1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1502
Part
501 Now | żadnych nie dostarczyły w tym względzie wskazówek.
502 Now | lekko i zawieszając głos w oczekiwaniu.~A gdy kategorycznej
503 Now | stojących poza sobą ławek i w chłopskim narzeczu Poleszuków
504 Now | Chadzicie, rabiata !~Natychmiast w ławkach. które się dotąd
505 Now | świeżym, młodym, jak gdyby w polnych rosach opłukanym
506 Now | Zapędzili się i stanęli zbici w kupkę jak te owce siwe.~
507 Now | porcięta.~Czapki trzymali w obu rękach, przyciskając
508 Now | złotych ramach wiszącego w głębi obrazu, zatrzymywały
509 Now | tez tylko taka o mełka i w wątpliwości tej szturchnął
510 Now | wątpliwości tej szturchnął w bok Benedycia, wskazując
511 Now | miarkuje sobie, że kiedy ich tu w taką paradę wpuścili, to
512 Now | strachu nie ma, a to jakby w chałupie, bo i brudno, i
513 Now | i głodno tak samo. Ale w takiej paradzie, w takim
514 Now | Ale w takiej paradzie, w takim państwie to tu inaczej
515 Now | po co wzięli, tylko żeby w skórę krzyknąć... Oho!....
516 Now | zdaje mu się. że uczuwa ból w okolicach słabizny i niespokojnie
517 Now | swoje, i tego tylko żałował w tej chwili, że gęsi jego
518 Now | mdłość wielką i wciągnąwszy w siebie brzuszynę zawściąga
519 Now | Gdzieżby!"~Wątpliwość uderza w niego z nową siłą. Mimo
520 Now | dobrze! Ogląda się z wolna w bok i spostrzega przy drzwiach
521 Now | Powieki jego wyglądają w tej chwili jak cienkie,
522 Now | śmiertelnym pośpiechem bijące w żarze skrzydełka ćmy na
523 Now | go chowają do bodni albo w inne babie kłaże, a w puklidzie
524 Now | albo w inne babie kłaże, a w puklidzie skądby?...~Chleba
525 Now | wstyd by mu było, ale myśli w sobie to wszystko i uśmiecha
526 Now | jeszcze... Chleb pachniał... W zapasce go niosła, a on
527 Now | pochylił ku niemu, tak patrzył w niego rozgorzałym okiem,
528 Now | śmielej: oczy już nie z dołu w bok, ale z góry biły jak
529 Now | góry biły jak siekańcem w hafty, pierścienie i wstęgi.~
530 Now | Uważano to za romanse dobre w książce, ale nie w sądowej
531 Now | dobre w książce, ale nie w sądowej sali.~Nie dlatego,
532 Now | braku chleba! - kończył w tej chwili rzecz swoją obrońca. -
533 Now | prokurator dostarczył mi w światłym przemówieniu swoim
534 Now | drobny przedmiot, leżący w tej chwili przed obliczem
535 Now | dostojnego oskarżyciela w tym przybytku sprawiedliwości
536 Now | Zakołysał się na fotelu w lewą i w prawą stronę i
537 Now | Zakołysał się na fotelu w lewą i w prawą stronę i ustami cmoknął.~
538 Now | Patyk, jakim każde drzwi w poleskiej chacie otworzyć
539 Now | otworzyć można kładąc go w otwór i podważając drewniany
540 Now | Ustima za rękę, pociągnął w górę łatany rękaw jego świtki
541 Now | chwilę trzymał je wbite w znędzniałą twarz dziecka,
542 Now | Dziwna rzecz! Nie przerzucał w tej chwili głowy ani na
543 Now | otwarte jego oczy patrzyły w jakąś dalekość, a cienkie
544 Now | zaciśnięte były i surowe. Stracił w tej chwili do reszty charakterystykę
545 Now | obrońcy z urzędu.~Nagle w ciszy, jaka teraz salę objęła,
546 Now | Pyptiuk? Nazwiska tego nie ma w protokole!~Siedzący obok
547 Now | drobną istotę pochłania w tej chwili żałosny głos
548 Now | siekający, ot tak, jak stoi, w tej pacześnej koszulinie
549 Now | rezolutniej Benedyć. Jest on w tej chwili usposobiony jak
550 Now | coś ze trzy razy pięścią w kark wlepił z tej żałości,
551 Now | przezwisko nazywa.~Rozśmiał się w garść cicho, przebiegle,
552 Now | właśnie wyglądać, jak wyglądał w tej chwili Benedyć.~Pan
553 Now | oczu Benedycia.~Chłopak był w siódmym niebie. Ta indagacja
554 Now | Tichobaj!~Benedykt Huc, stoi w protokole! Cóż ty? A?...~
555 Now | Uderzył się drobną pięścią w kożuszynę rozchełstaną na
556 Now | niezmiernie zadowolony w swej ambicji.~Gdzie inni!
557 Now | Stoją tam jak te cielęta w kojcu, a on tu sobie przed
558 Now | to go napełniało dumą.~W sali nastała cisza.~Tymczasem
559 Now | nastała cisza.~Tymczasem w oczach pana adwokata błyskała
560 Now | zagłębił się zniechęcony w fotelu, wstał z wolna pan
561 Now | swej wiadomości, że lud w tych okolicach nosi zazwyczaj
562 Now | uderzywszy bystrym wzrokiem w samą twarz dzieciaka zapytał
