1-500 | 501-1000 | 1001-1036
Part
501 Obra| zwyczaju, zapytał znienacka:~- A widziała też pani "Dziką"?~-
502 Obra| widziałam-odrzekłam spokojnie.-A cóż to za Dzika ?'~- A licho
503 Obra| A cóż to za Dzika ?'~- A licho ją wie, proszę łaski
504 Obra| trawę ciągnąć, na wieś. A już mu się ta panna uprzykrzyła.
505 Obra| na onej wsi melduje tak a tak, co tu się taka a taka
506 Obra| tak a tak, co tu się taka a taka znajduje bez papierów.
507 Obra| wymachiwała i cości gadała a gadała, ale po jakiemu,
508 Obra| człowiekowi coś dzieje słuchając. A włosy, proszę łaski pani,
509 Obra| druga do mej z pięścią... A nic będziesz ty cicho, ty
510 Obra| Tu, pod tym numerem?~-- A tu... Tera ją fotegrafowali,
511 Obra| tam do niej chodzicie?~- A chodzę. Co nie mam chodzić?
512 Obra| nieraz człowiek wejdzie, a odezwie się ot tak, po dobroci,
513 Obra| mogąc wymówić nic więcej. A tuż zaraz chwycił ją spazmatyczny
514 Obra| Trwało to może kwadrans, a może i dłużej, w którym
515 Obra| opanował się, odsapnął, a rzuciwszy przez zęby: "cymbał",
516 Obra| odgłos ciężkich kroków, a do kancelarii wszedł starszy
517 Obra| drżały, nozdrzami prychał, a ostre, rzadkie zęby błyskały
518 Obra| ospowatą, mocno obrzękłą, a cala jego wielka, ciężka,
519 Obra| w tył za siebie wysunął, a trzymając w obu rękach na
520 Obra| widocznie i krew z niego ssało. A nie było to owo powolne,
521 Obra| wielki, niezwyciężony strach; a lubo obrzękła od razów,
522 Obra| Konwój zamykał Zaparty, a okrągłe, silnie wytrzeszczone
523 Obra| środkowi i odrzekł śmiało:~- A nic, proszę wielmożnego...~
524 Obra| zapytał ostro:~- Zaparty! A co tam znów za nieporządki
525 Obra| głowę i mrużąc lewe oko. - A skąd to pan strażnik wie,
526 Obra| wszakże nie zważał na to, a Osmólec tak mówił dalej:~-
527 Obra| do Zapartego zwrócił.~- A ja panu strażnikowi powiem,
528 Obra| roztargnienie tylko słucha, a myśl ma zajęta innymi, stokroć
529 Obra| dość znaczne korzyści, a mianowicie: pozwalała wyświetlić
530 Obra| zawsze przewidywać należało, a władza stawiała mur ochronny,
531 Obra| innym akcesoriom biurowym.~- A po drugie - mówił dalej
532 Obra| złodziejstwo to złodziejstwo, a co zbójnictwo to zbójnictwo!
533 Obra| W jednym msza polityka, a w drugim msza polityka.
534 Obra| rzecz, to mi nie pierwsze! A z takim zbójem świętokrzyskim
535 Obra| choroba utłukła! Onegdaj a to świecę szewcom od łojenia
536 Obra| nieocenionego komizmu pełna.~- A dziś - mówił Osmólec obtarłszy
537 Obra| że coś przed nim stoi. A ja co temu winien, że co
538 Obra| wyrok ma i za swój siedzi, a do inszych to mu ta nic!
539 Obra| tak rzecz swoją kończył:~- A pan strażnik kiedy taki
540 Obra| masz kancelarię! Masz mnie! A samemu sobie sprawiedliwości
541 Obra| najpierw zaniepokojenie, a potem szybka decyzja. Podszedł
542 Obra| wielmożnego" za kolana.~- A cóż to wielmożny pan - mówił
543 Obra| wielmożnego pana fatygował? A czy mi to wielmożnego pana
544 Obra| zdrowie niemiłe albo co? A toby mnie Pan Bóg za to
545 Obra| Zapatrzył się na niego Jakub, a tak był przejęty mistrzowskim
546 Obra| jeden nade mną na niebie, a drugi wielmożny pan na ziemi,
547 Obra| strażnik skarży, hu! hu! hu! A ja ojca swego i wielmożnego
548 Obra| hu... hu... hu... hu!... A ja bym wielmożnemu panu
549 Obra| jakem się tu powrócił, a wielmożnego pana zobaczył,
550 Obra| narodził... hu!... hu!- hu!... A wielmożny pan za moje kochanie...
551 Obra| porządnych ludzi liczyłem, a ty mi taki zawód, taki wstyd
552 Obra| sprytu i polityki okazał, a jego jasne piękne oko zdawało
553 Obra| oko zdawało się mówić:~,,A co? Tak u nas! Szaleją po
554 Obra| prostu za mną ci hultaje!"~A tam, u progu, z wbitymi
555 Obra| zadziwieniu podniósł.~- A cóż ty tam! Nie ruszysz
556 Obra| najukochańszy do ciebie gada? A padnijże do nóg pańskich!
557 Obra| padnijże do nóg pańskich! A podziękujże wielmożnemu
558 Obra| na kolana u drzwi runął, a podniósłszy obie ręce trząść
559 Obra| głuchym łoskotem uderzył, a ogromny, do ryku podobny
560 Obra| poręczy fotela bębniły, a brwi zbiegły mu się nad
561 Obra| wyprężył do niemożliwości, a stary Jakub szyję z niebieskiej
562 Obra| się ku nieszczęśnikowi.~A wtedy pan nadzorca wstał
563 Obra| czym drzwi się zamknęły, a ciężkie kroki oddalających
564 Obra| służbie tej wytrwać nie mógł, a byli i tacy, którzy ją już
565 Obra| został przez opiekuna swego, a zarazem powinowatego kupca
