|
[Fragment I]
Gdy Salomon
był na stolcu ojca swego Dawida, pełen mądrości i bogactw,
uźrzał niektórego człowieka, imieniem Marchołta,
przychodzącego od wschodu słońca, na obliczu żadnego i
grubego, ale barzo wymownego. A żona jego była z nim, która była
barzo straśliwa i głupia; które gdy Salomon kazał przed się
przywieść, tedy stanęli oboje przed nim, społem na się
patrzając. A wzrost Marchołtów był krótki, mały a
miąszy, głowę miał wielką, czoło szyrokie,
czyrwone a zmarszczone, uszy kosmate a zwieszone do pół lica, oczy
miąsze a płynące, wargę spodnią mało niejako u
wałacha, brodę smrodliwą a kosmatą jakoby u kozła,
ręce jakoby klocki palce krótkie a wiąsze, nogi okrągłe,
nos miąszy a garbaty, wargi wielkie a wiąsze, oblicze jakoby u osła,
włosy jakoby na koźle, obów nóg jego była chłopska a barzo
gruba, skóra jego kosmata a błotna, suknia jego krótka telko do
lędźwi, nogawice jego fałdowne, odzienie jego farby barzo
grubej. Żona też jego była malutka a barzo miąsza, z
wielkimi cyckami, włosy jej były jakoby szczeciny, brwi wielkie,
ostre a smrodliwe jakoby na grzbiecie u wieprza, brodę jakoby u
kozła, uszy jakoby u osła, oczy pochmurne a płynące, wzrok
wężowy, ciało czarne a zmarszczone, cycki sinie jakoby
ołów, pałce miała krótkie, mając na nich żelazne
pierścienie, nozdrze oboje, wierzchnie i spodnie, miała nieboga barzo
wielkie; goleni krótkie a miąsze, a kosmate jakoby i u niedźwiedzia;
suknia jej była kosmata a rozerwana.
Król Salomon
weźrzawszy na nie rzekł:
Którzyście wy
a skądeście, a który jest rodzaj wasz?
Marchołt odpowiedział: Powiedz ty nam
drzewiej swój rodzaj i ojców twoich, tedy ja też powiem tobie rodzaj nasz.
Salomon: Ja jestem ze dwunaście rodzajów
prorockich: Judas porodził Fares, Fares porodził Ezron, Ezron
porodził Aram, Ara porodził Aminadab, Aminadab porodził Naazon,
a Naazon porodził Salmon, Salmon porodził Boos, a Boos porodził
Obet, Obet porodził Izai, Izai porodził króla Dawida, Dawid
porodził króla Salomona, a ja jestem król Salomon.
Marchołt też odpowiedział: Ja jestem ze
dwunaście rodzajów chłopskich: Chłoptas porodził
Gruczoła, Gruczoł porodził Rudka, Rudek porodził Rzygulca,
a Rzygulec porodził Kudmieja, Kudmiej porodził Mózgowca, Mózgowiec
porodził Łypia, Łyp porodził Potyrałę,
Potyrała porodził Kuchtę, a Kuchta porodził
Trzęsiogona, Trzęsiogon porodził Opiołkę, Opiołka
porodził Warchoła, a Warchoł porodził Marchołta, a ja
jestem Marchołt. A żona moja jest ze dwunaście rodzajów kurewskich:
Kudlicha porodziła Pomyję, a Pomyja porodziła Wardęgę,
Wardęga porodziła Przepołudnicę, Przepołudnica
porodziła Wieszczycę, Wieszczyca porodziła Leżuchnę,
Leżuchna porodziła Niewtyczkę, Niewtyczka porodziła
Chwycichę, Chwycicha porodziła Mędygrałę,
Mędygrała porodziła Suwalankę, Suwalanka porodziła
Nasiemkłę, Nasiemkła porodziła Powaliszkę, a toć
jest Powaliszka, żona moja.
Salomon rzekł: Słyszałem,
iżeś wielomowny a chytry, aczkolwieś chłop a gruby, przeto
gadajwa się; ja ciebie będę pytał, a ty mi odpowiedaj.