563 Now | bliskiego, coś swojskiego poczuł w tym pytaniu.~- Benedyć Huc! -
564 Now | odkrzyknął cienko a donośnie.~- A w kancelaryi jak zapisali? -
565 Now | wybornie się prezentowała w obcisłym mundurze. Głowę
566 Now | mocno akcentowana. miała w sobie rytm ujarzmionego
567 Now | wpływem świateł palących się w sali nabrała ciepłych, południowych
568 Now | kiedy nagle rozdzieliła się w ich oczach, a spoza niej
569 Now | przed oczyma przysięgłych: w pośrodku jego ziała przepaść.~
570 Now | i cudze drzwi uszkadza; w chropowatości jego dostrzegali
571 Now | jakby klucz ten przekręcał w zamku, panowie przysięgli
572 Now | przedstawiają się teraz w zgoła innym świetle. Nie
573 Now | złodziejska zorganizowana w przestępnych i przez kodeks
574 Now | którzy pod wpływem burczenia w pustych żołądkach i drażniącego
575 Now | miejscu.~Co było osobliwym w tych pomyśleniach i uczuciach,
576 Now | wszystkiego, co uprzednio zrobiono w toku sprawy czy to dla oskarżenia,
577 Now | obracało się wyłącznie w sferze abstrakcji: beznamiętne,
578 Now | można zostawiać przysięgłych w nieświadomości co do skutków
579 Now | prokuratorska mina, a?...~W sali tymczasem wszystko
580 Now | did swoją brzozówkę już w ręku trzymał i trzęsąc głową
581 Now | trzęsąc głową częstował w kolej siedzących, wkupując
582 Now | ludziom zaczęło okrutnie w nosach kręcić, więc się
583 Now | godne one były widzenia w tej chwili. Szeroko otwarte,
584 Now | chwili. Szeroko otwarte, w kupkę dziatwy wbite, wydawały
585 Now | coś dziwnie przejmującego w tej chwili. Dotąd była to
586 Now | bezcielesny duch prawa zmienia się w postać wspaniałą i tryumfującą.
587 Now | prezes nie siada nawet. W pięknej jego ręce szeleści
588 Now | spełniona przez podsądnych w wiadomych okolicznościach
589 Now | jasne i beznamiętne, brzmią w wielkiej pustej sali dźwięcznie
590 Now | ramiona, przechyla głowę w tył i mruży oczy.~Miecz
591 Now | sprawiedliwość, która go dzierży w ręku, troskliwą jest i pieczołowitą
592 Now | troskliwą jest i pieczołowitą w tej ostatniej chwili, niemal
593 Now | drżący i błagalny.~Chce, żeby w oczach zostało spojrzenie
594 Now | zostało spojrzenie szukające w ich piersiach cieplej ludzkiej
595 Now | mu przemówienie ostatnie.~W duchu tego pięknego prawa
596 Now | zaś spoza drzwi otwartych w ten sposób skradziono masło
597 Obra| parobek siedzący na nim w czerwonym lejbiku i samodziałowym
598 Obra| która mu się zaplątała w półszorkach - Ażeby cię'...~
599 Obra| jak taranem zaczął walić w bramę.~Rozległo się wielkie
600 Obra| zgrzytem klucza obracanego w zamku dał się słyszeć głos
601 Obra| biegnąc znów do koni, które w bok z wozem skręciły.~Chwycił
602 Obra| batem nad końmi wjechał w bramę, której wierzeje z
603 Obra| uderzyły o ściany, a z bramy w podwórze do połowy wożą.
604 Obra| mógł dalej, bo zawaliły mu w poprzek drogę skrzynie od
605 Obra| spowodowało pewne zamieszanie w cichym zazwyczaj dziedzińcu
606 Obra| ale raczej kręcenie się w kółko i popychanie wzajemne,
607 Obra| do ogrodu było podobnym. W jednym z kątów podwórza,
608 Obra| prostokąty. Najdłuższa, załamana w rogach ogródka drożyna biegła
609 Obra| do furtki, wprost której w przeciwległym kącie stała
610 Obra| młodocianych drzewek trzęsło w słońcu ostatkiem złotych
611 Obra| właściwą sobie postawę jeszcze w trzecim roku. Po tym terminie
612 Obra| indywiduum, a zamienia się w cząstkę tej szarej, bezbarwnej,
613 Obra| postawie idzie cera. Ta w pierwszym roku bywa blada,
614 Obra| momentalnym zmianom zabarwienia i w ogóle ma silniejsze, cieplejsze
615 Obra| silniejsze, cieplejsze tony. W drugim roku więdnie i żółknie
616 Obra| pergaminowej suchości i martwoty; w trzecim rzuca się na nią
617 Obra| jakby napuszczone tłuszczem. W dalszych latach twarz więźnia
618 Obra| mężczyznami.~Trzeciorzędną w charakterystyce zewnętrznej
619 Obra| gorączkowe. Zapalają się w nim i gasną blaski niespodziane,
620 Obra| zielone, z modrych - czarne. W drugim roku źrenica więźnia
621 Obra| i upodabnia do stojącej w błotnym dole wody. W trzecim
622 Obra| stojącej w błotnym dole wody. W trzecim matowość spojrzenia
623 Obra| i jakby zaokrąglają się w orbitach, a z głębi ich
624 Obra| rozwija się to aż do idiotyzmu w jednym kierunku, aż do prawdziwie
625 Obra| prawdziwie małpiej przebiegłości w drugim. Idiotyczne spojrzenie
626 Obra| więźnia i zwykle z nią chodzi w parze. Bywają wszakże wyjątki,
627 Obra| wszakże wyjątki, a kiedy w gliniastej, rozmiękłej twarzy
628 Obra| spojrzeniem pałającym patrzył w otwartą, nieco widną z jednego
629 Obra| nieco widną z jednego kąta w ogródku bramę młody stosunkowo
630 Obra| ogoloną i czarniawą głowę.~W tej chwili więzień był pochylony
631 Obra| pulsowały grube, napięte żyły, a w półotwartych ustach widać
632 Obra| kabłąkowatych, widocznie w tej chwili drżących nogach.~
633 Obra| przebywa ten punkt krytyczny, w którym cierpienie, jeśli
634 Obra| nie dalej - krzyczy coś w ludzkiej istocie, która
635 Obra| strażnicy, kancelaria, nawet w księdze, gdzie zapisywano
636 Obra| przestępowali z nogi na nogę w miejscu, jak to czynią zamknięte
637 Obra| jak to czynią zamknięte w klatkach zwierzęta- Spojrzenia
638 Obra| Spojrzenia skupiały się w dwóch punktach. Jedni patrzyli
639 Obra| kolanach dzieckiem siedziała w progu oficyny kołysząc się
640 Obra| niej stała z szaflikiem w ręku Janowa, kucharka, i
641 Obra| chłopak stróża. Kapusta była w tym roku niezwykle dorodna.
642 Obra| Gorejące jego oczy, zrazu w czeluściach bramy utkwione,
643 Obra| oblatywały drzwi i okna w wewnętrznych murach więzienia,
644 Obra| jakąś dziką przenikliwością w twarz strażnika, który,
645 Obra| czujności swojej.~Tymczasem w bramę wjechał drugi wóz
646 Obra| rozległo się wołanie.~Parobek w czerwonym lejbiku, który
647 Obra| prrr... - dało się słyszeć w samym sklepieniu bramy,
648 Obra| bramy, a wóz zatrzymał się w połowie drogi tak, że mu
649 Obra| skrzynie, żeby wozy mogły w podwórze wjechać,~- O laboga! -
650 Obra| Janowa - tak mi się coś w oczach migło jakby nasza
651 Obra| na jednej nodze.~Chłopak w chwilę był z powrotem.~-
652 Obra| nie może... Układła się w słomie i leży, a prosiaki
653 Obra| pokazywała Janowa stanąwszy w pobliżu wąskiego przesmyku,
654 Obra| żebym tak zdrowa była!~W tej chwili strażnik rzucił
655 Obra| mówiła Janowa klasnąwszy w dłonie. - Jak mi Bóg miły,
656 Obra| chwyciwszy się za głowę.~W podwórzu sądny dzień nastał.
657 Obra| nastał. Aresztantów spędzono w jednej chwili w korytarze,
658 Obra| spędzono w jednej chwili w korytarze, pogoń za zbiegiem
659 Obra| za zbiegiem rzuciła się w ulicę.~- Łapaj!... Trzymaj!... -
660 Obra| było teraz wątpliwości, w którą stronę uciekał Cygan.
661 Obra| stronę uciekał Cygan. Jakoż w chwilę potem Filip, ojciec
662 Obra| Józka, zobaczył Cygana, jak w koszuli i w hajdawerach
663 Obra| Cygana, jak w koszuli i w hajdawerach leciał, jakby
664 Obra| tym okrzykiem, jakby mu w dwoje tyle rączości przybyło.
665 Obra| trzymała go wszakże ciągle w prostej linii na oczach
666 Obra| chwila.~Wtem padł, a choć się w tejże sekundzie niemal porwał
667 Obra| się nagle i stanął twarzą w twarz przeciw~pogoni.~Był
668 Obra| wściekły.~Aż go nasiedli w sześciu czy w siedmiu jak
669 Obra| go nasiedli w sześciu czy w siedmiu jak dzika, a obaliwszy
670 Obra| brzemię,~Kiedy się ocknął w ciemnej, cały drżący i mokry
671 Obra| jeszcze je ślinił obracając w pulchnych palcach pomiędzy
672 Obra| zarysowanymi wargami, kiedy w progu stanęła pod przywództwem
673 Obra| pocałowało "wielmożnego" w rękę.~- A co to powiecie? -
674 Obra| wielmożnego pana i ojca naszego w brudną koszulę oblókł. Nie
675 Obra| palcami po stole- Był on w położeniu arcydelikatnym.
676 Obra| czytał gdzieś niedawno, jako w Ameryce nieraz sami przestępcy
677 Obra| inicjatorem nowych idei w społeczeństwie, idei z Nowego
678 Obra| bowiem, że wydaje Cygana w ręce ciężkie i nieubłagane.~-
679 Obra| Jakub zwrócił się na lewo w tył, pachołki popchnęli
680 Obra| cygaro i przejrzeć dzienniki.~W chwilę potem na górnym korytarzu
681 Obra| zapas przemówień moralnych w wielkim religijnym i społecznym
682 Obra| przytomność, a potem wpadł w taką gorączkę, że go jeszcze
683 Obra| kwękał, skarżył się, że go w piersiach, to w plecach
684 Obra| się, że go w piersiach, to w plecach kłuje, i wychudł
685 Obra| Nie ubili na piękne, ale w nim wszystkie wątpia het
686 Obra| Musiał umierać.~Tymczasem w kancelarii przygotowywano
687 Obra| fotela utkwił przerażone oczy w twarzy pana sekretarza.
688 Obra| wykrzyknął wreszcie rzucając się w fotel i nie było już więcej
689 Obra| nadzorca wchodzącego aresztanta w towarzystwie strażnika.~-
690 Obra| wielmożny" - przecież masz w wyroku dwa lata, a siedzisz
691 Obra| waszymi wyrokami! - krzyczy w ostatniej pasji pan nadzorca. -
692 Obra| więziennego korytarza, gdzie w głębi widać było drzwi na
693 Obra| pierwszej bytności mojej w wiezieniu, kiedym jeszcze
694 Obra| zobaczysz, usłyszysz, zauważysz, w powietrzu chwycisz - to
695 Obra| Nie dlatego, żeby ci kto w odpowiedzi miał pozostać
696 Obra| mówią, zwierzają się ściany, w długich korytarzach słychać
697 Obra| było warto. Owszem. Ale w rozmowie takiej trzeba uważać
698 Obra| woli i czasu pana nadzorcy. W tej chwili oczy jego uspokajają
699 Obra| słyszysz ociężałe kroki w korytarzu. Odgłos ten irytuje "
700 Obra| uśmiechając się do ciebie i rzuca w stronę korytarza skośne,
701 Obra| Jeśli jesteś nowincjuszem w obserwacji, przyglądasz
702 Obra| instynktem widzą, gdzie w takich biurach iść i czego
703 Obra| licznymi stopami podłogę w progu, na szczupłe oszalowanie
704 Obra| rzadko bardzo poruszane.~W tej chwili wraca "wielmożny".
705 Obra| Zniszczone to, bo ciągle w ruchu - dodaje biorąc w
706 Obra| w ruchu - dodaje biorąc w rękę tomik, z którego się
707 Obra| całości, zapytujesz, jakie też w tej chwili książki są w
708 Obra| w tej chwili książki są w czytaniu. Okazuje się, że
709 Obra| czytaniu. Okazuje się, że w tej chwili, właściwie mówiąc,
710 Obra| mówiąc, żadnych książek w czytaniu nie ma. Cały "zaród"
711 Obra| się także, że z więźniami w żadne rozmowy wdawać się
712 Obra| ciekawy, bardzo ciekawy. W inspektach są już nawet
713 Obra| Wchodzi wreszcie strażnik i w milczeniu staje w progu. "
714 Obra| strażnik i w milczeniu staje w progu. "Wielmożny" rzuca
715 Obra| Strażnik skłania głowę. W tej chwili pan nadzorca
716 Obra| czystości schodów i korytarzy w tej samej chwili, w której
717 Obra| korytarzy w tej samej chwili, w której uderzy cię na nich
718 Obra| na czworakach ze skorupą w ręku, którą skrobie stopnie.~
719 Obra| niej, spłaszcza, maleje, w mur wsiąka niemal.~Nie przychodzi
720 Obra| wreszcie na górnym korytarzu w oddziale, przypuśćmy, kobiecym.
721 Obra| wzruszony, coś ściska cię w gardle, coś ci mgłą oczy
722 Obra| coś ci mgłą oczy zasłania. W pierwszej chwili nie czujesz
723 Obra| wielmożnego" całując go w ręce. Starsze wytaczają
724 Obra| jedna z nich całuje cię w rękę. Natychmiast czynią
725 Obra| skoro dojrzy żywszy błysk w twoim spojrzeniu - zwyczajna
726 Obra| podobne do tego "a!!!", które w kościółkach wiejskich słychać
727 Obra| wreszcie wychodzisz do ogródka, w którym wolno ci zabawić
728 Obra| podrosłymi nieco włosami i w cywilnym ubraniu przeciera
729 Obra| nad stoliczkiem laurka w ramkach, za szkłem, a na
730 Obra| sam zamyka za tobą.~Jeśli w drodze konie cię nie poniosą
731 Obra| Długo wszakże trzyma się to w mierze.~Za drugiej, za trzeciej
732 Obra| bytności twojej taka sama scena w kancelarii, tak samo "wielmożny"
733 Obra| wypadają właśnie "widzenia". Co w takich razach jest najpocieszniejsze,
734 Obra| nigdy wzbudzać nieufności w strażniku. Zostałeś sam,
735 Obra| najpotoczniejszą rozmowę. W rozmowie tej unikasz jak
736 Obra| zachowujesz się z aresztantka w taki właśnie sposób jak
737 Obra| sposób jak gdybyś zgoła nie w więzieniu ją poznał, ale
738 Obra| więzieniu ją poznał, ale w domu lub w warsztacie.~Nie
739 Obra| ją poznał, ale w domu lub w warsztacie.~Nie zwracasz
740 Obra| Nie posługujesz się nigdy w tej pierwszej chwili takimi
741 Obra| i łatwość stawiania się w różnorodnych, psychicznych
742 Obra| psychicznych stanach.~Zwykle w numerze znajduje się małe
743 Obra| je z pewnością wymytym i w czystej koszulce.~Poruszasz
744 Obra| Bywa ich zwykle połowa w każdym numerze. Pytasz tedy
745 Obra| wspólnej pracy na polu i w chacie. Jeśli to jest niedziela,
746 Obra| który dziewczęta ubierają w kwiaty, o święceniu ziół,
747 Obra| szlochanie i wycieranie nosów w grube więzienne fartuchy.
748 Obra| klęka, wzdycha i bije się w piersi. Nie zwracasz uwagi
749 Obra| Ojcze nasz", "Kto się w opiekę" albo "Święty Boże".
750 Obra| nigdy. Nigdy też, nawet w najpoufniejszej rozmowie,
751 Obra| twoich aresztantki, a to w takiej rozciągłości i z
752 Obra| pierwszej mojej bytności w więzieniu znów mi wypadło
753 Obra| przechodzić przez korytarz, w którego głębi był... "jeszcze
754 Obra| zmrużywszy lewe oko, jak to miał w zwyczaju, zapytał znienacka:~-
755 Obra| mieszkał on tu z tą panną w mieście jakieś czasy, aż
756 Obra| zamknęli, tak jej się zara w głowie zaczęło psuć, że
757 Obra| taka, ty owaka! Buch ją raz w kark, buch ją drugi raz.
758 Obra| proszę łaski pani. wrzask był w korytarzu, że zwyciężyć
759 Obra| jej się te brwie zejdą...~W tej chwili doszliśmy do
760 Obra| Jakub klucz przekręcił w zamku i puścił mnie przed
761 Obra| tapczan taki, jakie tu w lazarecie są w użyciu. Na
762 Obra| jakie tu w lazarecie są w użyciu. Na tapczanie twarzą
763 Obra| słomą poduszce, małe nóżki w podartych, niegdyś wykwintnych,
764 Obra| zasłoniwszy, głębiej się w poduszkę wcisnęła. Dopiero
765 Obra| szorstko brzmiących wyrazów w nie znanym mi języku...~
766 Obra| szukając ręką oparcia padła w tył na tapczan, uderzyła
767 Obra| tył na tapczan, uderzyła w ścianę głową i zaniosła
768 Obra| kwadrans, a może i dłużej, w którym to czasie na próżno
769 Obra| stanik i zmaczawszy chustkę w dzbanku położyłam ją na
770 Obra| cichsze, aż się rozpłynęło w westchnienia. Zmrok zapadł
771 Obra| odrzekł wyprostowany w kij strażnik i zniknął za
772 Obra| krew podeszła do skroni, w całej postaci znać było
773 Obra| cierpkich spojrzeń.~Tymczasem w korytarzu rozległ się odgłos
774 Obra| Jakubem wszedł olbrzymi chłop w siwym, więziennym, szeroko
775 Obra| wielka, ciężka, skurczona w sobie postać przypominała
776 Obra| owinięte szmatami nogi zgiął w kolanach, łokcie w tył za
777 Obra| zgiął w kolanach, łokcie w tył za siebie wysunął, a
778 Obra| siebie wysunął, a trzymając w obu rękach na obnażonej,
779 Obra| czapkę bez daszka, oczy w podłogę wbił i zaczął trząść
780 Obra| trząść wielką, wciśniętą w kadłub głową.~Chłop był
781 Obra| palcem padnie o ziemię i w proch się rozsypie. Twarz
782 Obra| każdy musi.~Przygasł już w sobie, ale mówił jeszcze
783 Obra| bo patrzył bystro, wprost w twarz "wielmożnego". "Wielmożny"
784 Obra| tam znów za nieporządki w spaniu?~Wyprostowany strażnik
785 Obra| jeszcze brzuch wciągnął w siebie, szerokie piersi
786 Obra| gdyż obojętnie patrzył w okno, niuchając ukradkiem
787 Obra| wszakże na Osmólca, tylko jak w tuza oczy w "wielmożnego"
788 Obra| Osmólca, tylko jak w tuza oczy w "wielmożnego" wlepił, przekazując
789 Obra| Wielmożny", głęboko zasunięty w fotel, brwi miał lekko zbiegnięto
790 Obra| tak powiem, sprawę sama w oczach osób trzecich, wypadkowymi
791 Obra| zbójnictwo to zbójnictwo! W jednym msza polityka, a
792 Obra| jednym msza polityka, a w drugim msza polityka. Kuzdy
793 Obra| stał wyprostowany i również w twarz "wielmożnego" patrzył.
794 Obra| wiszącej nad piecem i dwa palce w tabakierce trzymał. Była
795 Obra| strażnik?~Nastawił się i aż w biodrach przysiadł. Przechodziło
796 Obra| bo stary Jakub splunął w bok i z szelestem ślinę
797 Obra| widać. Nie brał widocznie w rachubę mojej obecności.
798 Obra| wszystkim sierota!...~Tu nos w palce wytarł i chlipać począł.
799 Obra| wykonaniem tej sceny, że tabakę w palcach trzymając nie niósł
800 Obra| nadzorca z ojcowską surowością w głosie.~Osmólec jednak chlipać
801 Obra| srebro, złoto dawali, żebym w aksamitach chodził, tobym
802 Obra| sobie, że - sam krasomówca - w bystrejmowie się kochał
803 Obra| nosem, pięścią wytarł oczy, w których jakoś łez nie było
804 Obra| jak najbardziej poprawną w stylu kancelaryjnym postawę.
805 Obra| wyglądał on jak epileptyk w napadzie tężca. Oczyma już
806 Obra| bo mu kołem, wpatrzone w twarz "wielmożnego", stanęły.~
807 Obra| starej szkapy, która - lubo w zaprzęgu - z lada przystanku
808 Obra| tam, u progu, z wbitymi w podłogę oczyma stał tymczasem
809 Obra| tymczasem olbrzymi Onufer, w siwym swoim, rozerwanym
810 Obra| Tego, co się dokoła niego w kancelarii działo, zdawał
811 Obra| czemuś i czymś przerażał w sobie-Po czy m znów nagle
812 Obra| przechodząc koło niego rękę w kułak ścisnął i wysuniętym
813 Obra| knykciem wielkiego palca w biodro go pchnął. Wielki
814 Obra| Po czym zaraz oczy wbił w ziemię i brwi nad czołem
815 Obra| ziemię i brwi nad czołem w niezmiernym zadziwieniu
816 Obra| małej pauzie pan nadzorca. - W ziemię wrosłeś czy co?~Szturchnął
817 Obra| Tak zmyślny wyżeł patrzy w oczy panu, rychło powieką
818 Obra| zakomenderował "wielmożny".~W jednej chwili zerwał się
819 Obra| zaciśnięte ręce trzeszczały w stawach i trzęsły się ku "
820 Obra| oddalających się cichły stopniowo w długim korytarzu więziennym.~ ~
821 Obra| warszawska rozpatrywała w dniu wczorajszym na pełnym
822 Obra| sklepu towarów kolonialnych w X, spełnione w miesiącu
823 Obra| kolonialnych w X, spełnione w miesiącu wrześniu rb.~Sprawa
824 Obra| bywał srogi, źle ją żywił i w wypłacie zasług krzywdził.
825 Obra| nich dłużej nad kwartał w służbie tej wytrwać nie
826 Obra| było, Onufer całą robotę w domu i w sklepie sam spełniać
827 Obra| Onufer całą robotę w domu i w sklepie sam spełniać musiał,
828 Obra| bowiem, ilekroć mu parobek w czym nie dogodził, rzucał
829 Obra| czym nie dogodził, rzucał w niego to szklankę z wodą,
830 Obra| to talerz z zupą, tak iż w kamienicy zwyczajną było
831 Obra| Sypiali też raze na pawlaczu w kuchence, a kiedy parobkowi
832 Obra| podzelówki dawał, choć sam w drewnianych trepach tylko
833 Obra| się Onufer nie rozjaśnił.~W niedzielę, dnia szóstego
834 Obra| szóstego września, to jest w dniu, w którym zabójstwo
835 Obra| września, to jest w dniu, w którym zabójstwo spełnionym
836 Obra| swego od rana jak zwykle w święto poszedł, parobek
837 Obra| stół podał. Pan jego był w wytkowo złym humorze i pod
838 Obra| nową z gorącym krupnikiem w twarz parobkowi cisnął,
839 Obra| obiadu zjadłszy, na sofkę w stołowym pokoju stojącą
840 Obra| zobaczył, złość i żałość w nim zakipiała, chwycił wielki
841 Obra| zakipiała, chwycił wielki gwicht w kącie pokoju na decymalnej
842 Obra| uderzywszy nim śpiącego w głowę. na miejscu go zabił.
843 Obra| głowę. na miejscu go zabił. W tej właśnie chwili wbiegł
844 Obra| chwycił i trzymanym jeszcze w ręku gwichtem w głowę go
845 Obra| jeszcze w ręku gwichtem w głowę go ugodził. Krew i
846 Obra| tylko krzyknąwszy. Przybyłym w parę godzin po katastrofie
847 Obra| jeszcze morderczy gwicht w ręku.~Ujęty nie bronił się
848 Obra| tabakierkę dobył i zanurzywszy w niej swoje wyschłe, sękate
849 Obra| Aż go wielmożny na osóbku w komórce obsadził, tam gdzie
850 Obra| wielmożny przykazał, coby w komórce został. Tak patrzę
851 Obra| jasności, a tam mój Onufer w kącie, plecami do muru przyparty,
852 Obra| plecami do muru przyparty, w jednej koszuli jak ten świątek
853 Obra| nogi się pod nim trzęsą jak w zimnicy, a on sam dopieroż
854 Obra| Czemuś ty wtedy wyszło w złą godzinę? O moje dziecko
855 Obra| wytrzeszczam oczy, nikogo w komórce nie ma, a ten się
856 Obra| akuratnie wszystko prawda.~Chłop w jednej koszuli stoi i trzęsie
857 Obra| trzęsie się jak ta osika w boru. Tak wielmożny, że
858 Obra| i Onufrowi ją z latarką w komórce postawić. Tak się
859 Obra| całych dniach pacierz mówił, w piersi się bił, a już jak
860 Obra| nocy zmarło ono chłopisko w kącie klęczący, Józef, ten
861 Obra| było.~Zanurzył dwa palce w tabakierkę i wziął sporą
862 Obra| utrząsając z niej po trochu i w palcach ją ważąc.~- A cóż
863 Obra| przynajmniej sądzi woźny stojący w półurzędowej postawie na
864 Obra| naszczekiwaniem pyszny brunatny seter, w postawie sfinksa u stolika
865 Obra| oczy zegar, umieszczony w samym ostrzu trójkąta opierającego
866 Obra| rozmawiając głośno. Nie ma w tym zebraniu nic uroczystego:
867 Obra| rzeźnik Wallauer przyszedł w różowym, dymkowym kaftanie,
868 Obra| Blanc, rymarz z Höschli w zielonym kitajkowym fartuchu
869 Obra| stawiło się na zebranie w kamizelkach tylko; wdowa
870 Obra| znowu go wyprzedza, znów w paru susach wraca, aż weszli
871 Obra| susach wraca, aż weszli razem w wybornych humorach w otwarte
872 Obra| razem w wybornych humorach w otwarte drzwi kancelarii.
873 Obra| gmachem gromadki.~Wchodzą i w sieniach już dzielą się
874 Obra| Człowiek może się namyśleć i w ostatniej chwili.~Interesowanych
875 Obra| mają ważniejsze stanowisko w sali. Jest tu powroźnik
876 Obra| nich potrzebuje posługi to w warsztacie, to w domu, to
877 Obra| posługi to w warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy też
878 Obra| warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy też woli, że
879 Obra| imię boskie nie ma się kim w domu pchnąć. Jest przy tym
880 Obra| wolno. Czy tylko będzie w czym wybrać?...~Pod jesień
881 Obra| A czy to mało tej hołoty w gminie? Tygodnia nie ma,
882 Obra| A Egii? Egii więcej niż w parobka w Alojza orał, a
883 Obra| Egii więcej niż w parobka w Alojza orał, a jeszcze połowy
884 Obra| nie ma.~Ucicha nareszcie w sali, a pan radca podnosi
885 Obra| okularów po obecnych patrzy. W tej chwili właśnie woźny
886 Obra| posiedzenie sekcji dobroczynności w gminie. Czy tak?~- Tak,
887 Obra| odzywa się kilka głosów w sali.~- A więc. moi panowie -
888 Obra| podejmuje walkę z tym prawem. W jaki sposób? W bardzo prosty:
889 Obra| tym prawem. W jaki sposób? W bardzo prosty: przygarnia
890 Obra| Upływa krótka chwila. Nagle w drzwiach bocznych ukazuje
891 Obra| próg, a wreszcie grzbiet w pałąk zgięty. Jest to Kuntz
892 Obra| którego wszyscy znają.~W sali zapanowywa szmer głośniejszy
893 Obra| czoło. Łatwo się pocił, a w sali~stawało się gorąco.~
894 Obra| Stoi tak przez chwilę, mnąc w ręku stary pilśniowy kapelusz,
895 Obra| się jedno zmęczy i staje w ciemnym swoim dole nieruchome,
896 Obra| pożyczył mu brzytwy. Leży to w interesie gminy, żeby taki
897 Obra| jakie pobudki miała gmina w tak łaskawie udzielonej
898 Obra| jego wyschłą, pomarszczoną w tysiące szwów szyją, którą
899 Obra| chustka. Właściwie mówiąc jest w trudnym położeniu.~Trzeba
900 Obra| niedołężnym. Wie on, że stoi tu w charakterze starca, nie
901 Obra| myśli; na woźnego też rzuca w bok krótkie spojrzenia,
902 Obra| gawędzą głośno. Nie leży to w interesie żadnego z nich,
903 Obra| której ściśnięta pięść ginie w długim rękawie pożyczonego
904 Obra| razem jak złamana gałęź. W stawach słychać trzask przykry.~-
905 Obra| myśl o wyprostowaniu już mu w nich coś strzyka... Ale
906 Obra| radca zasłania usta trzymaną w ręku ustawą, a woźny odwraca
907 Obra| odwraca się~do kąta i parska w kułak.~- Dobry! Dobry! -
908 Obra| osłupiałe oczy. U drzwi, w gromadzie~głów ludzkich,
909 Obra| dziwem i strachem patrzą się w twarz syna. Nie, nie, on
910 Obra| chce, żeby go syn licytował w gminie... On nie chce!~Kurczy
911 Obra| Stary Wunderli jest wszakże w tej chwili tak słaby, ale
912 Obra| przytrzymywał, stary upadłby może. W duchu nie ma on wielkiej
913 Obra| nędzarza pełne, złote światło. W świetle tym zmartwiała twarz
914 Obra| znika.~Stanowczo nie wygląda w tej chwili na więcej jak
915 Obra| interesowanych.~- Nietęgi w nogach! - mówi kręcąc głową
916 Obra| cóż? ja bym brał. Kiepski w nogach, ale w warsztacie
917 Obra| brał. Kiepski w nogach, ale w warsztacie posłuży.~- Ani
918 Obra| gdyby tu~był inny.~- A co? W domu i to się przyda - perswaduje
919 Obra| Zdrów jest, niezbyt podeszły w latach, siły dobrze mu służą
920 Obra| lżejszej roboty przydać się w domu może. Kto z panów reflektuje?
921 Obra| skłaniając się uprzejmie w stronę powroźnika rzecze:~-
922 Obra| pan od gminy za przyjęcie w dom swój kandydata?~- Dwieście
923 Obra| odpiera Kägi. - Potraficie w parobka orać!~- Wy co? Czy
924 Obra| niech przynajmniej tę zimę w ubraniu swoim chodzi. U
925 Obra| mróz już mu kości sięga. W swoim ubraniu? Cóż on za
926 Obra| bluzę tylko. Jak tu zimę w tym przebyć? Co to za ubranie?...~-
927 Obra| parobka. Robota aż kipi w domu.~- Sto sześćdziesiąt! -
928 Obra| radca spogląda ciekawie w kąt sali, stary Kuntz także
929 Obra| syn jego, z krótką fajką w zębach. Za rękę trzyma najmłodszego
930 Obra| balasków, wyjmuje fajkę i w pierwszym rzędzie staje
931 Obra| mogli spojrzeć sobie oko w oko. Cisza trwa dłużej niż
932 Obra| trwa dłużej niż zwykle. W ciszy tej słychać ciężkie,
933 Obra| nie może im przecież tak w oczy powiedzieć.~Ale przemowa
934 Obra| spocone czoło.~Syn cofa się w milczeniu od balasków i
935 Obra| rękę trzymał, spostrzega w tej chwili starego.~- Dziaduś!
936 Obra| pan radca uderza dłonią w biurko, przy którym stoi.~-
937 Obra| To nie może wchodzić w zakres roztrząsań gminy! -
938 Obra| i jak we drzwiach znika. W chwilę potem widzi go jeszcze
939 Obra| opuszcza głowę i trzęsie nią w milczeniu. Potem ściska
940 Obra| rzuca ukradkiem spojrzenia w kąt, gdzie woźny stoi.~Tödi
941 Obra| Tödi Mayer uderza pięścią w balaski.~- Ależ to oszukaństwo! -
942 Obra| naraz głosów.~Szmer rośnie w sali; oburzenie udziela
943 Obra| Wszystko się wydało...~W niezmiernym pomieszaniu
944 Obra| Mayer, zdjęty ostatnią pasją w swym rozczarowaniu.~- Nie
945 Obra| odziany, aby się mógł pokazać w urzędowej części sali.~Ale
946 Obra| woźnego. Sam ją wiązał, włożył w wiązanie to coś z artystycznych
947 Obra| niebieski bawełniany szmatek w obu rękach, ciska go ze
948 Obra| drzwi stojące. Nie może w tej chwili dać dobitniejszego
949 Obra| przetrząsnąć by ją można. W ogóle czyni ona starego
950 Obra| który ma brata dozorcę w kantonalnej bibliotece i
951 Obra| który się "Ecce homo" zowie, w przeciwieństwie do sękatego
952 Obra| przeciwieństwie do sękatego Pilatusa; w zgromadzeniu są tacy, którzy
953 Obra| Mayer nie bierze udziału w ogólnej wesołości. Okrągłe
954 Obra| ostatniej żyłki, do resztki tchu w piersiach.~- Cofam słowo! -
955 Obra| jednego, to drugiego wąsa.~- W takich łachmanach nie wezmę
956 Obra| Wunderli słucha tego i dusza w nim truchleje. Co to będzie?
957 Obra| wielkie zdumienie odbija się w jego nędznej twarzy. Coraz
958 Obra| podnosi brwi siwe, patrząc w ziemię, a głowa coraz szybszym
959 Obra| niej rzeczą świętą, ale i w miłosierdziu miarę zachować
960 Obra| bokach wiszą zaciśnięte w kułak; miejsca sobie wszakże
961 Obra| obecnych niby obojętnie; w rzeczy samej żal mu, że
962 Obra| bure oczy i celuje nimi w starego jak wylotem fuzji.~
963 Obra| Kurczy się stary, głowę w ramiona chowa, przyciska
964 Obra| sześciu czy siedmiu lat w gminie. Wie on, że taka
965 Obra| Przekrzywia tedy Probst w jedną stronę ciężką swoją
966 Obra| płaską głowę, przekrzywia w drugą, a potem spojrzawszy
967 Obra| potem spojrzawszy bystro w twarz urzędnika rzecze silnym,
968 Obra| góry jak armatnią kulą!~W sali robi się wielka cisza,
969 Obra| sali robi się wielka cisza, w którą wpada natarczywe,
970 Obra| skamieniał, jakby wrósł w podłogę. Tylko coraz niżej
971 Obra| mleczarza, uderza białą ręką w leżące przed nim papiery
972 Obra| mówi woźny stukając laską w ziemię i ucicha.~- Po raz
973 Obra| dzieło miłosierdzia gminy w niego miał uderzyć.~- I-po-raz-trzeci! -
974 Obra| woźnym tryumfujący pan radca.~W chwilę potem Kuntz Wunderli
975 Obra| strony dyszla rzuca się w podskokach silny kudłaty
976 Obra| podskokach silny kudłaty pies w takiejże uprzęży, ujadając
977 Obra| takimże męskim oddziałem w tak zwanym "Pawiaku", który
978 Obra| stanęłam po raz pierwszy w dzień jesienny, dżdżysty,
979 Obra| dzień jesienny, dżdżysty, w towarzystwie jednej z moich
980 Obra| ze wsi przybyłe, odziane w chustki lub fartuchy na
981 Obra| urzędownie raz tylko na tydzień, w niedzielę; wszakże stan
982 Obra| zamieszkania przybywającej w innym dniu rodziny więźnia
983 Obra| interesantów czekających pełna; tu w bocznej ścianie znajduje
984 Obra| podówczas oddział kobiecy. W oddziale było przeszło sto
985 Obra| kobiet, mieszczących się w dziewięciu czy dziesięciu
986 Obra| czymś nieoczekiwanym. Są to w istocie dość duże, prostokątne
987 Obra| światło bardzo dostateczne; w jednym kącie piec kaflowy,
988 Obra| jednym kącie piec kaflowy, w drugim poskładane jeden
989 Obra| sienniki, dokoła ścian ławy, w pośrodku rodzaj warsztatu
990 Obra| uwięzionych tylko. Reszta odziana w suknie własne, których utrzymanie
991 Obra| własne, których utrzymanie w całości lub zastąpienie
992 Obra| spódnice, które ujęte igłą w jednym miejscu, rozłaziły
993 Obra| jednym miejscu, rozłaziły się w drugim, a przecież milsze
994 Obra| swoim od więziennej odzieży, w której grubym wojłoku robactwo
995 Obra| nie do wytępienia.~Izba, w której zatrzymałam się podówczas
996 Obra| najczęściej zachodziłam potem, w ciągu cotygodniowych, przez
997 Obra| młodszej Heleny, która miała w śniadawej twarzy i niebieskich
998 Obra| pierwszy odsiadywały karę swoją w Serbii. Helena była już
999 Obra| najszlachetniejsze istoty w najwłaściwszym dla siebie
1000 Obra| wiedziano, że jest rezolutna, że w potrzebie za cały oddział
1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1502 |