Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
x 4
xi 1
y 3
z 1115
za 302
zabarwienia 1
zabawiac 1
Frequency    [«  »]
1502 w
1314 na
1145 nie
1115 z
1036 a
933 to
660 do
Maria Konopnicka
Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna

IntraText - Concordances

z

1-500 | 501-1000 | 1001-1115

     Part
501 Obra| dłonie i zapewnia, że jest z przybycia twego najszczęśliwszy. 502 Obra| krucyfiksie i Chrystusie z kości słoniowej i jakieś 503 Obra| dodaje biorąc w rękę tomik, z którego się sypie kurz i 504 Obra| Dowiadujesz się także, że z więźniami w żadne rozmowy 505 Obra| bo to zatwardziałe dusze, z którymi czego on sam nie 506 Obra| biegają po twojej twarzy z niezmierną szybkością. Gdyby 507 Obra| Pytanie to postawione jest z mistrzowską obojętnością.~ 508 Obra| niemal.~Nie przychodzi mu to z trudnością. Jego ogolona 509 Obra| silniejsza tylko, bucha na ciebie z cebra. To obiad. Stajesz 510 Obra| Wywołane po imieniu wychodzą z kątów; kilka z nich ma głowę 511 Obra| wychodzą z kątów; kilka z nich ma głowę głęboko spuszczoną.~ 512 Obra| jeszcze. Na ciebie patrzą z ciekawością, szyderczą niemal, 513 Obra| łokciami. Wreszcie jedna z nich całuje cię w rękę. 514 Obra| sam "wielmożny", który też z właściwym sobie pięknym, 515 Obra| szydełkową robotę, wyjętą z ręki jednej z aresztantek. 516 Obra| robotę, wyjętą z ręki jednej z aresztantek. Jest przy tym 517 Obra| Tu przerywa mu głębokie, z kilkudziesięciu piersi jednym 518 Obra| który przeprowadzają cię z niezmierną szybkością do 519 Obra| szybkością do warsztatów, gdzie z progu rzuca się okiem na 520 Obra| zmęczeniem. Proponuje ci tedy z całą uprzejmością, że jeśli 521 Obra| kancelarii, każe sprowadzić parę z "ciekawszych" aresztantek, 522 Obra| aresztantek, a ty będziesz mógł z nimi pogadać i ,,wpłynąć 523 Obra| Obok kredensu aresztant z podrosłymi nieco włosami 524 Obra| ubraniu przeciera talerze. Z głębokiego półmiska kurzą 525 Obra| więźniów, na stoliczku bukiet z chleba tejże fabryki, nad 526 Obra| podobnych wizyt, pożytek z nich będzie taki właśnie, 527 Obra| numery, takie same miewa z powodu przyjścia twojego 528 Obra| lub wybiega dla rozprawy z dostawcą grochu i sadła. 529 Obra| bardzo niezręcznym, gdybyś z chwilek takich skorzystać 530 Obra| swoje zajęcia, i zaczynasz z nimi najpotoczniejszą rozmowę. 531 Obra| ale zwracasz się do której z młodszych kobiet, dowiadujesz 532 Obra| nie odbierając jej roboty z ręki, przez co okazujesz 533 Obra| słowem, zachowujesz się z aresztantka w taki właśnie 534 Obra| stosować się mogły; mówiąc z nią, o jej tylko los się 535 Obra| zajęty, jej tylko oddany. Z szarej, bezbarwnej masy 536 Obra| dajesz mu jakiś przyniesiony z sobą kawałek bułki, trzymasz 537 Obra| bytnością twoją znajdziesz je z pewnością wymytym i w czystej 538 Obra| mówisz i czynisz to wszystko z zupełnym spokojem. Owszem, 539 Obra| życia. Korzystasz przy tym z bieżącej pory roku, aby 540 Obra| wszyscy się modlą - odmówić z tobą pacierza?~Zamiast odpowiedzi 541 Obra| stoją, i odmawiasz głośno, z wolna: "Ojcze nasz", "Kto 542 Obra| w takiej rozciągłości i z takimi szczegółami, jakich 543 Obra| żadne śledztwo dobyć by z niej nic zdołało nigdy.~ 544 Obra| wielmożnego". Zrobiłaś swoje.~Z miesiąc coś może po owej 545 Obra| oficery nawieźli różności z tamtych tam krajów. Psy 546 Obra| coś. Tak mieszkał on tu z panną w mieście jakieś 547 Obra| jakieś czasy, potem musiał z wojskiem na trawę ciągnąć, 548 Obra| pani, to ma takie, że choć z nich bicze kręć na cztery 549 Obra| to jedna i druga do mej z pięścią... A nic będziesz 550 Obra| albo kto... Bo to młode, z osiemnaście lat temu, nie 551 Obra| mam chodzić? Ino że się z nią nijakiego rozmówienia 552 Obra| cynowa miseczka więzienna z nie tkniętym jeszcze krupnikiem. 553 Obra| Dzika nie poruszyła się z miejsca, tylko dłonią twarz 554 Obra| patrzyła tak na strażnika z wielką jakąś wzgardą, mrużąc 555 Obra| widocznie głosem wyrzuciła z piersi kilka gniewnych i 556 Obra| zawstydzonym ruchem odgarnęła z twarzy włosy, spuściła nogi, 557 Obra| składna.~Patrzyłam na nią z niezmiernym współczuciem. 