1-500 | 501-1000 | 1001-1145
Part
501 Obra| trwała cisza. Nikt bramy nie otwierał.~- Nada głośnieje ! -
502 Obra| długą wszakże chwilę nikt nie przybywał. Zaczłapały wreszcie
503 Obra| podwórze do połowy wożą. Nie mógł dalej, bo zawaliły
504 Obra| przechadzkę. Właściwie mówiąc nie była to przechadzka, ale
505 Obra| którym cierpienie, jeśli nie przełamało woli i energii,
506 Obra| niemożliwym. Potąd - a nie dalej - krzyczy coś w ludzkiej
507 Obra| nigdy dość bacznie rozpoznać nie może tego momentu psychicznego.~
508 Obra| inne, a i on sam zdawał się nie pamiętać o tym. Ponieważ
509 Obra| i także na wóz patrzyła. Nie opodal bawił się chłopak
510 Obra| jak tulipanowe kielichy, nie mogąc powstrzymać naporu
511 Obra| co patrzyli na niańkę, nie mniej mieli piękny widok.
512 Obra| a mała różowa chusteczka nie pokrywała białej, lekko
513 Obra| jakby sennego wdzięku.~Cygan nie patrzył wszakże ani na niańkę,
514 Obra| to pojadę?... Na łeb?... Nie widzisz, że skrzynia? Ślepyś?...~-
515 Obra| obacz. czy się maciora nie wywarła kędy... Ino duchem,
516 Obra| Taka obżarta, że się ruchać nie może... Układła się w słomie
517 Obra| przewidzieć? Przecie człowiek nie pijany, jak Boga kocham,
518 Obra| siwego przeleciało... Pies nie pies, świnia nie świnia,
519 Obra| Pies nie pies, świnia nie świnia, żebym tak zdrowa
520 Obra| strażnik rzucił okiem i nie zobaczył górującej zwykle
521 Obra| spojrzeli po sobie. Cygana nie było.~- A to musi nie co,
522 Obra| Cygana nie było.~- A to musi nie co, ino ten ladaco świsnął
523 Obra| nieco dalej leżała czapka.~Nie było teraz wątpliwości,
524 Obra| nareszcie jakby sarn czując, że nie ujdzie - odwrócił się nagle
525 Obra| Jeszcze wszakże pan nadzorca nie zdążył przysiąść i zapalić
526 Obra| Cygana, który ustać na nogach nie mógł, chwiał się cały i
527 Obra| w brudną koszulę oblókł. Nie będzie tera żadnej swobodności
528 Obra| wielmożny panie, gałgana, to nie ma jak bicie. A co on, wielmożny
529 Obra| pana martwił? Ojca, matki nie szanował, więzienia nie
530 Obra| nie szanował, więzienia nie szanował, to co na takiego
531 Obra| szanował, to co na takiego jak nie baty?... On i porządnego
532 Obra| nadzorca - ale niechże kara nie będzie lżejszą od tej, jaką
533 Obra| drugi raz. Już my go...~Nie skończył. Pan nadzorca podniósł
534 Obra| wszakże wymowa pana nadzorcy nie znalazła odpowiedniego zastosowania.
535 Obra| coś nocy umarł nad ranem, nie obudziwszy ani jednym jękiem
536 Obra| się po kątach.~- Jużci to nie po katolicku tak człeka
537 Obra| mówił jeden.~- Przecie go nie ubili na piękne...~- Nie
538 Obra| nie ubili na piękne...~- Nie ubili na piękne, ale w nim
539 Obra| skończyć?~- Tak na pamięć nie można wiedzieć - odparł "
540 Obra| wreszcie rzucając się w fotel i nie było już więcej o tym mowy.~
541 Obra| tygodni drzwi kancelarii nie zamykały się prawie. Od
542 Obra| czerwone, pełne wargi, żeby nie wybuchnąć.~Po chwili znowu
543 Obra| nawet spokojnie odetchnąć nie może. -~Było to właśnie
544 Obra| wiezieniu, kiedym jeszcze nie wiedziała, że się tu o nic
545 Obra| wiedziała, że się tu o nic pytać nie należy~Co zobaczysz, usłyszysz,
546 Obra| daremnie byś pytał o cokolwiek. Nie dlatego, żeby ci kto w odpowiedzi
547 Obra| że z niej nic wycisnąć nie potrafisz.~Mury tu za to
548 Obra| bardzo ciekawych rzeczy.~Nie znaczy to bynajmniej, aby
549 Obra| ludźmi tutejszymi mówić nie było warto. Owszem. Ale
550 Obra| rzeczy. Na to, czego ci nie mówią, i na to, o czym za
551 Obra| cichych głosów, o których nie wiedzieć, czy są słowem,
552 Obra| glos ma równiejszy, ruchy nie tak nerwowe.~Naturalnie,
553 Obra| potrzeba. Wybiega wreszcie, nie przerywając rozmowy aż do
554 Obra| piersi.~Jeśli zaś nowicjuszem nie jesteś lub jeśli oczy twoje
555 Obra| szczupłe oszalowanie tworzące nie opodal od wejścia rodzaj
556 Obra| żadnych książek w czytaniu nie ma. Cały "zaród" na oknie
557 Obra| żadne rozmowy wdawać się nie warto, bo wszyscy kłamią;
558 Obra| więźniów to się tu nic zrobić nie da, bo to zatwardziałe dusze,
559 Obra| z którymi czego on sam nie zrobił, tego już nikt nie
560 Obra| nie zrobił, tego już nikt nie zrobi!~Ale może byś chciał
561 Obra| najpierw zobaczyć ogródek? Nie? Wolisz gmach oglądać? Naturalnie,
562 Obra| zupełnym gburem, gdybyś nie pochwalił czystości schodów
