Part
1 Now | świeciły spode łba, choć ich ta wielce od miski nie podnosił.
2 Now | przyszły Zaduszki, niby te ich "Dziady", co się w ten dzień
3 Now | Chłopaki zemknęły, jakby ich wiatr zdmuchnął, i nie było
4 Now | te słowa wywarły. - A kto ich ma bić? Urząd?...~- I...
5 Now | czemu nie? Ja sam pójdę ich bić!~-Ale nie! - rozśmiał
6 Now | bratem się zrobił, to już ich ten smutek jednym płaszczem
7 Now | coby nie były głodne. Tak ich kochał.~Zachłysnął się.
8 Now | bocian więcej dzieci ma, niż ich wyżywić może, to jedno albo
9 Now | do alkowy!....~Obstąpiły ich, zasłaniały sobą. pchały
10 Now | młodzieńca i jego słowa uderzyły ich swą siłą. Skorzystał z tego
11 Now | chcieli i. nami lecieć, aleśmy ich odpędzali biczem.~Dopieroż
12 Now | panowie, dowód niezbity ich winy! Oto owo narzędzie
13 Now | gdy praży słońce.~Dokądże ich, u diaska, trzymać tutaj
14 Now | Szcze bliże !~Wszystkich ich teraz dobrze widać było.
15 Now | jak te owce siwe.~Pięciu ich było.~Chłopcy drobni, przymizerowani,
16 Now | zrozumieli tego.~Roztargnione ich spojrzenia błądziły po świetnych
17 Now | miarkuje sobie, że kiedy ich tu w taką paradę wpuścili,
18 Now | inaczej pójdzie, oho! Już ich tu panowie pewno nie po
19 Now | wyciągnięta ręka dotknęła ich piersi.~Ale pan prokurator
20 Now | od pierwszego słowa. Cały ich dyletantyzm zniknął gdzieś
21 Now | jej szyk wojenny, który ich uporządkował wewnętrznie
22 Now | nagle rozdzieliła się w ich oczach, a spoza niej wysunęło
23 Now | Ale mówca nie pozostawił ich długo pod wpływem tego jednego
24 Now | których największą silą była ich niezrównana prostota.~Żadnego
25 Now | bezpośredniości samego mówcy. Wzrok ich się zaostrzył, słuch wysubtelnił.
26 Now | panom przysięgłym chroniąc ich od grubo działających na
27 Now | pytania.~Są krótkie i jest ich dwa tylko.~Pierwsze: czy
28 Now | zostało spojrzenie szukające w ich piersiach cieplej ludzkiej
29 Obra| niemal następując- Większa ich część miała piersi zapadłe
30 Obra| się w orbitach, a z głębi ich wyziera ogólne zniedołężnienie
31 Obra| interesujących pamiątek. Oglądasz ich pięć, sześć, dziesięć, ale
32 Obra| musisz zatlić tam, gdzie ich nie ma, a podtrzymywać i
33 Obra| zapytujesz aresztantek, ile ich jest ze wsi. Bywa ich zwykle
34 Obra| ile ich jest ze wsi. Bywa ich zwykle połowa w każdym numerze.
35 Obra| umiesz, i przyprowadzić mi tu ich obu! Natychmiast! Słyszał?~-
36 Obra| nocami pierał, za uprasowanie ich płacąc stróżce po parę groszy.~
37 Obra| panowie! Gmina przygarnia ich i godząc rozumną rachubę
38 Obra| już nędzarzy! Gmina jest ich matką, gmina jest ich żywicielką.
39 Obra| jest ich matką, gmina jest ich żywicielką. Oto jest starzec
40 Obra| oborę!~I nagle przejmuje ich uczucie poważania dla tych
41 Obra| cieszyła się nieograniczonym ich zaufaniem.~Trzy czy cztery
42 Obra| urządzenia. Jasność więc kamer, ich czystość, ich obszar uderza
43 Obra| więc kamer, ich czystość, ich obszar uderza czymś nieoczekiwanym.
44 Obra| War., ale widywałam tam ich matkę, staruszkę siedmdziesięcioletnią
45 Obra| wszystko się wydało. Zabrali ich dwoje, zabrali i mnie. Tak
46 Obra| tysięcy rubli, a przecież ich nie wzięła". - Jak ja to
47 Obra| jest charakterystycznym ich rysem.~Żadna z uwięzionych
48 Obra| moją "pani hrabina", co w ich przekonaniu i najwyższym
49 Obra| najlepiej malować miało ich uczucie wdzięczności dla
50 Obra| osoby, która była prawdziwie ich opiekuńczym aniołem.~O mnie
51 Obra| były. Mówiłam tedy z nimi o ich rodzinie, o rodzinnym miejscu,
52 Obra| które by skróciły termin ich kary.~Jest zwykle "w kamerze"
53 Obra| podczas kiedy inne słuchają ich z otwartymi z podziwu ustami,
54 Obra| kraść tak, jak inne dzieci w ich wieku biegają gonić motyle.
55 Obra| od rana do nocy. Główną ich słabością było to, iż ogólnie
56 Obra| zdartego pierza. Zarobek ich jest nędzny, jakkolwiek
57 Obra| wzgląd na delikatniejszą ich robotę, która musi być wykonywana
58 Obra| Przeszło trzydzieści pracuje ich tam w jednej obszernej izbie.
59 Obra| fizjognomie mają Żydówki. Jest ich tu spory procent. Cała jedna
60 Obra| tygodni temu, a teraz znów ich tu do trzydziestu. Nie wszystkie
61 Obra| przestępstwa i przechwalać się z ich spełnienia. Ona to umiała
62 Obra| rękę książkę, zaopatrzył ich w papier i pióra - i tak
63 Obra| jednak, która jest zarazem ich sypialnią, mieści dwadzieścia
64 Obra| odbierający partię liczył ich i załatwiał formalności
65 Obra| kajdan zupełnie. Wyprowadzono ich wreszcie. Mężczyzn było
66 Wier| dworskim gankiem stanęło ich czworo,~Główki na mrozie
67 Wier| wielmożna,~Nie to, co chaty ich, nędzne i czarne,~Gdzie
68 Wier| a grochy w strąkach,~Że ich nie przejrzysz do dna.~ ~
69 Dzie| to dostoję!~Wilki?... Ja ich całą zgraję~Pozabijam i
70 1 | posną,~I żadne słońce już ich nie obudzi...~Zaprawdę,
71 1 | ja, żem wiedzieć chciał ich dalsze losy,~Tych dzieci,
72 1 | porwały się czarne,~A z piór ich padły drżące, długie cienie~
73 1 | gdzie kto padnie.~Bo pędził ich huk, i trzask, i płomienie,~
74 1 | Umarłych prochy, iż wiatr ich nie miota.~Albowiem wielka
75 1 | są tu w ręku Boga,~A Bóg ich w polu zostawia czerwonym,~
76 1 | To - szakale!~ ~Lecz jam ich widział i nic już nie zetrze~
77 1 | co synów swych płaczą,~Iż ich już stare oczy nie obaczą.~ ~
|