Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
dnie 4
dniem 2
dniu 5
do 660
do- 1
dobiegaja 1
dobiegli 1
Frequency    [«  »]
1115 z
1036 a
933 to
660 do
600 jak
524 ze
464 co
Maria Konopnicka
Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna

IntraText - Concordances

do

1-500 | 501-660

    Part
1 Rota| Tak nam dopomóż Bóg!~ ~Do krwi ostatniej kropli z 2 Now | progu ogrodniczej izby, do połowy zawalonej świeżo 3 Now | nazywają.~Przysiadłam się do starej.~- I gdzie to Mikołajka 4 Now | to się w ziemię wdepce i do cna rozsypie... A tam, pani 5 Now | tam z nieboszczką panią do owej Kanonicze wyciągli. 6 Now | dworze było chłopczysko, niby do pasenia. Niedolelnie to 7 Now | dziada pradziada siedzą i do szlachty się piszą wszelaki 8 Now | dwojgiem dziatek małych do Cygana, co w trzeciej wsi 9 Now | dziobaty. Ano, jak się też to do nas doniosło, tak mego Ustima 10 Now | oczy pięścią zatkał i dalej do obory... I tak sumował, 11 Now | swego Cygana i przyleciała do syna. Jak najrzał z daleka, 12 Now | Chłopaki za nim: "Ustim! złaz do matki. Matka przyszła". 13 Now | On nic! i ona matka do drabiny podeszła. "Justyś! - 14 Now | miłować, bo co i raz to do niego zabiegała, to mu płótniankę 15 Now | insze chłopaki idą w święto do kościoła, a potem do karczmy 16 Now | święto do kościoła, a potem do karczmy na tańce albo w 17 Now | nieboraka odbiła, że to do niej gadać nie chciał. Ano, 18 Now | jak rosła, tak rosła. Kto do lasu albo i z lasu szedł, 19 Now | kopiec okrutny. Tak ludzie do niej. Powiadają, że Ustimowa 20 Now | milościw...~Wołam ja tak do tego Pana Jezusa, pani moja. 21 Now | swoje dróżki odprawowała do syna. z daleka się bieliły... 22 Now | rozciągnął, podniósł łba i do boru poszedł... Tak zara 23 Now | robotnikami, śpieszącymi do kopania fundamentów pod 24 Now | pieniądze, że idą w pięciu do szynku?~Stary Mendel kręci 25 Now | przebiegnie rankiem, drepcąc do ochronki, do szkoły; ile 26 Now | rankiem, drepcąc do ochronki, do szkoły; ile zwiędłych dziewcząt 27 Now | przejdzie po trzy, po cztery, do fabryki cygar na robotę; 28 Now | która, nie ma ani siły do życia, ani ochoty do śmierci 29 Now | siły do życia, ani ochoty do śmierci i stoi tak czarniawa, 30 Now | archiwisty, który mu przynosi do oprawy grube, pełne kurzu 31 Now | której Mendel da mu tektury do podklejania wyciętych z 32 Now | go po ramieniu i zachęca do zabawy z dziećmi w podwórku.~ 33 Now | stary Mendel zabiera się do swego warsztatu. Choć chłopak 34 Now | przyzwyczajony jest widać do tych pieszczot, nie przerywa 35 Now | pantofli, powraca na palcach do swego warsztatu.~W piątek 36 Now | niskich, spiżem brzmiących, do wysokich, na których śpiew 37 Now | a zaglądając przez nie do oświetlonej szabasowym światłem 38 Now | jękiem wołał po swojemu do Boga, uchylił kapelusza. 39 Now | uderzyła staremu Mendlowi do twarzy. Wyprostował się, 40 Now | twardo za ramię ująwszy, do stołu pchnął i obiad w milczeniu 41 Now | Po obiedzie nie wrócił do warsztatu i fajki nie nakładał, 42 Now | izbie chodził. Malec także do lekcji się nie brał, ale 43 Now | uczyć dał, jak ja ciebie do szkoły posyłał, jak ja tobie 44 Now | rękę dziada i wziął się do książek. Stary introligator 45 Now | podpiąwszy rzemienie tornistra do szkoły ruszył, stary poszedł 46 Now | szkoły ruszył, stary poszedł do okna i patrzył za nim niespokojnie, 47 Now | krótką fajeczkę i podchodził do okna, i patrzał podejrzliwie 48 Now | siwe oczy - a czemu uni do lasa nie idą i nie biją 49 Now | Czy ja tu przyszedł jak do karczmy? Zjadł, wypił i 50 Now | ja tu nie przyszedł jak do karczmy! Ja tu tak w to 51 Now | ten chleb i te wodę próżno do gęby nie nosiły! To takie 52 Now | smutek, ale że nie wiedział, do czego Żyd zmierza, milczał 53 Now | wiadomo jest, że się ludzie do tańca, do wesołości zejdą 54 Now | że się ludzie do tańca, do wesołości zejdą i po wesołości 55 Now | i nic. Ale jak te ludzie do smutku się zejdą, tak się 56 Now | smutku się zejdą, tak się uni do płakania zejdą, nu, to już 57 Now | miasto więcej rzeczy widział do smutku niż do tańca i że 58 Now | rzeczy widział do smutku niż do tańca i że ten płaszcz to 59 Now | pękła- Nu, tak jedni zaczęli do siebie ciągnąć, a drudzy 60 Now | siebie ciągnąć, a drudzy mów do siebie, i tak się już dalej 61 Now | Mój grzbiet już się sam do ziemi schyla...