|
Chorągwie husarskie nie były zażywane
do innych ekspedycji tylko na asystencją jakiemu wjazdowi pańskiemu
na starostwo lub województwo albo pogrzebowi podobnemuż; dlatego pancerni
husarzów nazywali żołnierzami pogrzebowymi; asystowali także
pierwsi i drudzy koronacjom obrazów cudownych.
Kiedy na taką wyprawę ruszała się
chorągiew husarska, prowadziła za sobą wielką moc wozów
czterokonnych i parokonnych, ludzi przy tym trzy razy tyle, ile komplet
chorągwi zabierał, a to z tej przyczyny: najprzód szły wozy
naładowane zbrojami, których w ciągnieniu ani towarzysze, ani
szeregowi nie zażywali, aż na samym miejscu; raz dla lekszego
siedzenia na koniu, druga dla deszczu, po którym potrzebowały
chędożenia i polerowania, a zatem się darty. Po wozach
zbrojowych następowały wozy z bagażami jmci pana namiestnika i
towarzystwa przy chorągwi się znajdującego, z sukniami od
podróżnych paradniejszymi, z rzędami, kulbakami w srebro oprawnymi, z
pościelami, pawilonami, makatami, kobiercami, namiotami, treptuchami, to
jest żłobami płóciennymi, na kołkach rozpinanymi, w którym
koniom, gdy w polu trzeba stać było, obroki dawano; z dekami,
dywdykami, derami, z rondlami, misami, półmiskami, talerzami cynowymi,
kociołkami miedzianymi, z wędzonkami, szynkami, kiełbasami,
schabami, legominami, mięsiwami, chlebami i obrokami, zgoła ze
wszystkimi potrzebami, do żywności ludzi i koni należącymi.
Jeżeli chorągwi komplet był koni pięćdziesiąt, to
z woźnicami, masztalerzami i inną czeladzią
służącą możno ją było rachować na
trzysta głów, a koni na pięćset. Trzeba było bardzo
obszernej wsi, ażeby się w niej cała pomieściła.
Najczęściej się rozkładała na trzy części:
na towarzystwo z potrzebniejszymi wozami, na szeregowych z takimiż wozami
i na resztę taboru, w drodze mniej potrzebnego.
Nim się chorągiew ruszyła,
poprzedzały ją zazwyczaj trzy ordynanse: za pierwszym namiestnik
rozpisował listy do towarzystwa, aby się do chorągwi
ściągali, co czynił w dwojakim przypadku: raz, kiedy był
ordynans do wszystkich towarzystwa, nie uwalniający żadnego od
asystowania aktowi nakazanemu; drugi raz, kiedy nie było żadnego
towarzysza przy chorągwi, aby dla jej honoru mógł przynajmniej kilku
ściągnąć; ordynans za ordynansem najprędzej
wychodził we dwie niedzieli jeden po drugim. Więc towarzystwo,
uwiadomione od namiestnika, każdy podług odległości swojej
zabierał się ku chorągwi, jedni przybywając na samo miejsce
stacji, drudzy łącząc się z nią w marszu, trzeci
dopiero tam, dokąd chorągiew była ściągniona.
Dniem przed ruszeniem chorągwi poprzedzał
jeden towarzysz z młodszego końca z dwiema szeregowymi i kilką
luźnymi wszystkie stacje, które chorągiew przechodzić
miała, dla obmyślenia kwater i przysposobienia wcześnego
furażów i prowiantów, co się wojskowym trybem nazywało
szachownicą, podobieństwem wziętym od tablicy, na której grają
w szachy lub warcaby; przystosowanym do rozmaitego koloru sukien, które
się na tej garstce ludzi znajdował.
Po wyprawionej szachownicy nazajutrz ruszała
się chorągiew tym porządkiem uszykowana: najprzód jachało
dwóch trębaczów, potrębując tędy owędy marsz; za
trębaczami następował dobosz, bijący pałkami w dwa kotły
miedziane, z obu stron konia gna przedniej kuli u kulbaki zawieszone; w
odległości kilku kroków sadził się na dziarskim koniu
namiestnik, mając goły pałasz w ręku, w pół
człeka trzymany; za namiestnikiem maszerowało towarzystwo parami,
trzymające pałasze na ramionach; któremu brakło pary,
jechał trzeci między dwiema w ostatnim rzędzie. Za towarzystwem
szła chorągiew, piastowana od starszego z regestru towarzysza, za
chorągwią maszerowali szeregowi, trzymający przed sobą
karabiny kolbą o kulbakę oparte, na ukoś na głowie
końskiej pochylone. Za szeregowymi szły konie powodne, za końmi
wierszchowymi ciągnęły się karety, kolaski i wozy taborowe.
