|
W Wielki Piątek kapnicy z każdego
kościoła osobno obchodzili groby Chrystusowe po innych
kościołach, idąc procesją parami i niosąc krzyż
przed sobą. W każdym kościele, w którym grób odwiedzali,
biczowali się raz. Ksiądz asystujący swojej procesji
powiedział krótką egzortę, po której tymże porządkiem,
którym przyszli, wychodzili z jednego kościoła do drugiego
śpiewając przez drogę jaką pieśń o Męce
Pańskiej, a na wchodzeniu do kościoła przestając
śpiewać. Nie z wszystkich kościołów, ale z niektórych tylko
procesja kapników, oprócz krzyża z wizerunkiem Chrystusowym na czele
procesji niesionego, miewała drugi krzyż wielki, grubości belki,
z tarcic spajanych dla letkości zrobiony, który w pośrodku kapników
dźwigał jeden kapnik, idący nie wyprostowany, ale w pół
człeka pochylony tak, jak nam malarze wystawują Chrystusa, krzyż
na Kalwarią niosącego. Dlatego pod ten krzyż dobierano
chłopa mocnego. Miał na głowie, czyli raczej na czapce kapturem
przykrytej, koronę cierniową, łańcuch długi i gruby
przez ramię pod pachę przepasany, koniec krzyża unosił za
nim inny kapnik, wyrażający Cyreneusza, a dwaj kapnicy dobyte
pałasze niosący na ramieniu oznaczali żołnierzów, na
Kalwarią Chrystusa prowadzących, z których jeden trzymał w
ręce koniec łańcucha. Wyobrażający Chrystusa kapnik
udawał także Jego pod krzyżem upadania, a na ten czas jeden
żołnierz, targając łańcuchem i bijąc nim o
krzyż, czynił duży łoskot, drugi, uderzając
płazem po krzyżu i po plecach lekkimi razami nosiciela krzyża,
wołał na niego głosem donośnym: "Postępuj,
Jezu!" Wtenczas nosiciel, w samej rzeczy pochyłym chodem
znużony, odpocząwszy nieco powstawał i dalszą drogę,
czyli procesją, kończył.
Jeżeli w kościele, do którego wchodziła
procesja, był wielki tłok ludu albo miejsce lub wniście do
kościoła ciasne, że się kapnik z krzyżem wygodnie do
niego wprowadzić nie mógł, zostawał przed kościołem.
Na ten czas mógł sobie odpocząć, posiedzieć, tabaki
zażyć, a czasem z jakim miłosiernym pijakiem kufel piwa
wydusić. Trafiało się i to, acz rzadko, że dźwigacz
krzyża spragniony, nie znalazłszy dobroczyńcy, który by go
posilił, zostawiwszy krzyż i łańcuch pod kościołem,
pobiegł sam w cierniowej koronie do najbliższej szynkowni dla ochłodzenia
pragnienia. A gdy nie zdążył ugasić go, nim procesja
wyszła z kościoła, natenczas reprezentanci żołnierzów
pobiegłszy po niego, nie żartem płazami trzepiąc mu plecy,
przygnali go pod krzyż, mianowicie jeżeli nie był z dewocji,
lecz najęty.
Jeżeli dwie procesje kapnickie zeszły
się razem do jednego kościoła i były tak uparte, że
jedna drugiej nie chciała ustąpić pierwszeństwa,
przychodziło między nimi do bitwy, do której oręża potocznego:
kijów, pięści i kamieni, używano. Nie trafiło się
jednak nigdy, żeby się taka bitwa zbytnie krwią oblała,
ponieważ mata liczba zapalczywych kapników od większej nierównie
rozmaitego stanu osób, za procesją idących albo też z osobna
groby obchodzących, z łatwością rozerwana i poskromiona
bywała.
Groby obchodzili duchowni wszelkiego gatunku: biskupi,
prałaci, kanonicy, księża świeccy, zakonnicy, parami,
świeccy ludzie: senatorowie, rozmaitej rangi szlachta, panowie i panie, w
kompaniach zebranych albo też w domowych familiach lub pojedynczo, jak
się komu podobało, jedni pieszo, drudzy karetami. Konwiktorowie
pijarscy, jezuiccy i teatyńscy obchodzili z osobna każde zgromadzenie
pod dozorem i asystencją swoich profesorów.
