|
Pasja pospolicie nazywa się nabożeństwo
w wielki post używane. Po kościołach katedralnych i niektórych
kolegiackich - jako to w Warszawie u Św. Jana - najprzód ksiądz po
nieszporach albo komplecie, według dnia, w którym się gdzie pasja
odprawuje, wyjmuje Sanctissimum z cyborium, kładzie do monstrancji i
prześpiewawszy O salutaris Hostia stawia na ołtarzu, a sam się
lokuje na miejscu celebransowi przyzwoitym. Toż dopiero kapela na chórze
zaczyna grać w łacińskim języku rozdział wyjęty z
Ewangelii o Męce Chrystusowej, do not muzycznych ułożony, na
trzy części podzielony, po których odgraniu następuje kazanie,
po kazaniu procesja; po procesji śpiewa kapłan z ludem
Święty Boże, potem Salvum fac i dawszy benedykcją ludowi,
chowa Sanctissimum do puszki, którą znowu wziąwszy do rąk obraca
się ku ludowi, śpiewa Fiant, Domine i powtórzywszy benedykcją,
chowa puszkę cum Sanctissimo do cyborium, powracając cum dero do
zakrystii, a lud zaczyna jaką pieśń w języku polskim o
Męce Pańskiej, która jest końcem nabożeństwa.
Po innych kościołach zakonniczych lub
świeckich księży ten sam porządek, czyli skład pasji,
nabożeństwa, co i w katedrach dopiero opisany, z tą tylko
różnicą, że kapela nie gra pasji ewangelicznej, ale ludzie
przemiennym chórem, niewiasty z mężczyznami, śpiewają
polskim językiem pieśni złożone z tajemnic Męki Chrystusowej,
w niektórych kościołach na pięć części, jako to u
dominikanów, w niektórych na trzy, jako po wszystkich innych, podzielone. Za
każdą częścią o Męce Pańskiej przydają
cztery sztrofy z hymnu o Najświętszej Pannie Bolesnej, znajomego z
początku swego: "Stała Matka boleściwa", potem
następuje hymn wyrażający lament duszy pobożnej nad
cierpiącym Chrystusem. Po odśpiewaniu tym porządkiem
ułożonych trzech lub pięciu części pasji,
śpiewają pięć razy: "Któryś cierpiał za nas
rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami." Za tym zaczyna
się kazanie, potem procesja, po której pieśń Wisi na
krzyżu, po pieśni Święty Boże i dalej wszystko tak jak
w kościołach katedralnych.
Kapnicy od kap, którymi się przykrywali, tak
nazwani. Byli to ludzie rozmaici, z nabożeństwa lub z nakazu
spowiedniczego za grzechy swoje publiczną dyscyplinę w
kościołach podczas pasji czyniący. Kapy byty robione z
płótna, najwięcej prostego i grubego, szaro farbowane. Ale że
ambicja ludzka wszędzie się wciska, nawet i tam, gdzie się tylko
powinien wydawać duch pokorny i serce skruszone, przeto też i te wory
pokutne, kapami nazwane, nie wszystkie bywały z grubego płótna i
szare, bywały drugie z płócien cienkich, glancowanych, różnego
koloru: czerwone, zielone, błękitne i granatowe. Kaptury do tych kap
należące bywały czasem kitajkowe lub grodetorowe. Krój kap był
taki jak nobile Venetiano, którego używają na reduty.
Ubierano się w kapy w jakiej izbie
kościoła bliskiej takim sposobem: najprzód trzeba było
koszulę obrócić rozporem na plecy, podobnież przewlec
suknią, na nią wdziać kapę także z tyłu rozpór
mającą, tak że plecy zostawały obnażone; potem
szedł po kapie pas, jaki kto miał, albo też pasek jaki sznurkowy
lub rzemienny dla niepoznaki. Na głowę wdziewany był kaptur
zasłaniający całą głowę i twarz, z oczami
wyciętymi w płótnie lub materii kaptura dla patrzenia. Ta
część kaptura, która twarz zakrywała, była długa,
wisząca do wpół piersi, mogąca się odchylić z twarzy w
górę i założyć na głowę, kiedy kto w izbie przed
pasją nie miał przyczyny chronienia się być poznanym albo
też dla posiłku chciał się napić, w czym kapnicy,
osobliwie prostej kondycji, czasem miarę przebierali. Druga
część kaptura wisiała z tyłu, ścinana
ukośnie po ramionach aż do pasa, i zakrywała plecy gołe w
czasach, gdy ich do dyscypliny odkrywać nie trzeba było.
