Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
tlusty 2
tluszcze 2
tluszczem 1
to 933
to-wezmie 1
toalety 1
toba 5
Frequency    [«  »]
1145 nie
1115 z
1036 a
933 to
660 do
600 jak
524 ze
Maria Konopnicka
Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna

IntraText - Concordances

to

1-500 | 501-933

    Part
501 Now | przewidzianych celach. Nie to głodni poganiacze wiejscy, 502 Now | pomyśleniach i uczuciach, to. że zdawały się zupełnie 503 Now | zrobiono w toku sprawy czy to dla oskarżenia, czy dla 504 Now | zasadę odnośnego prawa.~To świetne résume -- a był 505 Now | świetne résume -- a był to jeden z najniebezpieczniejszych 506 Now | czego woźny nie widział, to oczu pana obrońcy. A jednak 507 Now | w tej chwili. Dotąd była to rozterka, wątpliwość i niepogodzona 508 Now | dźwięcznie i donośnie.~Nie jest to jeszcze wyrok, ale błysk 509 Now | wielkie paragrafy karne to jakby iść z armatą na muchy. 510 Now | zamknięte, a zostały otwarte, to był to gwałt, było włamanie.~ 511 Now | zostały otwarte, to był to gwałt, było włamanie.~Jeżeli 512 Now | skradziono masło i sery, to była to kradzież z włamaniem.~ 513 Now | skradziono masło i sery, to była to kradzież z włamaniem.~Po 514 Now | większości przeszedł. Był to sąsiad i przyjaciel, a jak 515 Obra| obijasz? Jak mam~otworzyć, to i bez twego walenia otworzę!~- 516 Obra| Zaopatrywano się na zimę i to spowodowało pewne zamieszanie 517 Obra| więziennym.~Zamieszanie to żywo zajmowało aresztantów 518 Obra| Właściwie mówiąc nie była to przechadzka, ale raczej 519 Obra| a więźniów stu przeszło. To. co się nazywało ogródkiem. 520 Obra| biegiem czasu rozwija się to do idiotyzmu w jednym 521 Obra| czerwonawym ogniem, zjawisko to bywa straszne i zwykle się 522 Obra| pięć lat może. Musiała to być jednak organizacja wyjątkowo 523 Obra| nogi na nogę w miejscu, jak to czynią zamknięte w klatkach 524 Obra| i huknął:~- A gdzież ci to pojadę?... Na łeb?... Nie 525 Obra| sobie. Cygana nie było.~- A to musi nie co, ino ten ladaco 526 Obra| wciąż prosto przed siebie. To go zgubiło.~Okrzyki goniących 527 Obra| wielmożnego" w rękę.~- A co to powiecie? - zapytał udobruchany 528 Obra| oznaką pokory dygnitarz.~- A to dopraszamy się łaski wielmożnego 529 Obra| ciężej.~- O, co ciężko, to ciężko! - przerwał piskliwym 530 Obra| wahające pan nadzorca - dobrze to jest, ale cóż wy z nim myślicie 531 Obra| wielmożny panie, gałgana, to nie ma jak bicie. A co on, 532 Obra| co on, wielmożny panie? To on pierwszy się tu popadł 533 Obra| więzienia nie szanował, to co na takiego jak nie baty?... 534 Obra| karę na swych towarzyszy. To go uspokoiło od razu. Owszem, 535 Obra| bliskim omdlenia.~- Dobrze to jest - powtórzył pan nadzorca - 536 Obra| mu sam naznaczył.~Mówił to. aby coś powiedzieć. Przekonany 537 Obra| do mnie tu do kancelarii, to mu sumienie roztrząsnę.~ 538 Obra| budujących maksym. Stanowiło to jego specjalność i przedmiot 539 Obra| prawdziwego dyletantyzmu- A czynił to wszystko z natchnienia, 540 Obra| prawdziwie użytecznego, a to uznanie zasług pobudzało 541 Obra| się, że go w piersiach, to w plecach kłuje, i wychudł 542 Obra| burzyli się po kątach.~- Jużci to nie po katolicku tak człeka 543 Obra| wątpia het precz oberwali. To jakże miał żyć? Musiał umierać.~ 544 Obra| wielmożny" - ale przecież to wszystko podług księgi idzie. 545 Obra| przerzucać go zaczął.~- A to co? - zawołał nagle i podniósł 546 Obra| towarzystwie strażnika.~- A to, proszę wielmożnego pana, 547 Obra| dopiero półtora.~- Tak ci to niby jest, wielmożny panie, 548 Obra| pasji pan nadzorca. - A to człowiek nawet spokojnie 549 Obra| odetchnąć nie może. -~Było to właśnie po obiedzie.~- Ale 550 Obra| tydzień. O biedny Cyganie! To była twoja pomsta!