~Musnął dwa 62 Now | buciętami przed zegarmistrzem do dziada się przytulił, stary 63 Now | ludzie z te niedobre czasy do te dobre czasy, kiedy jeden 64 Now | coraz silniej tuląc malca do swego boku.~- Nu, ja nie 65 Now | chwili z powagą zwracając się do wnuka i jakby przekazując 66 Now | miejsce. Un go nie poniesie do wody utopić ani do ognia 67 Now | poniesie do wody utopić ani do ognia spalić, ani do ziemi 68 Now | ani do ognia spalić, ani do ziemi zakopać. Un tu mądry 69 Now | te bracia...~Przyciągnął do siebie na powrót chłopca, 70 Now | jego szyję pochylił się do zegarmistrza i szepnął:~- 71 Now | połóż się spać. bo jutro do szkoły pójdziesz.~Malec 72 Now | zegarmistrzem, dziada rękę do ust przycisnął i zniknął 73 Now | w biodra, brodę wyrzucił do góry, oczy zmrużył.~- Pan 74 Now | chciał zaraz świecić gościowi do sieni. Zsunął się pan zegarmistrz 75 Now | Stary pantofle zrzucił, do łóżka podszedł i zapatrzył 76 Now | prasy piszczała, dociskana do ostatniego kręga. nóż wąski, 77 Now | promień słońca wpadający do alkowy przez otwór persowej 78 Now | szynel na ramiona wziąwszy do drzwi zmierzał, drzwi otwarły 79 Now | facjatki pchnął go na powrót do izby:~- Uciekaj, bo Żydów 80 Now | spustoszoną: krok, jaki z sieni do izby zrobił, oddalił cienkie 81 Now | twarzy buchnął, jak żbik do studenta skoczył.~- Co to 82 Now | nikomu nic nie ukradł! Un do szkoły idzie! Un nie będzie 83 Now | uciekał!...~Przyskakiwał do stojącego w drzwiach studenta, 84 Now | powiedziałem... I zabierał się do wycofania z izby swej niezmiernie 85 Now | w febrze przycisnął się do dziada. Jego wielkie, ciemne 86 Now | jeszcze jak opłatek białą,~do źrenic już przywołał i ogień, 87 Now | szlochanie dziecka dochodziło do jego świadomości.~W tej 88 Now | świadomości.~W tej chwili do długiej, wąskiej sionki 89 Now | za rękę.~- Dalej, Kubuś! do alkowy!....~Obstąpiły ich, 90 Now | dać, mnie ratować, ale ja do moje okno krzyż nie chcę 91 Now | hałaśliwych protestów zebranych, do okna podszedł, oba jego 92 Now | wysoko wzniesioną, tuląc do swego boku małego gimnazistę 93 Now | to nieme odwołanie się do uczuć ludzkich tłumu wzięto 94 Now | już nic szukano, czy jest do wytoczenia jaka beczka pełna 95 Now | okowity, jaka paka towarów do rozbicia, jaka pierzyna 96 Now | rozbicia, jaka pierzyna do rozdarcia, jaki kosz jaj 97 Now | rozdarcia, jaki kosz jaj do stłuczenia. Tu wybuchła 98 Now | skoczywszy przez niskie okno do izby, odepchnął Żyda, a 99 Now | namarszczony, gniewny, i od czasu do czasu rzucał niecierpliwe 100 Now | Chłopak za tydzień jaki do szkoły pójdzie, byle się 101 Now | Nu. u mnie umarło serce do tego miasto!~ ~ 102 Now | uparło. Z sieni dopiero brodę do izby wsadził, postępując 103 Now | ja biegałem dwa razy do apteki, bo matce znów było 104 Now | to nawet z chlebem w ręku do pacierza klęknął i oglądając 105 Now | gdzieś z karku ucieka- bom do poduszki nawykł, ale potem 106 Now | patrząc, jakeśmy się jeden do drugiego tulili.~Obejrzał 107 Now | tylko piszczał nic mogąc do nich trafić, aleśmy go z 108 Now | położył, raz jeszcze podszedł do nas.~- No i cóż? Ciepło 109 Now | słabym głosem-a zajrzyj no do chłopców, bo Piotruś czegoś 110 Now | siebie spaliśmy wybornie do samego rana.~W parę dni 111 Now | jakoś skończył, a Piotruś do ochrony bez śniadania poszedł. 112 Now | w stół! Skoczyłem duchem do sieni, małom przez próg 113 Now | naszło, matka odwróciła głowę do ściany i stękała z cicha.~ 114 Now | ojciec nie mógł nas napędzić do kaszy, którą nam zgotował 115 Now | wymietliśmy resztę śmieci do sionki.~Teraz dopiero spostrzegłem, 116 Now | jednak coś przez tydzień do rzeźnika co dzień latałem, 117 Now | A ,,handel" to już tak do nas przywykł, że czy go 118 Now | bejcowane krzesła, cośmy na nich do obiadu siadali. Przy tych 119 Now | błyskając w same oczy, gdy się do stancji wchodziło. Przy 120 Now | Matka zdejmowała go raz do roku tylko, w Wielki Piątek, 121 Now | aby w nim utłuc cynamon do wielkanocnego placka. Wtedy 122 Now | Zaliczyłem je nawet w myśli do tych rzeczy, które raz 123 Now | u nas pan doktor i znów do apteki biegałem.