| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] blyszczal 1 blyszczalo 1 blyszczaly 5 bo 385 bóbr 1 bobrów 1 bobrowej 1 | Frequency [« »] 409 dla 403 przez 393 mu 385 bo 383 tego 382 przed 382 sobie | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances bo |
Tom, Rozdzial
1 1, I | Korczynie, jeszcze mała byłaś, bo było to właśnie wtedy, kiedy 2 1, I | teraz, a śpieszyłam bardzo, bo Emilka była chorą i goście 3 1, I | też dobrze spłaszczyłam, bo zdjąwszy w kościele z powodu 4 1, I | złości. Już ja to wiem, bo był czas, że i sama tak 5 1, I | No, to dobrze, że wiesz; bo może zrobisz co takiego, 6 1, I | się jak żółwie. Prędze, bo już tam Emilka wyrzeka pewno, 7 1, I | rzekła - biedna kobieta! Ale bo, widzisz, żeby tak pchły 8 1, I | mu Bóg czy diabeł nasyła. Bo aby wszystkie losy ludzkie 9 1, I | towarzyszkę popatrzała.~- Ty bo, Justynko, straszną melancholiczką 10 1, I | Żyję tak, jak oni wszyscy, bo skądże sobie wezmę innego 11 1, I | familii swojej wprowadzą... bo i tak przecie krewną im 12 1, II | zieloność starego znać, bo w aleje z grubych drzew 13 1, II | i dawno znać zasadzone, bo potężnie rozrosłe, krzewy 14 1, II | i widocznie przyprawnym, bo mocno zrudziałym warkoczem. 15 1, II | zęby, ale niezbyt silnie, bo z owalnej ramy białobrudnej 16 1, II | więcej niż z wytężoną uwagą, bo z uszanowaniem i rozkoszą, 17 1, II | już bym każdemu darował bo stara i zła; ale druga.... 18 1, II | bardzo ładne, opalone... bo były bez rękawiczek.. .~- 19 1, II | odezwania się swej towarzyszki, bo szybko wtrąciła:~- Tereniu, 20 1, II | wody i proszek bromowy, bo czuję nadchodzący globus.~ 21 1, II | tym dobrze i jej także... Bo i cóż, panie dobrodzieju, 22 1, II | pewno poziomki lub zioła, bo w głębi boru odzywały się 23 1, II | porwał, ale trwał krótko, bo wstrzymywała się z całej 24 1, II | więcej gości dziś przyjedzie? bo nas domowych sześć, a dwóch 25 1, II | tylko nie jaki wypadek... bo z tymi kolejami żelaznymi 26 1, II | ubiorze bardzo niestarannym, bo składającym się tylko z 27 1, II | Dłużej rozmawiać nie mogli, bo towarzystwo całe z ganku 28 1, II | stary. - Dobrze... dobrze... bo już i głodny jestem... A 29 1, II | dziś co smacznego dadzą, bo goście są... Pytałem się 30 1, II | Teraz nie można - odrzekła - bo jak na obiad zawołają, trzeba, 31 1, III| dotykał czasem jego głowy, bo na przedstawienia i żarty 32 1, III| cztery części rozdzielona - bo oprócz synów Korczyński 33 1, III| razy więcej niż zwykle, bo gości bywało mnóstwo; pełną 34 1, III| około tego zaniechać musiał, bo na kilka miesięcy wyjechał 35 1, III| pochylał. Coś go dręczyło, bo koniec długiego wąsa do 36 1, III| smaku, prawie nie myślała, bo w domu rodziców swych wśród 37 1, III| Przestała bywać u sąsiadów, bo byli dawno znani i niezabawni; 38 1, III| wychodziła na przechadzki, bo nic ciekawego ani miłego 39 1, III| na koniec i o swój honor? bo przecież od interesów majątkowych 40 1, III| Ubodło go to znać do żywego, bo odpowiadając głos tak podnosił, 41 1, III| powtarzały się bardzo często, bo kilka wsi chłopskich i jedna 42 1, III| środku mu coś płakało". Bo prawdą jest, że ideały młodości 43 1, III| wiem, czy ty potrafisz, bo mnie dotąd tylko na służbie 44 1, III| w te strony przyjechać, bo jeżeli na zawsze... to z 45 1, III| dziś jadł mleko kwaśne, bo dobre, a wczoraj było niedobre...