~ ~ 551 Obra| JESZCZE JEDEN NUMER"~ ~- A to? - zapytałam, kiedyśmy doszli 552 Obra| drzwi na klucz zamknięte.~- To - odrzekł zakołysawszy się 553 Obra| zakołysawszy się lekko nadzorca - to jest jeszcze jeden numer.~ 554 Obra| w powietrzu chwycisz - to twoje, ale daremnie byś 555 Obra| nie potrafisz.~Mury tu za to mówią, zwierzają się ściany, 556 Obra| ciekawych rzeczy.~Nie znaczy to bynajmniej, aby z ludźmi 557 Obra| bacznie na dwie rzeczy. Na to, czego ci nie mówią, i na 558 Obra| czego ci nie mówią, i na to, o czym za dużo mówią. Gadatliwość 559 Obra| słuchowych wystrzegać się należy.~To, co tu jest do zobaczenia, 560 Obra| tylko subtelne ucho dosłyszy to, co dosłyszeć trzeba.~Najważniejszą 561 Obra| biurach iść i czego szukać, to przede wszystkim patrzysz 562 Obra| twego spojrzenia.~- Ach, to? - mówi uśmiechając się 563 Obra| uśmiechając się skromnie. - To biblioteczka nasza... Początek, 564 Obra| biblioteczki... Zniszczone to, bo ciągle w ruchu - dodaje 565 Obra| tylko książek dać do ręki, to "oho!"~Dowiadujesz się także, 566 Obra| co do moralności więźniów to się tu nic zrobić nie da, 567 Obra| tu nic zrobić nie da, bo to zatwardziałe dusze, z którymi 568 Obra| nawet rzodkiewki. A gdy to "wielmożny" mówi, oczy jego 569 Obra| swoje oględziny. Pytanie to postawione jest z mistrzowską 570 Obra| niemal.~Nie przychodzi mu to z trudnością. Jego ogolona 571 Obra| bucha na ciebie z cebra. To obiad. Stajesz wreszcie 572 Obra| palcem na nosie, zapytuje to o , to o ową, Wywołane 573 Obra| nosie, zapytuje to o , to o ową, Wywołane po imieniu 574 Obra| rękę. Natychmiast czynią to samo wszystkie inne, pchają 575 Obra| przy tym psychologiem.~- To nic ciekawego - szepce krzywiąc 576 Obra| przeczuwa, niestety, że możesz to zrobić! - to on nie będzie 577 Obra| że możesz to zrobić! - to on nie będzie już cię trudził 578 Obra| zaczynające się słowami: "Jako to słońce, co świeci na niebie..." 579 Obra| karku nie skręcisz, znaczy to, że nie wszystkie, choćby 580 Obra| Długo wszakże trzyma się to w mierze.~Za drugiej, za 581 Obra| jest najpocieszniejsze, to usilne przeprosiny jego, 582 Obra| otwierać ci numery.~Skoroś to zdobył, wygrałeś.~Najpilniejszą 583 Obra| indywidualność ludzką. A to jest twoim najwyższym zadaniem. 584 Obra| istnienie, uśmiecha się widząc to i jest wzruszoną. Jeśli 585 Obra| i zaniedbane, niech cię to nie zraża. Za drugą bytnością 586 Obra| Poruszasz się, mówisz i czynisz to wszystko z zupełnym spokojem. 587 Obra| na polu i w chacie. Jeśli to jest niedziela, mówisz - 588 Obra| piersiach twoich aresztantki, a to w takiej rozciągłości i 589 Obra| nic zdołało nigdy.~Gdy się to stanie, możesz iść na flaki, 590 Obra| zmrużywszy lewe oko, jak to miał w zwyczaju, zapytał 591 Obra| widziałam-odrzekłam spokojnie.-A cóż to za Dzika ?'~- A licho 592 Obra| tu na nią wołają.~- Cóż to aresztantka?~- Iii - odrzekł 593 Obra| niby dokumentna aresztantka to ona nie jest. Ale że 594 Obra| Poruszył się i szedł dalej, to drepcąc parę kroków, to 595 Obra| to drepcąc parę kroków, to przystając i biorąc tabakę.~ 596 Obra| odwrócił się znowu.~- Bo to, proszę łaski pani - mówił 597 Obra| ta wojna, niby turecka, to insze panowie oficery nawieźli 598 Obra| mu się też uprzykrzyła, to on co robiący, do wójta 599 Obra| gadała, ale po jakiemu, to nikt nie mógł wiedzieć. 600 Obra| nikt nie mógł wiedzieć. Bez to myją i Dziką przezwali, 601 Obra| myją i Dziką przezwali, że to i takiej czarniawej urody 602 Obra| czarniawej urody była przy tym... To znów jak na nią przypadło, 603 Obra| znów jak na nią przypadło, to się cięgiem śmiała. Cha, 604 Obra| włosy, proszę łaski pani, to ma takie, że choć z nich 605 Obra| kręć na cztery konie... To jak ona tak śmieje się i 606 Obra| tak śmieje się i płacze, to jedna i druga do mej z pięścią... 