|
Emulusowie:
Nie dosyć było na usilności profesora, chcącego dla swojej
sławy i zasługi wlać umiejętność tego, co
uczył, w uczniów; nie dosyć było przez kary, wyżej opisane,
przymusić gnuśnych, ażeby się koniecznie uczyli. Starali
się jeszcze po wszystkich szkołach nauczyciele sztucznymi a jak
najskuteczniejszymi sposobami zapalić w studentach taką
chęć do nauki, która by ich nie dla bojaźni kary, ale dla punktu
honoru do onejże pobudzała. Wymyślono tedy emulusów, po polsku
zazdrośników, dzieląc całą szkołę na pary,
jednego przeciw jednemu, wyrzuciwszy ostatniego, jeżeli nie miał
pary, który uniknął emulacji, ale miał za to pilniejsze nad
innych na siebie oko profesora. Ci tedy emulusowie przesadzali się we
wszystkim jedni nad drugich, a który nad swoim przeciwnikiem bądź w
lekcji, bądź w jakim zapytaniu znienacka zadanym, bądź w
pisaniu okupacji otrzymał górę, za sądem magistra profesora
miał wolność karać zwyciężonego przeciwnika; co
bardziej gniewało i wstydziło, niż bolało, zatem do oddania
za swoje przez przesadzenie w nauce pobudzało.
Pars Romana, Pars Graeca: Druga emulacja była powszechna: jednej
połowy szkoły przeciw drugiej połowie. Jedna strona szkoły
nazywała się : Pars Romana, i ta była starsza. Druga strona
zwała się: Pars Graeca, i ta była młodsza. Żadna
strona nie czyniła rzetelnego awantażu ani szkody; jeden punkt
honoru, wbity studentom w głowę, przydawał okrasy jednej
stronie, a ujmował drugiej: nad każdą stroną na ścianie
w tyle ławek wisiała tablica z napisem strony, której
służyła, to jest: Pars Graeca, Pars Romana.
Jeżeli jedna strona popisała się lepiej
w lekcji szkolnej nad drugą albo na zadane pytanie od profesora
odpowiedziała lepiej niż druga, albo przeciwnej stronie zadała
taką trudność, iż jej owa strona rozwiązać nie
umiała, a zadająca strona rozwiązała ją sama z
pochwałą profesora, tedy w takowym i tym podobnym razie profesor
zwyciężającej stronie nadawał pochwały: decem laudes,
centum laudes, quinquaginta laudes, mille laudes. Otóż takie laudes strona
od profesora biorąca zapisowała na swojej tablicy, zbierając je
przez cały tydzień lub miesiąc według obfitości lub
niedostatku. Gdy przyszła sobota albo ostatni dzień miesiąca,
rachowały się z sobą strony; mająca więcej
rugowała z ławek mającą mniej, przesiadając się
na jej miejsce, a swego stronie zwyciężonej ustępując; i to
był cały zysk wygranej.
Która strona wygrała, zawsze się pisała
Pars Romana, a która przegrała, musiała przyjmować imię
Partis Graecae, chociażby przed przegraniem była Pars Romana.
Profesorowie te sta i tysiące, którymi tak suto szafowali, jedni nazywali
laudes, a drudzy errores, jakoby przeciwnej strony. Co na jedno wychodziło
i nic nie czyniło, a przecie ambicją w studentach do
pierwszeństwa podżegało.
Honory także szkolne byty niemałym
bodźcem do nauki. Te zaś były następujące: dyktator,
imperatores, audytorowie, audytor audytorum, censor.
Dyktator:
Dyktator miał swoją ławkę osobną na boku katedry
profesora; jak dyktator rzymski w nagłych tylko i zdesperowanych
potrzebach rzeczypospolitej bywał kreowany, tak też i ten szkolny.