566 Obra| na pawlaczu w kuchence, a kiedy parobkowi udało się
567 Obra| sercem do parobka przyrósł, a kiedy widział, że Onufer~
568 Obra| bryznęły wysoko na ścianę, a chłopiec jak stał, tak padł,
569 Obra| przyznał. Ma on lat 25, a odznacza się niezwykle silną
570 Obra| nie zaniechamy"~ ~3.~ ~- A cóż tam z Onufrem? - zapytałam
571 Obra| pochowali.~- Jak to? Umarł?~- A umarł.~- I z jakiej choroby?~-
572 Obra| choroba, toby się i pokazała. A tu nic!~Zażył tabakę, zmrużył
573 Obra| obejrzał się na prawo, a potem rzekł:~- Bez te ostatnie
574 Obra| aresztanty wytrzymać nie mogły, a co i raz, to dalej go, bijatyka.
575 Obra| składa, ino cości prawi, a stęka, a płacze, aż ograża
576 Obra| ino cości prawi, a stęka, a płacze, aż ograża człowieka
577 Obra| ograża człowieka słuchający. A precz się prosi, żeby go
578 Obra| insze aresztanty tłuką?" ,,A niech mnie ta tłuką - peda -
579 Obra| przez luft we drzwiach, a miesiąc tak stał na niebie
580 Obra| biała była od jasności, a tam mój Onufer w kącie,
581 Obra| nim trzęsą jak w zimnicy, a on sam dopieroż tak się
582 Obra| nikogo w komórce nie ma, a ten się precz trzęsie a
583 Obra| a ten się precz trzęsie a modli:,,O moje dziecko,
584 Obra| stało, jakem nie zabrał, a prosiętom pana sekretarza
585 Obra| skóra poopinała po kościach, a tak sczerniał jak ta święta
586 Obra| mówił, w piersi się bił, a już jak wieczór przyszedł,
587 Obra| i w palcach ją ważąc.~- A cóż Osmólec? - zapytałam
588 Obra| balustradę o złoconych gałkach, a na fasadzie cztery pilastry
589 Obra| kancelarii dał swoje trzy grosze, a dom jest wspólną własnością
590 Obra| nową szczotką pod pachą. A cóż? Wszak tu wszyscy swoi.
591 Obra| zaczynają bić kwadranse, a jednocześnie daje się słyszeć
592 Obra| od biedy, aby od biedy! A czy to mało tej hołoty w
593 Obra| obsianie od nagłego razu. A i to błogie, co tam gmina
594 Obra| jeszcze taki swego nie przeje, a już go śmierć ściśnie. Hoppingerom
595 Obra| wiosnę z kancelarii wzięli. A Egii? Egii więcej niż w
596 Obra| w parobka w Alojza orał, a jeszcze połowy zapomogi
597 Obra| chce!~Tu wdowa wzdycha, a czarny kamlotowy kaftan
598 Obra| pierwszy do licytacji stanie, a jego dotąd nie ma.~Ucicha
599 Obra| Ucicha nareszcie w sali, a pan radca podnosi głowę
600 Obra| przyciasnym kołnierzykiem a pełną, nieco nabrzmiałą
601 Obra| się kilka głosów w sali.~- A więc. moi panowie - dodaje
602 Obra| palec między kołnierzyk a kark kładący się na nim
603 Obra| nim fałdą tłustej skóry - a więc możemy zaczynać!~-
604 Obra| szerzą się półgłośne szmery, a pan radca stoi z podniesioną
605 Obra| dopomóc nogom przez próg, a wreszcie grzbiet w pałąk
606 Obra| za wzięcie tego próchna! A toć to skóra i kości! Nic
607 Obra| ziemi naszej żebraninę, a wprowadziły do niej miłosierdzie.
608 Obra| czoło. Łatwo się pocił, a w sali~stawało się gorąco.~
609 Obra| stary pilśniowy kapelusz, a chude kolana drżą mu coraz
610 Obra| jeszcze... dużą siłę..."~A gdy tak patrzy z wysiłkiem,
611 Obra| zachodzą wielkimi łzami, a ręce szukają podpory. Jedne
612 Obra| raczej, niżli go odziewa, a bujny, niebieski, bawełniany
613 Obra| przypatrzyliście się kandydatowi?~- A cóż mu się tam przypatrywać -
614 Obra| mruga ku woźnemu okiem, a potem mówi:~- Siedmdziesiąt
615 Obra| Siedmdziesiąt i cztery!~- A pokaż no, stary, zęby -
616 Obra| Ho! ho! - mówi jeden - a to by i kość ugryzł.~- Chleba
617 Obra| przychyla się ku niemu.~- A machnij no, stary, pięścią!
618 Obra| słychać trzask przykry.~- A co? Nieźle macha! - odzywa
619 Obra| interesowanych stracone.~- A jakże nogi?-pyta znów Tödi
620 Obra| trzymaną w ręku ustawą, a woźny odwraca się~do kąta
621 Obra| Woźny popycha go przed sobą, a także podtrzymuje nieznacznie.
622 Obra| Mayer swojego~sąsiada.~- A cóż? ja bym brał. Kiepski
623 Obra| Dödöłi - gdyby tu~był inny.~- A co? W domu i to się przyda -
624 Obra| rozje, to go nie natkam, a do roboty nie stanie.~-
625 Obra| ten marny grosz z gminy, a do roboty nie będzie mi
626 Obra| chleb zaledwie mógł zarobić, a i to z ciężkością. Bluzę
627 Obra| warunkiem? - myśli stary Kuntz, a nędzne jego nogi dygocą
628 Obra| jak każda rzecz zużywa, a zużyty cięży. Kto na to
629 Obra| ma, może i dziada żywić, a nie dopiero ojca, ale kto
630 Obra| rzecz jasna jak słońce.~A jednak od tej rzeczy jasnej
