Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
tlustych 1
tlustymi 1
tluszczu 1
to 1091
toaletach 1
toaletowych 1
toalety 1
Frequency    [«  »]
1375 z
1346 na
1305 ze
1091 to
974 do
901 pan
710 a
Tadeusz Dolega Mostowicz
Kariera Nikodema Dyzmy

IntraText - Concordances

to

1-500 | 501-1000 | 1001-1091

     Rozdzial
501 9 | zajmował się Krzepicki, i to z taką energią, że w ciągu 502 9 | rozmówić się z Kunickim.~Była to niedziela, a że zapomniał 503 9 | administratorem, tylko prezesem banku. To nie czytaliście tego w gazecie?~- 504 9 | święto.~- O, u pana dziedzica to święto jest wtedy, jak roboty 505 9 | Tak powinno być. Praca to grunt! A wy tobyście wiecznie 506 9 | ćwoku jeden, a po drugie, to jak państwa nie ma, to wy 507 9 | to jak państwa nie ma, to wy tutaj sobie święto urządzacie, 508 9 | Zaczął je przeglądać. Były to przeważnie listy koleżanek 509 9 | oprawna w płótno. Zajrzał. Był to rękopis pisany ręką Niny. 510 9 | aforyzm:~"Wszystko zrozumieć - to wszystko przebaczyć." Na 511 9 | ośmieszone: pamiętnik. Nie, to nie będzie mój pamiętnik. 512 9 | przykład będę pisała jedynie po to, by ujrzeć swoje myśli w 513 9 | pamiętniku: zdaje się, że to Oskar Wilde stwierdził, 514 9 | piszący pamiętnik czyni to świadomie, jedynie po to, 515 9 | to świadomie, jedynie po to, by ktoś mógł kiedyś to 516 9 | to, by ktoś mógł kiedyś to przeczytać.~Mój Boże! Widocznie 517 9 | Sądzę, że nie. Zresztą czyż to jest miłość? Jeżeli nawet 518 9 | miłość? Jeżeli nawet tak, to miłość stojąca na bezwstydnie 519 9 | ramionami.~Ot, ględzi i tyle. Co to wszystko ma znaczyć?~Przewrócił 520 9 | kobiecością? Przecie po to istnieję. Właśnie mój intelekt, 521 9 | może rzeczywiście gdyby to był inny, równie zdrowy 522 9 | głową Nikodem - byle portki, to już jej~wystarczy.~Wyjrzał 523 9 | byłego oksfordczyka. Może to być jednak równie dobrze 524 9 | się przywiązuje do treści To samo widoczne jest w jego 525 9 | nie wrócić do Koborowa.~- To się kobita we mnie wklapała! - 526 9 | Dyzma i pomyślał, że chociaż to mile łechcze ambicję, jednak 527 9 | zamieszkania w Warszawie.~Nie, to jest niepodobieństwo. Bałabym 528 9 | odpowiedział krótko: "Tak".~A to może znaczyć bardzo wiele. 529 9 | Nie zmęczyłem się.~- No, to dzięki Bogu. Tedy niech 530 9 | kochany panie Nikodemie, to nie urzędnik państwowy, 531 9 | mu, mieć żonę hrabiankę to też nie w kij dmuchał. Żaden 532 9 | babą na karku?... Zęby to Kunicki pomimo rozwodu zatrzymał 533 9 | zamknięte!), uspokoił się.~To go ośmieliło. Cichutko wstał 534 9 | stanowczo - błagam cię, nie to... Siądźmy sobie tu... Tak 535 9 | tu... Tak cię kocham za to, że umiesz rozumieć to moje 536 9 | za to, że umiesz rozumieć to moje może nawet przewrażliwienie 537 9 | że nie ma, w nagrodę za to został ponownie wycałowany.~ 538 9 | nie nazwie go fujarą, co to cacka się z kobietą.~Tymczasem 539 9 | dzieci będziemy mieli. Jakaż to rozkosz, jakie szczęście 540 9 | Bardzo lubię.~- Ach, to cudownie! Będziemy mieli 541 9 | siedzi. Ostatecznie jest jej to obojętne, lecz pragnęłaby 542 10| przewidywania. Zwróciło to baczną uwagę innych państw 543 10| wstęp nieograniczony. On to codziennie przedkładał prezesowi 544 10| mógł przewidzieć, jakie to da skutki i w jak prędkim 545 10| robić awanturę.~Zirytowało to Dyzmę. Zerwał się i otworzył 546 10| i otworzył drzwi.~- Cóż to za wrzask, do diabła!~Krzepicki, 547 10| Serwus panie Nikodemie, to ja.~Dyzma poczerwieniał. 548 10| okręgu, pies nie człowiek, to on doszperał się jakichś 549 10| Boczek był dość sprytny, by to spostrzec.~- No więc, czego 550 10| Boczek? Ani myślę! Dlaczegóż to mam kiwać, co? Niby z jakiej 551 10| pod panem, panie ładny, to pan mnie traktowałeś, pan 552 10| wyrażałeś się do mnie, a teraz to koza do woza? Figa z makiem, 553 10| do zrzucenia ze schodów, to niby nie tak łatwo... Jest 554 10| korespondencji,~- Która to? - zapytał Nikodem.~- Taka 555 10| Siedzi przy oknie.~- A co na to dyrektor?~- Nie wie o niczym.~- 556 10| żonaty, dzieciaty...~- To świnia! Powiedz mu pan, 557 10| biurka.~- Panie prezesie, czy to można o jakiej kobiecie 558 10| go po kolanie.