~ 46 1, III| powstrzymania go tylko na chwilę, bo mały paluszek wnet wyciągnął 47 1, III| były one jego przysłowiem, bo nie używał ich zawsze, ale 48 1, IV | Zygmunt malować tu nie może, bo mu brakuje natchnień i tematów 49 1, IV | czynienia mieć musiała, bo gdy wszyscy wyszli już z 50 1, IV | cygar palić nie chcieli, bo na ganek nie wyszli, rozmawiali 51 1, IV | dwóch lat nie byłem w domu, bo w przeszłym roku ojciec 52 1, IV | wypadało.~- Dobrze jej tak, bo jest dumna jak udzielna 53 1, IV | wychowywać bez ojca, to ja wiem, bo i mnie w tym samym czasie, 54 1, IV | marzy... pewno o panu... Bo panowie może nie wiecie, 55 1, IV | kobiety jeszcze młodej, bo trzydziestoparoletniej, 56 1, IV | odważyłam się wziąść z sobą, bo myślałam, że mi państwo 57 1, IV | dalej, ale urwała nagle, bo w drugim końcu salonu ujrzała 58 1, IV | zarazem trwoga i żałość, bo Justyna widziała, jak szafirowe, 59 1, IV | i ogień w głowie uczuła, bo spąsowiała aż po brzegi 60 1, IV | ubogą krewną gospodarstwa, bo kilka osób spojrzało na 61 1, IV | ośmieliło ją znać i ucieszyło, bo pośród kilku kobiet i mężczyzn, 62 1, V | skrzypce. Nie tylko skrzypce - bo przed wyjazdem zaciągnął 63 1, V | wiedziała dokladnie i jasno, bo w przeraźliwym rozstroju 64 1, V | bez gniewu i uniesienia, bo z krewną Andrzeja źle obejść 65 1, V | serce pewno nie pęknie, bo... bo prawdę mówiąc, sam 66 1, V | pewno nie pęknie, bo... bo prawdę mówiąc, sam nie wiesz, 67 1, V | Pewno o stryju Anzelmie, bo on kiedyś dobrze znał pannę 68 1, V | tego zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku 69 1, V | zaczął i nie mógł dokończyć, bo z niejaką trudnością zawracał 70 1, V | przyrodziłem się do ojca, bo nieboszczyk ociec za końmi 71 1, V | powiedział, żebym jej pomagał bo starego Jakuba bardzo szanuje 72 1, V | czyli my wszyscy troje, bo pomiędzy nami we wszystkim 73 1, V | być musiał czy osłabionym, bo ruchy miał powolne i przygarbione 74 1, V | się te niedołęstwo moje, bo wiele on podtenczas biedy 75 1, V | nieraz zapytywał siebie o to, bo w zwykły sobie sposób zamyślając 76 1, V | Anzelm, ale nie skończył, bo w tej chwili rozległ się 77 1, V | Antolka.~- Bardzo słusznie! bo kto na kogo kwiatami rzuca, 78 1, V | nadzieję, że tak nie będzie, bo Bóg kotwica moja, a kogo 79 1, V | sobie ociec stąd idzie, bo jak jeszcze troszkę tu postoi, 80 1, V | każdym obchodzić się trzeba, bo przez lat parę codziennie 81 1, VI | i nigdy nie przyjedzie, bo już na tym świecie wcale 82 1, VI | dziadek, może przeddziadek, bo w ich familii wszyscy długo 83 1, VI | kondycja ich była nierówna, bo on był ciemnej twarzy i 84 1, VI | wielkiej obfitości sieli, bo owiec nie mając i wełny 85 1, VI | bez pieców i komi1lów, bo tym leśnym ludziom nieznajoma 86 1, VI | i tysiąc lat miał wieku, bo w jego wydrążeniu bawoła 87 1, VI | wysokiego domu pewno była, bo po anielsku grała i śpiewała 88 1, VI | lilie. Ale krótko tego było, bo pracując ciężko, w niewygodach 89 1, VI | wesół do roboty wstawał, bo siły miał wzmocnione i serce 90 1, VI | stanęli, wszyscy zdumieli się, bo król kołpak swój zdjąwszy 91 2, I | niezadowoloną z siebie samej, bo takie zbieganie się ná dzień 92 2, I | i czarny rozczochraniec, bo włosy jej nie tylko były 93 2, I | samym, jak matka, tołubku, bo najmłodszą będąc najłatwiej 94 2, I | przyczyną upadku. ~-Żebyś bo ty, Broniu, choć na moment 95 2, I | Ale