|
Służalcy palestranccy, z którymi często
łączyli się deputaccy i dworscy różnych pacjentów, zaraz po
zagajeniu trybunału schodzili się pod ratusz. Tam po dwóch w
uformowanym od innych kole bili się w kije, które podług osób
bijących się, starszych lub młodszych, bywały cieńsze
i grubsze, pospolicie świdzwowe albo dębczaki, najcieńsze dla
młodych chłopców, jak palec, najgrubsze dla wąsalów, jak kosztur
albo pałka chłopska; wszystkie nazywały się palcatami. Gdy
już obeszła każdego kolej, ten, który wszystkich wybił albo
też, po zręcznym robieniu palcatem, uznany był za najlepszego
gracza-zostawał marszałkiem koła, po nim drugi, w sztuce
pierwszemu bliższy, wicemarszałkiem, trzeci instygatorem, czwarty
wiceinstygatorem. Z tymi urzędnikami nowo obranymi cała owa
hałastra idzie do Żydów (gdzie są). Ci muszą się zaraz
zdobyć na prezenta dla pomienionych urzędników i na ucztę całej
czeredy, co Żydkowie natychmiast wykonywali, nie śmiejąc
się sprzeciwić ani mogąc uniknąć napaści
głów zagorzałych, którzy gdyby nie byli ukontentowani, żadnemu
by Żydkowi w rynku pokazać się bez wciągnienia go w
koło i wytrzepania mu tam kijem krymki i pleców nie dopuścili. Po
odebraniu prezentów i skończonym traktamencie, zazwyczaj miodowym,
obarzankowym i kukiołkowym, powracali pod ratusz; i już się
zaczynała jurysdykcja kijowa, która nieustannie trwała zawsze tak
długo, jak długo deputaci na ratuszu zasiadali, a jasność
dnia służyła.
Ta zaś jurysdykcja rozciągała się
na wszystkich, kołowej hałastrze równych, a czasem i od nich
słuszniejszych, wedle ratusza podczas agitującego się koła
nieostrożnie przechodzących. Takiego skoro pochwycić mogli i do koła
wprowadzili, zaraz wysuwał się przeciwko niemu jeden, z którym
się potykać musiał; jeżeli od pierwszego odebrał guz
na łbie albo kiełbasę przez pysk, już do bicia się z
drugim nie był niewolony; powinszowano mu, że małym przypadkiem
niezręcznym, który się czasem najlepszemu junakowi zdarza,
został ich bratem, cechowym kolegą; więcej już do koła
nie był chwytanym, a jeżeli sam chciał dobrowolnie, miał do
niego każdego czasu przystęp. Jeżeli pierwszego pobił,
stawiał się mu drugi, a tak aż do trzech lub czterech, zawsze z
szarego końca, póki się im nie naprzykrzył albo dalszego bicia
się nie wyprosił lub nie okupił z zyskiem przywileju konfraterni
i koleżeństwa. Jeżeli złapany nie chciał się bić
żadną miarą, dostał kijem po łbie, pozbył chustki
lub czapki albo jakiego pieniądza na wykupno od weksy. Wolność
miał już na zawsze od koła, ale bez zaszczytu pobratymstwa, z
przydatkiem tytułu obelżywego.
Jeżeli sprowadzony fryc prosił zaraz o
marszałka, stawał na miejscu jego najprzód wiceinstygator
oznajmując, iż przystępu do marszałka mieć nie
może, póki wprzód się z nim i innymi per gradus nie wybije.
Jeżeli od pierwszego, drugiego lub trzeciego pobitym został, już
się o marszałka kusić nie mógł. Jeżeli tych trzech
pobił, marszałek stawać musiał. Zwycięzca marszałek
odbierał aplauz od całego koła i nabywał większej
reputacji, ale i zwyciężony od marszałka, jako innych
niższych zwycięzca, na sławie swojej łepskości nie
tracił i jeżeli chciał, urząd pobitego obejmował;
jeżeli samego marszałka zbił, od całego koła marszałkiem
został wykrzyknionym, a oraz jeżeli chciał piastować ten
urząd - do Żydów na nowy kozubalec (który już był mniejszym
od pierwszego) poprowadzonym został. Jeżeli nie chciał, to
marszałek dawniejszy przy swoim się urzędzie został, a
zwyciężający pełen stawy i poważenia odchodził
lub, jeżeli na to godził, od pana marszałka na bańkę
zaproszonym został, po której czasem znowu z sobą eksperymentowali; i
- jak się w takich przygodach rado odmieniać szczęście -
czasem utraconą sławę rekuperował marszałek.
Zdarzało się, iż słuszni dworscy lub innego gatunku ludzie,
doskonali owi rębacze w kordy, dla uciechy sobie uczynienia udawali
tchórzów i nieumiejętnych, aby pochwyceni do koła wyćwiczyli
skórę instygatorom i marszałkowi, na których sparzeni kołownicy drugich
podobnych nie zaraz zaczepiali.
Instygatora i wiceinstygatora było
powinnością: przechodzących wedle ratusza wyrostków i
wąsalów, przypatrujących się kotu, do niego zapraszać, a
ociągających się i gwałtem z innych pomocą wciągać,
bijących się z sobą, bądź kołowych jeden z drugim
dla ćwiczenia i zabawy, bądź z kim nowotnym - sekundować,
aby nadto jeden drugiemu krzywdy nie uczynił albo go zdradą nie
zażył, albo żeby się zawziętość, z bitwy
kijowej poczęta, za koło do szkodliwszego oręża nie
wybaczała i w kole się przez wzajemne przeprosiny kończyła.
Marszałka zaś prerogatywa była rozsądzać zatargi,
które do niego od instygatorów powołane byty. W nieprzytomności
marszałka wicemarszałek jego miejsce zastępował.
Ten zwyczaj bicia się w kije nie tylko był
używany pod trybunałami, ale też i na sądach ziemskich i
grodzkich; z tą różnicą, iż po innych miejscach kołowi
rycerze do Żydów po kozubalec nie chodzili, tylko ta szarpanina,
dysymulowana od zwierszchności, w Piotrkowie i w Lublinie się
znajdowała.
|