Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
zdziwilabym 1
zdziwili 1
zdziwionym 1
ze 524
zebach 2
zebami 1
zebata 1
Frequency    [«  »]
933 to
660 do
600 jak
524 ze
464 co
405 tak
393 po
Maria Konopnicka
Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna

IntraText - Concordances

ze

1-500 | 501-524

    Part
1 Now | powtórzyłam głośniej, wiedząc. że Mikołajka nie dosłyszy nieco.~ 2 Now | kraj. na podób naszego; ale że nie ze wszystkim... To jak 3 Now | podób naszego; ale że nie ze wszystkim... To jak my na 4 Now | sośnie takich wyrobione, że to ha, jako że lasów tam 5 Now | wyrobione, że to ha, jako że lasów tam dostatek i o drzewo 6 Now | się tam kto przepomóc może ze swoją biedą. Ale że na każdym 7 Now | może ze swoją biedą. Ale że na każdym wyszyty w rogu 8 Now | krzyziki czerwoną wełną, jako że to niby ochfiara jest za 9 Now | taki jęk, taki lament, że psi wyją. To nie daj 10 Now | chwili tak mówiła dalej:~- A że choć i mogiły, to tam sobie 11 Now | przykładziny sterczy wiechetek ze żytniej słomy, co nim trumnę 12 Now | niej w godzinkach stoi. że się stała kwitnąca i owoc 13 Now | było? - nalegałam, widząc, że stara w zadumę zapada.~- 14 Now | proszę łaski pani, tak było, że jak my tam z nieboszczką 15 Now | Niedolelnie to jeszcze było, ze szesnaście lat może, chude, 16 Now | chude, delikatne, bladawe, że to nie z chłopskiego stanu 17 Now | chłopakowi było Justyn, ale że na niego czeladź wołała 18 Now | powiem, bo nie wiem; ale że okrutnie się w nim rozmiłowała, 19 Now | choć tam ludzie powiadali, że i nie było niczym, bo to 20 Now | czarny na gębie, a jeszcze że był i dziobaty. Ano, jak 21 Now | tylko na nim trzęsło, ale że głosu nic z siebie nie puścił. 22 Now | wieczór dopiero chłopak ze strychu zlazł, bułkę i jabłka 23 Now | a po kątach płacze tak, że w tych łzach swoich umyć 24 Now | bo jak tylko zasłyszał, że matka, tak uciekał w ostatnie 25 Now | uciekał w ostatnie kąty, dziw, że się pod ziemię nie wkręcił. 26 Now | tak zjadła, zniszczyła, że chodził jak ten cień, sam 27 Now | zwyczajnie jak na rozstaju, że tam mór kiedyś był i ludzie 28 Now | onego nieboraka odbiła, że to do niej gadać nie chciał. 29 Now | Szli na one "Dziady" pańscy ze dworu, poszłam i ja, bo 30 Now | ludzie do niej. Powiadają, że Ustimowa duszę oczyścić 31 Now | Chrustu naniesiono tyle, że to więcej niż półstoże siana. 32 Now | ten i ów szepce: "maty" - że to niby matka, więc jej 33 Now | Tak zara ludzie powiadali, że to on grzech przeklęty...~ 34 Now | sieniach? Skąd mają pieniądze, że idą w pięciu do szynku?~ 35 Now | żądając, aby jej "niebiesko i ze złotymi sznurkami" oprawił 36 Now | jeszcze w sobie szczególnego, że widać w nim różne rzeczy 37 Now | chude łokcie, znać przecie, że staremu introligatorowi 38 Now | Zdarzyło się raz latem, że chłopaki od Kołodziejskiego 39 Now | nic. Tylko malec powrócił ze szkoły bez czapki, zdyszany, 40 Now | długich badaniach wyznał, że jakiś obdartus krzyknął 41 Now | co by ty głupi był! A ty ze wszystkim głupi rośniesz 42 Now | nie płakał, nie uciekał, że kto na ciebie "Żyd" krzyknie. 43 Now | gotowymi pieniędzmi, nu, to ty ze wszystkim głupi jesteś, 44 Now | Gdy jednak malec powrócił ze szkoły wesół, bo piątkę 45 Now | przymusem widocznym.~Zły był, że ta rozmowa toczyła się przy 46 Now | gwizdanie to miało coś w sobie ze świstu przytłoczonej wielkim 47 Now | swobodnie zegarmistrz. - Za to. że Żydy!~- Nu - rzekł Mendel 48 Now | nie biją brzeziny za to. że brzezina, albo jedliny za 49 Now | brzezina, albo jedliny za to, że jedlina?...~- Ha! ha! - 50 Now | może pan dobrodziej myśli, że jak ta cegła z dachu leci, 51 Now | panu dobrodziejowi powiem, że una jego nie ominie. I wiatr 52 Now | dewizka.~Pochlebiało mu to, że introligator uważa go za 53 Now | jak kłopot i smutek, ale że nie wiedział, do czego Żyd 54 Now | dobrodziejowi wiadomo jest, że się ludzie do tańca, do 55 Now | do smutku niż do tańca i że ten płaszcz to bardzo duży 56 Now | Un wszystkich nakrył, i ze Żydami też!~Odwrócił się 57 Now | nie zrobił, nu, to na to, że Żydowi pieniądz tyle ma 58 Now | Ale nie jest! W tym sęk, że nie jest...