558 Obra| Zaparty, młodszy strażnik z pierwszego piętra, wpadł 559 Obra| pan nadzorca zrywając się z fotela. - Ruszaj po Jakuba, 560 Obra| było, że mu to przychodzi z trudnością. Nie lubił, aby 561 Obra| trzecich osób, rzucił mi też z fotela swego kilka szybkich, 562 Obra| kogut nastroszonego więźnia z suchą, czarniawą twarzą 563 Obra| gorący jest jeszcze od bójki, z której go wyrwano. Pięści 564 Obra| piersiach rozerwanym kubraku, z wielkim, głęboko między 565 Obra| go coś widocznie i krew z niego ssało. A nie było 566 Obra| Wielmożny" patrzył też na niego z pobłażaniem jakie tu tylko 567 Obra| bo tu na mnie wszystko z kaźny idzie! I jadło, i 568 Obra| mundur, i spanie, i wszystko z kaźny na mnie idzie! Wie 569 Obra| doświadczeni więźniowie, i to z powodzeniem. Jakub, stary 570 Obra| Najkomiczniejszym było to, że każdy z aktorów tego przedstawienia 571 Obra| sztuka ta odgrywała się z całą powagą należną wielkiemu 572 Obra| rzecz, to mi nie pierwsze! A z takim zbójem świętokrzyskim 573 Obra| całe posiedzenie het precz z dymem puści!~Zmarszczył 574 Obra| Co do starego Jakuba, ten z wielką uwagą obserwował 575 Obra| stary Jakub splunął w bok i z szelestem ślinę butem zatarł.~- 576 Obra| przerwał pan nadzorca z ojcowską surowością w głosie.~ 577 Obra| być powinien, za łby się z frajerami wodzić! Nie spodziewałem 578 Obra| dla wielmożnego pana krwi z małego palca utoczył! Ja 579 Obra| usypiał; głowa mu też nieco z karku zwisła, co go uczyniło 580 Obra| która - lubo w zaprzęgu - z lada przystanku korzysta, 581 Obra| promieniejący i poglądał na mnie z pogodnym tryumfem, rad widocznie, 582 Obra| hultaje!"~A tam, u progu, z wbitymi w podłogę oczyma 583 Obra| splótł i czołem o podłogę z głuchym łoskotem uderzył, 584 Obra| nadzorca cofnął się od stołu z fotelem, chociaż go prawie 585 Obra| postąpił i pochylając się z miną zaufańca rzekł:~- I 586 Obra| kolana wyszedł był nieco z "frontu", znów się wyprężył 587 Obra| niemożliwości, a stary Jakub szyję z niebieskiej obwiązującej 588 Obra| panie miłosierdny, bo on tam z każdego kąta na mnie patrzy... 589 Obra| kancelaryjną sceną jedno z pism miejscowych podało 590 Obra| sług zabitego, żaden z nich dłużej nad kwartał 591 Obra| rzucał w niego to szklankę z wodą, to widelec, to talerz 592 Obra| wodą, to widelec, to talerz z zupą, tak w kamienicy 593 Obra| poparzonym, pokrwawionym, z sińcami i guzami na głowie 594 Obra| uczciwość i pracowitość parobka z bliska patrzyli, podejmowali 595 Obra| widział, jak chłopczyna z płaczem na piersi parobkowi 596 Obra| przesoloną została, ważkę nową z gorącym krupnikiem w twarz 597 Obra| zobaczywszy trupa, który się z sofki na ziemię stoczył, 598 Obra| rozciągnięty na ziemi sierota z głęboko pękniętą czaszką.~ 599 Obra| zaniechamy"~ ~3.~ ~- A cóż tam z Onufrem? - zapytałam raz 600 Obra| Jakub spojrzał na mnie z namysłem, tabakierkę dobył 601 Obra| to? Umarł?~- A umarł.~- I z jakiej choroby?~- Choroby - 602 Obra| Choroby - odrzekł Jakub, z wolna otrząsając szczyptę - 603 Obra| numerem nie siedział, bo z nim msze aresztanty wytrzymać 604 Obra| chwytał. Ale i tak wskórania z nim nie było. Dzień jak 605 Obra| ja do niego: ,,Onufer! Co z tobą?" Tak on nic, tylko 606 Obra| wziąć, zapalić i Onufrowi z latarką w komórce postawić. 607 Obra| klęczący, Józef, ten czarny, z lazaretu, co go z Szymonem 608 Obra| czarny, z lazaretu, co go z Szymonem na tapczan z onego 609 Obra| go z Szymonem na tapczan z onego kąta niósł, powiadał, 610 Obra| sporą szczyptę utrząsając z niej po trochu i w palcach 611 Obra| MIŁOSIERDZIE GMINY~Kartka z Höttingen~ ~Dziewiąta dochodzi 612 Obra| dwu palców do granatowej z białą wypustką czapki.~Od 613 Obra| siada nawet, ale rozmowa z panem sędzią bawi go widać, 614 Obra| miejscu dawno zadrzewionym, z którego mu pozostawiono 615 Obra| pilastry i pamiątkową tablicę z napisem. Napis ten, błyszczący 616 Obra| oczy ludzkie. Każdy prawie z przybyłych podnosi głowę 617 Obra| podnosi głowę i odczytuje go z powagą. Alboż nie ma prawa? 618 Obra| srebrną cebulę konfrontując z zegarem gminy. Miły Boże, 619 Obra| kaftanie, Jan Blanc, rymarz z Höschli w zielonym kitajkowym 620 Obra| spiętym na mosiężną haftkę z łańcuszkiem; wielu, mimo 621 Obra| tylko; wdowa Knaus, jak szła z targu, tak wstąpiła z koszykiem 622 Obra| szła z targu, tak wstąpiła z koszykiem ogrodowizny i 623 Obra| koszykiem ogrodowizny i z nową szczotką pod pachą. 