Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
mruzyc 1
mrze 2
mrzec 2
mu 393
much 1
mucha 5
muchami 1
Frequency    [«  »]
422 czy
409 dla
403 przez
393 mu
385 bo
383 tego
382 przed
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

mu

    Tom, Rozdzial
1 1, I | się z takim losem, jaki mu Bóg czy diabeł nasyła. Bo 2 1, I | a on nas napędził, tośmy mu kazały, aby nas zabrał...~- 3 1, II | nakrochmalonym, że wzdymał się mu na piersiach jak wklęsła 4 1, II | śmiejąc się i podając mu rękę wołała pani Emilia - 5 1, II | pana dobrodzieja mówiła mu, jakie były i pewno jeszcze 6 1, II | Różyc.~Korczyński wskazał mu pracujących około rudli 7 1, II | nie wiedział dobrze, co mu odpowiedzieć wypadało. Nad 8 1, II | Zaniedbany ubiór jego przebaczą mu nawet damy, ponieważ jest 9 1, II | dysonanse życia nie zatruwały mu ducha i ciała?...~- Bywają 10 1, II | trochę uśmiech przebiegł mu po cienkich ustach.~- Z 11 1, II | świdrującymi oczkami uważnie mu w twarz popatrzał. ~- Ej, 12 1, II | opuściła ramię ojca i wyjąwszy mu z rąk skrzypce umieściła 13 1, III| miał już od dawna; ojciec mu zmarł przed paru laty; siostra 14 1, III| wesoła i wiecznie czynna, tak mu dam napełniała krzątaniem 15 1, III| tak, że uszy stawały mu w ogniu jak czerwone maki. 16 1, III| gwarem, zapałem zleciały mu te dwa lata! ~Wszystko to 17 1, III| przede wszystkim, żé zabrakło mu obu braci. Andrzej Korczyński 18 1, III| Korczyńskich. innego nie wystawiono mu nigdy... Pozostała po nim 19 1, III| aby bratu wypłacić to, co mu się według ojcowskiego rozporządzenia 20 1, III| trochę zerkając. Wynikło mu stąd wiele strat i nieprzyjemności. 21 1, III| gospodarowania różne teorie dobrze mu znane wzbudziły w nim chęć, 22 1, III| agronomiczna wiedza jego doradziła mu zmianę istniejącej w Korczynie 23 1, III| był zakochanym, zachciało mu się ogród korczyński wykwintnie 24 1, III| ta metamorfoza przyszła mu z łatwością? Nigdy z tym 25 1, III| dziennego światła padały mu na twarz opaloną od słońca 26 1, III| karka, a wielkie wąsy tak mu w dół zwisły, że klap surduta 27 1, III| nieszczęścia dwu jego braci nadały mu aureolę rycerską i poetyczną. 28 1, III| ciągłego ruchu rozrosły się mu kości i muskuły; pleczysty 29 1, III| wyraz lekceważenia przebiegł mu po twarzy.~- Nie rozumiemy 30 1, III| wszystkiemu, wyrzucając mu zbytnią srogość i dla ich 31 1, III| mgliste wspomnienia, które mu sprowadziły twarz i słowa 32 1, III| uczucia swe, "we środku mu coś płakało". Bo prawdą 33 1, III| wszelka umysłowa robota była mu coraz trudniejszą. Machał 34 1, III| szorstki całus przygniótł mu mały policzek. Korczyński 35 1, III| łagodnie wypowiedziała mu, że życzy sobie, aby od 36 1, III| proponowany układ zrobić mu miał jaką różnicę; tego 37 1, III| które coraz więcej wydawały mu się obcymi i jałowymi. Wszystkie 38 1, III| filuterny błysk przelatywał mu w piwnych, posępnych źrenicach...~ 39 1, IV | śnieżnych ramion, szczebiotała mu po francusku: cumme quoi 40 1, IV | malować tu nie może, bo mu brakuje natchnień i tematów 41 1, IV | wyprostował się. Justyna wsunęła mu rękę pod ramię. Poszli za 42 1, IV | folle de toi! - tuląc się mu do boku i oczy ku niemu 43 1, IV | Monachium, który więcej mu przyniósł korzyści i artystycznych 44 1, IV | zaledwie zaczynał osypywać mu górną wargę, a z wielkich, 45 1, IV | Witold, a z oczu posypały się mu iskry - i nie obraziłeś 46 1, IV | wzmianka o ojcu sprawiła mu przykrość, wnet jednak z 47 1, IV | od jego głosu, przerwał mu wykrzyknikiem:~- Witold 48 1, IV | kawałka ziemi, na którym żyć mu wypadało.