631 Obra| Widocznie syn się utrzyma.~- A więc, moi panowie - zagaja
632 Obra| zagaja przemilczawszy nieco - a więc utrzymuje się ostatnia
633 Obra| drewniana, cofa się z szeregu, a wysoka, koścista, nieco
634 Obra| biurko, przy którym stoi.~- A zatem - odzywa się dźwięcznym,
635 Obra| gminy! - rzecze z godnością, a woźny odwraca się do kąta
636 Obra| musi wiedzieć, co daje, a ten, kto bierze, musi wiedzieć,
637 Obra| kurtę! - krzyczy na starego, a Kuntz Wunderli z pośpiechem
638 Obra| silnie, częścią z chłodu, a częścią ze strachu. Wydało
639 Obra| podobnym do oskubanego ptaka; a to tym bardziej, że nie
640 Obra| to jeszcze z nim będzie? A to może nikt i wziąć nie
641 Obra| nikt i wziąć nie zechce? A potem, dlaczego tyle aż
642 Obra| siwe, patrząc w ziemię, a głowa coraz szybszym ruchem
643 Obra| dziś mleko rozwozić musiał, a to piekielny kawał, z góry
644 Obra| chwała Bogu, każdy oczy ma, a nikt tak nimi człowieka
645 Obra| u Probsta oczy zapadły, a twarz sczerniała i wyschła.
646 Obra| pęknięty garnek: odrutuj, a czasem i za nowy trwa. Bądź
647 Obra| roboty wyciśnie, ile zje, a co gmina doda, to jakby
648 Obra| ludzie, że cenę innym psuje. A co mu tam, byle sobie nie
649 Obra| głowę, przekrzywia w drugą, a potem spojrzawszy bystro
650 Obra| z podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta, co kto święci,
651 Obra| opada mu dolna szczęka, a oczy otwierają się coraz
652 Obra| obecnych ożywionym wzrokiem, a gdy nikt nie podbija mleczarza,
653 Obra| mówi głośniej jeszcze, a stary Kuntz Wunderli zmruża
654 Obra| był jeszcze wykończony, a oddział karny dla kobiet
655 Obra| otworzył drzwi wszystkie, a kamery ukazały mi jednostajne
656 Obra| małe i nie dające światła, a barłóg ze słomy i dzban
657 Obra| tego schludnego pozoru, a nawet otwieranego ukradkiem
658 Obra| rozłaziły się w drugim, a przecież milsze były właścicielkom
659 Obra| się ostatnimi wyrazami, a nawet drapać przy każdej
660 Obra| zastarzałych recydywistek, a sądy, wyroki, pobyty, dozory,
661 Obra| świeżo najętym mieszkaniu, a że szaf jeszcze nie było,
662 Obra| Wchodzę ja - proszę pani - a tu tyle śliczności, że nie
663 Obra| wpierw patrzeć. Biorę j a wsypkę jedwabną, co też
664 Obra| spaceruje po tych schodach? A ja mówię: To te panie, co
665 Obra| więc ja kupuję. I dobrze. A był tam kapelusz aksamitny
666 Obra| wrócili i rzeczy dobyli, a ta niegodziwa mówi: kapelusz
667 Obra| niegodziwa mówi: kapelusz mój. A ja mówię: nieprawda, bo
668 Obra| rzeczy precz porozkładane, a w sądzie pani i panna takie
669 Obra| aż mi się serce kraje! A sędzia nie i nie.~Aż tu
670 Obra| trzydzieści tysięcy rubli, a przecież ich nie wzięła". -
671 Obra| sobie, za gałgany chwytałaś, a nie zajrzałaś, co było w
672 Obra| w jakimś zamożnym domu, a potem za kradzież brylantów
673 Obra| pierwszym lepszym towarzyszem, a czasem i bez zaczepki dawał
674 Obra| dnia prawie nie dopuszcza, a takie w niej zimno nieznośne,
675 Obra| wreszcie termin ciemnej, a zakochany bohater staje
676 Obra| rzadko kiedy zrywanym bywa, a otoczony jest szacunkiem
677 Obra| Józiek Kamieniarz na Sybir, a chociaż w tym czasie Helena
678 Obra| więzienny w samej Serbii, a ponieważ miejsca na kaplicę
679 Obra| grał sam ,,wielmożny", a przed ołtarzem stał trzęsący
680 Obra| wyrostka do mszy służącego, a nawet ten ochrypły dzwonek,
681 Obra| dokoła oczyma; ogół wszakże, a i o mężczyznach tu mówię,
682 Obra| jakby mu ręce zadrżały, a stary, siwy ksiądz, co przed
683 Obra| górę trzęsące się dłonie, a głowę schylił nisko, jakby
684 Obra| długoletniej poniewierki, a rozdmuchnięta nagle powiewem
685 Obra| stanowił pewne urozmaicenie; a wszystko to dawało na resztę
686 Obra| Szymczakową w pogardzie; a inspektor nie wiedział,
687 Obra| usunęła się od wszystkich, a zaciągnąwszy tapczan swój
688 Obra| jakiś wstręt, jakąś odrazę. A nie tylko ja. Towarzyszka
689 Obra| albo z dawnych dziejów, a już z tego wywiązywały się
690 Obra| zaczynały od kłamstw i wykrętów, a kończyły nierzadko we łzach
691 Obra| się dzieje "na świecie", a nawet politykują. Co prawda,
692 Obra| otwartymi z podziwu ustami, a wszystkie te kombinacje
693 Obra| spazmatycznie wstrząsać, a kiedy po kwadransie jakimś
694 Obra| na zwykłe miejsce swoje. A ja wtedy zobaczyłam, że
695 Obra| istne piekło. Strażnicy też, a nawet sam ,,wielmożny",
696 Obra| obejrzała się na lewo, a potem prosto poszła do Świętokrzyskiego