624 Obra| to rozdział stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony 625 Obra| stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony co i raz 626 Obra| powiedzenia; czasem też który z ciekawych uczuwał się nagle 627 Obra| Sprungli, który się niedawno z wdową ożenił i warsztat 628 Obra| piekarz Lorche; jest oberżysta z Mainau; jest Dödöli, właściciel 629 Obra| kilku innych jeszcze.~Każdy z nich potrzebuje posługi 630 Obra| się u balasków i gwarzą z cicha. Wdowa Knaus także 631 Obra| wzięła, żeby tylko posługę z tego niezgorszą mieć można. 632 Obra| zostało, co na wiosnę z kancelarii wzięli. A Egii? 633 Obra| kamlotowy kaftan podnosi się z szelestem~na jej szerokich 634 Obra| spojrzenie otwarte, jasne. Ubrany z pewnym wykwintem, u szwajcarskich 635 Obra| pan radca, świeży urzędnik z wyborów, nie lubi tracić 636 Obra| dozwala cierpieć nędzy żadnemu z członków swoich. Ociera 637 Obra| nasza gmina podejmuje walkę z tym prawem. W jaki sposób? 638 Obra| zrobiłaby mu imię. Zaczem z wysoka rzuca okiem na salę 639 Obra| i godząc rozumną rachubę z porywami serca mówi: starzec 640 Obra| szmery, a pan radca stoi z podniesioną ręką, żeby nie 641 Obra| ręką, żeby nie wychodzić z pozy. Upływa krótka chwila. 642 Obra| które się uszaków drzwi6 z obu stron chwytają, żeby 643 Obra| takiego trupa? Co za pomoc z tego komu? Co za wyręka? 644 Obra| Piękne nasze ustawy wygnały z ziemi naszej żebraninę, 645 Obra| niezdolny do pracy. Kto z panów chce go wziąć do siebie? 646 Obra| posługę mieć można jeszcze z niego. Gmina nie wymaga, 647 Obra| Wunderli, popchnięty nieco z tyłu przez woźnego, wydobywa 648 Obra| progu staje. Pełne światło, z otwartego na obszerną łąkę 649 Obra| prostuje się, podnosi głowę i z uśmiechem na obecnych patrzy. 650 Obra| siłę..."~A gdy tak patrzy z wysiłkiem, stara jego głowa 651 Obra| ciężkie i zimne toczą się z wolna po zmiętej i zbrużdżonej 652 Obra| fontaź dziwnie się sprzecza z jego wyschłą, pomarszczoną 653 Obra| ale wie także, każdy z tych, co tu przyszedł, na 654 Obra| leży to w interesie żadnego z nich, żeby okazywać zbyteczny 655 Obra| Faustyna Tröndi - będzie miał z ośmdziesiąt albo i więcej?~ 656 Obra| zęby - odzywa się oberżysta z Mainau. Kuntz znów rzuca 657 Obra| macha! - odzywa się ktoś z ławy.~- Phi!... - dodaje 658 Obra| Wunderli nie zawiedzie gminy. Z największym wysiłkiem unosi 659 Obra| jeszcze szybciej spuszczają z głośnym sykiem. Co u diaska! 660 Obra| i milczą. Galeria, która z ławek powstawszy~podeszła 661 Obra| zwrócony~do starego mówi z odcieniem niecierpliwości:~- 662 Obra| Czegóż stoisz? Ruszże się z kąta!~Kuntz Wunderli uśmiecha 663 Obra| Dobry! Dobry! - wołają głosy z ławek.~- Dalej! Dalej! - 664 Obra| podnosi on je jak kije z niezmiernym wysiłkiem i 665 Obra| Niepocieszone, martwe, stroskane, z dziwem i strachem patrzą 666 Obra| Jest ono dobrze wybranym. Z szeroko otwartego na ogród 667 Obra| nietęgi! - prostuje ktoś z ławy.~- On nas jeszcze wszystkich 668 Obra| przydać się w domu może. Kto z panów reflektuje? I z jaką 669 Obra| Kto z panów reflektuje? I z jaką dopłatą?~Cisza nastaje 670 Obra| radcy. Jaki taki liczy się z potrzebą posługi i z groszem.~ 671 Obra| się z potrzebą posługi i z groszem.~Sprüngli porusza 672 Obra| porusza się i przestępuje z nogi na nogę. Zauważył to 673 Obra| odzywa się oberżysta z Mainau. - To gorzej jeszcze, 674 Obra| jędza... - odzywa~się głos z ławy.~- Baba spod ciemnej 675 Obra| gwiazdy! - dorzuca ktoś z kąta.~- Jak było, tak było - 676 Obra| dawał za ten marny grosz z gminy, a do roboty nie będzie 677 Obra| podał dwieście franków. Kto z panów licytuje in minus?~ 678 Obra| licytuje in minus?~Cisza.~- Kto z panów licytuje?- pyta ponownie 679 Obra| ośmdziesiąt pięć wezmę! - mówi z wolna cedząc zgłoski piekarz 680 Obra| zaledwie mógł zarobić, a i to z ciężkością. Bluzę płócienną 681 Obra| ubranie?...~- Sto ośmdziesiąt z tym samym warunkiem! - odzywa 682 Obra| Dödöli, właściciel winnicy.~"Z tym samym warunkiem? - myśli 683 Obra| sześćdziesiąt! - woła ktoś nagle z kąta.~Obejrzano się: nie 684 Obra| podnosi głowę i patrzy.~Z boku nieco, bliżej drzwi, 685 Obra| rozparty stoi syn jego, z krótką fajką w zębach. Za 686 Obra| Stary otwiera usta i patrzy z mieszaniną strachu i nadziei.