Part
1 Rota| nas zniemczył wróg...~- Tak nam dopomóż Bóg!~ ~Do krwi
2 Rota| nam będzie każdy próg...~- Tak nam dopomóż Bóg!~ ~Nie będzie
3 Rota| gdy zabrzmi złoty róg...~- Tak nam dopomóż Bóg!~ ~ ~
4 Now | na ten przykład, to nie tak, jak u nas, co to krzyż
5 Now | mogiłki wedle niego, jak mogą, tak się tulą Tam krzyż przy
6 Now | ramieniach tych inszych zeprze i tak trwa... A na każdym krzyzie,
7 Now | jak miesiąc zejdzie, to tak one płótna bieleją jak żywe...
8 Now | Wieczny odpoczynek".~Po chwili tak mówiła dalej:~- A że choć
9 Now | A to, proszę łaski pani, tak było, że jak my tam z nieboszczką
10 Now | każdej najmniejszej rzeczy. Tak temu chłopakowi było Justyn,
11 Now | też to do nas doniosło, tak mego Ustima jakby z nóg
12 Now | tylko jak bydło przygnał, tak się rżnął o ziemię w oborze,
13 Now | prześmieszki, zara dogadywki, tak też rżnął łyżkę, zabrał
14 Now | zatkał i dalej do obory... I tak sumował, pani moja, więcej
15 Now | Jak ją najrzał z daleka, tak wlazł na strych w słomę
16 Now | ucieka, a po kątach płacze tak, że w tych łzach swoich
17 Now | tylko zasłyszał, że matka, tak uciekał w ostatnie kąty,
18 Now | brał. A ta żorota to go tak zjadła, zniszczyła, że chodził
19 Now | kości. A te oczy to mu się tak świeciły, jak to próchno
20 Now | nie przebiją. Mocowało się tak ono chłopaczysko w sobie,
21 Now | obrazik dała w ręce, żeby już tak całkiem bez Pana Jezusa
22 Now | Chora może, a może się już tak od onego nieboraka odbiła,
23 Now | nie chciał. Ano, wyszło tak kilka niedziel, a ona Ustimowa
24 Now | Ustimowa mogiła jak rosła, tak rosła. Kto do lasu albo
25 Now | patrzę, kopiec okrutny. Tak ludzie do niej. Powiadają,
26 Now | krzesiwem o krzesiwko krzesze. Tak go zaraz ludzie obstąpili
27 Now | A mnie zara coś tknęło. Tak pytam starego Neściora,
28 Now | pozdejmowali, pacierz mówiący. Tak mnie zaraz ogarnęła taka
29 Now | bądź milościw...~Wołam ja tak do tego Pana Jezusa, pani
30 Now | padła, to cud boski! Runęła tak jak ta kłoda - w sam środek
31 Now | łba i do boru poszedł... Tak zara ludzie powiadali, że
32 Now | wyrostki? Dlaczego patrzą tak po sieniach? Skąd mają pieniądze,
33 Now | ochoty do śmierci i stoi tak czarniawa, przez pół uschnięta,
34 Now | warsztat introligatorski ma i tak już przeszło ćwierć wieku
35 Now | laki piękny, siny dymek i tak Mendlowi smakuje. Siny ten
36 Now | najmłodszą dziewczynę Liję, tak wcześnie wydaną i tak wcześnie
37 Now | Liję, tak wcześnie wydaną i tak wcześnie zgasłą, po której
38 Now | wzrokiem. Nigdy go jeszcze tak gniewanym nie widział.~-
39 Now | i patrzał podejrzliwie w tak dobrze, tak dawno znaną
40 Now | podejrzliwie w tak dobrze, tak dawno znaną sobie uliczkę.
41 Now | Mendel aż się zachłysnął, tak mu odpowiedź na usta nagle
42 Now | przyszedł jak do karczmy! Ja tu tak w to miasto urósł, jak ta
43 Now | w dobrych rękach jest.~- Tak się to mówi' - odparł dyplomatycznie
44 Now | łokcie. - Nu, to niech mi tak od razu pan dobrodziej powiada.
45 Now | Żyd nie był obcy? Nu, i ja tak samo powiadam. Czemu nie?
46 Now | obcym się robić, kiedy w i tak swój? Pan dobrodziej myśli,
47 Now | ludzie do smutku się zejdą, tak się uni do płakania zejdą,
48 Now | wyższości. - Gada się to tak i owak, ale każdy Żyd, byle
49 Now | to i-miejsce pękła- Nu, tak jedni zaczęli do siebie
50 Now | drudzy mów do siebie, i tak się już dalej rwało. Pan
51 Now | wszystko jest? Nu, niech i tak będzie! A wie pan dobrodziej