Marchołt odpowiedział: Ten ci pirwej rad
poczyna, który żadnie i źle śpiewa.
Salomon odpowiedział: Jesli mi na wszytko
będziesz odpowiedał, tedy cię wielkimi bogactwy ubogacę a
będziesz znamienity w moim królestwie.
Marchołt: Obiecuje. zdrowie lekarz, gdyż nie
ma mocy, a w tym jest łgarz.
Salomon: Dobrzeciem rozsądził miedzy dwiema
swowolnyma niewiastoma, które w jednym domu udawiły dziecię.
Marchołt: Gdzie są sprawy, tam bywa
słuchanie, gdzie są niewiasty, tam bywa swarzenie.
Salomon: Pan Bóg dał mądrość w
uściech moich, gdyż nie masz mnie równego po wszytkiej ziemi.
Marchołt: Ten, który złe sąsiady miewa,
o swej chwale przed wszytkimi śpiewa.
Salomon: Rad zły ucieka, choć go nikt nie
goni.
Marchołt: Kiedy koziełek bieży zawodem,
tedy się mu bieli pod ogonem.
Salomon: Dobra niewiasta a cudna jest okrasa
mężowi swemu.
Marchołt: Garniec mleka napełniony dobrze ma
być przed kotką strzeżony.
Salomon: Niewiasta mądra buduje sobie dom, ale
szalona zbudowany kazi rękami.
Marchołt: Garniec dobrze wypalony lepiej trwa
niźli namoczony. A kto dobre dobrym roztwarza, rad się czystego
napija i jeszcze powtarza.
Salomon: Niewiasta, która się Boga boi,
będzie chwalona.
Marchołt: Kotka, która dobrą skórę ma,
będzie obłupiona.
Salomon: Niewiasta sromieźliwa ma być
miłowana.
Marchołt: A mleko ubogiemu ma być
pożądano.
Salomon: Kto kiedy niewiastę mocną najduje?
Marchołt: A kota kto u mleka wiernego widuje?
Salomon odpowiedział: Żadny.
Marchołt: Takież ci niewiastę rzadko.
Salomon: Niewiasta cudna a poczliwa ma być
szanowana nad wszytki ine znamienitsze dary.
Mar chołt: Niewiasta ciała tłustego
rada dawa żywota swojego.
Salomon: Cudna rzecz jest biały czepiec na
głowie niewieściej.
Marchołt odpowiedział: Pisano jest: Nie
są takie rękawy jako kożuch cały.
Często pod białym czepcem bywa mól
niemały.
Salomon: Kto sieje złość, będzie
żął nędzę.
Marchołt: Który człowiek plewami sieje
swoję rolą, taki nędzę będzie żął i
swoję niewolą.
Salomon: Nauka i mądrość ma być w
uściech ludzi świętych.
Marchołt: Osieł, kędy syt może
być;
tamo na to mieśce ma ić.
Gdzie mu jedna noga tyje,
tamo drugą w
ziemię bije.
Kędy kaka, tam bywa
gnój,
a gdzie siuśka, tam
bywa zrój.
Kędy lega, tam
się kruszy,
z
ciężkością się z ziemie ruszy.
Salomon: Niechaj cię
kto iny chwali.
Marchołt: Kiedy
się ja będę ganił, nie będzieć mię
żadny chwalił.
Bo ktokolwiek się
sam gani, bywa chytry i mierżony.
Salomon: Nigdy nie jedz
wiele miodu.
Marchołt: Kto
pczoły rad podrzazuje ,
ten swój palec oblizuje.
Salomon: W duszę
złą nie wnidzie duch mądrości.
Marchołt:
Kiedy ty klin bijesz w drewno,
zawsze się strzeż
tego pewno,
być nie
wypadł z drzewa tego
a nie wybił oka
twego.
Salomon: Trudno się
tobie przeciwić niewoli.