~Uśmiechnął się 59 Now | nie widzę? Ja widzę, że una się zrobić mogła, to 60 Now | mogła, to jest źle, ale że una dotąd nie załatana jest, 61 Now | zaczęły pierwsze drzeć. Nu, że uni potem darli, to ja 62 Now | nie skłamię, nie powiem, że nie! Ale najpierw to 63 Now | nazywam Mendel Gdański. Że ja się Mendel nazywam, to 64 Now | Nie miał nas potopić! Raz. że się un Pana Boga bał, a 65 Now | Pana Boga bał, a drugi raz. że un te swoje piętnaście dzieci 66 Now | piętnaście dzieci tak kochał, że jak matka przyniosła śledź, 67 Now | chłopca. A gdy malec wstał ze stołka i szastnąwszy buciętami 68 Now | toś pan wywiódł sztukę, że i Bosko lepiej nie potrafi! 69 Now | Bosko lepiej nie potrafi! Że Gdański, to już swój! Cha, 70 Now | jest, w to miasto un żyje. ze swojej pracy, w to miasto 71 Now | odskoczył nagle na dwa kroki ze zwinnością, której by się 72 Now | trzewiku. Uważał Jednak, że ta postawa Żyda jest wobec 73 Now | Zsunął się pan zegarmistrz ze stołu- nacisnął hawelok, 74 Now | Widok był tak przejmujący, że kobiety szlochać zaczęły.~ 75 Now | cyrkiel. Był tak wysoki, że zasłaniał sobą okno niemal 76 Now | w której dowiedział się, że chłopcu niebezpieczeństwo 77 Now | trzecim razem odpowiedział, że się ta robota koło żwiru 78 Now | robota koło żwiru skończyła i że szkapa tylko piasek teraz 79 Now | wszakże siennika okazało się, że desek w łóżku brakuje dwóch, 80 Now | brakuje dwóch, a bok jeden ze wszystkim odłazi. Nie chciał 81 Now | wszakże poszewki okazało się, że poduszka w jednym rogu rozpruta 82 Now | w jednym rogu rozpruta i że się z niej pierze sypie, 83 Now | Była tak osłabioną i bladą, że wyglądała jak martwa, leżąc 84 Now | wzięli. Zrazu zdawało mi się. że mi głowa gdzieś z karku 85 Now | Szturchnął mnie Felek w bok, że to niby ciepło będziemy 86 Now | ja wygrzebałem patykiem ze szpary dużą, zardzewiałą 87 Now | wszystko, a przekonawszy się, że już żadnych więcej skarbów 88 Now | Teraz dopiero spostrzegłem, że w miejscu, gdzie stała szafa, 89 Now | lej wiadomości Felkowi, a że i matka w kąt ten patrzyła 90 Now | już tak do nas przywykł, że czy go kto wołał, czy nie 91 Now | wrzeszczał; ,,na bok! na bok!", że dorożki stawały. "Handla" 92 Now | Rozlatywali się ludzie, myśleli, że ,,sztuki"; przecie nas " 93 Now | różniliśmy się tym tylko, że mnie przyniósł bocian darmo, 94 Now | zapłacić. Nic więc dziwnego, że istnienie tego moździerza 95 Now | stałe używał, podczas gdy ze mną różnie bywało i wówczas, 96 Now | żelazko pogniewała się matka ze stróżką, która je od nas 97 Now | którym ojciec też mówił, że jest raz na całe życie. 98 Now | Spojrzałem na ojca; byłem pewny, że się Folkowi po uszach oberwie. 99 Now | skubał wąsy. Dobrze jeszcze, że matka spała na chwilę.~ 100 Now | Teraz dopiero zobaczyłem, że ojciec bez kożucha wrócił. 101 Now | lżej człowiekowi, że go z siebie zrzucił!~A gdy 102 Now | Anulku, krzywe drewno, że lada czego stękasz...~Był 103 Now | futerkiem. Ojciec słuchał ze spuszczoną głową. Cały ten 104 Now | sklepiku i ogień taki był, że huczało w piecu. Ojciec 105 Now | takeśmy się wszyscy wygrzali, że to ha!~Upłynęło znów ze 106 Now | że to ha!~Upłynęło znów ze dwa tygodnie. Ojciec niewiele 107 Now | izby. dziwując się matce, że taka zmizerowana.~- Żeby 108 Now | zimnisko takie było w izbie, że para szła- A zelżało 109 Now | znów śniegiem miotło tak, że świata widać nie było. Piotruś 110 Now | delikacik! A my z Felkiem piguły ze śniegu robili i walili w 111 Now | bo matka kaszlała tak, że się w piersiach coś rwało. 112 Now | też nie było. Myślałem, że mnie ojciec choć po chleb 113 Now | maglarka nie chciała wielce ze mną gadać- Powiedziała, 114 Now | mną gadać- Powiedziała, że jej rondel niepotrzebny, 115 Now | Felkiem. uszczęśliwieni, że się jeszcze ta sprawa nie 116 Now | wzgardliwie usta powiedział, że to wszystko szmelc tylko 117 Now | po orzechu dał. Prawda, że Felków był dziurawy, ale 118 Now | cały dzień na nim gwizdał, że to niby kolej odchodzi. 119 Now | szesnaście groszy; mówił też, że moździerz to się i na szmelc 120 Now | tego jęku. Zdawało mi się, że jęknęły węgły naszej izby.~ 121 Now | niewytrzymały, piszczeć zaczął, że mu zimno, że głodny, kazała 122 Now | piszczeć zaczął, że mu zimno, że głodny, kazała mi matka 123 Now | piętami po łydkach bił, tak ze mną po Żyda leciał. Myśleliśmy, 124 Now | Żyda leciał. Myśleliśmy, że go, Bóg wie gdzie, szukać 125 Now | toćżę to samo!