jemu więcej wolno, bo z promocją do czwartej klasy 96 2, I | Na pędzać dziecko trzeba, bo bez szkół - zginie. Ile 97 2, I | miała ani chwili czasu, bo oto i teraz we drzwiach 98 2, I | sprawiło mu znać zmęczenie, bo ręką powiódł po drgającym 99 2, I | wypadku, lepszym od ciebie, bo zupełnie otwartym, i poproszę, 100 2, I | mam się trochę lepiej, bo znalazłem coś, co mię w 101 2, I | i zmieszała się trochę, bo uczuła nagle, że w mowę 102 2, I | Przyniosę ci więc konfitur, bo o konfiturach moich nie 103 2, I | się czy niezupełnie udać, bo do bawialnego pokoju doszedł 104 2, I | Naprzód nie ciągłe, bo byłem dotąd zaledwie kilka 105 2, I | jeździsz do Korczyna?~- Bo mnie ta niespodziewana dla 106 2, I | Powoli, z przestankami, bo znużenie ogarniać go już 107 2, I | chcę, stanowczo nie chcę; bo on by nie podołał i wyniknęłaby 108 2, I | apatycznym i chorym człowieku, bo wyraz, z jakim patrzył na 109 2, I | trochu byli jej wspólnikami, bo obrabiali w Olszynce część 110 2, I | przyjmować go... nie podobna! bo i za cóż? poczciwy chłopak 111 2, II | smutnym być nie musiało, bo znowu zwracając się ku domowi 112 2, II | nucenie i przyśpieszyła kroku, bo w sali jadalnej słychać 113 2, II | Emilkę i Terenię leczy, bo one chore, a ja zdrowa, 114 2, II | rozumiesz... Wieczne...~Umilkła, bo wzrok jej upadł na snop 115 2, II | myślisz, ha? U ciebie serce, bo ty panienka, a u niego kamień, 116 2, II | panienka, a u niego kamień, bo to chłop! ha? Pobaw się 117 2, II | trzech językach pisane; bo ta mizerna, podstarzała 118 2, II | milczeniem i to ją zgryzło, bo raz jeszcze dowiodło, że 119 2, II | sprowadzić lustra i konsole, bo doprawdy, mnie aż wstyd, 120 2, II | poddaje my się chętnie, bo daje nam w zamian znaczną, 121 2, II | spowiedź widocznie męcząca, bo plecy garbiły mu się coraz 122 2, II | interesowały?...~- Kiedyż bo - zarzucił znowu Benedykt - 123 2, II | go to musiało istotnie, bo i teraz ręką powiódł po 124 2, II | mi siostrę i to mię boli, bo nie jest ona ani złą, ani 125 2, II | kapelusz z szerokimi brzegami, bo słońce dziś bardzo dopieka...~ 126 2, II | jechać, to proszę teraz, bo pod wieczór może deszcz 127 2, II | przestanie do nas chodzić, bo może Witoldu ociec zabronił...~- 128 2, II | kminkiem i szyneczki.., bo bifsztyk u nas robią nie 129 2, II | f a m, jak moja Marynia; bo pani i wyobrazić sobie nie 130 2, II | biedaczce dać tej mikstury, bo jeszcze znowu duszenie schwyci... 131 2, II | ale Panu Bogu dziękuj, bo jeżeli cię ten Różyc weźmie, 132 2, III| wydawały się one drobnymi, bo rozsypane śród wielkiej 133 2, III| kobiet. Była ona tak liczną, bo składało ją rodzin kilka. 134 2, III| siedzącym głośno prawiła: ~- Bo to, widzi panienka, po czym 135 2, III| swego zapomniała! Owszem. Bo to wy jedno wiecie, a ja 136 2, III| kocham, ja prawdę mówię. Bo to u mnie dwie rzeczy największy 137 2, III| córki mnie nie chciał brać. "Bo to gdzie ja tam będę - powiada 138 2, III| tak mówił? Ot, jaki on! Bo to drugi odepchnąłby, a 139 2, III| Więcej niż wesołością, bo serdeczną radością jaśniała 140 2, III| pani dziś do nas przyjdzie, bo mówiła, że chce na naszą 141 2, III| opuszczając ręce rzekł ciszej.~- Bo to on prawdę mówi - wmieszała 142 2, III| takiego, Janku?" - to mówi: "Bo to mnie, mamo, ciemno robi 143 2, III| mu robi się przed oczami. Bo to trzydzieści lat ma i 144 2, III| głową zagadała stara. - Bo to, widzi panienka, z Jadwiśką 145 2, III| śliczna... i aktorka... Bo to całe gospodarstwo na 146 2, III| syn ramię jej ścisnął.