Part
1 Now | kapustą. W izbie szarzał już po kątach wczesny mrok listopadowy,
2 Now | się z piskiem i tupotem po ubitej z gliny podłodze.~
3 Now | Rzuciła ramionami.~- A mnie co po zaduszkach? - rzekła. -
4 Now | Uderzyła energicznie nożykiem po głąbie, kilka liści opadło
5 Now | nie takie! - przemówiła po chwili. - Ale to nie tu,
6 Now | giezłeczkach śmiertelnych po onych mogiłkach swoich stały...
7 Now | szepcząc ,,Wieczny odpoczynek".~Po chwili tak mówiła dalej:~-
8 Now | siekierą z gruba ociosany po wierzchu, jakoby to wieko
9 Now | cmentarz człowiek zajdzie, a po onych przykładzinach pojrzy,
10 Now | Zdrowaś Panno Mario". Mrok po kątach coraz gęstniał, króliki
11 Now | na niego czeladź wołała po prostemu "Ustim".~Z pół
12 Now | pije, od ludzi ucieka, a po kątach płacze tak, że w
13 Now | jak zapomniały leciał i po swojemu wołał: "mamo! mamo!"
14 Now | Dziady", co się w ten dzień po cmentarzach naród tamten
15 Now | on tu jeszcze. Gdzie idą? Po co przystają z robotnikami,
16 Now | wyrostki? Dlaczego patrzą tak po sieniach? Skąd mają pieniądze,
17 Now | blaszeczkami w ręku przejdzie po trzy, po cztery, do fabryki
18 Now | ręku przejdzie po trzy, po cztery, do fabryki cygar
19 Now | wydaną i tak wcześnie zgasłą, po której mu tylko jeden wnuk
20 Now | dziesięcioletni może, który po matce, najmłodszej córce
21 Now | ciemne rzęsy i drobne usta, a po dziadzie nos orli i wąskie
22 Now | chłopak się naje, klepie go po ramieniu i zachęca do zabawy
23 Now | melancholią jakąś.~W kilka chwil po obiedzie malec zasiada przy
24 Now | spojrzeć na chłopca, a choć po klajster ręką sięgnąć może,
25 Now | gdy mu go potrzeba, aby po drodze uszczypnąć wnuka
26 Now | przejrzyste, lub pogłaskać go po krótko przyciętych, miękkich
27 Now | kiedy dziad sięga na policę po zwinięty tałes i po modlitewnik.~
28 Now | policę po zwinięty tałes i po modlitewnik.~W chwilę potem
29 Now | który z takim jękiem wołał po swojemu do Boga, uchylił
30 Now | mówić nie chciał; dopiero po długich badaniach wyznał,
31 Now | zgubił, i nie śmiał wracać po nią.~Fala gniewu uderzyła
32 Now | obiad w milczeniu spożył.~Po obiedzie nie wrócił do warsztatu
33 Now | nakładał, tylko sapiąc, po izbie chodził. Malec także
34 Now | dziecku okazać. Długo bowiem po izbie chodził, nie kończąc
35 Now | zaczętej roboty i spluwając po kątach, jakby się goryczą
36 Now | robocie jak za młodych czasów.~Po obiedzie wpadł po akta dependent
37 Now | czasów.~Po obiedzie wpadł po akta dependent pachnący
38 Now | odparł Mendel - co mnie po nowinę? Jak una będzie dobra,
39 Now | uni ludzi krzywdzą, co uni po drogach rozbójstwo robią,
40 Now | tańca, do wesołości zejdą i po wesołości się rozejdą, i
41 Now | podbródek i muskając się po nim. -Ale nie jest! W tym
42 Now | to jeden wlizie na siup po ten hunor ,y drugi po te
43 Now | siup po ten hunor ,y drugi po te mądrość a trzeci po te
44 Now | drugi po te mądrość a trzeci po te herby, a czwarty po te
45 Now | trzeci po te herby, a czwarty po te sławnosć. a i taki się
46 Now | i taki się znajdzie, co po te pieniądze wlizie. choć
47 Now | sławności, ani mądrości. to po co ludzie będą na ten słup
48 Now | Jak pan dobrodziej myśli? Po pieniądze uni będą liźć
49 Now | pieniądze uni będą liźć i po nic więcej? A te z dołu
50 Now | Ajaj, jaki to chytry naród, po pieniądze tylko lizie, pieniądze