697 Obra| przyszło? - pytałam baby.~- A ot co? - baba na to. - Musieli
698 Obra| to. - Musieli mnie wziąć. A co ja inszego będę na świecie
699 Obra| jeden, jak ten palec... A to już dwadzieścia siedm
700 Obra| Sztuczki owe są niewielkie, a nawet dość małe kawałki
701 Obra| drugą swoje cynowe miseczki, a dwie uprzywilejowane nalewają
702 Obra| krzyk, kłótnia, odgróżki, a potem patrzę, pięćdziesięcioletnia
703 Obra| patrzą na nią z uwielbieniem, a Helena staje się bohaterką
704 Obra| tygodniowo z kancelarii, a od każdej aresztantki "spod
705 Obra| postępowaniu swoim bywa przyzwoita, a pewne poważanie otacza ją
706 Obra| dociągnięte daje ton głuchy, a robotnica odbiera naganę.
707 Obra| najgorsze kończą na sześciu, a nawet na czterech.~Najzręczniejszą
708 Obra| wędlinę, chleb biały, tabakę, a nawet wódkę.~Tylko że wódka
709 Obra| numerem" zupełnie pewne; a kłótnie o zjedzone masło,
710 Obra| które mają ciepłe chustki, a potem już robota do nocy.
711 Obra| pod numery czyste koszule, a wracając tą samą drogą,
712 Obra| tej kuchni stoją balie, a przy nich - pracze. Mężczyźni
713 Obra| bieliznę, i swoją, i kobiet, a do roboty tej wybierani
714 Obra| się tu od bardzo dawna, a powstał zapewne z potrzeby
715 Obra| wspólne całemu oddziałowi, a nie doprane koszule. Otóż
716 Obra| się aresztantki umywają, a który utrzymywany jest bardzo
717 Obra| Potem kolejno pierze je, a raczej ściera, zawsze na
718 Obra| rozkłada koszulę raz jeszcze, a wziąwszy czysto wymytą drewnianą
719 Obra| gorąca, jak rozpalone żelazo, a koszula wyprasowana w ten
720 Obra| jej położenie tego wymaga, a z rana przychodzi lekarz
721 Obra| do więzienia przynoszą, a ona karmi je i odchowuje
722 Obra| białego chleba .dziennie, a oprócz tego drugą porcję
723 Obra| matkę wzięto do więzienia, a dziecko do ratusza.~Kiedym
724 Obra| spała? - pytam małej.~- A ot tu, na ziemi - odpowiada
725 Obra| przenoszone bywały do Serbii, a odsiadujące krótką, kilkomiesięczną
726 Obra| dziennie na łyżkę strawy, a noc krótką przepędza się
727 Obra| indywidualnego sprytu z jednej strony a różnorodnej pobłażliwości
728 Obra| że stoi przed nią budka, a żołnierz z karabinem odbywa
729 Obra| karnego przy ulicy Złotej", a urzędowy stempel tego tytułu
730 Obra| najrozkoszniejsze miejsce pobytu, a siebie za kogoś bardzo zbliżonego
731 Obra| nad uwięzionymi kobietami; a jednak - mamże wyznać -
732 Obra| więzienie za menażerię, a siebie za poskromiciela
733 Obra| opuściła jasność niebieska, a przed nami rozciągał się
734 Obra| musisz, nim je zobaczysz, a które, gdy się otworzą,
735 Obra| jednak kupy, jak to mówią, a kilkanaście robotnic, na
736 Obra| obuwają wszystkie stopy, a białe czepki okrywają wszystkie
737 Obra| aresztantki są na przechadzce, a nawet klucze od numerów
738 Obra| nieugięta jest od niego.~- A to karcer - rzekł uprzejmie
739 Obra| kobiet młodszych i starszych, a obstalunków dostarcza fabryka
740 Obra| idzie szybko i składnie, a magazyn oboczny posiada
741 Obra| tego idzie "na wydział", a połowa do książki -jak w
742 Obra| rozpostarty arkusz bibuły, a na nim kupki drobniejszego
743 Obra| prywatna przedsiębiorczym, a zarazem nauczycielka szycia
744 Obra| coś parę tygodni temu, a teraz znów ich tu do trzydziestu.
745 Obra| żeby mnie nie gubił... A bodajże on jasności boskiej
746 Obra| przynajmniej, wielmożny panie. A teraz chłopu nic, a ja na
747 Obra| panie. A teraz chłopu nic, a ja na taki los popadłam.
748 Obra| Pomiędzy więzieniem na Złotej a Sybirem stoi - pośredni
749 Obra| jak tu nazywają niektórzy; a ciężka brama, jaka się do
750 Obra| ścianą, jeden za drugim, a każdy z głuchym łomotem
751 Obra| różnego wieku mężczyźni, a przed każdym kądziel lnu
752 Obra| kądziel lnu albo konopi, a każdy snuje swoją nić szarą...
753 Obra| odjęło mi ochotę do rozmowy, a na twarzy więźnia wywołało
754 Obra| dziki, bolesny, wytężony, a nierzadko strachem przejmuje.
755 Obra| miało swój oddział kobiecy, a z owych czasów pozostały
756 Obra| niemal. Wyzdrowiała jednak, a ja straciłam ją z oczu.~
757 Obra| zatrzymałam się i teraz dłużej, a mianowicie w tak zwanej ,,
758 Obra| dla stałego nauczyciela, a wszystkim więzieniom w kraju
759 Obra| Upłynęły lata od owego czasu, a dobre dzieło rozwinęło się
760 Obra| rzucałem matce węgle... A tam był pies, takie wielkie
