1-500 | 501-933
Part
501 Now | przewidzianych celach. Nie są to głodni poganiacze wiejscy,
502 Now | pomyśleniach i uczuciach, to. że zdawały się zupełnie
503 Now | zrobiono w toku sprawy czy to dla oskarżenia, czy dla
504 Now | zasadę odnośnego prawa.~To świetne résume -- a był
505 Now | świetne résume -- a był to jeden z najniebezpieczniejszych
506 Now | czego woźny nie widział, to oczu pana obrońcy. A jednak
507 Now | w tej chwili. Dotąd była to rozterka, wątpliwość i niepogodzona
508 Now | dźwięcznie i donośnie.~Nie jest to jeszcze wyrok, ale błysk
509 Now | wielkie paragrafy karne to jakby iść z armatą na muchy.
510 Now | zamknięte, a zostały otwarte, to był to gwałt, było włamanie.~
511 Now | zostały otwarte, to był to gwałt, było włamanie.~Jeżeli
512 Now | skradziono masło i sery, to była to kradzież z włamaniem.~
513 Now | skradziono masło i sery, to była to kradzież z włamaniem.~Po
514 Now | większości przeszedł. Był to sąsiad i przyjaciel, a jak
515 Obra| obijasz? Jak mam~otworzyć, to i bez twego walenia otworzę!~-
516 Obra| Zaopatrywano się na zimę i to spowodowało pewne zamieszanie
517 Obra| więziennym.~Zamieszanie to żywo zajmowało aresztantów
518 Obra| Właściwie mówiąc nie była to przechadzka, ale raczej
519 Obra| a więźniów stu przeszło. To. co się nazywało ogródkiem.
520 Obra| biegiem czasu rozwija się to aż do idiotyzmu w jednym
521 Obra| czerwonawym ogniem, zjawisko to bywa straszne i zwykle się
522 Obra| pięć lat może. Musiała to być jednak organizacja wyjątkowo
523 Obra| nogi na nogę w miejscu, jak to czynią zamknięte w klatkach
524 Obra| i huknął:~- A gdzież ci to pojadę?... Na łeb?... Nie
525 Obra| sobie. Cygana nie było.~- A to musi nie co, ino ten ladaco
526 Obra| wciąż prosto przed siebie. To go zgubiło.~Okrzyki goniących
527 Obra| wielmożnego" w rękę.~- A co to powiecie? - zapytał udobruchany
528 Obra| oznaką pokory dygnitarz.~- A to dopraszamy się łaski wielmożnego
529 Obra| ciężej.~- O, co ciężko, to ciężko! - przerwał piskliwym
530 Obra| wahające pan nadzorca - dobrze to jest, ale cóż wy z nim myślicie
531 Obra| wielmożny panie, gałgana, to nie ma jak bicie. A co on,
532 Obra| co on, wielmożny panie? To on pierwszy się tu popadł
533 Obra| więzienia nie szanował, to co na takiego jak nie baty?...
534 Obra| karę na swych towarzyszy. To go uspokoiło od razu. Owszem,
535 Obra| bliskim omdlenia.~- Dobrze to jest - powtórzył pan nadzorca -
536 Obra| mu sam naznaczył.~Mówił to. aby coś powiedzieć. Przekonany
537 Obra| do mnie tu do kancelarii, to mu sumienie roztrząsnę.~
538 Obra| budujących maksym. Stanowiło to jego specjalność i przedmiot
539 Obra| prawdziwego dyletantyzmu- A czynił to wszystko z natchnienia,
540 Obra| prawdziwie użytecznego, a to uznanie zasług pobudzało
541 Obra| się, że go w piersiach, to w plecach kłuje, i wychudł
542 Obra| burzyli się po kątach.~- Jużci to nie po katolicku tak człeka
543 Obra| wątpia het precz oberwali. To jakże miał żyć? Musiał umierać.~
544 Obra| wielmożny" - ale przecież to wszystko podług księgi idzie.
545 Obra| przerzucać go zaczął.~- A to co? - zawołał nagle i podniósł
546 Obra| towarzystwie strażnika.~- A to, proszę wielmożnego pana,
547 Obra| dopiero półtora.~- Tak ci to niby jest, wielmożny panie,
548 Obra| pasji pan nadzorca. - A to człowiek nawet spokojnie
549 Obra| odetchnąć nie może. -~Było to właśnie po obiedzie.~- Ale
550 Obra| tydzień. O biedny Cyganie! To była twoja pomsta!~ ~
551 Obra| JESZCZE JEDEN NUMER"~ ~- A to? - zapytałam, kiedyśmy doszli
552 Obra| drzwi na klucz zamknięte.~- To - odrzekł zakołysawszy się
553 Obra| zakołysawszy się lekko nadzorca - to jest jeszcze jeden numer.~
