1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1616
Part
1 Rota| Bronić będziemy Ducha,~Aż się w rozpadnie w proch i w
2 Now | zgrabiałe z zimna, trzęsły się przy tej pracy, żelazny
3 Now | kilkoro młodych goniło się z piskiem i tupotem po ubitej
4 Now | podniosła głowę i wypatrzyła się na mnie zblakłymi oczyma.~-
5 Now | patrzeć na co ja ta będę? Jak się baby popiją, albo i chłopy?
6 Now | Ale to nie tu, nie tu! Tam się to ono nawet inaczej nazywa. "
7 Now | inaczej nazywa. "Dady" tam się nazywa, nie zaduszki. Już
8 Now | inaczej nazywają.~Przysiadłam się do starej.~- I gdzie to
9 Now | jej duszą, wyciągali, to się tam człowiek różnych rzeczy
10 Now | wedle niego, jak mogą, tak się tulą Tam krzyż przy krzyzie
11 Now | aż i zgnije, i obalić by się rad, a nie majak i którędy;
12 Now | nie majak i którędy; to się ino na ramieniach tych inszych
13 Now | taki krócieńki... Ot, jak się tam kto przepomóc może ze
14 Now | nieboszczyka, co tam leży. To jak się czasem wiater pod noc porwie,
15 Now | wspominać...~Przeżegnała się stara nożykiem w ręku trzymanym,
16 Now | dobrze, a nie zarośnie, to się w ziemię wdepce i do cna
17 Now | to właśnie jakoby ziemia się otworzyła i trumny na wierzch
18 Now | niej w godzinkach stoi. że się stała kwitnąca i owoc rodząca...~
19 Now | pradziada siedzą i do szlachty się piszą wszelaki oporządek
20 Now | nie wiem; ale że okrutnie się w nim rozmiłowała, choć
21 Now | był i dziobaty. Ano, jak się też to do nas doniosło,
22 Now | dzień, pani moja, w czeladni się nie pokazał, ani na południe.
23 Now | jak bydło przygnał, tak się rżnął o ziemię w oborze,
24 Now | ziemię w oborze, kożuchem się z głową nakrył, musi płakał,
25 Now | nakrył, musi płakał, bo się ono kożuszysko tylko na
26 Now | zmizerowany, a te oczy to mu się tylko świeciły spode łba,
27 Now | też rżnął łyżkę, zabrał się i poszedł. Wyleciałam za
28 Now | pocieszenie... Ale gdzie! Ani się obejrzał, tylko czapkę nacisnął,
29 Now | Jednej niedzieli urwała się ona matka od swego Cygana
30 Now | jabłek dla syna, zabrało się i poszło. Pod wieczór dopiero
31 Now | dzieciakom oddał, a sam jak się nie puści gościńcem, jak
32 Now | nie puści gościńcem, jak się nie rzuci na drogę, co nią
33 Now | to, pani moja, aż się wnętrzności przewracały
34 Now | tych łzach swoich umyć by się mógł. Oj, nie daj Boże takiego
35 Now | to posilenie jakie...~Ale się z chłopakiem nigdy zobaczyć
36 Now | ostatnie kąty, dziw, że się pod ziemię nie wkręcił.
37 Now | siebie nie brał... Obdarł się, obłachmanił, a nie brał.
38 Now | a kości. A te oczy to mu się tak świeciły, jak to próchno
39 Now | głowie, ani kompanija, tylko się z tym swoim żalem jak z
40 Now | skóry nie przebiją. Mocowało się tak ono chłopaczysko w sobie,
41 Now | pod jesień jakoś wzięło się i utopiło, nie mogący zwyciężyć
42 Now | nosić nie chciał. Ot. żal się Boże takiego pochowu! Mogiły
43 Now | mór kiedyś był i ludzie się od nagłej śmierci krzyżem
44 Now | krzyżem warowali.~Przeżegnała się stara i znów szeptać pacierz
45 Now | A co? Chora może, a może się już tak od onego nieboraka
46 Now | niby te ich "Dziady", co się w ten dzień po cmentarzach
47 Now | dniu zawsze lepiej kupą się trzymać, broń Boże jakiego
48 Now | dokolusieńka, dzieciaków się też tam nabrało skądciś
49 Now | znów ognia krzesze, a modli się głosem... Lecą iskry w chrust,
50 Now | lecą, przelatują, chrustu się chwytają, a gdzie szczelinka
51 Now | gdzie szczelinka jaka, tam się dobywa dym siny, gryzący...
52 Now | gałęzie, tleją, zwijają się w sobie jakoby gadziny,
53 Now | ogarnie onej mogiły, jak się nie zaczną iskry siać, trzeszczeć,
54 Now | pryskać, jak nie wywalą się dymy czarnym słupem, aż
55 Now | moja, drugi raz i chałupa się pali, a takiej łuny, takiego
56 Now | kto nogi podciął, i bić się w piersi zaczęłam. Boże,
57 Now | Jezusa, pani moja. kajać się za duszę onego chudziatka,
58 Now | mogiłę synowska. Rozstąpili się ludzie, ten i ów szepce: "
59 Now | Justyś! Justyś!" - jak się nie zaniesie wielkim, nieludzkim
60 Now | nieludzkim rykiem, jak się nie rzuci w ono płomienisko...
61 Now | ta powięź słomy... Zrobił się wrzask, krzyk; odciągnęli
62 Now | odprawowała do syna. z daleka się bieliły... A spod onego
63 Now | wypełznął żmij- rozciągnął się. skurczył, znów się rozciągnął,