~ 687 Obra| pierwszym rzędzie staje z podniesioną głową. Nikt 688 Obra| widzi, jako nie może! Ale z tym, co gmina doda, spróbuje. 689 Obra| opuszcza, co ktokolwiek z obcych. Zarabiać na gminie 690 Obra| rozumieją doskonale; każdy by z nich zrobił to samo. Człowiek 691 Obra| myśli. Zaperzył się; był z tych, którzy się rozpalają 692 Obra| i patrzy na Tödi Mayera z wysoka lekko zmrużonymi 693 Obra| kwadratowa, drewniana, cofa się z szeregu, a wysoka, koścista, 694 Obra| zrobił interes, i szepce z kumem Spenglerem.~Tymczasem 695 Obra| roztrząsań gminy! - rzecze z godnością, a woźny odwraca 696 Obra| milczeniu. Potem ściska powieki z całej, całej siły. Coś mu 697 Obra| starego, a Kuntz Wunderli z pośpiechem rozpinać zaczyna.~ 698 Obra| Wunderli drży silnie, częścią z chłodu, a częścią ze strachu. 699 Obra| Woźny wyszarpuje mu z ręki.~- Kapuściana... ośla... 700 Obra| barania głowa!-mówi przez zęby z naciskiem.~Historia z chustką 701 Obra| zęby z naciskiem.~Historia z chustką więcej go jeszcze 702 Obra| jeszcze gniewa niźli historia z kubrakiem. Inicjatorem pożyczki 703 Obra| włożył w wiązanie to coś z artystycznych instynktów 704 Obra| artystycznych instynktów swoich, coś z własnej duszy... Zdejmowanie 705 Obra| zawstydzony, zgnębiony, odarty z uroku. Teraz dopiero można 706 Obra| głowami i uśmiechają się z lekka.~- Ecce homo! - odzywa 707 Obra| którzy górę widzieli z bliska.~Stary nie ma wprawdzie 708 Obra| nędzarza, jak gdyby każdą z jego wyschłych i struchlałych 709 Obra| wolno słowa cofać! - rzecze z powagą pan radca.~- Jak 710 Obra| przybił! -potwierdzają głosy z ławy, po czym ucisza się 711 Obra| nadto! - dodaje oberżysta z Mainau.~Stary Wunderli słucha 712 Obra| to będzie? Co to jeszcze z nim będzie? A to może nikt 713 Obra| złocie! Gmina musi się liczyć z groszem. Gmina ma wydatki, 714 Obra| Jest to tęgi mężczyzna z grubym karkiem i szeroką 715 Obra| każdy usuwa się przed nim z pewnym rodzajem respektu. 716 Obra| spojrzenie ponure i zuchwałe. Z takim nie zaczynać lepiej. 717 Obra| musiał, a to piekielny kawał, z góry i pod górę.~Pan radca 718 Obra| razy dziennie przybywa on z mlekiem, zaprzężony do wózka 719 Obra| jednego, to na drugiego z obecnych niby obojętnie; 720 Obra| on, że Hänzli, tak samo z gminy wzięty, po trzech 721 Obra| się poruszyć, nawet kolana z wielkiego natężenia dygotać 722 Obra| czy dobrocią zawsze się z niego tyle roboty wyciśnie, 723 Obra| Najobojętniejsi nawet kręcą głowami z podziwu. Daj go katu! A 724 Obra| tylko swoją kozerą wali z góry jak armatnią kulą!~ 725 Obra| I-po-raz-trzeci! - woła razem z woźnym tryumfujący pan radca.~ 726 Obra| siebie parcianą szleję. Z drugiej strony dyszla rzuca 727 Obra| kobiet mieścił się razem z takimże męskim oddziałem 728 Obra| aresztanci i aresztantki z nie znanego mi powodu powszechnie 729 Obra| jest to posępny żółty dom, z wieloma należącymi do niego 730 Obra| dżdżysty, w towarzystwie jednej z moich znajomych, która, 731 Obra| które się na nich cisnęły z węzełkami, tobołkami, garnuszkami, 732 Obra| zwane "widzenie". Kumoszki z miasta, łatwiej zaznajamiające 733 Obra| łatwiej zaznajamiające się z sobą, prowadziły nader ożywioną 734 Obra| się okienko komunikujące z kancelarią pana inspektora 735 Obra| ułatwiające kontrolę przybyłych. Z sieni tej parę stopni prowadzi 736 Obra| prowadzi na długi korytarz, z którego szereg drzwi wiedzie 737 Obra| prawie, schody na piętra, z których pierwsze obejmowało 738 Obra| każda ma oddzielne wejście z obiegającego piętro korytarza. 739 Obra| dość duże, prostokątne izby z czysto wybielonymi ścianami 740 Obra| uczyć nim oddychać i dopiero z czasem nawyknąć do niego 741 Obra| jest, jak się przekonałam z czasem, przedmiotem największych 742 Obra| robactwo zagnieżdża się z niesłychaną łatwością i 743 Obra| Waleria War., które pochodziły z rodziny specjalnie złodziejskiej, 744 Obra| specjalnie złodziejskiej, czyli z tak zwanej "złodziejskiej 745 Obra| chorowita, blada, wysoka, z długim wronim nosem i małymi 746 Obra| nosem i małymi oczkami, z jakimś fałszywym i brzydkim 747 Obra| Helena była już tu coś z czwartym powrotem, Waleria 748 Obra| wpierw jeszcze zapoznała się z więzienną izbą. Tym razem 749 Obra| dobrowolnie, żeby siedzieć z nią razem. Przywiązanie 750 Obra| Nie wiem, co się działo z resztą rodziny War., ale 751 Obra| poważania.