam!" Nie zdarzył 476 2, V | własne córki swatać, a czy ja odżałowałam i zapomniałam, 477 2, V | i dzieci wymyślają, że ja chora. Zdrowszej ode mnie 478 2, V | długo, cicho pocałowała ją w usta. Potem odeszła, lampę 479 2, V | Anzelma płonęła. Widać stamtąd ją wzięła i teraz podnosiła 480 3, I | Wielką panią - jak nazywał ją Anzelm Bohatyrowicz - Andrzejowa 481 3, I | tego tylko miłość skłaniać ją mogła. Starających się o 482 3, I | Ktokolwiek jednak znał ją w owej porze życia, pamiętał, 483 3, I | zakochany w niej i wybornie ją rozumiejący, z łatwością 484 3, I | mówiono - nie rozumiała. Ogół ją pociągał, szczegóły raziły 485 3, I | zjawiska wierzyła i zrozumieć ją pragnęła, ale aby do jej 486 3, I | do choroby prawie dławiły ją zapachy obór i stajen. Zdolna 487 3, I | siebie nieraz, wyrzucała ją sobie i ze względu na jedyny 488 3, I | jej dom rodzinny, otaczała ją ze wszech stron, gdy z dziecka 489 3, I | całej jej postaci. Znający ją od dzieciństwa wiedzieli 490 3, I | ale część sprzętów, które ją tam otaczały, znacznym trudem 491 3, I | i pospolitości wstrętem ją napełniał. Umysłowego wychowania 492 3, I | życzy sobie ona i prosi, aby ją nimi więcej nie niepokojono.~ 493 3, I | usprawiedliwiając, lecz ją w sobie wysoko ceniąc. Kiedy 494 3, I | Kiedy niekiedy odwiedzano ją, tu i ówdzie ukazywała się 495 3, I | niej nie wymagała, lecz ją od niego wszelkimi siłami 496 3, I | pomiędzy kwiaty. Nęcić ją zaczęła myśl posiadania 497 3, I | przyjaciele i doradcy ujrzawszy ją słabą i wzruszoną wymogli 498 3, I | która przeminęła, uderzyła ją w serce i oczy całym blaskiem 499 3, I | istotę i samo jedno dotąd ją wypełniało. Kiedy pomyślała, 500 3, I | Andrzejem, a potem zdjął ją niezmierny wstyd nad małością