52 Now | leży? Pieniądze tylko leżą, tak my po pieniądze liziem.
53 Now | swoje piętnaście dzieci tak kochał, że jak matka przyniosła
54 Now | najadły, coby nie były głodne. Tak ich kochał.~Zachłysnął się.
55 Now | mendlowi całemu źle na świecie, tak sam już tylko pół tuzina
56 Now | dwa z gniazda precz zruci. Tak niech już pan dobrodziej
57 Now | Jak uny gdańskie mogą być. tak ja jestem Gdański. Nie jestem
58 Now | ja Gdański, to ja cudzy? Tak pan dobrodziej powiada?
59 Now | śmieszną.~- Cóż to pana tak dziwi? - zapytał chłodno.~
60 Now | niespokojnie, badawczo. Chwilkę tak stał wstrzymując dech w
61 Now | firance. Znały tego Żyda tak dawno, był usłużnym, dobrym
62 Now | wyjący motłoch.~Widok był tak przejmujący, że kobiety
63 Now | jak otwarty cyrkiel. Był tak wysoki, że zasłaniał sobą
64 Now | pełnego głosu dobyć nie mógł, tak go gniew dławił. Z małych
65 Now | ukrytą w rękach, siedział on tak już od południa, od chwili,
66 Now | tylko skóra zrosła. A pan tak jak na worze z popiołem
67 Now | spojrzał na matkę. Była tak osłabioną i bladą, że wyglądała
68 Now | ziemniaki dojeść mogli, tak nam pilno było na siennik,
69 Now | i "Zdrowaś" przetrzepał, tak, żem ja jeszcze ofiarowania
70 Now | nie wołał, ale przyszedł tak, z grzeczności, jak mówił,
71 Now | funta.~A ,,handel" to już tak do nas przywykł, że czy
72 Now | środkiem ulicy, a Felek tak wrzeszczał; ,,na bok! na
73 Now | dał, żebyśmy sobie poszli.~Tak nam ta wyprawa zasmakowała,
74 Now | kadryla"? Jak Boga kocham, tak nie jadłem!...~Tu uderzył
75 Now | matka cegłą lub popiołem i tak świecący stał z wystawionym
76 Now | całej ulicy, nie szanowałem tak, jak szanowałem ten moździerz.
77 Now | patrzcież państwo. Felek tak o żelazku mówił, jakby to
78 Now | to znów śniegiem miotło tak, że świata widać nie było.
79 Now | okruszyny, bo matka kaszlała tak, że aż się w piersiach coś
80 Now | moździerz... - szeptała tak cicho, żem dosłyszał ledwie.~
81 Now | Rzucał się w powietrze tak łatwo, jak ryba w wodę.
82 Now | piętami po łydkach bił, tak ze mną po Żyda leciał. Myśleliśmy,
83 Now | namyślał...~- Dajcież już tak dziesięć złotych, jakeście
84 Now | odpowiedziała, twarz jej była tak biała, jak krążek opłatka.
85 Now | potem rozczerwienił się tak, jakby go apopleksja tknąć
86 Now | ojciec wesoło, a grając tak mówił do matki:~- Pamiętasz.
87 Now | smutniej, jakoby do płaczu, tak że i Felek pięścią oczy
88 Now | obu i dobył z niej głos tak żałosny, jak na organach,
89 Now | chwili -jak sobie człowiek tak wszystko jedno po drugim
90 Now | zawołałem. - Cóżeś ty tak jak tyka przez ten miesiąc
91 Now | śmiechem.~- Czego wy się tam tak śmiejecie, chłopcy? - zapytała
92 Now | się nie pokaż, woda rwie tak. że to ha! Koło żwiru nijakiej
93 Now | mogła się odłączyć. Było to tak naturalnym, żem zgoła nie
94 Now | da więcej" - wybuchaliśmy tak piekielną wrzawą, że aż
95 Now | ledwie podsadzić mogli, tak go przeważała rozdęta brzuszyna.
96 Now | sam utrzymywał, że to już tak jedno do drugiego pasuje.
97 Now | mogliśmy bowiem znieść, kiedy tak patrzyła na nas smutnie
98 Now | takiego w tym ślepiu ma, co tak świdruje?... A to bym ci
99 Now | przemierzył, niż kiedy ona tak patrzy. Do samego ci hunoru
100 Now | bezdzietny był.~Kiedyśmy się tak. oniemiawszy nagle, przypatrywali
101 Now | stał w ogniach. -Żeby mnie tak Bóg skarał. jak ona łogawa!
102 Now | szczypnął mnie, w słabiznę tak, żem omal nie wrzasnął.~-
103 Now | znów do tabaki sięgnął. -Tak mi też, kumeńku, mów! Ślepa!...