~- Zimno 124 Now | piecu. Ojciec lawę przysunął do naszego siennika i siadł 125 Now | Zaglądały czasem sąsiadki do izby. dziwując się matce, 126 Now | dał! - mówiła gwoździarka do ojca.~- Tfu! - splunął ojciec. - 127 Now | nie było. Piotruś to już i do ochronki nie szedł, tylko 128 Now | przyodział derką, a mnie do sąsiadki posłał po kawałek 129 Now | posłał po kawałek cukru do ziółek. Ale sąsiadka nie 130 Now | miała. Otworzył tedy ojciec do kuferka, czy jeszcze gdzie 131 Now | Ale Felek już wsadził rękę do kuferka.~- A harmonijka, 132 Now | harmonijką odebrał i włożywszy do kuferka, zamknął go na klucz.~ 133 Now | kromka. Poszliśmy z Felkiem do sieni w klasy grać, bo nam 134 Now | kiedy matka zawołała mnie do łóżka i rzekła zmęczonym, 135 Now | głosem:~- Wpadnij no, Wicuś, do maglarki na Szczygłą - wiesz?~- 136 Now | Chwyciła powietrza głębokim, do westchnienia podobnym oddechem,~- 137 Now | handel".~Ale nie dopuściła go do słowa i trzęsącą się ręką 138 Now | kazała mi matka bieżeć do stróżki i zapytać, czy żelazka 139 Now | szepnął Felek szczypnąwszy mię do bolącego.~- Wicuś! - odezwała 140 Now | przerywanym głosem - biegaj do tego najpierwszego ,,hand1a", 141 Now | dziesięć złotych dawał. Do tego czarnego, wiesz? Niech 142 Now | mówił takim głosem jakby do onych dziewięciu złotych 143 Now | nawet na Felka, doprowadzony do ostatniej pasji, nagle 144 Now | kluger Bub - szepnął sam do siebie.~Nareszcie doliczyli 145 Now | żelazko, moździerz i rondel do brudnego worka wrzucił, 146 Now | spuścił oczy i na palcach do łóżka matczynego podszedł.~ 147 Now | Stancja nasza wypróżniła się do czysta.~- Na glanc... -jak 148 Now | doktor wszakże przychodził do matki, a i do apteki latałem. 149 Now | przychodził do matki, a i do apteki latałem. Garnek żelazny 150 Now | słońce pierwszy raz tej zimy do naszej suteryny zajrzało. 151 Now | kazała sobie Piotrusia podać do~łóżka, a i my stanęliśmy 152 Now | wesoło, a grając tak mówił do matki:~- Pamiętasz. Anulka, 153 Now | Tęgi sztajer'! - mruknął do mnie Felek szturchnąwszy 154 Now | cisnął w tego Niemca, że się do ciebie przysiadł...~- A 155 Now | wesoło, raźnie, jak gdyby do tańca same nogi nam podrygiwały. 156 Now | podrygiwały. Potem jakby się do tej wesołości co przymieszało, 157 Now | coraz smutniej, jakoby do płaczu, tak że i Felek pięścią 158 Now | chwilę cicho i na bok się do pieca obrócił; zaraz potem 159 Now | Ojciec tego wieczora późno do domu wrócił, ale przyniósł 160 Now | Śniły mi się też różności do białego rana. A to że ogród 161 Now | najwcześniej się budził i do garnka patrzeć szedł, czy 162 Now | nie znajdzie.~- Jak idziem do ochrony - mówił dalej Felek - 163 Now | Piotruś! - dodała. - A pójdźże do mamy, sieroto,~I uśmiechnęła 164 Now | sieroto,~I uśmiechnęła się do niego, głaszcząc go po głowie, 165 Now | jeszcze.~I zaraz my wylecieli do sieni, bo nas taka żałość 166 Now | takoż: ale szkapa należała do rzędu tych istot, które 167 Now | jej końca. Szkapa należała do nas, a my do niej: ani my 168 Now | Szkapa należała do nas, a my do niej: ani my od niej ani 169 Now | uciecha.~Kiedy ojciec z rzeki do domu wracał, wybiegaliśmy - 170 Now | który miał, to jej niósł i do pyska wtykał: kawałek chleba, 171 Now | utrzymywał, że to już tak jedno do drugiego pasuje. I znów 172 Now | poszedłby to jeden z drugim do roboty, do "rzemiesła", 173 Now | jeden z drugim do roboty, do "rzemiesła", do książki? 174 Now | roboty, do "rzemiesła", do książki? W gębę to co wetknąć 175 Now | lufcikiem i z okna poszła.~Do szkapy odnosiliśmy wszystkie 176 Now | niż kiedy ona tak patrzy. Do samego ci hunoru człowiekowi 177 Now | zdrowe oko, i tylko od czasu do czasu machała wypełzłym 178 Now | zawijamy porcięta i dalej do rzeki. Jaki był tryumfalny 179 Now | zziajani, zmęczeni, wracaliśmy do domu, szkapa naprzód, my 180 Now | świata.~Zaraz też wyleciawszy do sieni, palnąłem Felka w 181 Now | kłębek, potoczyli razem do progu. A taka w nas żałość 182 Now | na sercu stało.~Jużeśmy do izby wrócili, bo zimnisko 183 Now | kamieniem u szyi stała i do dna cię ciągnę... O tych 184 Now | twardą miał i o byle co do czubów nam sięgał, ale żeśmy 185 Now | wolał, gdy łeb wsadzała do starego wiaderka, aby żłopnąć 186 Now | drzwi na ścieżaj otwarte, a do suteryny, do naszego kąta, 187 Now | otwarte, a do suteryny, do naszego kąta, jak rok długi 188 Now | mówił pan doktor zachodząc do matki- - I wilgoć straszna! 