Kiedy chorągiew szła bez prezentowania broni, to pan namiestnik
trzymał nadziak, czyli obuch, w ręku. Towarzystwo i szeregowi mieli
ręce próżne, karabiny zaś u szeregowych wisiały w tokach
przy kulbace, rurami w tył obrócone, po prawym boku.
Wyprowadziwszy chorągiew w pole o jedno lub
drugie staje, namiestnik i towarzystwo przesiadali się do kolasek i
karabonów; jeden tylko młodszy z regestru zostawał na koniu do
prowadzenia chorągwi. Tym sposobem pochód był ciągniony aż
do miejsca, chyba jeżeli przyszło chorągwi przechodzić
przez jakie miasto, w którym stała jaka komenda cudzoziemskiego
autoramentu lub polskiego, to znowu towarzystwo wsiadało na koń i
czyniło paradę broni, co się po wojskowemu nazywało:
maszerować ostro. Należy i to przydać do wiadomości
Czytelnika, iż chorągiew przy dobytej broni bywała
rozwinięta, a kiedy maszerowano bez broni, to w pokrowcu, aby się nie
szarzała.
Było co widzieć w popisie swoim
chorągiew polską usarską lub pancerną, ale najbardziej
usarską. Nic nad to nie przydam, gdy powiem, że żaden monarcha w
świecie nie miał nic tak okazałego, jak chorągiew polska
usarska. Koń pod komenderującym (na sam akt bowiem
zjeżdżał zawsze porucznik i chorąży) wart był
najmniej sto, a czasem i dwieście czerwonych złotych. Rząd na
koniu turecki suty, srebrny, pozłocisty, kamieniami nasadzany, kulbaka
takaż; przy prawym uchu konia buńczuk z gałką
pozłacaną, kameryzowaną zawieszony (jest to ogon koński
biały - moda tureckich baszów); nad czołem konia kita z strusich piór
albo z szklannego włosia rozmaitego koloru misternie zrobionych, z
egretką, czyli naczelnikiem, diamentami i kamieniami drogimi
wysadzaną, srebrno-pozłocistą, do rzędu
przypiętą. Wierszchnią część głowy
końskiej i całą szyję okrywał czepiec albo siatka
srebrna lub złota, z kutasami takimiż, gęsto z obu stron szyi u
dołu wiszącymi, z tyłu dywdyk turecki złotem tkany,
jedwabny, z frandzlą sutą srebrną lub złotą,
całego z zadu konia okrywający, aż do pętlin zadnich nóg
długi, albo zamiast tureckiego dywdyka dek takiegoż kroju aksamitny,
srebrem lub złotem suto haftowany, paradniejszy od pierwszego i
kosztowniejszy.
W czym taki u niektórych panował zbytek, że
się tak kosztownemu fantowi szargać po błocie dopuszczali; acz
tak uflagany aparat bardziej szpecił, jak przyozdabiał paradę
sadzając tuż przy bukiecie, złotem wyhaftowanym, flores
nieprzyjemny oczom, z rynsztoka. Na komendancie zbroja stalowa, biało-na
kształt srebra-polerowana, z ciągłej blachy, z brzegami
pozłocistymi, całego jeźdźca z tyłu i z przodu aż
do pasa okrywająca. (NB. Niektórzy oficjerowie mieli zbroją z
kawałków w karpiową łuszczkę zrobioną. Czasem dla
większego przepychu te łuszczki były złotymi szpiglami,
czyli goździkami głowiastymi, spinane; taka zbroja była
wygodniejsza, ponieważ mogła się zginać, czego blacha nie
miała.) Ręce podobnież zbroją okryte, która nawet z
wierszchu na palce się na kształt rękawiczki spuszczała,
spodem zostawując gołą dłoń i palce, do ujęcia i
utrzymania broni sposobne; w ręce prawej buzdygan srebrny lub blachmalowy,
lub marcypanowy, kamieniami sadzony. Na plecach wisiała skóra lampartowa,
adamaszkiem lub atłasem pąsowym podszyta, przez lewe ramię pod prawą
pachę wydana, klamrą pozłocistą kameryzowaną na
piersiach za dwie nogi tegoż zwierza spięta; u niektórych komendantów
zastępował miejsce klamry jeden duży, kosztowny,
świecący kamień. Na głowie szyszak, wysokimi piórami
strusimi, w grzebienia koguciego formę uszykowanymi, natkany, których
końce zginały się aż nad czoło jeźdźca;
szyja obojczykiem żelaźnym, policzki twarzy takimiż blachami i
broda opatrzone więcej na widok nie wystawiały gołego
ciała, jak tylko jeden nos, oczy i same wargi, miąższym
wąsem okryte; a jeszcze u niektórych bywała żelazna blacha
wąska i obdłużna, prosto przed nosem i w miarę jego do
szyszaka jednym końcem przyszrubowana.
