Part
1 Now | a nad wiechetkiem gałąź od onego kropidełka. Drugi
2 Now | onych Mazurów szlachcianka, od rodu, męża odbiegła i z
3 Now | łba, choć ich ta wielce od miski nie podnosił. Ale
4 Now | niedzieli urwała się ona matka od swego Cygana i przyleciała
5 Now | Ustim nie je, nie pije, od ludzi ucieka, a po kątach
6 Now | żalem jak z wilkiem mocuje, od ludzi stroniący. nijakiego
7 Now | kiedyś był i ludzie się od nagłej śmierci krzyżem warowali.~
8 Now | może, a może się już tak od onego nieboraka odbiła,
9 Now | MENDEL GDAŃSKI~Obrazek~Od wczoraj jakiś niepokój panuje
10 Now | Gdański wiedzieć, kiedy już od lat dwudziestu i siedmiu
11 Now | kiedy przyjdzie Joasia od pani radczyni z żądaniem,
12 Now | cienkiej szyi i pożycza od niego łojówkę, którą ,,zaraz
13 Now | jarzyną. Stary Mendel odbiera od niej ten skromny obiad;
14 Now | i tylko co przyniesioną od piekarza tłustą, pięknie
15 Now | przechodzi wszystkie spadki od niskich, spiżem brzmiących,
16 Now | się raz latem, że chłopaki od Kołodziejskiego ślusarza
17 Now | Kołodziejskiego ślusarza i od szewca Pocieszki zebrali
18 Now | Wszystko dobrze, broń Boże od złego! - odrzekł Mendel
19 Now | ręce są, co się pokrzywiły od noża, od obcęgów, od śruby,
20 Now | się pokrzywiły od noża, od obcęgów, od śruby, od młota.
21 Now | pokrzywiły od noża, od obcęgów, od śruby, od młota. Nu, Ja
22 Now | noża, od obcęgów, od śruby, od młota. Nu, Ja nimi zapłacił
23 Now | łokcie. - Nu, to niech mi tak od razu pan dobrodziej powiada.
24 Now | miasto bić,a tego. coby od te ognie i od ten pożar,
25 Now | tego. coby od te ognie i od ten pożar, i od te pioruny
26 Now | ognie i od ten pożar, i od te pioruny Żydy były uwolnione,
27 Now | rękę trząsł nią, jakby się od natrętnego owadu opędzał.~-
28 Now | powie te mowę! To jest mowę od wszystkie głupie ludzie.
29 Now | miał być, toby jemu Pan Bóg od razu kieszeń w skórę zrobił,
30 Now | to, co wszystkie ludzie od jednego Boga stworzone są.~
31 Now | dobrodziej dwoma kamieniami od razu cisnął na starego Żyda...
32 Now | tylko jednego syna miała i od boleści wielkiej umarła.
33 Now | nu, to ima by sześć razy od boleści umierać musiała!~
34 Now | Czy tratwy tam nie idą od nasze miasto? Czy tam te
35 Now | ciągnął dalej odsunąwszy od siebie chłopca na środek
36 Now | wszyscy ludzie dzieci są od jednego Ojca i co wszyscy
37 Now | persową firanką, dzielącą izbę od małej alkowy. Stary Żyd
38 Now | spokojna. Mendel Gdański od wczesnego ranka stał w skórzanym
39 Now | na niezmierną odległość od siebie, małe bure oczy sypały
40 Now | mam...~Nie skończył, kiedy od załamu uliczki ozwała się
41 Now | wrzawę, drudzy uciekali od niej.~Nagle malec wystraszony
42 Now | kramów dzieliło izbę Mendla od rozpasanej ciżby. Malec
43 Now | Dalej, Mendlu - krzyknęła od progu stróżka - zejdźta
44 Now | ospowatej twarzy.~- Wara mi od tego Żyda! - warknął jak
45 Now | namarszczony, gniewny, i od czasu do czasu rzucał niecierpliwe
46 Now | rękach, siedział on tak już od południa, od chwili, w której
47 Now | on tak już od południa, od chwili, w której dowiedział
48 Now | NASZA SZKAPA~Zaczęło się to od starego łóżka, cośmy na
49 Now | odkrzyknął blady Józiek od krawca z lewej oficyny. -
50 Now | katankę zrzuciwszy zaraz się od pieca położył. Co prawda,
51 Now | ja miałem myśl, żeby się od pieca położyć, ale mi się
52 Now | palnąłem w ucho i położyłem się od ściany, a Piotrusia tośmy
53 Now | nie puszczał, bo juścić od pieca cieplej jemu niżeli
54 Now | mu też i odwróciwszy się od siebie spaliśmy wybornie
55 Now | wzrokiem, wstał tedy ojciec od kaszy, wyszukał w skrzynce
56 Now | matczyną suknię brązową od święta i tę drugą modrą,
57 Now | na niego. Po szafie kupił od nas "handel" cztery na orzech
