|
Rezurekcja albo procesja w dzień wielkanocny cum
Sanctissimo z grobu wyjętym bywała taka, jaka jest i dzisiaj, trzy
razy obchodząca dokoła po kościele wewnątrz albo
dokoła kościoła po cmentarzu lub krużgankach
kościelnych, według sposobności, jaka gdzie była.
Zaczynała się ta procesja w miastach wielkich zazwyczaj o godzinie
północnej z soboty na niedzielę. Gdzie atoli byty katedry,
zaczynała się w wieczór w sobotę o godzinie dziewiątej. Po
wsiach i miasteczkach małych, do których parochii należały wsie,
zaczynała się do dnia w niedzielę albo też na wschodzie
słońca. Niemal wszędzie po wsiach i małych miasteczkach
podczas tej uroczystej procesji strzelano z moździerzów, z harmatek, z
organków, to jest kilku lub kilkunastu rur w jedno łoże osadzonych, w
jednym rzędzie żłobkowatym zapały mających, lontem jak
harmatki i moździerze zapalanych, albo też z ręcznej strzelby,
pod którą w niektórych miejscach stawali żołnierze, gdzie mieli
konsystencje, a gdzie nie było żołnierzy, mieszczankowie z
różnych cechów lub na wsiach parobcy. A że ci ludzie nie
wyćwiczeni w taktyce częstokroć nie razem, lecz po jednemu lub
po kilku wydali ognia, co się czasem i żołnierzom trafiało,
przeto urosło przysłowie między myśliwymi, kiedy w kniei
gęsto do zwierza strzelano: "Strzelają jak na
rezurekcją."
W Warszawie, kiedy król mięszkał, który
zawsze asystował rezurekcji z królową lub sam, jak kiedy
znajdował się w kraju, zaczynała się rezurekcja o godzinie
ósmej wieczornej. Drabanci jego we dwa rzędy uszykowani, tył
królewski sobą zasłaniając, szli wraz z procesją obok
Sanctissimum, nad którym baldekin nieśli senatorowie lub urzędnicy
koronni orderowi. Skoro się ruszyła w kościele procesja,
artyleria koronna w tyle kościoła farnego z harmat - na Gnojowej
Górze zatoczonych wydała ognia sto razy wciąż. Że król
August był wzrostu wielkiego i otyły, a ku końcu panowania swego
już był w podeszłym wieku, przeto ażeby się nie nadto
mordował troistym kościoła obchodzeniem, w obecności jego
procesja nie chodziła, tylko raz; po innych kościołach
warszawskich zaczęta rezurekcja o godzinie jedenastej przed
północkiem w kościele misjonarskim - ciągnęła się
po kolei kościołów aż do świtania. Wielu było z
pospólstwa, którzy mieli sobie za nabożeństwo biegać od
kościoła do kościoła z jednej rezurekcji na drugą.
Najpunktualniejsi zaś byli w tym rodzaju dewocji rzezimieszkowie, którzy
mięszając się w ciżbę, kieszenie z pieniędzmi
wyrzynali albo z nich zegarki, tabakierki lub chustki ludowi wyciągali. I
choć kto poczuł takowe madrowanie w swojej kieszeni, będąc
niesiony ciżbą i ściśniony jak w prasie, albo się mu
nie mógł odjąć, albo też dosyć dokazał, kiedy
krzykiem gwałtownym i wcześnym swojej kalety zachwyceniem
złodzieja odstraszył.
|