Od pasa do nóg już nie używano zbroi;
szarawary, to jest portki wielkie, przestronne i fałdziste, na wierszch
botów zawdziane, okrywały jeźdźca od pasa aż do kostek nóg;
te szarawary bywały z sukna: u towarzystwa przedniego francuskiego, u
szeregowych z ordynaryjnego krajowego, paklak zwanego. Kolor sukien i
szarawarów, nim nastały mundury, był według gustu każdego
rozmaity. Po wymyślonych mundurach przez księcia Michała
Radziwiłła, hetmana wielkiego litewskiego, dla chorągwi
pancernych: żupan, wierszch czapki i szarawary karmazynowe, kontusz
granatowy, dla usarskich: żupan, wierszch czapki i szarawary granatowe,
kontusz karmazynowy. Kontusze nosili sami towarzystwo; szeregowi zamiast
kontuszów mieli katanki nad kolano krótkie, z zawijanymi rękawami i
wyłogami na guziki, w sposób niemieckiej sukni zapinanymi; guziki
mosiężne, pobielane; wyłogi u rękawów i na piersiach
tudzież kołnierz wywracany na wierszch takiego koloru jak żupan.
Na ramionach katanek były wąskie paski z takiegoż sukna jak
żupan, jednym końcem do żupana przyszyte, drugim na guzik
zapinane, którymi paskami przypinali flintpas i ładownicę, aby w obrotach
i rozmaitych ruszeniach z ramienia nie spadały. Tych pasków nie mieli
towarzystwo z początku, ale z czasem wnieśli sznurki na ich miejsce
srebrne lub złote, dalej zaś szerokie taśmy galonowe z
frandzlami sutymi. Kontuszów i katanek nie używano, tylko wtenczas, kiedy
byli bez zbroi; gdy zaś brali zbroją, już nie brali kontuszów
ani katanek, tylko żupany i szarawary.
Towarzystwo usarskie i pancerne, oprócz szabli przy
boku i pistoletów w olstrach przy kulbace, do potrzeby i parady używali
dzid, przy których były małe chorągiewki kitajkowe, u usarzów
dłuższe, u pancernych krótsze; kolory tych chorągiewek
najczęściej bywały czerwony z białym, acz pod niektórymi
chorągwiami używano takich jak mundur. Nazwisko takim dzidam z
chorągiewkami dawano: usarskim-kopia, pancernym-proporzec, lekkim-znaczek.
Jak oficjerowie przesadzali się na dzielne konie
i siądzenia, tak i towarzystwo, z tą tylko różnicą, iż
towarzysz nie miał buńczuka ani zbroi odmiennej od drugich, ani
dywdyka, czyli czapraka, na koniu inakszego, ale kolorem i fasonem musieli
się wszyscy stosować do równości, chociaż w gatunku materii
i roboty jedni się nad drugich przesadzali.