~- Z pana to też numer! Ale żeby pan 559 10| powiedział, że z każdym? Ze mną to nie z każdym.~- A choćby 560 10| jeszcze bardziej potwierdza to, że prezes Dyzma włada jakąś 561 10| jakąś część?~- Na papierze to niby całe Koborowo jej własność. 562 10| uderzył się w piersi Ignacy. To dodało Dyzmie pewności siebie. 563 10| na sposób Ponimirskiego.~To wstrzymało go nawet na czas 564 10| Wareda - ten myszkowały mały to baron Reintz, dyplomata 565 10| poprawił książę.~- Czyż to nie synonim? -..uśmiechnęła 566 10| hrabinie Koniecpolskiej? To pańska wielbicielka. Chociaż 567 10| Wolę po polsku.~- Ach, to bardzo patriotyczne. Rozumiem 568 10| No tak, przyznaję, że to trochę dziwak, lecz kto 569 10| cudzoziemcami jedynie po polsku! To ładnie, prawda? Bo istotnie, 570 10| nas, używają naszego.~- To prawda, tylko oni nie umieją...~- 571 10| że mimo woli wypowiedział to, co, zdawało się mu, grzebie 572 10| zastanowił się i odparł:~- To niech się nauczy.~- Brawo, 573 10| brunet w złotych binoklach - to ma ścisły związek z naszą 574 10| powiedział pan o tym panu, że to przyszły hetman?~- Jak to? 575 10| to przyszły hetman?~- Jak to? Prezes nie wie? To przecież 576 10| Jak to? Prezes nie wie? To przecież poseł Laskownicki, 577 10| zdobył Wiedeń...~- Wszystko to prawda - przerwał łysy hrabia - 578 10| mamy inne czasy.~_ A cóż to szkodzi? Dawniej karmazynowie 579 10| potwierdziła - jestem ciekawy, jak to sze wymyśli? Nikodem wzruszył 580 10| głowę na ręku. Wywołało to głośny śmiech całego towarzystwa. 581 10| hrabina Lala - ja pytala, czy to trudno wymiślić cosz, taki 582 10| wyrazów obcych nazywało się to inwencja, czy intencją? 583 10| u pani Przełęskiej. Była to baronowa Lesner, przed którą 584 10| Dziękuję, niezgorzej.~- Ach, to pan zna Ponimirskiego? - 585 10| Jeszcze jak - odparł - to mój kolega z Oksfordu. Zaczęła 586 10| hrabia zapytał:~- Skądże pan to wie, panie prezesie? Czy 587 10| wie, panie prezesie? Czy to nie za mało czasami? - Co 588 10| dokładnością. Mówiła mi to sama pani Przełęska.~Powiedział 589 10| pani Przełęska.~Powiedział to w najlepszej wierze i zdumiał 590 10| ilości domów. Zaszkodzić to nie może, a pomóc może.~ 591 10| Amerykę odkrył.~Nie znaczyło to, by zdecydował się na zmianę 592 10| czytać. Powtarzało się w nich to samo: miłość, tęsknota, 593 11| niech pan wyjdzie.~- Czy to wypada?~- Wypada. Nic już 594 11| rzekł półgłosem:~- Ten Dyzma to ciągle głową kręci. Kanclerski 595 11| Zapowiadała niespodziankę, a gdy i to nie skutkowało, powiedziała 596 11| półwyścigówki bez drzwiczek, który to szczegół nie wydał się Dyzmie 597 11| Ustami!~Roześmiał się.~Ano, to tym lepiej.~Przesunął kilkakrotnie 598 11| dobrze? Kiwnęła głową.~- W to oko dobrze, a teraz drugie.~- 599 11| dobrze, a teraz drugie.~- Jak to? I w drugim nieporządek?~- 600 11| zapytała.~- Tak - odparł.~- No, to jazda!~Jednym susem znalazła 601 11| ruszyła pełnym gazem.~- To choroba! - pomyślał Dyzma - 602 11| chociaż trudno było za to ręczyć, gdyż obie miały 603 11| niemal pół twarzy.~- Kto to? - zapytał pani Lali.~- 604 11| Przekona się pan w Borowie.~- To one też jadą do pani?~- 605 11| też jadą do pani?~- Aha!~- To tam więcej osób będzie?~- 606 11| pan?~- Jeżeli drogę zna, to może. Zaległo milczenie. 607 11| prezentacje. Dowiedział się, że to panna Iwona (starsza) i 608 11| końcu na domysł, że wszystko to musi mieć jakiś związek 609 11| prawie nic nie zrozumiał. To zdawało mu się, że mają 610 11| założyć jakby klasztor, to znów, że szajkę szantażystów 611 11| tej afery. Po diabła mu to? Czy po to dochrapał się 612 11| Po diabła mu to? Czy po to dochrapał się takiego stanowiska 613 11| Mistrzu! Wyjawić nam, może to jakie glupstwy?~- Eee tam - 614 11| irytował się Dyzma.~- Mistrzu, to panu tak mało czasu zajmie. 615 11| maszynowym pismem, podając to wszystko Nikodemowi.~- Doskonale! 616 11| szczerym kłopocie. Wszystko to spadło nań tak niespodziewanie, 617 11| niespodziewanie, a pachniało jakimś ni to grubym szwindlem, ni to 618 11| to grubym szwindlem, ni to kombinacją z duchami.~Że 619 11| się zwabić tutaj. Gdyby to było w Warszawie, poszedłby 620 11| zapałki.~Dwanaście!... Aha, to niby te pątniczki... A tym 621 11| pątniczki... A tym facetem to ja mam być... Co za cholera!