Part
1 Now | jakoby rosnął. To jak na on cmentarz człowiek zajdzie,
2 Now | matki. Matka przyszła". On nic. "Cyganicha przyszła!" -
3 Now | przyszła!" - krzyknął któryś. On nic! Aż i ona matka do drabiny
4 Now | Niech cię moje oczy uwidzą!" On nic. Zapłakało sobie tedy
5 Now | niebądź przepowiadki gadają, a on nic. Ani jemu pacierz w
6 Now | w sobie miazgi ma niżeli on ciała. Dziw, mu te kości
7 Now | ognia nie ma. Pojrzę ja na on krzyż, w czerwieni cały
8 Now | ludzie powiadali, że to on grzech przeklęty...~Takie
9 Now | Tych ludzi nie widział on tu jeszcze. Gdzie idą? Po
10 Now | wygięty wiśniowy cybuszek. On zna lak dobrze tę uliczkę
11 Now | liny. siekiery, piły. Ba, on i to nawet wie może. ile
12 Now | nieco bladej zieloności. On, może nawet nie patrząc
13 Now | Czesława i Gawalewicza.~On wszystko wie. Wszystko,
14 Now | robocie. Co i raz odwraca on głowę, by spojrzeć na chłopca,
15 Now | Żyd!... Żyd!...", więc on uciekał i czapkę zgubił,
16 Now | nakarmił. Nie przetrawił on tej goryczy w sobie i przez
17 Now | niezdecydowaną. Właściwie pragnął się on okazać wyższym nad podobne
18 Now | rozpiętym mundurze stal on pod oknem Żyda. rozkrzyżował
19 Now | ukrytą w rękach, siedział on tak już od południa, od
20 Now | ofiarowania nie zaczął, a on już się w piersi bił aż
21 Now | się przez sen. ale potem i on płaszcz ciągnąć zaczął;
22 Now | gdzie, szukać przyjdzie, a on prawie wprost naszej bramy
23 Now | prędko, skwapliwie. Ale i on teraz więcej dać nie chciał,
24 Now | że taki gruby...~- Gdzie on tam gruby, biedaczysko!
25 Now | biedaczysko! Z czegóż by on był gruby! - mówiła matka. -
26 Now | karku worka z chudą sieczką, on. przyklęknąwszy na jedno
27 Now | Kto da więcej?...~Skąd on tu to "kto da więcej" przyczepił,
28 Now | palnąłem Felka w ucho, on mnie na odlew w kark, ja
29 Now | grzmotnąłem go w plecy, on znów mnie pięścią w bok,
30 Now | ogłuszeni. Patrzyłem na Felka, a on patrzył na mnie; oczy robiły
31 Now | przy niej tej nocy spał a i on nie słyszał. Wyszła z niej
32 Now | śmierć łokciem trąciła, a on nic!~Zaraz się w naszej
33 Now | tylko ma powiedzieć: "Gdzie on tam gruby, biedaczysko!"
34 Now | zamkniętych oczu. Usnąłem, a on jeszcze siedział. Ale w
35 Now | słyszeć się dało, porwał się on także, na sienniku siadł
36 Now | dobroduszny człowiek nie lubił on tych wszystkich apostrof
37 Now | turbował głowy.~Wiedział on doskonale, że to tylko baby.
38 Now | nieuniknionych. W ogóle podobnym on jest do człowieka, któremu
39 Now | obrońcę ze współczuciem, i on wprawdzie uznawał pewną
40 Now | Benedyć i nie poczuł tego. Był on cały pochłonięty widokiem
41 Now | się nagłym niepokojem. Wie on dobrze, jako był przyczyńcą
42 Now | Mimo wszystko nie czuje się on tutaj dość bezpieczny. Już
43 Now | Pan obrońca me nalega- Zna on widać doskonale ten uśmiech
44 Now | W zapasce go niosła, a on przy matce biegł... Szli
45 Now | usty.~Chłopak umilkł, a on słuchał jeszcze.~Roześmiał
46 Now | narzędzie występku!" - rzekł on wskazując drobny przedmiot,
47 Now | osowiałym wzrokiem.~"Coże on, duszeczka! Kpi czy o drogę
48 Now | prokuratorską rzecz! Taż on od tego właśnie! A ten,
49 Now | rezolutniej Benedyć. Jest on w tej chwili usposobiony
50 Now | jak te cielęta w kojcu, a on tu sobie przed samym~stołem,
51 Now | sam czyn pomijał niemal. On rozwijał tylko zasadę odnośnego
52 Obra| czy miał jakie inne, a i on sam zdawał się nie pamiętać
53 Obra| bez się sądzić. Wszystkim on nam wstydu zadał i wszystkich
54 Obra| to nie ma jak bicie. A co on, wielmożny panie? To on
55 Obra| on, wielmożny panie? To on pierwszy się tu popadł i
56 Obra| takiego jak nie baty?... On i porządnego bata niewart!
57 Obra| bębnił palcami po stole- Był on w położeniu arcydelikatnym.
58 Obra| aresztanckich. Posiadał on cały zapas przemówień moralnych
59 Obra| zwiedzaniem wszystkiego! On sam ci pokaże, co jest najciekawsze.
60 Obra| warto, bo wszyscy kłamią; że on sam, "wielmożny", cudów
61 Obra| zatwardziałe dusze, z którymi czego on sam nie zrobił, tego już
62 Obra| że możesz to zrobić! - to on nie będzie już cię trudził
63 Obra| ofiarować żadnych datków. On powinien wiedzieć, że masz
64 Obra| namówił czy coś. Tak mieszkał on tu z tą panną w mieście
65 Obra| się też uprzykrzyła, to on co robiący, do wójta na
66 Obra| papierów. Ano dobrze. Jak on ją do wójta melduje, tak
67 Obra| wójt ją łapać. Pobił ją ta on wójt, poturbował, bo się
68 Obra| kipiątkiem szła. Nie patrzył on wszakże na Osmólca, tylko
69 Obra| postawę. Istotnie, wyglądał on jak epileptyk w napadzie
70 Obra| ciemnej, panie miłosierdny, bo on tam z każdego kąta na mnie
71 Obra| od razu się przyznał. Ma on lat 25, a odznacza się niezwykle
72 Obra| trzęsą jak w zimnicy, a on sam dopieroż tak się modli,
73 Obra| Onufer! Co z tobą?" Tak on nic, tylko patrzy na mnie
74 Obra| może już pracować. Nie ma on rodziny, która by go żywić
75 Obra| Kuntz umie to cenić. Wie on, jakie pobudki miała gmina
76 Obra| się zbyt niedołężnym. Wie on, że stoi tu w charakterze
77 Obra| dopłacać za niego nie zechce. On to wie, wie dobrze; zbyt
78 Obra| moi panowie - odzywa się on głośno. - Czy przypatrzyliście
79 Obra| zaraz...~Naturalnie! Czegóż on stoi? Zaraz się ruszy...
80 Obra| zginają się wcale; podnosi on je jak kije z niezmiernym
81 Obra| w twarz syna. Nie, nie, on nie chce, żeby go syn licytował
82 Obra| syn licytował w gminie... On nie chce!~Kurczy się, odrywa
83 Obra| zastawia się nimi. Nie, nie! On się boi! On nie chce!~Ale
84 Obra| nimi. Nie, nie! On się boi! On nie chce!~Ale woźny przystępuje
85 Obra| upadłby może. W duchu nie ma on wielkiej nadziei, żeby starego
86 Obra| prostuje ktoś z ławy.~- On nas jeszcze wszystkich przeskoczy! -
87 Obra| sięga. W swoim ubraniu? Cóż on za ubranie ma? Alboż on
88 Obra| on za ubranie ma? Alboż on na ubranie zarobić mógł
89 Obra| urzędnik gminy czuje się on niemal tak samo dotkniętym
90 Obra| radca jest niekontent. Rzuca on na obecnych chmurne spojrzenia
91 Obra| trzy razy dziennie przybywa on z mlekiem, zaprzężony do
92 Obra| niespokojnie, nerwowo. Wie on, że Hänzli, tak samo z gminy
93 Obra| siedmiu lat w gminie. Wie on, że taka starota to jak
94 Obra| nim tylko myśli, tak jak i on o niej.~ ~II~Nigdy nie zapomnę
95 Obra| mnie nie gubił... A bodajże on jasności boskiej nie oglądał!...
96 Obra| swój i szczęśliwy rozwój.~On to, objąwszy przed trzydziestu
97 Obra| opowiedzieć. - Otóż wygarnął on ten drobiazg, zamknął osobno,
98 Wier| Idź, idź do kosy!~ ~Czegóż on stoi? Wszak wolny jak ptacy?~
99 Wier| falą o duszę mu biły...~On czuł się cząstką i ruchu,
100 Wier| i z szopką w tej porze,~On przecie nigdy, jak żyw,
101 Wier| oby tylko nie wzeszedł on sądem~Klęsk ostatecznych
102 Wier| otwarto drzwi sali: w natłoku~On jeden tylko jest widny jej
103 1 | na stole urna,~Przy umie on, syn...~ ~Odgadłem po biciu~
104 1 | wyciąga!... Puśćcież mnie! On może...~A!...~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ~...
105 1 | jak od sromu.~ ~Próżno on tutaj odprawiał swą wartę~
106 1 | pustego grodu hospodynem...~A on też patrzał na nią licem
|