58 Now | matka ze stróżką, która je od nas pożyczyć chciała.~-
59 Now | chleb na śniadanie krajała. Od tej też chwili żelazko niezmiernie
60 Now | zacierając skostniałe ręce. od proga~zawołał:~- Ciesz się,
61 Now | handla", po rudego, co od nas stół ostatni kupił.~
62 Now | sklepikiem z tym pierwszym, który od nas wyszedł. Zaraz jednak
63 Now | heca! - wołał dusząc się od tłumionego śmiechu i dla
64 Now | jędzo, flądro, jedna wara od starych gratów na ludzki
65 Now | patrzeć szedł, czy tam czego od wczoraj nie znajdzie.~-
66 Now | kiedy my obaj dusiliśmy się od śmiechu z tej "hecy" -jak
67 Now | nas, a my do niej: ani my od niej ani ona od nas nić
68 Now | ani my od niej ani ona od nas nić mogła się odłączyć.
69 Now | na jej grzbiet kościsty, od starego chomąta obdarty,
70 Now | chwytała się za boki, trzęsąc od śmiechu, aż jej oczy w tłustej
71 Now | błogosławić, kiedy to ledwo od ziemi odrośnie, a już się
72 Now | kłaniać, nuż chudej kucharce od ust buziaki posyłać, aż
73 Now | jaki kąsek, szczególniej od Felka, byle tylko "nie powiadał
74 Now | zmrużywszy zdrowe oko, i tylko od czasu do czasu machała wypełzłym
75 Now | ogonem, jakby się oganiała od bąków.~Zaraz po Wielkiej
76 Now | szkapa dla uwolnienia się od nas i naszej opieki parę
77 Now | dnia spędzając w stajence.~Od kiedy zagroziła nam możność
78 Now | krzaczaste i chudy, zarastający od spodu podbródek. Pod jego
79 Now | ścianach róść przestały; od sklepikarki pożyczyliśmy
80 Now | ojciec oderwawszy głowę od jej wyschłych piersi krzyknął,
81 Now | świece nie paliły przy niej.~Od świec tych padała na nią
82 Now | zdrowe jej oko mrużyło się od blasku, na ślepym, osłupiałym,
83 Now | trzymaliśmy w rękach, aby szkapę od bąków opędzać.~Zaczął się
84 Now | niemal pustą. Deszcz mżył od rana. rozchlapywało się
85 Now | preferansa, bakarata; wstawano od kart późno, spano długo,
86 Now | długo, jedzono obficie. Od zajazdu do zajazdu latały
87 Now | niewiele różniła kolorem od jego skołtunionych włosów
88 Now | świetle zawieszającego się od stropu świecznika. Był to
89 Now | monotonnym. ale ciepłym i od serca idącym. Tak w rysach
90 Now | silne sapanie, przerywane od chwili do chwili nagle urwanym
91 Now | nakryty stół jarzył się od świateł, od błyszczących
92 Now | stół jarzył się od świateł, od błyszczących lichtarzy,
93 Now | kryształowych przyborów do pisania, od rżniętej karafki i szklanek
94 Now | nade wszystko jarzył się od bogato haftowanych, strojnych
95 Now | promienie świecznika, odbite od szerokiej, pełnej łagodnych
96 Now | nie dostali go w chałupie od matki, jest więcej niż pewnym.~
97 Now | zakotłowało się. zadudniło od licznych stóp bosych i z
98 Now | Ot, poganiacze wiejscy od gęsi. od cieląt, od drobnego
99 Now | poganiacze wiejscy od gęsi. od cieląt, od drobnego statku,
100 Now | wiejscy od gęsi. od cieląt, od drobnego statku, a może
101 Now | większym i daleko piękniejszym od słońca.~Ale najstarszy z
102 Now | jedynak Chwyłyny wdowy, co już od roku dworskie źrebce pasa,
103 Now | Ten jest jak oczarowany. Od kiedy go tu wpuścili, oczy
104 Now | myśli, przerzucając się od strachu do nagłej otuchy -
105 Now | i kukiełkę dla Zochfijki od sąsiadów jeszcze... Chleb
106 Now | trafiał z tabaką do nosa. Od kiedy jest przy sądzie,
107 Now | prokuratorską rzecz! Taż on od tego właśnie! A ten, patrzajże,
108 Now | tylko Poleszuki śmiać się od małego umieją.~Gdyby się
109 Now | Poczuli to panowie przysięgli od pierwszego słowa. Cały ich
110 Now | stanęła przed nimi oderwana od nazwisk, osób, miejsc i
111 Now | kiedykolwiek te tak dalekie od siebie, tak różne i tak
112 Now | się zupełnie oderwanymi od wszystkiego, co uprzednio
113 Now | przysięgłym chroniąc ich od grubo działających na zmysły