607 Obra| drugi raz. Ano dobrze! To taki nieraz, proszę łaski 608 Obra| rodzice albo kto... Bo to młode, z osiemnaście lat 609 Obra| się ot tak, po dobroci, to się namarszczy. jej się 610 Obra| tragiczne znaczenie. Trwało to może kwadrans, a może i 611 Obra| może i dłużej, w którym to czasie na próżno usiłowałam 612 Obra| oderwać nie można.~- Co to nie można! - krzyknął pan 613 Obra| się, ale znać było, że mu to przychodzi z trudnością. 614 Obra| niego ssało. A nie było to owo powolne, charakterystyczne 615 Obra| jakby mu był wdzięczny za to, że go przed sobą widzi. 616 Obra| go przed sobą widzi. Była to szczególna postać, która 617 Obra| tonie mowy poznałam, że to recydywista, stary, szczwany 618 Obra| aresztantów udziałem bywa.~- Jak to nic? Co tam za rewolucję 619 Obra| mrużąc lewe oko. - A skąd to pan strażnik wie, że się 620 Obra| Nikt wszakże nie zważał na to, a Osmólec tak mówił dalej:~- 621 Obra| że kiedy tutaj siedzę, to jestem kazienny hareśtant 622 Obra| Wie pan strażnik?~Mówił to zwrócony twarzą do strażnika, 623 Obra| doświadczeni więźniowie, i to z powodzeniem. Jakub, stary 624 Obra| wlepił, przekazując mu niby to wszystko, co od Osmólca 625 Obra| Najkomiczniejszym było to, że każdy z aktorów tego 626 Obra| wszystkich innych i że pomimo to sztuka ta odgrywała się 627 Obra| tu, Chwalić Boga siedzi, to wie, co do czego jest przynależące. 628 Obra| przynależące. Co złodziejstwo to złodziejstwo, a co zbójnictwo 629 Obra| złodziejstwo, a co zbójnictwo to zbójnictwo! W jednym msza 630 Obra| Kiedym ukradł, tom ukradł, to swoja rzecz, to mi nie pierwsze! 631 Obra| ukradł, to swoja rzecz, to mi nie pierwsze! A z takim 632 Obra| choroba utłukła! Onegdaj a to świecę szewcom od łojenia 633 Obra| tabakierce trzymał. Była to sytuacja nieocenionego komizmu 634 Obra| obtarłszy usta wierzchem ręki - to tak jęczał bez caluśką noc, 635 Obra| ataki duszegub i dysperak to i sam nie śpi. i drugiemu 636 Obra| swój siedzi, a do inszych to mu ta nic! Żeby ja miał 637 Obra| ale nikt nie zważał na to.~Osmólec zaś tak rzecz swoją 638 Obra| strażnik kiedy taki mądry, to niech. Onufra na osóbek 639 Obra| na osóbek wytransportuje, to pod numerem nijakiej rewolucji 640 Obra| przysiadł. Przechodziło to widać miarę zwykłej bezczelności, 641 Obra| Nie bądź taki rezolutny! To ty nie wiesz, że za bijatyki 642 Obra| Jeśli ci się krzywda dzieje, to masz kancelarię! Masz mnie! 643 Obra| wielmożnego" za kolana.~- A cóż to wielmożny pan - mówił wzruszonym 644 Obra| pana fatygował? A czy mi to wielmożnego pana zdrowie 645 Obra| A toby mnie Pan Bóg za to ciężko skarał! Toć wielmożny 646 Obra| pana zobaczył, hu! hu!... to mi tak było, jakbym się 647 Obra| Stary Jakub miał je za to do połowy zmrużone, jakby, 648 Obra| roztkliwionego liryzmu.~Widząc to Osmólec znów kilka kroków 649 Obra| zaufańca rzekł:~- I nie bydlę to, proszę wielmożnego? I to 650 Obra| to, proszę wielmożnego? I to tak bez caluśkie noce idzie! 651 Obra| pryncypałowi. Usługiwanie to i gotowanie najwięcej mu 652 Obra| dogodził, rzucał w niego to szklankę z wodą, to widelec, 653 Obra| niego to szklankę z wodą, to widelec, to talerz z zupą, 654 Obra| szklankę z wodą, to widelec, to talerz z zupą, tak w 655 Obra| codziennie poniewierany, mimo to pana swego się trzyma. Ci, 656 Obra| złotych zasług otrzymać, to buty chłopca do podzelówki 657 Obra| drewnianych trepach tylko chodził, to mu czapkę kupił, to nawet 658 Obra| chodził, to mu czapkę kupił, to nawet brudne koszule Julka 659 Obra| swoją płacze, przynosił mu to parę kawałków cukru, to 660 Obra| to parę kawałków cukru, to kilka rodzynków, rzucał 661 Obra| dnia szóstego września, to jest w dniu, w którym zabójstwo 662 Obra| jakeśmy go pochowali.