761 Obra| ujadać, tak mnie i złapali.~- A matka?~- Ano, matka poszła
762 Obra| się przez plecy zawiesza; a jeśli dziecko jest, w ręku
763 Obra| jakem widziała partię taką, a dotąd mam ją przed oczyma.~
764 Obra| nazywają punktem zbornym, a który mnie się wydał czymś
765 Obra| głębokie framugi okienne, a przypominających kanonickie
766 Obra| zahazardowałam nieśmiało pytanie.~- A co robić? - odparł mi na
767 Obra| Teraz wolna etaka godzina.~- A cóż drudzy robią? - rzekłam
768 Obra| do domu i do rodziny.~- A wy rodziny nie macie?~-
769 Obra| Matka jest, siostry...~- A skąd wy?~- Z daleka.~- To
770 Obra| mocno ucierać nos palcami, a oczy rękawem. O gwizdaniu
771 Obra| Mężczyźni odkryli głowy, a kobieta, siedząca na wozie,
772 Obra| żeby go na wóz zabrano, a prowadzący etap uwzględnił
773 Obra| mężczyzn, osobno kobiety, a kiedy otworzono drzwi na
774 Obra| ostry świst lokomotywy, a długi szereg zakratowanych
775 Wier| łzach zaledwie wydała~Słomę a plewy.~ ~Z chaty, za którą
776 Wier| ptacy?~Chce - niechaj żyje, a chce - niech umiera!~Czy
777 Wier| najemnicy, z zamgloną źrenicą;~A zmrok zapadał z głuchym
778 Wier| otwarte cisnął się nawałem,~A błędny obłok skrzydłem swojem
779 Wier| bliskiem...~Stał tak niepewny, a wrzawa kipiała.~Przed nim
780 Wier| ziemi,~Blady jak nędza, a tak jeszcze mały,~Że mógł
781 Wier| spać na piersiach ojca... a tak drżący,~Jak ptak wyjęty
782 Wier| w sądzie przed kratką.~ ~A dziwna była ta sala sądowa,~
783 Wier| lekka po szarej bibule...~A sędzia patrzył na drżącą
784 Wier| spisujecie tomy~Karnej ustawy, a nie dbacie o to,~By uczyć
785 Wier| milczące wobec łez ołtarze...~A sędzia powstał i szedł,
786 Wier| po śnieżnej przestrzeni,~A noc słuchała, smętna, a
787 Wier| A noc słuchała, smętna, a niebiosy~Pełne się zdały
788 Wier| cienie po drogach się włóczą?~A dzieci we wsi z maleńka
789 Wier| wsi z maleńka już kradną?~A jego dotąd na książce nie
790 Wier| milczeniu. Był gibszy i bladszy,~A łzy, co kędyś pod sercem
791 Wier| chleb - i z synem jadła.~ ~A wtem wydano ostatnie rozkazy.~
792 Wier| duchy~Pomiędzy ziemią latały a niebem,~Białymi skrzydły
793 Wier| skrzydły zakrywszy błękity,~A mroźne wichrów północnych
794 Wier| jak martwy, na ławę...~A Jaś tymczasem, w nędznej
795 Wier| płakał, o ściany tłukł głowę,~A ściany skrzyły się jak diamentowe...~
796 Wier| ogrzaną,~Ciepłe okrycie, a przy tym co rano~Posiłek
797 Wier| wlepiwszy źrenice błyszczące...~A wiatr tymczasem rozmiatał
798 Wier| wargi drobne mu zadrgały...~A śmierć, srebrzystą szatą
799 Wier| winna siłami wszystkiemi,~A nędza co dzień odbiera jej
800 Wier| zmrok wczesny pada,~Wilgotny a ponury;~Mętnymi szyby drobne
801 Wier| staw zarasta trzciną...~ ~"A nie ma takich murów dokoła,~
802 Wier| I patrzy na te dzieci...~A od nas tutaj do Pana Boga~
803 Wier| Moja mateńko, moja rodzona,~A jak tam jest w tym polu?"~"
804 Wier| W polu to, synku, zboża a zboża,~Przetkane w kwiat
805 Wier| w nich człowiek schowa!~A grusza na nie cień rzuca
806 Wier| nie cień rzuca chłodny,~A wkoło woń chlebowa...~ ~
807 Wier| Całą tę ziemię czarną...~ ~A wierzchem takie ci idą szumy,~
808 Wier| gdzie tam do niej tobie!~A takie ziarnem pełniuśkie
809 Wier| Aż kładą się po sobie!~ ~A jęczmień to ci taki wąsaty!~
810 Wier| jęczmień to ci taki wąsaty!~A gryka taka miodna!~A lny -
811 Wier| wąsaty!~A gryka taka miodna!~A lny - jak niebo... a grochy
812 Wier| miodna!~A lny - jak niebo... a grochy w strąkach,~Że ich
813 Wier| nie przejrzysz do dna.~ ~A tu ci zając spod miedzy
814 Wier| Przepiórka w głos zadzwoni...~A z łąki kędyś po rosie słychać~
815 Wier| Moja mateńko! Moja rodzona!~A jak tam na tej łące?"~"Na
816 Wier| srebrzystej mgle stojące...~ ~A w trawach kwiecie żółte
817 Wier| trawach kwiecie żółte i białe,~A bokiem modra struga,~A słonko
818 Wier| A bokiem modra struga,~A słonko sobie po niebie chodzi~
819 Wier| złotem okiem mruga...~ ~A po mokradłach bocian szczudłuje~
820 Wier| I żaby dziobem bierze...~A skowroneczek do Boga leci~
821 Wier| śpiewa swe pacierze...~ ~A dziewczę idzie i krówkę
822 Wier| Chuścina i zapaska...~A krówka ryczy a porykuje,~
823 Wier| zapaska...~A krówka ryczy a porykuje,~A pastuch z bicza
824 Wier| krówka ryczy a porykuje,~A pastuch z bicza trzaska...~ ~
825 Wier| I wierzba na fujarki...~A siwy kaczor w trzcinach
826 Wier| Sznurkuje derkacz szparki...~ ~A po przydrożku, pod leśną
