|
Panowie tak w domach, jak na publicznych miejscach
przebywając kochali się w wielkich stołach, dawali sobie na
publice nawzajem obiady i wieczerze; do tych zapraszali przyjaciół,
obywatelów, wojskowych i sędziackich; w domach zjeżdżali
się do nich pobliżsi sąsiedzi; rzadki był dzień bez
gościa; częste biesiady z tańcami i pijatyką. W całym
kraju pędzono życie na wesołości i lusztykach,
wyjąwszy małą garsztkę skromnych w napoju. Stoły
zastawiano wielkimi misami, które u wielkich panów były srebrne, u
mniejszych prócz wazów i serwisów cynowe, talerze także podług pana
srebrne albo cynowe.
Od połowy panowania Augusta III nastały
talerze farfurowe, dalej porcelanowe, nareszcie cała służba
stołowa składała się u wielkich panów z porcelany: wazy,
serwisy, misy, półmiski, salaterki, talerze, solniczki, karafinki, trzonki
nawet u nożów i widelców porcelanowe; ale że ta materia była
natenczas droższa od srebra, a przy tym prędkiemu stłuczeniu
podległa, przeto bardzo rzadko się z nią popisowano, chyba w dni
bardzo uroczyste. Łyżki do jedzenia pospoliciej srebrne, po
niektórych zaś dworach, niezbyt wykwintnych lub mniej dostatnich, albo u
tych panów, którzy zwykli dawać otwarte stoły i którzy często
nie znali swoich stołowników, na pośrodek stołu, gdzie
mieścić się miały dystyngwowane osoby, kładziono
łyżki srebrne i talerze takież albo za wprowadzoną
modą farfurowe lub porcelanowe, po końcach zaś, do których
tłoczył się, kto chciał i kto się mógł
zmieścić, dawano łyżki blaszane lub cynowe i talerze
takież. Nożów i widelców u wielu panów nie dawano po końcach
stołu, trwał albowiem długo od początku panowania Augusta
III zwyczaj, iż dworzanie i towarzystwo, a nawet wielu z szlachty
domatorów nosili za pasem nóż, jedni z widelcami, drudzy bez widelców,
inni zaś prócz noża za pasem z widelcami miewali uwiązaną u
pasa srebrną, rogową lub drewnianą - z cisu, bukszpanu lub
trzmielu wyrobioną - łyżkę w pokrowcu skórzanym, u
niektórych srebrem haftowanym; przeto polo taka moda trwała, miano za
dosyć pośrodek stołu opatrzyć łyżkami,
nożami i widelcami, wiedząc, że ci, którzy zasiędą
końce stołu, będą mieli swoje noże i łyżki
na pańską pieczenią, barszcz i inne kawały. Jeżeli
zaś który nie zastał u stołu łyżki gospodarskiej i
swojej nie miał, pożyczał jeden u drugiego, skoro ten, rzadkie
zjadłszy, do gęstego się zabrał, albo zrobił sobie
łyżkę z skórki chlebowej, zatknąwszy ją na nóż,
co nie było poczytane za żadne prostactwo w wieku
wykwintnością francuską nie bardzo jeszcze zarażonym czyli
też nie wypolerowanym.
Serwety także i odmienianie talerzy za
każdą potrawą nie zaraz nastało; a gdy nastało, to
oboje najprzód tylko używane było do środka stołu nie
zasięgając końców, przy których stołownicy obywali się
jednym talerzem; a gdy ten już był napełniony ogryzkami i
kościami, podawali go posługaczowi jakiemu, aby zruciwszy gdzie w
kąt owe gnaty, czymkolwiek talerz ochędożył lub - w
niedostatku rychłego posługacza-sami nieznacznie pod stół
objedzmy zrucając, talerz sobie do innych potraw uwalniali i chlebową
skórką czyścili. Jest w tej okoliczności bajeczka czyli też
prawdziwy trafunek, że jeden dominikan, zaproszony na bankiet,
nauczył chłopca świeżo ze wsi przyjętego, jak siędzie
u stołu, aby mu za każdą potrawą talerz pięknie
ścierał; siadając do stołu wypuścił szkaplerz za
stołek, żeby go przysiadłszy nie zgniótł. Chłopiec,
który rozumiał, że ten kawał wiszący na panu był
nagotowany do ścierania talerzy, za każdym podaniem talerza
ścierał go owym końcem wiszącym, a gdy go należycie zafolował
i utłuścił, przestrzegł dominikana: "Dobrodzieju,
obróćcież ręczniczek z przodu w tył, bo się już
ten koniec zabrudził."
Komu się nie dostało serwety,
zasłonił się chustką od nosa, choć czasem
utabaczoną, co nic gospodarza domu ani wspólników bankietu nie
obchodziło. Z jednej szklanki pili za koleją lub z jednego puchara,
nie brzydząc się kroplami napoju, które z wąsów jednego
spadały w puchar podawany drugiemu. Biała płeć nawet nie
miała mierziączki przytykać swoich ust delikatnych do puchara, w
kolej idącego, po wąsach uszarganych. Jak zaś nastały
kielichy szklanne i kieliszki, nastała zarazem i obrzydliwość
cudzej gęby. Kto spełnił kielich, nim go drugiemu podał,
wytarł go czysto serwetą, dalej zaś za ochędóstwem
postępującym w górę przepłukiwano go po każdym
pijącym wodą w kredensie, kieliszki zaś małe do wina
stawiano z osobna przed każdego tudzież butelkę z winem i
wodą i szklankę do niej przed każdą osobę. Jeżeli
kto żądał piwa, to na tacy roznoszono w szklankach dla
siedzących u stołu.
Gdy zaś ta moda
nastała, już wtenczas przy całym stole od końca do
końca kładziono talerze, serwety, noże i widelce, za
każdą potrawą odmieniano talerze, a nawet noże i widelce,
przepłukując je w wodzie. Do brania potraw z wazów i półmisków
były osobne łyżki duże, także do rozkrawania
pieczystego osobne noże i widelce. Na ostatku, aby na niczym nie
zbywało wykwintności, na każdym talerzu kładziono po kilka
drewienek bukszpanowych, cienko i kończysto zastruganych, do wykulania zębów,
których drewienek w Warszawie kopę płacono noremberczykom po dwa
tynfy, to jest po dwa złote dzisiejsze i po groszy miedzianych
szesnaście. Te drewienka wolno było każdemu zabierać do
swego sztućca, czyli jak go nazywano, zębodłuba; drewienka
zaś same nazywano iglicami, z podobieństwa do takiego narzędzia.
Do wielkiego stołu od osób kilkudziesiąt wyszło takich iglic
kopa jedna i druga; na każdy publiczny obiad kupowano świeże,
ponieważ jedne goście rozebrali, drugie mniej dbający służący
na koszt pański za mało poczytany, sprzątając ze stołu
bez uwagi na te fraszki, rozproszyli lub między siebie rozebrali,
ponieważ o zginienie ich żadnego nie było pytania. Liberia
służyła do stołu, podając i odbierając talerze
przez serwetę, ażeby golą ręką niezgrabną na czas
lokaj lub hajduk pieszczonemu smakowi nie sprawił obrzydzenia. Toż
samo zachowywał kuchmistrz, zastawiający stół potrawami, i
roznoszący półmiski lokaje, o czym będzie niżej przy opisie
potraw i sposobie nimi częstowania.
|