~- Bo to - próbowała mówić jeszcze - 147 2, III| wybuchnęła głośnym śmiechem.~- Bo to wstydliwy zrobił się! 148 2, III| do nich skłonną i teraz, bo pochylona, z blaskiem w 149 2, III| dobrze, robaczku! Owszem. Bo to i nie bardzo trudna robota! 150 2, III| tylko gorset zdjąć trzeba; bo w nim i godziny wytrzymać 151 2, III| dobrze! - zagadała stara - bo to nie słuchaj tego, co 152 2, III| Strwożone może było jej serce, bo głos jej zemdlał i na zatrzymanym 153 2, III| błyskając oczami gadała:~- Bo to, widzi panienka, on pierwszy 154 2, III| pewnie i pobiorą się... bo to słońce pierwej wzejść 155 2, III| napełniać białą świetlicę.~- Bo to panienka skaleczyła się! - 156 2, III| się! cha, cha, cha! Ej! bo to panienka i sama na paluszek 157 2, III| był... tylko... niestały! Bo to ludziom gęby nie zatknąć. 158 2, III| jeszcze głupi, bez oczów, bo panna śliczna i taka po 159 2, III| ręką oczy sobie otarła, bo zawsze płakała albo przynajmniej 160 2, III| spaceruje sobie. Owszem. Bo to wygoda w chacie wielką 161 2, III| z pomocą mu pośpieszyli, bo młodszy o lat kilkanaście, 162 2, III| wrażenie. Zdarzały się jednak; bo i teraz niektóre szeptały 163 2, III| jakąś ubligę drogę zaorał.~- Bo to - zagadała matka Jana - 164 2, III| jęknęła - uciekł.~- Owszem, bo to na Niemen drapnął! cha, 165 2, III| poniedziałek zaczynać trzeba, bo tak już dojrzała, że wnet 166 2, III| wysypywać się zacznie.~- Bo to panienka - gadała dalej - 167 2, III| ręce klasnęła i zawołała:~- Bo to panienka prawdę mówi. 168 2, III| imieniu nazywać się będą.~- Bo to i robotnica tobie, Janku, 169 2, III| owszem, do roboty, dziatki! Bo to jeszcze jaki kwadransik 170 2, III| domu jak Marek po piekle. Bo przecież na świecie każdemu 171 2, III| mu dolegliwą przykrość, bo ilekroć wśród nich się znalazł, 172 2, III| usieść przy sobie pozwoli, bo jeżeli nie, to tak zaraz, 173 2, III| inaczej mnie przyjmowała, bo bardzo kotków lubi. No, 174 2, III| sobie o niej sprawę zdawali, bo tajemnicy żadnej w rozmowie 175 2, III| będzie, tylko nie zaraz, bo stryj i ja nie pozwolimy 176 2, III| głowie. Ja temu dziwuję się, bo choć z przyrodzenia smętliwy 177 2, III| w twarz jej spojrzał.~- Bo to troszkę i wstydno, że 178 2, III| nie mógł, z cicha mówił:~- Bo to, widzi pani, już ja dziś 179 2, III| tam! i tyle już nie ma, bo jedni pomarli, drudzy zgłupieli 180 2, IV | Powiózł ją tą drugą drogą, bo chciał jej pokazać piaski.~- 181 2, IV | miejsce...~Nie dokończył, bo z uwagą, mrużącymi się nieco 182 2, IV | patrzało żadne ludzkie oko, bo żadna praca, żaden plon 183 2, IV | Mogiłę tamtą drogą chodzić, bo raz, jak przez te piaski 184 2, IV | zdawała, spytała Justyna.~- Bo długo chorym będąc z chaty 185 2, IV | miejsce jest bardzo ważne, bo ja tu, z tego pagórka, ostatni 186 2, IV | nigdy mnie tak nie całował, bo człowiekiem był więcej pochmurnym 187 2, IV | zobaczyć go nie mogłem, bo wtenczas dopiero zobaczyłem, 188 2, IV | może i około świętej Anny, bo zboże już na polu prawie 189 2, IV | nas było, może osób kilka, bo inni ludzie na swoich podwórkach 190 2, IV | że niebo chmury zaległy, bo zrobiło się bardzo ciemno. 191 2, IV | dopędzić go nie mogłem, bo już i zmęczony byłem... 