~- Jak to? Umarł?~- A umarł.~- I z 663 Obra| wolna otrząsając szczyptę - to tak akuratnie żadnej nie 664 Obra| doktor mu proszki dawał, to jakby miała być jaka choroba, 665 Obra| przystąpił, że umarł.~- I cóż to było?~- Cóż ta miało być! 666 Obra| Bez te ostatnie czasy to już nawet i pod numerem 667 Obra| wytrzymać nie mogły, a co i raz, to dalej go, bijatyka. go 668 Obra| tak i tak - pedam - żeśmy to już na niego pobaczenie 669 Obra| boru. Tak wielmożny, że to miłosierne serce ma, zaraz 670 Obra| tak nie plażyło. Jedzenie to i do trzeciego dnia stało, 671 Obra| już jak wieczór przyszedł, to ino cości po kątach upatrował 672 Obra| dokoła pod ścianą.~Nie jest to rozdział stanowczy.~To z 673 Obra| jest to rozdział stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony 674 Obra| stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony co i raz 675 Obra| nich potrzebuje posługi to w warsztacie, to w domu, 676 Obra| posługi to w warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy 677 Obra| w warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy też woli, 678 Obra| roli. Każdy też woli, że mu to taniej przyjdzie, niż gdyby 679 Obra| Gmina zresztą ma fundusze na to, żeby za biedaków, co już 680 Obra| wybrać?...~Pod jesień słabnie to jak muchy. Wolałaby babę... 681 Obra| biedy, aby od biedy! A czy to mało tej hołoty w gminie? 682 Obra| Takiego dobrze docisnąć, to i za młodego obsianie od 683 Obra| obsianie od nagłego razu. A i to błogie, co tam gmina doda. 684 Obra| czytał papier jakiś.~Jest to młody jeszcze, przystojny 685 Obra| choroba i bieda łamie. Jest to powszechne prawo, któremu 686 Obra| grzbiet w pałąk zgięty. Jest to Kuntz Wunderli, stary tragarz, 687 Obra| szmer głośniejszy nieco.~- To kandydat?... Na miłosierdzie 688 Obra| miłosierdzie boskie, cóż to za kandydat? Któż to-weźmie 689 Obra| wzięcie tego próchna! A toć to skóra i kości! Nic więcej!~ 690 Obra| by jej członkowie czynili to darmo. Gmina gotowa jest, 691 Obra| zbrużdżonej twarzy.~Ten, to ów zaczyna mu się przyglądać. 692 Obra| pożyczył mu brzytwy. Leży to w interesie gminy, żeby 693 Obra| odbierze. Stary Kuntz umie to cenić. Wie on, jakie pobudki 694 Obra| szwów szyją, którą Kuntz to wyciąga, to chowa, nie wiedząc, 695 Obra| którą Kuntz to wyciąga, to chowa, nie wiedząc, jak 696 Obra| za niego nie zechce. On to wie, wie dobrze; zbyt wiele 697 Obra| gawędzą głośno. Nie leży to w interesie żadnego z nich, 698 Obra| Ho! ho! - mówi jeden - a to by i kość ugryzł.~- Chleba 699 Obra| miesza się widocznie. Nogi to właśnie najsłabsza jego 700 Obra| Nie... nie... pomylił się. To nie ta! To gorsza! Podnosi 701 Obra| pomylił się. To nie ta! To gorsza! Podnosi tedy drugą, 702 Obra| sykiem. Co u diaska! Czy to nie tamta? Czyżby ta właśnie 703 Obra| maszerować zaczyna.~Jest to widok tak pocieszny, że 704 Obra| tej chwili tak słaby, ale to tak słaby jak dziecko. Po 705 Obra| wie? Synowa zła i skąpa, to prawda. Ale umarłby wśród 706 Obra| na siedmdziesiąt cztery. To ożywia nieco interesowanych.~- 707 Obra| głową piekarz Lorche.~- Co to nietęgi! - prostuje ktoś 708 Obra| warsztacie posłuży.~- Ani bym na to chuchro nie spojrzał - mówi 709 Obra| był inny.~- A co? W domu i to się przyda - perswaduje 710 Obra| z nogi na nogę. Zauważył to pan radca i skłaniając się 711 Obra| jednak tak nie jest, musimy to uwzględnić i stawiać przystępniejsze 712 Obra| panowie, zęby kandydata? To człowiek silny jeszcze!~- 713 Obra| się oberżysta z Mainau. - To gorzej jeszcze, że zdrowe! 714 Obra| zdrowe! Jak się stary rozje, to go nie natkam, a do roboty 715 Obra| parobka orać!~- Wy co? Czy to ja Probst jestem?