827 Wier| ścianą,~Kosiarze idą z kosą,~A te dziewczęta, jak gąski
828 Wier| wilgotnej, brudnej pleśni...~A oczy jego patrzą w okienko,~
829 Wier| Moja mateńko! Moja rodzona,~A jak tam jest w tym lesie?"~"
830 Wier| ciemnych, cichych lasach...~ ~A taki zmrok tam zielony,
831 Wier| Takiego baldachima!~ ~Dęby a jodły, jako te wieże,~Pod
832 Wier| Piękniejszych wież nie mają...~ ~A sosny śmigłe szumią a szumią,~
833 Wier| A sosny śmigłe szumią a szumią,~A brzozy liściem
834 Wier| śmigłe szumią a szumią,~A brzozy liściem trzęsą,~A
835 Wier| A brzozy liściem trzęsą,~A dzień się przez nie, jak
836 Wier| Czasem wiewiórka świśnie,~A jarzębiny w koralach stoją~
837 Wier| pachną leśne wiśnie...~ ~A jakie to tam gniazda są
838 Wier| gniazda są ptaszę,~Furkania a szczebioty!~A gąszcz ci
839 Wier| Furkania a szczebioty!~A gąszcz ci taki, że słońce
840 Wier| Przeciśnie. smużek złoty!~ ~A co tam żuczków, a muszek
841 Wier| złoty!~ ~A co tam żuczków, a muszek brzęku,~A co tam
842 Wier| żuczków, a muszek brzęku,~A co tam jagód krasnych,~A
843 Wier| A co tam jagód krasnych,~A co mchów tkanych, jak aksamity,~
844 Wier| mchów tkanych, jak aksamity,~A co dzwoneczków jasnych!~ ~
845 Wier| co dzwoneczków jasnych!~ ~A owczarz sobie pod lasem
846 Wier| stoi,~Siwe owieczki pasie,~A Kurta szczeka, a naszczekuje:~
847 Wier| pasie,~A Kurta szczeka, a naszczekuje:~A nawróć się!
848 Wier| szczeka, a naszczekuje:~A nawróć się! A zasię!...~ ~
849 Wier| naszczekuje:~A nawróć się! A zasię!...~ ~A z Bożą męką
850 Wier| nawróć się! A zasię!...~ ~A z Bożą męką krzyż w macierzankach~
851 Wier| macierzankach~Starej mogiły strzeże.~A kto tam przejdzie, ten sobie
852 Wier| szepce swe pacierze...~ ~A dech ci taki słodki a mocny,~
853 Wier| A dech ci taki słodki a mocny,~Gdzie stąpisz dookoła...~
854 Wier| zdrowiem tchną tam zioła..."~ ~"A to i ja bym może, maleńko,~
855 Wier| Ozdrowiał w onym lesie?~A w tej piwnicy, tom jak źdźbło
856 Wier| Mój ty świerszczyku cichy!~A tak mi zamrzesz jeszcze
857 Wier| Mój ty robaczku marny!~A tak mi przyjdzie twoją główeńkę~
858 Wier| Możeć się jeszcze uda...~A teraz precz mi rozpowiadajcie,~
859 Wier| dzieciątko moje~Serdeczne a rodzone!~Złociste łany,
860 Wier| Oczami patrzeć swemi!"~ ~"A jaż, mateńko, zobaczę kiedy~
861 Wier| One zajączki w życie?~ ~A jaż, mateńko, nie taki samy,~
862 Dzie| są dla mnie czyste żarty!~A pantery i tygrysy~Na sztyk
863 Dzie| służba cała,~Patrzą... a tu myszka mała~Polna myszka
864 Dzie| Gniazdka sobie szuka.~ ~- A ty, kukułeczko,~Co na drzewach
865 Dzie| W ręku gałąź oszroniała,~A na plecach drwa...~Nasza
866 Dzie| Hu1 Ha! Nasza zima zła!~A my jej się nie boimy,~Dalej
867 Dzie| JAK SZŁA WISŁA DO MORZA~ ~A ta śliczna Wisła~Na Śląsku
868 Dzie| gwiazdami~Świętojańską nocką!~ ~A zasię spod Płocka~Pod ten
869 Dzie| Szyły mi go dwa chrabąszcze,~A krajały sowy.~ ~Za to im
870 Dzie| Prawi jedna, to druga,~A tu z kąta coś mruga...~Prawi
871 Dzie| Prawi czwarta i piąta,~A coś czai się z kąta.~ ~Pająk
872 1 | przekuwa i w burzę zamienia,~A czarę pomsty na wody wylewa...~
873 1 | krwi ni łez, ale ma rany.~A kiedym dumał tak, uczułem
874 1 | płomyk, srebrzysty i siny,~A także głos jej pomnę - i
875 1 | wygaszonych ognisk siedzą ciche,~A głowy mają w piorunowych
876 1 | lekką podniosła i białą,~A obróciwszy się na zmierzchy
877 1 | tryskały w przestworze,~A dnia różaność, wsiąknięta
878 1 | cicho zrobiło i ciemno,~A ucisk taki w powietrzu był
879 1 | Że mi głos omdlał, zgasł, a idąc, drżałem.~Więc rzekła
880 1 | jęku~Ptaków lecących...~A mówiąc tak, stała,~Zwrócona
881 1 | A już my wtenczas byli wśród
882 1 | pękł, jak struna szklana,~A w głosie taka była ostrość
883 1 | niej duch szedł bolesny a męski,~I takie widzeń przyszłości
884 1 | myśląc o niej - blednę.~A gdym w nią patrzał jak w
885 1 | Hostię z niej czyniąc, a potem sczerniała~Jak święta
886 1 | miejski goniły za nami.~A moja cicha, jasna Beatrycze,~
887 1 | idąc, łkań dalekich słucha,~A gdzie stąpiła, tam rosy
888 1 | padać będą gorzkie rosy,~A cisza będzie mieć łkające
889 1 | będzie mieć łkające głosy.~ ~A gdy mówiła, stanęliśmy w
890 1 | opłatek na jasność miesiąca,~A choć na ustach nie miała
891 1 | zmiłuj się nad nami...~A bogdajżeś ty kamień ten
892 1 | Puśćcież mnie! On może...~A!...~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ~...