~ 622 11| dwa i trzy razy, a pomimo to wielu rzeczy nie rozumiał, 623 11| wyrazów.~Skombinował z całości to, że chodzi o stwarzanie " 624 11| Dawcę Zrozumienia, którego to nazywać będą Wielkim Trzynastym.~ 625 11| się.~Niewątpliwie wszystko to było jakąś sitwą, gdzie 626 11| bez diabła. Dużo dałby za to, żeby mógł o tym wiedzieć 627 11| spróbować?~W każdym razie lepsze to, niż żeby miały dosypać 628 11| rodzaju ciekawość: co też to będzie? Obawę, czy potrafi 629 11| postanowieniem.~Zaniepokoiło go to, że teraz zjawiła się tylko 630 11| rotunda.~Nie pamiętał już, co to znaczy. Tym mniej wiedział, 631 11| odpowiedział po łacinie, i to widocznie nie bez sensu, 632 11| Zastanowiło Dyzmę tylko to, że me dano do stołu nawet 633 11| czuwajcie.~Wypowiedziawszy to, sama skierowała się ku 634 11| milczącym skinięciem głowy.~- To choroba! - pomyślał. - Pewno 635 11| nie narzekaj, naprawdę to nie ma na co!~Myśl snuła 636 11| przebrać się w habit.~- Jak to? - zdziwił się - przy pani?~- 637 11| niskim, długim pokłonie.~Był to dużych rozmiarów pokój, 638 11| jedynym mężczyzną - wszystko to działało podniecająco.~Już 639 11| pozostałe damy uczyniły to samo, za wyjątkiem pani 640 11| zdumieniu po niej zrobiła to samo pani Lala, później 641 11| żyłach.~- Przemówił, jest... To On!... - ozwały się głosy.~- 642 12| Zaczerwienił się po same uszy.~- To cholera - pomyślał - ani 643 12| było nic szczególnego i to właśnie jeszcze bardziej 644 12| na szosę, obejrzał się.~- To świnie! - rzekł z przekonaniem.~- 645 12| nich tylko palcem kiwnie, to przyjdzie jak pierwsza lepsza 646 12| przyjechał. A najgorszy to był jeden nachał. Wymyślał 647 12| przyszedł, panie prezesie, to ja mogę go zrzucić ze schodów - 648 12| nic nadzwyczajnego.~- No, to czekam.~Kazał Ignacemu przygotować 649 12| przekonania, że mogłoby to uchodzić za zdradę, a ryzykować 650 12| Ignacy przyniósł listy. Była to tylko prywatna korespondencja, 651 12| i lekko zapytał:~- Kto to jest, panie prezesie, ten 652 12| że pan go przyjmie. Czy to znajomy pana prezesa?~- 653 12| pan, wydawało mi się, że to wariat.~- Dlaczego?~- No, 654 12| zaczął awanturować się. "Co to, powiada, w piątki, w piątki 655 12| powiada, w piątki, w piątki to wielki pan prezes może przyjmować 656 12| wielki prezes, powiada, to u mnie nie będzie taki fisz..."~ 657 12| pod pańskim adresem, że to on panu pokaże i tak dalej... 658 12| wpuść go pan do mnie... To taki narwaniec... Zawsze 659 12| panie prezesie.~Powiedział to całkiem po prostu, lecz 660 12| z westchnieniem:~- Jakże to miło jest mieszkać na wsi, 661 12| zauważył Krzepicki. - A to ładny majątek! Cóż, niech 662 12| gdyby Koborowo było jej, to w trymiga!~- Ale przecież 663 12| ona jest właścicielką?~- To i co? Kunicki ma plenipotencję 664 12| walki francuskie?~- Owszem. To pójdziemy? O której to?~- 665 12| To pójdziemy? O której to?~- O ósmej.~Pożegnał sekretarza 666 12| panu szkodzić nie będę...~- To nie dałem może panu posady?~- 667 12| że nerwy nie strzymają. To nie dla mnie...~- Może pana 668 12| pan możesz być prezesem, to mnie wprost niehonorowo, 669 12| Osiemset złotych, któż to panu da?~- Tylko bez bujania, 670 12| że jak się pan postarasz, to niejeden taki znajdzie się, 671 12| Spirytusowych... Chcesz pan?~- To już pewno będzie lepiej. 672 12| już pewno będzie lepiej. To może z mieszkaniem dostanę? 673 12| swojak! z jednych stron, to musimy się wspomagać.~- 674 12| odsuwali się od pana, że to, powiadali bękart, niby 675 12| o taką posadę dla pana, to nie byle co. Trzeba będzie 676 12| ani słówkiem nikomu, bo na to miejsce amatorów ze sto 677 12| Juści rozumiem.~- No to fertig. Jutro o jedenastej.~ 678 12| że pan prezes zajęty.~- To szkoda.~- He, he, he! Rozumiem 679 12| prezesa. Te panny Czarskie to fin-fin... W zeszłym roku...~ 680 12| Serwus, Nikuś! Gdzież to ciebie anieli noszą!~- Jak 681 12| nawet wybieram się.~- A to klasa! - klepnął Dyzmę po 682 12| Dawaj pan... Halo!... Tak, to ja, dzień dobry pani... 683 12| ręką i szepnął do Waredy:~- To hrabianka Czarska!~- Fiu... 684 12| Słowo honoru... A kiedy to?~- ...No, dobrze, dobrze... 