~- Dobrze jej tak, 49 1, IV | o tym najlepiej...~Ktoś mu przerwał zapytaniem jakimś, 50 1, IV | ciężkich zarysów i że można mu było prawie policzyć wszystkie 51 1, IV | noc naczyta, to potem śnią mu się takie rzeczy, że wolałby 52 1, IV | filuternym błyskiem przebiegł mu w piwnych źrenicach.~- Cóż? 53 1, IV | dystynkcja zupełnie wyszła mu z głowy; ale zarazem szyję 54 1, IV | którym mowa sprowadziła mu na czoło zdwojoną ilość 55 1, IV | wyrażała zadowolenie, że mu oczy zwilgotniały.~- Jak 56 1, IV | wzrokiem, serdecznie też ręce mu uścisnęła. ~- A dawno państwo 57 1, IV | poufale uśmiechając się podała mu rękę, Wszyscy wiedzieli, 58 1, IV | otoczyło Orzelskiego dziękując mu i chwaląc odegraną kompozycję. 59 1, V | wychwalały wszystkie dostępne mu towarzystwa i za którego 60 1, V | cokolwiek jego albo bliskich mu spotykało, zachowywał on 61 1, V | błagam Boga, aby pozwolił mu słuchać słów moich; kto 62 1, V | moja wysłuchaną bywa! Dziś mu powiem, że w rodzinie jego 63 1, V | delikatny, z przepowiadaną mu przez wszystkich otaczających 64 1, V | gustami, aby tak bliski mu przez żonę krewny żenił 65 1, V | ręki. Cóż to było? Podobała mu się? Widziała to nadto, 66 1, V | skórzanym daszkiem osłaniając mu czoło nie zasłaniała z tyłu 67 1, V | poniżej ramion opasywały mu plecy. Idąc wygwizdywał 68 1, V | twarzy i w postawie. Usta mu otworzyły się i pod złotawym 69 1, V | zawstydzenia, wybuchała mu tajemna, lecz nie dająca 70 1, V | przyczyny nie ma?~I jakby mu nagle przyszła na pamięć 71 1, V | naprzód. Lejce tylko, które mu plecy opasywały, ściągnął 72 1, V | triumfującym, białe zęby mu pod złotawym wąsem błysnęły. 73 1, V | podniósł głowę, oczy błysnęły mu dumą czy zapałem i u końca 74 1, V | który bujną rosą wystąpił mu na czoło.~Justyna pogładziła 75 1, V | zapytania Justyny sprawiały mu radość, jakąś głęboką radość, 76 1, V | śmiejącymi się usty drogę mu zajść musiała i przechodząc 77 1, V | najwięcej teraz to gryzie, że mu w jesieni do wojska trzeba 78 1, V | mówił, smutkiem napełniło mu oczy. Może żałował ubiegłej 79 1, V | niepokojem patrzał na , tak mu z pozoru obcą kobietę, która 80 1, V | czapce. Ta czapka tworzyła mu jakby drugą głowę i uderzający 81 1, V | dworne obyczaje nie były mu całkiem obce. Uchylił nieco 82 1, V | którą śpiesznie podała mu Justyna. Wzrokiem twarz 83 1, V | urągliwy uśmiech po ustach mu przemknął i ciszej rzekł:~- 84 1, V | paskudztwo...~Justyna powiedziała mu, że słyszała o jego długiej 85 1, V | niemocy, ręce paliły się mu do roboty. ~- Już to też 86 1, V | prostował; nikłe iskry zlały się mu w źrenicach w spokojny i 87 1, V | teraz na ramieniu rękę mu oparł.~- Niech pan Fabian 88 1, VI | tak wariuje, jak tylko kto mu powie, że Pacenko przyjechał... 89 1, VI | przyjechał... To ten Pacenko, co mu kiedyś żonkę zwiódł i w 90 1, VI | mizerne ciało opuści, jeżeli mu nie pokażę, skąd kozy gonią!~ 91 1, VI | niewyraźne echo przynoszące mu z odległej młodości urywek 92 1, VI | gęstych krzewów, dopomagał mu do przebycia miejsc najtrudniejszych. 93 1, VI | przyozdobiony, że aby móc podobny mu zobaczyć, trzeba by cofnąć 94 1, VI | i na ramiona opadały mu cienkie gałęzie ożynowego 95 1, VI | właśnie w tej porze, kiedy mu to doniesienie zrobionym 96 1, VI | Niemna. Zająknął się i głos mu zadrżał.