Marchołt: Wół,
który się przeciwi, ma dwa razy bit być
iżby w jarzmie
powolniej oraczowi mógł ić.
Salomon: Nauczaj syna
twego z młodości ucząc go dobrze działać.
Marchołt: Ten, który
swą krowę doi,
ten na targu nie postoi.
Najada się mleka
dosić,
nie potrzeb mu go z targu
nosić.
Salomon: Wszelki rodzaj
obraca się ku swemu przyrodzeniu:
Marchołt: Obrus na
nici rozebrany,
na kądziel może
być obrócony.
Salomon: Cokolwie wie
sędzia sprawiedliwy a prawdziwy, to mówi.
Marchołt: Biskup,
który jest milczący, jest jako wrotny siedzący.
Salomon: Cześć ma być dawana mistrzowi,
a miotły się ma być bano.
Marchołt: Kto maże gębę
sędziemu,
ten wyschnienie działa osłowi swemu.
Salomon: Człowiekowi bogatemu a mocnemu, a wodzie
nawalnej nie przeciw się.
Marchołt: Sęp dlatego łupi ptaka,
iżby go zjadł nieboraka.
Salomon: Polepszmy się z tego, cochmy niewiadomie
zgrzeszyli.
Marchołt: Kiedy ty dupę ucierasz,
zaż co inego w ten czas działasz?
Salomon: Łagodną mową nie zdradzaj
nikogo.
Marchołt: Ten się z chytrością
najada,
który jedzącego pozdrawia.
Salomon: Z człowiekiem zwadliwym nigdy nie miej
towarzystwa.
Marchołt: Sprawnie tego jedzą świnie,
który się miedzy otręby winie.
Salomon: Wiele jest tych,
co sromu nie mają.
Marchołt: Wiele ich
z ludźmi mieszkają,
którzy się psom
przyrównają.
Salomon: Wiele tych,
którzy swym dobrodziejom oddawają złość za dobroć.
Marchołt: Kto
cudzemu psu chleba dawa,
żadnej zapłaty
nie uznawa.
Salomon: Nie jest
prawdziwy przyjaciel, który niedługo trwa w przyjacielstwie.
Marchołt:
Niedługo się gówno kurzy,
które w cielęcej
dupie burzy.
Salomon: Rozmaite
przyczyny wymyśla, który się z przyjacielem rozstać chce.
Marchołt: Niewiasta,
która nie chce przyzwolić,
mówi, by miała
krostawą rzyć.
Salomon: Mowa
królewska ma być nieodmienna.
Marchołt:
Który wilka w pługu wodzi,
rychło k
teskności przychodzi.
Salomon: Rzodkiew
dobra jest na gody,
ale smrodliwa jest
do rady.
Marchołt: Ten,
który rzodkwie pożywa,
rad obiema
końcoma rzyga.
Salomon: Nie chce
się powiedać,
kiedy nikt nie chce
słuchać.
Marchołt: Nie
najduje ten strzały w czas,
który strzela na
gęsty las.
Salomon: Kto
odwraca słuch swój od ubogiego, taki gdy będzie wołał, Pan
Bóg go nie wysłucha.
Marchołt:
Próżno już przed sędzią ma ten płakać,
który się
drzewiej nie chciał uznać.
Salomon:
Powstań a wiej, wietrze północny i wietrze południowy, a wiej po
ogrodzie moim, a będą płynąć wonności jego.
Marchołt:
Kiedy wiatr z północy wieje,
wysoki dom się
tedy chwieje.
A jesli dom
wątły bywa,
na ziemię
się rad urywa.
Takież kto ma w goleniach bolenie,
taki nie ma zdrowia, ale częste cirpienie.
Salomon: Śmierci a ubóstwa nigdy nie taj.
Marchołt: Komu się wrzód w goleni włoży,
zawsze się mu boleść mnoży.
Salomon: Kiedy siędziesz za stołem bogatego,
tedy patrzaj pilno, co przed cię położą.
Marchołt: Wszelka posługa brzuchowa
do brzucha wchodzi i w brzuchu się chowa.