104 Now | kobyły tej nie przedał. Tak wiem przynajmniej, że w
105 Now | człowiek nie kamień, toć już tak po przyjacielstwie darmo
106 Now | jej jak próchno. Bywało tak zwykle wieczorem.~Ale gdy
107 Now | jakoś.~Matka umarła w nocy tak cicho, że nikt nie słyszał
108 Now | Cały ten dzień było mi tak, jakby mi kto do ucha szeptał: ,,
109 Now | litowanie, to byśmy i nie czuli tak bardzo, że matka umarła.
110 Now | jak dawniej, tylko że się tak świece nie paliły przy niej.~
111 Now | się na gwałt odziewać, a tak mi ręce latały, żem do żadnego
112 Now | wydawał ten pogrzeb z trójką tak dobrze bawiących się dzieci
113 Now | nią stał; a jednak ojca tak zgięła do ziemi, jak ten
114 Now | ciepłym i od serca idącym. Tak w rysach twarzy jego. Jak
115 Now | zgadzać zdawała.~Stojąc tak u szczytu stołu, wprost
116 Now | kadencji jest to zjawiskiem tak zwykłym, tak w porządku
117 Now | zjawiskiem tak zwykłym, tak w porządku rzeczy leżącym,
118 Now | po nowo usypanym torze.~Tak przecież nie było. W pustych
119 Now | do licznych stóp bosych. Tak króliki w jamce pod przyciesią
120 Now | Temat był potoczysty i tak otarty jak najlepsza sanna;
121 Now | ogarniałby mas całych z tak fatalną i niepościągnioną
122 Now | prezydujący, a patrzenie to trwało tak długo i tak szczególnym
123 Now | patrzenie to trwało tak długo i tak szczególnym mieniło się
124 Now | dopuścili oskarżeni, jest tak występne i potępienia godne,
125 Now | miękkość w sobie czuł, a tak ostro palnął!~Nie miał zamiaru!
126 Now | żałoście łakome. Druga się tak miodem nie uraczy albo i
127 Now | zamiaru wydawać się w grę tak niebezpieczną. Zresztą,
128 Now | zapierają istoty czynu. Tak jest, Wysoki Sadzie! Zjedli
129 Now | zwinął je, znów rozciągnął i tak je wykrzywił, jakby sam
130 Now | Panów to zadziwia, że mam tak dokładne wiadomości o tym,
131 Now | postawę i spuściwszy oczy tak rzecz prowadził dalej:~-
132 Now | Procedura nic nie straci na tak małym wyboczeniu i. drogi
133 Now | co mu było złego siedzieć tak i słuchać? Co innego, gdyby
134 Now | fotela, co można było sobie tak i siak tłumaczyć, skłonił
135 Now | i owego masła; jużcić to tak na sucho nie ujdzie. Koza
136 Now | chałupie, bo i brudno, i głodno tak samo. Ale w takiej paradzie,
137 Now | widziały !~"Mama" mówił ot tak z głupoty z nawyczki tylko;
138 Now | sierotą bowiem byt i ludzie go tak ot przygarnęli, z miłosiernego
139 Now | chwytał; do stadka zaś swego tak przywykł, że je uważał za
140 Now | gdy usłyszał, że do niego tak mówią jak we wsi. Ale to,
141 Now | Wyciągnięta szyja jest tak cienka, iż zdaje się, biczem
142 Now | brodzie i dolnej szczęce skóra tak przyschła, jak u starego
143 Now | głośno i liczy na jarmarki. Tak, teraz dobrze! Teraz wie,
144 Now | rozświetnią trojnił. Idziem, tak matka mówi: ,,Sława Bohu"
145 Now | matka mówi: ,,Sława Bohu" Tak Tyt odrzekł: ,,wo wik" i
146 Now | robisz, że chleb kupujesz?" Tak matka na to: "Jużcić że
147 Now | poganiacza słuchał chciwie, tak się pochylił ku niemu, tak
148 Now | tak się pochylił ku niemu, tak patrzył w niego rozgorzałym
149 Now | oczom własnym nie wierzył i tak kręcił głową, że ledwo trafiał
150 Now | duszeczka ty moja, sam tak gada, jakby prokuratorem
151 Now | obnażywszy rękę chłopaka tak niemal cienką jak wierzbowa
152 Now | może, niżby przystało przed tak dostojnym zebraniem.~Nagle
153 Now | ten deszcz siekający, ot tak, jak stoi, w tej pacześnej
154 Now | lasach śmiały, musiałyby tak właśnie wyglądać, jak wyglądał