~- Nu, to co, że to samo? - odrzekł flegmatyczie " 126 Now | toby ja ośm złotych dał, a że ja sumienie mam. to ja dam 127 Now | szeregu wyrzucał, krzycząc, że fałszywa. Żyd sykał z początku, 128 Now | wilgoć w izbie była taka. że się po ścianach sączyło.~ 129 Now | przez ramię patrzył, Myślał, że Bóg wie, co zobaczy, a tymczasem 130 Now | potem bez ciebie cniło, coś ze trzy dni - mówił ojciec 131 Now | było na Woli, co my tam ze szwagrem poszli, com to 132 Now | kuflem cisnął w tego Niemca, że się do ciebie przysiadł...~- 133 Now | smutniej, jakoby do płaczu, tak że i Felek pięścią oczy raz 134 Now | rozciągnął ojciec harmonijkę raz ze stron obu i dobył z niej 135 Now | Posiedział tedy ojciec ze zwieszoną głową, posiedział, 136 Now | różności do białego rana. A to że ogród jest w izbie i że 137 Now | że ogród jest w izbie i że bez na piecu kwitnie, a 138 Now | bez na piecu kwitnie, a to że w' sieni słowiki śpiewają, 139 Now | sieni słowiki śpiewają, a to że na ścianie, tam gdzie dawniej 140 Now | to ci całą drogę skomli, że głodny. Muszę ci mu co dzień 141 Now | niedowierzająco, czując, że ja bym się może na bohaterstwo 142 Now | Piotrusia - odrzekł Felek - że taki gruby...~- Gdzie on 143 Now | nie pokaż, woda rwie tak. że to ha! Koło żwiru nijakiej 144 Now | mi sójkę w buk wsadził, że mnie zamroczyło.~- Słyszysz. 145 Now | nas taka żałość zdjęła, że tylko się za łby drzeć.~ 146 Now | wybuchaliśmy tak piekielną wrzawą, że ludzie wybiegali z oficyny.~ 147 Now | mógł: Felek sam utrzymywał, że to już tak jedno do drugiego 148 Now | jakby nas nie trzech, ale ze trzydziestu było.~- Przypatrzta 149 Now | taka z tej żałości srogość, że żaden pary nie puści!, me 150 Now | izby wrócili, bo zimnisko ze dworu gnało, a ojciec precz 151 Now | mój Filipie?... Myślę, że nas Bóg ciężko dotknął 152 Now | zasypiała we dnie i mimo że się nagle ciepło na świecie 153 Now | tuśmy przynosili, aby razem ze szkapą obiad jeść. chociaż 154 Now | Ojciec gryzł wąsy i milczał ze spuszczoną głową.~- Mleka 155 Now | piersiach szarpnął, woreczek ze szkaplerzem rozerwał i dobywszy 156 Now | łączyło; mówiła o nim matka, że kutwa, że na groszach siedzi; 157 Now | mówiła o nim matka, że kutwa, że na groszach siedzi; czasem 158 Now | czasem znów przepowiadała, że wszystko Piotrusiowi zapisze, 159 Now | obojętnie ojciec, ale widziałem, że mu się oczy zapaliły.~- 160 Now | Pociągnąłem Felka za rękaw, jako że bezpieczniej mi się zdało 161 Now | ziemię. -~Dla mnie ona i ze szpatem dobra! Żeby nie 162 Now | A ja kumotrowi powiadam, że druga ślepa szkapa lepsza 163 Now | wmówić we mnie chciał. że ślepa szkapa najlepsza.~- 164 Now | Dmuchnęliśmy jak wiali ze stajenki i jak wiatr do 165 Now | wraz z panem Łukaszem, jako że nie godzi się o bydlę targu 166 Now | świadkiem - mówił ojciec - że bym obcemu, a jeszcze też 167 Now | Tak wiem przynajmniej, że w dobre ręce idzie...~- 168 Now | saganka na kaszę.~Tylko że bez szkapy okrutnie się 169 Now | Częstochowy pójdzie, jak nas ze sobą zabierze, jakie to 170 Now | umarła w nocy tak cicho, że nikt nie słyszał nawet.~ 171 Now | wyschłych piersi krzyknął, że matka nie żyje, stanęliśmy 172 Now | okryty... Taki ci pędrak, że go śmierć łokciem trąciła, 173 Now | głowami kiwać, wzdychać, a że nam ojciec tego dnia kaszy 174 Now | trząść, a stękać.,- Myślałem, że temu nigdy końca nie będzie, 175 Now | i nie czuli tak bardzo, że matka umarła. Z pół roku 176 Now | patrzył, zdawało mi się. że spod rzęsów za Piotrusiem 177 Now | Zupełnie jak dawniej, tylko że się tak świece nie paliły 178 Now | mnie straszyła; czułem też, że zimne miała ręce, gdy nam 179 Now | rosły a rosły przed nami.~Że trumny nie miał kto nieść, 180 Now | Zrobiła się cisza taka. że słychać było leciuchne szmery 181 Now | jaki taki był kontent, że w domu siedzieć może.~Zresztą 182 Now | biegłych, zeznania świadków ze sfer wyższych, wreszcie 183 Now | opadać zaczęło.~Wiedziano, że na wokandzie stoją same 184 Now | śledzia sięgnąć? Oczywiście, że nic.