189 Now | gdy go ojciec wyprowadzał do sieni - żona wasza nie może 190 Now | zabieraliśmy się właśnie do przedstawienia i już się 191 Now | gramolił, gdy nagle ojciec do stajenki wszedł, a za nim 192 Now | było srebrnym kolczykiem. Do nas zaglądał pan Łukasz 193 Now | zawołał obracając łbem do światła. Szkapa zmrużyła 194 Now | słodko pan Łukasz i znów do tabaki sięgnął. -Tak mi 195 Now | na książce uczyć nic da, do szkoły nie pośle, A ja kumotrowi 196 Now | ze stajenki i jak wiatr do izby wpadli.~W parę pacierzy 197 Now | rzuciliśmy się w te pędy, żeby do szkapy lecieć.~Ale ojciec 198 Now | jak to ona ozdrowieje, jak do Częstochowy pójdzie, jak 199 Now | Porywa się ojciec, ucho do ust przykłada, przykazuje 200 Now | jakby sam nagle ożył, i oczy do tego czarnego krzyża nad 201 Now | więc go sklepikarka pojęła do siebie, a i nam po bułce 202 Now | było mi tak, jakby mi kto do ucha szeptał: ,,Nie ma już 203 Now | nabiegawszy się cały dzień, a to do kancelarii, a to do stolarzy, 204 Now | a to do kancelarii, a to do stolarzy, a to o furmankę - 205 Now | tak mi ręce latały, żem do żadnego guzika trafić nic 206 Now | przed bramą, zaprzężona do prostego, zasłanego kilimkiem 207 Now | Podnieśliśmy zaraz wrzask nie do opisania.~- Szkapa! Nasza 208 Now | głaszcząc , klepiąc, tuląc się do niej. gdzie kto mógł. Piotruś 209 Now | szkapa, co?... Przyszła do nas szkapa? Przyszła?... 210 Now | postało, po co ta szkapa do nas przyszła, na co to wóz 211 Now | ręku i zwieszoną głową.~Co do nas. biegliśmy tuż przy 212 Now | a jednak ojca tak zgięła do ziemi, jak ten krzyż padającego 213 Now | już pacierz i wszystko, co do niego należało, dokumentnie 214 Now | zerknąwszy na ojca, chyłkiem do szkapy pomknął, a i na mnie 215 Now | drapał, schyliwszy się do ojca. poszeptał z nim małowiele, 216 Now | przyjacielstwem, po czym kumoter do szkapy poszedł.~Jużeśmy 217 Now | której urywki chodziły z ust do ust po mieście, delikatnej 218 Now | to podniosło sprawę ową do znaczenia kulminacyjnego 219 Now | nastręczają sposobności ani do świetnych wystąpień adwokatury, 220 Now | wystąpień adwokatury, ani do eleganckich zebrań towarzystwa.~ 221 Now | jedzono obficie. Od zajazdu do zajazdu latały miszuresy 222 Now | wycisnąć z Poleszuka, który do miasta przychodzi z okrajcem 223 Now | Hieronim rozdając karty do wista w zajeździe Szyi Froima.~ 224 Now | Szyi Froima.~Nikt się też do tej "mizerii" nie śpieszył. 225 Now | strzelać by ma można choćby do Leszcza albo do Porzecza. 226 Now | można choćby do Leszcza albo do Porzecza. Tylko pod murem 227 Now | nie przychodzi, na palcach do ławki podszedł, poły munduru 228 Now | urzędu zwykle miewa coś do czynienia ze swymi paznokciami 229 Now | sapanie, przerywane od chwili do chwili nagle urwanym chrapnięciem. 230 Now | kryształowych przyborów do pisania, od rżniętej karafki 231 Now | widać podsądnych. Wysokie, do zamkniętych kościelnych 232 Now | niekiedy mały szmer, podobny do tego, jaki wydają myszy; 233 Now | tam coś bardzo podobnego do licznych stóp bosych. Tak 234 Now | tych wszystkich apostrof do sprawiedliwości, które każdą 235 Now | niemało obciąża i prawo do tym większej surowości skłania: 236 Now | samo jedno wystarczyłoby do zwrócenia przeciw nim całego 237 Now | które dopomogło oskarżonym do spełnienia jednego z najśmielszych 238 Now | nie ma o co. Ledwo sprawę do sądu skrzykną, już się to 239 Now | sądu skrzykną, już się to do miasta procesją wlecze, 240 Now | W ogóle podobnym on jest do człowieka, któremu chce 241 Now | ograniczyć swoje poruszenia do jak najmniej widocznych 242 Now | wtedy, oczywiście, należałby do opozycji.~Tymczasem za stołem 243 Now | ostatnim przymówieniem się do wyjaśnień w toku rozpraw 244 Now | strony czuł się pociągniętym do mówcy tajemną sympatią.~ 245 Now | odmowy nie było, zwrócił się do stojących poza sobą ławek 246 Now | przyciskając je silnie do piersi; oczy mieli wytrzeszczone, 247 Now | wróbli szyje.~Przemówił coś do nich jeden pan zza stołu. 248 Now | dobrze, jako był przyczyńcą do zjedzenia owych serów i 249 Now | po przydrożkach chwytał; do stadka zaś swego tak przywykł, 250 Now | przerzucając się od strachu do nagłej otuchy - a co? Dadzą 251 Now | spalonej.