563 Obra| mdłości przyprawić mogąca. Nie skłamiesz. Podłogi są istotnie
564 Obra| maleje, w mur wsiąka niemal.~Nie przychodzi mu to z trudnością.
565 Obra| zasłania. W pierwszej chwili nie czujesz nawet charakterystycznej
566 Obra| Niewiele nawet skradła, nie opłaciło jej się...~Macha
567 Obra| Ma już tego dosyć. Ale nie byłby sobą, gdyby pominął
568 Obra| możesz to zrobić! - to on nie będzie już cię trudził chodzeniem
569 Obra| nimi pogadać i ,,wpłynąć na nie".~Spodziewam się, iż masz
570 Obra| iż masz tyle sprytu, że nie odrzucasz wręcz tej pro-~
571 Obra| jego wstąpić raczył, abyś nie gardził... Wymawiasz się
572 Obra| pięć, sześć, dziesięć, ale nie możesz obejrzeć wszystkich.~
573 Obra| Jeśli w drodze konie cię nie poniosą i karku nie skręcisz,
574 Obra| cię nie poniosą i karku nie skręcisz, znaczy to, że
575 Obra| skręcisz, znaczy to, że nie wszystkie, choćby też najszczersze,
576 Obra| chwilek takich skorzystać nie potrafił.~Drogą, na której
577 Obra| umiarkowania. Przede wszystkim nie należy niczym i nigdy wzbudzać
578 Obra| ani spojrzenie, ani ruch nie powinny być na jotę inne
579 Obra| panu nadzorcy- Po wtóre nie należy strażnikowi nigdy
580 Obra| że otwieranie ci numerów nie zależy wcale od jego grzeczności
581 Obra| pomiędzy nimi na ławce, nie pozwalając, aby przerywały
582 Obra| powszednich grzechów. Nigdy też nie wypytujesz o samo więzienie,
583 Obra| przychylając się do robotnicy i nie odbierając jej roboty z
584 Obra| sposób jak gdybyś zgoła nie w więzieniu ją poznał, ale
585 Obra| w domu lub w warsztacie.~Nie zwracasz nigdy uwagi na
586 Obra| musisz zatlić tam, gdzie ich nie ma, a podtrzymywać i kierować
587 Obra| gdzie chwieją się i gasną.~Nie posługujesz się nigdy w
588 Obra| zaniedbane, niech cię to nie zraża. Za drugą bytnością
589 Obra| Zapytujesz wtedy, czyby one nie chciały - ponieważ tam właśnie
590 Obra| wzdycha i bije się w piersi. Nie zwracasz uwagi na te. które
591 Obra| o cudzych przestępstwach nie dopuszczasz nigdy. Nigdy
592 Obra| najpoufniejszej rozmowie, nie do- pytujesz się o rodzaj
593 Obra| widziała też pani "Dziką"?~- Nie, nie widziałam-odrzekłam
594 Obra| też pani "Dziką"?~- Nie, nie widziałam-odrzekłam spokojnie.-
595 Obra| dokumentna aresztantka to ona nie jest. Ale że ją tu trzymają
596 Obra| tamtych tam krajów. Psy nie psy, konie nie konie, fuzje
597 Obra| krajów. Psy nie psy, konie nie konie, fuzje nie fuzje,
598 Obra| konie nie konie, fuzje nie fuzje, Murzyny nie Murzyny,
599 Obra| fuzje nie fuzje, Murzyny nie Murzyny, aż jeden sobie
600 Obra| wójt, poturbował, bo się nie dała brać i strasznie do
601 Obra| ale po jakiemu, to nikt nie mógł wiedzieć. Bez to myją
602 Obra| korytarzu, że zwyciężyć nie było można... Aż też ją
603 Obra| krajów, coby się kto do niej nie przyznał, rodzice albo kto...
604 Obra| z osiemnaście lat temu, nie więcej.~-- I wy tam do niej
605 Obra| chodzicie?~- A chodzę. Co nie mam chodzić? Ino że się
606 Obra| nią nijakiego rozmówienia nie ma- Jak tam nieraz człowiek
607 Obra| cynowa miseczka więzienna z nie tkniętym jeszcze krupnikiem.
608 Obra| skrzypnęły dość głośno. Dzika nie poruszyła się z miejsca,
609 Obra| i zapytał, czemu obiadu nie je, poniosła się nieco na
610 Obra| szorstko brzmiących wyrazów w nie znanym mi języku...~Nagle
611 Obra| poprawiła suknię i podniosła się nie zdejmując ze mnie coraz
612 Obra| Dieu... de Dieu... - łkała nie mogąc wymówić nic więcej.
613 Obra| wyszłam cicho na palcach. Nie opodal ode drzwi stał Jakub.
614 Obra| tłucze Onufra, że go oderwać nie można.~- Co to nie można! -
615 Obra| oderwać nie można.~- Co to nie można! - krzyknął pan nadzorca
616 Obra| ciemięgo, kiedy sam rady dać nie umiesz, i przyprowadzić
617 Obra| przychodzi z trudnością. Nie lubił, aby sprawy podobne
618 Obra| młody, trzydziestu lat może nie miał, ale zniszczony był
619 Obra| i krew z niego ssało. A nie było to owo powolne, charakterystyczne
620 Obra| się rozsypie. Twarz jego nie była ani bezmyślnie tępa,
621 Obra| znać było, że wyrazu swego nie zmieniła, go miała przedtem
622 Obra| Ja ta nijakiej rewolucji nie robię, tylko mi poszło o
623 Obra| wytrzeszczonymi oczami rzekł:~- Nie pokazało się tam żadnego
624 Obra| nieporządku, wielmożny panie!~- Nie pokazało! - powtórzył po
625 Obra| pan strażnik wie, że się nie pokazało?~- Jezu! Jezu! -