Szeregowi usarscy zamiast lampartów używali
wilczej skóry, takim sposobem na zbroi zawieszonej jak lamparty towarzyskie. Zamiast
strusich piór szeregowi usarscy mieli z tyłu do zbroi przyśrubowane
drewno od pasa nad wierszch głowy wysokie, nad tęż
głowę zakrzywione, piórami długimi od końca do końca
rzędem natchnięte, rozmaitymi kolorami wraz z piórami malowane,
gałęź laurową lub palmową naśladujące, co
czyniło dziwnie piękny widok, lecz takiego lauru nie wszystkie
chorągwie używały. Pod innymi chorągwiami szeregowi na
szyszakach mieli tylko kity z piór, pospolicie gęsich, farbowanych, albo
też gałkę mosiężną okrągłą, na
pręcie żelaznym grubym, na trzy cale długim, osadzoną.
Czapraki u szeregowych były długie do kolan konia i okrywały
cały tył jego, wszystkie były jednakowego kroju, koloru i
gatunku, sukna ordynaryjnego, akomodowanego kolorem do munduru szeregowych,
który mundur u wszystkich chorągwi usarskich i pancernych z dawna dawien
dawany był szeregowym, choć jeszcze go towarzystwo nie nosiło.
Pancerne chorągwie w powadze i szacunku w
narodzie nie ustępowały znakom usarskim; tak się do nich
dobijano jak i do usarskich; jedne obyczaje, jeden regulament trybu
żołnierskiego, jeden rygor albo raczej jeden nie-rygor u obydwóch
znaków; przeto, co się pisało względem konsystencji, marszu i
parady chorągwi usarskiej, to wszystko służy pancernym. Czym
się różnili pancerni od usarskich, to opiszę:
Pancerni zamiast zbroi zażywali pancerzów.
Był to kaftan żelazny, w pół człeka długi, z
rękawami po łokieć długimi, robiony z kółek
maleńkich, płaskich, okrągłych albo też z podługowatych
ogniwków, jedne za drugie zakładanych, z rozporem małym na piersiach,
na haftki zapinanym, do obłóczenia i zdejmowania pancerza
służącym; po ręku szły karwasze żelazne, od
łokcia do pięści długie, na glanc polerowane, pół
piszczeli obejmujące, rzemiennymi paskami na rękę zapinane; sama
pięść ręki nie uzbrojona żelazem, tylko
rękawicą grubą łosią okryta. Od pasa do nóg szarawary
tak jak u usarzów. Na głowie misiurka, to jest na samym wierszchu
głowy okrągła blacha żelazna, z gałką mosiężną
lub srebrną pozłacaną-według osoby; o tej blachy był
przyrobiony kawał pancerza, który otaczał niższe
części głowy, czoło i kark tudzież policzki twarzy,
nie zasłaniając oczów, nosa, ust, brody i szyi.
Lampartów ani wilków nie zażywały
chorągwie pancerne; oficjerowie znaków pancernych zamiast gałki na
misiurce zażywali kitów z piór farbowanych albo z włosia szklannego,
w tulejce kameryzowanej osadzonego. W koniach, siądzeniach, rzędach,
buńczukach, dywdykach bynajmniej nie ustępowali pancerni usarskim;
zgoła we wszystkim aparacie wojennym jedni się nad drugich
podług fortuny przesadzali; a gdy oficjer pancerny włożył
na lewą rękę tarczą perłami lub drogimi kamieniami
sadzoną, przypiął do boku lewego z strzałami rozmaicie
pofarbowanymi sajdak, podobnież jak tarcza perłami i kamieniem
ozdobiony, to jeszcze przesadzał usarskiego; acz tego rynsztunku za czasów
Augusta III już mało co zażywali. Nosili go jako znaki
starożytne sławnych zwycięstw przodków swoich nad Turkami i
Tatarami. Towarzystwo także pancerne niekiedy i nie wszyscy używali na
podjazdach przeciw hajdamakom strzał, lubo już broń ognista
dawno w Polszcze zażywaną była. Dlatego używali
strzał, iż najprzód strzała cicho raziła albo i na
śmierć zabijała hajdamakę, bez wydania rażącego,
w jakim dole lub chwaście ukrytego; po wtóre, iż w owe czasy
trwała opinia między wojskowymi, że jest sekret albo czary od
ołowiu i że ten sekret czy czary hajdamacy posiadają, nie
mogąc być kulą ołowianą ranionymi; a nie masz sekretu
żadnego przeciw żelazu, z jakiego kruszcu był grot u
strzały. Słyszałem od wielu towarzystwa, bywalców w potyczkach z
hajdamakami, że ci wystrzelone do siebie kule zmiatają z sukien jak
pigułki śniegowe, że je wyjmują zza pazuchy, że je w
ręce łapią i na urągowisko naszym odrzucają; dodawali
ci opowiadacze, iż aby się kule ołowiane jęły
hajdamaków, trzeba było lać je na pszenicę
święconą albo też mieć je żelazne, srebrne lub
złote. Tak tedy wierzącym wojskowym potrzebne były strzały,
choć już po wynalezieniu strzelby. Trzecia, ale najprawdziwsza
była przyczyna używania długiego strzał, a nie tak
strzał, jak sajdaków, iż w owe czasy nie było jeszcze dla
towarzystwa mundurów; więc towarzysz, chcący się
dystyngwować od obywatela prostego na kompaniach i zjazdach publicznych,
przypasował do boku sajdak, bo szabla, jako wszystkim powszechna,
oznaczała tylko szlachcica, ale nie towarzysza; zbroi też lub
pancerza używać prócz służby żołnierskiej nie
należało i niewygodno było. Szeregowi pancerni mieli takież
pancerze jak towarzystwo, acz nie tak ozdobne.