~Nagle słyszy, że do niego mówią. Ten sam pan 252 Now | natychmiast, gdy usłyszał, że do niego tak mówią jak we wsi. 253 Now | kiedy tam chleba nie było? Do puklidu baby nie chowają 254 Now | chleb jest to go chowają do bodni albo w inne babie 255 Now | pyta nagle, zwróciwszy się do chłopca.~Ustim podnosi głowę 256 Now | że ledwo trafiał z tabaką do nosa. Od kiedy jest przy 257 Now | tutaj zrobią!~- Tyle co do chleba, a raczej co do braku 258 Now | co do chleba, a raczej co do braku chleba! - kończył 259 Now | dobytych, odwrócił się potem do stołu, rozszerzył usta jakby 260 Now | stołu, rozszerzył usta jakby do uśmiechu i rzekł obojętnym, 261 Now | surowe. Stracił w tej chwili do reszty charakterystykę obrońcy 262 Now | Stąpił krokiem, chciał iść, do Kozyrka chciał. Nie widział 263 Now | pyta o imię rwącego się do Kozyrka chłopca.~- Chwedoś! 264 Now | bardziej srebrne; posiniałe, do przemarzłej leśnej maliny 265 Now | przedostające się z ciemnej ulicy do tej wielkiej sali.~Chciałby 266 Now | Chciałby iść przytulić się do mokrej sierści, do kudłatego 267 Now | przytulić się do mokrej sierści, do kudłatego łba skomlącej 268 Now | zwrócił się prezes nagle do błyskającego białkami rozweselonych 269 Now | spodufalonym z sądem, jakby sam do niego należał.~- Neścior 270 Now | straciwszy nadzieję dojścia do ładu z indagowanym, zagłębił 271 Now | Wysoki Sąd przyjąć zechce do swej wiadomości, że lud 272 Now | pomilczał chwilę i przystąpił do zreasumowania sprawy. Wszystkie 273 Now | stopień wrażliwości wzmógł do wysokiego napięcia. Z niesłychaną 274 Now | żeby nieomylnie dobyć się do cudzego mienia. Kiedy mówca, 275 Now | kończąc mowę swoją zszedł do paragrafów: nie można zostawiać 276 Now | przysięgłych w nieświadomości co do skutków orzeczenia stopnia 277 Now | włamaniem. Ta ostatnia należy do kategorii ciężkich przewinień 278 Now | małoletnich spełniona, więzieniem do dwu lat jest karaną.~Skończył 279 Now | wtedy, gdy się zabierał do niej. Na gładkim, wysokim 280 Now | Panowie zza stołu wychodzili do obocznej izby. Oddalano 281 Now | jeden za drugim, stosownie do godności i urzędu.~Ale obrońca 282 Now | się niejako tym sposobem do towarzystwa. Tabaka była 283 Now | podsądni mają jeszcze co do powiedzenia?~ ~Panowie przysięgli 284 Now | dzieciaki głupie; stosować do nich wielkie paragrafy karne 285 Now | a któremu się okrutnie do szczupaka i do wista śpieszyło, 286 Now | okrutnie do szczupaka i do wista śpieszyło, przyłączył 287 Now | śpieszyło, przyłączył się nagle do kategorii pierwszej i utworzył 288 Now | oderwał się od mniejszości i do większości przeszedł. Był 289 Obra| wołał parobek biegnąc znów do koni, które w bok z wozem 290 Obra| ściany, a z bramy w podwórze do połowy wożą. Nie mógł dalej, 291 Obra| aresztantów wypuszczonych właśnie do ogródka na popołudniową 292 Obra| ogródkiem. także niewiele do ogrodu było podobnym. W 293 Obra| biegła popod sztachetami do furtki, wprost której w 294 Obra| jest wybornym dokumentem do słów Genezy opiewających, 295 Obra| zeszkliwia i upodabnia do stojącej w błotnym dole 296 Obra| czasu rozwija się to do idiotyzmu w jednym kierunku, 297 Obra| idiotyzmu w jednym kierunku, do prawdziwie małpiej przebiegłości 298 Obra| ludzkiej istocie, która doszła do takiego krytycznego punktu; 299 Obra| niewiele co warte i bez targu, do pełnych kop dodane.~Ci, 300 Obra| strażnika, który, bokiem do więźniów zwrócony, stał 301 Obra| gawędę, brząkając od czasu do czasu kluczami na znak obecności 302 Obra| świnia... A skocz no, Józek, do chlewiku, obacz. czy się 303 Obra| wrzasnął przyskakując do wpółotwartej furtki.~Aresztanci 304 Obra| zęby wyszczerzone jakby do kąsania, na ustach nieco 305 Obra| zmordowali, że trzeba go było do więzienia na rękach nieść 306 Obra| zimnej wody- zawołano go do kancelarii. Jeszcze wszakże 307 Obra| cygara, które miało mu służyć do umilenia przykrej konferencji, 308 Obra| Trzech z deputacji podstąpiło do zielonego stołu i pocałowało " 309 Obra| figura pobudziła deputatów do nowych wzdychań u progu.