685 12| Będzie, a jakże... No, to dobrze się składa. Zajadę 686 12| Jeszcze by nie!~- No to chodź, jedziemy na obiad.~- 687 12| zza żółtych firanek. Były to knajpy robotnicze, tak mało 688 12| Ambroziak? Niech pan powie, to mój kolega...~- Gra - lakonicznie 689 12| kompan - dodał harmonista - to daj pan dwie z kropelkami. 690 12| No, jak macie interes, to siądziem z boku. Wzięli 691 12| interes.~- Jak interes, to i zagrycha będzie? Nikodem 692 12| ale za przeproszeniem, pan to kto jesteś?~- Co ci, Franek, 693 12| tak przez ciekawość. No to gadaj pan. Nikodem pochylił 694 12| Lewandowskim "ma gadanie", to bez sznapsa nie obejdzie 695 12| po zapewnieniu, że Franek to marmur-żelazo, poprosił 696 12| rzekł nie bez ironii:~- Wy to tam na wsi dorabiacie się. 697 12| góry mięsa!~Witali się.~- To Mik - poinformował Wareda. - 698 12| dotykały dywanu. A trwało to dosłownie moment, gdyż pokonany 699 12| brązu! Panie prezesie, czy to byłby wielki skandal, gdybyśmy 700 12| zaopiniowała, że będzie to równie dobra atrakcja, jak 701 12| jeżeli pójdą do gabinetu, to wszystko będzie w porządku.~ 702 12| przewrócić go na wznak. Trwało to kilka minut. Widząc, że 703 12| oczu od areny, objaśnił:~- To nazywa się masaż. Uważa 704 12| siostra - panie prezesie, to okropne...~- A niech i skręci 705 12| podstawił nogę. Widział to nie tylko sędzia, lecz i 706 12| podstawił! - krzyknął Dyzma.~- To pan mówi nieprawdę - oburzył 707 12| Państwowego Banku Zbożowego, to mnie więcej można wierzyć, 708 12| pułkownik Wareda - dopiero to ci zrobi popularność!~- 709 13| no puls.~- Zimny już.~- To naród, psia ich mać! Trzeba 710 13| jechać do komisariatu.~- To już trzeci w tym tygodniu.~ 711 13| przecie ten podatek obrotowy to zarzyna obywatela! I świadczenia! 712 13| spokój, spokój. Dla nerwów to konieczne i Nina ucieszy 713 13| dziękuję, bardzo dziękuję. No to chodźmy na śniadanko. Może 714 13| procesu nie zechcą dać, to mogą dać przecie pani Ninie 715 13| trzeba będzie układać się, to ja się na tym nie znam.~ 716 13| się na jutro, i wyszedł.~- To znany spryciarz - zauważył 717 13| mu się nawet, że rozumie to i Krzepicki, co zdawał się 718 13| rzucił niedbale:~- Koborowo to piękny grosz.~- Ba!...~- 719 13| pogniewa się pan prezes?~- Cóż to, masz mnie za głupiego?~- 720 13| wciąż kocha się w panu?~- I to jak! Co dzień ot takie listy 721 13| takie listy przysyła.~- To bardzo dobrze.~Pochylił 722 13| sekretarza po kolanie - a pan to też masz łeb na karku. Żeby 723 13| ministrowi komunikacji.~Był to drobny brunet, zawsze uśmiechnięty 724 13| Pilchen na jego widok - ależ to słówko w cyrczku! Niechże 725 13| szlaczek mnie trafi ze śmiechu! To się nazywa określonko!~- 726 13| potwierdziła jego żona - ale za to bardzo męskie.~- Słuszniutko, 727 13| głowę.~- Właściwie mówiąc, to mnie zależałoby na tym, 728 13| grzecznostka zrobiona jemu to dobrze ulokowany kapitalik.~- 729 13| bardzo dodatnie wrażenie. Co to jednak znaczy wychowanie 730 13| zaczął uważnie czytać.~Była to plenipotencja, uprawniająca 731 13| którą rozpoczął, a były to myśli radosne i emocjonujące.~ 732 13| szklankę wódki i przynieś. To dobrze mi zrobi.~Gdy wypił 733 14| Śmiesznie się nazywa. Ale nie o to się rozchodzi.~Grunt, co 734 14| się rozchodzi.~Grunt, co to za gość?~- Nie znam go, 735 14| niech będzie sześć! Odbijemy to sobie i tak z ładnym procentem, 736 14| smarować! Nie żałować smaru! To, panie Nikodemie, najlepsza 737 14| szereg osób, spotykanych czy to u pani Przełęskiej, czy 738 14| swemu szefowi.~Czerpak był to czterdziestoletni ruchliwy 739 14| przedsiębiorstwem.~Nikodem od razu to wyczuł.~Toteż bez dłuższych 740 14| panie prezesie.~- Dobrze. To mu pan powie w czwartek 741 14| A była taka?~- Była. Na to Kunicki powie panu, że ma 742 14| Tak na pewno powie. Na to pan powiesz, że to niemożliwe, 743 14| powie. Na to pan powiesz, że to niemożliwe, bo minister 744 14| stronę kwestii osobiście, i to rano. Rozumiesz pan?~- Tak 745 14| ruszyć się z Warszawy. Już to pan, panie Czerpak, potrafisz.~- 746 14| słuchawkę Kunickiemu.~- To naczelnik Czerpak. Szukał 747 14| zawołał Kunicki - żeby to było możliwe! Dokumenty 748 14| przecie mam ze sobą.