626 Obra| przed siebie.~Nikt wszakże nie zważał na to, a Osmólec
627 Obra| twarzy kipiątkiem szła. Nie patrzył on wszakże na Osmólca,
628 Obra| ukradł, to swoja rzecz, to mi nie pierwsze! A z takim zbójem
629 Obra| świętokrzyskim graniczyć mi nie potrza! Pan strażnik dobrze
630 Obra| duszegub i dysperak to i sam nie śpi. i drugiemu nie da!~
631 Obra| sam nie śpi. i drugiemu nie da!~Ino światło zgaśnie,
632 Obra| nim stoi? Ja za nim pałki nie nosił! Człowiek, chwalić
633 Obra| jęknął Onufer, ale nikt nie zważał na to.~Osmólec zaś
634 Obra| numerem nijakiej rewolucji nie będzie! Bo tam same porządne
635 Obra| marszcząc czoło pan nadzorca. - Nie bądź taki rezolutny! To
636 Obra| bądź taki rezolutny! To ty nie wiesz, że za bijatyki ciemna?
637 Obra| sprawiedliwości robić tu nie wolno!~Osmólec rzucił spode
638 Obra| zadziwione spojrzenie. Tego tonu nie spodziewał się widać. Nie
639 Obra| nie spodziewał się widać. Nie brał widocznie w rachubę
640 Obra| opiekun najkochańszy! Żeby nie wielmożny pan, toby ja był
641 Obra| tabakę w palcach trzymając nie niósł jej do nosa.~- Ani
642 Obra| opiekuna, i dobrodzieja swego nie będę o lada co turbował,
643 Obra| Osmólec jednak chlipać nie ustawał.~- Wielmożny pan
644 Obra| Wielmożny pan mnie słuchać nie chce, hu... hu... hu...
645 Obra| hu! hu!... tom sobie rady nie mógł dać bez wielmożnego
646 Obra| wielmożnego pana żadnego wskórania nie miał... Hu! hu! hu! hu!...
647 Obra| daruję, pamiętaj! Jak tobie nie wstyd nawet, takiemu staremu,
648 Obra| się z frajerami wodzić! Nie spodziewałem się tego po
649 Obra| oczy, w których jakoś łez nie było widać, i ku progowi
650 Obra| tężca. Oczyma już nawet nie mrugał, bo mu kołem, wpatrzone
651 Obra| kancelarii działo, zdawał się nie widzieć i nie słyszeć wcale:
652 Obra| zdawał się nie widzieć i nie słyszeć wcale: głową tylko
653 Obra| twarz śmiertelnie stroskaną nie wybił się najmniejszy siad
654 Obra| podniósł.~- A cóż ty tam! Nie ruszysz się? - przemówił
655 Obra| I ani drgnąłl Ani tchu nie puścił! O Jezu! Jezu! Jezu!...~
656 Obra| nerwowo. Był wrażliwy i nie lubił scen przechodzących
657 Obra| miną zaufańca rzekł:~- I nie bydlę to, proszę wielmożnego?
658 Obra| zakujcie, ale dociemnej nie sadźcie! Nie sadźcie do
659 Obra| ale dociemnej nie sadźcie! Nie sadźcie do ciemnej, panie
660 Obra| Panoczku miłosierdny, nie sadźcie!~Na szeroką, obrzękłą
661 Obra| kwartał w służbie tej wytrwać nie mógł, a byli i tacy, którzy
662 Obra| ilekroć mu parobek w czym nie dogodził, rzucał w niego
663 Obra| Onufer innej sobie służby nie szuka, ale źle płacony,
664 Obra| ale Onufer odstać od kupca nie chciał. Po każdej nowej
665 Obra| miejsca przecież opuścić nie mógł, ponieważ oddany tam
666 Obra| całował, póki się Onufer nie rozjaśnił.~W niedzielę,
667 Obra| morderczy gwicht w ręku.~Ujęty nie bronił się i do spełnionego
668 Obra| czytelników naszych poinformować nie zaniechamy"~ ~3.~ ~- A cóż
669 Obra| to tak akuratnie żadnej nie miał. Przecie mu i felczer
670 Obra| już nawet i pod numerem nie siedział, bo z nim msze
671 Obra| msze aresztanty wytrzymać nie mogły, a co i raz, to dalej
672 Obra| więc już się tego potem nie chwytał. Ale i tak wskórania
673 Obra| Ale i tak wskórania z nim nie było. Dzień jak dzień- Ale
674 Obra| zatłuką, żebym ja aby sam nie siedział!" Ale wielmożny
675 Obra| najmilejsze! Toć ja ciebie ubić nie chciał! Toć ja ciebie jak
676 Obra| wytrzeszczam oczy, nikogo w komórce nie ma, a ten się precz trzęsie
677 Obra| dalej:~- Ale mu ta i tak nie plażyło. Jedzenie to i do
678 Obra| trzeciego dnia stało, jakem nie zabrał, a prosiętom pana
679 Obra| prosiętom pana sekretarza nie dał. Tak chłop wychudła,
680 Obra| Onufer do cna skapiał. Leżeć nie leżał, chorować nie chorował,
681 Obra| Leżeć nie leżał, chorować nie chorował, tylko tak sobie
682 Obra| rodzony ojciec lepiej by nie potrafił. Aż też tak jednej
683 Obra| zapytałam jeszcze.~Stary nie odpowiedział zrazu, ale
684 Obra| Takiemu Osmólcowi biedy nie ma! Trzeci raz tu już siedzi,
685 Obra| zatrzymał się tylko na chwilę, nie siada nawet, ale rozmowa
686 Obra| odczytuje go z powagą. Alboż nie ma prawa? Wszak każdy na
687 Obra| wspólnym dziełem gminy. Nie mniej przyciąga oczy zegar,
688 Obra| się i rozmawiając głośno. Nie ma w tym zebraniu nic uroczystego:
689 Obra| biegnące dokoła pod ścianą.~Nie jest to rozdział stanowczy.~