64 Now | rozciągnął się. skurczył, znów się rozciągnął, podniósł łba
65 Now | uliczce. Stary Mendel dziwi się i częściej niż zwykle nakłada
66 Now | niciarza Greulicha? Skąd się tu wzięły te obszarpane
67 Now | zakupione jarzyny, skarżąc się na drogość jaj, mięsa i
68 Now | może. ile wróbli gnieździ się w gzymsach starego browaru-
69 Now | Mendel na wylot. Wie, kiedy się powiększa, a kiedy zmniejsza
70 Now | której złocisty anioł odkrywa się i pokazuje kawalera z bukietem
71 Now | żołnierzy, a tymczasem dziwuje się wielkim uszom nożyc, waży
72 Now | Spokój i powaga maluje się na jego typowej, zawiędłej
73 Now | kaftanem często zadychuje się wprawdzie, a grzbiet zgarbiony
74 Now | zgarbiony nigdy jakoś nie chce się rozprostować, ale tym nie
75 Now | rozprostować, ale tym nie ma się co trapić, póki nogi i oczy
76 Now | trzydzieści lat, i synów, którzy się za chlebem rozbiegli jak
77 Now | jakieś ciche mruczenie dobywa się z ust jego. W miarę jak
78 Now | rośnie, potężnieje, staje się jękiem niemal. Ta dusza
79 Now | drzwi izdebki otwierają się głośno, hałaśliwie, a w
80 Now | hałaśliwie, a w nich ukazuje się mały gimnazista; w długim,
81 Now | mały, chłopak mniejszym się jeszcze i szczuplejszym
82 Now | talerz, a kiedy chłopak się naje, klepie go po ramieniu
83 Now | Malec rzadko kiedy namówić się pozwala. Jest zmęczony lekcjami,
84 Now | chodząc, a nawet wtedy, kiedy się uśmiecha, piwne jego oczy
85 Now | a stary Mendel zabiera się do swego warsztatu. Choć
86 Now | warsztatu. Choć chłopak cicho się sprawia i tylko szeptem
87 Now | stuknie stołkiem, na, którym się buja podparłszy na stole
88 Now | żarliwego szeptu, ani kołysania się na stołku. Stary introligator
89 Now | piątek przed wieczorem scena się odmienia: malec uczy się
90 Now | się odmienia: malec uczy się przy oknie, kołysząc się
91 Now | się przy oknie, kołysząc się mozolnie na stołku, nie
92 Now | zastawiony został, chłopak się myje, przyczesuje swoje
93 Now | W chwilę potem rozlega się wargowy, brzęczący śpiew
94 Now | blada jego twarzyczka staje się bledszą jeszcze, wielkie
95 Now | wielkie oczy to rozszerzają się nad miarę, to mrużą się
96 Now | się nad miarę, to mrużą się i zachodzą łzami; patrzy
97 Now | szabasową ucztę.~Zdarzyło się raz latem, że chłopaki od
98 Now | szewca Pocieszki zebrali się przed otwartym oknem starego
99 Now | okno i widząc modlącego się Żyda, który z takim jękiem
100 Now | i przedwczoraj nie stało się nic. Tylko malec powrócił
101 Now | Mendlowi do twarzy. Wyprostował się, jakby urósł nagle, splunął,
102 Now | chodził. Malec także do lekcji się nie brał, ale patrzył na
103 Now | by ty tego nie wstydził się, nie płakał, nie uciekał,
104 Now | Żyd? Nu, jaki ty Żyd? Ty się w to miasto urodził, toś
105 Now | póki ty uczciwie żyjesz. Ty się wstydzić nie masz, żeś Żyd.
106 Now | nie masz, żeś Żyd. Jak ty się wstydzisz, żeś ty Żyd, jak
107 Now | wstydzisz, żeś ty Żyd, jak ty się sam za podłego masz, dlatego
108 Now | dla to miasto, gdzie ty się urodził, jak ty jego kochać
109 Now | możesz?... Nu?...~Zachłysnął się i znów przed chłopakiem
110 Now | pamiętaj sobie! A teraz się ucz, żeby ty głupim nie
111 Now | pocałował w rękę dziada i wziął się do książek. Stary introligator
112 Now | spluwając po kątach, jakby się goryczą jaką nakarmił. Nie
113 Now | głosy, jej tętno inne mu się jakieś niż zwykle wydały.~
114 Now | Urząd by tam - rozśmiał się mały dependent.~- Nu, jak
115 Now | rzekł Mendel.~Rozśmieli się obaj. Młody dependent głupkowato.
116 Now | był, że ta rozmowa toczyła się przy dziecku. Spojrzał na
117 Now | głuchła, zasypiała, aż urwała się zgrzytem czy jękiem.~Zmierzchało
118 Now | przez niskie drzwi wcisnął się gruby zegarmistrz w popielatym
119 Now | stołu, przy którym uczył się malec.~- Nu - odparł Mendel -
120 Now | drgnięcie. Wnet opamiętał się jednak i przybrawszy ton
121 Now | bić!~-Ale nie! - rozśmiał się zegarmistrz. - Wszystkich
122 Now | źrenicach Mendla zapalił się błysk nagły. Przygasił go
123 Now | Ha! ha! - rozśmiał się zegarmistrz - każdy Żyd
124 Now | gruntu wyrosła!~Mendel aż się zachłysnął, tak mu odpowiedź
125 Now | nagle wykipiała. Pochylił się nieco ku zegarmistrzowi
126 Now | dobrodziej widzi te ręce?~Znów się pochylił i trząsł chudymi