~- No, to trzeba zaraz kogoś posłać. 749 14| ani żywej duszy!~- No, to na dostawy trzeba pogwizdać.~- 750 14| pogwizdać.~- Panie, ależ to miliony, to miliony! - oburzył 751 14| Panie, ależ to miliony, to miliony! - oburzył się Kunicki. - 752 14| Ale sam pan wie, jakie to ważne dla mnie... Dla mnie 753 14| zmęczy się pan trochę, ale co to znaczy w pańskim młodym 754 14| ruchliwych oczach.~- Który to klucz?~- O ten, ten, a otwiera 755 14| zanotował sobie cyfry.~- No to już dobrze, zjem coś i pojadę. 756 14| godzin.~- Co ty mówisz? Ależ to okropne.~- Tak się składa.~ 757 14| prędzej, niż myślisz.~- Jak to? A rozwód? Przecie procesy 758 14| stalowej szafy, a jemu na to wystarczy niecała minuta, 759 14| dobrą kiepełę - mruknął - to i wytrychów nie trzeba... 760 14| nie trzeba... Wprawdzie to kombinacja nie moja, tylko 761 14| zorientował się, że jest to książka dłużników Kunickiego 762 14| przepełnione były cyframi.~To nie interesowało Nikodema. 763 14| Zaraz w pierwszej znalazł to, czego szukał: weksle. Właściwie 764 14| ale ponieważ nie umarł, to mogę otworzyć.~Złamał lakową 765 14| Albo pozostanie po staremu, to znaczy, że ty do śmierci 766 14| ciebie.~- Niku! Przecie to jasne!~- I ja tak sądzę. 767 14| taki tajemniczy? Przecież to jasne.~- Nie wszystko jeszcze 768 14| Ufam ci bez granic.~- No to w porządku - klepnął się 769 14| człowieka. Jeżeli co robię, to tylko dlatego, że ciebie 770 14| dzielących go od auta.~- To cholerna pogoda - zaklął 771 14| Nina wyjdzie za pana.~- To murowane.~- No więc klasa. 772 14| potwierdził Krzepicki.~- Otóż to - ciągnął naczelnik - a 773 14| lat ciężkiego więzienia. To nie ulega wątpliwości. Dowody 774 14| co by pan powiedział na to, panie prezesie, gdybyśmy 775 14| majątku żony i do pana, za to pan daje mu pewną kwotę 776 14| zbity łeb, dokąd chce.~- To gotów później wrócić.~- 777 14| później wrócić.~- Jest i na to rada. Zrobimy tak: dzisiaj 778 14| Rozumiecie, panowie? Uciec to znaczy nie móc wrócić, gdyż 779 14| listy gończe. Co pan na to powie, panie prezesie?~- 780 14| głową Krzepicki.~- I ja to samo myślę - dodał Dyzma.~- 781 14| Wprawdzie - ciągnął Reich - jest to plan doskonały, ale nie 782 14| ale nie wiem czy będę mógł to przeprowadzić. Zważcie, 783 14| może być i kryminał. Otóż, to jest ryzyko...~- Panie naczelniku - 784 14| się w ukłonie.~- O, wiem to doskonale. Tym milej mi 785 14| wszystko, co będę mógł.~- To dla pana prezesa drobiazg, 786 14| nominację...~- A od kogo to zależy? - zapytał Nikodem.~- 787 14| możesz pan być spokojny. To mój przyjaciel.~- Serdeczne, 788 14| doprawdy nie rozumiem, co to wszystko znaczy?~- Niby 789 14| miał zamiaru wyjechać. Co to ma znaczyć?~- Chodźmy do 790 14| poderwał się Kunicki.~- To, co pan słyszy. Rozwodzi 791 14| Kiedy moja żona powzięła to postanowienie? Przecież 792 14| postanowienie? Przecież to niemożliwe! Nic mi nie wspominała! 793 14| mi nie wspominała! Może to chwilowy kaprys? Kaprys 794 14| do weksli, panie Kunicki, to weksle rzeczywiście były. 795 14| zajęczał:~- Co? Co?... Jak to?~- Tak to.~- Skradłeś?! 796 14| Co? Co?... Jak to?~- Tak to.~- Skradłeś?! Skradłeś mi 797 14| Klucza nie oddam.~- Ależ to rabunek! Złodziej, bandyta! 798 14| mi weksle.~- Nie bój się. To już moja sprawa.~- jeszcze 799 14| Aresztowany? Ale za co? To chyba pomyłka.~- Nie ma 800 14| aresztowania.~- Ale za co?~- To nie moja rzecz - wzruszył 801 14| miałem rozkaz.~- Jak rozkaz, to rozkaz - powiedział Dyzma. - 802 15| że Nikodem sam w końcu w to uwierzył, a dość miał sprytu, 803 15| odparł Dyzma.~- Nie ma to, prezesie, jak odpoczynek. 804 15| zacisnął szczęki.~- Kogóż to?~- Pana Windera. Bardzo 805 15| Terkowskiemu wprost w oczy.~- Jak to? Nie przypomina sobie pan 806 15| przejściu go potrąciła. To go otrzeźwiło w jednej chwili.~- 807 15| Wzruszył ramionami. - Wszystko to jakaś bujda. Żadnego Windera 808 15| odparł spokojnie - może to jakaś pomyłka.~- Pewno, 809 15| Winder. Zaprosiłem go, bo to bardzo, bardzo miły człowiek. 810 15| Mściwa jucha. I sprawa z nim to nie z takim Boczkiem...~ 811 15| Dałoby się może zrobić... To i co z tego?...~Terkowski 812 15| Windera nie stanie, no! To od razu będzie wiedział, 813 15| wsadzą...