|
W Wielką Środę, po odprawionej jutrzni
w kościele, która się nazywa ciemną jutrznią, dlatego
iż za każdym psalmem odśpiewanym gaszą po jednej
świecy, jest zwyczaj na znak tego zamięszania, które się
stało w naturze przy męce Chrystusowej, że księża
psałterzami i brewiarzami uderzają kilka razy o ławki,
robiąc mały tym sposobem łoskot; chłopcy swawolni,
naśladując księży, pozbiegawszy się do
kościoła z kijami, tłukli nimi o ławki z całej mocy,
czyniąc grzmot po kościele jak największy tak długo, póki
aż dziadowie i słudzy kościelni, przypadłszy z gandziarami,
nie wyparowali ich z kościoła. Ale chłopcy szybciejsi w nogach
od starych dziadów, urwawszy tego i owego po plecach kijem, sami
zdążyli przed gandziarą umknąć z kościoła.
Toż dopiero zrobiwszy bałwan z jakich starych gałganów, wypchany
słomą na znak Judasza, wyprawili z nim na wieżą
kościelną jednego lub dwóch spomiędzy siebie, a drudzy z kijami
na pogotowiu przed kościołem stanęli. Skoro Judasz został
zrucony z wieży, natychmiast jeden, porwawszy za postronek uwiązany u
szyi tego Judasza, włóczył go po ulicy biegając z nim tu i
ówdzie; a drudzy goniąc za nim bili go kijami, nieprzestannie
wołając co z garła: "Judasz! Judasz!", póki owego
bałwana wniwecz nie popsuli. Jeżeli Żyd jakowy niewiadomy tej
ceremonii nawinął się im, porzuciwszy zmyślonego Judasza,
prawdziwego Judę tak długo i szczerze kijami obkładali, póki
się do jakiego domu nie salwował. Lecz i ta swawola chłopców w
zwyczaj wprowadzona, jako pokrzywdzająca domy boskie, sługi
kościelne i biednych Żydków, za wdaniem się w to szkolnych
profesorów i rządców publicznych, pobywszy lat kilka nareszcie ustala.
Zostały się chłopcom do zabawki
grzechotki; te miały początek w Wielki Czwartek, a koniec w
Wielką Sobotę; trwały przez ten czas, przez który
Kościół nie używa dzwonów do dzwonienia, tylko klekotów do
kołatania. Jak prędko na wieży kościelnej odezwała
się klekota, chłopcy natychmiast nie omięszkali biegać po
ulicach z swoimi grzechotkami, czyniąc nimi przykry hałas w uszach
przechodzącym. Grzechotka było to narzędzie małe,
drewniane, w którym deszczka cienka, obracając się na walcu,
także drewnianym, pokarbowanym, przykry i donośny hałas
czyniła. Im tężej ta deseczka była do walcu przystrojona,
tym głośniejszy czyniła łoskot; jedni ją sami sobie
robili, drudzy kupowali gotowe, kupami na rynku jak jaki towar od wieśniaków
przedawane.
Klekot kościelny wiele
miał części podobnych do tego instrumentu, którym len
chędożą, i był osadzony na kółkach jak taki, dla
sposobności toczenia go po ulicy około kościoła dla
oznajmienia ludowi czasu zbliżającego się nabożeństwa.
|