~Już kiedy rudy Judko 185 Now | chodził, to znak najlepszy, że nie było po co. Ten dalej 186 Now | to woźny, który widząc, że nikt nie przychodzi, na 187 Now | jednym poznać można było. że jest to obrońca dodany z 188 Now | zwykle miewa coś do czynienia ze swymi paznokciami podczas 189 Now | dziwnym w tej sali, to, że zgoła nie było w niej widać 190 Now | puste. Mniemać by można, że cała ta wspaniałość, cały 191 Now | chwilę zdawało się nawet, że skończy; sam może przelotnie 192 Now | spojrzenia. Rzeczą było widoczną, że na coś oczekuje i czegoś 193 Now | okolicznością jest. że przedmioty- stanowiące istotę 194 Now | zamknięcia, spod klucza, że owszem, zamknięcie samo 195 Now | ku stołowi patrzył, jako że to strzeżonego i sam Pan 196 Now | Wiedział on doskonale, że to tylko baby. Bez bab się 197 Now | babom zbiera, gdyby nie to. że na miejsce zważa. W tej 198 Now | Pan obrońca podnosi się ze stołka i przez chwilę nie 199 Now | poważnie, ma w sobie coś ze smutnego żartu, i to. co 200 Now | figura: klienteli prawie że nie miał, w kancelarii swojej 201 Now | nie było rzeczą uznaną, że wszystkie w ogóle zadania 202 Now | oskarżeni chleb ów mieli? Bo to, że nie dostali go w chałupie 203 Now | klepki. Panów to zadziwia, że mam tak dokładne wiadomości 204 Now | się nawet przez chwilę, że obojętny wzrok jego zatlił 205 Now | okolicznością obojętną, że w takim złym, niepomyślnym 206 Now | oskarżonych o wyświetlenie tego ze wszech miar interesującego 207 Now | pozostawiający żadnej wątpliwości, że wystąpienie pana obrońcy 208 Now | prokurator patrzył na obrońcę ze współczuciem, i on wprawdzie 209 Now | Najstarszy mógł mieć lat ze czternaście może. najmłodszy 210 Now | źrebce pasa, miarkuje sobie, że kiedy ich tu w taką paradę 211 Now | Chwilami zdaje mu się. że uczuwa ból w okolicach słabizny 212 Now | zaś swego tak przywykł, że je uważał za najbliższe 213 Now | tylko żałował w tej chwili, że gęsi jego tych dziwów nie 214 Now | nastawił uszu; zdaje mu się. że o chlebie mowa.~Natychmiast 215 Now | spalonej.~Nagle słyszy, że do niego mówią. Ten sam 216 Now | natychmiast, gdy usłyszał, że do niego tak mówią jak we 217 Now | mówią jak we wsi. Ale to, że go o chleb pytają, wydaje 218 Now | Poleszuka przeczący; wie, że słowem zełgać zełże, ale 219 Now | Cóż ty, wesele robisz, że chleb kupujesz?" Tak matka 220 Now | Tak matka na to: "Jużcić że wesele! Jak je chleb, to 221 Now | Sam ten głos świadczył, że jarmark na Pyłypa dawno 222 Now | Można by nawet mniemać, że gadania tego wiejskiego 223 Now | pozornego spokoju znać było. że płonie jak roratna świeca. 224 Now | wierzył i tak kręcił głową, że ledwo trafiał z tabaką do 225 Now | czego, zdawać się mogło, że ta wyciągnięta ręka dotknęła 226 Now | Przebaczcie! Myślałem, że ten dzieciak chorobę nam 227 Now | dobrze, zrozumiał nawet, że pyta o imię rwącego się 228 Now | dzieciak nie wie nawet, że tu o nim mowa. Szeroko otwarte 229 Now | ojciec mu na odchodnym coś ze trzy razy pięścią w kark 230 Now | taj Syrycz taj Neścior ! A że Benedyć, taj Tichobaj, heto 231 Now | ognie biły z uciechy, że jeszcze tej paradzie nie 232 Now | wstał z wolna pan adwokat ze swojego stołka, a nie przestając 233 Now | zechce do swej wiadomości, że lud w tych okolicach nosi 234 Now | jak o staje drogi, rad, że się wreszcie dokładnie dał 235 Now | powstrzymywanego pędu. Jedną ze szczupłych, długich rąk 236 Now | Zdumieli się panowie sędziowie, że mogli łączyć kiedykolwiek 237 Now | Nie wiedzieć.~To pewna, że otworzyły się przed nimi 238 Now | przed nimi nowe widnokręgi, że udzieliło im się coś z siły 239 Now | pomyśleniach i uczuciach, to. że zdawały się zupełnie oderwanymi 240 Now | dowodzenia stawia, ale które ze względu na wynik dowodzenia 241 Now | wstrząsnął się, jakby przebudzony ze snu.~- Sąd idzie! Sąd... 242 Now | oczywista i jak słońce jasna, że kiedy drzwi były zamknięte, 243 Obra| jakieś ciężkie kroki, a razem ze zgrzytem klucza obracanego 244 Obra| nadmiernie wydłużone i wyruszone ze stawów. Rzecz dziwna, przeobrażeniu 245 Obra| godzi się bardzo dobrze ze spleśniałą jakby cerą więźnia 246 Obra| aresztanta.~Na oko widać było, że siedzi już najmniej cztery, 247 Obra| spostrzegacz poznałby z łatwością, że więzień przebywa ten punkt 248 Obra| Na łeb?... Nie widzisz, że skrzynia? Ślepyś?...~- Prrr... 249 Obra| się w połowie drogi tak, że mu tylko koła na ulicy pozostały.