192 2, IV | Justyna podniosła głowę, bo usłyszała szmer monotonny, 193 2, IV | głowie jej powstać musiała, bo nieśmiało zrazu i urywanymi 194 2, IV | powstało? Rozumiała to dobrze, bo nieraz zastanawiała się 195 2, IV | szerzej duszę swą otwierała, bo widziała, czuła, że ten, 196 2, IV | taką mękę wytrzymać może, bo gdyby jemu kazano po dniach 197 2, IV | mogła, dziw mnie bierze.., bo, chwała Bogu, zdrowie i 198 2, IV | Dziewczyna też zasłużyła na to, bo pracowita i choć taka młoda, 199 2, IV | obawy czy przygnębienia, bo zbladła trochę i pod muślinową 200 2, IV | żaden sposób nie można, bo zaraz wicher gałęzie z drzew 201 2, IV | będzie albo bardzo krótka, bo chmury ptakami lecą, a choćby 202 2, V | znalazł; niezupełnie dobrze, bo w chacie gromada spora, 203 2, V | piętnaście, inwentarz piękny, bo aż dwadzieścia sztuk bydła, 204 2, V | i w sołdaty nie pójdzie, bo dwóch starszych braci już 205 2, V | ale od razu dać nie może, bo pieniędzy nie ma. Więc połowę 206 2, V | kolczyki i pierścionki, bo i bogata jest sukcesorką 207 2, V | witam! przez próg nie witam! bo niezgoda jaka mogłaby z 208 2, V | niską, lecz bardzo obszerną, bo więcej niż połowę całego 209 2, V | niedawno sporządzonych, bo nie pomalowanych, z drewnianymi 210 2, V | Antolka sypiać tam musiała, bo wśród mnóstwa świętych obrazków, 211 2, V | żartobliwie odparł Anzelm - bo gdyby mądra była, toby wiedziała, 212 2, V | żartobliwie znowu zauważył. - Bo mnie się zdaje, że gdyby 213 2, V | szczegóły, których nie wiedział, bo przez wiele lat nigdzie 214 2, V | Elżusi zobaczy - rzekł Jan - bo Fabian pełno ma wszędzie 215 2, V | ja w tym złego nie widzę, bo jeżeli pani jest tak łaskawa, 216 2, V | cierpliwy i pokorny byłem, bo kiedy już te rzeczy obróciły 217 2, V | pogrążona była w cieniu, bo mała lampa na olchowej komodzie 218 2, V | Korczyna na mnie ściekły, bo tam mnie objawiły się te 219 2, V | zwątpiałość ta mnie gniotła, bo żadnej już chęci i żadnego 220 2, V | już i palcem nie kiwnął, bo ciągle mnie na myśli stało: " 221 2, V | nieprzyrodzoną śmiercią zginę; bo mi też już gałęzie drzew 222 2, V | niezupełnie... niezupełnie, bo mnie zdaje się, że u ludzi 223 2, V | tłumliwych gadań ubiegam, bo śród nich prawie bezprzytomnym 224 2, V | pana Szymona?" zapytuję, bo już wiem, że gdyby powiedzieć: 225 2, V | nawet siłę dobrą mając, bo tylko troszkę opierał się 226 2, V | tu, ani nigdzie nie ma, bo on już dawno z tym światem 227 2, V | zupełnie już uspokoić można, bo posuwając ku niemu krzesło 228 2, V | skrzepiło się całe ciało, bo nie zważając na podawane 229 2, V | dobry... ja o tym wiem... bo prawie we trzydzieści lat 230 2, V | widzieć nie można było, bo śniegu nasypało się jemu 231 2, V | tym handlu dobrze wyszli, bo wiadoma rzecz, że kto wiele 232 2, V | Ja panią odprowadzę, bo na dworze zupełnie ciemno...~- 233 2, V | Anzelm.~Wieczór był ciemny, bo strzępiaste, wieloramienne, 234 2, V | białym jak lilia policzku, bo słyszeć się dały perswazje 235 2, V | denerwuje się, nie płacze, bo znowu atak być może... Moja 236 2, V | mnie, abym ją przyjęła, bo sama spodziewała się migreny 237 2, V | mnie aż z kanapy podnosiło, bo bułki dziś piekłam. Od pierwszego 238 2, V | Wołowszczyźnie stale osiadł, bo to jedno jeszcze mogłoby 239 2, V | byłaby z nim szczęśliwa, bo dobry jest, rozumny, szlachetny 240 2, V | Zabraniać nie zabraniali, bo nikt też i