554 Obra| w powietrzu chwycisz - to twoje, ale daremnie byś
555 Obra| nie potrafisz.~Mury tu za to mówią, zwierzają się ściany,
556 Obra| ciekawych rzeczy.~Nie znaczy to bynajmniej, aby z ludźmi
557 Obra| bacznie na dwie rzeczy. Na to, czego ci nie mówią, i na
558 Obra| czego ci nie mówią, i na to, o czym za dużo mówią. Gadatliwość
559 Obra| słuchowych wystrzegać się należy.~To, co tu jest do zobaczenia,
560 Obra| tylko subtelne ucho dosłyszy to, co dosłyszeć trzeba.~Najważniejszą
561 Obra| biurach iść i czego szukać, to przede wszystkim patrzysz
562 Obra| twego spojrzenia.~- Ach, to? - mówi uśmiechając się
563 Obra| uśmiechając się skromnie. - To biblioteczka nasza... Początek,
564 Obra| biblioteczki... Zniszczone to, bo ciągle w ruchu - dodaje
565 Obra| tylko książek dać do ręki, to "oho!"~Dowiadujesz się także,
566 Obra| co do moralności więźniów to się tu nic zrobić nie da,
567 Obra| tu nic zrobić nie da, bo to zatwardziałe dusze, z którymi
568 Obra| nawet rzodkiewki. A gdy to "wielmożny" mówi, oczy jego
569 Obra| swoje oględziny. Pytanie to postawione jest z mistrzowską
570 Obra| niemal.~Nie przychodzi mu to z trudnością. Jego ogolona
571 Obra| bucha na ciebie z cebra. To obiad. Stajesz wreszcie
572 Obra| palcem na nosie, zapytuje to o tę, to o ową, Wywołane
573 Obra| nosie, zapytuje to o tę, to o ową, Wywołane po imieniu
574 Obra| rękę. Natychmiast czynią to samo wszystkie inne, pchają
575 Obra| przy tym psychologiem.~- To nic ciekawego - szepce krzywiąc
576 Obra| przeczuwa, niestety, że możesz to zrobić! - to on nie będzie
577 Obra| że możesz to zrobić! - to on nie będzie już cię trudził
578 Obra| zaczynające się słowami: "Jako to słońce, co świeci na niebie..."
579 Obra| karku nie skręcisz, znaczy to, że nie wszystkie, choćby
580 Obra| Długo wszakże trzyma się to w mierze.~Za drugiej, za
581 Obra| jest najpocieszniejsze, to usilne przeprosiny jego,
582 Obra| otwierać ci numery.~Skoroś to zdobył, wygrałeś.~Najpilniejszą
583 Obra| indywidualność ludzką. A to jest twoim najwyższym zadaniem.
584 Obra| istnienie, uśmiecha się widząc to i jest wzruszoną. Jeśli
585 Obra| i zaniedbane, niech cię to nie zraża. Za drugą bytnością
586 Obra| Poruszasz się, mówisz i czynisz to wszystko z zupełnym spokojem.
587 Obra| na polu i w chacie. Jeśli to jest niedziela, mówisz -
588 Obra| piersiach twoich aresztantki, a to w takiej rozciągłości i
589 Obra| nic zdołało nigdy.~Gdy się to stanie, możesz iść na flaki,
590 Obra| zmrużywszy lewe oko, jak to miał w zwyczaju, zapytał
591 Obra| widziałam-odrzekłam spokojnie.-A cóż to za Dzika ?'~- A licho ją
592 Obra| tu na nią wołają.~- Cóż to aresztantka?~- Iii - odrzekł
593 Obra| niby dokumentna aresztantka to ona nie jest. Ale że ją
594 Obra| Poruszył się i szedł dalej, to drepcąc parę kroków, to
595 Obra| to drepcąc parę kroków, to przystając i biorąc tabakę.~
596 Obra| odwrócił się znowu.~- Bo to, proszę łaski pani - mówił
597 Obra| ta wojna, niby turecka, to insze panowie oficery nawieźli
598 Obra| mu się też uprzykrzyła, to on co robiący, do wójta
599 Obra| gadała, ale po jakiemu, to nikt nie mógł wiedzieć.
600 Obra| nikt nie mógł wiedzieć. Bez to myją i Dziką przezwali,
601 Obra| myją i Dziką przezwali, że to i takiej czarniawej urody
602 Obra| czarniawej urody była przy tym... To znów jak na nią przypadło,
603 Obra| znów jak na nią przypadło, to się cięgiem śmiała. Cha,
604 Obra| włosy, proszę łaski pani, to ma takie, że choć z nich
605 Obra| kręć na cztery konie... To jak ona tak śmieje się i
606 Obra| tak śmieje się i płacze, to jedna i druga do mej z pięścią...
607 Obra| ją drugi raz. Ano dobrze! To taki nieraz, proszę łaski
608 Obra| rodzice albo kto... Bo to młode, z osiemnaście lat