~- Te... te... ten 97 2, I | mrugania ani gesty gospodyni do mu zruszyć jej z miejsca nie 98 2, I | milcząc ze zmieszania rękę mu na powitanie podawała. Zrazu 99 2, I | małego ciężaru sprawiło mu znać zmęczenie, bo ręką 100 2, I | odetchnął. Binokle opadły mu na piersi. Uśmiechał się 101 2, I | rękę krewnego i patrząc mu w twarz zapytała:~- Cóż? 102 2, I | z zajęciem; czoło i brwi mu drgały.~- Znasz dobrze? 103 2, I | powiódł po czole, źrenice mu zaszły wyrazem dalekiego 104 2, I | skromnym potokiem? Czy nasuwało mu ono porównania, uwagi, myśli 105 2, I | jej powiernika. Opowiadała mu jak przed laty dwunastu, 106 2, I | Wołowszczyzną, o tym, że nie podobna mu w tych stronach osiedlać 107 2, I | ale nerwowe drgania tak mu wstrząsały czołem, brwiami 108 2, I | drzwiach jeszcze, ściskając mu ręce, mówiła:~- Jak tylko 109 2, I | się jego ramienia szepnęła mu jeszcze na ucho:~- Pomyśl 110 2, I | kobieta. - Wypowiedzieć mu dom albo niegrzecznie przyjmować 111 2, I | lufą fuzji zza ramienia mu sterczącą, Witold Korczyński 112 2, I | żywymi gestami. Nadawało mu to z daleka pozór niepospolitej 113 2, II | ściągniętymi brwiami oczy gniewnie mu już błyskać zaczynały. Ale 114 2, II | swój, czyli o nie wypłacony mu dotąd posag żony. Korczyński 115 2, II | tyczących się drgnął, jak gdyby mu kto ostrze jakieś za skórę 116 2, II | wyrazem prośby popatrzył mu w oczy.~- A może?... wcale 117 2, II | większej przykrości, jak kiedy mu przychodzi pogwałcić w najmniejszej 118 2, II | za wielkie wyświadczone mu dobrodziejstwo uważa, 119 2, II | męcząca, bo plecy garbiły mu się coraz więcej i wzrok 120 2, II | które poniesie, za złe mu nie poczyta, ale pozycję 121 2, II | potrzeby wyrozumiawszy przyzna mu niezawadnie rację, naj-zu-peł-niej-szą 122 2, II | stajennego chłopcu, aby mu konia siodłano, i szerokimi 123 2, II | gdy odjeżdżał, ukłoniłeś mu się z daleka i nie wyszedłeś 124 2, II | nawet do przedpokoju, aby mu pomóc do włożenia płaszcza? 125 2, II | mnóstwo wyrazów cisnęło mu się na usta, które kilka 126 2, II | szanuje; był wdzięcznym mu istotnie za wieloletnie 127 2, II | sposób mówienia imponowały mu nieco bez własnej o tym 128 2, II | dlatego właśnie sprawiło mu wielką przykrość.~- Jak 129 2, II | uśmiech mimo woli wybiegający mu na usta. Bardzo jednak poważnie 130 2, II | słyszał. Po czole przepływały mu rumieńce i zwilgotniały 131 2, II | długie wąsy na surdut mu spadały, i na syna nie patrząc 132 2, II | piękny, nad wszystko milszy mu kawałek świata. Oddychać 133 2, II | przez Teresę przyniesionym mu, stary z pomocą córki ubrał 134 2, II | kompozycje. Justyna akompaniowała mu wprawnie, dokładnie i jak 135 2, II | Orzelskiego, ale owszem, przesłał mu z dala bardzo uprzejme powitanie. 136 2, II | jej rękę wyciągnął. Podała mu bardzo chłodno, ale on 137 2, II | zazwyczaj znoszono. Miała mu zawsze mnóstwo rzeczy do 138 2, II | ożenienia z osobą, która mu się bardzo podoba. Sam przez 139 2, III| jakiej przyczyny ciemno mu robi się przed oczami. Bo 140 2, III| na białe czoło wystąpiła mu znowu gruba, poprzeczna 141 2, III| jego źrenice. Nagle widły mu z rąk wypadły i namiętnym 142 2, III| gwałtowne, stopniowo miękły mu w ustach, prawie mdlały.~- 143 2, III| spustoszyli !