51 Now | położone nie jest, i tym, co po to liżą, co ta położone
52 Now | Pieniądze tylko leżą, tak my po pieniądze liziem. Ale to
53 Now | przenikając go pałającym wzrokiem. Po chwili wyprostował się.
54 Now | przytulił, stary pogłaskał go po głowie i rzekł:~-Kubuś to
55 Now | tobie. To dobre imię jest! Po te imię to jak po te kładkę
56 Now | jest! Po te imię to jak po te kładkę przejdą ludzie
57 Now | i Jakub Gdański - rzekł po chwili z powagą zwracając
58 Now | serca...~Pogłaskał chłopca po twarzy i dodał:~- Idź, kochanku,
59 Now | usta i sięgnął z powagą po ciężki, cynowy lichtarz,
60 Now | wstrzymując dech w piersi. po czym westchnął i wysunąwszy
61 Now | Wielkie jego nożyce zgrzytały po papierze zapalczywie, twardo,
62 Now | gdzieś przeciągającej burzy. Po twarzy studenta przeleciał
63 Now | tłoczyła ją. przewalała się po niej dziko, głusząco. Trzask
64 Now | postawię albo krzyzik. Już ta po inszych izbach stoi... To
65 Now | wielkie łzy toczyły się po jego zbrużdżonej twarzy.~
66 Now | piersią i płomieniami szły po jego czarnej, ospowatej
67 Now | towarzyszyły pochodowi temu; po czym wrzawa oddalała się,
68 Now | umarł!~Stary Żyd milczał.~Po chwili dopiero podniósł
69 Now | Miał ojciec nad wieczorem po doktora iść, ale mu jakoś
70 Now | było. Chodził, medytował, po kątach pozierał, aż stanął
71 Now | i rzekł:~- Co chłopakom po łóżku, Anulka? Sypiam ja
72 Now | i oni mogą.~Spojrzeliśmy po sobie. Dwie złote iskry
73 Now | oczach Felka. Prawda! Co nam po łóżku? Piotrusia tylko pilnować
74 Now | wywracać na nim zaczął.~Po ściągnięciu wszakże siennika
75 Now | i niej poszewkę ściągać.~Po ściągnięciu wszakże poszewki
76 Now | drugiego tulili.~Obejrzał się po izbie, zdjął z kołka swój
77 Now | Zaraz też zaczął chodzić po izbie, oglądać szafę, stołki.
78 Now | mieli, bo wiatr strasznie po izbie świstał, i zaraz my
79 Now | szesnaście groszy odliczył i po węgle biec mi kazał.~Kiedym
80 Now | nie szczekał na niego. Po szafie kupił od nas "handel"
81 Now | ręce za plecy zakładał, po izbie chodził i po kątach
82 Now | zakładał, po izbie chodził i po kątach jak taksator patrzył.~-
83 Now | jadł.~- A ty sklepikarce po bułki latasz, żeby ci "kadryla"
84 Now | obchodząc izbę i poglądając po ścianach, wykrzyknął nagle:~-
85 Now | gotowało- Byłoby to profanacją po prostu. Co sobotę wszakże
86 Now | byłem pewny, że się Folkowi po uszach oberwie. Ale ojciec
87 Now | chwilę.~Tego dnia nie latałem po mięso dla matki. Kości mi
88 Now | siadłszy śmiał się aż mu łzy po twarzy sczerniałej pociekły-
89 Now | gdy matka jęknęła z cicha, po włosach ją pogładził ręką
90 Now | mnie do sąsiadki posłał po kawałek cukru do ziółek.
91 Now | Myślałem, że mnie ojciec choć po chleb pośle, ale nie. Piotrusiowi
92 Now | trzasnąwszy się dłoniami po udach. Ten skok to była
93 Now | zawołała i kazała bieżeć po "handla". Wylecieliśmy obaj
94 Now | posłała nas natychmiast po innego "handla", po rudego,
95 Now | natychmiast po innego "handla", po rudego, co od nas stół ostatni
96 Now | drugą ulicę mnie i Felkowi po orzechu dał. Prawda, że
97 Now | odchodzi. Polecieliśmy tedy po rudego. Szwargotał na rogu
98 Now | se nowe kupię! Co mi tam po starym gracie!~Kiedym to
99 Now | zupełnie.~Felek aż się piętami po łydkach bił, tak ze mną