~O Waleni mawiano z rodzajem naiwnego podziwu, 752 Obra| wyrażenie, które mi się z początku zdawało dość dzikim, 753 Obra| traktowały je protekcjonalnie i z akcentem pewnej wyższości. 754 Obra| izbami solidaryzującymi się z sobą. Drzwi, których zamek 755 Obra| zamek izbę od izby dzieli z wewnątrz, wytrzymać muszą 756 Obra| był tam kapelusz aksamitny z piórem. Ledwośmy do domu 757 Obra| takie śliczne, jak te anioły z nieba, płaczą, tak proszą 758 Obra| może głodna była, może z biedy... My już i tak mamy, 759 Obra| charakterystycznym ich rysem.~Żadna z uwięzionych nie wyraża się 760 Obra| przeklinały, ona zawsze z niezmienną słodyczą mawiała: " 761 Obra| napięte; toż samo działo się z uczuciem miłości. Każda 762 Obra| się nawet, że był to jeden z powodów, który, obok szczupłości 763 Obra| jak wszędzie nie wiedzieć z czego. Przy więzieniu był 764 Obra| ogródek wychodziły okna z męskiego oddziału, i tutaj 765 Obra| zakochany szukał zaczepki z pierwszym lepszym towarzyszem, 766 Obra| piwnicach, bez podłogi, i z okienkiem tak małym, że 767 Obra| wybranka jego serca chodzi z dumnie podniesionym czołem, 768 Obra| swymi aroganckimi minami, z najwyższą wzgardą spogląda 769 Obra| daje w twarz którejkolwiek z towarzyszek, rzuca się na 770 Obra| złe jej tego nie miał i z dobrym sercem do niej powrócił, 771 Obra| kobiecego oddziału. Jeden z młodych naszych malarzy, 772 Obra| przeciwległych krańcach, oświetlały z jednej strony zbitą masę 773 Obra| i więziennych siermięg, z drugiej zastęp klęczących 774 Obra| zastęp klęczących kobiet.~Z boku umieszczono melodykon, 775 Obra| śpiewu.~Tuż zaraz na prawo, z niezmąconą w twarzy pogodą, 776 Obra| tragicznego tłumu zabrzmiała nagle z kilku setek piersi stara, 777 Obra| posępnymi w Serbii. Młodsze z uwięzionych jedna przez 778 Obra| dawna już uważałam, że jedna z aresztantek, niemłoda, z 779 Obra| z aresztantek, niemłoda, z wiejska ubierająca się kobieta, 780 Obra| głowę i słucha, co mówię z innymi.~Była to Szymczakowa, 781 Obra| Była to Szymczakowa, znana z procesu o liczne dzieciobójstwa, 782 Obra| jakoś umiała się uwolnić z więzienia. Cały oddział 783 Obra| jak pomieścić, bo żadna z aresztantek przy jej tapczanie 784 Obra| twarz miała ospowatą jakby, z której dawna czerwoność 785 Obra| przestraszone jakieś. Była to jedyna z aresztantek, która przez 786 Obra| stosownego dla nich albo z Ewangelii, albo z dawnych 787 Obra| nich albo z Ewangelii, albo z dawnych dziejów, a już z 788 Obra| z dawnych dziejów, a już z tego wywiązywały się potem 789 Obra| występnymi nie były. Mówiłam tedy z nimi o ich rodzinie, o rodzinnym 790 Obra| mówi wcale gładko; niektóre z nich okazują wielką chętkę 791 Obra| jakichś wydarzeń i płynących z nich manifestów, które by 792 Obra| kiedy inne słuchają ich z otwartymi z podziwu ustami, 793 Obra| słuchają ich z otwartymi z podziwu ustami, a wszystkie 794 Obra| się raz, że przyniosłam z sobą Zachwycenie Lenartowicza 795 Obra| kobiet pełna izba i słuchały z wielkim zajęciem, które 796 Obra| do siebie.~Najmłodszymi z uwięzionych były wówczas: 797 Obra| biegają gonić motyle. W żadnej z najzatwardzialszych złodziejek 798 Obra| Mańce. Graniczyło to niemal z niewinnością, takie było 799 Obra| przyrodzone jakby. Co się z nią stało - nie wiem, ale 800 Obra| darciem pierza i kłócące się z sobą od rana do nocy. Główną 801 Obra| jedna nie siedziała tam z własnej winy. Broń Boże! 802 Obra| sam ,,wielmożny", mieli z nimi niemało roboty i wszyscy, 803 Obra| odnawiającą się ciągle, i która, z małymi przerwami, siedziała 804 Obra| kościoła i ściągnęła obrus z ołtarza.~- Nie z biedy, 805 Obra| ściągnęła obrus z ołtarza.~- Nie z biedy, proszę pani! Niech 806 Obra| w kieszeni!