Kiedy cała szkoła zagadnioną była jaką kwestią,
na którą odpowiedzieć nie umiała, a jeden, jakoby salwując
honor całej szkoły, oświadczył się, iż chce na
tę kwestią odpowiedzieć, i w samej rzeczy odpowiedział albo
w inakszy sposób podług rzeczy, o którą szło, zadosyć
uczynił, tedy nieodwłocznie przez deklaracją profesora z
okrzykiem całej szkoły zostawał dyktatorem, której to
godności te były przywileje - pierwszy: ławka osobna; drugi:
independencja od audytorów i cenzora; trzeci: że zarobione na swoją
stronę laudes wolno mu było której chcieć stronie
podarować, bądź Parti Romanae, bądź Parti Graecae. A
że dyktator za każdą zasługę dziesięć razy więcej
zyskiwał laudes niż wszyscy inni studenci, więc której stronie
on podarował niezliczone krocie i miliony swoje, ta zazwyczaj drugą
przewyższyła. Chcąc tedy strona stronę
zwyciężyć, różnymi podarunkami, jabłkami, cukierkami,
nożykami i tym podobnymi wielkiego u dzieci szacunku fraszkami
dokupowała się łaski dyktatorskiej. Czwarty przywilej, że z
żadnej powinności szkolnej, jako to z pensów, okupacji domowej,
exercitium szkolnego, skryptury i tym podobnych nie mógł być macany
od nikogo, tylko od samego profesora; który jeżeli pana dyktatora, w
nadzieję swoich przywilejów opuszczonego, w czymkolwiek udybał
niegotowym, natychmiast degradował go ad scamnum asinorum, skąd za
poprawą defektu łatwo było wydobyć się,
przyńść między drugich, a nawet i rekuperować miejsce
dyktatorskie, na które łatwiej się było dostać, niż
się na nim długo utrzymać.
Bowiem o dyktatora obijały się wszystkie
najtrudniejsze i niemal enigmatyczne kwestie, od dyrektorów swoim
dyscypułom dla domieszczenia ich do godności dyktatorskiej
pokomponowane. Byt to cel, do którego zewsząd strzelano, osobliwie w ten
dzień, kiedy strony grecka i rzymska miały się między
sobą z laudesów rachować i miejsca sobie odbierać. Albowiem ten,
który dyktatora spędził, zostawał panem jego wszystkich
laudesów, a zatem gdy je której stronie aplikował, każda mu
wdzięcznością dobrze kieszeń napakowaia.
Imperator:
Imperatorowie mieli ten zaszczyt, że w ławkach szkolnych pierwsze
zasiadali miejsce; na procesjach publicznych oni z laskami przed swoją
szkolą paradowali i taryfę studentów, każdy swojej partii,
trzymali, zapisując w nią każdego studenta podług relacji
audytora, który umiał i jak umiał albo wcale nie umiał pensa.
Pensa był to wydział półdniowy Alwaru albo gramatyki, którego
się pod karą plag nauczyć trzeba było: przed południem
raz, po południu drugi. Imperatorami zawsze bywali panięta albo
majętniejszych mieszczan dzieci, które w lepsze od innych sukienki
przyodziane i urodziwsze, mogły piękniejsze czoło szkoły
wydawać, ale przy tym, jeżeli nie lepiej od drugich, to przynajmniej
równo z drugimi trzeba się było uczyć i w postępkach
najmniej mieć płochości. Choć tych wszystkich przymiotów
nie było w jednym, mógł jednak być i bywał imperatorem syn
takich rodziców, którzy księdzu profesorowi dowody pożytecznej
przyjaźni świadczyli.
Audytor:
Audytorowie i audytor audytorów nie mieli żadnej prerogatywy, tylko
cokolwiek reputacji, iż się dobrze uczyli, kiedy zostali audytorami,
ponieważ tego urzędu nie powierzano tępym dowcipom, ale
bystrzejszym i nauki pilnym. Obowiązani byli audytorowie przychodzić
do szkoły przed wszystkimi, ażeby wygodnie przed nadejściem
profesora mogli wysłuchać pensów studentów i podać do zapisu
imperatorowi. Audytorowie po wysłuchaniu innych sami swoje pensa odmawiali
przed audytorem audytorów, a ten znowu odprawiał swoje przed którymkolwiek
audytorem. Oprócz pensów dziennych, każdy student obowiązany był
w sobotę powiedzieć, czyli odmówić na pamięć, pensa
całego tygodnia; i gdy ich nie umiał, był karany, a oprócz kary
z tych pensów dochodzili jego mocnej lub słabej pamięci.
Cenzor:
Cenzor w każdej szkole był jeden, czasem sekretny, czasem jawny,
podług woli profesora; ale choć on był sekretny, czyli tajemny,
czuli go przez skórę studenci. Wybierali profesorowie na ten urząd z
chudeuszów statecznego i zazwyczaj zauszniczka. On notował postępki
studentów tak w szkole, ażeby się między dziećmi jakowa
nieprzystojność nie działa, jako też w kościele, i w
nim najbardziej, ażeby skromność jak największa zachowana
była. Miał od tego kartelusz z imionami studentów całej
szkoły, który się nazywał petulantes. Był to papier
ponastrzygany; każda nacinka miała na sobie literę
początkową nazwiska swawoli, jaką kto robił. Co się
lepiej wytłomaczy samej rzeczy przytoczeniem. Na przykład: gadał
który student w kościele, to cenzor w linii jego nazwiska zagiął
nacinkę z literą g, to jest garriebat; oglądał się, to
odgiąl nacinkę z literą c, która znaczyła circumspiciebat;
śmiał się, to odgiął nacinkę z literą r -
ridebat. Jeżeli zaś albo szturchnął drugiego, albo za
łeb pociągnął, albo inną jaką akcją
nieskromną popełnił, to zagiął cenzor nacinki z literą
p - petulantiam oznaczającą. A gdy wiele porobił rozmaitych
nieprzyzwoitości, to zaginał nacinkę z literą albo
jedną, albo dwiema, albo trzema x, która litera jedna znaczyła
kilkakrotne nieprzyzwoitości, xx znaczyły więcej swawoli, a trzy
x znaczyły swawolnika bez końca i miary. W sobotę był
egzaminowany od profesora petulantes i egzekucja za nim następowała
według przewinienia.
Jeżeli był cenzor jawny, a przeciw jego
zanotowaniu, czyli obwinieniu, wywiódł się obwiniony świadectwem
innych studentów mających u profesora kredyt, pan cenzor odbierał
karę talionis, po polsku: wet za wet. Ale jeżeli był sekretny,
ciężko się było przeciw takowemu obronić, a
przynajmniej nie możno było żądać z niego satysfakcji,
bo jak on taił się przed studentami, aby nie był poznany, tak
też studenci udawali, jakby kto nim był, nie wiedzieli. Lecz taki
cenzor musiał się ze szkół wynosić zawczasu przed
wakacjami, jeżeli nie chciał na pożegnanie mieć skóry
wytrzepanej, którego szczęścia nieraz się i widocznemu cenzorowi
dostawało. Lecz jeżeli się nie bardzo wiernie obchodził z
swoim urzędem i występki notowane pozwolił u siebie
wykupować, to się miał dobrze i bezpiecznym zostawał od
guzowego pożegnania. Jeżeli też jakim przypadkiem wydała
się jego niewiara, ocięto jak kota i z urzędu zrucono.
Takie były sposoby przychęcania
młodzieży do nauki oraz wkładania ich do pobożności i
przystojnych obyczajów.
Wakacje:
Wakacje od nauki rocznej, czyli zamknięcie szkół, poczynały
się od św. Ignacego i trwały do św. Idziego, to jest od
ostatniego dnia lipca do pierwszego września. Na ten czas
rozjeżdżali się studenci do domów rodzicielskich, a profesorowie
także według zwyczaju zakonów odmieniali się do innych kolegiów
lub też, którzy się nie odmieniali, jak to w akademiach, spoczywali
przez ten czas po pracy rocznej.
|