100 Now | łydkach bił, tak ze mną po Żyda leciał. Myśleliśmy,
101 Now | wrzucił, a mnie matka posłała po węgle i po chleb.~Kiedy
102 Now | matka posłała po węgle i po chleb.~Kiedy ojciec przyszedł,
103 Now | na ogień, na nas. potem po izbie spojrzał, a kiedy
104 Now | izbie była taka. że się po ścianach sączyło.~Stancja
105 Now | na całe życie", zwłaszcza po niedawnym doświadczeniu
106 Now | żelazkiem.~Chodziliśmy teraz po pustej izbie, jakby po kościele,
107 Now | teraz po pustej izbie, jakby po kościele, a Felek hukał
108 Now | gospodarza, bo okrutnie po dachach wrzeszczały.~Jednego
109 Now | zawiniątko. Sięgnął wreszcie po nie, harmonijkę wyjął i
110 Now | rozciągał ją i zesuwał, a po klapeczkach drobniutko palcami
111 Now | z nieboszczką matką...~- Po miesiącuśmy już wracali -
112 Now | zwieszoną głową, posiedział, po czym westchnąwszy wstał,
113 Now | widziałem... Tylko mu te łzy po wąsach kipiały...~- A cóż
114 Now | A cóż chcesz! - dodał po chwili -jak sobie człowiek
115 Now | człowiek tak wszystko jedno po drugim rozpomni...~Westchnął
116 Now | I trzasnąwszy się rękami po udach w górę wyskoczył,
117 Now | w powietrzu przewrócił, po czym na cztery łapy jak
118 Now | się do niego, głaszcząc go po głowie, podczas kiedy my
119 Now | i nieżywi! - odezwał się po chwili. -Z kacierzem na
120 Now | bo są. Wyobrazić sobie po prostu nie mogłem ani jej
121 Now | radośnie uszami, a kiedyśmy ją po szyi, po bokach klepali,
122 Now | a kiedyśmy ją po szyi, po bokach klepali, rozumiała
123 Now | swój ciężki, skubała nas po włosach, po kurtkach Piotruś
124 Now | skubała nas po włosach, po kurtkach Piotruś zwłaszcza
125 Now | zwłaszcza był jej ulubieńcom; po prostu rżała na ojca, żeby
126 Now | ludzie wybiegali z oficyny.~Po Felku gramolił się na szkapę
127 Now | oprowadzaliśmy w tryumfie po podwórzu, nie dawszy jej
128 Now | ma, a taką sodomę-gomorę po świecie robi!~A Felek nuż
129 Now | oganiała od bąków.~Zaraz po Wielkiej Nocy zaczynało
130 Now | trzymając. Brnęliśmy tedy po nią i za ogon ku brzegowi
131 Now | ogon ku brzegowi ciągnęli, po czym zziajani, zmęczeni,
132 Now | nawet.~Zaraz też nam się po tej dzierce lżej na sercu
133 Now | głośno. Ojciec całował ją po głowie.~- Anulka!... Serce!...
134 Now | twardego snu dziecięcego po nocach nas budził. Raz w
135 Now | szczękały. Ojciec chodził po izbie zgarbiony, żółty,
136 Now | pieniądz z Matką Boską, mnie po węgle i po mleko postał
137 Now | Matką Boską, mnie po węgle i po mleko postał przykazując,
138 Now | poszedł, szkapę odwiązał i po zadzie ją dłonią uderzył.~-
139 Now | dłonie na kolanach oparł i po nogach szkapie patrzył~-
140 Now | interes, insze gadanie...~Po twarzy ojca przeleciał nagły
141 Now | śmiał się pan Łukasz - po kumoterstwie! Po kumoterstwie!
142 Now | Łukasz - po kumoterstwie! Po kumoterstwie! Krzywdy jej
143 Now | nie kamień, toć już tak po przyjacielstwie darmo wywiozę...~
144 Now | zrobiło się ciepło, grzyby po ścianach róść przestały;
145 Now | pojęła do siebie, a i nam po bułce dała.~- A to ci baba
146 Now | skruszała! - szepnął Felek, po czym ją zaraz pocałował
147 Now | kto przejdzie koło nas, to po głowach głaszcze, to się
148 Now | tymczasem jak nieprzytomny po izbie chodził, co weźmie,
149 Now | czego jąć.~A baby nuż się po tej naszej biedzie rozglądać,