~Krew zalała mu czoło, policzki i nawet 144 2, III| Czas też był, aby z pomocą mu pośpieszyli, bo młodszy 145 2, III| temu zbił Klemensa, który mu łączkę spasał, albo sam 146 2, III| okaleczony zostanie tak, jak mu się to zdarzyło w wypadku 147 2, III| oddając Adamowi widły, które mu z rąk był wydarł ocierał 148 2, III| gospodarz nie zubożeje, kiedy mu biedny człowiek jaką tam 149 2, III| chciał ukryć płomienie które mu czoło, policzki, uszy i 150 2, III| gwaru, które znać sprawiały mu dolegliwą przykrość, bo 151 2, III| cierpienia, jakie sprawiało mu wszelkie zetknięcie się 152 2, III| płomienne rumieńce uderzyły mu do czoła.~- Sam to już czuję, 153 2, III| towarzyszowi swemu opowiadając, coś mu tłumacząc. Anzelm z przygarbionymi 154 2, III| wszelakich konceptów pełno mu w głowie. Ja temu dziwuję 155 2, III| głowę swoją oddał... Niechże mu światłość Twoja niebieska, 156 2, III| ostatnich słowach wybiły się mu na policzki. Witold wpółklęcząc 157 2, III| wzrósł wśród nich, zaprawiły mu one krew i myśl, teraz, 158 2, IV | ale powstrzymał się, usta mu tylko drgnęły, krewkim ruchem 159 2, IV | rzece zostawiał; tak pilno mu wracać do niej, ilekroć 160 2, IV | wyżyje i traf! skurczyły się mu dwa palce u prawej ręki. 161 2, IV | okaleczeniu myśleć. Na to mu rozumu wystarczyło. Głupi 162 2, IV | święcony medalik jakiś na szyi mu powiesiła; stało i więcej 163 2, IV | włosów i z odzienia woda mu potokami ciekła. Dyszał 164 2, IV | spojrzał i łzy potokiem ściekły mu po uczernionej twarzy. Za 165 2, IV | dziś to wspomnienie rwało mu głos w piersi, która kiedy 166 2, IV | dzwonka tak mocno targnął, że mu w ręku została, i jak tylko 167 2, IV | wichrów. Wiosny i lata grają mu rozgłośną muzyką ptasich 168 2, IV | spuszczoną, wilgotną rzęsą podała mu obie ręce. Nie porywczym 169 2, IV | Chodźmy - rękę pod ramię mu wsuwając rzekła Justyna.~- 170 2, IV | coraz ufniej i żywiej mówić mu zaczęła o tym, co było największą 171 2, IV | tylko razy zdarzyło się mu widzieć. A zdarzało się 172 2, IV | odpychał, powraca. Zdaje mu się jednak, że pierwszą 173 2, IV | roztopiony łój do serca mu kapał, taką boleść w nim 174 2, IV | może być! - z wybuchającą mu na twarz radością zawołał - 175 2, IV | słodycz zaufania. Ufała mu. Gdy stojąc u steru czółna, 176 2, IV | dumną nim i tym, że zaufać mu potrafiła. Oprócz tego wydawał 177 2, IV | promienie słońca w źrenicach mu zaświeciły.~- Żeby to kiedy 178 2, V | zwieńczone.~- Żeby teraz z fuzji mu nad głową wystrzelić, ani 179 2, V | matkę zapytał. Powiedziała mu, że do Starzyn poszła, do 180 2, V | prawie radosny otworzył mu usta i rozszedł się po całej 181 2, V | opiekuna jedynego, który mu na tym świecie pozostał...~ 182 2, V | ludzkiego serca. Wszystko wydało mu się niepewnym, nietrwałym, 183 2, V | rozumiał, ale wytłumaczył mu jeden z lekarzy powiadając, 184 2, V | a także pociecha, którą mu sprawiał widok dorastającego 185 2, V | możności. Nie wróg ja jemu, aby mu w czym przeszkody stawić 186 2, V | chłopcy zza płotu, jak krzykną mu w same ucho: "Pacenko przyjechał 187 2, V | pamięci, jak wtedy, kiedy mu Anzelm wspomniał o grobowcu 188 2, V | długie wąsy blond na brodę mu spadały, a oczy były jak 189 2, V | weszła, powiedział, aby mu czapkę z bokówki przyniosła.~- 190 2, V | mająca związku z wychodzącymi mu spod pióra notatkami i cyframi 191 2, V | Całując go w rękę w twarz mu patrzała. Boże! ileż zmarszczek, 192 2, V | ołowianymi kroplami na głowę mu ściekający?~- Dobranoc, 193 2, V | kilka razy wymówił:~- Co mu się stało? co mu... co mu... 194 2, V | wymówił:~- Co mu się stało? co mu... co mu... co mu się stało?~ 195 2, V | mu się stało? co mu... co mu... co mu się stało?~Nieopisana 196 2, V | stało? co mu... co mu... co mu się stało?