893 1 | IV~ ~A widząc mnie tak wzburzonym
894 1 | czoło, niby chmurą złotą.~A pomilczawszy, rzekła: -
895 1 | ma w nienawiści ludzi!~ ~A wtem ją objął mrok, jak
896 1 | zasłonięta,~Skargą tą ciemna, a łzami przejrzysta,~I tą
897 1 | nocą świt walczy różany.~ ~A ja, żem wiedzieć chciał
898 1 | dźwięcznym głosem:~- Wojna.~ ~A gdy ten wyraz padł w ciche
899 1 | strzech porwały się czarne,~A z piór ich padły drżące,
900 1 | nodze,~Ludzie w kurzawie, a konie w pian śniegu.~Dobosze
901 1 | bębny takt biją miarowo,~A jeźdźcy sadzą z zwieszoną
902 1 | wie, nikł może na wieki,~A żaden nie śmiał przyzostać
903 1 | chwycił i do ust przybliżył.~ ~A ta, którąśmy mijali, zagroda,~
904 1 | pustka, i przeklęta...~ ~A pani moja, która tam wraz
905 1 | miała twarz i bardzo ciemną,~A ponad czołem wielką błyskawicę~
906 1 | ognie szły w czerwieni...~A kiedym milczał, rzekła mi:~-
907 1 | iść one,~Od kości białe, a od krwi czerwone,~I raz
908 1 | bez zmartwychwstań groby..~A jako ciężko znów iść do
909 1 | jęku, i klątw, i modlitwy,~A ponad wszystkim tym - huragan
910 1 | rozprysnął.~ ~Głuchy od huków, a od dymów ślepy,~U stóp mej
911 1 | świętej upadłem złamany;~A miałem w oczach lecące czerepy~
912 1 | w powietrzu na ćwierci,~A w uszach świst i pisk, i
913 1 | pisk, i wrzawę śmierci.~ ~A pani moja zadumana siadła~
914 1 | w płomieniach, zbladła,~A obłok szat jej, przejrzysty
915 1 | okropnych i piekła obrazów,~A znieść nie mogę i padam,
916 1 | i nędzniejszy z duchów,~A język wyschły mam i wargi
917 1 | VI~ ~A wstawszy, szliśmy dalej.~...
918 1 | Arno~Przez kręgi piekieł. A taki nad nami~Był ucisk,
919 1 | w pole szeroko zdeptane.~A już się rosy perliły zachodu.~
920 1 | powietrzne potrącały struny.~ ~A idąc onym polem we mgłach
921 1 | dać i z mchów posłanie.~A niosąc brzemię to, wołałem: -
922 1 | drobną upadłem sierocie.~A z krzyża Chrystus poglądał
923 1 | stara,~I nienawiścią żyjesz, a widomy~Twój znak to wilcze
924 1 | A gdyśmy weszli w las, uderzył
925 1 | rączyny~Po kąsek chleba, a ten był - jedyny.~ ~Tak
926 1 | Na twarzy matki chmura: - A co potem...~Co będzie potem,
927 1 | VII~ ~A gdyśmy zeszli nieco, rzekła
928 1 | wszelki duch człowieczy,~A gorsze od tych są poślednie
929 1 | mogiły,~I na dnie śmierci. A jam zrodzon w płaczu~I usta
930 1 | mówią mi: "Tułaczu"...~ ~A jeśli skrzydło jaskółcze
931 1 | tedyć ją i duch przeminie.~A ona, pilno patrząc na powietrze,~-
932 1 | się i smętkiem mglista.~ ~A ja, nie wiedząc, o czym
933 1 | szat jej szedłem zadumany.~A wiodła nas tam ścieżeczka
934 1 | sosen zatliwszy pochodnie.~ ~A w dole, jako zroszone mrowisko,~
935 1 | jeziornej,~Pod oparami stało, a w półkole,~Białością płócien
936 1 | żagle, bielały namioty.~ ~A tam, gdzie pani moja mnie
937 1 | wyspie podobny, nieduży,~A na nim w wielkich blaskach
938 1 | łuny zgasiło za sobą.~ ~A wtedy pod tą siną, trupią
939 1 | chwyciłem się z trwogą.~A ona: - Oto idziesz z nieszczęść
940 1 | gniewu idziesz czarną drogą,~A jeszcześ nie zwykł i mrużysz
941 1 | duch - jest duch kaleki.~ ~A gdy mówiła jeszcze, ono
942 1 | człowieka jednego na sznurze.~A człowiek miotał się i pianą
943 1 | miotał się i pianą broczył,~A ci, co bliżej byli, rudą
944 1 | niego i mową sromotną.~ ~A kiedy przyszli na wprost
945 1 | się i rzucał na smyczy,~A z członków kręte uczynił
946 1 | strach i trupia zgroza.~ ~A święta moja, cofnąwszy się
947 1 | widzieć, co się tam czyniła.~A była gwieździe podobna zgaszonej,~