127 Now | nosiły! To takie ręce są, co się pokrzywiły od noża, od obcęgów,
128 Now | słuchał obojętnie, bawiąc się dewizką. Żyd sam się roznamiętniał
129 Now | bawiąc się dewizką. Żyd sam się roznamiętniał swą mową.~-
130 Now | paniczów, u te panienki, co się uczą na książkę, co piszą
131 Now | dobrych rękach jest.~- Tak się to mówi' - odparł dyplomatycznie
132 Now | bo psem to un już dawno się zrobił, to un już jest!~-
133 Now | odparł Żyd przechylając się w tył i cofając łokcie. -
134 Now | obcy ma być- co ma obcym się robić, kiedy w i tak swój?
135 Now | skinął głową i zakołysał się na stole, brzęcząc dewizka.~
136 Now | mogącego jeszcze zabawiać się tańcami. Żyd gorejącymi
137 Now | niezdecydowaną. Właściwie pragnął się on okazać wyższym nad podobne
138 Now | dobrodziejowi wiadomo jest, że się ludzie do tańca, do wesołości
139 Now | wesołości zejdą i po wesołości się rozejdą, i nic. Ale jak
140 Now | jak te ludzie do smutku się zejdą, tak się uni do płakania
141 Now | do smutku się zejdą, tak się uni do płakania zejdą, nu,
142 Now | jeden temu drugiemu bratem się zrobił, to już ich ten smutek
143 Now | ze Żydami też!~Odwrócił się bokiem i spojrzał za siebie
144 Now | tonem wyższości. - Gada się to tak i owak, ale każdy
145 Now | podniósłszy rękę trząsł nią, jakby się od natrętnego owadu opędzał.~-
146 Now | tłusty podbródek i muskając się po nim. -Ale nie jest! W
147 Now | że nie jest...~Uśmiechnął się Mendel wpół smętnie, a wpół
148 Now | widzę? Ja ją widzę, że una się zrobić mogła, to jest źle,
149 Now | dużo mocy wpada i w słabość się obraca. I dużo rozumu wpada,
150 Now | rozumu wpada, a w głupstwo się obraca. I dużo dobroci wpada,
151 Now | dobroci wpada, a w złość się obraca... Chce mi pan dobrodziej
152 Now | drudzy mów do siebie, i tak się już dalej rwało. Pan dobrodziej
153 Now | co Żydki chytre są?" To się pan dobrodziej myli. Pan
154 Now | Ujazdów? Nu pan dobrodziei się śmieje' To jak tam na ten
155 Now | po te sławnosć. a i taki się znajdzie, co po te pieniądze
156 Now | nic więcej? A te z dołu co się przypatrują, to będą krzyczeć:
157 Now | położone jest, nie będą się dziwowali, a krzyczeć to
158 Now | Jeszcze by - rozśmiał się impertynencko zegarmistrz. -
159 Now | Ale w praktyce inaczej to się okazuje. Was, Żydów, lęgnie;
160 Now | okazuje. Was, Żydów, lęgnie; się jak tej szarańczy, a zawsze
161 Now | podniosę. Mój grzbiet już się sam do ziemi schyla...~Musnął
162 Now | Pan dobrodziej wie, jak ja się nazywam? Nu, ja się nazywam
163 Now | jak ja się nazywam? Nu, ja się nazywam Mendel Gdański.
164 Now | nazywam Mendel Gdański. Że ja się Mendel nazywam, to przez
165 Now | dzieci czternaście, a ja się piętnasty urodził, tu, na
166 Now | dobrodziej wie? Nu. jak ja się tam urodził, to nas było
167 Now | cały mendel. Przez to ja się Mendel nazywam1'. Czy nas
168 Now | miał nas potopić! Raz. że się un Pana Boga bał, a drugi
169 Now | śledzia to dzieciom dal, coby się najadły, coby nie były głodne.
170 Now | Tak ich kochał.~Zachłysnął się. Poczerwieniał, oczy mu
171 Now | Poczerwieniał, oczy mu się zapaliły nagłym przypomnieniem.
172 Now | nagłym przypomnieniem. Wnet się jednak pohamował i mówił
173 Now | przyciszonym, pochylając się ku zegarmistrzowi i przenikając
174 Now | wzrokiem. Po chwili wyprostował się. wciągnął w starą pierś
175 Now | ciężki oddech i uśmiechnąwszy się smętnie rzekł:~- To już
176 Now | zegarmistrzem do dziada się przytulił, stary pogłaskał
177 Now | przemysłów mieli, dużo rozumu się uczyli, dużo dobrości znali
178 Now | Nu, ja nie tylko nazywam się Mendel, ja jeszcze nazywam
179 Now | Mendel, ja jeszcze nazywam się Gdański. Nu, co to jest
180 Now | są...~Zegarmistrz śmiał się i chwytał za boki.~- A niechże
181 Now | kiwał głową i uśmiechał się także. Filuteria sofisty
182 Now | chwili z powagą zwracając się do wnuka i jakby przekazując
183 Now | książkę patrzy, pisze, uczy się. Nu, na co un się uczy?
184 Now | uczy się. Nu, na co un się uczy? Un się na to uczy,
185 Now | Nu, na co un się uczy? Un się na to uczy, coby rozum miał.
186 Now | co wszyscy ludzie kochać się mają jak te bracia...~Przyciągnął
187 Now | objąwszy jego szyję pochylił się do zegarmistrza i szepnął:~-
188 Now | Idź, kochanku, połóż się spać. bo jutro do szkoły
189 Now | raz i drugi, zachłysnął się i unosząc brodę spytał:~-.