W każdym kościele na wniściu do grobu
siedziały panienki albo i damy wyższej rangi z tacami srebrnymi,
kwestujące jałmużnę od przechodzących na pożytek
tego kościoła, w którym takową kwestę czyniły. Nie
wołały ony na nikogo o jałmużnę usty swymi, ale tylko
brzękiem tacy o ławkę trącanej, i czym kto znaczniejszy lub
więcej ubrany przechodził, tym większy brzęk na niego
czyniły. Urodziwsze kwestarki zazwyczaj więcej ukwestowały
niż te, którym na urodzie schodziło, przez wrodzoną ku urodzie
skłonność nawet w pobożnej szczodrobliwości. Przy
niektórych grobach, prócz kwestarek wyżej wyrażonych, stawały z
jakową relikwią do całowania ludowi, na stole obrusem, kobiercem
i świecami przyozdobionym wystawioną, osoby zakonne, klerycy lub
braciszkowie; na gradusie przy takim stole położona była taca,
na którą przystępujący do całowania relikwii wrzucali jaki
pieniądz podług woli swojej: szeląg, grosz albo trojak, albo
szóstak bity, który miał w sobie waloru dwanaście groszy miedzianych
i szelągów dwa. Przed każdym także grobem, na kobiercu na ziemi
rozpostartym, leżał krucyfiks z tacą w końcu
postawioną, na którą całujący tenże krucyfiks rzucali
podobneż jako wyżej pieniądze, a jeżeli gdzie nie było
tacy pod krucyfiksem, rzucali je na kobierzec. Oprócz kwestarek i kwestarzów
miejscowych każdego kościoła, stawali obcy i obce od
różnych bractw lub szpitalów po kruchtach i po różnych miejscach
kościoła, na linii do grobu prowadzącej.
Obchodzenie grobów zaczynało się od godziny
pierwszej po południu i trwało do północka, a to tylko po
wielkich miastach, gdzie się znajduje wielość
kościołów i ludu. Za dnia obchodzili groby panowie i panie, w nocy
służebna czeladź, której się razem z państwem
obchodzić nie dostało. Gdzie w którym kościele znajdowało
się jakie bractwo, tam o godzinie dziewiątej w nocy zaczynała się
przed grobem pasja z biczowaniem kapników i kazaniem bez procesji, gdyż ta
już pierwej publicznie do innych grobów odprawioną była. W
sobotę zaś, przed zaczęciem rezurekcji, śpiewano jakie
pieśni u grobu o Męce Pańskiej lub o Najświętszej
Pannie Bolesnej, albo też po niektórych kościołach kapela lub
jaki lutnista przegrywał symfonie.
August III, lubo byt pan wielce pobożny i
więcej jeszcze pobożną od niego była królowa, grobów jednak
nie obchodzili. Sama królowa, kiedy bywała w Polszcze, wraz z
mężem królem, z synami i córkami bywała na nabożeństwie
rannym wielkopiątkowym w kościele farnym kolegiackim Św. Jana.
Tam po zaprowadzeniu Chrystusa Pana do grobu, pomodliwszy się nieco,
królestwo powracali z familią swoją do pałacu. Po obiedzie
królowa z córkami przyjeżdżała znowu do tejże fary, gdzie
przykładnym nabożeństwem odklęczawszy godzinę przed
grobem, powracała do pałacu, a czasem nawiedzała te groby: u
reformatów, u panien sakramentek, u karmelitek i u wizytek.