150 Now | Ani nam w myśli postało, po co ta szkapa do nas przyszła,
151 Now | znacznie pogrubiał, uderzała po bruku wesoło, ochoczo jakoby
152 Now | Grabarz na glinę natrafił i po trochu ją tylko, jak masła
153 Now | wielkim przyjacielstwem, po czym kumoter do szkapy poszedł.~
154 Now | i Felek, jak giermkowie, po lewej i po prawej stronie.
155 Now | jak giermkowie, po lewej i po prawej stronie. Wóz toczył
156 Now | urywki chodziły z ust do ust po mieście, delikatnej natury
157 Now | jesiennej kadencji pińskiej, po przebyciu którego zainteresowanie
158 Now | przysięgli byli tegoż zdania. Po hotelach potworzyły się
159 Now | miszuresy kłapiąc pantoflami po drewnianych, wysoko nad
160 Now | pustkę, jaka się tu nagle po niedawnym ścisku zrobiła.
161 Now | bez grosza przy duszy, po który by warto choć na śledzia
162 Now | znak najlepszy, że nie było po co. Ten dalej czuł pusty
163 Now | Tymczasem wiatr jesienny świstał po ulicy jak po gołym polu.
164 Now | jesienny świstał po ulicy jak po gołym polu. Chwiejąc żółtymi
165 Now | ogrzanym powietrzu chwiały się po ścianach wesołe płomyki
166 Now | przysięgłych, miał pan prokurator po prawej ręce stołki i pulpity
167 Now | stołki i pulpity obrońców, a po lewej świetne mundury prezesa
168 Now | prawej jego strony siedziało po dwóch jeszcze panów, z których
169 Now | wreszcie obu rąk razem.~Już po tym jednym poznać można
170 Now | tego oczarowania i patrzy po obecnych lekko zdziwionym
171 Now | pierwszy pociąg kolejowy po nowo usypanym torze.~Tak
172 Now | niewidzialne dla oka, tupocą po ubitej glinie.~Pan prokurator
173 Now | ale za późno jest sięgać po głowę naznaczoną haniebnym
174 Now | występować cum apparato belli, po prostu cała sprawa nie była
175 Now | osowiałym, niepewnym wzrokiem po obecnych powiódł.~Co u biesa!
176 Now | dodatkowym biurkiem nic wiedzieć po co; trzymał, bo pomocnika,
177 Now | samym, co i zło wielkie, po co je zmniejszać, pytam?
178 Now | i dotąd czuł jej gorycz. Po chwili mówił dalej:~- W
179 Now | dawno dzieże zeschły się po komorach na klepki. Panów
180 Now | ich spojrzenia błądziły po świetnych mundurach, po
181 Now | po świetnych mundurach, po złotych ramach wiszącego
182 Now | ich tu panowie pewno nie po co wzięli, tylko żeby w
183 Now | oczy jego chodziły kołem po suficie, który widać było
184 Now | i wedle gęsi, które lis po przydrożkach chwytał; do
185 Now | chleb pytają, wydaje mu się po prostu zabawnym. Skądżeby
186 Now | kupka wywołanych nie wiadomo po co z właściwego miejsca
187 Now | zdumiony był woźny. Ten po prostu oczom własnym nie
188 Now | umieją.~Gdyby się wilczęta po lasach śmiały, musiałyby
189 Now | ślinę, wyprostował się, ręce po bokach puścił, a kolana
190 Now | dostarczyła mu przepysznych, po prostu olśniewających zwrotów,
191 Now | dobitnie- Premedytacja, która po stronie pojedynczo spełnionych
192 Now | nice, to na lice, tkwiła po stronie przestępczości zbiorowej
193 Now | karbów, przemyślnie wyciętych po to, żeby nieomylnie dobyć
194 Now | to kradzież z włamaniem.~Po tym rozumowaniu, tak jasnym
195 Obra| cichej pogody. Około trzeciej po południu przed gmachem więziennym
196 Obra| Ażeby cię'...~Zeskoczył po orczyku na ziemię. Okręcił
197 Obra| Rozległo się wielkie echo po sklepionym wnętrzu, przez
198 Obra| nędznymi postaciami, co się po uliczkach snuły.~Aresztanci