~Roześmieli 716 Obra| zaprzecza Lorche.~- Ale to tam nie Probsta robota, 717 Obra| Musiało mu być słodko.~- Jak to? - woła rzeźnik Wettinger. - 718 Obra| woła rzeźnik Wettinger. - To ja takiego będę żywił, odziewał, 719 Obra| zaledwie mógł zarobić, a i to z ciężkością. Bluzę płócienną 720 Obra| tu zimę w tym przebyć? Co to za ubranie?...~- Sto ośmdziesiąt 721 Obra| Jedna gęba więcej u miski to duża rzecz tam, gdzie i 722 Obra| nie cały, powróci.~Wszyscy to rozumieją doskonale; każdy 723 Obra| każdy by z nich zrobił to samo. Człowiek się tak jak 724 Obra| a zużyty cięży. Kto na to ma, może i dziada żywić, 725 Obra| ojca, ale kto nie ma na to, jużci, kraść nie pójdzie. 726 Obra| kraść nie pójdzie. Jest to rzecz jasna jak słońce.~ 727 Obra| jakby brał tabakę. Idzie to jakoś, dzięki Bogu, idzie. 728 Obra| piękne, gładkie czoło.~- To nie może wchodzić w zakres 729 Obra| kąta i kaszle głośno.~- Jak to nie może? - ujmuje się za 730 Obra| musi wiedzieć, co bierze. To jasne!~- Jopa twoja? - pyta 731 Obra| pięścią w balaski.~- Ależ to oszukaństwo! - wybucha gniewnie.~- 732 Obra| rzetelnie był zrobiony. To trudno!~- Tak! Tak! - potwierdza 733 Obra| rozpinać zaczyna.~Nie idzie to łatwo. Ręce mu się trzęsą, 734 Obra| głosem, szarpiąc na przemiany to jeden, to drugi rękaw nieszczęsnej 735 Obra| szarpiąc na przemiany to jeden, to drugi rękaw nieszczęsnej 736 Obra| wiązał, włożył w wiązanie to coś z artystycznych instynktów 737 Obra| podobnym do oskubanego ptaka; a to tym bardziej, że nie podparta 738 Obra| niepomiernie wielka i ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko 739 Obra| ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko zaklęsła 740 Obra| wybuch śmiechu przyjmuje to porównanie. Większość mniema, 741 Obra| Większość mniema, jest to przymówka do szczytu wznoszącego 742 Obra| jakiegokolwiek szczytu, ale jest to tym śmieszniejsze!... Dalibóg, 743 Obra| powagą pan radca.~- Jak to nie wolno? Woźny nie przybił 744 Obra| piękne czoło i ciągnie na dół to jednego, to drugiego wąsa.~- 745 Obra| ciągnie na dół to jednego, to drugiego wąsa.~- W takich 746 Obra| popiera go kum Spengler.~- Co to dwieście! To i dwieście 747 Obra| Spengler.~- Co to dwieście! To i dwieście dziesięć nie 748 Obra| dusza w nim truchleje. Co to będzie? Co to jeszcze z 749 Obra| truchleje. Co to będzie? Co to jeszcze z nim będzie? A 750 Obra| jeszcze z nim będzie? A to może nikt i wziąć nie zechce? 751 Obra| szybszym ruchem opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~- 752 Obra| ruchem opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~- No, panie 753 Obra| szeroko i wchodzi Probst. Jest to tęgi mężczyzna z grubym 754 Obra| mleko rozwozić musiał, a to piekielny kawał, z góry 755 Obra| jakby na pół pobitym. Patrzy to na jednego, to na drugiego 756 Obra| pobitym. Patrzy to na jednego, to na drugiego z obecnych niby 757 Obra| nie przybił. Ano, da się to widzieć, co będzie!~Ale 758 Obra| Wie on, że taka starota to jak pęknięty garnek: odrutuj, 759 Obra| Bądź co bądź najtańszy to robotnik, jakiego znaleźć 760 Obra| ile zje, a co gmina doda, to jakby znalazł.~Sarkają ludzie, 761 Obra| podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta, co kto święci, 762 Obra| Pawiak, vel Serbia, jest to posępny żółty dom, z wieloma 763 Obra| czymś nieoczekiwanym. to w istocie dość duże, prostokątne 764 Obra| więzienną izbą. Tym razem ona to dostała, jak tu mówią, wyrok; 765 Obra| nią razem. Przywiązanie to wszakże nie przeszkadzało 766 Obra| chlubiła się nimi tak, jakby to były najszlachetniejsze 767 Obra| drapanie paznokciami, którym to wybuchom dopiero nadchodzący 768 Obra| krzesłach, stołach itd. Leżało to tak dzień czy dwa, to jest 769 Obra| Leżało to tak dzień czy dwa, to jest dosyć długo, aby zwrócić 770 Obra| tu mnie stróż pyta: co to pani tak spaceruje po tych 771 Obra| tych schodach? A ja mówię: To te panie, co przyjechały, 772 Obra| ich nie wzięła". - Jak ja to usłyszę, proszę pani, jakby 773 Obra| jakby we mnie piorun trząsł! To ty, głupia, myślę sobie, 774 Obra| że trupem padnę...