~ 310 Obra| drugiej miał skrupuły co do legalności podobnego jej 311 Obra| dla swojej nauki. A potem do mnie tu do kancelarii, to 312 Obra| nauki. A potem do mnie tu do kancelarii, to mu sumienie 313 Obra| a deputacja przystąpiła do ucałowania ręki "wielmożnego", 314 Obra| wilgotną zaszłe, pobudzały do skruchy wszystkich, którzy 315 Obra| wszystkich, którzy się już do winy przyznali.~Stąd uważany 316 Obra| uznanie zasług pobudzało go do nowych wysiłków krasomówczych.~ 317 Obra| go jeszcze tej samej nocy do lazaretu przenieść musiano.~ 318 Obra| pochylony, zestarzały, więcej do cienia niż do człowieka 319 Obra| zestarzały, więcej do cienia niż do człowieka podobny, pod numer 320 Obra| wzajemnie wzrokiem.~- Tam do licha - zawołał wreszcie 321 Obra| no, otwierać! Muszę iść do kancelarii.~- A co tam? - 322 Obra| strażnika, wszyscy chcą iść do kancelarii. Jakub biega 323 Obra| kancelarii. Jakub biega od numeru do numeru, krzyczy, prosi, 324 Obra| najciekawszych prowadzi do kancelarii.~- Proszę wielmożnego 325 Obra| nam pokończyły...~- Idźcie do diabła z waszymi wyrokami! - 326 Obra| zapytałam, kiedyśmy doszli do końca więziennego korytarza, 327 Obra| się należy.~To, co tu jest do zobaczenia, krótkowidz dojrzeć 328 Obra| Sam ,,wielmożny" wybiega do przedsionka cię witać, sam 329 Obra| przedsionka cię witać, sam cię do kancelarii wprowadzą, sadowi, 330 Obra| skromnie, że zastosujesz się do woli i czasu pana nadzorcy. 331 Obra| Marszczy czoło uśmiechając się do ciebie i rzuca w stronę 332 Obra| nie przerywając rozmowy do chwili naciśnięcia klamki, 333 Obra| gdyby im tylko książek dać do ręki, to "oho!"~Dowiadujesz 334 Obra| wzorowo, że wreszcie co do moralności więźniów to się 335 Obra| ścianą przylepiając się do niej, spłaszcza, maleje, 336 Obra| pominął tak wyborną sposobność do budującego przemówienia.~ 337 Obra| bardzo zresztą podobne do tego "a!!!", które w kościółkach 338 Obra| Aresztantki rzucają się do ciebie, całują twoje ręce, 339 Obra| aresztantki rzucają się do ,,wielmożnego", całując 340 Obra| z niezmierną szybkością do warsztatów, gdzie z progu 341 Obra| okiem na szewców i krawców, do kuchni, gdzie "wielmożny" 342 Obra| jedli, wreszcie wychodzisz do ogródka, w którym wolno 343 Obra| rzodkiewkę i skąd powracasz do kancelarii.~Tu "wielmożny" 344 Obra| chodzeniem po schodach, tylko tu, do kancelarii, każe sprowadzić 345 Obra| tej pro-~pozycji.~Już się do odejścia zabierasz, kiedy 346 Obra| prosi cię na wszystko, abyś do mieszkania jego wstąpić 347 Obra| wstępie spotykasz stoi nakryty do śniadania. Obok kredensu 348 Obra| śniadaniu prowadzi cię gospodarz do salonu. Tu przede wszystkim 349 Obra| twoje ręce, wyprowadza cię do sieni, do schodków, do powozu, 350 Obra| wyprowadza cię do sieni, do schodków, do powozu, którego 351 Obra| cię do sieni, do schodków, do powozu, którego drzwiczki 352 Obra| tylko sposobem dojść możesz do tego, że pan nadzorca przestanie 353 Obra| na jakim stosunek twój do więźniów postawiły przemowy 354 Obra| cicho, spokojnie, jakby do miejsca wspólnego pobytu. 355 Obra| zarząd itp., ale zwracasz się do której z młodszych kobiet, 356 Obra| dzierganie, przychylając się do robotnicy i nie odbierając 357 Obra| domysł, że pewno tęsknią do niej, przez co podnosisz 358 Obra| odpowiedziami, które by zarówno do niej, jak i do dziesięciu 359 Obra| by zarówno do niej, jak i do dziesięciu innych stosować 360 Obra| słyszeć, garną się później do ciebie, aby cię słuchać!~ 361 Obra| każda aresztantka ma coś do powiedzenia. Wkrótce wszakże 362 Obra| uprzykrzyła, to on co robiący, do wójta na onej wsi melduje 363 Obra| papierów. Ano dobrze. Jak on do wójta melduje, tak wójt 364 Obra| nie dała brać i strasznie do oczów skakała- do 365 Obra| do oczów skakała- do nas przywieźli. Jak do 366 Obra| do nas przywieźli. Jak do nas przywieźli, tak my 367 Obra| płacze, to jedna i druga do mej z pięścią... A nic będziesz 368 Obra| fotegrafiją mają posyłać do tamtych tam krajów, coby 369 Obra| tam krajów, coby się kto do niej nie przyznał, rodzice 370 Obra| nie więcej.~-- I wy tam do niej chodzicie?~- A chodzę. 371 Obra| W tej chwili doszliśmy do drzwi. Jakub klucz przekręcił 372 Obra| użyciu. Na tapczanie twarzą do ściany leżała Dzika. Ogromne 373 Obra| wcisnęła. Dopiero kiedy Jakub do stolika podszedł i zapytał, 374 Obra| niezmiernym współczuciem. Co do Jakuba, ten wyniósł się 375 Obra| wtedy Dzika, przyciskając do piersi obie ręce kurczowym 376 Obra| i przycisnęłam głowę jej do piersi. Po śmiechu przyszło 377 Obra| pierwszego piętra, wpadł do kancelarii.