948 1 | bożych nie zawsze jest siła.~A zaraz przypadł wichr i skłębił
949 1 | pełnia odkryła księżyca.~A szliśmy wtedy przez stare
950 1 | czasach poczęcia i rodu.~A ta oddanych ma sobie mogiła,~
951 1 | oddanych ma sobie mogiła,~A ziemia znów jest nimi obciążona,~
952 1 | biegu,~Dobra nie widział, a już jest u brzegu...~ ~Lecz
953 1 | wyzwolony jest jeszcze od pana,~A usta, które o grób swój
954 1 | którzyście spoczęli!~ ~A gdy mówiła, zapadłe mogiły~
955 1 | opuściałe zdawały się kwiecić,~A brzozy szum swój i płacz
956 1 | w milczeniu i w mirze.~ ~A dla mnie, którym szedł z
957 1 | krzyki i lamenty~Ducha, a one okropne widzenia~Głosem
958 1 | oblatuje i w piersi uderza.~ ~A gdym miał mrowia tego pełne
959 1 | wielki, srebrny księżyc. A dziś piórem~Nie wydam onej
960 1 | do szpiku szła kości.~ ~A zaraz potem wyszliśmy tu
961 1 | spaloną i na zgliszczów kupy,~A za nią było świeże bojowisko,~
962 1 | burza łan żytni powali,~A jedne w drugie wdeptane
963 1 | wałem,~Broń na broń wparta, a ciało pod ciałem.~ ~A nim
964 1 | wparta, a ciało pod ciałem.~ ~A nim my przeszli te pierwsze
965 1 | glinie zaczęły lgnąć stopy.~A ja, wspomniawszy na one
966 1 | spoczęli ci nie pogrzebani!~ ~A ona: - Nie jest mi to dozwolonym,~
967 1 | wszyscy są tu w ręku Boga,~A Bóg ich w polu zostawia
968 1 | szła na świat i trwoga,~A iżby ludom te trupy się
969 1 | mogiły.~ ~Lecz teraz idź a patrz! - I rękę jasną~Ściągnęła,
970 1 | okropności sprzed mojej źrenicy,~A choć dokoła tak czyste powietrze~
971 1 | wśród tych hien były.~ ~A tam, gdzie przeszli, pod
972 1 | A pani moja i gwiazda przewodnia,~
973 1 | wejścia - był zabity.~ ~A ja, com przeszedł ono bojowisko~
974 1 | powałem,~Gdym jęk usłyszał; a choć się zaciąłem~Przez
975 1 | izbie znów długa cisza... A wtem z ziemi~Trup jeszcze
976 1 | krzywdą na licach przywarła;~A była zmiętej porównana róży~
977 1 | Wielkich krwie ludzkiej, a mocnych szafarzy.~ ~A w
978 1 | ludzkiej, a mocnych szafarzy.~ ~A w ciszy niech trwa sąd,
979 1 | A wtem skrzypnęły drzwi u
980 1 | co się w ciszy trzęsie.~ ~A takie na nas szły z ciszy
981 1 | grobowego podobna anioła.~ ~A ja, gdym wyjścia z onej
982 1 | duszy nie władał językiem-,~A niepamiętna wściekłość i
983 1 | bezwodne~Zawiedź mnie, jasna, a posadź mnie w ciszy!~Niechaj
984 1 | widział człowieka.~Rzekłem, a pani moja, bardzo cicha~
985 1 | W przydrożnych trawach, a miała ramiona~Jak zwiędłe
986 1 | ramiona~Jak zwiędłe lilie, a oczy na niebie...~I rzekłem: -
987 1 | I rzekłem: - Dozwól, a puść mnie od siebie.~ ~Albowiem
988 1 | grobowego na piersi kamienia,~A dosiężony jestem w serce
989 1 | co w jady krew zmienia,~A żywot sobiem zbrzydził...~ ~
990 1 | wszystko tobie pokazanem,~A tylko rąbek uchyleń zasłony,~
991 1 | tylko rąbek uchyleń zasłony,~A świat się o to niech modli
992 1 | co jej się spodziewa...~A ja wspomniawszy, com widział
993 1 | są krwawe jej ziarna,~A rola ogniem spalona i czarna.~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~
994 1 | A tam, gdzie z sobą mieliśmy
995 1 | Opustoszały, jakby w czas morowy.~A ci, co uszli, zostawili
996 1 | domostw, jęk czyniąc niemały.~A wszystkie one pogwałcone
997 1 | bramy zdawały się cisnąć,~A stosy sprzętów, zrąbanych
998 1 | haniebną zemstą i niemęską.~ ~A gdyśmy, idąc, odeszli niewiele~
999 1 | dosyć wyniosłym kościele,~A świat się cały zdawał być
1000 1 | trwogi,~Który łkający był, a razem srogi.~ ~Kościół sczerniały,
1-500 | 501-1000 | 1001-1036 |