199 Obra| snuły.~Aresztanci chodzili po dwóch, po trzech, na pięty
200 Obra| Aresztanci chodzili po dwóch, po trzech, na pięty sobie niemal
201 Obra| Przy pewnej wprawie można po niej od pierwszego rzutu
202 Obra| kary, tak właśnie jak się po zębach wiek koni poznaje.~
203 Obra| jeszcze w trzecim roku. Po tym terminie wszyscy się
204 Obra| niedołężne, powolne, a ręce wiszą po obu bokach ciała jakby nadmiernie
205 Obra| lata i dopiero najstarsze, po wielokrotnych powrotach
206 Obra| wpływom więziennego życia.~Po ruchach i postawie idzie
207 Obra| furtki.~Aresztanci spojrzeli po sobie. Cygana nie było.~-
208 Obra| wedle naszego zrozumienia i po sprawiedliwości...~- No -
209 Obra| nadzorca bębnił palcami po stole- Był on w położeniu
210 Obra| przygotowań, improwizował po prostu. Przy improwizacji
211 Obra| zastosowania. Cygan bowiem zaraz po egzekucji swojej stracił
212 Obra| poniewierce mają, burzyli się po kątach.~- Jużci to nie po
213 Obra| po kątach.~- Jużci to nie po katolicku tak człeka zbić,
214 Obra| wargi, żeby nie wybuchnąć.~Po chwili znowu ta sama historia.
215 Obra| może. -~Było to właśnie po obiedzie.~- Ale my chcieli
216 Obra| papierami, plikom aktów po kątach rzuconym i wspaniałemu
217 Obra| mówi, oczy jego biegają po twojej twarzy z niezmierną
218 Obra| znak, że mu wszystko jedno. Po czym każe otwierać nr 9.
219 Obra| miny. "Wielmożny" klepie je po ramieniu, grozi im palcem
220 Obra| o tę, to o ową, Wywołane po imieniu wychodzą z kątów;
221 Obra| ręką i uśmiecha się gorzko. Po dziesięciu minutach spogląda
222 Obra| dwoma lub trzema numerami, po czym idziesz oglądać lazaret,
223 Obra| już cię trudził chodzeniem po schodach, tylko tu, do kancelarii,
224 Obra| kieliszki pije twoje zdrowie.~Po śniadaniu prowadzi cię gospodarz
225 Obra| niż przy panu nadzorcy- Po wtóre nie należy strażnikowi
226 Obra| dziecko. Czasem bywa tego po dwoje, po troje.~Bierzesz
227 Obra| Czasem bywa tego po dwoje, po troje.~Bierzesz je od matki
228 Obra| wszakże głosy milkną, a po kątach słychać szlochanie
229 Obra| swoje.~Z miesiąc coś może po owej pierwszej mojej bytności
230 Obra| cości gadała a gadała, ale po jakiemu, to nikt nie mógł
231 Obra| wejdzie, a odezwie się ot tak, po dobroci, to się namarszczy.
232 Obra| przycisnęłam głowę jej do piersi. Po śmiechu przyszło łkanie,
233 Obra| zrywając się z fotela. - Ruszaj po Jakuba, ciemięgo, kiedy
234 Obra| było gniewne wzburzenie. Po chwili wszakże opanował
235 Obra| twarzą i zuchwałymi oczyma, po których przelatywały złote
236 Obra| proszę wielmożnego...~Już po tym jednym ruchu i po tonie
237 Obra| Już po tym jednym ruchu i po tonie mowy poznałam, że
238 Obra| Nie pokazało! - powtórzył po nim zuchwale Osmólec, przekrzywiając
239 Obra| Jezu! Jezu! -jęknął nagle po dwakroć Onufer i podniósł
240 Obra| tabakę, ale Zapartemu złość po twarzy kipiątkiem szła.
241 Obra| palcami podług zwyczaju po siole bębnił; piękne jego
242 Obra| akcesoriom biurowym.~- A po drugie - mówił dalej Osmólec -
243 Obra| kiedy Onufer jak zapomniały po nocach się ciska, żeby jego
244 Obra| rachubę mojej obecności. Po twarzy jego przemknęło najpierw
245 Obra| Nie spodziewałem się tego po tobie! Zawsze cię do porządnych
246 Obra| A co? Tak u nas! Szaleją po prostu za mną ci hultaje!"~