155 Now | posunął się dalej. Czuł się tak ośmielonym, tak spodufalonym
156 Now | Czuł się tak ośmielonym, tak spodufalonym z sądem, jakby
157 Now | mogli łączyć kiedykolwiek te tak dalekie od siebie, tak różne
158 Now | te tak dalekie od siebie, tak różne i tak wielką przepaścią
159 Now | dalekie od siebie, tak różne i tak wielką przepaścią rozdzielone
160 Now | tworząc regularny czworobok. Tak kradzież prosta, jak kradzież
161 Now | Istotnie: wyborny mówca prawił tak. jakby przed nim ani prokurator,
162 Now | drzemał nawet. Przynajmniej tak. się zdawało woźnemu, który
163 Now | resztę tchu żywego. Siedział tak jeszcze, gdy nagle zabrzmiało:
164 Now | ostatniej chwili, niemal tak jak litość. Zostawia ona
165 Now | przysięgłym, gdy im między tak a nie wybierać przyjdzie,
166 Now | przyznany, okoliczności wiadome- Tak rozumowali jedni. Drudzy
167 Now | włamaniem.~Po tym rozumowaniu, tak jasnym i kategorycznym,
168 Now | większość głosów odpowiadała: tak.~Przestępstwo zostało zakwalifikowane
169 Obra| przeciwległym kącie stała tak zwana altana, rodzaj okrągłej,
170 Obra| długość odcierpianej kary, tak właśnie jak się po zębach
171 Obra| czole, które się nieraz tak świeci, jakby napuszczone
172 Obra| zatrzymał się w połowie drogi tak, że mu tylko koła na ulicy
173 Obra| przemówiła nagle Janowa - tak mi się coś w oczach migło
174 Obra| niej jak pijawki wiszą.~- A tak mi się coś siwego migło
175 Obra| pijany, jak Boga kocham, tak akuratnie między końmi coś
176 Obra| świnia nie świnia, żebym tak zdrowa była!~W tej chwili
177 Obra| poszarpali na nim koszulę i tak zmordowali, że trzeba go
178 Obra| sieknięcie deputatów u progu.~- Tak my przyszli prosić i dopraszać
179 Obra| Wiewióra. - Już my go tam tak oporządzim, coby mu się
180 Obra| Jużci to nie po katolicku tak człeka zbić, żeby go aż
181 Obra| się wyrok miał skończyć?~- Tak na pamięć nie można wiedzieć -
182 Obra| siedzisz dopiero półtora.~- Tak ci to niby jest, wielmożny
183 Obra| ma równiejszy, ruchy nie tak nerwowe.~Naturalnie, któż
184 Obra| byłby sobą, gdyby pominął tak wyborną sposobność do budującego
185 Obra| sama scena w kancelarii, tak samo "wielmożny" prowadzi
186 Obra| przyjścia twojego kazania i tak samo zaprasza cię na flaki.~
187 Obra| chwilkę samego zostawić". Tak, na chwilkę tylko. Ale byłbyś
188 Obra| zaś o nazwisko, które i tak ci sama aresztantka powie,
189 Obra| zadzierzgiwaniu tych pierwszych, tak subtelnych, a tak silnych
190 Obra| pierwszych, tak subtelnych, a tak silnych węzłów wzajemnej
191 Obra| łaski pani. Dzika i Dzika. Tak tu na nią wołają.~- Cóż
192 Obra| powiadali, namówił czy coś. Tak mieszkał on tu z tą panną
193 Obra| wójta na onej wsi melduje tak a tak, co tu się taka a
194 Obra| na onej wsi melduje tak a tak, co tu się taka a taka znajduje
195 Obra| on ją do wójta melduje, tak wójt ją łapać. Pobił ją
196 Obra| Jak ją do nas przywieźli, tak my ją zamknęli pod czternasty...
197 Obra| pod czternasty zamknęli, tak jej się zara w głowie zaczęło
198 Obra| cha. cha! Aż się, bywało, tak zmorduje, że się o ziemię
199 Obra| targa się za włosy i płacze tak, że aż się człowiekowi coś
200 Obra| cztery konie... To jak ona tak śmieje się i płacze, to
201 Obra| wielmożny tu przesadził, i tak tera siedzi.~- Tu, pod tym
202 Obra| wejdzie, a odezwie się ot tak, po dobroci, to się namarszczy.
203 Obra| drgały.~Chwilę patrzyła tak na strażnika z wielką jakąś
204 Obra| piątym rewolucja! Osmólec tak tłucze Onufra, że go oderwać