190 Now | powiadał, co Żydów~mają bić? Ja się przy to dziecko pytać nie
191 Now | dziecko jest. ale teraz to ja się pana dobrodzieja o to bez
192 Now | urazy spytam...~Uśmiechnął się pochlebnie, ujmująco, siwe
193 Now | już z aksamitnych stawały się ostre, kłujące.~- Ludzie
194 Now | ze zwinnością, której by się nikt. w nim nie domyślał.
195 Now | wymówionym wyrazem pochylał się coraz bardziej naprzód.
196 Now | patrzył obojętnie, bawiąc się dewizką i kiwając nogą w
197 Now | Ale stary introligator już się uspokoił. Rozprostował się,
198 Now | się uspokoił. Rozprostował się, ręce wparł w biodra, brodę
199 Now | zmrużył.~- Pan dobrodziej się myli - rzekł. - Ludzie tego
200 Now | jeszcze to nie przyszło, coby się w nim ludzie gryźli jak
201 Now | gościowi do sieni. Zsunął się pan zegarmistrz ze stołu-
202 Now | szklanej banieczce paliła się tam na stołku. Stary pantofle
203 Now | łóżka podszedł i zapatrzył się w rozognioną twarzyczkę
204 Now | czym westchnął i wysunąwszy się z alkowy, na stołku ciężko
205 Now | dziesiątek- Usta jego poruszały się bezdźwięcznie, pierś dyszała
206 Now | Nazajutrz rano uliczka obudziła się cicha jak zwykle i jak zwykle
207 Now | imbryku przyniosła, raźniej mu się jakoś na sercu zrobiło,
208 Now | w noc na posłaniu rzucał się jak ryba. a teraz spal snem
209 Now | persowej firanki kładł mu się na oczach, na ustach. na
210 Now | migotliwe płomyki.~Stary patrzył się z lubością na dziecko. Czoło
211 Now | dziecko. Czoło jego wygładzało się. usta rozszerzały, oczy
212 Now | nabierały blasku. Rozśmiał się wreszcie szczęśliwym, cichym
213 Now | dymu z fajeczki. pochylił się i puścił go pod sam nos
214 Now | sam nos chłopaka. Malec się zakrztusił, zerwał. szeroko
215 Now | piąstki rękami. Spieszył się teraz, niezmiernie, był
216 Now | książki rzucał, niepewny, czy się nie spóźni. Kiedy wszakże
217 Now | zmierzał, drzwi otwarły się gwałtownie, a chudy student
218 Now | ospowata, długa twarz zdawała się jeszcze dłuższą i jeszcze
219 Now | malec kłębkiem potoczył się aż ku stołowi, upuszczając
220 Now | powiedziałem... I zabierał się do wycofania z izby swej
221 Now | coby sprawiedliwość, coby się ludzie Boga bali!... Nu,
222 Now | nie chcę! Ja w to miasto się urodził, w ten dom dzieci
223 Now | od załamu uliczki ozwała się głucha wrzawa jakby z daleka
224 Now | introligator umilkł, wyprostował się i wyciągnąwszy chudą szyję
225 Now | chwilę. Wrzawa zbliżała się szybko. Słychać już było
226 Now | wystraszony rozszlochał się głośno. Student z naciskiem~
227 Now | wyjścia studenta zdawał się nie spostrzegać. Wzrok miał
228 Now | twarz z czerwonej stała się brunatną, z brunatnej żółtą,
229 Now | stare, osłabłe ciało złamie się i runie.~Coraz bliższa,
230 Now | pijackie głosy zlewały się w jedno z szatańskim piskiem
231 Now | niedorostków. Powietrze zdawało się pijane tym wrzaskiem motłochu:
232 Now | tłoczyła ją. przewalała się po niej dziko, głusząco.
233 Now | okiennic, łoskot toczących się beczek, brzęk rozbijanego
234 Now | drągów żelaznych zdawały się jak żywe brać udział w tej
235 Now | przestał szlochać i trzęsąc się cały jak w febrze przycisnął
236 Now | jak w febrze przycisnął się do dziada. Jego wielkie,
237 Now | Dziwna rzecz. To przytulenie się dziecka i to bliskie już
238 Now | człowiekiem. Za kobietami zaczęli się wsuwać inni mieszkańcy małej
239 Now | kamieniczki. Izba zapełniała się ludźmi.~Stary Mendel jedną
240 Now | krzyż nie chcę stawić! Ja się nie chcę wstydzić, co ja
241 Now | wstydzić, co ja Żyd. Ja się nie chcę bać! Jak uny miłosierdzia
242 Now | skórzanym fartuchu, z trzęsącą się brodą białą, z głową wysoko
243 Now | którego wielkie oczy otwierały się coraz szerzej, utkwione
244 Now | pozostałe kramy, rzuciła się ku niemu.~Tę heroiczną odwagę
245 Now | starca, to nieme odwołanie się do uczuć ludzkich tłumu
246 Now | ta dzika żądza pastwienia się, ten instynkt okrucieństwa,
247 Now | krzyknął, kobiety rzuciły się ku niemu. Żyd puścił ramię
248 Now | ramię dziecka, nie obejrzał się nawet, ale podniósłszy obie
249 Now | a wielkie łzy toczyły się po jego zbrużdżonej twarzy.~
250 Now | psubraty, hultaje!~Trząsł się aż cały i nawet pełnego
251 Now | burych oczu iskry sypać się zdawały.~Był w tej chwili
252 Now | trzeźwiejszych z bandy zaczęło się cofać. Postać młodzieńca
253 Now | po czym wrzawa oddalała się, cichła, aż przeszła w huk
254 Now | daleki...~Tego wieczora nikt się przy sosnowym stole nie
255 Now | firanki, z alkowy, dobywał się niekiedy cichy jęk dziecka;
256 Now | głową. Zielona lampka paliła się przy nim, chudy student
257 Now | twarzą; w oczach tylko paliły się niedogasłe ognie, z dna
258 Now | chwili, w której dowiedział się, że chłopcu niebezpieczeństwo
259 Now | do szkoły pójdzie, byle się trochę tylko skóra zrosła.
260 Now | podniósł głowę i odezwał się głosem namiętnie drgającym:~-
261 Now | namiętnie drgającym:~- Pan się pyta. czy ja na bosiny siedzę?
262 Now | mnie umarło to, z czym ja się urodził. z czym ja sześćdziesiąt
263 Now | NASZA SZKAPA~Zaczęło się to od starego łóżka, cośmy
264 Now | ręką głowę podparł. Pytała się matka raz i drugi, co mu,
265 Now | trzecim razem odpowiedział, że się ta robota koło żwiru skończyła
266 Now | wszakże siennika okazało się, że desek w łóżku brakuje
267 Now | potem złotówkę całą, ale się Żydzisko uparło. Z sieni
268 Now | poduszkę sprzeda.~Zawahał się ojciec, spojrzał na nas,
269 Now | zapytał wreszcie - obejdziecie się bez poduszki tymczasem,
270 Now | bez poszewki! - odezwała się słabym głosem matka.~Natychmiast
271 Now | wszakże poszewki okazało się, że poduszka w jednym rogu
272 Now | jednym rogu rozpruta i że się z niej pierze sypie, Znów
273 Now | groszy.~Targ w targ. zgodził się z ojcem na całe dwa ruble,
274 Now | krzyknął Felek. - My się tylko o tę kołdrę co noc
275 Now | potwierdziłem gorliwie. - Co noc się bić musimy, bo spada...~"
276 Now | pacierza klęknął i oglądając się raz w raz na siennik, w
277 Now | ofiarowania nie zaczął, a on już się w piersi bił aż dudniało
278 Now | katankę zrzuciwszy zaraz się od pieca położył. Co prawda,
279 Now | to i ja miałem myśl, żeby się od pieca położyć, ale mi
280 Now | od pieca położyć, ale mi się już z Felkiem zaczynać nie
281 Now | palnąłem w ucho i położyłem się od ściany, a Piotrusia tośmy
282 Now | wzięli. Zrazu zdawało mi się. że mi głowa gdzieś z karku
283 Now | ojciec patrząc, jakeśmy się jeden do drugiego tulili.~
284 Now | drugiego tulili.~Obejrzał się po izbie, zdjął z kołka
285 Now | więc ucichł. Ojciec, nim się położył, raz jeszcze podszedł
286 Now | zaraz. Ale nad ranem zrobiło się nagle bardzo chłodno. Pociągnąłem
287 Now | stronę. Felek zrazu skurczył się przez sen. ale potem i on
288 Now | jemu niżeli mnie było, sam się głębiej pod niego wsunąć
289 Now | usiłował.~Przy tym wsuwaniu się musiał jakoś nacisnąć Piotrusia,
290 Now | piszczeć zaczął, a potem się na dobre rozbeczał.~Matka
291 Now | spał.~- Chłopcy! - odezwała się znowu matka - a czego tam
292 Now | przestawał płakać, zwlokła się z łóżka, wzięła Piotrusia
293 Now | swoją pościel. Zaraz też nam się placu więcej zrobiło, więc
294 Now | ja mu też i odwróciwszy się od siebie spaliśmy wybornie
295 Now | grzeczności, jak mówił, dowiedzieć się, czy matka zdrowsza. Zaraz
296 Now | okrasy brakło; chleb też się jakoś skończył, a Piotruś
297 Now | izbie świstał, i zaraz my się rozśmieli. Stałem już z
298 Now | matczynym łóżku zadumał się i wąsy skubał. Chrząknąłem
299 Now | chrząknąłem raz trzeci. Jak się też ojciec nie odwróci,
300 Now | tymczasem zawołał, choć mu się jeszcze ręce trzęsły czegoś,
301 Now | tam śmieci i rozpoczęły się poszukiwania. Felek znalazł
302 Now | wszystko, a przekonawszy się, że już żadnych więcej skarbów
303 Now | szafa, kawał ściany bielszy się wydawał niżeli reszta izby;
304 Now | Felek z Piotrusiem zaraz się "w chowanego" bawić tam
305 Now | tych czasach pogorszyło się jakoś; doktor jej kazał
306 Now | bębnić w stołki. Rozlatywali się ludzie, myśleli, że ,,sztuki";
307 Now | handel" dopadł i chwyciwszy się za brodę na ono zbiegowisko
308 Now | wyprawa zasmakowała, żeśmy się tylko pytali, co trzeba
309 Now | Co ty gadasz? - odezwała się słabym głosem matka, - A
310 Now | zegara wiedział, kiedy ci się jeść chce albo spać?...~-
311 Now | odparł zaczerwieniwszy się Felek.~- Latasz!~- Nie latam!~-
312 Now | nie jadłem!...~Tu uderzył się pięścią w piersi, aż echo
313 Now | to chuchnij!...~Nastawił się Felek i chuchnął, aż para
314 Now | zapadłej brzuszyny dobyła się tylko czczość wielka.~Wszakże
315 Now | nigdym nic widział, żeby się w tym rondlu co gotowało-
316 Now | błyskając w same oczy, gdy się do stancji wchodziło. Przy
317 Now | Wtedy to zwykle powtarzało się to opowiadanie, w którym
318 Now | bohaterami, Właściwie różniliśmy się tym tylko, że mnie przyniósł
319 Now | o to żelazko pogniewała się matka ze stróżką, która
320 Now | sieni język rozpuściła i jak się matce z gniewu i z oburzenia
321 Now | na ojca; byłem pewny, że się Folkowi po uszach oberwie.
322 Now | od proga~zawołał:~- Ciesz się, Anulku! Wisła tylko patrzeć
323 Now | tylko patrzeć jak puści, bo się wiatr na zachód obrócił.~
324 Now | miałem jednak czasu wielce się rozglądać, gdyż ojciec Piotrusia
325 Now | nim wywinął. Potem głośno się rozśmiał, Piotrusia puścił
326 Now | matczynym siadłszy śmiał się aż mu łzy po twarzy sczerniałej
327 Now | Wielka parada kożuch! Dość go się nadźwigałem przez tyle czasu-
328 Now | patrzeć, jak rzeka puści, a ja się tam będę w kożuchy fundował...
329 Now | Spencerze za gorąco będzie, jak się robota otworzy...~Tego dnia
330 Now | lepiej palić...~I wstrząsnął się otulając krótkim futerkiem.
331 Now | patrzyła na niego, odmieniał się na twarzy, zwieszał głowę,
332 Now | zwieszał głowę, a oczy to mu się z siwych aż czarne robiły,
333 Now | sobie na niej, matka też się obróciła, żeby na ogień
334 Now | ogień patrzeć, i takeśmy się wszyscy wygrzali, że to
335 Now | upierz, tu strawę uwarz, choć się tam i nie zawsze warzyło,
336 Now | sąsiadki do izby. dziwując się matce, że taka zmizerowana.~-
337 Now | gadała? Cóż to, przykrzy mi się, czy co? Czy my to tylko
338 Now | zdrowie straciła?...~I na tym się skończyło.~A mróz trzymał.
339 Now | skończyło.~A mróz trzymał. Choć się i wiatr na zachód obrócił,
340 Now | siebie na rozgrzewkę.~Jakoś się jednego dnia nie paliło
341 Now | matka kaszlała tak, że aż się w piersiach coś rwało. Zaraz
342 Now | Ale tym razem zupełnieśmy się zawiedli; kuferek był pusty.
343 Now | szukając odrobiny cukru, jakby się bał ją podnieść i usunąć
344 Now | słabym głosem z łóżka.~Ojciec się zaczerwienił. Felkowi chustczynę
345 Now | Piotrusiowi tylko dostała się wczorajsza kromka. Poszliśmy
346 Now | sieni w klasy grać, bo nam się dłużyło jakoś. Druga już
347 Now | powtórzyłem też szeptem nachylając się ku twarzy matki.~Dyszała
348 Now | pożółkłe jej czoło potem się okryło.~Chwyciła powietrza
349 Now | opadła na poduszkę, oczy się przymknęły.~Wyleciałem jak
350 Now | Siarczyste! - rozśmiał się Felek i wyskoczył w górę
351 Now | tę uciechę. trzasnąwszy się dłoniami po udach. Ten skok
352 Now | dorównać nie mogłem. Rzucał się w powietrze tak łatwo, jak
353 Now | Felkiem. uszczęśliwieni, że się jeszcze ta sprawa nie kończy. "
354 Now | dziesięć złotych.~Porwała się matka i na łóżku siadła.~-
355 Now | dopuściła go do słowa i trzęsącą się ręką drzwi mu pokazywała,~-
356 Now | mówił też, że moździerz to się i na szmelc nie zda. Matkę
357 Now | aż febra trzęsła i choć się ruszyć prawic nie mogła
358 Now | słuchając tego jęku. Zdawało mi się, że jęknęły węgły naszej
359 Now | mniej. Szwargotali, kłócili się między sobą. wyrywali sobie
360 Now | ci heca! - wołał dusząc się od tłumionego śmiechu i
361 Now | pysznego kozła.~Powynosiły się nareszcie Żydy, zaduchu
362 Now | owej matczynej omowy. Odęła się też zaraz jak karmelicka
363 Now | flądro... jędzo...~Zakaszlała się i za piersi chwyciła, ale
364 Now | bolącego.~- Wicuś! - odezwała się matka przerywanym głosem -
365 Now | wyczerpana zupełnie.~Felek aż się piętami po łydkach bił,
366 Now | rubla dokładał.~Matka znów się zapaliła na twarzy.~- Człowieku! -
367 Now | flegmatyczie "handel". - Ja się namyślał...~- Dajcież już
368 Now | Co to skarał! - szarpnął się "handel". - Za co skarał?...
369 Now | początku, potem rozczerwienił się tak, jakby go apopleksja
370 Now | apopleksja tknąć miała, zamierzył się raz nawet na Felka, doprowadzony
371 Now | pasji, aż nagle uśmiechnął się, dobył z kamizelki grosz
372 Now | siebie.~Nareszcie doliczyli się jakoś. Żyd z łoskotem żelazko,
373 Now | ojciec przyszedł, palił się już w piecu ogień, a my
374 Now | kiedy wzrok jego zatrzymał się na opróżnionej półce, spuścił
375 Now | wilgoć w izbie była taka. że się po ścianach sączyło.~Stancja
376 Now | Stancja nasza wypróżniła się do czysta.~- Na glanc... -
377 Now | obiad gotowali; uwarzyło się ziemniaków na rano. to i
378 Now | Z dachów ciekło, wróble się darły, a słońce pierwszy
379 Now | Lekarstwa nie było. Felek wspiął się na palce i ojcu przez ramię
380 Now | grać zaczął.~Matka ożywiła się nieco słuchając, kazała
381 Now | Bielany? Pamiętasz, jak my się to poznali? Jakem ci to
382 Now | kratkę suknię i okrutnie mi się potem bez ciebie cniło,
383 Now | cisnął w tego Niemca, że się do ciebie przysiadł...~-
384 Now | Jak ty grał...~Uśmiechnęła się, westchnęła, zdawała się
385 Now | się, westchnęła, zdawała się zasypiać.~Ojciec i teraz
386 Now | podrygiwały. Potem jakby się do tej wesołości co przymieszało,
387 Now | oczy jej posypał. A budziła się potem osłabła, blada, z
388 Now | palcach wyszedł.~Kiedyśmy się we trzech na sienniku pod
389 Now | przysiągł Felek palnąwszy się pięścią w piersi, aż mu
390 Now | poleżał chwilę cicho i na bok się do pieca obrócił; zaraz
391 Now | smutno, to wesoło. Śniły mi się też różności do białego
392 Now | księżyc w pełni...~Kiedym się obudził, Felek już stał
393 Now | żebra, z kołnierza wychylała się szyja cienka jak u wróbla,
394 Now | urósł?~- Głupi! - rozśmiał się Felek, - Ja tylko się wyciągam,
395 Now | rozśmiał się Felek, - Ja tylko się wyciągam, żeby brzuch mniejszy
396 Now | mniejszy był.~Wyciągnął się przede mną jak struna.~-
397 Now | Walę na pajaca.~A kiedym się śmiał:~- A co? - rzekł -
398 Now | myślisz?~I trzasnąwszy się rękami po udach w górę wyskoczył,
399 Now | przez tego pędraka takem się wyciągnął i wskazał głową
400 Now | który zwykle najwcześniej się budził i do garnka patrzeć
401 Now | niedowierzająco, czując, że ja bym się może na bohaterstwo takie
402 Now | Boga kocham! - przysiągł się natychmiast Felek, grzmotnąwszy
403 Now | natychmiast Felek, grzmotnąwszy się kułakiem w suche jak szczapa
404 Now | ziemniakami brzuchem przez izbę się toczył, wybuchnęliśmy obydwaj
405 Now | niepowstrzymanym śmiechem.~- Czego wy się tam tak śmiejecie, chłopcy? -
406 Now | sieroto,~I uśmiechnęła się do niego, głaszcząc go po
407 Now | kiedy my obaj dusiliśmy się od śmiechu z tej "hecy" -
408 Now | Szkapę? - zawołała matka i aż się na łóżku podniosła. - Bój
409 Now | na łóżku podniosła. - Bój się Boga, Filip! A toć nas ona
410 Now | wszystkich żywi!...~Ojciec się ciężko na ręku wsparł i
411 Now | albo i nieżywi! - odezwał się po chwili. -Z kacierzem
412 Now | chwili. -Z kacierzem na rzece się nie pokaż, woda rwie tak.
413 Now | żałość zdjęła, że tylko się za łby drzeć.~Szkapę kochaliśmy
414 Now | ani ona od nas nić mogła się odłączyć. Było to tak naturalnym,
415 Now | ojciec wyprzągł, zaczynała się dopiero heca. Natychmiast
416 Now | nigdy nie traci miny! Nazywa się Feliks Mostowiak, herbu
417 Now | oficyny.~Po Felku gramolił się na szkapę Piotruś, aleśmy
418 Now | trzydziestu było.~- Przypatrzta się. moi ludzie - mówiła stojąc
419 Now | meranzieryi".~I chwytała się za boki, trzęsąc od śmiechu,
420 Now | od ziemi odrośnie, a już się rozpusty chwyta! Nie poszedłby
421 Now | świecie robi!~A Felek nuż się w lewo i w prawo kłaniać,
422 Now | względy i łaski ubiegaliśmy się jeden przed drugim. Ona
423 Now | Piotruś niecnota i, kiedy się za pokrzywdzonego przez
424 Now | o siwej rzęsie podnosiła się i opadała z wolna, jak gdyby
425 Now | dzień. Ale nigdy nie obeszło się przy tym bez bijatyki o
426 Now | wypełzłym ogonem, jakby się oganiała od bąków.~Zaraz
427 Now | Wielkiej Nocy zaczynało się pławienie szkapy. Jeszcze
428 Now | kiedy szkapa dla uwolnienia się od nas i naszej opieki parę
429 Now | wodę dalej poszła.~- Utopi się! utopi! - wrzeszczał Piotruś
430 Now | przysiadał na ziemię obu się rękami brzucha własnego
431 Now | oczach stanęły. Za czym my się oba za czupryny chwycili
432 Now | pisnął nawet.~Zaraz też nam się po tej dzierce lżej na sercu
433 Now | perswadował matce:~- Tera ci się za nią siaki taki grosina
434 Now | tą chorobą. Myślę, żem ci się kamieniem u szyi stała i
435 Now | jakoś mowy.~Matka miała się coraz gorzej. Jej ciężki,
436 Now | zasypiała we dnie i mimo że się nagle ciepło na świecie
437 Now | czubów nam sięgał, ale żeśmy się tam wiele nic nastręczali,
438 Now | utracenia szkapy, stała się nam ona podwójnie drogą.
439 Now | machając nogami przyglądaliśmy się całymi godzinami każdemu
440 Now | obiad jeść. chociaż dzielić się z nią nie było czym. bo
441 Now | czym. bo nam samym jakoś się coraz szczupłej dostawało.~
442 Now | wilgoć straszna! Powinniście się postarać o suchą i ciepłą
443 Now | patrzył i wąsy gryzł.~Aż nagle się poruszywszy, koszulę na
444 Now | w południe zabieraliśmy się właśnie do przedstawienia
445 Now | do przedstawienia i już się Felek na szkapę gramolił,
446 Now | bezdzietny był.~Kiedyśmy się tak. oniemiawszy nagle,
447 Now | szeroko otwartym, zdawała się patrzeć gdzieś daleko, daleko.~
448 Now | u nosa trzymając zaczął się słodko uśmiechać a przekrzywiwszy
449 Now | posępnie spod oka i zaraz mu się wąsy podniosły, ale przełknął
450 Now | też kumeńka!--- - rozśmiał się znów pan Łukasz. - Pochlebić!
451 Now | ojciec, ale widziałem, że mu się oczy zapaliły.~- Nastąp!
452 Now | która przestąpiła wlokące się za nią postronki.~- He!...
453 Now | He!... He!... - rozśmiał się słodziej jeszcze pan Łukasz. -
454 Now | jako że bezpieczniej mi się zdało bliżej drzwi się trzymać,
455 Now | mi się zdało bliżej drzwi się trzymać, ale mnie tylko
456 Now | kiwając głową.~Ojcu podnosiły się wąsy coraz wyżej, aż je
457 Now | Łukasz zmilczał, a schyliwszy się. dłonie na kolanach oparł
458 Now | He!... He!... - rozśmiał się pytając.~- Łogawa! Ta kobyla
459 Now | No... no!... - uśmiechał się słodko pan Łukasz -ja też
460 Now | pan Łukasz -ja też tylko się pytam, boć to przy kupnie
461 Now | zapytał nagle prostując się pan Łukasz i rozsunąwszy
462 Now | w oczy zajrzał.~Poruszył się Felek. a przestąpiwszy z
463 Now | głosem ojciec, choć znów mu się wąsy zjeżyły. - Na lewe
464 Now | He, he, he!... - rozśmiał się słodko pan Łukasz i znów
465 Now | Ale... ale!... - śmiał się słodko pan Łukasz. - Bogdaj
466 Now | Ojciec mówił z wolna, hamując się. ale glos mu kipiał.~Nagle,
467 Now | Łukaszem, jako że nie godzi się o bydlę targu przybijać
468 Now | He... He... He... - śmiał się pan Łukasz - po kumoterstwie!
469 Now | szarpnął, a matka obudziła się z jękiem. Może nie spała
470 Now | Kiedy pan Łukasz, zgiąwszy się we dwoje, z izby za ojcem
471 Now | ojcem wychodził, rzuciliśmy się w te pędy, żeby do szkapy
472 Now | lecieć.~Ale ojciec odwrócił się nagle:~- Ani mi nosem za
473 Now | na mnie; oczy robiły mu się coraz większe, coraz przeźroczystsze,
474 Now | febrze latały, aż schwyciwszy się obu garściami za włosy: -
475 Now | Siarczyste! -wrzasnął i zaniósł się wielkim płaczem.~Zaczęły
476 Now | wielkim płaczem.~Zaczęły się teraz dobre czasy. W izbie
477 Now | dobre czasy. W izbie zrobiło się ciepło, grzyby po ścianach
478 Now | Tylko że bez szkapy okrutnie się nam widziało smutno, a co
479 Now | jak ten wiatr letni. - Już się ty nie kosztuj na mnie.~
480 Now | ni z tego, ni z owego jej się poprawiało; wołała, żeby
481 Now | żadnego chcenia. Porywa się ojciec, ucho do ust przykłada,
482 Now | łóżkiem podniesie.~Aż raz się nie dosłuchał jakoś.~Matka
483 Now | duszyczka jak para; ani się tyle nie załopotała co wróbel,
484 Now | trąciła, a on nic!~Zaraz się w naszej izbie tumult wielki
485 Now | wielki zrobił, sąsiadek się naschodziło, zaczęły radzić,
486 Now | wycierałem pięściami oczy, bo mi się okrutnie płakać chciało.~
487 Now | Mimo to jednak bawiliśmy się tego dnia doskonale, bo
488 Now | po głowach głaszcze, to się lituje, to pociąga nosem.~
489 Now | Niebożątka!..."~A Felek tylko się nastawia, a oczami mruga,
490 Now | skandaliczne figi, a język sam mu się spoza zębów wysuwa, cienki
491 Now | weźmie, to położy, choć się tam w tej pustce nie było
492 Now | wielce czego jąć.~A baby nuż się po tej naszej biedzie rozglądać,
493 Now | nigdy końca nie będzie, aż się nareszcie rozeszły, bo im
494 Now | matka umarła. Z pół roku już się nic podnosiła w tej chorobie,
495 Now | nią patrzył, zdawało mi się. że spod rzęsów za Piotrusiem
496 Now | oczyma wodzi i uśmiecha się leciuchno, i co tylko ma
497 Now | Zupełnie jak dawniej, tylko że się tak świece nie paliły przy
498 Now | musiało, bo nabiegawszy się cały dzień, a to do kancelarii,
499 Now | a to o furmankę - kiedy się ludzie rozeszli na zydlu
500 Now | szlochanie.~To Felek, który się przez cały dzień szastał
1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1616 |