XXXVII
Padłeś z daleka od swoich,
Za cudzą walczący sprawę -
Wroga zagnała cię przemoc,
Złośliwe losy krwawe.
Ty dziecko polskiego ludu,
Krainy, w nieszczęścia żyznej,
Pamiętam serce swe młode,
Wezbrane dolą ojczyzny.
Pamiętam ongi twe listy,
Te proste, niewprawne słowa,
Którymi ze zgrozą przemawia
Ta nasza skarga wiekowa.
Wróg was zamyka w koszarach,
Serce mundurem wam ściska,
Aby w nim stłumić tęsknotę
Do rodzinnego ogniska.
Język wydziera wam z gardła,
Bez miłosierdzia oniemia,
Byście się ozwać nie mogli,
Gdy własna zawoła ziemia.
Majaki wam stawia przed oczy,
Obrazy kłamliwej siły,
Abyście praw się zaparli
Do dni, co by
chwałą świeciły.
Byście
wróciwszy do domu,
Potęgą
wroga olśnieni,
Własnych
zaparli się przodków,
O pomstę krzyczących
cieni.
Byście te
przyszłe szeregi,
Co z waszej krwi
powstać mają,
Zaprzańczym
łączyli węzłem
Z
nieprzyjacielską zgrają.
Byście bez żalu
je wiedli,
Butę mający na
przedzie,
Do walki o
przyszłość nie swoją,
Jak on was dzisiaj
wiedzie...
Zali już nie ma na świecie
Karzącej Sprawiedliwości,
Że tak haniebnie kłaść musim
Do grobu strudzone
kości?
Nie! Nie! Ja
przecież mam w głębi
Resztę - czy
złudnej otuchy? -
Że miecz, jeśli
fałszem hartowan,
Łomliwy się
staje, kruchy.
Padłeś z daleka
od swoich,
Ty synu polskiej
Macierzy,
Dziecko tej krwi, co
daremnie
Rozlewa się coraz
szerzej.
Moc
poświęciwszy młodzieńczą,
W zamkowymś
spoczął ogrodzie,
Nad straszną
podobnoć rzeką
O mętnej, czerwonej
wodzie.
Jeśli nie
zmiotły szrapnele
Już ostatniego w nim
drzewa,
Niechże ci ogród ten
głucho
O twej zagrodzie
śpiewa.
O twoim domu ubogim
Niechże ci szumi ta rzeka,
Jeśli w niej krew nie stężała,
Co dawno na kres
swój czeka.
|