247 Obra| najmniejszy siad niechęci- Po czym zaraz oczy wbił w ziemię
248 Obra| ruszysz się? - przemówił po małej pauzie pan nadzorca. -
249 Obra| Palce jego coraz szybciej po poręczy fotela bębniły,
250 Obra| olbrzymiego chłopa, pchnęli go, po czym drzwi się zamknęły,
251 Obra| miesiącu wrześniu rb.~Sprawa ta po wysłuchaniu oskarżonego
252 Obra| powiatu X, guberni Y, który po nastąpionej tamże pogorzeli
253 Obra| byli i tacy, którzy ją już po kilku dniach rzucali. Gdy
254 Obra| odstać od kupca nie chciał. Po każdej nowej krzywdzie widziano
255 Obra| uprasowanie ich płacąc stróżce po parę groszy.~Sierota też
256 Obra| twarz parobkowi cisnął, po czym resztę obiadu zjadłszy,
257 Obra| Przybyłym w parę godzin po katastrofie przedstawił
258 Obra| na niego pobaczenie mieli po onym wieszaniu! Tak wielmożny
259 Obra| Umilkł i zażył tabaki, po chwili zaś tak mówił dalej:~-
260 Obra| się tylko skóra poopinała po kościach, a tak sczerniał
261 Obra| nieco do głowy dopuszczał, po całych dniach pacierz mówił,
262 Obra| przyszedł, to ino cości po kątach upatrował i do onego
263 Obra| szczyptę utrząsając z niej po trochu i w palcach ją ważąc.~-
264 Obra| dziś wolniej jakoś poruszać po okrągłej i błyszczącej tarczy.
265 Obra| zegarem gminy. Miły Boże, po co się człowiek ma śpieszyć.
266 Obra| się trzydzieści franków po starej Reguli zostało, co
267 Obra| i znad złotych okularów po obecnych patrzy. W tej chwili
268 Obra| znów robi pauzę. Żal mu po prostu, że słucha go tak
269 Obra| go puścić, by się włóczył po drogach jako wstrętny żebrak ?
270 Obra| którzy od razu sięgają po czapki i od balasków odchodzą.~
271 Obra| zimne toczą się z wolna po zmiętej i zbrużdżonej twarzy.~
272 Obra| chustki na szyję, które po licytacji znów sobie odbierze.
273 Obra| wzruszony, patrzy ludziom po oczach, miarkując, co który
274 Obra| przypatrywać - odpowiada po małym milczeniu kotlarz
275 Obra| na śmiejącą się galerię, po czym zwrócony~do starego
276 Obra| to tak słaby jak dziecko. Po prostu ruszyć się nie może.
277 Obra| Pan radca bystrym okiem po obecnych wodzi. Chwila wydaje
278 Obra| jaką dopłatą?~Cisza nastaje po tych słowach pana radcy.
279 Obra| udając zdumienie pan radca. Po czym zatrzymuje się na chwilę. -
280 Obra| Stary Wünderli spogląda po sobie najpierw, potem po
281 Obra| po sobie najpierw, potem po sali i nagle drżeć zaczyna.
282 Obra| silniej. - Miłosierny Boże! Po cóż tu jakie warunki? Wszak
283 Obra| Cóż tu za warunki..."~Po oświadczeniu Dödölego znów
284 Obra| się koralowym brelokiem, po czym zmuszając się do uprzejmego
285 Obra| sobie. Zazwyczaj opuszczano po pięć franków, po siedm zresztą.
286 Obra| opuszczano po pięć franków, po siedm zresztą. Ale żeby
287 Obra| Pan radca bystro pogląda po ludziach. Widocznie syn
288 Obra| oczyma.~Namyśla się chwilę, po czym macha obojętnie ręką.
289 Obra| czterdzieści i pięć franków! Po pierwsze... po...~- Za pozwoleniem! -
290 Obra| franków! Po pierwsze... po...~- Za pozwoleniem! - przerywa
291 Obra| wreszcie. Miesza się, spogląda po sobie, zaczyna szybko mrugać
292 Obra| rękaw nieszczęsnej kurty, po której zdjęciu okazuje się
293 Obra| potwierdzają głosy z ławy, po czym ucisza się nagle.~Wszyscy
294 Obra| wielkimi rękami, które mu po bokach wiszą zaciśnięte
295 Obra| przeklęty parobek, którego po starym Hanzlim wziął, rozchorował