~Nieopisana tęsknota 197 2, V | kuzynku gadać zaczęła: jakie mu jeszcze majątki i bogactwa 198 2, V | rozsądną, poważną i taką, która mu się bardzo podoba. Ta kobieta 199 2, V | a nad wieczór zachciało mu się z akompaniamentem pograć... 200 2, V | Benedykt nie wyśmiewał, bo mu i nie do śmiechu wtedy było 201 3, I | życie przecięły. Milionów mu w posagu nie wniosła, ale - 202 3, I | demokraty i patrioty, była mu ona powiernicą, pomocnicą, 203 3, I | poufałych węzłów dopomagać mu nie mogła, nie wynikało 204 3, I | okrągły kształt pokoju nadawał mu pozór kaplicy, a wrażenie 205 3, I | jako jedyny środek nadania mu hartu ciała, trzeźwiejszego 206 3, I | tylko środkiem do nadawania mu tych wytwornych przywyknień 207 3, I | przestanie, bo z czasem stać się mu ona może puklerzem przeciw 208 3, I | uwielbieniem towarzyszyć mu będzie w stronach ponurych, 209 3, I | kosztowniejsi nauczyciele wróżyli mu przyszłość wielkiego artysty, 210 3, I | wyjątkową być miała przypadająca mu w świecie rolna wybrańca. 211 3, I | mniemaniu swoim stanął, wydawało mu się brzydkim, niegodnym 212 3, I | najdostojniejszych członków owej znanej mu i pokrewnej ludzkości i 213 3, I | Przyszłość ta błysnęła mu nieprędko, raz jednak błysnęła. 214 3, I | ziemię obcą i ukazującą się mu w postaci bardzo ubogiej 215 3, I | zjawiska natury i poświęcenia mu choćby chwil kilku uwagi. 216 3, I | przed wyobraźnią mignął mu pejzażyk przed kilku dniami 217 3, I | truje go po prostu, odbiera mu chęć nie tylko do malowania, 218 3, I | Jedyną usługą, jaką oddało mu kilkotygodniowe zajmowanie 219 3, I | rozmowy utrapieniem były mu nie dlatego, aby miał on 220 3, I | właściwie dlatego, że byli mu oni tak doskonale obojętnym, 221 3, I | spojrzenia matki do reszty humor mu zepsuły. Czuł gwałtowną 222 3, I | której rojenia pochłonęły mu całą młodość, widział jedyne 223 3, I | młodości, w którym zdawało mu się, że tworzy, i raz nawet 224 3, I | wszystkie winy. Nie przychodził mu na myśl ani Tasso wielką 225 3, I | ślepoty. Nie przychodziło mu na myśl, że w każdej fali 226 3, I | żył i oddychał, że trzeba mu było gór, skał, mórz, puszcz, 227 3, I | okrzykiem radości rzuciłaby się mu na szyję. Ale on nie spostrzegając 228 3, I | serca, tego nie odebrałaś mu dotąd ani cząsteczki... 229 3, I | na męża popatrzała. Twarz mu ożywiła się dziwnie nagle, 230 3, I | uczucia wskrzesić, odesłała mu je przy pierwszej zapewne 231 3, I | Justyna jak żywa stanęła mu przed wyobraźnią i dreszcz 232 3, I | młoda kobieta - podobała mu się od razu i coraz więcej 233 3, I | krótkim więc wahaniu zarzuciła mu tylko ręce na szyję i lgnąc 234 3, I | chciała, sprzeciwiała się mu, to prawda, przymusu jednak 235 3, II | chusteczkę ofiarujesz mu w zamian podanych ci przez 236 3, II | uśmiechając się pokazała mu obie ręce ze stwardniałymi 237 3, II | nigdy nie ma... Dobrze, że mu dziś trochę dopomóc mogłem, 238 3, II | Rozpaczliwym gestem wskazując mu stojącego o dwa kroki parobka, 239 3, II | pomrukiwał, wskazywanych mu części żniwiarki grubymi 240 3, II | a sielanką.~Witold wpadł mu w mowę:~- Jeżeli kiedy, 241 3, II | był wzruszony, że ramię mu drżało, gdy rękę do czoła 242 3, II | szyi zawiązaną i całą pierś mu okrywającą zajadając ze 243 3, II | państwu - mówił - że gdyby mu żyłę przeciąć, popłynęłaby 244 3, II | Dwadzieścia dwa lata miał, kiedy mu ojciec umarł... matka żyje 245 3, II | jeszcze nieraz przychodziło mu na myśl, że gdyby Justyna 246 3, II | należące pięć tysięcy, co by mu nowych kłopotów przysporzyło. 