~Otóż to taka mieszanina naiwnej 775 Obra| trzeba znosić, co Bóg dał". To była filozofia, która jej 776 Obra| Zdaje się nawet, że był to jeden z powodów, który, 777 Obra| męskiego oddziału, i tutaj to prawdopodobnie, podczas 778 Obra| posyłał jej, mniejsza o to jaką drogą, nowe trzewiki. 779 Obra| drogą, nowe trzewiki. Były to jakby oświadczyny afektu. 780 Obra| zakochanego przychylną. Ale był to dopiero wstęp niejako, preludium 781 Obra| do ciemnej. Ciemna -jest to komórka sklepiona w piwnicach, 782 Obra| przy wyplataniu krzeseł, to już po półgodzinie febra 783 Obra| choćby nawet wiedział, że mu to udzielonym będzie. Przez 784 Obra| na tak zwane "plastry", to jest na trwożliwe i uległe 785 Obra| do serca przypadła. Była to dziewicza postać w białej 786 Obra| wstrząśnięty. Po takiej to mszy, wśród tego tragicznego 787 Obra| głosów ubywać, potem się tu, to tam odezwało stłumione łkanie, 788 Obra| urozmaicenie; a wszystko to dawało na resztę dnia przedmiot 789 Obra| co mówię z innymi.~Była to Szymczakowa, znana z procesu 790 Obra| skulona i łatając wory.~Była to ohydna baba. Tęga, barczysta, 791 Obra| ponure, czasem jakby martwe, to znów latające, niespokojne, 792 Obra| przestraszone jakieś. Była to jedyna z aresztantek, która 793 Obra| się też gorliwie bardzo o to, co się dzieje "na świecie", 794 Obra| zgubionej Mańce. Graniczyło to niemal z niewinnością, takie 795 Obra| zwane "pierzarki". Były to stare baby, zajęte specjalnie 796 Obra| Główną ich słabością było to, ogólnie chciały uchodzić 797 Obra| szkło. Tylko - ot, takie to już nieszczęście, że człowiek 798 Obra| roboty i wszyscy, przyznać to trzeba, bab tych nie cierpieli.~ 799 Obra| baby.~- A ot co? - baba na to. - Musieli mnie wziąć. A 800 Obra| jeden, jak ten palec... A to już dwadzieścia siedm lat 801 Obra| zatargi nieskończone. Już to w ogóle przy jedzeniu panuję 802 Obra| frajerek". Dostaje za to czterdzieści groszy tygodniowo 803 Obra| doświadczonych starszych kobiet, co to się i ze strażnikiem wykłócić 804 Obra| mężczyzn w kuchni.~Pranie to pozostawia bardzo wiele 805 Obra| zawsze na podłodze, którą to manipulację powtórzywszy 806 Obra| mydło.~Jak widzimy, jest to sposób najpierwotniejszy 807 Obra| jeść nie dostaje. Pomimo to wszystko, ochędóstwo w Serbii 808 Obra| więzienia na dłuższy wyrok, to jest na rok, na dwa lata. 809 Obra| sama. Na dziecko, choćby to niczego więcej nad pierś 810 Obra| numerem" nie wolno. Wyradza to czasem dziwne sytuacje. 811 Obra| poruszeniem było wziąć za rękę to dziecko i wyprowadzić je. 812 Obra| zrobić nie można. Nie ma na to przepisu.~- Gdzieżeś ty 813 Obra| najfatalniejsze. Do niej to jest przywiązany tak zwany " 814 Obra| poszukała roboty. Jeśli to lato. rzecz nie jest lak 815 Obra| swojej nic więziennego. Jest to wielka, na krańcu prawie 816 Obra| chwili - i na zawsze. Jest to ,,Oddział kobiecy więzienia 817 Obra| suknem, powietrza dużo, i to dobrego powietrza.~Kancelaria 818 Obra| ciężkimi kluczami. Jest to strażnik więzień pierwszego 819 Obra| pewnego rozczarowania. Jak to, więc już cię tu nie spotkam, 820 Obra| stłuczonych szklanek, którą to manipulację wykonywają aresztantki 821 Obra| kilkanaście tapczanów. to łóżka żelazne, wąskie, na 822 Obra| nałożona garścią słomy, na to zaś wszystko gruby wojłok, 823 Obra| bieliznę i garderobę. to po większej części dość 824 Obra| najlepszej wierze. Trzyma się to jednak kupy, jak to mówią, 825 Obra| się to jednak kupy, jak to mówią, a kilkanaście robotnic, 826 Obra| się sztywno jak kołki; i to, co robią, dość na nie.