Gdy już był czas wychodzić na pasją,
szli kapnicy tym porządkiem: najprzód szedł jeden z krzyżem,
bardzo często bosymi nogami, wedle niego dwaj kapniczkowie mali,
chłopcy z świecami w lichtarzach, za tymi ciągnął
się orszak kapników parami; na ostatku idący dwaj podpierali się
laskami długimi; ci oznaczali marszałków i mieli urząd
szykowania kapników w kościele, jak mieli klęczeć. Gdzie
była mniejsza liczba kapników, klękali we dwa rzędy wedle
ławek; gdzie większa, we trzy rzędy. Wychodząc z izby,
zaczynali jaką pieśń o Męce Pańskiej, a wchodząc
w drzwi kościelne, przestawali śpiewać, aby
śpiewającym w kościele pasją, zwykle przed wniściem
kapników zaczynaną, nie przeszkadzali. Gdy się już uszykowali
kapnicy w porządku, najprzód za daniem znaku od marszałka przez
zapukanie laską w posadzkę kościelną kładli się
wszyscy krzyżem i poleżawszy tak do pewnych słów w
śpiewaniu kościelnym nadchodzących, za takimże znakiem od
marszałka danym podnosili się na kolana i-zawinąwszy kaptura z
pleców na ramię-biczowali się w gołe plecy dyscyplinami rzemiennymi
albo nicianymi, w powrózki kręte splecionymi. Niektórzy końce
dyscyplin rzemiennych przypiekali w ogniu dla dodania większej
twardości albo szpilki zakrzywione w dyscypliny niciane i rzemienne
zakładali, ażeby lepiej ciało swoje wychłostali, które czasem
takowym ćwiczeniem, silno przykładanym, aż do żywego
mięsa i szkurlatów wiszących sobie szarpali, brocząc krwią
suknie, kapę i pawiment kościelny. Biczowanie trwało mało
mniej kwadransa, ustawało na ostatniej sztrofie hymnu za daniem znaku
przez marszałka, którego jeżeli który kapnik nie słuchając
dłużej się nad innych biczował, marszałek
zbliżył się do niego i ściągnąwszy z ramienia
kaptur zawiniony zasłonił mu plecy, aby się nad drugich nie
przesadzał i z wszystkimi się stosował.
Po biczowaniu klęczeli kapnicy pewną
chwilę, potem się znowu kładli i leżeli krzyżem
pewną chwilę, odbierając zawsze znaki od marszałka
stukaniem laski do każdej
czynności. Biczowali się trzy razy przed
kazaniem i procesją, dwa razy po procesji, ostatnie biczowanie było
najdłuższe. Gdzie była pasja złożona z pięciu
części, tam się biczowano do procesji pięć razy, po
procesji dwa razy. Po skończonym biczowaniu kapnicy podnosili się na
nogi, stali w miejscu, przystępując parami do całowania
krzyża albo też po trzech, jeżeli w trzy rzędy
klęczeli; który krzyż kładziony był na czele kapników na
poduszce i kobiercu. Żaden kapnik nie ruszył się z miejsca swego
do całowania krzyża, póki go marszałek za nim
następujący nie trącił laską w nogę, a to dla
zachowania od tłoku i uniknienia zamięszania. Pocałowawszy
krzyż, każdy powracał na swoje miejsce; marszałkowie na
ostatku całowali. Gdy się skończyło cełowanie
krzyża, wychodzili kapnicy z kościoła tym porządkiem,
którym przyszli, do izby ubieralnej, w której składali kapy. Te kapy bywały
kościelne albo też do bractwa jakiego w tym kościele
będącego należące; rozdawano gratis co podlejsze, lecz
piękniejszą chcący dostać, musiał zawiadującemu
nimi wetchnąć co w rękę, ponieważ bywał do nich
nacisk większy jak do podłych. Niektórzy najmowali ich sobie na
cały post, a niektórzy miewali swoje własne, nie chcąc cudzego
waporu i krwi w kapie zostawionego brać na siebie.
Zdarzało się, acz rzadko, że panny
płocho pobożne skrycie ubierały się w kapy, na suknią
męską włożone, łączyły się z kapnikami
i wraz z nimi publiczną czyniły dyscyplinę. Jako jednak z natury
są miłosierne, tak się też i nad swoim ciałem
pastwić nie raczyły, głaszcząc się raczej
miętką dyscypliną po plecach niż biczując, a
ciałem delikatnym i koszulą cienką wizerunek miłosny zamiast
pokutnego wystawując.
|