247 3, II | tej wieczerzy, przyszło mu na myśl, że jeśli wyjdzie 248 3, II | kłopot ten oszczędzonym mu zostanie, bo dziedzic Wołowszczyzny 249 3, II | nawzajem dla świata, który mu marcypany daje, palcem nawet 250 3, II | wyrazy, które wydzierały mu się z gardła, ale nie dokonał 251 3, II | raczej, pod długim wąsem mu przebiegł.~- Gorącą masz 252 3, II | pocałunkiem ojcowskim wróciła mu cała żywość i wesołość. 253 3, II | czyżbym mogła?~Zdawało mu się, że w jej głosie dosłyszał 254 3, II | ma. Słyszę, w miasteczku mu powiedzieli, że adwokat 255 3, II | a tak serdecznie, że mu tłuste policzki trzęsły 256 3, II | Justyny, to po łyżkę, to mu rozkazywała przepędzać psa 257 3, II | śmiał się znowu tak, mu łzy do oczu nabiegały. Fabian 258 3, II | uczuł, rumiane policzki mu zadrgały i poruszyła się 259 3, II | skosił. Zmachał się tak, że mu i teraz jeszcze krzyż trzeszczy. 260 3, II | Gorzki uśmiech przebiegł mu pod szorstkimi wąsami.~- 261 3, II | wyskarżywszy się uczuł wracającą mu dumę i zuchowatość. Głowę 262 3, II | chacie i wnet dodawał, że mu o jej ubóstwo bynajmniej! 263 3, II | cierpliwym i smutnym opowiadać mu zaczęła. Trwało to dobry 264 3, II | ciągnącej się za bramą z oczu mu nie zniknął. Niespokojny, 265 3, II | w którym na głowę spadł mu nowy majątkowy kłopot, a 266 3, II | każdą sposobność dopomożenia mu w pracy lub oddania jakiejkolwiek 267 3, II | przekonaniach swoich, o tym, co mu się podobało lub nie podobało, 268 3, II | czy rozrzewnienie wzrok mu napełniło. Wziął rękę ojca 269 3, II | cały, a z oczu sypały się mu iskry. Uczynił zrazu ruch 270 3, II | w nim coś, co nakazywało mu powściągać się i raczej 271 3, II | uśmiechał się do siebie i, co mu się niezmiernie rzadko zdarzało, 272 3, II | przy nim wraz z przyznaną mu przez pierwszą instancję 273 3, II | koszta procesu wynagrodzić mu mającą. Listem o dłoń uderzając 274 3, II | bohatyrowickiej okolicy przyznanego mu przez sąd zwrotu kosztów. 275 3, II | Egzekwować będzie należną mu sumę, egzekwować bez żadnego 276 3, II | zdarzeniach podobnych nic mu już, tak jak dawniej, we 277 3, II | iść zaczął. Dom ten znanym mu był od dzieciństwa; a chwilowe 278 3, II | chwilowe wahanie sprawiła mu tylko myśl, że na górze 279 3, II | potrzebuję wcale przyglądać się mu przez okno twego pokoju. 280 3, II | rumieńcami wytryskującymi mu na blade policzki ciszej 281 3, II | dawać szczęście...~Chciała mu przerwać, ale on, roznamiętniony 282 3, II | czystsi od świata?...~Tchu mu zabrakło; z roziskrzonym 283 3, II | uświęca... - zaczął.~Ale ona mu przerwała:~- Zmień nazwę, 284 3, II | szeroko rozpostarł, oczy mu się trochę szerzej niż zwykle 285 3, II | nieruchomo, nie odbierając mu swojej ręki, która tylko 286 3, II | krańcowy idealizm!~Patrząc mu prosto w oczy zapytała:~- 287 3, II | nieustanne paplanie...~Z żywością mu przerwała:~- Jest to dziecko, 288 3, II | nim nie umiejąc sprzyjała mu serdecznie i dla najnędzniejszej 289 3, II | rozkazującym gestem wskazywała mu drzwi.~- Ależ pójdę! pójdę! 290 3, III| na drogi życia kładnące mu zbladłe, lecz jeszcze nie 291 3, III| że ożenić się zamyśla, bo mu już kawalerstwo nagrzewać 292 3, III| wcale, gdyby nie to, że chce mu się Domuntównie z bliskości 293 3, III| tego zależeć będzie, czy mu się pierwsza drużka upodoba, 294 3, III| najlżejszego nią poruszenia uczynić mu było nie podobna. Dalej 295 3, III| wypowie, jak to zdarzyło mu się parę razy, gdy zagrymasił 296 3, III| chciał dla tej przyczyny, że mu się pierwsza drużka nie 297 3, III| bystro popatrzywszy podaną mu przez nią rękę z niskim 298 3, III| zawiesistym wąsem, zapłonęła mu zadowoleniem i dumą.