~ 250 Obra| miała wywrzeć. Taka obżarta, że się ruchać nie może... Układła 251 Obra| mignął... Jeszcze myślałam, że świnia.~- A żeby was najjaśniejsze!... - 252 Obra| pędził dalej, znać było, że siły jego bliskie były wyczerpania.~ 253 Obra| nareszcie jakby sarn czując, że nie ujdzie - odwrócił się 254 Obra| koszulę i tak zmordowali, że trzeba go było do więzienia 255 Obra| szczęście przypomniał sobie, że czytał gdzieś niedawno, 256 Obra| twarzy drgały. Zdawało się, że jest bliskim omdlenia.~- 257 Obra| Przekonany był bowiem, że wydaje Cygana w ręce ciężkie 258 Obra| potem wpadł w taką gorączkę, że go jeszcze tej samej nocy 259 Obra| kaszlał, kwękał, skarżył się, że go w piersiach, to w plecach 260 Obra| strasznie. Zwlókł się nareszcie ze swego tapczana i pochylony, 261 Obra| ani jednym jękiem żadnego ze swoich sąsiadów.~Teraz dopiero 262 Obra| dopiero zaczęto przebąkiwać, że Wiewióra zanadto mu "dołożył". 263 Obra| niedowierzaniem. Jeden z nich udaje, że czyta. Wychodzą wreszcie, 264 Obra| kiedym jeszcze nie wiedziała, że się tu o nic pytać nie należy~ 265 Obra| Ale da ci taką odpowiedź, że z niej nic wycisnąć nie 266 Obra| raczej, gdy się przekonają, że wejścia twego uniknąć niepodobna, 267 Obra| zaciera dłonie i zapewnia, że jest z przybycia twego najszczęśliwszy. 268 Obra| zwiedzić. Odpowiadasz skromnie, że zastosujesz się do woli 269 Obra| ogląda się jeszcze. Znać, że rad by się rozdwoić, i tu 270 Obra| w czytaniu. Okazuje się, że w tej chwili, właściwie 271 Obra| Dowiadujesz się przy tym, że te "szelmy" strasznie wszystko 272 Obra| strasznie wszystko niszczą i że gdyby im tylko książek dać 273 Obra| Dowiadujesz się także, że z więźniami w żadne rozmowy 274 Obra| warto, bo wszyscy kłamią; że on sam, "wielmożny", cudów 275 Obra| wielmożny", cudów tu dokazał, że go aresztanci jak ojca kochają, 276 Obra| aresztanci jak ojca kochają, że wydatki ogromne, że roboty 277 Obra| że wydatki ogromne, że roboty ręczne postępują 278 Obra| ręczne postępują wzorowo, że wreszcie co do moralności 279 Obra| czołgającego się na czworakach ze skorupą w ręku, którą skrobie 280 Obra| Wielmożny" macha ręką na znak, że mu wszystko jedno. Po czym 281 Obra| bądźcie zdrowe! Widzicie oto, że osoby litościwe, które 282 Obra| tedy z całą uprzejmością, że jeśli zechcesz jeszcze kiedy 283 Obra| odwiedziny - przeczuwa, niestety, że możesz to zrobić! - to on 284 Obra| się, masz tyle sprytu, że nie odrzucasz wręcz tej 285 Obra| nie skręcisz, znaczy to, że nie wszystkie, choćby też 286 Obra| pośpiesza.~Łatwo pojąć, że choćbyś zrobił sto podobnych 287 Obra| zdarzy się wreszcie, że go odwołaj na drugi koniec 288 Obra| usilne przeprosiny jego, że cię musi "na chwilkę samego 289 Obra| datków. On powinien wiedzieć, że masz prawo tu przychodzić 290 Obra| masz prawo tu przychodzić i że otwieranie ci numerów nie 291 Obra| sposobem dojść możesz do tego, że pan nadzorca przestanie 292 Obra| przy tym skromnie domysł, że pewno tęsknią do niej, przez 293 Obra| aresztantek, ile ich jest ze wsi. Bywa ich zwykle połowa 294 Obra| skończysz, spostrzegasz, że klęczą wszystkie, prócz 295 Obra| aresztantka to ona nie jest. Ale że tu trzymają wedle papierów...~ 296 Obra| zara w głowie zaczęło psuć, że ino ciągle chodziła, rękami 297 Obra| myją i Dziką przezwali, że to i takiej czarniawej urody 298 Obra| się, bywało, tak zmorduje, że się o ziemię jak drewno 299 Obra| się za włosy i płacze tak, że się człowiekowi coś dzieje 300 Obra| łaski pani, to ma takie, że choć z nich bicze kręć na 301 Obra| wrzask był w korytarzu, że zwyciężyć nie było można... 302 Obra| Co nie mam chodzić? Ino że się z nią nijakiego rozmówienia 303 Obra| podniosła się nie zdejmując ze mnie coraz głębszym cieniem 304 Obra| Osmólec tak tłucze Onufra, że go oderwać nie można.~- 305 Obra| twarzą ku drzwiom zwrócony, ze obiegniętymi brwiami na 306 Obra| Mitygował się, ale znać było, że mu to przychodzi z trudnością. 307 Obra| spojrzeć na niego, aby poznać, że gorący jest jeszcze od bójki, 308 Obra| budowy swojej tak zetlał, że zdawało się, potrącony 309 Obra| Osmólec zadał, znać było, że wyrazu swego nie zmieniła, 310 Obra| mu był wdzięczny za to, że go przed sobą widzi. Była 311 Obra| po tonie mowy poznałam, że to recydywista, stary, szczwany 312 Obra| zmęczonego bójką. Czuł też widać, że słuszność przy nim, bo patrzył 313 Obra| skąd to pan strażnik wie, że się nie pokazało?