609 Obra| się ot tak, po dobroci, to się namarszczy. aż jej się
610 Obra| tragiczne znaczenie. Trwało to może kwadrans, a może i
611 Obra| może i dłużej, w którym to czasie na próżno usiłowałam
612 Obra| oderwać nie można.~- Co to nie można! - krzyknął pan
613 Obra| się, ale znać było, że mu to przychodzi z trudnością.
614 Obra| niego ssało. A nie było to owo powolne, charakterystyczne
615 Obra| jakby mu był wdzięczny za to, że go przed sobą widzi.
616 Obra| go przed sobą widzi. Była to szczególna postać, która
617 Obra| tonie mowy poznałam, że to recydywista, stary, szczwany
618 Obra| aresztantów udziałem bywa.~- Jak to nic? Co tam za rewolucję
619 Obra| mrużąc lewe oko. - A skąd to pan strażnik wie, że się
620 Obra| Nikt wszakże nie zważał na to, a Osmólec tak mówił dalej:~-
621 Obra| że kiedy tutaj siedzę, to jestem kazienny hareśtant
622 Obra| Wie pan strażnik?~Mówił to zwrócony twarzą do strażnika,
623 Obra| doświadczeni więźniowie, i to z powodzeniem. Jakub, stary
624 Obra| wlepił, przekazując mu niby to wszystko, co od Osmólca
625 Obra| Najkomiczniejszym było to, że każdy z aktorów tego
626 Obra| wszystkich innych i że pomimo to sztuka ta odgrywała się
627 Obra| tu, Chwalić Boga siedzi, to wie, co do czego jest przynależące.
628 Obra| przynależące. Co złodziejstwo to złodziejstwo, a co zbójnictwo
629 Obra| złodziejstwo, a co zbójnictwo to zbójnictwo! W jednym msza
630 Obra| Kiedym ukradł, tom ukradł, to swoja rzecz, to mi nie pierwsze!
631 Obra| ukradł, to swoja rzecz, to mi nie pierwsze! A z takim
632 Obra| choroba utłukła! Onegdaj a to świecę szewcom od łojenia
633 Obra| tabakierce trzymał. Była to sytuacja nieocenionego komizmu
634 Obra| obtarłszy usta wierzchem ręki - to tak jęczał bez caluśką noc,
635 Obra| ataki duszegub i dysperak to i sam nie śpi. i drugiemu
636 Obra| swój siedzi, a do inszych to mu ta nic! Żeby ja miał
637 Obra| ale nikt nie zważał na to.~Osmólec zaś tak rzecz swoją
638 Obra| strażnik kiedy taki mądry, to niech. Onufra na osóbek
639 Obra| na osóbek wytransportuje, to pod numerem nijakiej rewolucji
640 Obra| przysiadł. Przechodziło to widać miarę zwykłej bezczelności,
641 Obra| Nie bądź taki rezolutny! To ty nie wiesz, że za bijatyki
642 Obra| Jeśli ci się krzywda dzieje, to masz kancelarię! Masz mnie!
643 Obra| wielmożnego" za kolana.~- A cóż to wielmożny pan - mówił wzruszonym
644 Obra| pana fatygował? A czy mi to wielmożnego pana zdrowie
645 Obra| A toby mnie Pan Bóg za to ciężko skarał! Toć wielmożny
646 Obra| pana zobaczył, hu! hu!... to mi tak było, jakbym się
647 Obra| Stary Jakub miał je za to do połowy zmrużone, jakby,
648 Obra| roztkliwionego liryzmu.~Widząc to Osmólec znów kilka kroków
649 Obra| zaufańca rzekł:~- I nie bydlę to, proszę wielmożnego? I to
650 Obra| to, proszę wielmożnego? I to tak bez caluśkie noce idzie!
651 Obra| pryncypałowi. Usługiwanie to i gotowanie najwięcej mu
652 Obra| dogodził, rzucał w niego to szklankę z wodą, to widelec,
653 Obra| niego to szklankę z wodą, to widelec, to talerz z zupą,
654 Obra| szklankę z wodą, to widelec, to talerz z zupą, tak iż w
655 Obra| codziennie poniewierany, mimo to pana swego się trzyma. Ci,
656 Obra| złotych zasług otrzymać, to buty chłopca do podzelówki
657 Obra| drewnianych trepach tylko chodził, to mu czapkę kupił, to nawet
658 Obra| chodził, to mu czapkę kupił, to nawet brudne koszule Julka
659 Obra| swoją płacze, przynosił mu to parę kawałków cukru, to
660 Obra| to parę kawałków cukru, to kilka rodzynków, rzucał
661 Obra| dnia szóstego września, to jest w dniu, w którym zabójstwo
662 Obra| jakeśmy go pochowali.~- Jak to? Umarł?~- A umarł.~- I z
663 Obra| wolna otrząsając szczyptę - to tak akuratnie żadnej nie