690 Obra| syn ożenił, na imię boskie nie ma się kim w domu pchnąć.
691 Obra| można. No i żeby dopłata nie bardzo marną była. Nie może
692 Obra| dopłata nie bardzo marną była. Nie może przecież niedołęgi
693 Obra| za biedaków, co już robić nie mogą, płaciła.~Żebrać przecież
694 Obra| płaciła.~Żebrać przecież nie pójdą, nie wolno. Czy tylko
695 Obra| Żebrać przecież nie pójdą, nie wolno. Czy tylko będzie
696 Obra| weźmie i dziada, jak baby nie będzie. Aby od biedy, aby
697 Obra| hołoty w gminie? Tygodnia nie ma, żeby do kancelarii nie
698 Obra| nie ma, żeby do kancelarii nie ściągła jaka mizerota, której
699 Obra| której się zdaje, że już nie poradzi robocie. Nieprawda!
700 Obra| błogie, co tam gmina doda. Nie raz, nie dwa jeszcze taki
701 Obra| tam gmina doda. Nie raz, nie dwa jeszcze taki swego nie
702 Obra| nie dwa jeszcze taki swego nie przeje, a już go śmierć
703 Obra| jeszcze połowy zapomogi nie wydał, kiedy stary zipnął.
704 Obra| miłosierny niczyjej krzywdy nie chce!~Tu wdowa wzdycha,
705 Obra| ogląda się ku drzwiom. Czemu nie przyszedł Probst? Spodziewano
706 Obra| licytacji stanie, a jego dotąd nie ma.~Ucicha nareszcie w sali,
707 Obra| niewielka łysina niemal że nie szpeci wcale. Twarz ma mięsistą,
708 Obra| się, że już nikt więcej nie przyjdzie.~- No, moi panowie -
709 Obra| świeży urzędnik z wyborów, nie lubi tracić sposobności
710 Obra| Wiadomo panom, że gmina nie dozwala cierpieć nędzy żadnemu
711 Obra| chrześcijańskiego miłosierdzia, są one nie tylko naszą zdobyczą cywilizacyjną,
712 Obra| Wiadomo panom, że młodość nie trwa, siły opuszczają, choroba
713 Obra| nędzarz ten, ten kaleka nie może już wyżyć ze swej pracy.
714 Obra| wyżyć ze swej pracy. Owszem, nie może już pracować. Nie ma
715 Obra| nie może już pracować. Nie ma on rodziny, która by
716 Obra| ledwo starczy, by głodu nie zaznać. Mamże go puścić,
717 Obra| z podniesioną ręką, żeby nie wychodzić z pozy. Upływa
718 Obra| Ale pan radca na szmery te nie zważa i zaledwie Kuntz Wunderli
719 Obra| wprowadziły do niej miłosierdzie. Nie ma już opuszczonych! Nie
720 Obra| Nie ma już opuszczonych! Nie ma już nędzarzy! Gmina jest
721 Obra| można jeszcze z niego. Gmina nie wymaga, by jej członkowie
722 Obra| wesoły prawie. Kuntz Wunderli nie wie, kto będzie panem jego.
723 Obra| jaki mocny! Chleba darmo nie zjem, pracować będę, każdej
724 Obra| przedstawiał. Inaczej mógłby nie znaleźć wcale amatora. Nie
725 Obra| nie znaleźć wcale amatora. Nie tylko więc woźny pożyczył
726 Obra| Kuntz to wyciąga, to chowa, nie wiedząc, jak lepiej przedstawi
727 Obra| mu i litość wzbudzić, i nie okazać się zbyt niedołężnym.
728 Obra| tu w charakterze starca, nie mogącego pracować, ale wie
729 Obra| wiele dopłacać za niego nie zechce. On to wie, wie dobrze;
730 Obra| dobrze; zbyt wiele wymagać nie może... Zmieszany, wzruszony,
731 Obra| ani kubrak, ani chustka nie pójdą na marne.~Ludzie patrzą
732 Obra| starego i gawędzą głośno. Nie leży to w interesie żadnego
733 Obra| biorący tabakę, ale pan radca nie lubi przewlekłych posiedzeń.~-
734 Obra| widzimy. Stary ledwo dycha, nie uciągnie, nie dźwignie...
735 Obra| ledwo dycha, nie uciągnie, nie dźwignie... Jak myślicie,
736 Obra| kość ugryzł.~- Chleba się nie zlęknie! - dodaje drugi.~
737 Obra| że uwagi galerii nigdy nie są dla interesowanych stracone.~-
738 Obra| najsłabsza jego strona. Ba! gdyby nie nogi!... I nawet nie tyle
739 Obra| gdyby nie nogi!... I nawet nie tyle nogi, co kolana...
740 Obra| strzyka... Ale Kuntz Wunderli nie zawiedzie gminy. Z największym
741 Obra| natychmiast na tym samym miejscu. Nie... nie... pomylił się. To
742 Obra| tym samym miejscu. Nie... nie... pomylił się. To nie ta!
743 Obra| nie... pomylił się. To nie ta! To gorsza! Podnosi tedy
744 Obra| sykiem. Co u diaska! Czy to nie tamta? Czyżby ta właśnie
745 Obra| bliżej przy ławach padają na nie, chwytając się za boki,~
746 Obra| idzie. Sztywne jego nogi nie zginają się wcale; podnosi
747 Obra| zdaje się, że nigdy, nigdy nie zdoła dojść aż do nich...
748 Obra| widzi głowę syna.~Tego się nie spodziewał. Nie, nie! Tego
749 Obra| Tego się nie spodziewał. Nie, nie! Tego nie...~Ciemna
750 Obra| się nie spodziewał. Nie, nie! Tego nie...~Ciemna czerwoność
751 Obra| spodziewał. Nie, nie! Tego nie...~Ciemna czerwoność bucha
