|
Jak wiele rzeczy o Panu Jezusie mamy z rewelacyj
św. Teresy, św. Brygitty, św. Mechtyldy i innych tym podobnych
świętych, o których rzeczach nic nie mówią Ewangelie ani inne
Pismo święte, tak trzeba rozumieć i o kołysce, czyli
kołysaniu Pana Jezusa, że początek swój bierze albo z jednej z
tych rewelacyj; albo jeżeli i w tych nie ma nic o nim, to z pobożnej
ojców bernardynów imaginacji, u których samych tylko odprawowała się
ta kołyska nie w kościele, ale w izbie jakiej gościnnej przy
forcie klasztornej będącej. Ceremonia ta mała niewielom wiadoma
była i niemal tylko dewotom i dewotkom bernardyńskim znajoma.
Schodzili się na nią zaraz po obiedzie; była zaś takowa:
kolebka zwyczajna, w jakiej kołyszą dzieci, ale jak najsuciej w
kwiaty i materią bogatą ubrana, stała na środku izby; w
niej osóbka Pana Jezusa miary dziecięcia zwyczajnej, w pieluszki bogate
uwinionego, śpiącego. W głowach kolebki osoba dwułokciowa
Najświętszej Panny, w suknie według mody ustrojona, w
głowach św. Józefa, żydowskim krojem, ale w światłe
materie ubranego.
Całe zgromadzenie klasztorne klęcząc
formowało cyrkuł około kolebki, śpiewające
pieśń do usypiania Dziecięcia Pana Jezusa przystojnie
złożoną. Gwardian z jednej strony, a pierwszy po nim w stopniu
godności z drugiej strony klęczący kołysali kolebkę
śpiewając razem z drugimi. Po skończeniu pieśni gwardian,
powstawszy, mówił modlitwę z wierszem i odpowiedzią,
śpiewanym tonem; potem dawał ludowi zgromadzonemu aspersją i na
tym kończyła się ceremonia, która nie trwała
dłużej nad pół godziny i nie bywała, tylko raz jeden w rok,
w sam dzień Bożego Narodzenia. NB. O kolędzie i Ewangeliach .
Rozumiem, żem nie wystąpił z materii
ani z jej porządku, kiedy, przedsięwziąwszy pisanie o obyczajach
polskich, najpierwej udałem się do opisania religii, która gruntem
obyczajności będąc, pierwszeństwo między obyczajami
trzymać powinna. Przeto w tym moim opisaniu obyczajów ogólnych polskich
pierwsze miejsce dałem tym, które ściągały się do
religii, acz zdrożność ludzka wiele do jej świętych
ustaw i obrządków przymięszała zabobonów, głupstw i
nieprzyzwoitości, które się w opisaniu poprzedzającym widzieć
dają.
Skończywszy obyczajność duchowną,
czyli kościelną, przystępuję do obyczajności
światowej; a że ludzie wprzód są dziećmi, nim się
stają ludźmi, przeto opis mój zaczynam od wieku dziecinnego,
prowadząc go po stopniach lat aż do doskonałej pory człowieka
dorosłego.
|