~- Jezu! 314 Obra| panu strażnikowi powiem, że kiedy tutaj siedzę, to jestem 315 Obra| była. Wyznać nawet muszę, że przynosiła ona pewne, dość 316 Obra| wreszcie bagatelizowała, że tak powiem, sprawę sama 317 Obra| Najkomiczniejszym było to, że każdy z aktorów tego przedstawienia 318 Obra| role wszystkich innych i że pomimo to sztuka ta odgrywała 319 Obra| układzie, toby i spał. bo ma ze wszystkim czyste sumienie: 320 Obra| światło zgaśnie, zara stęka, że coś przed nim stoi. A ja 321 Obra| stoi. A ja co temu winien, że co przed nim stoi? Ja za 322 Obra| rezolutny! To ty nie wiesz, że za bijatyki ciemna? Jeśli 323 Obra| wielmożny pan, toby ja był ze wszystkim sierota!...~Tu 324 Obra| mistrzowskim wykonaniem tej sceny, że tabakę w palcach trzymając 325 Obra| hu!...~ mnie dziw brał, że pan nadzorca tak długo Osmólcowi 326 Obra| ale przypomniałam sobie, że - sam krasomówca - w bystrejmowie 327 Obra| wielmożnego pana tak kocham, że się we mnie wnętrzności 328 Obra| tryumfem, rad widocznie, że aresztant tyle sprytu i 329 Obra| Widok był tak straszny, że mimo woli złożyłam ręce 330 Obra| Onufrego Sęka, pochodzącego ze wsi Witaszewice, powiatu 331 Obra| powinowatego kupca N. Jeden ze świadków opowiada, że nieraz 332 Obra| Jeden ze świadków opowiada, że nieraz widział, jak chłopczyna 333 Obra| przyrósł, a kiedy widział, że Onufer~nad dolą swoją płacze, 334 Obra| humorze i pod pretekstem, że zupa przesoloną została, 335 Obra| tymczasem wypłakał, obmył i ze stołu sprzątać bez żadnej 336 Obra| jakiś do głowy przystąpił, że umarł.~- I cóż to było?~- 337 Obra| osika w boru. Tak wielmożny, że to miłosierne serce ma, 338 Obra| dał. Tak chłop wychudła, że się tylko skóra poopinała 339 Obra| i różnie go ta nazywał, że i rodzony ojciec lepiej 340 Obra| onego kąta niósł, powiadał, że taki był letki jak ten snop 341 Obra| filcowy kapelusz i laskę ze srebrną gałką widać przed 342 Obra| kapitele pilastrów, tylko że wskazówki jego zdają się 343 Obra| w roli. Każdy też woli, że mu to taniej przyjdzie, 344 Obra| mizerota, której się zdaje, że już nie poradzi robocie. 345 Obra| Probst? Spodziewano się, że pierwszy do licytacji stanie, 346 Obra| niewielka łysina niemal że nie szpeci wcale. Twarz 347 Obra| drzwi zamyka. Zdaje się, że już nikt więcej nie przyjdzie.~- 348 Obra| ustawy gminy. Wiadomo panom, że gmina nie dozwala cierpieć 349 Obra| słabych wspiera.~Tu czując, że mu się ten frazes udał, 350 Obra| naszą chlubą! Wiadomo panom, że młodość nie trwa, siły opuszczają, 351 Obra| Tu pan radca dziwi się, ze mu tak dobrze idzie, i znów 352 Obra| pauzę. Żal mu po prostu, że słucha go tak mała garstka 353 Obra| kaleka nie może już wyżyć ze swej pracy. Owszem, nie 354 Obra| wydobywa się szczęśliwie ze drzwi i przy progu staje. 355 Obra| zbyt niedołężnym. Wie on, że stoi tu w charakterze starca, 356 Obra| jakby dla upewnienia go, że ani brzytwa, ani kubrak, 357 Obra| pesymistycznie drugi, wiedząc, że uwagi galerii nigdy nie 358 Obra| to widok tak pocieszny, że całe zgromadzenie wybucha 359 Obra| staremu Kuntzowi zdaje się, że nigdy, nigdy nie zdoła dojść 360 Obra| ludzie na niego patrzą, że gmina patrzy. Zaciska tedy 361 Obra| jak głupi? Czy nie widzi, że urząd czeka? Dalej, naprzód!~ 362 Obra| się mogła. Teraz widzi, że i brzytwa, i chustka, i 363 Obra| blisko do oczu, porównywa ze ściennym zegarem gminy i 364 Obra| sekcję dobroczynności gminy, ze wszech miar zasługuje na 365 Obra| Mainau. - To gorzej jeszcze, że zdrowe! Jak się stary rozje, 366 Obra| mówi Sprüngli - dość, że się stary Hänzli u niego 367 Obra| zaczyna. Wydaje mu się, że mróz już mu kości sięga. 368 Obra| cieszyć. Tego, cieszy się, że sobie wszyscy raz do licha 369 Obra| staro. Tödi Mayer miarkuje, że nieświetny zrobił interes, 370 Obra| pomaga woźny, ściągając ze złością rękawy. Jako urzędnik 371 Obra| częścią z chłodu, a częścią ze strachu. Wydało się... Co 372 Obra| szmatek w obu rękach, ciska go ze wstrętem pod wieszadło u 373 Obra| tak ku przodowi wygiętym, że cała postać przysiadać się 374 Obra| starego. Jest ona tak cienka, że zdaje się, biczem przetrząsnąć 375 Obra| ptaka; a to tym bardziej, że nie podparta sztywnym fontaziem 376 Obra| płacić? Czy panowie myślicie, że gmina siedzi na złocie? 