752 Obra| resztką krwi spod serca.~Nie słyszy śmiechu ludzkiego,
753 Obra| słyszy śmiechu ludzkiego, nie słyszy nawet głosu pana
754 Obra| patrzą się w twarz syna. Nie, nie, on nie chce, żeby
755 Obra| patrzą się w twarz syna. Nie, nie, on nie chce, żeby go syn
756 Obra| twarz syna. Nie, nie, on nie chce, żeby go syn licytował
757 Obra| licytował w gminie... On nie chce!~Kurczy się, odrywa
758 Obra| kolan i zastawia się nimi. Nie, nie! On się boi! On nie
759 Obra| zastawia się nimi. Nie, nie! On się boi! On nie chce!~
760 Obra| Nie, nie! On się boi! On nie chce!~Ale woźny przystępuje
761 Obra| Czego stoi jak głupi? Czy nie widzi, że urząd czeka? Dalej,
762 Obra| dziecko. Po prostu ruszyć się nie może. Nogi mu się plączą,
763 Obra| podtrzymuje nieznacznie. Gdyby go nie przytrzymywał, stary upadłby
764 Obra| stary upadłby może. W duchu nie ma on wielkiej nadziei,
765 Obra| rzewne; na ustach drży jakieś nie wymówione słowo, wielka
766 Obra| wygładza się i znika.~Stanowczo nie wygląda w tej chwili na
767 Obra| Ani bym na to chuchro nie spojrzał - mówi Dödöłi -
768 Obra| powroźnik i urywa niepewny, czy nie zażądał zbyt mało.~- Co?
769 Obra| chwilę. - Moi panowie! Nic nie byłoby dla mnie milszego
770 Obra| wydatki. Gdy jednak tak nie jest, musimy to uwzględnić
771 Obra| Jak się stary rozje, to go nie natkam, a do roboty nie
772 Obra| nie natkam, a do roboty nie stanie.~- Oho! Nie ma biedy!
773 Obra| roboty nie stanie.~- Oho! Nie ma biedy! Już my go napędzimy! -
774 Obra| oberżysta. - Ja na dziecko nie zakrzywię palca!~- No, no! -
775 Obra| Jako żywo! Nikt go pijanym nie widział - zaprzecza Lorche.~-
776 Obra| zaprzecza Lorche.~- Ale to tam nie Probsta robota, tylko żony!
777 Obra| grosz z gminy, a do roboty nie będzie mi go wolno napędzić?~-
778 Obra| rzecze Sprüngli. - Mniej nie mogę niźli dwieście franków.~
779 Obra| nagle z kąta.~Obejrzano się: nie dowierzano sobie. Zazwyczaj
780 Obra| chciał brać, tego przykładu nie było.~Sam pan radca spogląda
781 Obra| głową. Nikt mu tego za złe nie bierze.~Dzieciaków gromadę
782 Obra| i ci, co do niej siedli, nie zawsze się najedzą. Trzymać
783 Obra| najedzą. Trzymać ojca darmo nie może. Bóg widzi, jako nie
784 Obra| nie może. Bóg widzi, jako nie może! Ale z tym, co gmina
785 Obra| co gmina doda, spróbuje. Nie wymaga wiele. Od razu trzy
786 Obra| Zarabiać na gminie i na starym nie chce. Niech tylko mu się
787 Obra| się własny grosz, choćby i nie cały, powróci.~Wszyscy to
788 Obra| może i dziada żywić, a nie dopiero ojca, ale kto nie
789 Obra| nie dopiero ojca, ale kto nie ma na to, jużci, kraść nie
790 Obra| nie ma na to, jużci, kraść nie pójdzie. Jest to rzecz jasna
791 Obra| Ludzie bokami patrzą, jakby nie chcieli, nie mogli spojrzeć
792 Obra| patrzą, jakby nie chcieli, nie mogli spojrzeć sobie oko
793 Obra| cieszy.~Tu urwał. Właściwie nie wie, co go tu ma cieszyć.
794 Obra| wszyscy raz do licha pójdą, nie może im przecież tak w oczy
795 Obra| przenikliwym głosikiem.~Stary wnuka nie widzi, słyszy go tylko;
796 Obra| Ale Tödi Mayer ustąpić nie myśli. Zaperzył się; był
797 Obra| czym macha obojętnie ręką. Nie może ryzykować więcej. Zrobił,
798 Obra| należało, ale ryzykować nie może. Jego czarna o prostych
799 Obra| piękne, gładkie czoło.~- To nie może wchodzić w zakres roztrząsań
800 Obra| kaszle głośno.~- Jak to nie może? - ujmuje się za sąsiadem
801 Obra| Kuntza.~Ale stary Kuntz nie słyszy.~Lewa jego powieka
802 Obra| pośpiechem rozpinać ją zaczyna.~Nie idzie to łatwo. Ręce mu
803 Obra| trzęsą, pokurczone palce nie trafiają do guzików od razu;
804 Obra| zadzierzgnięty fontaź.~- I chustka nie twoja? - krzyczy Tödi Mayer,
805 Obra| w swym rozczarowaniu.~- Nie moja... - odpowiada ledwie
806 Obra| Inicjatorem pożyczki kubraka nie był sam: podsunął ją mimochodem
807 Obra| duszy... Zdejmowanie jej nie było zresztą rzeczą konieczną,
808 Obra| konieczną, nikt chustki nie podejrzywał, nikt nie pytał
809 Obra| chustki nie podejrzywał, nikt nie pytał o nią. Rozdrażnienie
810 Obra| wieszadło u drzwi stojące. Nie może w tej chwili dać dobitniejszego
811 Obra| ptaka; a to tym bardziej, że nie podparta sztywnym fontaziem
812 Obra| widzieli z bliska.~Stary nie ma wprawdzie żadnego podobieństwa
813 Obra| śmieszniejsze!~Jeden Tödi Mayer nie bierze udziału w ogólnej
814 Obra| słowo! - woła wreszcie. - Nie mogę brać tak mało!~- Nie
