|
Mieć na palcu pierścień diamentowy,
szpinkę pod szyją takąż lub z innego jakiego drogiego
kamienia znaczyło panicza i dworaka modnego, a kiedy jeszcze na obu
rękach błyskały pierścienie, to tym bardziej. Choćby
się kto najlepiej ubrał, bez tych ozdób nie był miany, tylko za
miernego obywatela albo też za niegustownego domatora. Dla czego, kogo nie
stać było na prawdziwe klejnoty, stroił się w czeskie,
głogowskie i biłgorajskie, mianowicie w nocnych kompaniach, w których
od rzęsistych świec lada szkiełko nabiera blasku, i do tego
mało było w kraju jubilerów takich, którzy by jednym rzuceniem oka
prawdziwe klejnoty od fałszywych rozeznawać mogli.
Mężczyźni oprócz pierścionków,
noszonych zazwyczaj na średnim palcu, zasadzali na palec gruby, krótki
skuwkę złotą lub srebrną szmelcowaną; i to było
znakiem gracza do szabli, choć niejeden pod takim znakiem chodził
tchórz jedynie dla tego, aby nie był napastowany.
Damy także stroiły się suto w
pierścionki, kładąc czasem po dwa i trzy na jeden palec; szpinek
pod szyją nie nosiły, zażywając gorsa otwartego; ale
zamiast szpinki zawieszały na szyi łańcuszki złote, sznury
pereł, aksamitki wąskie, brylantami nawlekane, od których spadał
na piersi krzyżyk złoty, bogatym kamieniem oprawny. Korale były
w modzie w początkach panowania Augusta III, potem przetykali je
perłami, w ostatku w cale zarzucili, ustąpiwszy ich mieszczkom i
Żydówkom. Szlacheckie zaś damy więcej ważyły nad
korale perły woskowe, jakąś kompozycją
światłą i twardą powlekane.
|