~ 827 Obra| kraju. Magazyn ten jest to spora o dwóch oknach sala, 828 Obra| paski siwe i czarne, który to drelich, jak również i cały 829 Obra| wspólną, posępną cechę. Jest to obowiązująca wszystkie zarówno 830 Obra| nieugięta jest od niego.~- A to karcer - rzekł uprzejmie 831 Obra| za naszym wejściem. Była to aresztantka odsiadująca 832 Obra| zadziwiłyśmy się głośno, była to bowiem ta sama Pudłoska, 833 Obra| pracownia robót dżetowych. Jest to obszerna izba o dwóch długich 834 Obra| dżetu, drut, nici. Z tej to pracowni wylatują te czarne, 835 Obra| do niej prosto. Przyjęła to całkiem obojętnie.~- Gdzie 836 Obra| pracuje?~- I... nie. Pracować, to ona nie pracuje, my już 837 Obra| trudem.~Wiedziałam już, co to za zarobki, więc bliżej 838 Obra| dzienniki nasze. Patrząc na to śliczne dziewczę, nigdy 839 Obra| cichym i słodkim głosem: "To macocha... wszystko macocha..."~- 840 Obra| kwas? Kiedy nie oślepł, to może i nie kwas był. Jak 841 Obra| arsenał.~Arsenał jest to gmach posępny, ciężki, którego 842 Obra| swojej ponurej grozy. Jest to prawdziwe więzienie, "warownia", 843 Obra| niecierpliwym lub wpółsennym ruchem. To więźniowie przędą. W błędzie 844 Obra| jest ten, kto sądzi, że to wygląda komicznie i przypomina ,, 845 Obra| podniósł na równe nogi. To odjęło mi ochotę do rozmowy, 846 Obra| niegdyś, kiedy więzienie to miało swój oddział kobiecy, 847 Obra| rozzwierzęcenia w kobietach. Tutaj to siedziała wówczas la sławna 848 Obra| przez zażywanie arszeniku. To była komediantka wytrawna, 849 Obra| wzruszyć i rozbroić może. Ona to pisała w swoim czasie ów 850 Obra| się z ich spełnienia. Ona to umiała utaić przy sobie 851 Obra| przez wszystkich. Pomimo to jej fantazja twórcza nie 852 Obra| jej żądzę złego. Nie przez to cierpiała w więzieniu, że 853 Obra| że jest karaną, ale przez to, że nie może znaleźć nic 854 Obra| nic godnego siebie. Był to subiekt niezmiernie dla 855 Obra| wiele na fantazji. Nie była to już warownia, brakło tu 856 Obra| nastrajały i pobudzały.~To tylko pocieszało, że 857 Obra| tak zwanej ,,Szkole". Jest to szkoła małoletnich przestępców, 858 Obra| przykładu innym więzieniom, to piękna karta z życia p. 859 Obra| i szczęśliwy rozwój.~On to, objąwszy przed trzydziestu 860 Obra| przestępcami. Jakiego zepsucia było to źródłem - łatwiej sobie 861 Obra| przyniosło owoce. Jedna to z najpiękniejszych zasług, 862 Obra| wrażenie robiła siwizna i to dzieciństwo zrównane wobec 863 Obra| za te węgle...~- Jakże to było?~- Ano, matka mi kazała 864 Obra| pod żółtymi rzęsami. Był to typ prawdziwego "andrusa". 865 Obra| andrusa". Co słowo powiedział, to się w piersi tłukł ściśniętą 866 Obra| proszę wielmożnego pana". Był to dezerter z Osad, złapany 867 Obra| i spluwając przez zęby, to na prawą, to na lewą stronę.~- 868 Obra| przez zęby, to na prawą, to na lewą stronę.~- Wy nic 869 Obra| co robić? - odparł mi na to. - Teraz wolna etaka godzina.~- 870 Obra| A skąd wy?~- Z daleka.~- To pewno i matka, i siostry 871 Obra| mówiono: "warowny" idzie. Były to kajdany ważące ośm do dziesięciu 872 Obra| rozlegających się brzęków. Wtedy to i kobiety nosiły żelazo. 873 Obra| prowadzący etap uwzględnił to skromne życzenie. Zakomenderowano 874 Wier| oświacie~I miał dla niego to uczucie rzewne,~Które obcemu 875 Wier| Widział, że tłum ten - to siła stracona~Dla wielkich 876 Wier| Karnej ustawy, a nie dbacie o to,~By uczyć dziecię, które 877 Wier| rzecz pańska, wielmożna,~Nie to, co chaty ich, nędzne i 878 Wier| góry~I myślał sobie: „Czemu to, mój Boże,~Choć Chrystus 879 Wier| płacze i chora?...