205 Obra| pomimo ogromnej budowy swojej tak zetlał, że zdawało się,
206 Obra| spojrzał olbrzym na Osmólca tak, jakby mu był wdzięczny
207 Obra| zważał na to, a Osmólec tak mówił dalej:~- Niech no
208 Obra| wreszcie bagatelizowała, że tak powiem, sprawę sama w oczach
209 Obra| usta wierzchem ręki - to tak jęczał bez caluśką noc,
210 Obra| zważał na to.~Osmólec zaś tak rzecz swoją kończył:~- A
211 Obra| Zapatrzył się na niego Jakub, a tak był przejęty mistrzowskim
212 Obra| hu! Ja wielmożnego pana tak kocham jak dziecko matkę!...
213 Obra| zobaczył, hu! hu!... to mi tak było, jakbym się na świat
214 Obra| dziw brał, że pan nadzorca tak długo Osmólcowi gadać pozwolił,
215 Obra| powiedział! Ja wielmożnego pana tak kocham, że się we mnie wnętrzności
216 Obra| zdawało się mówić:~,,A co? Tak u nas! Szaleją po prostu
217 Obra| fotelowi podejść, jak stał, tak na kolana u drzwi runął,
218 Obra| proszę wielmożnego? I to tak bez caluśkie noce idzie!
219 Obra| podniósł i nozdrza nastawił.~Tak zmyślny wyżeł patrzy w oczy
220 Obra| wielki ciężar.~Widok był tak straszny, że mimo woli złożyłam
221 Obra| widelec, to talerz z zupą, tak iż w kamienicy zwyczajną
222 Obra| ścianę, a chłopiec jak stał, tak padł, raz tylko krzyknąwszy.
223 Obra| otrząsając szczyptę - to tak akuratnie żadnej nie miał.
224 Obra| oczy, pociągnął nosem i tak mówił dalej:~- Tak mu oto
225 Obra| nosem i tak mówił dalej:~- Tak mu oto błąd jakiś do głowy
226 Obra| wielmożny obsadził na osóbku, tak się wieszać chciał. Ano
227 Obra| potem nie chwytał. Ale i tak wskórania z nim nie było.
228 Obra| jak tylko Pan Bóg noc dał, tak do mego Onufra zara błąd
229 Obra| coby w komórce został. Tak patrzę ja raz przez luft
230 Obra| luft we drzwiach, a miesiąc tak stał na niebie jako rybie
231 Obra| zimnicy, a on sam dopieroż tak się modli, tak molestuje,
232 Obra| dopieroż tak się modli, tak molestuje, właśnie jakby
233 Obra| kochanie moje najsłodsze!"~Tak ja do niego: ,,Onufer! Co
234 Obra| niego: ,,Onufer! Co z tobą?" Tak on nic, tylko patrzy na
235 Obra| patrzy na mnie jak błędny- Tak ja do wielmożnego. Tak i
236 Obra| błędny- Tak ja do wielmożnego. Tak i tak, wielmożny panie,
237 Obra| ja do wielmożnego. Tak i tak, wielmożny panie, tak i
238 Obra| i tak, wielmożny panie, tak i tak - pedam - żeśmy to
239 Obra| wielmożny panie, tak i tak - pedam - żeśmy to już na
240 Obra| mieli po onym wieszaniu! Tak wielmożny idzie, patrzy,
241 Obra| się jak ta osika w boru. Tak wielmożny, że to miłosierne
242 Obra| latarką w komórce postawić. Tak się dopiero ono chłopisko
243 Obra| zażył tabaki, po chwili zaś tak mówił dalej:~- Ale mu ta
244 Obra| mówił dalej:~- Ale mu ta i tak nie plażyło. Jedzenie to
245 Obra| pana sekretarza nie dał. Tak chłop wychudła, że się tylko
246 Obra| poopinała po kościach, a tak sczerniał jak ta święta
247 Obra| też do lazaretu wzięli, tak mój Onufer do cna skapiał.
248 Obra| chorować nie chorował, tylko tak sobie co nieco do głowy
249 Obra| by nie potrafił. Aż też tak jednej nocy zmarło ono chłopisko
250 Obra| może przybyć lada chwila; tak przynajmniej sądzi woźny
251 Obra| okrągłej i błyszczącej tarczy. Tak przynajmniej mniema właściciel
252 Obra| człowiek ma śpieszyć. Czas i tak leci.~Już tylko parę minut
253 Obra| jak kto przy robocie stał, tak przyszedł. Zwyczajnie, za
254 Obra| Knaus, jak szła z targu, tak wstąpiła z koszykiem ogrodowizny
255 Obra| dobroczynności w gminie. Czy tak?~- Tak, tak! - odzywa się