~- I cóż wam z tego przyszło? - pytałam 807 Obra| dziennie, rano jakaś zupa, też z kaszą, słowem, mogą nie 808 Obra| których rozdawaniu każdej z aresztantek zdaje się, że 809 Obra| przyniesiono kaszę ze skwarkami z sadła. tu gwałt. Najpierw 810 Obra| razem nie należąca, zbiera z wyniosłym gestem sadło z 811 Obra| z wyniosłym gestem sadło z własnej kaszy, rzuca je 812 Obra| resztę zaś swego obiadu, z pełnym wzgardy rozmachem, 813 Obra| wzgardy rozmachem, wylewa z miski pod piec. Po czym 814 Obra| wszystkie oczy patrzą na nią z uwielbieniem, a Helena staje 815 Obra| Kiedy strażnik o czwartej z rana izby w Serbii otworzył, 816 Obra| pomocnicami wybranymi najczęściej z ,,frajerek". Dostaje za 817 Obra| czterdzieści groszy tygodniowo z kancelarii, a od każdej 818 Obra| Porządkowa bywa zwykle dobierana z doświadczonych starszych 819 Obra| widocznie. Wróciwszy z ogródka, aresztantki zabierają 820 Obra| mniej zdolne. Majstrowa z fabryki odbiera co tydzień 821 Obra| naganę. Robotnica, która z funta trzciny wyrabia sześć 822 Obra| nędzny, jakkolwiek wiele z nich nabywa niesłychanej 823 Obra| wprawy i porusza palcami z szybkością maszyny.~Zarobek 824 Obra| aresztantka odbiera wychodząc z więzienia. Za pieniądze 825 Obra| aresztantka przyprowadzić z sobą do kancelarii na wódkę 826 Obra| chce poczęstować, i każda z zaproszonych wypija tylko 827 Obra| Naturalnie, że zapasy pochodzące z wydziału nie nigdy "pod 828 Obra| obiedzie przechadzka w ogródku, z czego w chłodniejszej porze 829 Obra| pracują zwykle dość długo z własnej ochoty; jeśli robota 830 Obra| administracyjnym w Serbii, że z rana otwierający drzwi strażnik 831 Obra| pod odpowiednim każdemu z tych wyznań nadzorem. Zapuszczenie 832 Obra| dawna, a powstał zapewne z potrzeby uniknięcia okazji 833 Obra| życzenia. Koszula wychodząca z rąk pracza jest zaledwie 834 Obra| zaledwie przebielona, przetarta z grubszego. Reszta się przymaglowywa, 835 Obra| te wykwintnisie dostają z kancelarii po dwie nowe 836 Obra| dnia tego wypadały kartofle z barszczem. Kiedy ta pożądana 837 Obra| okoliczność zejdzie się z praniem, piorąca wyjmuje 838 Obra| praniem, piorąca wyjmuje z miski kartofel, opłukuje 839 Obra| wyszła spod ręki specjalistki z jakiejś chemicznej pralni.~ 840 Obra| uczęszczają zbyt chętnie. Z niechęci tej zrodził się 841 Obra| kobiecego oddziału, złożonym z trzech izb, z których każda 842 Obra| złożonym z trzech izb, z których każda zaopatrzona 843 Obra| położenie tego wymaga, a z rana przychodzi lekarz więzienny. 844 Obra| więzienny. Chore dostają z rana kwaterkę mleka i bułkę; 845 Obra| i bułkę; na obiad rosół z ryżem lub klejek z jęczmiennej 846 Obra| rosół z ryżem lub klejek z jęczmiennej kaszy i kawałek 847 Obra| matce, starszych zabierać z sobą ani trzymać przy sobie " 848 Obra| dziewczynka siedmioletnia może, z którą nie wiedziano po prostu 849 Obra| liczne ofiary.~Toteż te z kobiet, które dostały długie 850 Obra| wówczas dostaje przy wyjściu z więzienia tak zwany "rozpis", 851 Obra| więzienia tak zwany "rozpis", z którym idzie sama, bez strażnika, 852 Obra| się w kancelarii, gdzie z niej spisują protokół i 853 Obra| dobrze i dlatego korzysta z pierwszej sposobności, aby 854 Obra| powrót do Warszawy, gdzie z biedy chwyta się złodziejstwa, 855 Obra| przy ulicy Złotej wyda się z konieczności bezbarwnym, 856 Obra| system indywidualnego sprytu z jednej strony a różnorodnej 857 Obra| różnorodnej pobłażliwości z drugiej; tu karność wykonywa 858 Obra| przed nią budka, a żołnierz z karabinem odbywa przed jej 859 Obra| tych zgrzytów i pisków, z jakimi podnosiły się i zapadały 860 Obra| daleko do starego Jakuba z Serbii, który nosił niebieską, 861 Obra| uśmiechał się, drepcząc z wyciągniętym przed siebie 862 Obra| świętego Piotra w tym raju!~Z bramy widać podwórze obszerne, 863 Obra| zdążyłam usiąść na jednym z trzech krzeseł, stanowiących 864 Obra| niezmiernie wąski i długi, ma z lewej i z prawej strony 865 Obra| wąski i długi, ma z lewej i z prawej strony szereg przeciwległych 866 Obra| manipulację wykonywają aresztantki z wielką zręcznością i wprawą. 867 Obra| płachtą, na nią idzie stary, z wybrakowanych kołder pochodzący, 868 Obra| powiedzieć dało, i niejedna z was, czytelniczki, nie widziała 869 Obra| kaftany letnie szyte z drelichu w paski siwe i 870 Obra| stanowi kaftan i spódnica z siwego sukna. Chorzy używają 871 Obra| siwego sukna. Chorzy używają z tegoż sukna krajanych kapot, 872 Obra| lnianym płótnem. Wiele z przedmiotów, znajdujących 873 Obra| Osad Rolnych trzymały jedno z pierwszych miejsc na tej 874 Obra| Puszczono dopiero nieco światła z "numeru" i wtedy zobaczyłam 875 Obra| poznała, nie wychodzi prawie z więzienia, przenosząc się 876 Obra| spod "numeru" w "pobyt" i z "pobytu" pod "numer"~Na 877 Obra| grubszego dżetu, drut, nici. Z tej to pracowni wylatują 878 Obra| gdzie nas spostrzegła druga z dozorczyń, i poprowadziła 879 Obra| poprowadziła do przędzalni.