Salomon: Gdy siędziesz u stołu, patrzaj, by ty
pirwej w misę nie sięgał.
Marchołt: Który na wyższym siedle posadzon
bywa,
taki pirwego miesca nabywa.
Salomon: Kiedy mocniejszy zwycięży
mdlejszego, tedy bierze wszytko imienie jego.
Marchołt: Z tym kot rad mieszka we zgodzie,
kto mu się da lizać po brodzie.
Salomon: Czego się zły człowiek boi, to
rado przychodzi nań.
Marchołt: Ten się sam zdradza i zniszczeje,
który, źle czyniąc, ma dobrą
nadzieję.
Salomon: Leniwy dla zimna nie chciał orać,
potem będzie żebrał, a nie będzie ten, kto by mu co
dał.
Marchołt: Temu, który ma nagą rzyć,
nie trzeba mu się
przed złodziejmi kryć.
Salomon: Pilność czyni mistrza przyjemnego.
Marchołt: Do czego się ręce
zwyczają,
do tego rady zawsze
sięgają.
Salomon: Ludzie
zwadliwi a swarliwi mają być od towarzystwa ludzkiego
odłączeni.
Marchołt: Pani
gniewliwa, dym i panewka dziurawa,
ta troja rzecz,
jest skaza domowa.
Salomon: Każdy
człowiek ma być miłowan dla Boga.
Marchołt:
Jesli tego miłujesz, kto cię nie miłuje,
ty swą
miłość tracisz, a on z ciebie błaznuje.
Salomon: Gdy co
przyjacielowi możesz dać dziś, nie mówże mu: jutro
przydź.
Marchołt: Kto
nie ma dobrej wolej dać,
nauczył
się na dalszy czas odkładać.
Salomon:
Człowiek, który się upija winem, ten nie chowa czasu w mówieniu.
Marchołt:
Ktokolwiek ma sytą rzyć,
trudno ją ma
zatworzyć.
Rada się mu
dupa puka,
gdy mu w brzuchu barzo
buka.
Salomon: Wiele ludzi
bogactw żądają,
aczkolwie w ubóstwie
mieszkają.
Marchołt: To zawsze
jedz, cokolwie masz,
coć zostanie,
to też schowasz.
Salomon: Wiele jest
ludzi, co w ubóstwie trwają,
a wszakże z
żonami mieszkają.
Marchołt:
Nędzny człowiek chleba nie miał,
wszakże sobie
psa nabywał.
Salomon: Odpowiedaj
głupiemu podług jego głupości, aby go nie miano za
mądrego.
Marchołt: Co
opoka usłyszała,
to dębowi
powiedała.
Salomon: Gniew nie
ma miłosierdzia; przeto kto w gniewie mówi, źle czyni.
Marchołt: Nie
łaj przyjacielowi twemu, gdy się rozgniewasz,
byś tego nie
żałował, gdy się z nim zjednasz.
Salomon: Nie
mówią prawdy usta nieprzyjacielskie.
Marchołt: Ten, który
cię nie miłuje,
on cię zawsze
prześladuje.
Salomon: Śpi,
pókić się chce.
Marchołt: Po tym ci leniwego znać,
który nie śpi,
kiedy by miał spać.
Salomon:
Nasycenichmy, podziękujmyż Panu Bogu.
Marchołt:
Śpiewa drozd, a sojka świegoce,
niejednako
śpiewa syty z tym, któremu się jeść chce.
Salomon: Jedzmy i
pijmy, bo wszytcy zemrzemy.
Marchołt: Tako
rychło łaczny umiera
jak syty, któremu
się dupa otwiera.
Salomon: Kiedy
człowiek chrzypie, tedy nie może mówić.
Marchołt:
Kiedy pies poczyna kakać,
w ten czas nie może
szczekać.
Salomon: Już
się żywot napełnił, pódźmy spać.
Marchołt: Choć
to działasz albo to, choć ci kto co daje,
nie zachcewać
się nigdy spać, gdy się brzuch [nie naje.]
[Salomon:] Małego
daru, któryć dawa ubogi przyjaciel, nigdy nie gardź.
[Marchołt:] Na co
stać trzebieńca, tym darzy sąsiadkę.]
[Salomon:] Nie chodź
ze złym człowiekiem a zwadliwym, byś nie podjął czego
złego albo szkody dla jego.
[Marchołt:] Nigdy
pczoła umarła nie daje miodu.
[Salomon:] Jesli z
człowiekiem chytrym albo złośliwym uczynisz przyjacielstwo,
barziej ci się będzie przeciwić,. niż udzieli ci pomocy.]
[Marchołt]:
Cokolwiek wilk czyni, wilczycy się podoba.]
[Salomon:] Kto nie
wysłuchawszy rzeczy drzewiej odpowieda, taki ukazuje się głupim.
[Marchołt:] Gdy
cię kto szczypie, podciągnij nogę swoją.]
[Salomon:] Wszelkie
zwierzę miłuje sobie równego.
[Marchołt: Gdzie
się trafi koń parszywy, szuka sobie równego i wzajem drapie i pociera
jeden drugiego.]
[Salomon:] Ten
człowiek dobrze czyni swej duszy, który jest miłosierny.
[Marchołt:]
Próżno tego człowieka karać,
który się sam nie
chce uznać.
[Salomon:] Kto się
chroni wilka, rad się styka ze lwem.
[Marchołt: Od
złego do złego, od kucharza do piekarza.]
[Salomon:] Wystrzegaj
się, by kto czego złego nie uczynił; a jeslić kto źle
uczyni, ty mu zasię nie czyń.
[Marchołt:]
Milczącego człowieka i też cichej wody
zawsze się
strzeż, pókiś żyw, tako wynidziesz [z] szkody.
[Salomon:] Nie wszytcy
mogą być godni na wszytko. [Marchołt:] Kto nie ma konia, ten
niechaj chodzi piechotą, kto imienia nie ma, żyw ma być
robotą.
[Salomon:
Chłopię stuletnie będzie przeklinane.]
[Marchołt:]
Próżno jest psa starego na powrozie więzać,
gdy tego dla swej woli
nie będzie mógł strzymać.
[Salomon: Miernie
mającemu będzie dano i będzie miał w obfitości.]
[Marchołt:] Kto
prosi przyjaciele na kolacyją, a nie ma ich czym uczcić,
słuszno, by go z mantyką na żebranie puścić.
[Salomon:] Biada mężowi dwojakiego serca i
dwiema drogoma chodzącemu.
[Marchołt: Kto dwiema drogoma chce chodzić,
musi porwać rzyć albo portki.]
[Salomon:] Z obfitości serdecznej usta rady
mówią.
[Marchołt: Z pełności brzucha tryumfuje
rzyć.]
[Salomon: Dwa woły równo ciągną w
jednym jarzmie.]
[Marchołt: Dwie żyły równo biegną
do jednej rzyci.]
[Salomon: Niewiasta cudna ma być przez
męża swego miłowana.]
[Marchołt: Na piersiach jest biała jako
gołębica, na rzyci czarna i włochata jako kret.]
[Salomon: W pokoleniu Juda jest zbytnia myśl
moja, a Bóg ojca mego ustawił mię księciem ludu swego.]
[Marchołt:] Obrus bywa z kądziele pewnie.
[Salomon:] Potrzeba niegdy przypędza
człowieka ku grzeszeniu.
[Marchołt: Wilk jęty i w łańcuch
posadzon albo kaka, albo gryzie.]
[Salomon: Dość by mi było czci
doczesnej, a ono Bóg cały świat podał władaniu mojemu.]
[Marchołt:] Nie może tyle nikt
szczenięciu dać,
ile raz może ogonem margać.
[Salomon: Kto późno k stołu przychodzi, nie
dostaje jadła.]
[Marchołt: Zbytecznik nigdy nie może
być wszędy.]
[Salomon:] Gdy się na cię gniewa twoja
żona, nie bój się, abowiem tyś jest mężem, ona
niewiasta.
[Marchołt: Miękkiemu owczarkowi wilk nie
osra kudłów.]
[Salomon: Nie przystoją głupiemu słowa
układne.]
[Marchołt:] Nie słyszano to nigdy, aby psa
siodłano, ale iżby go na łańcuchu więziono.
[Salomon:] Karz a chlustaj syna twojego; póki
młody jest, a córce nie dopuszczaj też swojej woli.
[Marchołt:] Kto całuje jagnię, kocha
też barana.]
[Salomon: Wszystkie ścieżki zmierzają
ku jednej drodze.]
[Marchołt: Do jednej rzyci zmierzają
wszystkie żyły
[Salomon:] U dobrego męża dobra bywa niewiasta.
[Marchołt: Po dobrej kolacyji dobre bywa gówno,
które depcą nogami; tak i złe niewiasty
winny być deptane.]
[Salomon: Potrzebna rzecz jest niewiasta cudna podle
męża swego.]
[Marchołt:] Potrzebna rzecz jest konew piwa
dobrego podle pragnącego.
[Salomon:] Barzo słusza cudny miecz podle boku
mego.
[Marchołt:] Takież też gromada drew
podle mego płotu.
[Salomon: Im jesteś większy, tym
bądź we wszystkim pokorniejszy.]
[Marchołt: Dobrze jedzie, kto z równymi jedzie.]
[Salomon:] Syn mądry uwesela ojca, ale syn
swowolny jest smętek matce swojej.
[Marchołt:] Niejednako śpiewa smętny i
wesoły.
[Salomon:] Kto skąpie sieje, skąpie
będzie żął.
[Marchołt:] Im więcej mróz zimnem
ściska, tym więcej nagi od zimna piska.
[Salomon:] Cokolwiek czynisz, wszystko czyń z
poradą, a potem tego nie będziesz żałował.
[Marchołt: Dosyć jest na słabego, kto
słabego ciągnie]
[Salomon:] Wszystkie rzeczy mają swój czas.
[Marchołt:] Od dzisia dnia do jutra wół
zająca goni, a wżdy go nie może doścignąć,
ugonić.
[Salomon:] Jużem się teraz
umęczył, odpoczniemy.
[Marchołt:] Jać jeszcze przez długi
czas nie opuszczę gadania, aza u ciebie nabędę imienia.
[Salomon:] Jać już teraz dalej nie
mogę.
[Marchołt:] Jesli, królu, nie możesz
już się ze mną gadać, tedyś już
zwyciężon, a coś ty obiecał, toż daj!
[Poborcy Salomona rzekli
Marchołtowi]
[Na to Bononias, syn Joady, i Zabus, przyjaciel króla,
i Adonias, syn Abdy, którzy przybyli z daniami, rzekli do Marchołta:
- Nie będziesz ty wcale trzecim w królestwie pana
naszego, lecz będą ci wydarte twe złe oczy z twojej niegodziwej
głowy. Albowiem bardziej ci się godzi leżeć ze
świńmi pana naszego, niż być wyniesionym czcią
jakową.
Marchołt im rzekł: - Cóż się
przylepia do rzyci, jeśli nie wiechcie? Przecz król zezwala?
- Wtedy Wentur i Benadach, i Benadchar, Benesia, Bena,
Benanudab, Benthaber, Achinadai, Achimaab, Bomia, Josefus Semes i Sarner,
dwunastu naczelników królewskich, rzekli: -. Przecz ten błazen obraża
pana króla naszego? Dlaczego nie rozbija się go kułakami, dlaczego
wychłostanego kijami nie wyrzuca się od oblicza króla? - Na to król
Salomon rzecze: - Nie tak ci będzie, ale dobrze syt niech będzie
odpuszczon w pokoju! - Wtedy Marchołt odchodząc rzecze ku królowi: -
Dosyć cierpię. Co rzekłeś, ja zawsze mówić
będę: Gdzie nie ma prawa, tam nie ma króla.]
[Król Salomon, gdy
wracał z łowu, wejrzał w dom Marchołtów
Król więc pewnego dnia, z łowcami swymi i
łajami psów, z łowu jadąc przypadkiem koło domu
Marchołta, zwrócił tam konia swego i pochyliwszy głowę w
progu zapytał, kto jest wewnątrz.
Marchołt odpowiedział królowi: -
Wewnątrz jest człowiek cały i połowa, i łeb
koński, i im wyżej wychodzą, tym niżej schodzą. - Na
to król Salomon rzecze: - Cóż to jest, co mówisz? - Marchołt
odpowiedział: - Owo całym człowiekiem jam jest doma
siedząc; połową człowieka tyś jest, który na koniu
siedzisz zewnątrz, a wewnątrz zaglądasz pochylon, łeb
zaś koński jest głowa kania, na którym siedzisz. - Wtedy Salomon
rzekł: -A kto są ci, co wchodzą i schodzą? - Marchołt
odpowiedział i rzekł: - Ziarna bobu gotujące się w garnku.
Salomon: Gdzie jęst twój ociec i twoja matka,
twój brat i twoja siostry?
Marchołt: - Ojciec mój robi w polu dwie szkody z
jenej. Matka moja czyni sąsiadce swej to, czego jej więcej robić
nie będzie. Brat zaś mój, siedząc za domem, zabija to, co
znajdzie. Siostra moja opłakuje w łożnicy śmiech
łoński.
Salomon: Co to wszystko znaczy?
Marchołt: - Ojciec mój jest na swym polu i
chcąc zagrodzić ścieżkę, co przez pole biegnie, wtyka
w nią tarninę, a ludzie przechodzący dwie ścieżki
robią z jednej, a - tak czyni z jednej dwie szkody. Matka maja zamyka oczy
umierającej sąsiadce, czego jej więcej robić nie
będzie. Brat zaś mój siedzi za domem w słońcu i
trzymając przed sobą skóry; bije .wszy, ile ich tylko znajdzie.
Siostra zaś moja łońskiego roku pokochała niejakiego
młodzieńca i wśród igraszek, śmiechów, miękkich
uścisków i pocałunków, z czego się wtenczas śmiała,
teraz opłakuje brzemienność.
Na to Salomon rzecze: - Skąd ci to przyszła
ta chytrość twoja?
Marchołt odpowiedział: - Czasu Dawida, ojca
twego, gdym był dziecięciem, lekarze twego ojca dnia pewnego dostali
sępa dla przyrządzenia lekarstwa, a gdy członki jego
niepotrzebne wyrzucili, Bersabea, mać twoja, serce jego wzięła i
położywszy na placku przypiekła na ogniu i tobie zjeść
dała, mnie zasię, którym natenczas był w kuchni; placek na
głowę rzuciła. Ja zasię placek, krwią sępa
polany, zjadłem. I stąd ci, jak, mniemam, przyszła
chytrość moja, jako i tobie ze zjedzenia serca sępa
mądrość.
Salomon: - Niech Pan Bóg strzeże! W Gabata
ukazał mi się Bóg i napełnił mię
mądrością.
Marchołt: - Ten ci wydaje się mądry,
który samego siebie uważa za głupca.
Salomon: - Zaliś nie słyszał, jakie
bogactwa dał mi Bóg? A nadto i samą mądrość.
Marchołt: - Słyszałem. Wiem bowiem,
że tam, gdzie chce Bóg, deszcz pada.
Na to Salomon uśmiechnąwszy się rzecze:
- Ludzie moi czekają mię za domem, nie mogę dłużej
zostać z tobą, lecz powiedz matce twej, by od najlepszej, jaką
ma, krowy przysłała mi garniec mleka, a sam garniec niech ma
przykrywkę od tej samej krowy, a ty mi go przynieś!
Marchołt rzecze: [U]czynię, coś
rozkazał, byś tym mlekiem jedno piąt sobie nie pomazał.
|