~Prosić?... O, nie, to by się na mc nie zdało.~ 814 15| Zbyt dobrze wiedział, co to jest Terkowski.~Huczało 815 15| żeby zameldować pomimo to, bo pan prezes na pewno 816 15| demoniczna panna Stella. To wprawiło Dyzmę w jeszcze 817 15| mieszkaniu Wielkiego Trzynastego. To już do reszty zirytowało 818 15| Stelli zwęziły się.~- Któż to taki?~Dyzma machnął ręką 819 15| cha, cha, cha... Z pani to wesoła kobita! No, ale nie 820 15| Widocznie zapomniały. - To i lepiej - myślał - wczoraj 821 15| oburzeniem oświadczyła, że byłoby to już pogwałceniem kanonów 822 15| wynająć na noc. Jest to miła i młoda dziewczyna, " 823 15| Diabła tam lubi!~- Ach, więc to przez umartwienie?~- Niech 824 15| lepiej.~- Ale po co pan to sam robi? Gdzież Ignacy?~ 825 15| Reich jest za mądry, żeby na to poszedł. Jedno mu obiecał, 826 15| papierach wartościowych. To uspokoi jej, że tak powiem, 827 15| Zakonu wykręcić, w niczym by to nie zmniejszyło zdobytych 828 15| co? - bąknął Dyzma.~- Jak to co? Greka udajesz? Nie wiesz 829 15| Uważasz, Ignacy, baby to mogą świat do góry nogami 830 16| nieodpowiedniego - wszystko to przemawiało za porzuceniem 831 16| roześmiał się.~- Musiał.~- Jak to musiał? - przestraszyła 832 16| teraz będzie robił?~- A co to nas obchodzi - wzruszył 833 16| załatwiona i koniec. Co cię to teraz obchodzi?~- Jednak 834 16| był. Zdziwiła się.~- Jak to nie był?~Zaczął jej wyjaśniać, 835 16| jeżeli masz jeszcze na to chęć, zostaniesz moją żoną.~ 836 16| Milczała.~Zaniepokoiło to Dyzmę. A może teraz rozmyśli 837 16| coś święci. Nina nazwała to intuicją, a Nikodem - nosem. 838 16| uśmiechnęła się - gdyby to było możliwe.~- A dlaczego 839 16| zdziwił się.~- Nie wypada. Jak to? Nie rozumiesz, jaki wywołałoby 840 16| rozumiesz, jaki wywołałoby to skandal?~- Phi - wzruszył 841 16| żartujesz?~- Jak Boga kocham.~- To takie komiczne: grać na 842 16| wiem, ale wydaje mi się, że to musi być strasznie zabawne. 843 16| słowa do tego jakie?~- Jak to słowa? - zdziwiła się - 844 16| się - Aha! Ty myślałeś, że to z opery? Nie, to jest sonata, 845 16| myślałeś, że to z opery? Nie, to jest sonata, wiesz czyja?~- 846 16| już wiem: z mandoliną to też był żart. Niedobry! 847 16| Ni-ne-cz-ka... Wiesz, że to może nie jest najładniej, 848 16| najbardziej lubię. Mówisz to tak twardo. Jest wtedy w 849 16| przesyconych solą i jodem.~- Jodem? To marynarze tak często pędzlują 850 16| Nikodem zmrużył oko.~- Ale za to będzie przeszkadzało co 851 16| zejdzie - przekomarzała się.~- To ja pójdę na górę.~- I zastanę 852 16| przyjdzie do swego pana.~- Tak to rozumiem...~Było już po 853 16| urzędników pijących herbatę.~- Co to, do cholery! - krzyknął. - 854 16| się na równe nogi.~- Co to za moda! Czy wam za to płaci 855 16| Co to za moda! Czy wam za to płaci się, żebyście tu żarli?! 856 16| obory, gorzelnia - wszystko to zajęło mu czas do południa. 857 16| administratora. Pomyśl: to zabiera tyle czasu! Cały 858 16| chcę zostawać sama. Zrobisz to, Niku?~- Już zrobiłem - 859 16| zrobiłem - roześmiał się.~- Jak to?~- Zaangażowałem administratora.~- 860 16| Zaangażowałem administratora.~- Tak? To znakomicie.~- No bo jak 861 16| Warszawy na kilka miesięcy, to musi ktoś pilnować, bo całe 862 16| znasz go, zdaje się?~- Jak to? Zyzio? Zyzio Krzepicki, 863 16| Powiem krótko: robota to nie zabawa. U mnie musi 864 16| z was robi na lewo! No! To wsadzę do ciupy bez żadnego 865 16| Ale w dzisiejszych czasach to i rodzonemu bratu nie można 866 16| się jaki kant, rozumiecie, to jeżeli mnie o tym doniesie, 867 16| nabić się w butelkę nie dam. To wszystko. Możecie panowie 868 16| mówił...~- A pan zrozumiałeś to, co mówiłem?~- Tak jest, 869 16| Wszystko i dlatego właśnie...~- To nie mamy o czym gadać, ja 870 16| tak łatwo. A świadectwo to już dam takie, że no! A 871 16| jeden z zebranych.~-- Ależ to oburzające - zawołał kierownik 872 16| sołdatów.~- A co za język! To skandal! Mówił do nas jakimś 873 16| zrozumiemy!~- Mówił jakby po to, żeby nas obrazić!~- Jedno 874 16| Jeżeli o formę tej odprawy, to ja to uważam za rzecz błaha. 