~- Gdybym 299 3, III| Elżusia jak długa do nóg mu była runęła, a pan młody 300 3, III| szorstka kępa wąsów poruszyła mu się jakby do uśmiechu.~- 301 3, III| przedtem, ale dziś podobała mu się więcej jeszcze niż wtedy. 302 3, III| mógł obejrzeć, zaraz bym mu co poradził od wszelkiego 303 3, III| uprosił sobie, że pozwolili mu nowe buty wdziać i czarnym 304 3, III| znak przyzwolenia lekko mu się odkłoniła, ku muzykantom 305 3, III| poskoczyła i rękę na ramieniu mu składając głośno go upominała:~- 306 3, III| tańcach Julek nie brał. Gdzie mu tam było, leniwemu i gapiowatemu, 307 3, III| do Sargasa, który u nóg mu się tulił, czasem mrugając, 308 3, III| będą. Wyglądał tak, jakby mu coś potajemnego serce zjadało. 309 3, III| wtedy oczy błyskawicami mu połyskiwały; zresztą, pannom, 310 3, III| ciągnącą naprzód prosił, aby mu pokój dała, a potem wprost 311 3, III| potem wprost ofuknął. Nikt mu też nie dokuczał ani go 312 3, III| stanika odpięła i podając mu je głowę podniosła. Kilka 313 3, III| co dziadunio robi i czy mu czego nie potrzeba. Wyszła 314 3, III| ramię pochwyciwszy do ucha mu szeptał:~- Niech pan będzie 315 3, III| Jadwiga gwałtownie ręce swe mu odebrała i nie czekając, 316 3, III| Jadwiśki i nie dostał, byłoby mu o to bynajmniej, bo dla 317 3, III| że przeszłej nocy śniło mu się, jakoby gruszki z drzewa 318 3, III| wykrzykującego z takim zapałem, że mu się ruda czupryna na 319 3, III| uczuł czyjąś rękę i zaraz mu przed oczami błysnął czarny 320 3, III| machinalnie głaszczącej psa u nóg mu leżącego, i z głośnego, 321 3, III| ku niej przychylił. Zdało mu się, że nie tylko kaszel 322 3, III| Może i pan Korczyński dać mu jej nie zechce? Może i ona 323 3, III| prosił, wąsy co moment jeżem mu nad wargami stawały. Witold 324 3, III| zawołali...~Płomię wystąpiło mu na czoło. Mimo woli rękę 325 3, III| niedostatkami trapionych, stawać mu się mogły krzywdy i ujmy. 326 3, III| chwilę gwary. Pokazywano mu jakąś bardzo starą, zżółkłą 327 3, III| ciężkiego oddechu trudno mu już za pługiem chodzić. 328 3, III| mówię...~Ale nie pozwolono mu dokończyć. Słowa poważnego 329 3, IV | skrzydlate stworzonka. Coś mu one przypominały: jakiś 330 3, IV | gdyby każdy jego wyraz spadł mu na serce ciężkim kamieniem, 331 3, IV | piekącą łzą. Już zdawało mu się nieraz, że tylko tyle 332 3, IV | gorzki uśmiech błądził mu pod długimi wąsami, oczy 333 3, IV | Jakkolwiek bowiem powodziło mu się na służbie, funduszu 334 3, IV | z pieszczotą wskoczyła mu na kolana. Drobne ramiona 335 3, IV | wszystkie chmury pozdejmowały mu z twarzy.~"Widziu! Kochasz 336 3, IV | Niewysłowiona męka biła mu z oczu i zmarszczkami występowała 337 3, IV | potwierdziła nauka, wylewać mu się zaczęło z ust wymownych 338 3, IV | urzeczywistnienia, zdawało się mu, zależy skrzepnienie i odrodzenie 339 3, IV | obwinienia, które szumiały mu jeszcze w uszach i paliły 340 3, IV | wąsy nieruchomo na pierś mu zwisały; oczy jego czasem 341 3, IV | syna powstawała i o pierś mu uderzała jakaś fala błękitna, 342 3, IV | błękitna, śpiewna, niegdyś mu dobrze znana, lecz przez 343 3, IV | dlatego...