~- Proszę wielmożnego - 378 Obra| się paliły, krew podeszła do skroni, w całej postaci 379 Obra| odgłos ciężkich kroków, a do kancelarii wszedł starszy 380 Obra| zmarszczył czoło i zwróciwszy się do strażnika zapytał ostro:~- 381 Obra| szerokie piersi wystawił, but do buta przystosował, przełknął 382 Obra| Osmólec całkiem się tymczasem do Zapartego zwrócił.~- A ja 383 Obra| Mówił to zwrócony twarzą do strażnika, ale oczyma zuchwale 384 Obra| Boga siedzi, to wie, co do czego jest przynależące. 385 Obra| wielmożnego" patrzył. Co do starego Jakuba, ten z wielką 386 Obra| wyrok ma i za swój siedzi, a do inszych to mu ta nic! Żeby 387 Obra| szybka decyzja. Podszedł do fotela i uścisnął "wielmożnego" 388 Obra| żebym ja za lada głupością do kancelarii latał i wielmożnego 389 Obra| trzymając nie niósł jej do nosa.~- Ani ja ojca, ani 390 Obra| tego po tobie! Zawsze cię do porządnych ludzi liczyłem, 391 Obra| Stary Jakub miał je za to do połowy zmrużone, jakby, 392 Obra| co go uczyniło podobnym do starej szkapy, która - lubo 393 Obra| zdrzemnąć na chwilę. Co do pana nadzorcy, ten był promieniejący 394 Obra| coraz silniej cisnąc czapkę do szerokiej, obnażonej piersi. 395 Obra| i opiekun najukochańszy do ciebie gada? A padnijże 396 Obra| ciebie gada? A padnijże do nóg pańskich! A podziękujże 397 Obra| łoskotem uderzył, a ogromny, do ryku podobny jęk wstrząsnął 398 Obra| frontu", znów się wyprężył do niemożliwości, a stary Jakub 399 Obra| mrugnie albo palcem ruszy.~- Do ciemnej go! - zakomenderował " 400 Obra| Onufer na klęczki i ręce do "wielmożnego" wyciągnął:~- 401 Obra| nie sadźcie! Nie sadźcie do ciemnej, panie miłosierdny, 402 Obra| nastąpionej tamże pogorzeli do miasta, szukając zarobku, 403 Obra| uczciwy i spokojny.~Co zaś do osoby samego kupca N-, utrzymują 404 Obra| gotując przy tym i usługując do stołu pryncypałowi. Usługiwanie 405 Obra| zawołał, łzy ocierał i znów do roboty stawał.~Tajemnicą 406 Obra| niezmierne przywiązanie parobka do dwunastoletniego Julka, 407 Obra| otrzymać, to buty chłopca do podzelówki dawał, choć sam 408 Obra| Sierota też całym sercem do parobka przyrósł, a kiedy 409 Obra| spełnionym zostało, Julek do opiekuna swego od rana jak 410 Obra| Ujęty nie bronił się i do spełnionego podwójnego morderstwa 411 Obra| Tak mu oto błąd jakiś do głowy przystąpił, że umarł.~- 412 Obra| Ale żeśmy go oderżnęli i do ciemnej coś na tydzień poszedł, 413 Obra| tylko Pan Bóg noc dał, tak do mego Onufra zara błąd przystępuje. 414 Obra| Onufer w kącie, plecami do muru przyparty, w jednej 415 Obra| moje najsłodsze!"~Tak ja do niego: ,,Onufer! Co z tobą?" 416 Obra| mnie jak błędny- Tak ja do wielmożnego. Tak i tak, 417 Obra| nie plażyło. Jedzenie to i do trzeciego dnia stało, jakem 418 Obra| święta ziemia. go też do lazaretu wzięli. Jak go 419 Obra| lazaretu wzięli. Jak go też do lazaretu wzięli, tak mój 420 Obra| lazaretu wzięli, tak mój Onufer do cna skapiał. Leżeć nie leżał, 421 Obra| tylko tak sobie co nieco do głowy dopuszczał, po całych 422 Obra| cości po kątach upatrował i do onego chłopaka, co go pono 423 Obra| co go pono ubił. Jakby do żyjącego gadał i różnie 424 Obra| wziął go teraz wielmożny do siebie, do kredensu...~ 425 Obra| teraz wielmożny do siebie, do kredensu...~ 426 Obra| przytknięciem dwu palców do granatowej z białą wypustką 427 Obra| widać, gdyż słychać od czasu do czasu jego śmiech swobodny, 428 Obra| niedbale. Niektórzy idą wprost do kancelarii, inni przy- siadają 429 Obra| tylko parę minut brakuje do dziewiątej; gromadki zaczynają 430 Obra| przepychają się zbitym szeregiem do żółtych drewnianych balasków 431 Obra| co i raz miano sobie coś do powiedzenia; czasem też 432 Obra| przecież niedołęgi darmo do domu brać. Gmina zresztą 433 Obra| gminie? Tygodnia nie ma, żeby do kancelarii nie ściągła jaka 434 Obra| Spodziewano się, że pierwszy do licytacji stanie, a jego 435 Obra| lubi tracić sposobności do małych przemówień, które 436 Obra| znika we drzwiach bocznych do małej komórki, służącej 437 Obra| kandydat? Któż to-weźmie do siebie takiego trupa? Co 438 Obra| żebraninę, a wprowadziły do niej miłosierdzie. Nie ma 439 Obra| Oto jest starzec niezdolny do pracy. Kto z panów chce 440 Obra| Kto z panów chce go wziąć do siebie? Niejedną posługę 441 Obra| ustaw swoich, przyczynić się do utrzymania tego starca. 