664 Obra| doktor mu proszki dawał, to jakby miała być jaka choroba,
665 Obra| przystąpił, że umarł.~- I cóż to było?~- Cóż ta miało być!
666 Obra| Bez te ostatnie czasy to już nawet i pod numerem
667 Obra| wytrzymać nie mogły, a co i raz, to dalej go, bijatyka. Aż go
668 Obra| tak i tak - pedam - żeśmy to już na niego pobaczenie
669 Obra| boru. Tak wielmożny, że to miłosierne serce ma, zaraz
670 Obra| tak nie plażyło. Jedzenie to i do trzeciego dnia stało,
671 Obra| już jak wieczór przyszedł, to ino cości po kątach upatrował
672 Obra| dokoła pod ścianą.~Nie jest to rozdział stanowczy.~To z
673 Obra| jest to rozdział stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony
674 Obra| stanowczy.~To z jednej, to z drugiej strony co i raz
675 Obra| nich potrzebuje posługi to w warsztacie, to w domu,
676 Obra| posługi to w warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy
677 Obra| w warsztacie, to w domu, to w roli. Każdy też woli,
678 Obra| roli. Każdy też woli, że mu to taniej przyjdzie, niż gdyby
679 Obra| Gmina zresztą ma fundusze na to, żeby za biedaków, co już
680 Obra| wybrać?...~Pod jesień słabnie to jak muchy. Wolałaby babę...
681 Obra| biedy, aby od biedy! A czy to mało tej hołoty w gminie?
682 Obra| Takiego dobrze docisnąć, to i za młodego obsianie od
683 Obra| obsianie od nagłego razu. A i to błogie, co tam gmina doda.
684 Obra| czytał papier jakiś.~Jest to młody jeszcze, przystojny
685 Obra| choroba i bieda łamie. Jest to powszechne prawo, któremu
686 Obra| grzbiet w pałąk zgięty. Jest to Kuntz Wunderli, stary tragarz,
687 Obra| szmer głośniejszy nieco.~- To kandydat?... Na miłosierdzie
688 Obra| miłosierdzie boskie, cóż to za kandydat? Któż to-weźmie
689 Obra| wzięcie tego próchna! A toć to skóra i kości! Nic więcej!~
690 Obra| by jej członkowie czynili to darmo. Gmina gotowa jest,
691 Obra| zbrużdżonej twarzy.~Ten, to ów zaczyna mu się przyglądać.
692 Obra| pożyczył mu brzytwy. Leży to w interesie gminy, żeby
693 Obra| odbierze. Stary Kuntz umie to cenić. Wie on, jakie pobudki
694 Obra| szwów szyją, którą Kuntz to wyciąga, to chowa, nie wiedząc,
695 Obra| którą Kuntz to wyciąga, to chowa, nie wiedząc, jak
696 Obra| za niego nie zechce. On to wie, wie dobrze; zbyt wiele
697 Obra| gawędzą głośno. Nie leży to w interesie żadnego z nich,
698 Obra| Ho! ho! - mówi jeden - a to by i kość ugryzł.~- Chleba
699 Obra| miesza się widocznie. Nogi to właśnie najsłabsza jego
700 Obra| Nie... nie... pomylił się. To nie ta! To gorsza! Podnosi
701 Obra| pomylił się. To nie ta! To gorsza! Podnosi tedy drugą,
702 Obra| sykiem. Co u diaska! Czy to nie tamta? Czyżby ta właśnie
703 Obra| maszerować zaczyna.~Jest to widok tak pocieszny, że
704 Obra| tej chwili tak słaby, ale to tak słaby jak dziecko. Po
705 Obra| wie? Synowa zła i skąpa, to prawda. Ale umarłby wśród
706 Obra| na siedmdziesiąt cztery. To ożywia nieco interesowanych.~-
707 Obra| głową piekarz Lorche.~- Co to nietęgi! - prostuje ktoś
708 Obra| warsztacie posłuży.~- Ani bym na to chuchro nie spojrzał - mówi
709 Obra| był inny.~- A co? W domu i to się przyda - perswaduje
710 Obra| z nogi na nogę. Zauważył to pan radca i skłaniając się
711 Obra| jednak tak nie jest, musimy to uwzględnić i stawiać przystępniejsze
712 Obra| panowie, zęby kandydata? To człowiek silny jeszcze!~-
713 Obra| się oberżysta z Mainau. - To gorzej jeszcze, że zdrowe!
714 Obra| zdrowe! Jak się stary rozje, to go nie natkam, a do roboty
715 Obra| parobka orać!~- Wy co? Czy to ja Probst jestem?~Roześmieli
716 Obra| zaprzecza Lorche.~- Ale to tam nie Probsta robota,
717 Obra| Musiało mu być słodko.~- Jak to? - woła rzeźnik Wettinger. -
