|
W ten dzień w kościołach dawano ludowi
opielec, to jest przyklękającym przed wielkim ołtarzem lub przed
innym pobocznym po odprawionej mszy świętej ksiądz
posypował głowy popiołem z palmy w Kwietną Niedzielę
święconej (nie z trupich kości, jak rozumie prostactwo)
upalonym, przypominając ludowi tym sposobem, że kiedyś w proch
się obróci, zatem żeby się do marności światowych, a
tym bardziej do rozpusty nie przywiązywał, ale owszem za zbytki i
swawole mięsopustne miał się przy poście świętym
do pokuty. Na ten popielec zjeżdżali się i schodzili do kościołów
wszyscy katolickiego wyznania, panowie nawet najwięksi nigdy go nie
opuszczali. Ale że nie wszyscy byli sposobni w Stępną
Środę do przyjęcia tego obrządku, przeto dawano go drugi
raz po kościołach, mianowicie po wsiach, w pierwszą
niedzielę postu. Taka zaś była jeszcze pobożność
Polaków pod panowaniem Augusta III w latach początkowych, że nawet
chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w
kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku.
Lecz ku końcu panowania wyżej
wyrażonego króla, gdy wiara stygnąć poczęła, w
młodzieży osobliwie duchem libertyńskim zarażonej, popielec
ledwo miał ciżbę do siebie w kościele, i to najwięcej
od pospólstwa; po domach zaś rozdawać go, gdy nicht nie prosił,
w cale zaniechano. Ale natomiast nie fatygując księży swawolna
młodzież rozdawała go sobie sama, trzepiąc się po
głowach workami popiołem napełnionymi albo też
wysypując zdradą jedni drugim obojej płci na głowy
pełne miski popiołów. Ta jednak swawola nie praktykowała
się po wielkich domach, tylko po małych szlacheckich i po miastach
między pospólstwem.
Druga ceremonia - nie kościelna, ale
światowa - z popiołem bywała długo w używaniu po
miastach i po wsiach, która zawisła na tym, że jaki młokos przed
przechodzącą lub tuż za przechodzącą niewiastą albo
jaka dziewka przed lub za przechodzącym mężczyzną
rzucała o ziemię garnek popiołem suchym napełniony,
trafiając tym pociskiem tak blisko osoby, że popiół z garka
rozbitego, wzniesiony na powietrze, musiał ją obsypać albo
obkurzyć. Co zrobiwszy swawolnica lub swawolnik, zawoławszy:
"Półpoście, mości panie" lub "mościa
pani", albo "panno", uciekł; że zaś nie
kożdy mógł znieść cierpliwie taki ceremoniał, sukni i
oczom szkodliwy, mianowicie gdy między osobą czyniącą i
cierpiącą żadnej przyjaźni i znajomości nie było,
trafiało się, że stąd wynikały zwady i bitwy, a tak ta
ceremonia niedługo ustała, przeniósłszy się z katolików na
samych Żydów, których afrontować i nie tylko garkiem popiołu za
plecy zwalić, ale też i kijem wyprać za lada okazją wolno
było, osobliwie w Warszawie, gdzie Żydzi, nie mający prawa
inkolatu, bardzo pokornymi być musieli, a zatem małe krzywdy i urazy
cierpliwie znosili.
Zeszedł nareszcie
popiół i z Żydów, gdy bilety nastały, które czyniąc
marszałkom wielkim koronnym niemałą intratę, ściągnęły
też na Żydków kochanych większą protekcją. Żyd by
najmniej urażony, byle tylko znał urażającego, natychmiast
pozywał na sądy marszałkowskie, gdzie przestępcę
nieodwłocznie na worku albo na skórze, podług majątku osoby,
skarano; więc afrontowanie Żydów w cale nie tylko w ten sposób, ale i
w inny wszelki ustało.
|