815 Obra| Nie mogę brać tak mało!~- Nie wolno słowa cofać! - rzecze
816 Obra| powagą pan radca.~- Jak to nie wolno? Woźny nie przybił
817 Obra| Jak to nie wolno? Woźny nie przybił jeszcze.~- Nie przybił!
818 Obra| Woźny nie przybił jeszcze.~- Nie przybił! Nie przybił! -potwierdzają
819 Obra| jeszcze.~- Nie przybił! Nie przybił! -potwierdzają głosy
820 Obra| wąsa.~- W takich łachmanach nie wezmę dziada i za sto ośmdziesiąt
821 Obra| zgodę całej sali.~- Ja bym nie brał i za dwieście - popiera
822 Obra| To i dwieście dziesięć nie byłoby nadto! - dodaje oberżysta
823 Obra| A to może nikt i wziąć nie zechce? A potem, dlaczego
824 Obra| urzędnik pojednawczo. - Nie rób pan żartów i kończmy,
825 Obra| złocie? Moi panowie, gmina nie siedzi na złocie! Gmina
826 Obra| należy!~Jeszcze pan radca nie domówił ostatniej sylaby,
827 Obra| wszakże robić bynajmniej nie potrzebuje, gdyż każdy usuwa
828 Obra| ponure i zuchwałe. Z takim nie zaczynać lepiej. Probst
829 Obra| zechce... Spóźnił się, ale nie winien temu. Ten przeklęty
830 Obra| rzeczy samej żal mu, że targu nie przybił. Ano, da się to
831 Obra| będzie!~Ale Probst czasu nie traci. Opiera się ściśniętą
832 Obra| nikt tak nimi człowieka nie umie na wskroś brać! Ten
833 Obra| A co mu tam, byle sobie nie psuł. Niech każdy pilnuje
834 Obra| podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta, co kto święci, tylko
835 Obra| okiem, którędy ma uciec. Nie ucieka wszakże: stoi, jakby
836 Obra| ożywionym wzrokiem, a gdy nikt nie podbija mleczarza, uderza
837 Obra| gmach przy ulicy Złotej nie był jeszcze wykończony,
838 Obra| aresztanci i aresztantki z nie znanego mi powodu powszechnie
839 Obra| dość szeroko i dlatego też nie ma dnia, żeby schodki owe
840 Obra| owe przez baby oblężonymi nie były.~Poza furtą niewielka
841 Obra| bardzo ponurego i ciemnego: nie zdziwiłabym się też wcale,
842 Obra| i brudne, okienka małe i nie dające światła, a barłóg
843 Obra| które miesiącami całymi nie dojadały, odkładając grosze
844 Obra| łatwością i jest prawie nie do wytępienia.~Izba, w której
845 Obra| pogody. Obie siostry już nie bardzo młode, nie po raz
846 Obra| siostry już nie bardzo młode, nie po raz też pierwszy odsiadywały
847 Obra| Przywiązanie to wszakże nie przeszkadzało im bynajmniej
848 Obra| swoją siostrzaną miłość. Nie wiem, co się działo z resztą
849 Obra| samego "wielmożnego" się nie zlęknie. "Wielmożnym", tak
850 Obra| mieszkaniu, a że szaf jeszcze nie było, więc rzeczy rozłożone
851 Obra| a tu tyle śliczności, że nie wiedzieć, na co wpierw patrzeć.
852 Obra| się serce kraje! A sędzia nie i nie.~Aż tu znów starsza
853 Obra| serce kraje! A sędzia nie i nie.~Aż tu znów starsza mówi: "
854 Obra| tysięcy rubli, a przecież ich nie wzięła". - Jak ja to usłyszę,
855 Obra| za gałgany chwytałaś, a nie zajrzałaś, co było w biurku.
856 Obra| rysem.~Żadna z uwięzionych nie wyraża się inaczej o sobie,
857 Obra| nieszczęście. Zupełnie jakby nie czuły ani udziału woli w
858 Obra| czynach, ani też moralnej za nie odpowiedzialności.~Wyjątkiem
859 Obra| białym czepeczku wyglądająca, nie podnosiła prawie oczu od
860 Obra| wrzała jakąś burdą.~Ale nie tylko uczucie nienawiści
861 Obra| nawet zupełnie stare kobiety nie były wyłączonymi od pocisków
862 Obra| zawiązywała się jak wszędzie nie wiedzieć z czego. Przy więzieniu
863 Obra| tak małym, że dnia prawie nie dopuszcza, a takie w niej
864 Obra| spojrzenie wyzywające. Nie prosi o ulgę, nie prosi
865 Obra| wyzywające. Nie prosi o ulgę, nie prosi o skrócenie terminu,
866 Obra| kobieta chce okazać, że wcale nie ustępuje wybranemu co do
867 Obra| wielkości serca i odwagi. Nie czekając tedy, daje w twarz
868 Obra| kolej, harda, nieugięta, nie prosząca o nic, i mężnie
869 Obra| chociaż w tym czasie Helena nie naśladowała Penelopy zbyt
870 Obra| ściśle, za złe jej tego nie miał i z dobrym sercem do
871 Obra| i on o niej.~ ~II~Nigdy nie zapomnę ranka spędzonego
872 Obra| 1882 roku. Oddział karny nie miał przedtem kaplicy. Aresztantki
873 Obra| wspólnej modlitwie udziału nie brała. Otóż kilka osób dobrej
874 Obra| ponieważ miejsca na kaplicę nie było, ustawiono go na korytarzu,
875 Obra| niespodziewanego uroku. Nie brakło i takich wprawdzie,
876 Obra| która im tyle dobrego zrobić nie mogłam, mówiły po prostu "