718 Obra| woła rzeźnik Wettinger. - To ja takiego będę żywił, odziewał,
719 Obra| zaledwie mógł zarobić, a i to z ciężkością. Bluzę płócienną
720 Obra| tu zimę w tym przebyć? Co to za ubranie?...~- Sto ośmdziesiąt
721 Obra| Jedna gęba więcej u miski to duża rzecz tam, gdzie i
722 Obra| nie cały, powróci.~Wszyscy to rozumieją doskonale; każdy
723 Obra| każdy by z nich zrobił to samo. Człowiek się tak jak
724 Obra| a zużyty cięży. Kto na to ma, może i dziada żywić,
725 Obra| ojca, ale kto nie ma na to, jużci, kraść nie pójdzie.
726 Obra| kraść nie pójdzie. Jest to rzecz jasna jak słońce.~
727 Obra| jakby brał tabakę. Idzie to jakoś, dzięki Bogu, idzie.
728 Obra| piękne, gładkie czoło.~- To nie może wchodzić w zakres
729 Obra| kąta i kaszle głośno.~- Jak to nie może? - ujmuje się za
730 Obra| musi wiedzieć, co bierze. To jasne!~- Jopa twoja? - pyta
731 Obra| pięścią w balaski.~- Ależ to oszukaństwo! - wybucha gniewnie.~-
732 Obra| rzetelnie był zrobiony. To trudno!~- Tak! Tak! - potwierdza
733 Obra| rozpinać ją zaczyna.~Nie idzie to łatwo. Ręce mu się trzęsą,
734 Obra| głosem, szarpiąc na przemiany to jeden, to drugi rękaw nieszczęsnej
735 Obra| szarpiąc na przemiany to jeden, to drugi rękaw nieszczęsnej
736 Obra| wiązał, włożył w wiązanie to coś z artystycznych instynktów
737 Obra| podobnym do oskubanego ptaka; a to tym bardziej, że nie podparta
738 Obra| niepomiernie wielka i ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko
739 Obra| ciężka. Opada to na jedną, to na drugą głęboko zaklęsła
740 Obra| wybuch śmiechu przyjmuje to porównanie. Większość mniema,
741 Obra| Większość mniema, iż jest to przymówka do szczytu wznoszącego
742 Obra| jakiegokolwiek szczytu, ale jest to tym śmieszniejsze!... Dalibóg,
743 Obra| powagą pan radca.~- Jak to nie wolno? Woźny nie przybił
744 Obra| piękne czoło i ciągnie na dół to jednego, to drugiego wąsa.~-
745 Obra| ciągnie na dół to jednego, to drugiego wąsa.~- W takich
746 Obra| popiera go kum Spengler.~- Co to dwieście! To i dwieście
747 Obra| Spengler.~- Co to dwieście! To i dwieście dziesięć nie
748 Obra| dusza w nim truchleje. Co to będzie? Co to jeszcze z
749 Obra| truchleje. Co to będzie? Co to jeszcze z nim będzie? A
750 Obra| jeszcze z nim będzie? A to może nikt i wziąć nie zechce?
751 Obra| szybszym ruchem opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~-
752 Obra| ruchem opada mu to na jedno, to na drugie ramię.~- No, panie
753 Obra| szeroko i wchodzi Probst. Jest to tęgi mężczyzna z grubym
754 Obra| mleko rozwozić musiał, a to piekielny kawał, z góry
755 Obra| jakby na pół pobitym. Patrzy to na jednego, to na drugiego
756 Obra| pobitym. Patrzy to na jednego, to na drugiego z obecnych niby
757 Obra| nie przybił. Ano, da się to widzieć, co będzie!~Ale
758 Obra| Wie on, że taka starota to jak pęknięty garnek: odrutuj,
759 Obra| Bądź co bądź najtańszy to robotnik, jakiego znaleźć
760 Obra| ile zje, a co gmina doda, to jakby znalazł.~Sarkają ludzie,
761 Obra| podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta, co kto święci,
762 Obra| Pawiak, vel Serbia, jest to posępny żółty dom, z wieloma
763 Obra| czymś nieoczekiwanym. Są to w istocie dość duże, prostokątne
764 Obra| więzienną izbą. Tym razem ona to dostała, jak tu mówią, wyrok;
765 Obra| nią razem. Przywiązanie to wszakże nie przeszkadzało
766 Obra| chlubiła się nimi tak, jakby to były najszlachetniejsze
767 Obra| drapanie paznokciami, którym to wybuchom dopiero nadchodzący
768 Obra| krzesłach, stołach itd. Leżało to tak dzień czy dwa, to jest
769 Obra| Leżało to tak dzień czy dwa, to jest dosyć długo, aby zwrócić
770 Obra| aż tu mnie stróż pyta: co to pani tak spaceruje po tych