prawa do tego 241 2, V | prześladować nie będziem, bo za rozumni jesteśmy na to 242 2, V | Benedykt nie wyśmiewał, bo mu i nie do śmiechu wtedy 243 2, V | pochodziło? Diabli chyba wiedzą, bo goła byłam jak bizun, w 244 2, V | zawsze, i nie na żart, bo całym domem, folwarkiem, 245 2, V | zdarzył się, nie wyswatała, bo prędko zaczęła własne córki 246 2, V | płełam i krów nie doiłam... bo co się tyczy gotowania i 247 2, V | kogoś innego, innego... bo twarz jej spłonęła rumieńcem 248 3, I | Rażącym to w niej nie było, bo w zupełnej harmonii zostawało 249 3, I | zresztą bardzo nie dziwił, bo powszechnie wiedziano o 250 3, I | jej w nim nie przestanie, bo z czasem stać się mu ona 251 3, I | także w istnienie zagrobowe, bo niepodobnym jej się wydawało; 252 3, I | gasnąć mogły i na zawsze; bo myślała, że Twórca nie mógł 253 3, I | okopów zaniechanymi zostały. Bo i cóż z nich wyniknęło? 254 3, I | obłoków. I więcej jeszcze: bo obłoki bywają piękne i on 255 3, I | malować chciał zawsze, bo w sztuce, o której rojenia 256 3, I | niech pani tak nie myśli, bo byłoby to zbyt bolesne... 257 3, I | się, że nic nie robisz, bo przecież przerzucanie tej 258 3, I | takiej panny Orzelskiej... Bo czymże ona była? Córką opasłego, 259 3, I | i więcej niż na swoim, bo na syna swojego sumieniu 260 3, II | wyjaśni się to zapewne, bo i doprawdy, dlaczegóż byś 261 3, II | śmiejąc się odpowiedziałaś: "Bo to wy wiecie jedno, a ja 262 3, II | dziś trochę dopomóc mogłem, bo kiedyśmy się w okolicy spotkali, 263 3, II | Nie wytrącajcie, panoczku, bo z czegóż ja z dziećmi żyć 264 3, II | jak z kamieniami chyba, bo przecież są na świecie takie 265 3, II | żywienie ich pasztetami... bo ja i sam ani pałacu sobie 266 3, II | najpewniej byłoby lepiej... bo gdybyś miał do mnie przywiązanie...~- 267 3, II | Doskonałe porównanie... bo czy tam ta krew błękitna, 268 3, II | już tylko trzysta tysięcy, bo Wołowszczyzna, lekko licząc 269 3, II | spojrzeń, uśmiechów, półsłówek, bo nie były jawnie ku niej 270 3, II | oszczędzonym mu zostanie, bo dziedzic Wołowszczyzny natychmiastowego 271 3, II | jest i poprawić się może, bo ja słyszałem i sam spostrzegłem, 272 3, II | srożył się jeszcze student. - Bo to, widzisz, zakała świata! 273 3, II | wolę już być na pensji, bo tam choć rozmaitości więcej... 274 3, II | rozgniewaną była lub rozśmieszoną, bo śmiała się, łajała, rękami 275 3, II | towarzyszkę swoją podniosła.~- Bo też ciocia pójdzie z nami 276 3, II | nie zlękła się jej wcale, bo i czegóż lękać by się miała? 277 3, II | sąsiedzi moje doświadczają. Bo choć oni troszkę i bogatsi 278 3, II | jegomość mnie podziękuje, bo zielony kolor najmilszy: 279 3, II | z początku nie miałam... bo pan dobrodziej przypomina 280 3, II | codziennym stroju była, bo i dzień był powszedni, a 281 3, II | zlękła się teraz bardzo, bo wyglądało to tak, jakby 282 3, II | na łące nocować będzie, bo wszystkiego siana jeszcze 283 3, II | co wziąść, także trudno, bo na wielkie nie wystarczy, 284 3, II | jej ubóstwo bynajmniej! bo sam sobie jest panem i znacznym 285 3, II | łaskę będę to sobie miał. Bo to każdy ptak podług swego 286 3, II | zawieszoną, Teresa piła kakawelo, bo kakao jej niesłużyło i z 287 3, II | podbiciu ucha słuchaczki, bo głosowi swemu nadawał miękkie, 288 3, II | dalej mówiła:~-Taka trwoga! Bo nie, tyle żałowałam tego, 289 3, II | zawsze