877 Obra| lgnęły do mnie dość łatwo.~Nie wszystkie jednak. Od dawna
878 Obra| w pogardzie; a inspektor nie wiedział, gdzie i jak ją
879 Obra| tapczanie siennika swego położyć nie chciała. Utrzymywały, że
880 Obra| Utrzymywały, że po nocach nie sypia, że stęka, zrywa się,
881 Obra| która przez ten rok cały nie przemówiła do mnie ani słowa.~
882 Obra| do mnie ani słowa.~Ja też nie szukałam zbliżenia. Powiem
883 Obra| wstręt, jakąś odrazę. A nie tylko ja. Towarzyszka moja,
884 Obra| słodyczy i dobroci, także nie zbliżała się do Szymczakowej
885 Obra| jeszcze więziennego ołtarza nie było, niedzielne ranki przechodziły
886 Obra| których jeszcze występnymi nie były. Mówiłam tedy z nimi
887 Obra| przyszło miejsce o owych nie chrzczonych dzieciątkach,
888 Obra| się po otchłaniach tułają, nie mogąc zaznać spokoju, ruszyła
889 Obra| Przemogłam się przecież i, nie przerywając czytania, położyłam
890 Obra| płaczem, ale ani ja, ani ona nie przemówiłyśmy nigdy do siebie.~
891 Obra| najzatwardzialszych złodziejek nie widziałam tyle czelności,
892 Obra| jakby. Co się z nią stało - nie wiem, ale jest mi smutno,
893 Obra| szanowne osoby. Ani jedna nie siedziała tam z własnej
894 Obra| od czasu do czasu odmówić nie mogły, robiło się u pierzarek
895 Obra| przyznać to trzeba, bab tych nie cierpieli.~Była tam pomiędzy
896 Obra| jej przypomnieć już sobie nie mogę - która miała różę
897 Obra| ściągnęła obrus z ołtarza.~- Nie z biedy, proszę pani! Niech
898 Obra| poszanowanie...~O mało żem się nie roześmiała, słysząc o tym "
899 Obra| też z kaszą, słowem, mogą nie być głodne.~Trzy razy na
900 Obra| War.. do kłótni tym razem nie należąca, zbiera z wyniosłym
901 Obra| wyplecione krzesło "ma dzwon", nie dociągnięte daje ton głuchy,
902 Obra| Ta, która sześciu wypleść nie może, dostaje dwa i pół
903 Obra| zależy od zręczności, ale nie mniej od gatunku trzciny.
904 Obra| wcale się wyplatania nauczyć nie mogą i opłakują rzewnymi
905 Obra| czterech krzeseł wypleść nie mogą dziennie, idą do łatania
906 Obra| kancelarii, aresztantka zaś nie dostaje jej na raz więcej,
907 Obra| ani flaszki "pod numer" nie dostanie. Może także aresztantka
908 Obra| zapasy pochodzące z wydziału nie są nigdy "pod numerem" zupełnie
909 Obra| przymaglowywa, i dobrze. Nie wszystkie jednak aresztantki
910 Obra| wspólne całemu oddziałowi, a nie doprane koszule. Otóż te
911 Obra| klęczkach odbytym, ani podłogi nie zaleje, ani ścian nie zachlasta,
912 Obra| podłogi nie zaleje, ani ścian nie zachlasta, ani nawet fartucha
913 Obra| ani nawet fartucha bardzo nie zamacza.~Prania podejmuje
914 Obra| pozostałby zapewne takim, gdyby nie - miłość. Miłość wszakże,
915 Obra| dbała o elegancję miłego, nie poprzestaje na wypraniu
916 Obra| łaźnia. Do łaźni aresztantki nie uczęszczają zbyt chętnie.
917 Obra| się nawet przepis, że kto nie był w łaźni, ten jeść nie
918 Obra| nie był w łaźni, ten jeść nie dostaje. Pomimo to wszystko,
919 Obra| niczego więcej nad pierś matki nie potrzebowało, dają kobiecie
920 Obra| strawy, za którą, jeśli jej nie zużywa, dostaje dwa grosze.
921 Obra| przy sobie "pod numerem" nie wolno. Wyradza to czasem
922 Obra| siedmioletnia może, z którą nie wiedziano po prostu co zrobić-
923 Obra| wywędrował, czy zgolą znany nie był, matkę wzięto do więzienia,
924 Obra| wyprowadzić je. Ale tego zrobić nie można. Nie ma na to przepisu.~-
925 Obra| Ale tego zrobić nie można. Nie ma na to przepisu.~- Gdzieżeś
926 Obra| opowiadać, że jej czegoś dać nie chcieli. "Ale narobiłam
927 Obra| Serbii dość znaczna, lubo nie tak wielka, jak w arsenale,
928 Obra| wypuszczonemu złodziejowi nie wolno przebywać ani w samej
929 Obra| zasłużyć sobie w więzieniu nie umiała, wówczas prowadzi
930 Obra| roboty. Jeśli to lato. rzecz nie jest lak trudna. Mieszczanie
931 Obra| pola, przy których roboty nie brak; dwie zatem zdrowe
932 Obra| wykonywanej roboty nigdzie nie dostanie.~ ~IV~ ~Temu, kto
933 Obra| widnieje - prawo.~Sam już gmach nie ma w architekturze swojej
934 Obra| nieskończoną wędrówkę.~Gmach nie posiada żadnego specjalnego
935 Obra| Jak to, więc już cię tu nie spotkam, ty wyprostowany,
936 Obra| zwierząt? Więc już cię tu nie zobaczę, Katonie "od numerów",
937 Obra| którego niezłomnie gładki, nie mający ani jednego lekkomyślnego
938 Obra| delikatniejszej roboty nauczyć się nie mogą; najstarsze i najniedołężniejsze