771 Obra| tych schodach? A ja mówię: To te panie, co przyjechały,
772 Obra| ich nie wzięła". - Jak ja to usłyszę, proszę pani, jakby
773 Obra| jakby we mnie piorun trząsł! To ty, głupia, myślę sobie,
774 Obra| że trupem padnę...~Otóż to taka mieszanina naiwnej
775 Obra| trzeba znosić, co Bóg dał". To była filozofia, która jej
776 Obra| Zdaje się nawet, że był to jeden z powodów, który,
777 Obra| męskiego oddziału, i tutaj to prawdopodobnie, podczas
778 Obra| posyłał jej, mniejsza o to jaką drogą, nowe trzewiki.
779 Obra| drogą, nowe trzewiki. Były to jakby oświadczyny afektu.
780 Obra| zakochanego przychylną. Ale był to dopiero wstęp niejako, preludium
781 Obra| do ciemnej. Ciemna -jest to komórka sklepiona w piwnicach,
782 Obra| przy wyplataniu krzeseł, to już po półgodzinie febra
783 Obra| choćby nawet wiedział, że mu to udzielonym będzie. Przez
784 Obra| na tak zwane "plastry", to jest na trwożliwe i uległe
785 Obra| do serca przypadła. Była to dziewicza postać w białej
786 Obra| wstrząśnięty. Po takiej to mszy, wśród tego tragicznego
787 Obra| głosów ubywać, potem się tu, to tam odezwało stłumione łkanie,
788 Obra| urozmaicenie; a wszystko to dawało na resztę dnia przedmiot
789 Obra| co mówię z innymi.~Była to Szymczakowa, znana z procesu
790 Obra| skulona i łatając wory.~Była to ohydna baba. Tęga, barczysta,
791 Obra| ponure, czasem jakby martwe, to znów latające, niespokojne,
792 Obra| przestraszone jakieś. Była to jedyna z aresztantek, która
793 Obra| się też gorliwie bardzo o to, co się dzieje "na świecie",
794 Obra| zgubionej Mańce. Graniczyło to niemal z niewinnością, takie
795 Obra| zwane "pierzarki". Były to stare baby, zajęte specjalnie
796 Obra| Główną ich słabością było to, iż ogólnie chciały uchodzić
797 Obra| szkło. Tylko - ot, takie to już nieszczęście, że człowiek
798 Obra| roboty i wszyscy, przyznać to trzeba, bab tych nie cierpieli.~
799 Obra| baby.~- A ot co? - baba na to. - Musieli mnie wziąć. A
800 Obra| jeden, jak ten palec... A to już dwadzieścia siedm lat
801 Obra| zatargi nieskończone. Już to w ogóle przy jedzeniu panuję
802 Obra| frajerek". Dostaje za to czterdzieści groszy tygodniowo
803 Obra| doświadczonych starszych kobiet, co to się i ze strażnikiem wykłócić
804 Obra| mężczyzn w kuchni.~Pranie to pozostawia bardzo wiele
805 Obra| zawsze na podłodze, którą to manipulację powtórzywszy
806 Obra| mydło.~Jak widzimy, jest to sposób najpierwotniejszy
807 Obra| jeść nie dostaje. Pomimo to wszystko, ochędóstwo w Serbii
808 Obra| więzienia na dłuższy wyrok, to jest na rok, na dwa lata.
809 Obra| sama. Na dziecko, choćby to niczego więcej nad pierś
810 Obra| numerem" nie wolno. Wyradza to czasem dziwne sytuacje.
811 Obra| poruszeniem było wziąć za rękę to dziecko i wyprowadzić je.
812 Obra| zrobić nie można. Nie ma na to przepisu.~- Gdzieżeś ty
813 Obra| najfatalniejsze. Do niej to jest przywiązany tak zwany "
814 Obra| poszukała roboty. Jeśli to lato. rzecz nie jest lak
815 Obra| swojej nic więziennego. Jest to wielka, na krańcu prawie
816 Obra| chwili - i na zawsze. Jest to ,,Oddział kobiecy więzienia
817 Obra| suknem, powietrza dużo, i to dobrego powietrza.~Kancelaria
818 Obra| ciężkimi kluczami. Jest to strażnik więzień pierwszego
819 Obra| pewnego rozczarowania. Jak to, więc już cię tu nie spotkam,
820 Obra| stłuczonych szklanek, którą to manipulację wykonywają aresztantki
821 Obra| kilkanaście tapczanów. Są to łóżka żelazne, wąskie, na
822 Obra| nałożona garścią słomy, na to zaś wszystko gruby wojłok,
823 Obra| bieliznę i garderobę. Są to po większej części dość
824 Obra| najlepszej wierze. Trzyma się to jednak kupy, jak to mówią,
825 Obra| się to jednak kupy, jak to mówią, a kilkanaście robotnic,