114 Now | jeszcze głos oderwał się od mniejszości i do większości
115 Obra| jesienny, cały złoty i modry od gasnącego słońca i cichej
116 Obra| w poprzek drogę skrzynie od kartofli. Zaopatrywano się
117 Obra| pewnej wprawie można po niej od pierwszego rzutu oka poznać
118 Obra| kapustę, drudzy na niańkę od pana sekretarza, która z
119 Obra| mierzyły odległość furtki od skrzyni i skrzyni od wożą,
120 Obra| furtki od skrzyni i skrzyni od wożą, wreszcie wpiły się
121 Obra| spokojną gawędę, brząkając od czasu do czasu kluczami
122 Obra| dalej.~O sto kroków może od więzienia leżał siwy kubrak
123 Obra| a przestrzeń, która go od nich dzieliła, zmniejszała
124 Obra| ciemnej, cały drżący i mokry od wylanych na niego kubłów
125 Obra| towarzyszy. To go uspokoiło od razu. Owszem, nadało myślom
126 Obra| kara nie będzie lżejszą od tej, jaką bym mu sam naznaczył.~
127 Obra| nie zamykały się prawie. Od samego rana pukanie pod
128 Obra| kancelarii. Jakub biega od numeru do numeru, krzyczy,
129 Obra| Przewraca papiery, szuka kluczy od biurka, skinieniem ręki
130 Obra| tylko pewne dyspozycje. Od chwili, gdy zaczął mówić,
131 Obra| oszalowanie tworzące nie opodal od wejścia rodzaj wpółprzyćmionego
132 Obra| obecny i nagle przerywa sobie od niechcenia pytaniem, czy
133 Obra| szara i siwy kubrak odbijają od muru ledwo słabym tonem.
134 Obra| gdzie "wielmożny" bierze od kucharza warząchew i proponuje
135 Obra| a na niej powinszowanie od aresztantek, zaczynające
136 Obra| numerów nie zależy wcale od jego grzeczności i łaski,
137 Obra| dwoje, po troje.~Bierzesz je od matki na ręce, dajesz mu
138 Obra| będzie dowiedzieć się o tym od płaczącej u kolan twoich
139 Obra| sobie i pannę przywiózł. Od rodziców ją, powiadali,
140 Obra| krupnikiem. Pod ścianą na lewo od wejścia ,tapczan taki, jakie
141 Obra| barwy dziwnie odbijały i od tego dnia zimowego, i od
142 Obra| od tego dnia zimowego, i od brunatnej więziennej kołdry.~
143 Obra| że gorący jest jeszcze od bójki, z której go wyrwano.
144 Obra| i niepowstrzymana ruina, od której pomimo ogromnej budowy
145 Obra| strach; a lubo obrzękła od razów, jakie jej świeżo
146 Obra| mu niby to wszystko, co od Osmólca usłyszał. "Wielmożny",
147 Obra| Onegdaj a to świecę szewcom od łojenia porwał i jak gromnicę
148 Obra| się we mnie wnętrzności od żalu pękają. Jak wielmożny
149 Obra| Pan nadzorca cofnął się od stołu z fotelem, chociaż
150 Obra| prawie cała długość pokoju od Onufra dzieliła, i przybladł
151 Obra| nastręczyć, ale Onufer odstać od kupca nie chciał. Po każdej
152 Obra| jak siedząc na schodkach od podwórza gorzko płakał,
153 Obra| Julek do opiekuna swego od rana jak zwykle w święto
154 Obra| spełnionego podwójnego morderstwa od razu się przyznał. Ma on
155 Obra| ona komórka aż biała była od jasności, a tam mój Onufer
156 Obra| z białą wypustką czapki.~Od strony kawiarni Gehra dolatują
157 Obra| bawi go widać, gdyż słychać od czasu do czasu jego śmiech
158 Obra| wysypany plac przed gmachem od ulicy dzielą; jeszcze inni
159 Obra| się między nimi rozparła. Od czasu, jak się syn ożenił,
160 Obra| jak baby nie będzie. Aby od biedy, aby od biedy! A czy
161 Obra| będzie. Aby od biedy, aby od biedy! A czy to mało tej
162 Obra| to i za młodego obsianie od nagłego razu. A i to błogie,
163 Obra| pan radca podnosi głowę od biurka, przy którym stojąc
164 Obra| wzmaga. Są tacy, którzy od razu sięgają po czapki i
165 Obra| razu sięgają po czapki i od balasków odchodzą.~Ale pan
166 Obra| Kurczy się, odrywa ręce od kolan i zastawia się nimi.
167 Obra| Jakiej dopłaty żądałbyś pan od gminy za przyjęcie w dom
168 Obra| franków.~Pan radca odwraca się od niego.~- Kto licytuje, panowie?