~Z trzydzieści chyba kobiet 880 Obra| War. Postarzała, zżółkła, z przewiązanym chustką czołem, 881 Obra| Gdzie Helena? - zapytałam z cicha.~- Na wolności...~- 882 Obra| jeszcze starych znajomych z Serbii. Niektóre z nich 883 Obra| znajomych z Serbii. Niektóre z nich okazywały wiele radości, 884 Obra| oddziaływa na uwięzione. Jedne z nich zapadają niemal w apatię, 885 Obra| niemal w apatię, graniczącą z idiotyzmem, drugie podlegają 886 Obra| reszta mieści się wspólnie z innymi.~Najtragiczniejszą 887 Obra| w ręku trzymaną robotę, z miną, jaką miewają czasem 888 Obra| nie zszedł ani na chwilę z jej pełnych ust rumianych.~ 889 Obra| jeszcze na nią, kiedy mnie z głośnym płaczem chwyciła 890 Obra| na całe życie na Sybir.~Z boku tymczasem chlipała, 891 Obra| się, szpetna jakaś baba, z wielką, jak pająk włochatą 892 Obra| ciężkich, w drodze łaski, z powodu słabego zdrowia, 893 Obra| się, aby uspokoić jedno z tych małych. Matka miała 894 Obra| podpalenie. Co się stanie z jej dzieckiem? Co się stanie 895 Obra| dzieckiem? Co się stanie z tymi wszystkimi dziećmi?~ ~ 896 Obra| wygląda jak piękny ogródek, z fontanną, klombami kwiatów, 897 Obra| piękna stylowa brama kamienna z czasów Batorego, która niegdyś 898 Obra| jeden za drugim, a każdy z głuchym łomotem podnosi 899 Obra| kądzielą... Inni patrzą z wyrazem cierpienia w oczach. 900 Obra| Usiadłam na chwilę przy jednym z tych ostatnich, na wolnym 901 Obra| uwięzionych kobiet - z małymi wyjątkami - głupowate, 902 Obra| swój oddział kobiecy, a z owych czasów pozostały mi 903 Obra| kochanka swego i rywalizującą z nią o względy jego macochę; 904 Obra| przestępstwa i przechwalać się z ich spełnienia. Ona to umiała 905 Obra| więzieniu taką ilość arszeniku, z którego spożywania zrobiła 906 Obra| psychologa ciekawy. Kiedy z arsenału przeniesiono do 907 Obra| jednak, a ja straciłam z oczu.~W jednej przecież 908 Obra| przestępców, którzy bądź z powodu jakiegoś defektu 909 Obra| więzieniom, to piękna karta z życia p. J. Maternickiego, 910 Obra| mile przyjęła nowość; z czasem wyznaczono etat dla 911 Obra| przyniosło owoce. Jedna to z najpiękniejszych zasług, 912 Obra| czternaście, najmłodszy z jedenaście może. Szkoła 913 Obra| Nauczyciel przychodzi do nich z miasta na parę godzin dziennie. 914 Obra| spytałam najmłodszego z chłopców, który wtulił ogoloną 915 Obra| trzymał w ręku książkę z wyobrażeniem jakiegoś przedpotopowego 916 Obra| którą by mógł czmychnąć.~Z pozostałych zwrócił jeszcze 917 Obra| wielmożnego pana". Był to dezerter z Osad, złapany na ponownym 918 Obra| więzienną odzież, po czym wraz z partią odstawiają pod strażą 919 Obra| nakładają białe czepce, z szeroką, na czoło opadającą 920 Obra| zsyłka, porozumiewa się z nim, podaje prośbę - zawsze 921 Obra| podróż odbywa, nie może z sobą zabierać żadnych własnych 922 Obra| wojskowego biura w połączeniu z koszarami. Przyprowadzono 923 Obra| formalności wstępne.~Kilka kobiet z miasta oczekiwało wraz ze 924 Obra| siostry...~- A skąd wy?~- Z daleka.~- To pewno i matka, 925 Obra| w których wprawne ucho z daleka rozróżnić umiało 926 Obra| Kiedy żelazo wlokło się z głuchym łoskotem, mówiono: " 927 Obra| węzełkach siedziała jedna z kobiet, wycieńczona widocznie, 928 Obra| niektórzy uśmiechali się z desperacką obojętnością 929 Obra| obojętnością na wszystko. Przybyłe z miasta kobiety rzuciły się 930 Obra| tymczasem. Czterech podoficerów z obnażonymi pałaszami stanęło 931 Obra| rozlegał się donośnie. Kobiety z miasta rozproszyły się; 932 Obra| tej ostatniej pociechy.~Z punktu zbornego do dworca 933 Obra| wozów zaczął się poruszać, z wolna zrazu, potem coraz 934 Wier| wydała~Słomę a plewy.~ ~Z chaty, za którą zaległy 935 Wier| Wolny najmita.~ ~Wolny, bo z więzów, jakimi go przykuł~ 936 Wier| Kosa ta chyba, co zwisła z ramienia,~I nędzny łachman 937 Wier| jego ostatni sierota,~Co z głodu opuchł na wiosnę, 938 Wier| stary pozostał u płota~I z cicha wyje...