442 Obra| jego. Uśmiecha się tedy do wszystkich i raźno mruga 443 Obra| zbyteczny pośpiech. Staliby tak do południa może, porozpierani 444 Obra| myślicie, szwagrze -zwrócił się do Faustyna Tröndi - będzie 445 Obra| ławek powstawszy~podeszła do balasków, zaczyna się śmiać 446 Obra| galerię, po czym zwrócony~do starego mówi z odcieniem 447 Obra| ustawą, a woźny odwraca się~do kąta i parska w kułak.~- 448 Obra| nigdy nie zdoła dojść do nich... Czuje wszakże, 449 Obra| wydaje mu się odpowiednią do zagajenia licytacji. I tak 450 Obra| zegarek, podnosi go blisko do oczu, porównywa ze ściennym 451 Obra| siły dobrze mu służą i do każdej lżejszej roboty przydać 452 Obra| rozje, to go nie natkam, a do roboty nie stanie.~- Oho! 453 Obra| ten marny grosz z gminy, a do roboty nie będzie mi go 454 Obra| pan radca - przystępujemy do ukończenia tej sprawy. Czas 455 Obra| brelokiem, po czym zmuszając się do uprzejmego tonu mówi:~- 456 Obra| nadziei.~Syn przeciska się do balasków, wyjmuje fajkę 457 Obra| rzecz tam, gdzie i ci, co do niej siedli, nie zawsze 458 Obra| ciszy tej słychać ciężkie, do jęku podobne westchnienie 459 Obra| się, że sobie wszyscy raz do licha pójdą, nie może im 460 Obra| tych, którzy się rozpalają do każdej stawki. Cóż syn? 461 Obra| ryzykować więcej. Zrobił, co do niego należało, ale ryzykować 462 Obra| tylko jopa należy istotnie do starego?~Pan radca marszczy 463 Obra| godnością, a woźny odwraca się do kąta i kaszle głośno.~- 464 Obra| zwracając się bezpośrednio do starego Kuntza.~Ale stary 465 Obra| pokurczone palce nie trafiają do guzików od razu; staremu 466 Obra| niezmiernym pomieszaniu podnosi do szyi obie trzęsące się ręce 467 Obra| czyni ona starego podobnym do oskubanego ptaka; a to tym 468 Obra| mniema, jest to przymówka do szczytu wznoszącego się 469 Obra| zowie, w przeciwieństwie do sękatego Pilatusa; w zgromadzeniu 470 Obra| wprawdzie żadnego podobieństwa do jakiegokolwiek szczytu, 471 Obra| stary łachman, przenika go do ostatniej żyłki, do resztki 472 Obra| przenika go do ostatniej żyłki, do resztki tchu w piersiach.~- 473 Obra| lepiej. Probst dochodzi do balasków, kłania się urzędnikowi 474 Obra| on z mlekiem, zaprzężony do wózka pełnego wysokich blaszanek. 475 Obra| ramiona chowa, przyciska do boków kościste łokcie, staje 476 Obra| dom, z wieloma należącymi do niego budynkami, opasany 477 Obra| Trzy czy cztery schodki, do furty wiodące, zaledwie 478 Obra| którego szereg drzwi wiedzie do kancelarii, do sali widzeń, 479 Obra| drzwi wiedzie do kancelarii, do sali widzeń, do niektórych 480 Obra| kancelarii, do sali widzeń, do niektórych warsztatów, wreszcie 481 Obra| niektórych warsztatów, wreszcie do mieszkania inspektora. Wprost 482 Obra| pośrodku rodzaj warsztatu do wyplatania krzeseł służącego - 483 Obra| dopiero z czasem nawyknąć do niego można. Pod ścianami 484 Obra| łatwością i jest prawie nie do wytępienia.~Izba, w której 485 Obra| się podówczas najdłużej i do której najczęściej zachodziłam 486 Obra| ale Helena przyznała się do uczestnictwa dobrowolnie, 487 Obra| zdawało dość dzikim, ale do którego przywykłam w końcu 488 Obra| sióstr War. Oto należały one do zastarzałych recydywistek, 489 Obra| strażnik tamę kładzie.~Co do naiwności, spotkać można 490 Obra| kradzież rzeczy służących do kobiecego ubrania. Otóż 491 Obra| damy, sprowadziwszy się do Warszawy, rozpakowały swoje 492 Obra| aksamitny z piórem. Ledwośmy do domu wrócili i rzeczy dobyli, 493 Obra| paserki na Pradze. Od jednego do drugiego, wszystko się wydało. 494 Obra| ta sprawa, prowadzą mnie do sądu. Patrzę ja, tu rzeczy 495 Obra| pomieszczenia, skłonił władze do otworzenia karnego oddziału 496 Obra| Przy więzieniu był ogródek, do którego wypuszczano aresztantki 497 Obra| pokonany, szedł na dwa tygodnie do ciemnej. Ciemna -jest to 498 Obra| tygodnie jak na bal: głowa do góry, spojrzenie wyzywające. 499 Obra| nie ustępuje wybranemu co do wielkości serca i odwagi. 500 Obra| i naturalnie idzie także do ciemnej, odbyć swoją kolej,


1-500 | 501-660

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License