939 Obra| niejedna z was, czytelniczki, nie widziała przez całe życie
940 Obra| wcale nieźle.~Dziwić się nie ma czego. Palce grube, przy
941 Obra| i to, co robią, dość na nie.~Pilna szwaczka oddaje w
942 Obra| wykonywania tej groźby się nie brał.~W tym pstrym i kolorowym
943 Obra| obrębie bowiem więzienia nic nie podsyca żądzy podobania
944 Obra| spraw. Tutaj żadne okno nie otwiera się, kiedy aresztantki
945 Obra| nawet klucze od numerów ma nie strażnik, ale młoda panna,
946 Obra| jest tylko na trzy dni (nie bierzcie proszę tego tylko
947 Obra| czasu, jakem ją poznała, nie wychodzi prawie z więzienia,
948 Obra| Cóż, pracuje?~- I... nie. Pracować, to ona nie pracuje,
949 Obra| nie. Pracować, to ona nie pracuje, my już tam nie
950 Obra| nie pracuje, my już tam nie do tego.~- Coś przecie robi?~-
951 Obra| zarobki, więc bliżej się nie rozpytywałam.~W szwalni
952 Obra| jednej obszernej izbie. Hafty nie są świetne, ale znaczenie
953 Obra| się odznaczała Kazarynowa, nie widziałam tu na żadnej twarzy.~
954 Obra| znów ich tu do trzydziestu. Nie wszystkie jednak czują nieszczęście
955 Obra| śliczne dziewczę, nigdy byś nie przypuściła, że w niej coś
956 Obra| echo, przy czym uśmiech nie zszedł ani na chwilę z jej
957 Obra| Jak Bóg żyjący na niebie, nie na syna była ta trucizna,
958 Obra| zgubił, pani moja droga, pies nie syn! Od maleńkości pies
959 Obra| nogi obejmowała, żeby mnie nie gubił... A bodajże on jasności
960 Obra| bodajże on jasności boskiej nie oglądał!... Oj, zgubił mnie,
961 Obra| mnie do śmierci!... Kat nie syn!~Jęczała i głową o deski
962 Obra| zdrowa była, jak mu nic nie jest. Żeby choć oślepł,
963 Obra| oślepł, toby człowiekowi nie żal było przynajmniej, wielmożny
964 Obra| ja wiem czy kwas? Kiedy nie oślepł, to może i nie kwas
965 Obra| Kiedy nie oślepł, to może i nie kwas był. Jak Bozię kocham...~
966 Obra| trzęsły się coraz bardziej. Ta nie przemówiła ani słówka, tylko
967 Obra| więzienie dożywotnie. Nic nie mówi, chowa się zawsze w
968 Obra| jaką tu rozrzucił, mury te nie straciły na zewnątrz nic
969 Obra| Zaręczyć mogę, że żaden uśmiech nie przychodzi na usta wobec
970 Obra| Zauważyłam nawet, że wielu nie podnosi oczu i schyla się
971 Obra| tylko potrzeby więzienne. Nie wszyscy przecież więźniowie
972 Obra| jeśli kółek ustawić gdzie nie ma. Pobieżnie tylko oglądałam
973 Obra| nader przykre, gdyż nigdzie nie spotkałam tyle, co tu, rozzwierzęcenia
974 Obra| jawną i publiczną pokutę, co nie przeszkadzało jej bynajmniej
975 Obra| to jej fantazja twórcza nie spoczywała ani na chwilkę.
976 Obra| części jej żądzę złego. Nie przez to cierpiała w więzieniu,
977 Obra| karaną, ale przez to, że nie może znaleźć nic godnego
978 Obra| straciła wiele na fantazji. Nie była to już warownia, brakło
979 Obra| się przez zarząd przyczyn, nie mogą być pomieszczeni w
980 Obra| tak mię wzięli.~- Czemużeś nie powiedział tak wszystkiego
981 Obra| gdzie, jak widzisz, kobiet nie ma. Bywają jednak! Ale dzień,
982 Obra| koszt skarbu podróż odbywa, nie może z sobą zabierać żadnych
983 Obra| na lewą stronę.~- Wy nic nie robicie? - zahazardowałam
984 Obra| rodziny.~- A wy rodziny nie macie?~- I u mnie jest rodzina.
985 Obra| przystanął u okna i popatrzył na nie, podszedł w jeden kąt, potem
986 Obra| O gwizdaniu i spluwaniu nie było już mowy.~Wtem rozległ
987 Obra| zakute.~W więzieniach teraz nie nakładają kajdan nikomu,
988 Obra| Po izbach i korytarzach nie rozlegają się już te przewlekłe
989 Obra| listy prosił. Niektórzy nie odpowiadali wcale na pytania.
990 Obra| się o kilka kroków i omal nie padła.~Ośmnastoletni może
991 Obra| Ponieważ nikt go o nic nie pytał ani go żegnał, podeszłam
992 Obra| jak najbliżej swego; straż nie broniła im tej ostatniej
993 Obra| dość daleka; nikt przecież nie przemówił i słowa przez
994 Wier| najmita.~ ~I nigdy wyraz nie był dalszym treści,~Jak
995 Wier| zestawieniu takim urągliwym!~Nigdy nie było tak głuchej boleści~
996 Wier| podatki,~Wygnany nędzarz nie żegnał nikogo...~Tylko garść
997 Wier| Twardej ustawy...~ ~Wolny, bo nie miał dać już dzisiaj komu~
998 Wier| podoba...~ ~Wolny, bo nic mu nie cięży na świecie -~Kosa
999 Wier| głodu opuchł na wiosnę, nie żyje...~Pies nawet stary
1000 Wier| do słońca zachodu~Nic się nie zmieni.~ ~Ubogi zagon u
1-500 | 501-1000 | 1001-1145 |