~ ~Wolny! - 939 Wier| albo spoczywać,~Albo kląć z zgrzytem tłumionej rozpaczy,~ 940 Wier| maszyny~Powstał znużony, z osłupiałym okiem,~W którym 941 Wier| przeszedł przez puste warsztaty,~Z głową zwieszoną, z obliczem 942 Wier| warsztaty,~Z głową zwieszoną, z obliczem wygasłem~ tam, 943 Wier| się tłumem~Dnia najemnicy, z zamgloną źrenicą;~A zmrok 944 Wier| źrenicą;~A zmrok zapadał z głuchym jakimś szumem~Ponad 945 Wier| wyszedł czoło ocierając z potu.~Po dniu spędzonym 946 Wier| ludzki, głos bratni,~Myśl z odrętwienia rozbudzić w 947 Wier| niemu przyjaźnie zwracała...~Z przechodniów owych niejeden 948 Wier| więzów łańcuchy,~Każdej z nich ciasnym nie zamknęły 949 Wier| SĄDEM~ ~Drobny, wychudły, z oczyma jasnemi,~W których 950 Wier| drżący,~Jak ptak wyjęty z gniazda i już mrący,~Wiejski 951 Wier| Nieznani" - odrzekł pan pisarz z powagą.~Chłopiec wzniósł 952 Wier| palce swoje sztywne~I bębnił z lekka po szarej bibule...~ 953 Wier| tronem,~Nad którym przyszłość z czołem zachmurzonem~Zasiada, 954 Wier| przyszłości,~Że chce rachunku - z miliona...~I ujrzał nagle, 955 Wier| Z SZOPKĄ~ ~Przed dworskim 956 Wier| Główki na mrozie odkrywszy z pokorą.~Zwyczajnie, dzieci, 957 Wier| pokorą.~Zwyczajnie, dzieci, z maleńka już karne,~Wiedzą, 958 Wier| można!~Nie wiem, czy które z tych biednych usłyszy~Kiedy 959 Wier| łańcuchu ogniwem,~Lecz wiem, że z dawna uczono batogiem~Odkrywać 960 Wier| Najmłodszy, dziecko drobne, co z drugimi~Stał wpośród jasnej 961 Wier| łuny~Odziany w łachman, z stopami bosymi,~Umilknął 962 Wier| I ponad gwiazdą, klejoną z tektury,~Wielkie i smutne 963 Wier| grzbiecie?~I tatuś, taki pijany z wieczora,~Matulę bije, choć 964 Wier| włóczą?~A dzieci we wsi z maleńka już kradną?~A jego 965 Wier| rok do dworu chłopięta~Idą z kolędą i z szopką w tej 966 Wier| chłopięta~Idą z kolędą i z szopką w tej porze,~On przecie 967 Wier| żyw, nie pamięta,~Żeby kto z dworu do chaty przychodził~ 968 Wier| grzbiecie~Nędzarza, który nigdy z ciemności nie sięga~Do światła 969 Wier| ponad wieśniacze zagony~Z przydrożnych krzyżów! Tyś 970 Wier| pochwalony bądź, boleści Królu!~ ~Z trzaskiem otwarto drzwi 971 Wier| Chleb mu podała: wyjął nóż z kieszeni,~Odkroił kęsek 972 Wier| Lecz rozłamała chleb - i z synem jadła.~ ~A wtem wydano 973 Wier| i wioski~Powiały razem z dźwiękami tej nuty...~- 974 Wier| majowy!~Wszedł przez okienko z szybami drobnemi~I jasnym 975 Wier| izbie wyrobnik siedział z zgasłą twarzą~U pociemniałej 976 Wier| zamróz kroplami ociekał...~ z dum swych ciepłym zbudzony 977 Wier| ożywczą słońca~I szepnął z cichym, stłumionym westchnieniem:~„ 978 Wier| kamień, który, wyrzucony z duszy,~Padnie w głębiny 979 Wier| że głodni!~ ~Wreszcie z tapczana nie podniósł się 980 Wier| się wcale,~Ojca witając z daleka - uśmiechem...~Przeląkł 981 Wier| wiatr tymczasem rozmiatał z komina~Iskry i dymy i w 982 Wier| szatą owinięta,~Wzięła go z sobą tajemniczą drogą...~ 983 Wier| synku, wszystkim otwarte,~Z wschodu na zachód wolne,~ 984 Wier| zmroku głos dziecka słaby~Z ciemnego słychać kąta.~ ~" 985 Wier| Przepiórka w głos zadzwoni...~A z łąki kędyś po rosie słychać~ 986 Wier| ryczy a porykuje,~A pastuch z bicza trzaska...~ ~Brzeżkiem, 987 Wier| leśną ścianą,~Kosiarze idą z kosą,~A te dziewczęta, jak 988 Wier| izbie głos dziecka wzdycha~Z wilgotnej, brudnej pleśni...~ 989 Wier| nawróć się! A zasię!...~ ~A z Bożą męką krzyż w macierzankach~ 990 Wier| izbie ciężkie westchnienie~Z ciemnego słychać kąta...~ 991 Dzie| Z WIERSZY DLA DZIECI~ 992 Dzie| psina!...~(Brysia mijam zaś z daleka,~Bo nie lubię, gdy 993 Dzie| na nogi,~Jak nie wrzaśnie z wielkiej trwogi!~Pędzi jakby 994 Dzie| ciemnym boru~Kukułeczka kuka,~Z ranka do wieczora~Gniazdka 995 Dzie| rozpowiadasz?~ ~Leciałam ja w maju~Z ciepłego wyraju,~Zagubiłam 996 Dzie| Przeleciała Kraków.~Czerpało z niej magiereczką~Nie mało 997 Dzie| miodzie.~Siedzą, piją koleją~I z pająków się śmieją.~ ~Podparły 998 Dzie| Com już sieci narwała,~Com z pająków nadrwiła,~To bys 999 Dzie| Prawi jedna, to druga,~A tu z kąta coś mruga...~Prawi 1000 Dzie| i piąta,~A coś czai się z kąta.~ ~Pająk ci to, niecnota,~


1-500 | 501-1000 | 1001-1115

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License