296 Obra| tak samo z gminy wzięty, po trzech miesiącach powiesił
297 Obra| Pamięta, jak Probstowa po nim sprzedawała buty. Pamięta
298 Obra| promienieje. Chwilę wodzi po obecnych ożywionym wzrokiem,
299 Obra| papiery i daje znak woźnemu.~- Po raz pierwszy! - mówi woźny
300 Obra| laską w ziemię i ucicha.~- Po raz drugi! - mówi głośniej
301 Obra| furty tego gmachu stanęłam po raz pierwszy w dzień jesienny,
302 Obra| już nie bardzo młode, nie po raz też pierwszy odsiadywały
303 Obra| o ile dostające się tam po raz pierwszy klientki lekceważone
304 Obra| co to pani tak spaceruje po tych schodach? A ja mówię:
305 Obra| wyplataniu krzeseł, to już po półgodzinie febra mnie trzęsła.
306 Obra| wytrzymuje swoje dwa tygodnie. Po takim eksperymencie następuje
307 Obra| przypatrywano się, mitrężono po naszemu na wszelki sposób,
308 Obra| niespokojny, wstrząśnięty. Po takiej to mszy, wśród tego
309 Obra| wyuczyły się różnych pieśni; po mszy bywała nauka, niekiedy
310 Obra| zrobić nie mogłam, mówiły po prostu "nasza pani" i lgnęły
311 Obra| chciała. Utrzymywały, że po nocach nie sypia, że stęka,
312 Obra| dzieciątkach, które się po otchłaniach tułają, nie
313 Obra| ciężkim krokiem, jakby ją kto po niewoli ciągnął, przyszła
314 Obra| spazmatycznie wstrząsać, a kiedy po kwadransie jakimś czytanie
315 Obra| dawnych. Kiedy ją wypuszczano po raz ostatni, obejrzała się
316 Obra| wylewa z miski pod piec. Po czym wszystkie łyżki zatrzymują
317 Obra| Dobre robotnice wyplatają po piętnaście, dwanaście krzeseł
318 Obra| krzeseł dziennie; średnie po ośm do dziesięciu, najgorsze
319 Obra| Żydówka. Wyplatała ona po ośmnaście krzeseł dziennie.~
320 Obra| zaproszonych wypija tylko po kieliszku. Naturalnie, że
321 Obra| chleb; w południe obiad, po obiedzie przechadzka w ogródku,
322 Obra| stołem; większe izby mają po dwie takie lampy. Pilniejsze
323 Obra| się spać. W nocy strażnik po dwakroć izby otwiera. Pierwszy
324 Obra| wykwintnisie dostają z kancelarii po dwie nowe skarbowe koszule
325 Obra| potem, suszy i magluje. Po wymaglowaniu rozkłada koszulę
326 Obra| palcem wgłębienie tak, iż po niejakim czasie łyżka staje
327 Obra| może, z którą nie wiedziano po prostu co zrobić- Ojciec
328 Obra| odsiedzenie samego wyroku, po czym aresztowana wypuszczona
329 Obra| władzy od gminy do gminy, po czym tak samo ją "opisują"
330 Obra| bieliznę i garderobę. Są to po większej części dość stare
331 Obra| trzy dziennie; inne szyją po dwie i mniej jeszcze.~Bielizna
332 Obra| szczupłość odgadywać się dawała po stęchłym powietrzu raczej,
333 Obra| siatki dżetowe, piórka itd. Po dwumiesięcznym terminie
334 Obra| dobre.~Rozejrzawszy się po szwalni, spostrzegłam kilka
335 Obra| warsztatach zatrudnienie.~Po kilku, po kilkunastu nawet,
336 Obra| zatrudnienie.~Po kilku, po kilkunastu nawet, siedzi
337 Obra| uwięzionych chłopców, którzy po dwóch, po trzech rozrzuceni
338 Obra| chłopców, którzy po dwóch, po trzech rozrzuceni byli po
339 Obra| po trzech rozrzuceni byli po izbach między dorosłymi
340 Obra| lat piętnastu włącznie, po czym podlega prawom ogólnym.
341 Obra| Ano, matka mi kazała po węgle iść, było zimno, ja
342 Obra| strzygą im włosy, dają po dwie koszule skarbowe i
343 Obra| grubą więzienną odzież, po czym wraz z partią odstawiają
