|
Repetycja:
Jeszczem zapomniał dopisać pod naukami dwóch sposobów, których
zażywano do wlepienia studentom w głowę jak najmocniej konstrukcji
i łaciny. Były to repetycje, czyli powtarzania między sobą
czynione przez studentów tego, o czym się w szkole z profesorem
traktowało; i takie repetycje odprawowały się w pewne czasy,
zwykle w dnie majowe, między szkołami.
Nota linguae:
Drugi sposób do nawyknienia łaciny był zakaz surowy, aby student do
studenta nie ważył się nigdy i nigdzie, osobliwie w stancjach,
po polsku gadać. Był na to sporządzony kawałek deszczki na
kształt tabliczki półćwiartkowej z literami N.L., to jest nota
linguae. Tę notę najpierwej profesor oddał któremu studentowi z
umiejących lepiej łacinę i zakredytowanych u profesora z
rozkazem, aby usłyszawszy którego mówiącego po polsku, choćby
tylko słowo jakie, natychmiast mu oddał tę notę jako znak
przełamanego zakazu. Nie wszyscy, którym język nieostrożny
notę do ręki wsadził, byli za to karani, owszem żaden nie
był karany, tylko ten, u którego nota albo obiadowała, albo
nocowała; albowiem profesor, skoro wszedł do szkoły, po
zwykłej modlitwie do Ducha Świętego najpierwsze pytanie
czynił do studentów: "Quis habet notam linguae?" Ten, który
ją ostatni miał, z trudna się odezwał na pytanie profesora,
ale który miał ją przed ostatnim, natychmiast uwiadomiał
profesora, któremu ją oddał, a tak ostatni za wszystkich innych
otrzymał karę. Za obiad - kilka placent w rękę, za noc -
kilka plag w siedzenie. Dlatego studenci z tą notą tak się
uwijali, chcąc ją co prędzej pozbyć jeden do drugiego, jak
z złą monetą.
Nota morum:
Druga tabliczka podobna pierwszej była z literami N.M., znaczącymi
notam morum; tym sposobem miała kurs swój między studentami jak i
nota linguae; ale już nie z taką troskliwością starano
się jej pozbyć jak pierwszej, ponieważ albowiem nota morum
dawana tylko była za jaką nieprzystojność
popełnioną w obyczajach, gdy albo z nie umytymi rękami, lub nie
oberżniętymi pazurami przyszedł student do szkoły, albo nie
zdjął czapki przed kim godniejszym, albo miał pierze w czuprynie
lub na sukniach, albo pod nosem wilgoć, albo inną jakową
około siebie nieochludność. Więc gdy raz za którykolwiek z
tych i tym podobnych występków został skarany, już się go
na drugi raz pilniej wystrzegał, a tak w małej kwocie tego gatunku
przestępców, rzadko się zdarzających, nota morum nie mogła tak
szybko cyrkulować jak nota linguae, która czasem przez jeden dzień
całą szkołę obiegła, gdyż niemal niepodobna
było każdemu ustrzec się polskiego słowa, kiedy zdrajca,
mający notam linguae, naprowadził na niego pytaniem: "Quo modo hoc
explicatur polonice", a wyciągnąwszy z nieostrożnego
polskie słowo, rzucał mu notam linguae.
Gdyby zaś przez którego nota linguae była
zgubiona, tedy z karą musiał inną szafować; co, że
kosztowało kilka lub kilkanaście groszy, przeto studenci, jako
niepieniężni, bardzo się zatracenia przerzeczonej noty chronili,
a więc gdy ją jeden porzucił i odbiegł, drugi rad nierad
musiał ją przyjmować, aby nie zginęła. Nie chcąc
zaś przed profesora wytaczać sprawy niepewnego wygrania o notę
niesłusznie czasem sobie narzuconą, wolał szukać z nią
innego, mniej także jak sam ostrożnego, niż się z pierwszym
przed profesorem rozprawiać.
Deklamacje:
Dla wprawienia studentów w rzeźwość, udatność i
prezencją, wyprawiano w szkołach rozmaite dzieje, jako to deklamacje
w syntaktyce i poetyce, które były rozmowy wierszem lub prozą
napisane od profesora, rozdane między niektórych studentów, czasem
śpiewaniem i muzyką przeplatane; którą muzykę studenci na
różnych instrumentach udawali, a muzykanci za nimi utajeni grali;
skąd się trafiało, że gdy student z muzykantem znaku
umówionego nie zachował, to instrument jeszcze grał, choć go
już student odłożył.
Sejmiki:
Sejmiki w retoryce były to mowy także przez profesora studentom
rozdane w jakiej materii publicznej, sejmy narodowe naśladujące.
Dialogi:
Dialogi bywały dwa do roku: jeden w zapusty magistra poetyki, drugi przed
wakacjami patra retoryki. Te dialogi były reprezentacje tragiczne i
komiczne, na kształt dzisiejszych oper i komedii, ale dużo tamtych,
jak w reprezentacji, tak w strojach teatralnych, nie dochodzące.
Exercitium de promotione: Ostatni mozół głowy dla studentów
mniejszych szkół było exercitium de promotione. To exercitium dawali
studentom przed samymi wakacjami na rozjezdnym i zamknięciu szkół.
Promocja z niższej do wyższej szkoły albo zatrzymanie w
tejże samej na drugi rok następowało podług dobrze lub
źle napisanego exercitium, które było złożenie kilkunastu
słów polskich w mowę krótką, najtrudniejszy wykład na
łacinę mających. Te tedy egzercycja, od studentów zebrane i
prefektowi szkół przez profesorów oddane, były losami studentów
przyszłej promocji; dlatego pisząc te exercitia wysilali rozumy swoje
i natężali pilność, aby dobrze napisać; niektórzy
zaś, słabszych dowcipów, żywili się od bystrzejszych (lubo
takowa pomoc wielce zakazaną była); albo też dyrektorowie
kartkami, przez okna z szkoły wyrzucanymi, po kryjomu uwiadomieni, jakie
było exercitium, tymże sposobem swoim dyscypułom na
łacinę przełożone podrzucali, która to sztuka gnuśnym
i źle cały rok uczącym się studentom nie pomagała do
promocji, jako z łatwością, że nie ich była płodem,
od profesorów poznawana. Nawzajem także nie ze wszystkim dobrze napisane
exercitium przez zbytnie myśli natężenie, a tym samym na
wszystkie reguły gramatyczne mniej uważne, nie przeszkadzało do
tejże promocji subiektom innych celującym i cały bieg roczny
chwalebnie się do nauki przykładającym. Była to tylko
próba, na mierne dowcipy na dobitkę używana, których
pojętności z rocznej rozmaitej aplikacji wyraźnie rozeznać
nie można było. Po tym odbytym exercitium zamykały się
szkoły, a zaczynały się wakacje, koniec najmilszy i
najpożądańszy dla dzieci, którego wyglądały z równym
pragnieniem, jak dusze czyszczowe zbawienia.
Jak do nauki, tak do nabożeństwa i
pobożnego życia przyprawiano młodzież szkolną przez
sobotnie egzorty w szkołach i w wigilie świąt uroczystych.
Dawano także co miesiąc kartki z krótką sentencją, do
jakiej cnoty zachęcającą, od świętego jakiego
podaną, którego świętego student odbierający kartkę
powinien byt mieć na cały miesiąc za patrona, wzywając
pomocy jego do tej cnoty, którą sentencja w kartce zawierała.
Zgoła oprócz nabożeństw powszechnych i publicznych w
kościołach, spowiedzi miesięcznych, które oprócz jednej choroby
pod karą plag odbywać koniecznie trzeba było, wszelkimi
sposobami w pobożność i bojaźń boską wprawiano.
Mieli albowiem to za nieomylną prawdę, iż chociażby
młodzież miała rozum naukami najbardziej oświecony,
jeżeli w sercu nie ma zaszczepionej i dobrze wkorzenionej bojaźni
boskiej z innymi zdaniami religii, na nic dobrego nie wyńdzie, tylko na
łotrów, frantów, oszustów i obywatelów krajowi najszkodliwszych.
|