i nie tylko ją jedną, bo i tę także duszę kobiecą, 290 3, II | dla mnie stosowniejszą... bo delikatniejsza, staranniej 291 3, II | dłońmi opierając się o stół, bo może nogi posłuszeństwa 292 3, II | mimowolny... o, mimowolny! bo myślałam, że czynię jak 293 3, II | dalekie światy wysyłałam, bo w myśli mojej miałeś być 294 3, II | wzgardliwych ust jej syna spadły, bo on tej burzy, która jej 295 3, II | spod stóp się jej usuwała, bo obie jej dłonie mocno ściskały 296 3, II | najprędzej, o! co najprędzej... bo lękam się własnych ust... 297 3, II | rozpaczniejsza jeszcze od pierwszej, bo nic już po sobie nie pozostawiająca. 298 3, II | zaledwie rozróżniać mogła, bo owijały je złotawe pary, 299 3, III| Miała wcale inną postać, bo było to święto wesołe i 300 3, III| Niemna.~Ranek był jeszcze, bo może trzech godzin do południa 301 3, III| Obuchowicze złą sławę mający, bo choć dostatnie i pracowite 302 3, III| z rodzinnej zgody znani, bo po czterech i pięciu w jednych 303 3, III| że ożenić się zamyśla, bo mu już kawalerstwo nagrzewać 304 3, III| Jaśmont. Pracować - pracuje, bo nikomu ptaki same do garści 305 3, III| dostanie dudka na kościele, bo ona już dawno sobie Jana 306 3, III| Janka od Jadwiśki odsadzi, bo daleko, gdzie! może cztery 307 3, III| pierwszy drużbant orację powie, bo jeżeli taki bogaty, to może 308 3, III| pierwsza drużka upodoba, bo jeżeli nie upodoba się, 309 3, III| powie, to bardzo piękną, bo jego mówienie zupełnie jak 310 3, III| Prawie galopem jadąc - bo sam zapewne czuł, że się 311 3, III| reprezentowany, nosić będziesz, bo od dzisiejszego dnia on 312 3, III| go oblać rzewnymi łzami, bo jakież by to było serce 313 3, III| przyczyny smęcić się i biedować. Bo ty, panno młoda, choć pozbywasz 314 3, III| wszystkie rozkosz czują, bo się wzajem obejmują. Troski 315 3, III| Trapić się nie należy, bo żeby i największe trapienie 316 3, III| upokorzyć się nie wstyd, bo on biedzie w oczy nie pluje, 317 3, III| naprawdę już nawet i nadeszła, bo rzeźwy chłodek wieczoru 318 3, III| za obiadem przesiedzieli, bo u początku jego swat Starzyński 319 3, III| popisywał się też widocznie, bo i swego czarnego źrebca, 320 3, III| konia popatrzeć nie mógł, bo z drogi na węższą ścieżkę 321 3, III| głowie, ale jej bynajmniej, bo chorego konia dopatrzyć 322 3, III| chwili, z innej już strony, bo od korczyńskiego dworu, 323 3, III| rozpaczy drogą biegła.~- Bo to - wołała - nie wiadomo 324 3, III| widać zadowolonym się uczuł, bo zewsząd wykrzykiwane nazwisko 325 3, III| tańczy i dobrze trzęsie, bo ja inaczej nie lubię!~Marynia 326 3, III| rzucił odpowiedź:~- Dobrze. Bo to pani Giecołdowa papirosa 327 3, III| zdarzeniu wypowiadał:~- Bo niechaj baba w gumnie nie 328 3, III| ktokolwiek Pacenki nie wspomniał, bo zaraz sfiksuje... z cicha 329 3, III| Proszę mnie pozwolić przejść, bo z moimi braćmi przywitać 330 3, III| się, a zaczyna się zima, bo choć letnią porą roboty 331 3, III| Jadwiga o tym wątpiła, bo gdyby z panem Jaśmontem 332 3, III| znajomości, to bynajmniej! bo ja panny Jadwigi wszystkie 333 3, III| parze do krakowiaka stanie, bo ja z pierwszą panną drużką 334 3, III| tańczyć go nie zaraz zaczęto, bo nie wszyscy taniec ten umieli, 335 3, III| Jankiem w zapasy wchodził, bo pokazało się, że wcale z 336 3, III| zakończył, nie w porę nawet, bo przed samym końcem tańca, 337 3, III| naśladować, ale