344 Obra| mocniej jeszcze gwizdać. Po chwili wszakże przystanął
345 Obra| którzy usiłowali uciec. Po izbach i korytarzach nie
346 Obra| każdego na obiedwie nogi, i po dwóch za ręce! Kobiety wolne
347 Wier| czoło ocierając z potu.~Po dniu spędzonym wśród maszyn
348 Wier| te wielkie dwie łzy, co po twarzy~Leciały jakąś pełną
349 Wier| sztywne~I bębnił z lekka po szarej bibule...~A sędzia
350 Wier| Ścieląc snop światła krwawego po ziemi...~Kometa drżąca,
351 Wier| podniosły się glosy~I uderzyły po śnieżnej przestrzeni,~A
352 Wier| tak bledną~I jakby cienie po drogach się włóczą?~A dzieci
353 Wier| zaległy,~Wielkie i słone po licach mu zbiegły...~„O
354 Wier| jasnym snopem rzucił się po ziemi,~Jak złota strzała
355 Wier| pociemniałej i wilgotnej ściany,~Po której zamróz kroplami ociekał...~
356 Wier| na dachu gwarzą;~Spojrzał po izbie okiem smętnem, mgławem,~
357 Wier| koszuli rękawem~Łzę, co po twarzy toczyła się, drżąca~
358 Wier| dzieci chodzą w słoneczku,~Po trawce, po zielonej?~ ~I
359 Wier| w słoneczku,~Po trawce, po zielonej?~ ~I nie mieszkają,
360 Wier| zabrzmiał cichy,~Matka się po niej krząta...~W gęstnącym
361 Wier| pełniuśkie kłosy,~Aż kładą się po sobie!~ ~A jęczmień to ci
362 Wier| zadzwoni...~A z łąki kędyś po rosie słychać~Spętanych
363 Wier| modra struga,~A słonko sobie po niebie chodzi~I złotem okiem
364 Wier| złotem okiem mruga...~ ~A po mokradłach bocian szczudłuje~
365 Wier| Sznurkuje derkacz szparki...~ ~A po przydrożku, pod leśną ścianą,~
366 Wier| synku, szum się okrutny~Po wielkich sosnach niesie!~ ~
367 Wier| o nich wieść tylko lata~Po ciemnych, cichych lasach...~ ~
368 Dzie| KUKUŁECZKA~ ~Po tym ciemnym boru~Kukułeczka
369 Dzie| Za to im musiałem płacić~Po dwanaście groszy~I jeszczem
370 Dzie| Jeszcze im musiałem dodać~Po kieliszku wódki.~
371 1 | mnie chwytał ten duch. co po ziemi~Mogił przelata skrzydłami
372 1 | polu głuchem~Nad mogiłami po rozstajach płaczą,~Jakoby
373 1 | będzie im się kiedyś śniła~Aż po wiek życia?... Ona taką
374 1 | wieczorny, niesiony w powiewach~Po drżących wodach i po sennych
375 1 | powiewach~Po drżących wodach i po sennych drzewach.~ ~Ziemia,
376 1 | rzuci i nie wróci z drogi,~ ~Po kim tu będzie żałoba noszona,~
377 1 | widać było wielkie tłumy.~Po ścianach dreszcze chodziły
378 1 | umie on, syn...~ ~Odgadłem po biciu~Serca w tej izbie
379 1 | głośnym, gdzieś od proga,~Po wytężonym w dwóch źrenicach
380 1 | wielbić lub przeklinać Boga,~Po tym uporze, który w drzwi
381 1 | lochów!~Że ta, co niegdyś po synów pogrzebie~W dom powracała
382 1 | Nagle tętenty zagrzmiały po drodze.~Spojrzałem: w zwartym
383 1 | był pusty~I czarny, jakby po przejściu zarazy.~O, nigdy
384 1 | wyciągały wychudłe rączyny~Po kąsek chleba, a ten był -
385 1 | znowu cisza, i znów bęben. Po czym~Znów się zerwała pieśń
386 1 | Nagle pies zawył w oplotach, po rosie...~Ustał - i znowu
387 1 | drugie wdeptane są kłosy,~Tak po batalii tej leżeli wałem,~
388 1 | Piersi im gniotąc i szarpiąc po ziemi...~I nie wiem, skąd
389 1 | pamiętasz te miedze zroszone,~Po których szliśmy, objąwszy
390 1 | błyska.~ ~Jeszcze mi oczy po izbie szły kołem~Od tych
391 1 | skłonił,~I wielkie, krwawe łzy po licu ronił.~ ~A wtedy ono
392 1 | parną.~ ~Są słowikowie, co po lasach jęczą~Nieutulonym
393 1 | zgrzytanie głodów,~I wielką mogił po rozstajach ciszę,~I dziatek
|