826 Obra| się sztywno jak kołki; i to, co robią, dość na nie.~
827 Obra| kraju. Magazyn ten jest to spora o dwóch oknach sala,
828 Obra| paski siwe i czarne, który to drelich, jak również i cały
829 Obra| wspólną, posępną cechę. Jest to obowiązująca wszystkie zarówno
830 Obra| nieugięta jest od niego.~- A to karcer - rzekł uprzejmie
831 Obra| za naszym wejściem. Była to aresztantka odsiadująca
832 Obra| zadziwiłyśmy się głośno, była to bowiem ta sama Pudłoska,
833 Obra| pracownia robót dżetowych. Jest to obszerna izba o dwóch długich
834 Obra| dżetu, drut, nici. Z tej to pracowni wylatują te czarne,
835 Obra| do niej prosto. Przyjęła to całkiem obojętnie.~- Gdzie
836 Obra| pracuje?~- I... nie. Pracować, to ona nie pracuje, my już
837 Obra| trudem.~Wiedziałam już, co to za zarobki, więc bliżej
838 Obra| dzienniki nasze. Patrząc na to śliczne dziewczę, nigdy
839 Obra| cichym i słodkim głosem: "To macocha... wszystko macocha..."~-
840 Obra| kwas? Kiedy nie oślepł, to może i nie kwas był. Jak
841 Obra| arsenał.~Arsenał jest to gmach posępny, ciężki, którego
842 Obra| swojej ponurej grozy. Jest to prawdziwe więzienie, "warownia",
843 Obra| niecierpliwym lub wpółsennym ruchem. To więźniowie przędą. W błędzie
844 Obra| jest ten, kto sądzi, że to wygląda komicznie i przypomina ,,
845 Obra| podniósł na równe nogi. To odjęło mi ochotę do rozmowy,
846 Obra| niegdyś, kiedy więzienie to miało swój oddział kobiecy,
847 Obra| rozzwierzęcenia w kobietach. Tutaj to siedziała wówczas la sławna
848 Obra| przez zażywanie arszeniku. To była komediantka wytrawna,
849 Obra| wzruszyć i rozbroić może. Ona to pisała w swoim czasie ów
850 Obra| się z ich spełnienia. Ona to umiała utaić przy sobie
851 Obra| przez wszystkich. Pomimo to jej fantazja twórcza nie
852 Obra| jej żądzę złego. Nie przez to cierpiała w więzieniu, że
853 Obra| że jest karaną, ale przez to, że nie może znaleźć nic
854 Obra| nic godnego siebie. Był to subiekt niezmiernie dla
855 Obra| wiele na fantazji. Nie była to już warownia, brakło tu
856 Obra| nastrajały ją i pobudzały.~To ją tylko pocieszało, że
857 Obra| tak zwanej ,,Szkole". Jest to szkoła małoletnich przestępców,
858 Obra| przykładu innym więzieniom, to piękna karta z życia p.
859 Obra| i szczęśliwy rozwój.~On to, objąwszy przed trzydziestu
860 Obra| przestępcami. Jakiego zepsucia było to źródłem - łatwiej sobie
861 Obra| przyniosło owoce. Jedna to z najpiękniejszych zasług,
862 Obra| wrażenie robiła siwizna i to dzieciństwo zrównane wobec
863 Obra| za te węgle...~- Jakże to było?~- Ano, matka mi kazała
864 Obra| pod żółtymi rzęsami. Był to typ prawdziwego "andrusa".
865 Obra| andrusa". Co słowo powiedział, to się w piersi tłukł ściśniętą
866 Obra| proszę wielmożnego pana". Był to dezerter z Osad, złapany
867 Obra| i spluwając przez zęby, to na prawą, to na lewą stronę.~-
868 Obra| przez zęby, to na prawą, to na lewą stronę.~- Wy nic
869 Obra| co robić? - odparł mi na to. - Teraz wolna etaka godzina.~-
870 Obra| A skąd wy?~- Z daleka.~- To pewno i matka, i siostry
871 Obra| mówiono: "warowny" idzie. Były to kajdany ważące ośm do dziesięciu
872 Obra| rozlegających się brzęków. Wtedy to i kobiety nosiły żelazo.
873 Obra| prowadzący etap uwzględnił to skromne życzenie. Zakomenderowano
874 Wier| oświacie~I miał dla niego to uczucie rzewne,~Które obcemu
875 Wier| Widział, że tłum ten - to siła stracona~Dla wielkich
876 Wier| Karnej ustawy, a nie dbacie o to,~By uczyć dziecię, które
877 Wier| rzecz pańska, wielmożna,~Nie to, co chaty ich, nędzne i
878 Wier| góry~I myślał sobie: „Czemu to, mój Boże,~Choć Chrystus
879 Wier| płacze i chora?...~Czemu to ludzie w przednówek tak