nie mógł, bo Jadwiga gwałtownie ręce 338 3, III| odpowiedź, ale zapewne pomyślną, bo szept męski śmielszym stał 339 3, III| byłoby mu o to bynajmniej, bo dla posagu głównie chce 340 3, III| nijakich czynić nie będę, bo gdzie wiary nie ma, tam 341 3, III| kochaniem, wybaczyć jej trzeba, bo od dzieciństwa mnie znając 342 3, III| zamieszaniu rzucić wolno, bo nie od kogo, tylko ode mnie 343 3, III| na mnie kamień rzuciła, bo to jest nieprawda. Co do 344 3, III| także uspokajać się zaczęli, bo postępek Jana podobał się 345 3, III| państwa proszę na Niemen, bo już czajki i czółna przygotowałem... 346 3, III| w zmroku jak u kota. Ale bo też zapraszał teraz wszystkich 347 3, III| procesach smak znajdował - bo wiedzieli dobrze, że sam 348 3, III| Korczyńskiemu wypłacić i to wprędce, bo już niejeden raz i nie przed 349 3, III| chyba skończenie świata, bo żeby nie wiadomo jak starali 350 3, III| żąda tego, bardzo żąda, bo każdemu miło myśleć, że 351 3, III| spólna korzyść wynikała. Bo ja tak mówię: u pana Korczyńskiego 352 3, III| jak prawie marnują się, bo ani ich ugnoić, ani jak 353 3, III| się. On mrze na pieniądze, bo ma długi i wielkie ekspensy; 354 3, III| wielki na ziemię cierpią, bo małe grunciki, a wiele dzieci 355 3, III| ostatniego zginienia wyratował. Bo i pan Korczyński nie jak 356 3, III| gorsze my niż zwierzęta: bo i między zwierzętami swój 357 3, III| świata pójdą chleba szukać, bo tu już go dla nich nie wystarczy. 358 3, III| winnymi się nie sądzim, bo i mądry zrobi się głupi, 359 3, IV | latach, krótko, zimno... Bo po cóż? Dziś znowu list 360 3, IV | wieczną mam wdzięczność, bo gdybym w uniwersytecie nie 361 3, IV | świętego imienia wspominać, bo ciągnie ono za sobą bladą 362 3, IV | nim także wołało: "Mów! bo inaczej nie pęknie i nie 363 3, IV | Trzymał ją i dla siebie, bo w nią wrósł, i przez chmurną 364 3, IV | tam długo - mówił dalej - bo przecież wspólnie ułożyć 365 3, IV | nawet na rękach podnoszono, bo zdyszany od zmęczenia i 366 3, IV | ordynku zajmować się przestał, bo co do dalszego jego ciągu, 367 3, IV | Giecołdowa, kwaśna i zmarszczona, bo papierosów jej zabrakło, 368 3, IV | dziadunia pilnować muszę, bo niedomaga.~I znowu roztargnionym 369 3, IV | słonecznej widać nie było, bo kryła ją płachta złota purpurą 370 3, V | grzecznie, nie hałasować, bo to by pani Benedyktowej 371 3, V | przechodzili wszyscy na palcach, bo zamknięte drzwi od pokojów 372 3, V | słowa te nie zadziwiły, bo wszyscy już je przewidywali. 373 3, V | byłaby z nim ona szczęśliwą, bo to złote serce i głowa też 374 3, V | się, próbował już nieraz, bo wstyd mu samego siebie i 375 3, V | żywszą dla niego sympatię, bo świadczy o naturze pragnącej 376 3, V | i... dobroczyńcą nawet, bo wiesz? czemużbym do tego 377 3, V | ani gniewać, ani oburzać, bo wszystkie myśli z głowy 378 3, V | tego, ale tylko trochę, bo myślałem, że Buszmanka górę 379 3, V | miała jeszcze na to czasu, bo Orzelski późno wstawał i 380 3, V | ja bym i sama przyszła, bo wielką prośbę mam do ciebie... 381 3, V | darmo im jeść nie będę; bo i doświadczenie w gospodarstwie 382 3, V | Witold wiele ci winien, bo dobre, ludzkie rzeczy w 383 3, V | a wszystkim obrzydły! Ty bo nie wiesz, braciszku, co 384 3, V | Witoldowi nie bardzo ufam, bo różowe okulary na nosie 385 3, V | wezwanie to uszczęśliwiło, bo znowu przekonywało ją, że