256 Obra| dobroczynności w gminie. Czy tak?~- Tak, tak! - odzywa się kilka
257 Obra| gminie. Czy tak?~- Tak, tak! - odzywa się kilka głosów
258 Obra| więc możemy zaczynać!~- Tak, tak! - odzywają się ponownie
259 Obra| możemy zaczynać!~- Tak, tak! - odzywają się ponownie
260 Obra| na pulpicie swego biurka, tak rzecze:~- Wiadomo panom,
261 Obra| potem oczyma obecnych i tak mówi dalej:~- Ustawy gminy
262 Obra| cywilizacyjną, ale naszą chlubą. Tak jest, panowie, one są naszą
263 Obra| pan radca dziwi się, ze mu tak dobrze idzie, i znów robi
264 Obra| po prostu, że słucha go tak mała garstka ludzi. Taka
265 Obra| wysoka rzuca okiem na salę i tak kończy:~- Tak jest, moi
266 Obra| na salę i tak kończy:~- Tak jest, moi panowie! Gmina
267 Obra| ukazał się we drzwiach, tak mowę swą kończy:~- Tak jest,
268 Obra| tak mowę swą kończy:~- Tak jest, moi panowie! Piękne
269 Obra| znędzniałą postać. Stoi tak przez chwilę, mnąc w ręku
270 Obra| jeszcze... dużą siłę..."~A gdy tak patrzy z wysiłkiem, stara
271 Obra| jakie pobudki miała gmina w tak łaskawie udzielonej mu pomocy,
272 Obra| zbyteczny pośpiech. Staliby tak do południa może, porozpierani
273 Obra| maszerować zaczyna.~Jest to widok tak pocieszny, że całe zgromadzenie
274 Obra| jest wszakże w tej chwili tak słaby, ale to tak słaby
275 Obra| chwili tak słaby, ale to tak słaby jak dziecko. Po prostu
276 Obra| brzytwa, i chustka, i kubrak- tak jak na nic... Zupełnie jak
277 Obra| do zagajenia licytacji. I tak sprawa ta przeciągnęła się
278 Obra| kolosalne wydatki. Gdy jednak tak nie jest, musimy to uwzględnić
279 Obra| ktoś z kąta.~- Jak było, tak było - mówi Sprüngli - dość,
280 Obra| go wolno napędzić?~- No tak... Ale zawsze...~- Moi panowie -
281 Obra| zrobił to samo. Człowiek się tak jak każda rzecz zużywa,
282 Obra| pójdą, nie może im przecież tak w oczy powiedzieć.~Ale przemowa
283 Obra| oszukaństwo! - wybucha gniewnie.~- Tak! Tak! - odzywa się kilka
284 Obra| wybucha gniewnie.~- Tak! Tak! - odzywa się kilka naraz
285 Obra| był zrobiony. To trudno!~- Tak! Tak! - potwierdza więcej
286 Obra| zrobiony. To trudno!~- Tak! Tak! - potwierdza więcej jeszcze
287 Obra| gminy czuje się on niemal tak samo dotkniętym jak radca.~-
288 Obra| Rozdrażnienie woźnego jest tak wielkie, iż zmiąwszy ten
289 Obra| przypatrzeć jego kolanom, tak ku przodowi wygiętym, że
290 Obra| szyja starego. Jest ona tak cienka, że zdaje się, biczem
291 Obra| czyniły odpowiedzialną za tak wielki zawód. Oczyma tymi
292 Obra| wreszcie. - Nie mogę brać tak mało!~- Nie wolno słowa
293 Obra| Bogu, każdy oczy ma, a nikt tak nimi człowieka nie umie
294 Obra| nerwowo. Wie on, że Hänzli, tak samo z gminy wzięty, po
295 Obra| się małym, bardzo małym, tak małym, że go i niewiele
296 Obra| takimże męskim oddziałem w tak zwanym "Pawiaku", który
297 Obra| garnuszkami, czekając na tak zwane "widzenie". Kumoszki
298 Obra| dziewięciu czy dziesięciu tak zwanych "kamerach", których
299 Obra| lufcika, powietrze jest tak tu, jak i na korytarzach
300 Obra| korytarzach specjalne, że tak powiem, więzienne, ciężkie,
301 Obra| zastarzałymi miazmatami, tak że się trzeba uczyć nim
302 Obra| specjalnie złodziejskiej, czyli z tak zwanej "złodziejskiej szlachty".
303 Obra| błogosławiła i chlubiła się nimi tak, jakby to były najszlachetniejsze
304 Obra| nie zlęknie. "Wielmożnym", tak wprost, bez dodania tytułu
305 Obra| którego przywykłam w końcu tak, że mnie razić przestało.~