377 Obra| kołyszący się na niej łańcuszek ze srebrnych ogniwek. Spod 378 Obra| w rzeczy samej żal mu, że targu nie przybił. Ano, 379 Obra| inny pozór. Czują wszyscy, że przybył koneser. Twarze 380 Obra| niespokojnie, nerwowo. Wie on, że Hänzli, tak samo z gminy 381 Obra| bardzo małym, tak małym, że go i niewiele widać chyba. 382 Obra| siedmiu lat w gminie. Wie on, że taka starota to jak pęknięty 383 Obra| znalazł.~Sarkają ludzie, że cenę innym psuje. A co mu 384 Obra| głośnymi wyrzekaniami; baby ze wsi przybyłe, odziane w 385 Obra| dające światła, a barłóg ze słomy i dzban wody dopełniał 386 Obra| na korytarzach specjalne, że tak powiem, więzienne, ciężkie, 387 Obra| zastarzałymi miazmatami, tak że się trzeba uczyć nim oddychać 388 Obra| rodzajem naiwnego podziwu, że "na wolności miała zawsze 389 Obra| zarobki", o Helenie wiedziano, że jest rezolutna, że w potrzebie 390 Obra| wiedziano, że jest rezolutna, że w potrzebie za cały oddział 391 Obra| przywykłam w końcu tak, że mnie razić przestało.~Lecz 392 Obra| Serbii polegała na tym, że o ile dostające się tam 393 Obra| świeżo najętym mieszkaniu, a że szaf jeszcze nie było, więc 394 Obra| a tu tyle śliczności, że nie wiedzieć, na co wpierw 395 Obra| było w biurku. Myślałam, że trupem padnę...~Otóż to 396 Obra| inaczej o sobie, jak tylko że "popadła" w nieszczęście. 397 Obra| Amora. Zdaje się nawet, że był to jeden z powodów, 398 Obra| Trzeba było bogdance pokazać, że się jest dzielnym chłopem, 399 Obra| i z okienkiem tak małym, że dnia prawie nie dopuszcza, 400 Obra| nieznośne, nawet latem, że kiedym raz odwiedzała zamkniętą 401 Obra| choćby nawet wiedział, że mu to udzielonym będzie. 402 Obra| nastręcza się strażnikom ze swymi aroganckimi minami, 403 Obra| Ale i kobieta chce okazać, że wcale nie ustępuje wybranemu 404 Obra| im jakoś zawsze wypadało, że albo jedno, albo drugie 405 Obra| niej powrócił, bo wiedział, że ona o nim tylko myśli, tak 406 Obra| się od tego jak mogły, tak że niejedna całymi latami we 407 Obra| który głową chwiał tak, że mu słowa na zapadniętych 408 Obra| buchnął taki płacz, taki jęk, że sam "wielmożny" takt zgubił 409 Obra| Od dawna już uważałam, że jedna z aresztantek, niemłoda, 410 Obra| nie chciała. Utrzymywały, że po nocach nie sypia, że 411 Obra| że po nocach nie sypia, że stęka, zrywa się, że przez 412 Obra| sypia, że stęka, zrywa się, że przez sen gada. Powoli też 413 Obra| zbliżenia. Powiem nawet, że czułam do niej jakiś wstręt, 414 Obra| przechodziły zwykle w ten sposób, że opowiadałam aresztantkom 415 Obra| zadumane nieraz. Uważałam, że najchętniej mówią o dzieciństwie 416 Obra| młodych latach. Zdawałoby się, że te sponiewierane istoty 417 Obra| zawsze wypadają w ten sposób, że czy tak, czy owak, manifest 418 Obra| będą.~Zdarzyło się raz, że przyniosłam z sobą Zachwycenie 419 Obra| kolanach.~Muszę wyznać, że wzdrygnęłam się mimo woli. 420 Obra| A ja wtedy zobaczyłam, że mam suknię od łez jej mokrą.~ 421 Obra| tudzież Mańka, mająca może lat ze czternaście, która od rodziców 422 Obra| takie to już nieszczęście, że człowiek zawsze ,,popaść" 423 Obra| się baby owe tak drażliwe, że za najmniejszym gryzącym 424 Obra| z aresztantek zdaje się, że druga dostaje większy. Powstają 425 Obra| raz przyniesiono kaszę ze skwarkami z sadła. tu 426 Obra| starszych kobiet, co to się i ze strażnikiem wykłócić umieją 427 Obra| 0 tych jest podejrzenie, że marnują trzcinę. Wiele tu 428 Obra| tabakę, a nawet wódkę.~Tylko że wódka zostaje w kancelarii, 429 Obra| po kieliszku. Naturalnie, że zapasy pochodzące z wydziału 430 Obra| administracyjnym w Serbii, że z rana otwierający drzwi 431 Obra| spomiędzy aresztantów przybysze ze wsi. Zwyczaj ten datuje 432 Obra| zrodził się nawet przepis, że kto nie był w łaźni, ten 433 Obra| wątpliwości jakie i przypuszcza, że gdzie indziej jeszcze niż 434 Obra| zaraz zaczęła mi opowiadać, że jej czegoś dać nie chcieli. " 435 Obra| wprawdzie często tego rodzaju, że pomoc owych zdrowych rąk 436 Obra| chyba różniąca od innych, że stoi przed nią budka, a 437 Obra| nazwania, co samo już dowodzi, że mu i wewnątrz, i zewnątrz 438 Obra| krzeseł, stanowiących wraz ze stołem całe umeblowanie 439 Obra| więziennym, i trzeba wyznać, że roboty naszych więziennych 440 Obra| ciemną.