Postać chorągwi w pancerze ubranej, w szyku
stojącej, z daleka patrzącemu wydawała podobieństwo deszczu
rzęsistego, co czyniły owe punkta próżne między
kółkami i ogniwkami, cień między blask samych kółek i
ogniwków polerowanych rzucające, oku z daleka krople grubego deszczu
reprezentujące.
W pół panowania Augusta III chorągwie
pancerne zatrzymały tylko imię swoje, to jest imię pancernych.
Pancerze zaś pozarzucali i na końcu panowania Augusta III nie
było więcej chorągwi zażywających pancerzów, jak
cztery w Koronie. Miejsce pancerzów wzięły blachy żelazne tylko
na piersiach jeźdźca, szyszak na głowie zamiast misiurki i
karwasze na ręku. Ta odmiana stała się dlatego, że pancerze
bardzo wiele kosztowały, że się prędko darły,
częstego chędożenia potrzebujące, że od kuli z
muszkieta były przenikliwsze niż blacha żelazna, po której,
gładko wypolerowanej, prędko się zemknęła.
Między strojami do ozdoby należącymi
niepoślednie miejsce trzymała burka; krój tego odzienia
naśladuje kapę kościelną, cokolwiek krótszą, materia z
wełny koziej lub wielbłądziej sposobem pliśni siodlarskiej
robiona, z wierszchu kosmata, z spodu gładka, koloru trojakiego: siwa,
biała i czarna. Fabryki krymskiej burka była najprzedniejsza i
kosztowała najprzedniejsza do 40 czerwonych złotych bez podszewki;
użytą do jakiego aktu wspaniałego, pospolicie czarną, podszywano
przednim atłasem błękitnym lub pąsowym, lub karmazynowym,
sznurkiem złotym suto szamerowanym, czyli raczej w rozmaite pręgi po
atłasie ciągnionym. Takową burkę komenderujący
zawieszał na plecy, sznurem długim i grubym złotym pod
szyję przestrono zawiązaną, z dwiema kutasami
miąższymi na piersi spadającymi; prawa poła burki była
na plecy nieco zarzucona, atłasem na wierszch wywrócona, co na
szklącym się pancerzu lub zbroi, od atłasu odbitym, dziwnie
piękny czyniło widok. A lubo wielu z towarzystwa znajdowało
się tak majętnych, iżby im o podobną burkę nietrudno
było, dla różnicy jednak oficjerów żaden towarzysz nie
zażywał jej do parady. Usarscy także oficjerowie burek nie
zażywali, mając na tym miejscu lamparty wyżej opisane. Burki
mniej kosztowne krymskie lub jeszcze podlejsze kuligowskie od wszystkich
wojskowych byty zażywane autoramentu polskiego, ale tylko w
ciągnieniu i obozowaniu, jako lżejsze od futer, trwalsze od nich na
słotę i lepiej od fali broniące niż płaszcz cienki.
Jeżeli zaś trzeba było nocować w polu, co się czasem
trafiało uganiającym się komendom za hajdamakami,
służyła żołnierzowi, rozpięta' na kijach, za
pół namiotu.
|