Gdy zaś umarła w Saksonii, a sam król,
wypędzony z Saksonii podczas siedmioletniej wojny z Prusakiem,
mięszkał przez ten czas w Warszawie z, grobów nie odwiedzał,
jako się wyżej rzekło, tylko u augustianów o godzinie
piątej po południu bywał na lamentacjach, które wyborną
sztuką muzyczną śpiewali jego nadworni śpiewacy i
śpiewaczki z pomocą rozmaitych instrumentów. Warta, postawiona u
wszystkich drzwi kościelnych dla wstrzymania tłoku, nie
puszczała, tylko dystyngwowańszych i tych póty tylko, póki się
kościół nie zagęścił. To nabożeństwo z samej
chyba dobrej intencji króla i z jednej osoby jego mogło być przyjemne
Bogu. Król albowiem swoją przewyborną kapelą chciał
uczcić tajemnicę Grobu Chrystusowego i raz uklęknąwszy na
pulpicie modlił się nie poruszony i wlepiony w Sanctissimum przez
całą tę kantatę. Inni zaś, którzy się dostali do
kościoła, którzy byli: senatorowie, ludzie dworscy, palestranci,
dworacy, oficjerowie, muzykanci od różnych dworów, a wielu między
nimi dysydenci, obróciwszy się tyłem do grobu a twarzą do kapeli
na chórze grającej - jedni się delektowali melodią instrumentów
i wdzięcznością wokalistów, drudzy posyłali gestami umizgi
nadobnym śpiewaczkom, zapomniawszy, że się znajdują w
kościele, nie na operze.
Przy grobie w kościele kolegiackim drabanci
królewscy, u panien benedyktynek w kościele Św. Trójcy artylerystowie
koronni od wstawienia do grobu Chrystusa aż do rezurekcji trzymali
wartę. Gdziekolwiek zaś przed pałacami lub w koszarach
stały szyldwachy żołnierskie, wszędzie przez ten czas mieli
karabiny na dół rurami, a kolbami do góry obrócone, i żaden
bęben żołnierski lub kapela po ten czas nie dała się
słyszeć, stosując się do smutku kościelnego, który
Kościół katolicki na pamiątkę śmierci Chrystusowej w
te dni oznacza.
Groby robione były w formę rozmaitą,
stosowaną do jakiej historii, z Pisma świętego Starego lub
Nowego Testamentu wyjętej. Na przykład reprezentowały Abrahama
patriarchę, syna swego Izaaka na ofiarę Bogu zabić
chcącego, albo Józefa patriarchę od braci swoich do studni
wpuszczanego, albo Daniela proroka w jamie między lwami zostającego,
albo Jonasza, którego wieloryb połyka paszczęką swoją, i
tym podobnie. Z Nowego Testamentu: Górę Kalwaryjską z zawieszonym na
krzyżu Chrystusem, z żołnierzami, którzy go krzyżowali, i z
tłumem Żydostwa, którzy się temu krzyżowaniu przypatrowali;
skałę, w której grób był wycięty i w którym ciało
Chrystusowe było złożone, z żołnierzami na straży
grobu postawionymi, śpiącymi, albo też inną jaką
tajemnicę męki lub zmartwychwstania Chrystusowego. Po niektórych
kościołach takowe wyobrażenia byty ruchome. Lwy
błyskały oczami szklannymi, kolorami iskrzącymi się
napuszczonymi i światłem z tyłu oświeconymi,
wachlowały jęzorami z paszczęk wywieszonymi. Morze bałwany
swoje miotało. Longin siedzący na koniu zbliżał się do
boku Chrystusowego z włócznią, Maryje, stojące pod krzyżem,
ręce do oczów z chustkami podnosiły i jakoby zemdlone na dół
opuszczały. W osobie albo właściwie mówiąc w wizerunku
osoby, która była treścią historii i argumentem, wyrznięta
była dziura okrągła w piersiach lub w boku tak wielka jak
hostia, przez którą dziurę widzieć się dawała sama
tylko hostia w monstrancji będąca, za tąż osobą na
postumencie postawionej. Ozdabiano te groby rzeźbą, malowaniem,
arkadami w głęboką perspektywę ułożonymi,
światłem rzęsistym lamp ukrytych i świec oświeconymi,
a po bokach i z frontu kobiercami i szpalerami obsłaniali,
przesadzając się jedni nad drugich w ozdobności grobów.
Najpiękniejsze groby bywały u jezuitów i w Warszawie u misjonarzów.
Pijarowie warszawscy nie stroili grobu z historii, tylko wystawiwszy
Sanctissimum na ołtarzu wielkim, dostatkiem świec woskowych
białych w pewnej symetrii tak na ołtarzu, jako też i gradusach
jego nastawiali.
|