875 16| formę tej odprawy, to ja to uważam za rzecz błaha. Prezes 876 16| czemu się dziwić. Zresztą to nie zebranie towarzyskie, 877 16| jak widzę, że kto kradnie, to mój psi obowiązek jest podać 878 16| psi obowiązek jest podać to do wiadomości okradanego. 879 16| sumiennej i pilnej pracy, to ma rację czy nie? Co?~Przerwał 880 16| wszyscy milczeli.~- Życie to nie siu bździu! A my, Polacy, 881 16| siu bździu! A my, Polacy, to zaraz po-draż-nio-na ambicja 882 16| tego widziałem, mnie na to nikt nie nabierze. Zresztą, 883 16| że w bawełnę nie obwija, to stać go na to i koniec. 884 16| nie obwija, to stać go na to i koniec. Zaległa cisza.~- 885 16| do takiego systemu pracy. To nic dla mnie. Wy może nawet 886 17| sensację sezonu.~Trwało to tydzień małymi dawkami i 887 17| niego, lecz ona odkładała to z dnia na dzień.~Byli właśnie 888 17| odprawił auto.~- Pójdę pieszo. To niedaleko - powiedział szoferowi.~ 889 17| Koniecznie musisz!~- Ależ to niemożliwe! Co sobie ciocia 890 17| śniło się jej, że ten Dyzma to taki klawy chłop, szemrany, 891 17| czekać! Musi... Mężczyźni to zawsze tacy, jak z oczu, 892 17| zawsze tacy, jak z oczu, to i z pamięci. Ten Zosiny 893 17| Ten Zosiny rudy Władek to też przecie wrócił do niej...~ 894 17| zechcesz, kochana Nineczko, to... Dalsze słowa zagłuszyła 895 17| że wzięli się pod ręce.~- To taki!... - powiedziała w 896 17| jakaś tajemnica. Gdyby nie to, może dopędziłaby ich zaraz 897 17| szepnęła cicho.~- Ach, to ty - powiedział nie ukrywając 898 17| zapytał poirytowanym głosem.~- To tak mnie witasz? Co ja ci 899 17| Co noc kogoś kochasz.~- To mi wymawiasz? Niby co, dla 900 17| Psie życie.~- No, ale co to mnie obchodzi?~- Wróć do 901 17| bo durna jesteś. Wybij to sobie z głowy.~- Dlaczego 902 17| że wrócisz.~- Pluję na to, co mówiłem! Rozumiesz? 903 17| nienawiść.~- Co tobie do tego?~- To, że ciebie kocham! - krzyknęła.~- 904 17| czego wrzeszczysz! Kochasz, to kochaj, mam to gdzieś. A 905 17| Kochasz, to kochaj, mam to gdzieś. A teraz odczep się, 906 17| rzecz jak "zrobienie" banku to nie byle co i że ona, Mańka, 907 17| do mnie - wyszeptała.~- A to piła z ciebie. Zobaczę, 908 17| gruncie dobra dziewczyna, ale to jeszcze nie powód, by łaziła 909 17| Ulanickim i innymi, robił to tylko dla nawiązania stosunków.~ 910 17| kilka błędów - kładziono to na karb roztargnienia pana 911 17| kochaną - mówiła do niej - to, moja droga, najlepsza kosmetyka 912 17| się później, opowiadając to Nikodemowi. O swoim mężu 913 17| wcale. Zresztą nie miała na to czasu. Wir towarzyski wciągnął 914 17| rozmawiała i tańczyła.~Był to prawie czterdziestoletni 915 17| Grenlandii z taką swobodą, jakby to były Konstancin czy Milanówek. 916 17| prawdziwym dżentelmenem.~To zdecydowało.~Dyzma postanowił 917 17| Dyzma postanowił działać. I to natychmiast. Postanowił 918 17| mojej narzeczonej.~- No to zdziel draba po gębie i 919 17| Kiedy widzisz... Mnie nie o to chodzi. Chodzi o babę. A 920 17| chodzi. Chodzi o babę. A baba to jeszcze gotowa więcej na 921 17| porządku, będzie fiasko. To nie jest sposób...~Wypił 922 17| Będzie sposób! A wiesz, że to będzie sposób...~- No?~- 923 17| Tobie przecie nie chodzi o to, żeby go wsadzić, tylko 924 17| żeby go wsadzić, tylko o to, żeby go... odsadzić?~- 925 17| żeby go... odsadzić?~- Jak to odsadzić?~- No, odsadzić 926 17| Niny.~- Ano tak.~- No więc to jest sposób. Aresztuje się 927 17| przeprosi i wypuści.~- No, co to pomoże?~- Jak to co? Nie 928 17| No, co to pomoże?~- Jak to co? Nie kapujesz?~- Nie.~- 929 17| kapujesz?~- Nie.~- No przecie to proste. Cóż ty myślisz, 930 17| przecie wytłumaczyć, że to była pomyłka - zauważył 931 17| Wystarczyło mu w zupełności to, że prezes Dyzma podejrzewa 932 17| się w interesach. Koborowo to złote jabłko. Moje powinszowania. 933 17| Jeżeli chodzi o moją radę, to radzę zbytnio nie przejmować 934 17| nieuleczalną weneryczną chorobę. To odstraszy.~Byłem dwa 935 17| Kogo aresztowali?~- Jak to - pokiwał głową Dyzma - 936 17| zakończyła westchnieniem:~- A to ładna historia! Mój Boże!~ 937 17| tym przygnębiona.~- Jak to nikomu dziś wierzyć nie 938 17| przed wszelkim złem... O, on to potrafi, jak nikt inny. 939 17| ty obiecałeś.