~Nagle umilkł. Coś mu głos zerwało, może łzy z 344 3, IV | ironię i szał bólu zaświecił mu w oczach. Wyprostował się, 345 3, IV | rozmowa z ojcem sprawiała mu nieopisaną mękę i że ku 346 3, IV | obecności syna nabijał, z rąk mu wyrwał, na ścianie zawiesił, 347 3, IV | razem z ciemności, które mu przed oczami zapadły, wydobył 348 3, IV | nie mówił, że może słów mu zabrakło albo myśli splątały 349 3, IV | powracająca fala odnosiła mu wszystko, co życie zabrało, 350 3, IV | Stare przyzwyczajenie język mu splątało. Zająknął się.~- 351 3, IV | te łzy, które napełniały mu oczy, spadły z nich dwoma 352 3, IV | przyczyn na sto zamków zamknęło mu usta. Płynęły dnie za dniami, 353 3, IV | kamienną pokrywę i otworzyła mu usta. Byłoż to opowiadanie? 354 3, IV | niezmiernie kochanym, a które mu dziś w oczy rzuciło gradem 355 3, IV | ostatniego podszeptywało mu sumienie: "Wytłumacz, wytłumacz, 356 3, IV | Dawne to dzieje. Zdaje mu się, że nie dwa dziesiątki, 357 3, IV | jego młodości pozostało mu tyle, że podłości i zaprzaństwa 358 3, IV | siły i na nic innego już mu ich nie stało. Żelazo nie 359 3, IV | nad rozwartą książką oczy mu do snu kleić się zaczynały, 360 3, IV | świata - długo we środku mu coś płakało. Jak długo? 361 3, IV | nieosobista nadzieja błąkała się mu po sercu.~- Może on? może 362 3, IV | zaprzeczenia samemu sobie wolno mu było z miłością przycisnąć 363 3, IV | zaprzeczenia samemu sobie wolno mu było ze czcią całować te 364 3, IV | spłynęła ta rdza, która mu przez długie lata osiadała 365 3, IV | zadowolenia pod długim wąsem mu błądził.~- Uparty jesteś - 366 3, IV | sobie teraz! Towarzyszył mu jakiś Jakub Bohatyrowicz, 367 3, IV | Pacenki jakiegoś, który mu żonę uwiódł, szukał... różne 368 3, IV | półgłosem przemówił, na twarz mu wybuchnęła radość szczera 369 3, IV | ściskano, całowano, może mu różne na przyszłość projekty 370 3, IV | którego przecież długo mu nie dawano. Panna młoda 371 3, IV | nieopisana błogość na twarz mu spadła. Z głębi okolicy 372 3, IV | Justyna ruchem ręki ukazała mu roztaczający się przed nimi 373 3, IV | stanęła, obie dłonie położyła mu na ramionach i dobrowolnie, 374 3, V | nalegał i prosił. Szło mu o to, aby Benedykt przekonać 375 3, V | wyjechać postanowił, ale żal mu matki i ma niejaki skrupuł 376 3, V | zostanę, otwarcie i stanowczo mu powiedziałam, że wszystko 377 3, V | doktorowie też przeklęty zwyczaj mu zaszczepili...~Benedykt 378 3, V | próbował już nieraz, bo wstyd mu samego siebie i życia młodego 379 3, V | regularne życie powróci mu zdrowie i chęć do zajęcia 380 3, V | Bohatyrowiczem?~Pokazała mu swoją rękę.~- Widzisz, wuju, 381 3, V | na palcu nie mam. Wczoraj mu go oddałam. Serce, ręka 382 3, V | wszystkie myśli z głowy mu pouciekały, oprócz jednej, 383 3, V | dokonają... a!~Smutek przyćmił mu oczy; ręką machnął.~- Cóż, 384 3, V | nietajoną ironią w twarz mu popatrzyła.~- Czy mnie słuch 385 3, V | przerażenie z twarzy i postawy mu nie ustąpiło. Był, jak zwykle, 386 3, V | okno wlatujący podnosił mu i kołysał nad głową białe 387 3, V | ludzkie rzeczy w głowę mu kładłaś... Moja Marto, za 388 3, V | różowe okulary na nosie mu siedzą, ale wiem dobrze, 389 3, V | to... głodem zamorzą!~Łzy mu oszkliły oczy; z gniewu 390 3, V | zaszlochał. Benedykt rękę mu na ramieniu położył i z 391 3, V | okrzykiem radości do rąk mu się rzuciła.~Poszli drogą 392 3, V | błyskawicami wytrysnęła mu z oczu, kosa. z rąk jego 393 3, V | snopa zmarszczek leżącego mu pomiędzy brwiami na wysokie


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL