1-500 | 501-1000 | 1001-1314
Part
501 Now | bijące w żarze skrzydełka ćmy na wpół spalonej.~Nagle słyszy,
502 Now | toby Pan Jezus dał, żeby na siew nie brakło...~Nie wypowiada
503 Now | głębokie doły obojczykowe, na brodzie i dolnej szczęce
504 Now | człowieka. Liczy najpierw na dnie, ale tych jest za wiele,
505 Now | jakoś; zaczyna tedy liczyć na niedziele, ale i to mu me
506 Now | raz jeszcze głośno i liczy na jarmarki. Tak, teraz dobrze!
507 Now | dokładnością.~- To było na dwa jarmarki przed tym,
508 Now | co byt ostatnim, to było na Pyłypa... Matka przedała
509 Now | chleb kupujesz?" Tak matka na to: "Jużcić że wesele! Jak
510 Now | potajnik. Koło potajnika i na woły ciężko. To my wtedy
511 Now | głos świadczył, że jarmark na Pyłypa dawno już był, dawno...~
512 Now | odwrócił oczy nie mogąc patrzeć na znędzniałe postacie chłopiąt,
513 Now | ów czuł wielką przykrość na widok tej bezbronności i
514 Now | sieroctwa, ale każda rzecz na swoim miejscu właściwa.~
515 Now | jednego jeszcze punktu, na którym sprawa moich klientów
516 Now | Ale pan prokurator patrzył na pana obrońcę niepewnym,
517 Now | prokuratorem był!"~Zakołysał się na fotelu w lewą i w prawą
518 Now | chłopcu żywym ruchem i patrzył na gęste, czerwone bąble, które
519 Now | kroków ku stołkowi, usiadł; na jego wysokie, łysiejące
520 Now | przerzucał w tej chwili głowy ani na prawe, ani na lewe ramię,
521 Now | głowy ani na prawe, ani na lewe ramię, tylko ją trzymał
522 Now | koszuliny. Benedyć, patrzący na wszystko rozważnym wzrokiem,
523 Now | widział, jak się łańcuch na piersiach pana prezydującego
524 Now | Chciałby tam iść. Chciałby iść na ten wiatr wiejący, na ten
525 Now | iść na ten wiatr wiejący, na ten deszcz siekający, ot
526 Now | koszulinie siwej, bez zaścieżki, na piersiach rozwartej. Chciałby
527 Now | Matka płakała, ojciec mu na odchodnym coś ze trzy razy
528 Now | jak się taki durny Chwedoś na przezwisko nazywa.~Rozśmiał
529 Now | w kożuszynę rozchełstaną na piersiach i rzucił oczyma
530 Now | piersiach i rzucił oczyma na prawo i na lewo, niezmiernie
531 Now | rzucił oczyma na prawo i na lewo, niezmiernie zadowolony
532 Now | ojcu twemu Tichobaj? A?...~Na chłopaka aż ognie biły z
533 Now | złośliwość. Zgarbił się na swoim stołku, głowę na ramię
534 Now | się na swoim stołku, głowę na ramię przechylił, o kolano
535 Now | bat’ka, hę?~Chłopak jak na komendę obrócił się ku niemu.
536 Now | Jasny rumieniec wybił mu na liczko; coś bliskiego, coś
537 Now | spojrzenia zwróciły się teraz na niego.~Był to młody jeszcze,
538 Now | nerwowych założył za mundur na piersiach, drugą czynił
539 Now | przynajmniej wskazywały na to charakterystyczne rysy
540 Now | kradzież.~Był to punkt, na którym stanęli mocno; i
541 Now | wyniosłości, z której pole walki na wskroś było widnym. Rozwinął
542 Now | chorągiew wiatrem obracana to na nice, to na lice, tkwiła
543 Now | obracana to na nice, to na lice, tkwiła po stronie
544 Now | oni teraz okiem patrzą i na obwinionych, i na dowód
545 Now | patrzą i na obwinionych, i na dowód winy. Zakrzywiony
546 Now | się o jednej dnia porze i na jednym miejscu.~Co było
547 Now | stawia, ale które ze względu na wynik dowodzenia nikogo
548 Now | ich od grubo działających na zmysły wrażeń rzeczywistości,
549 Now | bezcielesny duch prawa tchnął na nią i tchem tym wypełnił
550 Now | zbiorowo, która zazwyczaj nosi na sobie obciążającą cechę
551 Now | wreszcie zapatruje się kodeks na kradzież prostą, a inaczej
552 Now | kradzież prostą, a inaczej na kradzież z włamaniem. Ta
553 Now | gdy się zabierał do niej. Na gładkim, wysokim czole nie
554 Now | ten i drugi.~Pan obrońca na swoim stołku nudził się
555 Now | jak te wydmy piaszczyste, na których nic nie rośnie,
556 Now | drobna ćwiartka papieru, na której postawiono pytania.~
557 Now | przynajmniej wrażenie robią one na panu obrońcy, który nagle
558 Now | karne to jakby iść z armatą na muchy. Gdzież zaś kto słyszał
559 Now | sprawa została zadecydowaną.~Na sali zabrzmiał dzwonek.
560 Now | przysięgli wynosili werdykt.~Na pierwsze pytanie większość
561 Now | głosów odpowiedziała: nie.~Na drugie większość głosów
562 Obra| przeciągle parobek siedzący na nim w czerwonym lejbiku
563 Obra| sołdat stojący przed budką na warcie.~- Bra-ma!... - wrzasnął
564 Obra| Zeskoczył po orczyku na ziemię. Okręcił lejce na
565 Obra| na ziemię. Okręcił lejce na kłonicy i pięścią jak taranem
566 Obra| kartofli. Zaopatrywano się na zimę i to spowodowało pewne
567 Obra| wypuszczonych właśnie do ogródka na popołudniową przechadzkę.
568 Obra| krzyżującymi się uliczkami na cztery równe prostokąty.
569 Obra| liście te padały cicho na zarosłe zielskiem rabaty
570 Obra| chodzili po dwóch, po trzech, na pięty sobie niemal następując-
571 Obra| zapadłe i pochylone grzbiety, na których siwe więzienne kapoty
572 Obra| więzienne kapoty wisiały jakby na kołkach.~Najcharakterystyczniejszą
573 Obra| nawet trybem wykręcania się na zawrotach drogi.~Drugoroczni
574 Obra| martwoty; w trzecim rzuca się na nią jakiś cień zielonkowaty,
575 Obra| ten przemaga, szczególniej na skroniach i czole, które
576 Obra| podlega większość kobiet na równi z mężczyznami.~Trzeciorzędną
577 Obra| dawnego już aresztanta.~Na oko widać było, że siedzi
578 Obra| ulicy z niepohamowaną żądzą, na szyi pulsowały grube, napięte
579 Obra| wsunął za kubrak i koszulę na pierś, jakby chciał poczuć
580 Obra| aby się łatwiej utrzymać na kabłąkowatych, widocznie
581 Obra| woli i energii, staje się na dłużej wprost nieznośnym,
582 Obra| drapieżną pożądliwością na podwórze więzień znany był
583 Obra| jeszcze przestępowali z nogi na nogę w miejscu, jak to czynią
584 Obra| punktach. Jedni patrzyli na wóz, konie i kapustę, drudzy
585 Obra| konie i kapustę, drudzy na niańkę od pana sekretarza,
586 Obra| sekretarza, która z uśpionym na kolanach dzieckiem siedziała
587 Obra| oficyny kołysząc się z boku na bok i nucąc bezbarwnym głosem
588 Obra| Janowa, kucharka, i także na wóz patrzyła. Nie opodal
589 Obra| liściem obciągnięte, leżały na wozie ważne, ciężkie, świecąc
590 Obra| nimi tkwiły tu i ówdzie na wysoko obnażonych głąbach
591 Obra| dodane.~Ci, co patrzyli na niańkę, nie mniej mieli
592 Obra| warkocz spadał jej nisko na kark, a mała różowa chusteczka
593 Obra| jakim się kołysała z boku na bok, dodawał jej jakby sennego
594 Obra| nie patrzył wszakże ani na niańkę, ani na kapustę.
595 Obra| wszakże ani na niańkę, ani na kapustę. Gorejące jego oczy,
596 Obra| czasu do czasu kluczami na znak obecności i czujności
597 Obra| gdzież ci to pojadę?... Na łeb?... Nie widzisz, że
598 Obra| drogi tak, że mu tylko koła na ulicy pozostały.~Obaj parobcy
599 Obra| wywarła kędy... Ino duchem, na jednej nodze.~Chłopak w
600 Obra| odrzekła niańka podejmując na nowo swoją jednostajną piosenkę.~-
601 Obra| wszakże ciągle w prostej linii na oczach goniącym. Biegł jak
602 Obra| wyszczerzone jakby do kąsania, na ustach nieco krwawej piany.
603 Obra| siedmiu jak dzika, a obaliwszy na ziemię, zgnietli mu kolanami
604 Obra| pokrwawili go, poszarpali na nim koszulę i tak zmordowali,
605 Obra| trzeba go było do więzienia na rękach nieść niby martwe
606 Obra| drżący i mokry od wylanych na niego kubłów zimnej wody-
607 Obra| pachy Cygana, który ustać na nogach nie mógł, chwiał
608 Obra| recydywistów, który już zęby zjadł na więziennym chlebie - cobyśmy
609 Obra| doskonałości tego środka. - Na takiego, wielmożny panie,
610 Obra| więzienia nie szanował, to co na takiego jak nie baty?...
611 Obra| legalności podobnego jej obrotu. Na szczęście przypomniał sobie,
612 Obra| przestępcy wymierzają karę na swych towarzyszy. To go
613 Obra| Świata. Czuł się humanistą na wielką skalę.~Wydął tedy
614 Obra| tymczasem pochylił głowę na piersi i przymknął zagasłe
615 Obra| Niech już wielmożny pan na nas się ubezpieczy. - Pokłonił
616 Obra| coby mu się odechciało na drugi raz. Już my go...~
617 Obra| fotela.~- Jakub! - zawołał na strażnika - wyprowadzić
618 Obra| strażnika - wyprowadzić go im na górny korytarz- Niech i
619 Obra| roztrząsnę.~Jakub zwrócił się na lewo w tył, pachołki popchnęli
620 Obra| dzienniki.~W chwilę potem na górnym korytarzu rozległ
621 Obra| Przecie go nie ubili na piękne...~- Nie ubili na
622 Obra| na piękne...~- Nie ubili na piękne, ale w nim wszystkie
623 Obra| jako taki a taki więzień na gorączkę czy też febrę umarł.
624 Obra| wyrok miał skończyć?~- Tak na pamięć nie można wiedzieć -
625 Obra| zawołał nagle i podniósł wzrok na pana nadzorcę, wskazując
626 Obra| jemu wyrok skończył blisko na dwa tygodnie przed ową ucieczką...~
627 Obra| w głębi widać było drzwi na klucz zamknięte.~- To -
628 Obra| takiej trzeba uważać bacznie na dwie rzeczy. Na to, czego
629 Obra| bacznie na dwie rzeczy. Na to, czego ci nie mówią,
630 Obra| to, czego ci nie mówią, i na to, o czym za dużo mówią.
631 Obra| jest jak gdyby obliczoną na zatarcie jakichś cichych
632 Obra| przymuszonym śmiechem.~Na progu ogląda się jeszcze.
633 Obra| wielkim księgom rozłożonym na zielonym suknie długiego
634 Obra| przyciskowi, który leży na najwidoczniejszym miejscu.
635 Obra| Zatrzymujesz wreszcie wzrok na czarnym krucyfiksie i Chrystusie
636 Obra| przede wszystkim patrzysz na wytartą i jakby wyżłobioną
637 Obra| stopami podłogę w progu, na szczupłe oszalowanie tworzące
638 Obra| widzenia", wreszcie spoglądasz na pokryte grubą warstwą kurzu
639 Obra| książczyny, które leżą kupkami na oknie, widocznie rzadko
640 Obra| czytaniu nie ma. Cały "zaród" na oknie leży pod warstwą pyłu.
641 Obra| Gdyby mógł, przebiłby cię na wylot spojrzeniem. Wchodzi
642 Obra| progu. "Wielmożny" rzuca na niego wzrok pytający. Strażnik
643 Obra| zupełnie uzasadnionych poglądów na jej stan obecny i nagle
644 Obra| chwili, w której uderzy cię na nich woń stęchła i o mdłości
645 Obra| Podłogi są istotnie czyste.~Na schodach spotykasz więźnia
646 Obra| więźnia czołgającego się na czworakach ze skorupą w
647 Obra| silniejsza tylko, bucha na ciebie z cebra. To obiad.
648 Obra| obiad. Stajesz wreszcie na górnym korytarzu w oddziale,
649 Obra| wysunąwszy wielki klucz spogląda na "wielmożnego". "Wielmożny"
650 Obra| Wielmożny" macha ręką na znak, że mu wszystko jedno.
651 Obra| ramieniu, grozi im palcem na nosie, zapytuje to o tę,
652 Obra| Te są śmielsze jeszcze. Na ciebie patrzą z ciekawością,
653 Obra| Ot, tu mają okno - mówi na przykład - tu piec. tam
654 Obra| twój zatrzyma się dłużej na jakiejś twarzy lub na jakimś
655 Obra| dłużej na jakiejś twarzy lub na jakimś kącie, "wielmożny"
656 Obra| z progu rzuca się okiem na szewców i krawców, do kuchni,
657 Obra| nimi pogadać i ,,wpłynąć na nie".~Spodziewam się, iż
658 Obra| kiedy pan nadzorca, który na chwilę był wybiegł, powraca
659 Obra| wybiegł, powraca i prosi cię na wszystko, abyś do mieszkania
660 Obra| się zrazu, potem idziesz. Na wstępie spotykasz stoi nakryty
661 Obra| bułeczki, sery, piwo i wino. Na próżno się upierasz, na
662 Obra| Na próżno się upierasz, na próżno zapewniasz, żeś niegodny.
663 Obra| niegodny. Pan nadzorca sam ci na talerz nakłada, a napełniwszy
664 Obra| podziwiać stoliczek zrobiony na imieniny przez więźniów,
665 Obra| imieniny przez więźniów, na stoliczku bukiet z chleba
666 Obra| w ramkach, za szkłem, a na niej powinszowanie od aresztantek,
667 Obra| Jako to słońce, co świeci na niebie..." Na drugiej ścianie
668 Obra| co świeci na niebie..." Na drugiej ścianie druga laurka,
669 Obra| taki właśnie, jak gdybyś na ulicy przed więziennym gmachem
670 Obra| murom się jego przyglądał.~Na szczęście masz więcej cierpliwości
671 Obra| wielmożny" prowadzi cię na schody i pod numery, takie
672 Obra| i tak samo zaprasza cię na flaki.~Aż zdarzy się wreszcie,
673 Obra| wreszcie, że go odwołaj na drugi koniec korytarza,
674 Obra| pobiły, a ty zostajesz sam na pięć, na dziesięć minut.
675 Obra| ty zostajesz sam na pięć, na dziesięć minut. Innym znów
676 Obra| przeprosiny jego, że cię musi "na chwilkę samego zostawić".
677 Obra| chwilkę samego zostawić". Tak, na chwilkę tylko. Ale byłbyś
678 Obra| skorzystać nie potrafił.~Drogą, na której tu wszystko zrobić
679 Obra| ani ruch nie powinny być na jotę inne niż przy panu
680 Obra| opłacać. Jedynym gruntem, na którym tu silnie stanąć
681 Obra| głowę siwą i pójdzie wprost na schody otwierać ci numery.~
682 Obra| sztucznie wzniesionego poziomu, na jakim stosunek twój do więźniów
683 Obra| aresztantki siadasz pomiędzy nimi na ławce, nie pozwalając, aby
684 Obra| moralizatorskich, wszelkich wzdychań na temat zepsucia, obrazy boskiej,
685 Obra| Nie zwracasz nigdy uwagi na rzeczy wstydzące młodą dziewczynę,
686 Obra| aresztantki i jej nadziejami na przyszłość, które musisz
687 Obra| twoim najwyższym zadaniem. Na usługi swoje musisz mieć
688 Obra| troje.~Bierzesz je od matki na ręce, dajesz mu jakiś przyniesiony
689 Obra| kawałek bułki, trzymasz je na kolanach lub kołyszesz,
690 Obra| śpiewanych przy wspólnej pracy na polu i w chacie. Jeśli to
691 Obra| o dzwonach, co zwołują na Anioł Pański, o suplikacjach,
692 Obra| piersi. Nie zwracasz uwagi na te. które stoją, i odmawiasz
693 Obra| wszystkie, prócz Żydówek, a i na tych znać powagę chwili.~
694 Obra| płaczącej u kolan twoich lub na piersiach twoich aresztantki,
695 Obra| się to stanie, możesz iść na flaki, pić zdrowie i oglądać
696 Obra| pani. Dzika i Dzika. Tak tu na nią wołają.~- Cóż to aresztantka?~-
697 Obra| potem musiał z wojskiem na trawę ciągnąć, na wieś.
698 Obra| wojskiem na trawę ciągnąć, na wieś. A już mu się ta panna
699 Obra| on co robiący, do wójta na onej wsi melduje tak a tak,
700 Obra| przy tym... To znów jak na nią przypadło, to się cięgiem
701 Obra| że choć z nich bicze kręć na cztery konie... To jak ona
702 Obra| oknem stał czarny stolik, na nim cynowa miseczka więzienna
703 Obra| jeszcze krupnikiem. Pod ścianą na lewo od wejścia ,tapczan
704 Obra| w lazarecie są w użyciu. Na tapczanie twarzą do ściany
705 Obra| czarne włosy rozsypane były na wypchanej słomą poduszce,
706 Obra| nie je, poniosła się nieco na łokciach i odwróciwszy głowę,
707 Obra| głowę, pałającymi oczyma na niego spojrzała. Oryginalnie
708 Obra| drgały.~Chwilę patrzyła tak na strażnika z wielką jakąś
709 Obra| Nagle wzrok jej padł na mnie i odbił ogromne zdumienie.
710 Obra| szczupła i składna.~Patrzyłam na nią z niezmiernym współczuciem.
711 Obra| ręką oparcia padła w tył na tapczan, uderzyła w ścianę
712 Obra| przy którym te powracające na usta jej wyrazy miały jakieś
713 Obra| dłużej, w którym to czasie na próżno usiłowałam uspokoić
714 Obra| chustkę w dzbanku położyłam ją na drgającym sercu biednej
715 Obra| Wtedy jej głowę złożyłam na poduszce, otuliłam ją kołdrą
716 Obra| ją kołdrą i wyszłam cicho na palcach. Nie opodal ode
717 Obra| drzwi stał Jakub. Spojrzał na mnie, pokiwał głową i zmrużywszy
718 Obra| ze obiegniętymi brwiami na pięknym, białym czole. Oczy
719 Obra| przegarniając bujne faworyty na prawą i na lewą stronę.
720 Obra| bujne faworyty na prawą i na lewą stronę. Mitygował się,
721 Obra| ognie. Dość było spojrzeć na niego, aby poznać, że gorący
722 Obra| Pięści miał zaciśnięte, na czole żyły jak postronki,
723 Obra| siwym, więziennym, szeroko na piersiach rozerwanym kubraku,
724 Obra| a trzymając w obu rękach na obnażonej, rudo zarosłej
725 Obra| ani też ponura, ale leżała na niej jakaś niezgłębiona
726 Obra| owszem, spojrzał olbrzym na Osmólca tak, jakby mu był
727 Obra| Wielmożny" patrzył też na niego z pobłażaniem jakie
728 Obra| Nikt wszakże nie zważał na to, a Osmólec tak mówił
729 Obra| strażnik choć jedną noc nocował na mojej pryczy, toby mu się
730 Obra| toby mu się zara pokazało!~Na twarzy olbrzymiego Onufra
731 Obra| swoją muszę mieć, bo tu na mnie wszystko z kaźny idzie!
732 Obra| spanie, i wszystko z kaźny na mnie idzie! Wie pan strażnik?~
733 Obra| Nie patrzył on wszakże na Osmólca, tylko jak w tuza
734 Obra| Pan strażnik dobrze wtedy na trzeci bok się wywróci,
735 Obra| brwi nasuniętych gniewnie na Zapartego spojrzał. Strażnik
736 Obra| Onufer, ale nikt nie zważał na to.~Osmólec zaś tak rzecz
737 Obra| mądry, to niech. Onufra na osóbek wytransportuje, to
738 Obra| Osmólec rzucił spode łba na "wielmożnego" szybkie, zadziwione
739 Obra| chlipać począł. Zapatrzył się na niego Jakub, a tak był przejęty
740 Obra| Bóg tylko jeden nade mną na niebie, a drugi wielmożny
741 Obra| niebie, a drugi wielmożny pan na ziemi, hu! hu!... Niech
742 Obra| dziesięć razy bez dzień na mnie strażnik skarży, hu!
743 Obra| Jak ja stąd wyyszedł na jesień, hu! hu! hu!... tom
744 Obra| mi tak było, jakbym się na świat drugi raz narodził...
745 Obra| Tymczasem Osmólec plackiem na podłogę padł i buty "wielmożnego"
746 Obra| beczał Osmólec plackiem na podłodze leżący. - Ja bym
747 Obra| pękają. Jak wielmożny pan się na mnie gniewa! hu! hu! hu!...~.-
748 Obra| stary zwiesić i zdrzemnąć na chwilę. Co do pana nadzorcy,
749 Obra| promieniejący i poglądał na mnie z pogodnym tryumfem,
750 Obra| słyszeć wcale: głową tylko na obie strony chwiał i brwi
751 Obra| obie strony chwiał i brwi na zżółkłym i zoranym przedwcześnie
752 Obra| Onufer ocknął się i spojrzał na niego zmąconym wzrokiem;
753 Obra| niego zmąconym wzrokiem; na jego twarz śmiertelnie stroskaną
754 Obra| fotelowi podejść, jak stał, tak na kolana u drzwi runął, a
755 Obra| który przy runięciu Onufra na kolana wyszedł był nieco
756 Obra| chwili zerwał się Onufer na klęczki i ręce do "wielmożnego"
757 Obra| bo on tam z każdego kąta na mnie patrzy... Panoczku
758 Obra| miłosierdny, nie sadźcie!~Na szeroką, obrzękłą twarz
759 Obra| Począł się wreszcie Onufer na kolanach ku fotelowi czołgać
760 Obra| wstał i rzekł suchym głosem:~Na dwadzieścia cztery godzin!~
761 Obra| korytarzu więziennym.~ ~2.~ ~Na kilka tygodni przed wyżej
762 Obra| rozpatrywała w dniu wczorajszym na pełnym posiedzeniu sensacyjną
763 Obra| blisko laty kupiec N. przyjął na parobka Onufrego Sęka, pochodzącego
764 Obra| pokrwawionym, z sińcami i guzami na głowie i twarzy. Dziwiono
765 Obra| swego się trzyma. Ci, którzy na uczciwość i pracowitość
766 Obra| widziano go, jak siedząc na schodkach od podwórza gorzko
767 Obra| gorzko płakał, ale gdy kupiec na niego zawołał, łzy ocierał
768 Obra| jak chłopczyna z płaczem na piersi parobkowi się rzucał
769 Obra| całował sierotę, jak go nawet na ręce brał niby małe dziecko.
770 Obra| dziecko. Sypiali też raze na pawlaczu w kuchence, a kiedy
771 Obra| rodzynków, rzucał mu się na szyję i poty go całował,
772 Obra| parobek zaś obiad zgotował i na stół podał. Pan jego był
773 Obra| resztę obiadu zjadłszy, na sofkę w stołowym pokoju
774 Obra| wielki gwicht w kącie pokoju na decymalnej wadze stojący
775 Obra| uderzywszy nim śpiącego w głowę. na miejscu go zabił. W tej
776 Obra| tej właśnie chwili wbiegł na próg powracający Julek i
777 Obra| trupa, który się z sofki na ziemię stoczył, zakrzyknął.
778 Obra| Krew i mózg bryznęły wysoko na ścianę, a chłopiec jak stał,
779 Obra| następujący widok:~Kupiec N. leżał na podłodze martwy, tuż obok
780 Obra| drzwiach zaś mały, rozciągnięty na ziemi sierota z głęboko
781 Obra| olbrzymim wzrostem. Gdy mu na sali sądowej przedstawiono
782 Obra| starego Jakuba, spotkawszy go na schodach.~Jakub spojrzał
783 Obra| schodach.~Jakub spojrzał na mnie z namysłem, tabakierkę
784 Obra| była i tyle!~Obejrzał się na lewo, obejrzał się na prawo,
785 Obra| się na lewo, obejrzał się na prawo, a potem rzekł:~-
786 Obra| bijatyka. Aż go wielmożny na osóbku w komórce obsadził,
787 Obra| tam gdzie te szewcy skład na skóry wprzód mieli. Jak
788 Obra| go też wielmożny obsadził na osóbku, tak się wieszać
789 Obra| oderżnęli i do ciemnej coś na tydzień poszedł, więc już
790 Obra| precz się prosi, żeby go na powrót pod numer dać. "Jakże
791 Obra| drzwiach, a miesiąc tak stał na niebie jako rybie oko i
792 Obra| Tak on nic, tylko patrzy na mnie jak błędny- Tak ja
793 Obra| tak - pedam - żeśmy to już na niego pobaczenie mieli po
794 Obra| lazaretu, co go z Szymonem na tapczan z onego kąta niósł,
795 Obra| zrazu, ale obejrzał się na lewo, obejrzał na prawo
796 Obra| obejrzał się na lewo, obejrzał na prawo i wziąwszy tabakę,
797 Obra| Höttingen~ ~Dziewiąta dochodzi na zegarze gminy. Przez lekką
798 Obra| w półurzędowej postawie na ganku kancelarii i odpowiadający
799 Obra| kancelarii i odpowiadający na pozdrowienia przechodniów
800 Obra| radca zatrzymał się tylko na chwilę, nie siada nawet,
801 Obra| kancelarii, inni przy- siadają na kamiennych, połączonych
802 Obra| Jest nowy. Stanął wszakże na miejscu dawno zadrzewionym,
803 Obra| szary, kwadratowy niemal, ma na płaskim dachu niską żelazną
804 Obra| balustradę o złoconych gałkach, a na fasadzie cztery pilastry
805 Obra| nie ma prawa? Wszak każdy na wzniesienie kancelarii dał
806 Obra| Codzienne, "joppy" szarzeją się na grzbietach; rzeźnik Wallauer
807 Obra| kitajkowym fartuchu spiętym na mosiężną haftkę z łańcuszkiem;
808 Obra| rannego chłodu, stawiło się na zebranie w kamizelkach tylko;
809 Obra| wszyscy swoi. Nareszcie na kwadratowej wieżycy nowego
810 Obra| sieniach już dzielą się na dwie partie: ciekawych i
811 Obra| balasków dzielących salę na część urzędową i nieurzędową;
812 Obra| czasu, jak się syn ożenił, na imię boskie nie ma się kim
813 Obra| Gmina zresztą ma fundusze na to, żeby za biedaków, co
814 Obra| starej Reguli zostało, co ją na wiosnę z kancelarii wzięli.
815 Obra| podnosi się z szelestem~na jej szerokich piersiach.~
816 Obra| śnieżny gors u koszuli, na którym błyszczą drobne złote
817 Obra| kołnierzyk a kark kładący się na nim fałdą tłustej skóry -
818 Obra| tedy i oparłszy obie dłonie na pulpicie swego biurka, tak
819 Obra| Taka mowa, wypowiedziana na jakimkolwiek dużym zebraniu,
820 Obra| Zaczem z wysoka rzuca okiem na salę i tak kończy:~- Tak
821 Obra| naprzód głowa, dygocąca na cienkiej, wychudłej szyi,
822 Obra| nieco.~- To kandydat?... Na miłosierdzie boskie, cóż
823 Obra| odchodzą.~Ale pan radca na szmery te nie zważa i zaledwie
824 Obra| Pełne światło, z otwartego na obszerną łąkę okna, pada
825 Obra| obszerną łąkę okna, pada teraz na jego zgarbioną i znędzniałą
826 Obra| podnosi głowę i z uśmiechem na obecnych patrzy. Uśmiech
827 Obra| kubraka i niebieskiej chustki na szyję, które po licytacji
828 Obra| ubrania. Ale rękawy kubraka są na niego przydługie; sam kubrak,
829 Obra| kubrak, zbyt obszerny, wisi na nim raczej, niżli go odziewa,
830 Obra| z tych, co tu przyszedł, na ręce jego patrzy, czy się
831 Obra| miarkując, co który myśli; na woźnego też rzuca w bok
832 Obra| kubrak, ani chustka nie pójdą na marne.~Ludzie patrzą na
833 Obra| na marne.~Ludzie patrzą na starego i gawędzą głośno.
834 Obra| południa może, porozpierani na balaskach i biorący tabakę,
835 Obra| rzuca szybkie spojrzenie na woźnego i rozszerzywszy
836 Obra| Tödi Mayer, który widocznie na Kuntza ma ochotę. - Maszeruj
837 Obra| tyle nogi, co kolana... Na samą myśl o wyprostowaniu
838 Obra| i stawia ją natychmiast na tym samym miejscu. Nie...
839 Obra| Pan radca surowo spogląda na śmiejącą się galerię, po
840 Obra| bliżej przy ławach padają na nie, chwytając się za boki,~
841 Obra| niezmiernym wysiłkiem i opuszcza na dół, rozpaczliwie przyciskając
842 Obra| kolana. Tymczasem, jakby na złość, sala wydłuża się,
843 Obra| wszakże, iż wszyscy ci ludzie na niego patrzą, że gmina patrzy.
844 Obra| Ciemna czerwoność bucha mu na twarz resztką krwi spod
845 Obra| głosu pana radcy, który go na miejsce woła. Widzi tylko
846 Obra| syna.~Jak urzeczony patrzy na niego i zaczyna drżeć jak
847 Obra| niego i zaczyna drżeć jak na wielkim, wielkim zimnie;
848 Obra| biała, bardzo, bardzo biała. Na czole rysuje się dziwnie
849 Obra| chustka, i kubrak- tak jak na nic... Zupełnie jak na nic.~-
850 Obra| jak na nic... Zupełnie jak na nic.~- Prędzej! - woła niecierpliwie
851 Obra| opamiętywa się jakoś i znów staje na poprzednim miejscu. Jest
852 Obra| wybranym. Z szeroko otwartego na ogród okna pada na nędzarza
853 Obra| otwartego na ogród okna pada na nędzarza pełne, złote światło.
854 Obra| starego nabiera nieco życia. Na łysej jego czaszce igra
855 Obra| zawieszają kędyś daleko, na szerokim słonecznym błękicie.~"
856 Obra| stają się miękkie i rzewne; na ustach drży jakieś nie wymówione
857 Obra| wielka surowa zmarszczka na czole wygładza się i znika.~
858 Obra| nie wygląda w tej chwili na więcej jak na siedmdziesiąt
859 Obra| tej chwili na więcej jak na siedmdziesiąt cztery. To
860 Obra| warsztacie posłuży.~- Ani bym na to chuchro nie spojrzał -
861 Obra| zegarem gminy i skinąwszy na woźnego rzecze pełnym inicjatywy
862 Obra| ze wszech miar zasługuje na waszą uwagę. Zdrów jest,
863 Obra| się i przestępuje z nogi na nogę. Zauważył to pan radca
864 Obra| Po czym zatrzymuje się na chwilę. - Moi panowie! Nic
865 Obra| dobroczynności pozwalał na podobnie kolosalne wydatki.
866 Obra| obrusza się oberżysta. - Ja na dziecko nie zakrzywię palca!~-
867 Obra| za ubranie ma? Alboż on na ubranie zarobić mógł grosz
868 Obra| zarobić mógł grosz jaki? Na chleb zaledwie mógł zarobić,
869 Obra| robi. Pan radca stoi jak na szpilkach.~Chwilę bawi się
870 Obra| Tödi Mayer. Potrzeba mu na gwałt parobka. Robota aż
871 Obra| ktokolwiek z obcych. Zarabiać na gminie i na starym nie chce.
872 Obra| obcych. Zarabiać na gminie i na starym nie chce. Niech tylko
873 Obra| zużywa, a zużyty cięży. Kto na to ma, może i dziada żywić,
874 Obra| dopiero ojca, ale kto nie ma na to, jużci, kraść nie pójdzie.
875 Obra| pada jakiś posępny cień na wszystkie czoła. Ludzie
876 Obra| przechyla głowę i patrzy na Tödi Mayera z wysoka lekko
877 Obra| marny grosz taki ciężar na kark, ale chce, żeby interes
878 Obra| słychać głos Spenglera. Na twarz pana radcy bucha płomień
879 Obra| Ściągaj kurtę! - krzyczy na starego, a Kuntz Wunderli
880 Obra| zirytowanym głosem, szarpiąc na przemiany to jeden, to drugi
881 Obra| wielka i ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko
882 Obra| ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko zaklęsła jamę
883 Obra| Wesołość teraz wybucha na sali, jedni śmieją się dobrodusznie,
884 Obra| złośliwie, poglądając przy tym na Tödi Mayera. Najlitościwsi
885 Obra| jest niekontent. Rzuca on na obecnych chmurne spojrzenia
886 Obra| marszczy piękne czoło i ciągnie na dół to jednego, to drugiego
887 Obra| szybszym ruchem opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~-
888 Obra| opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~- No, panie
889 Obra| myślicie, że gmina siedzi na złocie? Moi panowie, gmina
890 Obra| panowie, gmina nie siedzi na złocie! Gmina musi się liczyć
891 Obra| rozrosłą i kołyszący się na niej łańcuszek ze srebrnych
892 Obra| rozchorował mu się jak na złość... Sam dziś mleko
893 Obra| odwraca się od Tödi Mayera i na Probsta patrzy; ślusarz
894 Obra| przybycie mleczarza jakby na pół pobitym. Patrzy to na
895 Obra| na pół pobitym. Patrzy to na jednego, to na drugiego
896 Obra| Patrzy to na jednego, to na drugiego z obecnych niby
897 Obra| nimi człowieka nie umie na wskroś brać! Ten się zna!
898 Obra| ożywiają, ci, co siedzieli na ławie, powstają i przystępują
899 Obra| interesująca. Ale Kuntz Wunderli na widok Probsta porusza się
900 Obra| miesiącach powiesił się u Probsta na strychu. Pamięta, jak Probstowa
901 Obra| przestały.~Ale Probst zna się na tym wszystkim dobrze. Licytuje
902 Obra| Stary Wunderli pogląda na lewo i na prawo, jakby szukał
903 Obra| Wunderli pogląda na lewo i na prawo, jakby szukał okiem,
904 Obra| murem; front jego wychodzi na ulicę Dzielną, tyły zaś
905 Obra| ulicę Dzielną, tyły zaś na ulicę Pawią, od której i
906 Obra| mogły kobiety, które się na nich cisnęły z węzełkami,
907 Obra| tobołkami, garnuszkami, czekając na tak zwane "widzenie". Kumoszki
908 Obra| odziane w chustki lub fartuchy na głowę, dumały, podparłszy
909 Obra| dumały, podparłszy brodę na rękach, wzdychające, zawstydzone
910 Obra| się urzędownie raz tylko na tydzień, w niedzielę; wszakże
911 Obra| tej parę stopni prowadzi na długi korytarz, z którego
912 Obra| Wprost wejścia prawie, schody na piętra, z których pierwsze
913 Obra| zakratowane okna, wychodzą na podwórko więzienne i dają
914 Obra| drugim poskładane jeden na drugim i pokryte siwymi
915 Obra| powietrze jest tak tu, jak i na korytarzach specjalne, że
916 Obra| niego można. Pod ścianami na ławach, przy warsztacie,
917 Obra| żółte jak wosk i obrzmiałe na twarzyczkach dzieci. Siwa,
918 Obra| więzienna i takiż kaftan - na kilku uwięzionych tylko.
919 Obra| odkładając grosze za chleb na jakąś chustkę lub kaftan;
920 Obra| chciał, obie rzucały się na rozjemcę, stwierdzając tym
921 Obra| rodzajem naiwnego podziwu, że "na wolności miała zawsze dobre
922 Obra| Etyka zaś Serbii polegała na tym, że o ile dostające
923 Obra| zirytowany strażnik wołał na jakąś krnąbrną nowicjuszkę: "
924 Obra| klątwy, bójki są wtedy na porządku dziennym, tak pomiędzy
925 Obra| rzeczy rozłożone zostały na krzesłach, stołach itd.
926 Obra| wyszły, i wysłali Jasielską na połów.~- Wchodzę ja - proszę
927 Obra| śliczności, że nie wiedzieć, na co wpierw patrzeć. Biorę
928 Obra| co się mieści; niosę raz na dół - nic, niosę drugi raz -
929 Obra| nieprawda, bo mój. Tak oni zaraz na mnie we dwoje; pobili mnie,
930 Obra| niedługo robi się gwałt na mieście; lokaja wzięli,
931 Obra| znaleźli rzeczy u paserki na Pradze. Od jednego do drugiego,
932 Obra| brylantów w jubilerskim sklepie na siedm lat więzienia skazana.~
933 Obra| kobiet w osobnym gmachu i na innej zgoła ulicy.~Miłość
934 Obra| aresztantki w południe, na ogródek wychodziły okna
935 Obra| strażnika, zakochany rzucał się na niego jak lew, rwał na nim
936 Obra| się na niego jak lew, rwał na nim ubranie, walczył i dopiero
937 Obra| większą pokonany, szedł na dwa tygodnie do ciemnej.
938 Obra| Zakochany nasz jednak idzie tam na dwa tygodnie jak na bal:
939 Obra| tam na dwa tygodnie jak na bal: głowa do góry, spojrzenie
940 Obra| najwyższą wzgardą spogląda na tak zwane "plastry", to
941 Obra| zwane "plastry", to jest na trwożliwe i uległe koleżanki
942 Obra| zakochany bohater staje się na pierwszej przechadzce w
943 Obra| z towarzyszek, rzuca się na rozbrajającego je strażnika
944 Obra| jeszcze. Byliby się oni nawet na dobre pobrali, tylko tak
945 Obra| nawet Józiek Kamieniarz na Sybir, a chociaż w tym czasie
946 Obra| ul. Długiej, ale ponieważ na nabożeństwo takie trzeba
947 Obra| Serbii, a ponieważ miejsca na kaplicę nie było, ustawiono
948 Obra| kaplicę nie było, ustawiono go na korytarzu, wprost schodów,
949 Obra| mające ocenić, czy miejsce na ołtarz właściwie jest obrane,
950 Obra| się, mitrężono po naszemu na wszelki sposób, aż wreszcie
951 Obra| okienka, znajdujące się na dwóch jego przeciwległych
952 Obra| boku umieszczono melodykon, na którym, zastępując organistę,
953 Obra| chwiał tak, że mu słowa na zapadniętych ustach rwały
954 Obra| niżeli do śpiewu.~Tuż zaraz na prawo, z niezmąconą w twarzy
955 Obra| twarzy pogodą, klęczała na czele kobiet Helena War.,
956 Obra| byli dziwnie wzruszeni. Na wielu apatycznych twarzach
957 Obra| ręce trzymając przed sobą na podłodze; inne, wpatrzone
958 Obra| klęcząc zrazu, posiadały potem na piętach i albo o mur oparte
959 Obra| urozmaicenie; a wszystko to dawało na resztę dnia przedmiot rozmowy
960 Obra| udział, siedząc około mnie na ławach, na podłodze, skupione,
961 Obra| siedząc około mnie na ławach, na podłodze, skupione, cisnące
962 Obra| bardzo o to, co się dzieje "na świecie", a nawet politykują.
963 Obra| czerwoną chustkę, położyła mi na kolanach.~Muszę wyznać,
964 Obra| czytania, położyłam rękę na tej wielkiej, ciężkiej głowie.
965 Obra| i powlokła się pod piec na zwykłe miejsce swoje. A
966 Obra| często tak przychodziła siąść na podłodze przy mnie, i ja
967 Obra| nieraz jeszcze kładłam rękę na tej potwornej głowie, i
968 Obra| raz ostatni, obejrzała się na prawo, obejrzała się na
969 Obra| na prawo, obejrzała się na lewo, a potem prosto poszła
970 Obra| baby.~- A ot co? - baba na to. - Musieli mnie wziąć.
971 Obra| wziąć. A co ja inszego będę na świecie robiła? Ni ja męża,
972 Obra| Groch, kasza, kapusta - na przemian, w południe; dwa
973 Obra| nie być głodne.~Trzy razy na tydzień dostają w krupniku
974 Obra| się i klnąc w przerwach na czym świat stoi. Poszło
975 Obra| stoi. Poszło jej o skwarki, na których jakoby pokrzywdzoną
976 Obra| własnej kaszy, rzuca je łyżką na miskę płaczącej, resztę
977 Obra| ust, wszystkie oczy patrzą na nią z uwielbieniem, a Helena
978 Obra| częsty, mleko sobie kupuje na śniadanie albo przyrządza
979 Obra| dziesięciu, najgorsze kończą na sześciu, a nawet na czterech.~
980 Obra| kończą na sześciu, a nawet na czterech.~Najzręczniejszą
981 Obra| aresztantki rozdziela się na dwie połowy. Jedna idzie "
982 Obra| dwie połowy. Jedna idzie "na wydział", druga "do książki".
983 Obra| więzienia. Za pieniądze idące "na wydział" może aresztantka
984 Obra| aresztantka zaś nie dostaje jej na raz więcej, jak jeden kieliszek.
985 Obra| przyprowadzić z sobą do kancelarii na wódkę te, które chce poczęstować,
986 Obra| kiełbasę, zabraną igłę - są na porządku dziennym.~Około
987 Obra| w wielkiej kuchni, gdzie na ogromnych trzonach gotuje
988 Obra| sztukę, rozkładają przed sobą na podłodze, mydli i zwija.
989 Obra| a raczej ściera, zawsze na podłodze, którą to manipulację
990 Obra| cebrzyku, wykręca, suszy i na maglownicy magluje. Przy
991 Obra| Przy całym praniu takim na klęczkach odbytym, ani podłogi
992 Obra| miłego, nie poprzestaje na wypraniu na podłodze jego
993 Obra| poprzestaje na wypraniu na podłodze jego koszuli, którą
994 Obra| aresztantki mieszczą się "na górze", w szpitalu kobiecego
995 Obra| natychmiast, choćby w nocy, na górę, gdzie zaraz ma sobie
996 Obra| kwaterkę mleka i bułkę; na obiad rosół z ryżem lub
997 Obra| cielęciny, wieczorem herbatę. Na dzieci chore takaż sama
998 Obra| dostaje się do więzienia na dłuższy wyrok, to jest na
999 Obra| na dłuższy wyrok, to jest na rok, na dwa lata. Wolno
1000 Obra| dłuższy wyrok, to jest na rok, na dwa lata. Wolno jej wówczas
1-500 | 501-1000 | 1001-1314 |