~Czemu to ludzie w przednówek tak 880 Wier| w niebiosa, i wstrząsać to słońce,~Co bezpromienną 881 Wier| Pochwalony!”~Odrzekła na to jękiem jakimś głuchym...~ 882 Wier| przemieni...~Tyś głodny; weź to, posil się na drogę...”~ 883 Wier| pierś swą - nagą!~ ~Był to niedzielny poranek wiośniany.~ 884 Wier| ciężka, i wielka,~Jakby to wody nie była kropelka,~ 885 Wier| nędznej koszulinie,~Coraz to bledszy, coraz bardziej 886 Wier| chłopczyna~Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.~Wreszcie 887 Wier| myśliciela smętnego przeraża,~To siew bez plonu, rzucony 888 Wier| izbie głos dziecka słychać:~To westchnie, to zagada...~ 889 Wier| dziecka słychać:~To westchnie, to zagada...~Ojciec chleb czarny 890 Wier| Jako te kwiaty polne".~ ~"To i Pan Jezus bliżej być musi~ 891 Wier| jest w tym polu?"~"W polu to, synku, zboża a zboża,~Przetkane 892 Wier| lewo, spojrzysz na prawo,~To kłosy się garną.~Jakby 893 Wier| się po sobie!~ ~A jęczmień to ci taki wąsaty!~A gryka 894 Wier| łące?"~"Na łące, synku, to trawy rosną,~W srebrzystej 895 Wier| jest w tym lesie?"~"W lesie to, synku, szum się okrutny~ 896 Wier| starych onych czasach,~Co to już o nich wieść tylko lata~ 897 Wier| leśne wiśnie...~ ~A jakie to tam gniazda ptaszę,~Furkania 898 Wier| tchną tam zioła..."~ ~"A to i ja bym może, maleńko,~ 899 Wier| mi rozpowiadajcie,~Jakie to tam cuda?"~ ~"Oj, 900 Wier| Wszyściutko, co mówicie?~One to ptaki w lasach grające,~ 901 Wier| Jako te insze dzieci,~Co to się dla nich zieleni łąka~ 902 Dzie| boję!~Choćby niedźwiedź... to dostoję!~Wilki?... Ja ich 903 Dzie| pokraję!~Te hieny, te lamparty~To dla mnie czyste żarty!~ 904 Dzie| wilk,?... Straszna nowina!~To jest tylko większa psina!...~( 905 Dzie| kto szczeka!~Komu zechcę, to dam radę!~Zaraz za ocean 906 Dzie| Przy tym rogi...~- Gdzie to było?~- Tam na sianie.~- 907 Dzie| chrabąszcze,~A krajały sowy.~ ~Za to im musiałem płacić~Po dwanaście 908 Dzie| Com z pająków nadrwiła,~To bys ledwo wierzyła!~ ~- 909 Dzie| pająk nowina?~ ~Prawi jedna, to druga,~A tu z kąta coś mruga...~ 910 Dzie| czai się z kąta.~ ~Pająk ci to, niecnota,~Nić - tak długą - 911 1 | pomnę - i jej oczy.~Oczy to były, jak gwiazdy, zgaszone~ 912 1 | taki i płacze?..;~Jeszczem to mówił, gdy nagle nade mną~ 913 1 | Wszak każdy matkę miał... to matka!...~Wyciągnął ramię...~ ~- 914 1 | pogrzebiono!~Czy ty wiesz, jak to płaczą niemowlęta?~ ~Czy 915 1 | posłanie.~A niosąc brzemię to, wołałem: - Panie!...~ ~ 916 1 | żyjesz, a widomy~Twój znak to wilcze plemię i miecz Romy!~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~ 917 1 | Ledwie objąłem wzrokiem to widzenie,~Gdy zabrzmiał 918 1 | język, zdrętwiały i siny.~I to widziałem, że go od powroza~ 919 1 | A ona: - Nie jest mi to dozwolonym,~Ale ci wszyscy 920 1 | w mojej nędznej głowie!~To byli... Chryste! się 921 1 | się hańbą spalę...~Nie! To nie ludzie byli! To - szakale!~ ~ 922 1 | Nie! To nie ludzie byli! To - szakale!~ ~Lecz jam ich 923 1 | dycham w tym brudzie...~Nie! To nie były szakale... To - 924 1 | To nie były szakale... To - ludzie!~ ~Cisi i szybcy, 925 1 | śmierci,~Gdym spojrzał na to rozciągnięte psisko,~Z łbem 926 1 | gniazdo Bóg ciska~I patrzy na to, i gromem nie błyska.~ ~ 927 1 | siebie.~ ~Albowiem cięższe to jest, co zaznałem,~Od grobowego 928 1 | uchyleń zasłony,~A świat się o to niech modli przed Panem,~ 929 1 | naleziony,~Który by całe piekło to obaczył~I wrócił z drogi 930 1 | skonać nie miał siły.~A to, co oczy moje tam widziały,~ 931 1 | będzie nikomu wiadomem.~To tylko powiem, że Chrystus 932 1 | kiedy teraz samotny usiadam,~To wiem, że przyjdą do mnie 933 1 | wzdychaniem.~Lecz cięższą nad to jest boleść i trwoga,~Co


1-500 | 501-933

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License