306 Obra| wtedy na porządku dziennym, tak pomiędzy zamkniętymi w jednej
307 Obra| stołach itd. Leżało to tak dzień czy dwa, to jest dosyć
308 Obra| mnie stróż pyta: co to pani tak spaceruje po tych schodach?
309 Obra| mówię: nieprawda, bo mój. Tak oni zaraz na mnie we dwoje;
310 Obra| szukać, jak zaczęli trząść, tak znaleźli rzeczy u paserki
311 Obra| ich dwoje, zabrali i mnie. Tak potem, jak przyszła ta sprawa,
312 Obra| anioły z nieba, aż płaczą, tak proszą za mną. Panie sędzio,
313 Obra| może z biedy... My już i tak mamy, co nasze, odpuśćcie
314 Obra| jej, chociaż jej tylko! Tak już te panie proszą, tak
315 Obra| Tak już te panie proszą, tak się modlą, aż mi się serce
316 Obra| Pięć lat już siedziała tak w tym samym miejscu, pod
317 Obra| bez podłogi, i z okienkiem tak małym, że dnia prawie nie
318 Obra| najwyższą wzgardą spogląda na tak zwane "plastry", to jest
319 Obra| na dobre pobrali, tylko tak im jakoś zawsze wypadało,
320 Obra| że ona o nim tylko myśli, tak jak i on o niej.~ ~II~Nigdy
321 Obra| wymawiały się od tego jak mogły, tak że niejedna całymi latami
322 Obra| siwy, który głową chwiał tak, że mu słowa na zapadniętych
323 Obra| odpychana jakby obawą jakąś. Tak upłynęło parę miesięcy.~
324 Obra| wypadają w ten sposób, że czy tak, czy owak, manifest musi
325 Obra| Szymczakowa ciężko, sieknęła tak, jakby wielki ciężar dźwigała,
326 Obra| jej mokrą.~Odtąd często tak przychodziła siąść na podłodze
327 Obra| złodziejskiej wędrowała tak, jak od terminu do terminu.
328 Obra| We dwoje biegali kraść tak, jak inne dzieci w ich wieku
329 Obra| ostatniej "kamerze" siedziały tak zwane "pierzarki". Były
330 Obra| niewinności, zrobiły się baby owe tak drażliwe, że za najmniejszym
331 Obra| proszę pani! Niech mnie tak Bóg da zdrowie, jak miałam
332 Obra| tydzień dostają w krupniku tak zwane "sztuczki". Sztuczki
333 Obra| wyznań nadzorem. Zapuszczenie tak zwanej "trefnej" warząchwi
334 Obra| naciskając palcem wgłębienie tak, iż po niejakim czasie łyżka
335 Obra| zadziwiona tym, iż ktoś w tak prostej rzeczy ma wątpliwości
336 Obra| Serbii dość znaczna, lubo nie tak wielka, jak w arsenale,
337 Obra| niej to jest przywiązany tak zwany "pobyt", którego istotą
338 Obra| przy wyjściu z więzienia tak zwany "rozpis", z którym
339 Obra| gminy do gminy, po czym tak samo ją "opisują" w kancelarii
340 Obra| Najtragiczniejszą grupą na Złotej są tak zwane "posielanki" i te,
341 Obra| strojąc dziwne miny - żebym tak zdrowa była, jak mu nic
342 Obra| przykro bardzo przechodzić tak obojętnie przed szeregiem
343 Obra| wyjątkami - głupowate, owcze, że tak rzekę, wyraz oblicza uwięzionych
344 Obra| atmosferą wymyślonych zbrodni, tak jak pijak upaja się wódką.
345 Obra| teraz dłużej, a mianowicie w tak zwanej ,,Szkole". Jest to
346 Obra| ich w papier i pióra - i tak więzienie tych dzieci zmieniło
347 Obra| społeczeństwa swego. Gdyby tak coś podobnego w więzieniach
348 Obra| było zimno, ja też poszedł. Tak ja przelazłem bez płot,
349 Obra| ja przelazłem bez płot, tak matka stała na ulicy - tak
350 Obra| tak matka stała na ulicy - tak ja rzucałem matce węgle...
351 Obra| szczekać, jak wziął ujadać, tak mnie i złapali.~- A matka?~-
352 Obra| dom.~- I cóż dalej?~- Ano, tak mię wzięli.~- Czemużeś nie
353 Obra| Czemużeś nie powiedział tak wszystkiego przed sądem,
354 Obra| odstawiają pod strażą na tak zwany punkt zborny, na Pragę.~
355 Obra| ustanowiony jest dla aresztantek. Tak samo strzygą im włosy, nakładają