~- Pluję na to, co obiecałem, i na ciebie 940 17| Patrzyła za odchodzącym.~- To tak?!~Zakryła twarz zmarzniętymi 941 17| A dlaczego go sypiesz?~- To moja sprawa.~Przodownik 942 17| wariatkę, ale z uporem twierdzi to, co panu prezesowi mówię? 943 17| Zbożowego. I chociaż jej to powiedziałem, nie chce cofnąć 944 17| pewny - odparł komisarz. - To gadzina! Uśmieje się pan 945 17| zrabowane pieniądze!~- A to cholera!~- No, to zrozumiałe, 946 17| pieniądze!~- A to cholera!~- No, to zrozumiałe, panie prezesie. 947 17| się. Zacięta bestia.~- No, to zależy od tego, jak pan 948 17| skoro mamy miłe towarzystwo, to może zabawimy się w piłeczkę? 949 17| Zataczając się, wpadała w coraz to inne ręce. Początkowo nie 950 17| Początkowo nie wydawało jej się to rzeczą zbyt przykrą, lecz 951 17| zrobić. Chciała upaść, lecz i to było nieprawdopodobieństwem. 952 17| Trzęsła się z zimna, pomimo to dotknięcie lodowatego prześcieradła 953 18| wiedział, co zawiera.~Było to unieważnienie małżeństwa 954 18| kosztów.~- Ale cztery tysiące! To razem kosztuje blisko sześćdziesiąt 955 18| Nikodem zrozumiał.~- To znaczy?... - zapytał.~- 956 18| adwokat - że skoro trzeba, to trzeba. Nikodem sięgnął 957 18| zapowiadał swój przyjazd.~To zaś dla Dyzmy było rzeczą 958 18| winy.~- Co prezes mówi?!~- To, co wiem. Powiedział mi 959 18| ostrożni.~- No, jeżeli tak, to rzecz jest całkiem jasna - 960 18| sądzę?... Ano sądzę, że to nie jest najlepszy interes.~- 961 18| najlepszy interes.~- Ależ to jest najgorszy interes! 962 18| jest najgorszy interes! To jest samobójstwo! Jak to? 963 18| To jest samobójstwo! Jak to? Teraz, w najgorszej koniunkturze, 964 18| czterdziestu procent! Przecie to szaleństwo! A zresztą rzucenie 965 18| pokiwał głową.~- Właśnie to samo mówiłem wczoraj Jaszuńskiemu. 966 18| Powszechne potakiwanie było na to odpowiedzią.~Jednakże przez 967 18| inne fintifluszki nie czas. To, co tu gada się, to wszystko 968 18| czas. To, co tu gada się, to wszystko do chrzanu. Ja 969 18| zapytał Dyzmę:~- Dlaczegóż to pan prezes zajmuje dziś 970 18| Owszem, mówił pan, że może to i dobrze będzie.~- Nieprawda!~- 971 18| dobrze będzie.~- Nieprawda!~- To pan mówi nieprawdę! - krzyknął 972 18| miałby rację, gdyby nie to, że i tak od razu następcy 973 18| duży.~- Jaki profit?~- No, to proste. Zgłosi pan dymisję 974 18| pan nie chciał ponosić za to żadnej odpowiedzialności.~- 975 19| zamierzonej dymisji.~Odbyło się to tuż przed godziną pierwszą, 976 19| namawiał, dowodził, że to niepatriotycznie, że dymisja 977 19| Z powodów osobistych. To wszystko, co mogę panom 978 19| Skinął głową i wyszedł.~- To istotnie żelazny człowiek - 979 19| oddech. Mój Boże! Przecie to jej Nikodem, jakiż on wielki! 980 19| będą szczęśliwi, gdy pomimo to zostaniesz!~- Wiadomo!~- 981 19| tobie w Koborowie. Masz o to żal do mnie?~Nina zarzuciła 982 19| pierwszej.~- Ależ, Ninuś, to nonsens chować się z tym 983 19| ślubem. Więcej niż nonsens, to nietakt!~- Cóż chcesz, ciociu, 984 19| podróży - zaczął Nikodem - to ja myślę, że lepiej me jechać.~ 985 19| pani Przełęska - uważa, że to niepatriotycznie w dzisiejszych 986 19| za granicę? Ależ wszyscy to robią!~- Właśnie! Właśnie 987 19| grosz wywieziony za granicę to okradanie własnego kraju - 988 19| powiedziała Nina - zobaczę, kto to taki.~Przeszła przez jadalnię, 989 19| przywarła do jej ust. Stało się to tak nieoczekiwanie, że Nina 990 19| ramionami.~- Możliwe. Nic to mnie nie obchodzi. O tyle 991 19| mogłam tego pojąć. Skąd to bydlę zdobyło się na tyle 992 19| szlachetności. Ale mniejsza o to. Przyjechałam tu, by cię 993 19| Musisz pojechać ze mną. To ci świetnie zrobi. Teraz 994 19| popielniczce.~- Aha, więc to prawda. Nina milczała.~- 995 19| ruchem głowy.~- Mylisz się, to ja nie jestem jego warta. 996 19| kraju i społeczeństwa, jaki to...~- Ach, cóż on mnie obchodzi - 997 19| sobie głowę Dyzma - baby to doprawdy mają we łbie groch 998 20| Rozdział dwudziesty~Był to moment wzruszający. W sali 999 20| a może i nie wiecie, ale to wszystko jedno. Odchodząc 1000 20| chciałem wam podziękować za to, żeście państwo byli pracowici


1-500 | 501-1000 | 1001-1091

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL