|
[Fragment II]
Marchołt
królowi Salomonowi garniec pełen mleka przyniósł. Tedy król Salomon z
wielkim zastępem swych ludzi przyjechawszy do Jeruzalem doprowadzon na
pałac jako mocny i bogaty pan. A matka Marchołtowa, imieniem
Floscemia, na przykazanie królewskie nalała garniec czystego mleka i
placek czysty z mleka upiekła i na mleko włożyła, a tak
Marchołta z onym do króla posłała. Marchołt trochę
poszedszy i uźrzał gówno krowie, od słońca uschłe, a
postawiwszy garniec z mlekiem na ziemię, zjadł placek a onym
krowińcem garniec przykrył. A gdy przyszedł przed króla z
garncem mleka, krowińcem przykrytym, rzekł król Salomon: Czemu tak
ten garniec przykryto?
Marchołt:
Zażeś nie przykazał, iżby mleko krowie było z krowy
przykryto, .i tak się stało.
Salomon rzekł:
Nie takiem ci ja był przykazał.
Marchołt
rzekł: Takiem ci ja rozumiał.
Salomon: Lepiej by
było, iżby placek z mlekiem był upieczon.
Marchołt: Tak ci też było uczyniono,
ale głód przemienił mój [zamiar].
Salomon: Jakoż to?
Marchołt: Wiedziałem [iżeś nie]
potrzebował chleba, a mnie głód [zmusił, przeto] zjadłem
placek, a miasto placka przykryłem] garniec krowińcem.
Salomon: [Teraz ci] odpuszczamy, ale jeźli ty
nocy [nie będziesz czuwał] jako ja, tedy swą głowę,
stracisz...
Król Salomon i Marchołt
nie spał w nocy
Tedy Salomon i Marchołt siedli, a po małej
chwili, Marchołt począł spać i chrapać. Któremu
Salomon rzekł: Marchołcie, śpisz?
Marchołt odpowiedział: Nie śpię,
ale myślę.
Salomon: Co myślisz?
Marchołt: Myślę, iż tyle stawów
zając ma w ogonie jak w chrzepcie.
Salomon: Jeźli tego nie doświatszysz,
będziesz winien śmierci. - Potem, gdy Salomon milczał,
Marchołt począł spać. Któremu Salomon: Spisz,
Marchołcie?
Marchołt: Nie śpię, ale
myślę.
Salomon: Co myślisz?
Marchołt: Myślę, iż sroka tyle ma
pierza białego, ile czarnego.
Salomon: Jeźli też tego nie dowiedziesz,
tedy będziesz 'winien śmierci. - Potem, gdy zasię Salomon
milczał, Marchołt począł spać i chrapać.
Któremu Salomon: Śpisz, Marchołcie?
Marchołt: Nie śpię, ale
myślę. Salomon: Co myślisz?
Marchołt: -Myślę, iż nie masz tak
nic świetlejszego nad dzień ani cudniejszego.
Salomon: Zaż dzień jest bielszy niż
mleko?
Marchołt: Tak jest.
Salomon: I tego też masz doświatszyć. -
Potem, gdy Salomon milczał, a czuł, Marchołt począł
spać a chrapać.
Któremu Salomon:
Marchołcie, już śpisz?
Marchołt: Nie
śpię, ale myślę.
Salomon: Co myślisz?
Marchołt: Nic nie ma
być takiego niewieście wierzono tajemnego.
Salomon: I tego też
masz doświatszyć. - Potem zasię, gdy Salomon milczał,
Marchołt począł spać i chrapać.
Któremu Salomon: Już
zasię śpisz?
Marchołt:
Myślę, iż. więcej waży przyrodzenie niźli
wychowanie.
Salomon: Jeźli tego
nie doświatszysz, tedy jutro umrzesz. -=
Potem, gdy
przeminęła noc, Salomon, zmęczony o czucia,
położył się na swym miescu. Tedy Marchołt,
opuściwszy króla, z kwapienim bieżał do swej siostry, imieniem
Fudazy, a ukazując się barzo smutnym rzekł do niej: Król Salomon
barzo mię prześladuje a już nie mogę jego krzywd a
prześladowania cierpieć, ale oto już biorę ten nóż pod
moje odzienie i zdradą go przekolę i zabiję. Ale miła
siostro, proszę cię, nie powiadaj na. mię, ani memu bratu
Bufridowi, ale taj! - Któremu Fudaza odpowiedziała: Namilejszy bracie,
Marchołcier wierz mi, iż bych ci też miała umrzeć,
tedych bych cif nie oskarżyła.
Marchołt wszytko, co przedtem powiedał, wywodził królowi
Salomonowi być prawdziwe.
Potem Marchołt z
roztropnością przyszedł na dwór królewski, a gdy
słońce wzeszło, naszło się ludzi pełen dwór, a
Salomon, wstawszy z łożnice, siadł na swym stolcu. -Tedy, [z]
przykazania królewskiego, zająca szukano i przed króla przyniesiono, i
dowiódł, i zliczył Marchołt, iż tyle stawów było w
ogonie, ile w końcu chrzepta. Potem szukano sroki i przyniesiono przed
króla, a Marchołt zliczył, iż tyle miała pierza białego,
ile czarnego. Tedy Marchołt milczkiem garniec pełny mleka
postawił w łożnicy królewskiej i zatkał, by tam
światłość nie była, i zawołał króla. A gdy
król chciał wnić do łożnice, wstąpił na garniec
mleka i padłby był, by się był obiema rękoma nie
zachwacił. - Tedy król rozgniewawszy się rzekł: Ty, zginęły
synu, coś to uczynił?
Marchołt: Nie masz
się gniewać dla tej rzeczy, zażeś nie rzekł, iż
mleko jest świetlsze niż dzień? Czemużeś tak od mleka
nie widział, jako od dnia? Rozsądź to sam, jeźliciem krzyw!
Salomon: Bóg ci
odpuść, odzienie moje pomazało się mlekiem a dla twego
uczynku małom szyje nie złamał, a wszakożeś nie krzyw;
boś sprawiedliwie uczynił.
Marchołt: Przeto
się potem strzeż, a teraz siądź a uczyń mi
sprawiedliwość o to, o co przed tobą będę
skarżyl. A gdy król siadł, Marchołt jął
skarżyć mówiąc: - Panie, mam jednę siostrę, imieniem
Fudazę, która się skurwiła i dopuściła się
dziecięcia, tak iż zesromociła mój wszytek rodzaj, a
wszakoż chce mieć dziedzictwo a ojczyznę. - Tedy Salomon rzeki:
- Niechaj będzie wezwana siostra twoja przed nas, a będziem
słuchać, co też ona będzie mówiła.
Przed króla siostra Marchołtowa była wezwana
A gdy była wezwana
Fudaza, siostra jego, przed króla, uśmiechnąwszy się król
Salomon rzekł: - Prawie to jest siostra Marchołtowa! - A wzrost i wyobrażenie
Fudazy było krótkie, a była miąsza a brzemienna, brzuch
[miała rozdęty i kudłate a krzywe golenie, i kulała na
obiedwie nogi, a oblicze i oczy miała żadne, a wzrost podobny k
Marchołtowemu.
Król Salomon rzecze k
Marchołtowi: Powiedz, o co skarżysz swą siostrę!
Na to Marchołt
powstawszy rzekł: - Panie królu! Skargę czynię przed tobą i
siostrą moją, iże kurwą się stała i jest
brzemienna, jako widzieć można, i bezcześci cały rodzaj
mój. A nadto chce mieć część dziedzictwa mego. Dlatego
proszę, byś przykazał; aby nie miała części
dziedzictwa.
Słysząc to
Fudaza, napełniona gniewem, wybuchnęła w te słowa i rzecze:
- Niegodziwy łotrze! Dlaczegoż nie miałabym mieć
części dziedzictwa? Czyż nie zrodziła mnie Floscemia,
Marchołcie, która była macierzą moją jako i twoją?
Marchołt: - Nie
będziesz mieć dziedzictwa, abowiem wskutek twej winy będzie ci
odjęte dziedzictwo.
Fudaza na to rzecze: -
Nie będzie mi odjęte dziedzictwo, abowiem, jeslim zgrzeszyła,
poprawię się. Ale przysięgam na Boga i na moc jego, jesli mnie
nie odpuścisz z pokojem, powiem rzecz taką, a którą król
każe cię powiesić.
Marchołt:
Obrzydła małpo! Co możesz powiedzieć na człowieka,
który nie zgrzeszył?
Fudaza rzecze: - Wiele
zgrzeszyłeś, zły niegodziwcze! Abowiem chcesz zabić pana i
króla. A jesli mi nie wierzą, niech poszukają noża pod
szatą twoją.
A gdy dworzanie szukali
noża i nie naleźli go, Marchołt rzecze do króla i do
przytomnych: - Zali nie rzekłem prawdy? Nie można nic powierzyć
niewieście. -Gdy wszyscy wybuchnęli śmiechem, Salomon rzekł:
-Rozumnie czynisz wszystko, Marchołcie! - Marchołt: -Nie jest ci to
rozum, lecz co z chytrości zwierzyłem siostrze mojej,
powiedziała zdradziecko, jak gdyby to była prawda. - Salomon: -
Przecz powiedziałeś, iż przyrodzenie więcej waży
niż wychowanie? - Marchołt: -Poczekaj maluczka, a nim pójdziesz
spać, dowiodę ci.
Marchołt na stole królewskim wypuścił myszy z rękawa
swego
Na odwieczerzy dnia, gdy
nadeszła godzina kolacji, król siedział za stołem w otoczeniu
swych domowych. A Marchołt siedząc z innymi wsadził trzy myszy w
rękaw szaty swojej, albowiem na dworze króla Salomona był kot tak
ćwiczony, iż każdej nocy w czasie posiłku króla
trzymał świecę, stojąc na dwu łapach przed wszystkimi,
a w dwu innych dzierżąc świecznik. Gdy się już wszyscy
zabrali do jadła, Marchołt wypuścił jedną mysz. Kot
ją ujrzał, ale biec za nią nie chciał, powstrzyman'
skinieniem króla. I wobec drugiej myszy zachował się takoż.
Marchołt puścił trzecią mysz, a skoro kot ją
obaczył, nie dbając więcej o świecę, puścił
się za nią i pochwycił ją. Widząc to Marchołt
rzekł do króla: - Oto; królu, wobec ciebie doświadczyłem,
iż przyrodzenie więcej waży niż wychowanie. - Rzekł
zaś Salomon: -Wyrzućcie go precz ód obecności mej! Jesli
zaś jeszcze przyjdzie, wypuśćcie nań psy moje!
Marchołt: - Teraz za
pewne wiem i powiedzie mogę, że zły tam jest dwór, gdzie nie ma
sprawiedliwości.
Tutaj Marchołt
wypuścił zająca. Psy zasię pognały za zającem,
jego zaś zaniechały
Gdy go precz
wypędzono, Marchołt jął mówić do samego siebie: - Ni
tak, ni siak nie będzie miał Salomon od łotrzyka Marchołta
pokoju! - Nazajutrz zaś powstawszy z łoża myślił,
jakoby wejść na dwór królewski, tak by go psy króla nie
pożarły. I wyszedłszy kupił żywego zająca i
ukrył go pod swą szatą, i tak wybrał się na dwór
królewski. Którego gdy słudzy królewscy obaczyli, psy nań poszczuli.
Marchołt tedy zająca wypuścił. Natychmiast psy zaniechawszy
Marchołta pognały za zającem. I tak Marchołt przyszedł
przed króla. Gdy go zaś król ujrzał, rzekł: - Kto cię tutaj
wpuścił? - Marchołt odpowiedział: - Chytrość
niemała. - Salomon: - Bacz, byś nie wypluł dzisiaj śliny z
ust twoich chyba na gołą ziemię. - Pałac zaś był
zasłany kobiercami, a ściany były pokryte kołtrynami.
Marchołt splunął na oblicze łysego
Gdy zaś
Marchołta napadł kaszel, a w czasie rozmowy nagromadziło mu
się w ustach wiele śliny, rozglądając się dokoła
spostrzegł człowieka łysego stojącego obok króla. Wówczas
nie widząc innego sposobu, jako że nie było gołej ziemi, na
którą mógłby splunąć, zebrał ślinę w ustach
i z całej siły plunął na czoło człowieka
łysego. Łysek, krwią nagle zapłoniony; ledwie twarz
obtarł, rzucił się do nóg królewskich i skargę na
Marchołta uczynił.
Salomon: - Przecześ
zanieczyścił oblicze tego łysego?
Marchołt: - Nie
zanieczyściłem lecz użyźniłem, na płoną
bowiem ziemię nawóz kładziemy, aby się na niej żyźnie
rodziło.
Salomon: - A cóż to
ma do człeka łysego?
Marchołt: -. Zali mi
dzisiaj nie przykazałeś, bym nie pluł chyba na gołą
ziemię? Ujrzałem głowę bez włosów i biorąc
ją za gołą ziemię, splunąłem na nią. Nie
winieneś się gniewać, królu, bo może by włosy
odrosły, gdyby głowę częściej tak użyźniano.
Salomon: - Bogdajbyś
przepadł! Wszak łysi są lepsi od innych, bo łysina to nie
wina, ale zaszczytów przyczyna.
Marchołt: -
Łysina to krotochwila dla much. Zali nie widzisz, królu, że muchy
bardziej rzucają się na głowę tego łyska niż na
głowy inne, pokryte włosami, zdaje im się bowiem, że jest
to okrągłe naczynie pełne dobrego płynu albo niejaki
kamień pomazany czymś słodkim, i dlatego lecą ku łysej
głowie.
Na to rzekł
łysy wobec króla: - Skoro niegodziwy nicpoń dostał się.
przed króla, by nas ganić, należy go wyrzucić precz!
Marchołt: -
Pokój z cnotą twoją, już milczę!
Rozsądek Salomonów o dwu niewiastach swowolnych
Onego czasu
przybyły dwie niewiasty przynosząc z sobą dziecię, o które
przed królem spór wiodły. Abowiem jedna mówiła: - Moje jest
dziecię! - Druga: -- Nie! moje jest! - abowiem jedna śpiąc
udawiła swego syna. Dlatego przed Salomonem spierały się o
żywe chłopię. A gdy jedna rzekła: - Mój ci jest! - Salomon
rzekł sługom swoim: - Przynieście miecz a rozetnijcie
dziecię na połowę, a niechaj każda z tych niewiast
część tego dziecięcia weźmie.
Słysząc to
niewiasta, [której] było ono dziecię żywe, rzekła do króla:
- Proszę, miłościwy królu, dajcie tej niewieście żywe,
a nie rozcinajcie go!
Odpowiedziała druga niewiasta: - Ani tobie, ani
mnie. Niechać je kat rozetnie!
Odpowiedział Salomon: - Dajcie tej niewieście
płaczącej to dziecię, boć to jest matka jego; a tę
drugą z dwora psy wyszczujcie!
I pytał Marchołt od króla, j akoby
poznał matkę prawą onego dziecięcia.
Salomon odpowiedział: - Z miłości tej
niewiasty ku dziecięciu, i z przemienienia oblicza, i z płakania.
Marchołt odpowiedziął: - Niedobrześ poznał! Azaż
ty będąc mądry wierzysz płakaniu,[oczu] niewieścich?
Bo kiedy niewiasta płacze, tedy się sercem śmieje; ukazuje to obliczym,
czego nie ma w żądzy. Mówi ustami; czego nie ma w umyśle; to
obiecuje, czego nigdy wolej nie ma napęłnić. Ale dla rozmaitych
chytrości mieni się jej oblicze, a myśl inędy lata.
Niewymowne chytrości ma niewiasta.
Salomon - Ile ma chytrości, tyle ma dobroci.
Marchołt: - Nie mów: dobroci, ale
złości a zdrady. Salomon: - Zaiste to była kurwa, która
porodziła takiego syna.
Marchołt: - Czemu to mówisz, królu?
Salomon: - Iż ganisz niewieścią
płeć; bowiem niewiasta jest rzecz poczesna, pożądliwa,
chwalebna i miła.
Marchołt: - K temu też możesz
przydać, iż jest krewka a przemienna.
Salomon: - Jeźli jest krewka, tedy jest dla
człowieczeństwa krewka; a jeźli przemienna, tedy jest takowa dla
lubości. Bowiem niewiasta z kości człowieczej i człowiekowi
dana na dobre wspomożenie i na rozkosz, i na lubość. Abowiem
niewiasta wykłada się: niewiadoma stania 1, to jest: przemienna
jakoby miękki wiatr.
Marchołt: - I owszem, niewiasta może
być rzeczona: miękki błąd.
Salomon.: - Kłaniasz, nędzny
człowiecze, bowiemeś zły, przeto wszytko złe mówisz o
niewiastach: Bowiem z niewiasty się rodzi człowiek; przeto kto
sromoci niewiasty, ten jest ganiebny; dla tego co za rozkosz są bogactwa?
co królestwa? co imienie? co złoto? co srebro? co drogie odzienie? co
drogie kamienie? co godowanie? co wesołe czasy? co rozkosz jest przez
niewiasty? Zaprawdę, taki może być wezwan umarły
światu, który jest odłączon od niewiast. Bowiem niewiasta rodzi
dzieci i wychowawa, i miłuje; obłapia; żąda ich zdrowia.
Niewiasta rządzi dom; pracuje się o zdrowie mężowe i
czeladź. Niewiasta jest rozkosz wszytkich rzeczy; niewiasta jest
słodkość młodzieńców; niewiasta jest pocieszenie
starych, podweselenie dziecinne, wesele dniów, wesele nocne, zelżenie
pracej, zapamiętanie wszytkich smętków. Niewiasta służy
krom zdrady i strzeże wyglądając mego odeścia i
przyścia.
Marchołt: - Prawdę mówi ten, co rzekł:
Co jest w sercu, to też jest w uściech. Ty barzo miłujesz
niewiasty, dlatego je też chwalisz. Bogactwa, cudność,
szlachetność i mądrość - toć wszytko tobie
służy; przeto też miłości niewieście godzą
się tobie. Ale ja tobie powiadam, iż teraz chwalisz niewiasty, przed
tym niż pójdziesz spać, będziesz je ganił.
Któremu Salomon rzekł: - Skłamasz, bowiem ja
wszytkiego czasu żywota mego miłowałem .niewiasty i
miłuję, i będę miłował. Przeto teraz idź ode
mnie precz, a patrzaj, byś przed moją ablicznością nie
mówił złe o niewiastach.
Tedy Marchołt wyszedszy z pałacu
królewskiego zawołał do siebie onej niewiasty swowolnej, której
było wrócono syna żywego, i rzekł do niej: - Wiesz; co się
stało na dworze królewskim?
A ona odpowiedziała: - To wiem, iż syna mego
żywego wrócono mi. - Ale co by się innego działo, nie wiem.
Której Marchołt rzekł: - Król
przykazał, iżby ty i twoja towarzyszka jutro była wezwana. A
dadząć połowicę syna twego, a onej drugiej też
połowicę.
Na to niewiasta odpowiedziała: - O jakoż to
zły król, i jako jego zła rada i skazanie!
Tedy Marchołt rzekł: - Jeszczeć druga
cięższa a gorsza rzecz jest. Bowiem panowie jego uradzili, iżby
każdy mąż miał mieć siedm żon. Przeto
rozmyślaj sobie, co z tym będzie działać, jeźli jeden
mąż będzie miał siedm żon. Bo nigdy dom nie
będzie w pokoju; bowiem jedna będzie miłowana, a druga
będzie wzgardzona; bowiem ona, która będzie miła
mężowi, będzie częściej z mężem bywała.
Przeto jedna dobrze będzie przyodziana, a druga będzie naga. Ona,
którą będzie miłował, będzie miała
pierścienie, sponki, złoto, srebro, jedwab, będzie miała
klucze w ręku, będzie czciom od czeladzi, będzie zwana
panią, wszytki bogactwa mężowy będą jej polecony. A
gdyż tak jedna będzie miłowana, ony drugie sześć, co k
temu będą mówić? Jeźli dwie będą miłowany,
cóż rzeką k temu drugie pięć? Jeźli czterzy, cóż
drugie trzy jemu rzeką? Jeżli pięć, cóż dwie
rzeką? Jeźli sześć, cóż jedna? Bo milsza będzie
całowana, miłowana od męża, i będzie siadała z
mężem. Ony drugie widząc to, co k temu będą
mówić? Bo będą ani wdowy, ani mężatki z
mężem, ale prawie będą jakoby przez męża; tak,
iż będą żałować, iż kiedy straciły swe
dziewictwo. Gniewy, roztyrki, zwady, prześladowanie, zazdrość
będą miedzy imi. Też wieczna nienawiść będzie
królowała miedzy imi. A jeźli tej złej rzeczy nie opatrzą,
jedna drugą otruje. Dlatego, iżeś niewiasta, a znasz
niewieście położenie, kwap się to powiedzieć wszytkim
ganiam tego miasta, którym możesz; a radź im, iżby na to nie
przyzwalały, ale iżby tego broniły u króla i u jego rady.
A gdy Marchołt cicho a roztropnie wszedł na
dwór króla Salomona i siadł w kącie na pałacu, ona niewiasta
mnimając, by była prawda, co Marchołt powiadał,
biegając po mieście, łamiąc rękami i narzekając,
to co słyszała od Marchołta, to wszędy powiedała. Tak,
iż się panie jęły schodzić; sąsiada
powiedała sąsiedzie; i była wielka gromada niewiast, a w
krótkiej godzinie prawie wszytki panie wszytkiego miasta zebrały się.
A gdy się zebrały, nie miła im była ta rada, a tak wszytki
gromadą szły na pałac króla Salomona.
Potem jako ony niewiasty
weszły na pałac przed obliczność króla Salomona
I przyszły na dwór króla Salomona, jakoby siedm
tysiąc niewiast. I obtoczyły pałac króla Salomona a gwałtem
połamały drzwi jego i wiele ciężkich mierziączek
czyniły jemu i jego radzie. Jedna barzo, druga jeszcze barziej
jęły wołać przed królem.
Tedy król, ledwy uprosiwszy u nich milczenie,
pytał, która by była przyczyna tak wielkiego zebrania?
Na to jedna, która była miedzy imi zstalsza i
wymowniejsza, rzekła do króla: - Tobie królu noszą złoto;
srebro, drogie kamienie. i bogactwa ziemskie. Czynisz wszytkę wolą
twoję, a żadny się nie przeciwi wolej twej: Masz królową i
inńych królowych wiele: Przywodzisz też niewymownie wiele innych
niewiast pełniących twą wolą. Dawasz każdemu, co
chcesz, bo masz, co chcesz. Tegoć wszytcy czynić nie mogą.
Salomon odpowiedział: - Pomazał mię Pan
Bóg na królestwo izraelskie, a więc nie mogę czynić wolej mojej?
Na to ona niewiasta odpowiedziała: - Czyn
wolą twoję z twoich, ale z nas czemu chcesz czynić? My jestesmy
ślachetne, z rodzaju Abramowego i trzymamy zakon -Mojżeszów.
Czemuż ty chcesz zakon nasz przemienić, który byś miał
czynić sprawiedliwość?
Na to Salomon rozgniewawszy się barzo rzekł:
- Co za niesprawiedliwość czynię, nieszczesna niewiasto? -
Odpowiedziała ona niewiasta: - Wielkać to
jest niesprawiedliwość, iż to chcesz ustawić, iżby
każdy mąż w miał siedm żon. Zaprawdę, tego
żadnym obyczajem nie dowiedziesz. Nie jest taki pan albo król, albo które
książę, które by było tako bogate a tako mocne, który by
mógł jednej swej żmie wolą napełnić. A cóż dalej
uczyni, gdy będzie miał siedm żon? Nad moc ludzką chcesz
ten uczynek uczynić. I owszem ci to lepiej jest, iżby jedna niewiasta
miała siedm mężów.
Na to Salomon uśmiechnąwszy się
rzekł do swych: -. Zaiste, więcej tych niewiast jest niż ludzi.
Tedy wszytki niewiasty jerózolimskie jednakim
głosem zawoławszy [rzekły]: Zaisteś ty przeklęty król
a naśmiewca, a niesprawiedliwe twoje skazanie. Przeto już teraz wiemy,
iż to jest prawda, cochmy słyszeli, iż źle o nas mówisz,
naśmiewasz się z nas przed nami. O jakoż ten Salomon jest
zły król i źle króluje!
Tedy król rozgniewawszy się rzekł: - Nie
masz głowy gorszej nad głowę wężową, a nie masz
gniewu nad gniew niewieści. Lepiej jest mieszkać ze lwem albo ze
smokiem niż mieszkać ze złą niewiastą. Krótsza jest
wszelka złość i strach nad złość
niewieścią. Złość grzechów pada na nie. Jako ostra a
kamienna droga przykra fest staremu, takież ci niewiasta języczna.
Gniew niewieści i niepoczliwość wielka jest. Niewiasta, jesli
moc będzie miała, zawsze jest przeciwna mężowi swemu.
Niewiasta jest początek grzechu, a przez nię wszytcy mrzemy.
Boleść serdeczna i żałość jest niewiasta
fryjowna. Niewiasta niewierna jest omawiająca każdego. Nieczystota
niewieścia będzie uznana po oczu a po powiekach ich. Oczy
niewieście są niesromieźliwe, a nie dziw, iż nierady na
męża patrzą.
A gdy to tak król mówił, Natan prorok powstawszy
rzekł: - Czemu pan mój, król, sromoci wszytkie panie jerozolimskie?
Salomon odpowiedział: - Zaś nie
słyszał, jako mi łajały przez mojej winy a nagle?
Natan odpowiedział: - Ślepy, głuchy a
niemy ma być na czas, który w pokoju chce być z poddanymi.
Odpowiedział Salomon: - Ma być odpowiadano szalonemu podług jego
szaleństwa.
Tedy wyskoczywszy Marchołt z miasta, na którym
siedział, rzekł do króla: - Dobrześ tu, Salomonie, mówił ku
mojej woli, bowiemeś dziś chwalił barzo niewiasty, a teraz je
barzo ganisz. Tegociem ja chciał, bo i ja - we wszytkim chcę
dowieść prawdy.
Salomon
odpowiedział: - Co to jest, szybieniczniku? Za wiesz ten giełk i
zaż snać uczynił to zebranie niewieście?
Marchołt rzekł:
- Nie ja, ale ich lekkość. Nie masz wierzyć wszytkiemu, co
słyszysz.
Tedy Król rzekł: -
Idź precz, a patrzaj, bych ci więcej nie patrzał w twoje oczy!
Natychmiast
Marchołta wyrzucono z pałacu.
A oni, którzy około
króla stali, rzekli: - Racz, miłościwy królu, mówić co
łagodnego do tych niewiast, iżby odeszły precz!
Tedy król obróciwszy
się do niewiast rzekł: - Wiedzcie, miłe panie, iżem ci ja
niewinnie oskarżon przed wami. Ten ci to błazen zmyślił,
któregoście widzieli. Wszelki mąż ma mieć jednę
żonę, którą z wiarą, w i z poczciwością ma
miłować. A com mówił o niewiastach, nie mówiłem, jedno o
złych, bo o dobrej niewieście kto ma co złego mówić?
Łaska jest Boga niewiastę rozumna a milcząca. Łaska nad
wszytki łaski niewiasta sromieżliwa. Jako słońce na
wysokości, tako cudność niewieścia jest okrasa jej domu i
jest jakoby świeca w lichtarzu. A cudność jej nad
stałość wieku. Słupy złote na spodku śrzebrnym
są mocne nogi stałej niewiasty. Fundament wieczny na opoce mocnej
jest przykzanie boże w sercu niewieścim. Pan Bóg Izraelski, ten was
niechaj błogosławi, a rozmnoży rodzaj wasz na wiek wieków!
-A gdy wszytki.
odpowiedziały: Amen; dawszy chwałę królowi szły precz.
A Marchołt
pamiętając krzywdę, która się mu. od króla stała,
iż król przykazał mu precz z oczu nie chcąc mu więcej w
oczy patrzać, myślił, co by miał czynić.
Potem jako Marchołt, jakoby jakie zwierzę; na czterzech nogach
począł chodzić
Potem w nocy spadł
wielki śnieg. Tedy Marchołt wziął w jednę
rękę rzeszoto, a w drugą rękę nogę
niedźwiedzią; a buty swoje na nogach opak obrócił i
jął łazić po mieście na czterzech nogach jakoby jakie
zwierzę. A gdy przyszedł przed miasta, nalazł w pustkach piec,
wlazł w on piec. Potem, gdy był dzień, dworzanie królewscy
naleźli ślad Marchołtów, a mnimając by był ślad
jakiego dziwnego zwierzęcia, powiedzieli królowi.. Tedy król z
wielkością psów i z łowcy jechał onym śladem.
Potem jako Salomon przyszedł przed piec; gdzie Marchołt
leżał
Gdy zaś
przyjechał przed piec, a już śladów zabrakło, .zsiadł
król i spojrzał w piec. A Marchołt leżał na twarzy u progu
i spuściwszy spodnie pokazywał mu rzyć [i] jajca.
Którego widząc król
rzekł: - Kto jest ten, który tu leży?
Marchołt
odpowiedział: - Jam jest.
Odrzekł król: -
Czemu tak leżysz?
Marchołt: - Dałeś mi poznać,
że nie chcesz mi więcej w oczy patrzeć, skoro zaś nie
chcesz mi patrzeć w oczy; patrz w moją rzyć!
Na to król zawstydzony rzekł do sług swoich:
-Schwyćcie go i zaprowadźcie go na szybienicę!
A gdy był jęt Marchołt, rzekł do
króla: - Miły królu, czyń, co chcesz; telko mi to raczy dać,
iżbych był obieszon na tym drzewie, które ja sobie wybiorę!
Odpowiedział Salomon: - Niechaj tak będzie,
jako żądasz. Mnie to za mało stoi, na którym drzewie
będziesz wisiał.
I przykazał król Salomon sługam swoim pod
gardłem, iżby go na tym drzewie obiesili, które sobie wybierze.
Potem Marchołt był
wiedzion na szubienicę
Tedy słudzy jąwszy Marchołta chodzili
po rozmaitych lesiech pytając go: - Chcesz na tym drzewie wisieć? A
on odpowiedział: - Nie chcę.
- A na tym chcesz? - Nie chcę.
A tak nachodziwszy się po rozmaitych lesiech,
dąbrowach, borzech, nie mogli żadnego drzewa naleźć, na
którym by Marchołt chciał się biedzić z wiatrem. A tak
słudzy nachodziwszy się z nim puścili go. A tak Marchołt
uszedł rąk Salomonowych. Potem wróciwszy się do domu
mieszkał w pokoju.
A potem na ostatku insza figura znamionuje.
|