~Dowiedziawszy się, że skazana jest tylko na trzy 441 Obra| nigdy byś nie przypuściła, że w niej coś zbrodniczego 442 Obra| Powiada wielmożny sąd, że był kwas... Abo ja wiem 443 Obra| straciły na zewnątrz nic ze swojej ponurej grozy. Jest 444 Obra| błędzie jest ten, kto sądzi, że to wygląda komicznie i przypomina ,, 445 Obra| komedii. Zaręczyć mogę, że żaden uśmiech nie przychodzi 446 Obra| głów pogolonych. Czujesz, że oddychasz wszędzie nieszczęściem. 447 Obra| budzi. Zauważyłam nawet, że wielu nie podnosi oczu i 448 Obra| Charakterystycznym jest, że podczas kiedy twarze uwięzionych 449 Obra| wyjątkami - głupowate, owcze, że tak rzekę, wyraz oblicza 450 Obra| przejmuje. Zdawałoby się, że utrata swobody ruchu i samodzielności 451 Obra| zrobiła sobie rodzaj sportu, że kiedy była bliską śmierci, 452 Obra| to cierpiała w więzieniu, że jest karaną, ale przez to, 453 Obra| jest karaną, ale przez to, że nie może znaleźć nic godnego 454 Obra| To tylko pocieszało, że znalazła tu świeże audytorium 455 Obra| Ale... powiedziałem. Ino, że mi zaraz dali w kark, że 456 Obra| że mi zaraz dali w kark, że niby łżę; i przyświadczyli, 457 Obra| niby łżę; i przyświadczyli, że ja sam kradł, i kuma Jędrzejowa 458 Obra| z miasta oczekiwało wraz ze mną w wielkiej sali, gdzie 459 Obra| wreszcie. Mężczyzn było ze trzydziestu i cztery kobiety. 460 Obra| kobietę odepchnął tak silnie, że potoczyła się o kilka kroków 461 Wier| jaskrawy~Napis obwieszczał, że tutaj dostanie~Głośnej muzyki 462 Wier| przystani i lądu...~Czuł, że wyższe i czystsze uciechy~ 463 Wier| Czyliż więc dziwno, że wyrobnik blady~Postał, podumał 464 Wier| nędza, a tak jeszcze mały,~Że mógł rozpłakać się i wołać: 465 Wier| nędzę i ludzką niedolę,~Że Chrystus biały, co stał 466 Wier| pełny trwogi i zadumy,~Że były chmurą ogromną o świcie,~ 467 Wier| lat tysiące...~Widział, że tłum ten - to siła stracona~ 468 Wier| spojrzeniu przyszłości,~Że chce rachunku - z miliona...~ 469 Wier| miliona...~I ujrzał nagle, że wydziedziczeni~Za społeczeństwa 470 Wier| maleńka już karne,~Wiedzą, że dwór jest rzecz pańska, 471 Wier| łańcuchu ogniwem,~Lecz wiem, że z dawna uczono batogiem~ 472 Wier| martwa padła...~Mówiono, że jej pękło chłopskie serce.~ ~ ~ 473 Wier| Jak ci, co mówić nie śmią, że głodni!~ ~Wreszcie z 474 Wier| oddechem,~Bo mu się zdało, że stygnie, że kona...~Modlił 475 Wier| mu się zdało, że stygnie, że kona...~Modlił się, płakał, 476 Wier| człowiek młody,~Oświadczył, że tu jest powietrze zgniłe,~ 477 Wier| tu jest powietrze zgniłe,~Że straszna wilgoć ma tutaj 478 Wier| wilgoć ma tutaj siedlisko,~Że dziecku trzeba dać lepsze 479 Wier| gorący.~Zapewnił nadto, że jeśli chłopczyna~Wiosny 480 Wier| słońce.~Wreszcie oświadczył, że mróz - trzaskający!~I wyszedł. - 481 Wier| w nas wcale nie ma winy,~Że słonka Jaś nie doczekał?~ ~ 482 Wier| ma takich murów dokoła,~Że się przegiąć trzeba,~ 483 Wier| ci owsy, takie ci żyta,~Ze się w nich człowiek schowa!~ 484 Wier| a grochy w strąkach,~Że ich nie przejrzysz do dna.~ ~ 485 Wier| zmrok tam zielony, świeży,~Ze - gdzie!... i ksiądz sam 486 Wier| Pod niebo się dźwigają,~Że i królowie w złotych pałacach~ 487 Wier| szczebioty!~A gąszcz ci taki, że słońce ledwo~Przeciśnie. 488 Wier| niebie~I na tej bożej ziemi,~Że człowiek nie wie, na co 489 Dzie| trwogi!~Pędzi jakby chart ze smyczy...~- Tygrys, tato! 490 1 | swą władzą...~Już czułem, że mnie te oczy prowadzą,~Choć 491 1 | zapomniane prochy biorą ze dna~Na siew przyszłości. - 492 1 | omdlało.~ ona, widząc, że tak przed nią stoję,~Dłoń, 493 1 | taki w powietrzu był całem,~Że mi głos omdlał, zgasł, a 494 1 | taka była ostrość bólu,~Że oczy moje pobiegły jak strzały~ 495 1 | widzeń przyszłości ekstazy,~Że teraz jeszcze myśląc o niej - 496 1 | głowę pchał pomiędzy wartę,~Że tam jest matka.~...Przez 497 1 | nie miała pacierza,~Czuła, że wzrokiem w Boga gdzieś uderza.~ ~ 498 1 | cicha!~O, krzycz i wołaj, że zrobiono z ciebie~Rzecz 499 1 | okropniejszą od mogilnych lochów!~Że ta, co niegdyś po synów 500 1 | pani moja, która tam wraz ze mną~Stała, rzęsami nakrywszy


1-500 | 501-524

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License