880 Wier| w niebiosa, i wstrząsać to słońce,~Co bezpromienną
881 Wier| Pochwalony!”~Odrzekła na to jękiem jakimś głuchym...~
882 Wier| przemieni...~Tyś głodny; weź to, posil się na drogę...”~
883 Wier| pierś swą - nagą!~ ~Był to niedzielny poranek wiośniany.~
884 Wier| ciężka, i wielka,~Jakby to wody nie była kropelka,~
885 Wier| nędznej koszulinie,~Coraz to bledszy, coraz bardziej
886 Wier| chłopczyna~Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.~Wreszcie
887 Wier| myśliciela smętnego przeraża,~To siew bez plonu, rzucony
888 Wier| izbie głos dziecka słychać:~To westchnie, to zagada...~
889 Wier| dziecka słychać:~To westchnie, to zagada...~Ojciec chleb czarny
890 Wier| Jako te kwiaty polne".~ ~"To i Pan Jezus bliżej być musi~
891 Wier| jest w tym polu?"~"W polu to, synku, zboża a zboża,~Przetkane
892 Wier| lewo, spojrzysz na prawo,~To kłosy aż się garną.~Jakby
893 Wier| się po sobie!~ ~A jęczmień to ci taki wąsaty!~A gryka
894 Wier| łące?"~"Na łące, synku, to trawy rosną,~W srebrzystej
895 Wier| jest w tym lesie?"~"W lesie to, synku, szum się okrutny~
896 Wier| starych onych czasach,~Co to już o nich wieść tylko lata~
897 Wier| leśne wiśnie...~ ~A jakie to tam gniazda są ptaszę,~Furkania
898 Wier| tchną tam zioła..."~ ~"A to i ja bym może, maleńko,~
899 Wier| mi rozpowiadajcie,~Jakie to tam są cuda?"~ ~"Oj, są
900 Wier| Wszyściutko, co mówicie?~One to ptaki w lasach grające,~
901 Wier| Jako te insze dzieci,~Co to się dla nich zieleni łąka~
902 Dzie| boję!~Choćby niedźwiedź... to dostoję!~Wilki?... Ja ich
903 Dzie| pokraję!~Te hieny, te lamparty~To są dla mnie czyste żarty!~
904 Dzie| wilk,?... Straszna nowina!~To jest tylko większa psina!...~(
905 Dzie| kto szczeka!~Komu zechcę, to dam radę!~Zaraz za ocean
906 Dzie| Przy tym rogi...~- Gdzie to było?~- Tam na sianie.~-
907 Dzie| chrabąszcze,~A krajały sowy.~ ~Za to im musiałem płacić~Po dwanaście
908 Dzie| Com z pająków nadrwiła,~To bys ledwo wierzyła!~ ~-
909 Dzie| pająk nowina?~ ~Prawi jedna, to druga,~A tu z kąta coś mruga...~
910 Dzie| czai się z kąta.~ ~Pająk ci to, niecnota,~Nić - tak długą -
911 1 | pomnę - i jej oczy.~Oczy to były, jak gwiazdy, zgaszone~
912 1 | taki i płacze?..;~Jeszczem to mówił, gdy nagle nade mną~
913 1 | Wszak każdy matkę miał... to matka!...~Wyciągnął ramię...~ ~-
914 1 | pogrzebiono!~Czy ty wiesz, jak to płaczą niemowlęta?~ ~Czy
915 1 | posłanie.~A niosąc brzemię to, wołałem: - Panie!...~ ~
916 1 | żyjesz, a widomy~Twój znak to wilcze plemię i miecz Romy!~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~
917 1 | Ledwie objąłem wzrokiem to widzenie,~Gdy zabrzmiał
918 1 | język, zdrętwiały i siny.~I to widziałem, że go od powroza~
919 1 | A ona: - Nie jest mi to dozwolonym,~Ale ci wszyscy
920 1 | w mojej nędznej głowie!~To byli... Chryste! Tą się
921 1 | się hańbą spalę...~Nie! To nie ludzie byli! To - szakale!~ ~
922 1 | Nie! To nie ludzie byli! To - szakale!~ ~Lecz jam ich
923 1 | dycham w tym brudzie...~Nie! To nie były szakale... To -
924 1 | To nie były szakale... To - ludzie!~ ~Cisi i szybcy,
925 1 | śmierci,~Gdym spojrzał na to rozciągnięte psisko,~Z łbem
926 1 | gniazdo Bóg ciska~I patrzy na to, i gromem nie błyska.~ ~
927 1 | siebie.~ ~Albowiem cięższe to jest, co zaznałem,~Od grobowego
928 1 | uchyleń zasłony,~A świat się o to niech modli przed Panem,~
929 1 | naleziony,~Który by całe piekło to obaczył~I wrócił z drogi
930 1 | skonać nie miał siły.~A to, co oczy moje tam widziały,~
931 1 | będzie nikomu wiadomem.~To tylko powiem, że Chrystus
932 1 | kiedy teraz samotny usiadam,~To wiem, że przyjdą do mnie
933 1 | wzdychaniem.~Lecz cięższą nad to jest boleść i trwoga,~Co
1-500 | 501-933 |