356 Obra| na szyi kobietę odepchnął tak silnie, że potoczyła się
357 Obra| patrzyły na odjeżdżających, tak jak się na umarłych patrzy.
358 Wier| urągliwym!~Nigdy nie było tak głuchej boleści~W jestestwie
359 Wier| koła i śruby, i piły,~Była tak ciężką jak jego ramiona,~
360 Wier| prac ducha bliskiem...~Stał tak niepewny, a wrzawa kipiała.~
361 Wier| ziemi,~Blady jak nędza, a tak jeszcze mały,~Że mógł rozpłakać
362 Wier| spać na piersiach ojca... a tak drżący,~Jak ptak wyjęty
363 Wier| bratniej, i taka surowa,~Tak spiskująca ławkami w półkole~
364 Wier| Choć Chrystus przyszedł, tak źle jest na świecie~I czarnej
365 Wier| Czemu to ludzie w przednówek tak bledną~I jakby cienie po
366 Wier| łzami!~ ~Pół dnia już stała tak, nieporuszona,~Bezwładnie
367 Wier| glorią w poddaszu nędzarza,~Tak, jakby mógł Ten, co biednych
368 Wier| ściany,~Wśród których nędzarz tak rzadko jest syty~Twardym
369 Wier| czarnym niedoli swej chlebem;~Tak biedne nosi na grzbiecie
370 Wier| nosi na grzbiecie łachmany,~Tak ciężko musi pracować na
371 Wier| komina~Iskry i dymy i w szyby tak siekał,~Jakby brał szturmem
372 Wier| ramieniem i duchem,~Idzie tak wolno, jakby cel się zwlekał!~
373 Wier| ty świerszczyku cichy!~A tak mi zamrzesz jeszcze przed
374 Wier| Mój ty robaczku marny!~A tak mi przyjdzie twoją główeńkę~
375 Dzie| nie chwycę wieloryba!~I tak przez dzień boży cały~Zuch
376 Dzie| Jak uszyły, wykroiły,~Tak płaszczyk za krótki;~Jeszcze
377 Dzie| Pająk ci to, niecnota,~Nić - tak długą - namota!~Zdusił muchy
378 1 | ma rany.~A kiedym dumał tak, uczułem nagle~Gorący oddech,
379 1 | pręży i puszcza na losy,~ ~ ~Tak ja powstałem, już pełen
380 1 | omdlało.~Aż ona, widząc, że tak przed nią stoję,~Dłoń, jak
381 1 | Ptaków lecących...~A mówiąc tak, stała,~Zwrócona ku mnie
382 1 | wskazał mi twarz jedne...~Była tak jasna objawieniem klęski,~ ~
383 1 | sczerniała~Jak święta ziemia - i tak już została.~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~
384 1 | gdzie wiedzie ta droga.~I tak nam wzeszło pierwsze owe
385 1 | mnie moja przewodnica -~Tak się zaczyna dzień, co do
386 1 | IV~ ~A widząc mnie tak wzburzonym do głębi,~Jak
387 1 | jak chusta mglista,~I szła tak, oczom moim zasłonięta,~
388 1 | zwieszoną w dół głową.~I tak przed nimi w podróżnym tym
389 1 | chleba, a ten był - jedyny.~ ~Tak z puchów gniazda dziobeczki
390 1 | trzeci gdzieś wtórem;~I tak ku sobie te psy w pole wyły~
391 1 | drugie wdeptane są kłosy,~Tak po batalii tej leżeli wałem,~
392 1 | mojej źrenicy,~A choć dokoła tak czyste powietrze~I choć
393 1 | gdy człowiek z aniołem~Tak się porówna boleścią nad
394 1 | ciemną zachodu głębinę.~I tak my doszli na próg tego dwora,~
395 1 | plamiące próg domu,~Tom się tak wzdrygnął cały, jak od sromu.~ ~
396 1 | cisnąc, ogromny i srogi...~I tak zastygły te ciała czerwone~
397 1 | trwodze~Na matkę, że ma tak zdartą sukienkę~I że tak
398 1 | tak zdartą sukienkę~I że tak leży na zimnej podłodze,~
399 1 | Takie stargane włosy ma, tak blada,~Nie patrzy na nich
400 1 | kipiątkiem~Wielka, gorąca łza i tak do Boga~Apelujący stał,
401 1 | by się mnie zaparła!~ ~I tak mnie odwiódł anioł mój...~. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .~
402 1 | gołębich szczyty.~A gdy tak nad nim rozbrzmiały te spiże,~
403 1 | widzeń mękę przed skonaniem~Tak, jako o tym mówią ludzie
404 1 | za wiatrem gdy śpieszą,~Tak wskroś mnie idąc, w cień
405 1 | stare oczy nie obaczą.~ ~I tak dziś siedzę, jak kruk osamiały,~
|