169 Obra| Ale żeby ktoś o piętnaście od razu mniej chciał brać,
170 Obra| spróbuje. Nie wymaga wiele. Od razu trzy razy tyle opuszcza,
171 Obra| jasna jak słońce.~A jednak od tej rzeczy jasnej jak słońce
172 Obra| Syn cofa się w milczeniu od balasków i rozdmuchuje przygaszoną
173 Obra| nie trafiają do guzików od razu; staremu pomaga woźny,
174 Obra| karku. Spengler odwraca się od Tödi Mayera i na Probsta
175 Obra| stary Hänzli obtarte miał od szlej ramiona i jak mu u
176 Obra| Licytuje przecież tych hultajów od sześciu czy siedmiu lat
177 Obra| tyły zaś na ulicę Pawią, od której i owa ogólniejsza
178 Obra| były właścicielkom swoim od więziennej odzieży, w której
179 Obra| Drzwi, których zamek izbę od izby dzieli z wewnątrz,
180 Obra| rzeczy u paserki na Pradze. Od jednego do drugiego, wszystko
181 Obra| nie podnosiła prawie oczu od szybko robionej cienkiej
182 Obra| kobiety nie były wyłączonymi od pocisków Amora. Zdaje się
183 Obra| ulice iść, wymawiały się od tego jak mogły, tak że niejedna
184 Obra| łatwo.~Nie wszystkie jednak. Od dawna już uważałam, że jedna
185 Obra| piecem. Widziałam wszakże, iż od czasu do czasu zwraca głowę
186 Obra| też ona sama usunęła się od wszystkich, a zaciągnąwszy
187 Obra| opowiadań, które się zaczynały od kłamstw i wykrętów, a kończyły
188 Obra| zobaczyłam, że mam suknię od łez jej mokrą.~Odtąd często
189 Obra| lat ze czternaście, która od rodziców uczciwych, pracy
190 Obra| zielonkawą, chudą bardzo twarzą, od szajki do szajki złodziejskiej
191 Obra| złodziejskiej wędrowała tak, jak od terminu do terminu. Dla
192 Obra| już, niewiele starszego od siebie. We dwoje biegali
193 Obra| pierza i kłócące się z sobą od rana do nocy. Główną ich
194 Obra| jakiego sobie przecież od czasu do czasu odmówić nie
195 Obra| przerwami, siedziała w więzieniu od lat bardzo dawnych. Kiedy
196 Obra| tygodniowo z kancelarii, a od każdej aresztantki "spod
197 Obra| wyrabia sześć krzeseł, dostaje od każdego krzesła dziesięć
198 Obra| trzcinę. Wiele tu zależy od zręczności, ale nie mniej
199 Obra| zręczności, ale nie mniej od gatunku trzciny. Dobre robotnice
200 Obra| dostają dziesięć groszy od funta zdartego pierza. Zarobek
201 Obra| aresztantki.~Niedziela tym się od dni powszednich wyróżnia
202 Obra| Zwyczaj ten datuje się tu od bardzo dawna, a powstał
203 Obra| porządkowa za opłatą dwu groszy od koszuli, do czego daje własne
204 Obra| strażnik etapem, zdając władzy od gminy do gminy, po czym
205 Obra| tym się chyba różniąca od innych, że stoi przed nią
206 Obra| tu nie zobaczę, Katonie "od numerów", którego niezłomnie
207 Obra| tylko wypolerowana denkami od butelek i skorupami stłuczonych
208 Obra| złodziejskim procederze od igły odwykłe, często od
209 Obra| od igły odwykłe, często od długoletniego pijaństwa
210 Obra| przechadzce, a nawet klucze od numerów ma nie strażnik,
211 Obra| bardziej jeszcze nieugięta jest od niego.~- A to karcer - rzekł
212 Obra| powlokła się do swojej roboty. Od czasu, jakem ją poznała,
213 Obra| pudełek. Robotnica bierze od tysiąca sztuk czterdzieści
214 Obra| wynagradzane są w miarę uzdolnienia od dziesięciu do dwudziestu
215 Obra| moja droga, pies nie syn! Od maleńkości pies był!...
216 Obra| przerażenia i usta otwierały się od chwili do chwili - bez głosu.~
217 Obra| jakby i śniadszą jeszcze od śniadej odzieży więziennej.
218 Obra| kobiecego oddziału, opuchniętą od swego arszeniku, bez kropli
219 Obra| kieleckiej szkółki. Upłynęły lata od owego czasu, a dobre dzieło
220 Obra| na koszt własny wolne są od tego skarbowego umundurowania.~
221 Obra| czekają na stówko jakie od was.~Młody sołdat za całą
222 Obra| którego kajdany miały od czterech do ośmiu funtów.
223 Obra| Zwyczajne wreszcie kajdany od dwu do czterech funtów,
224 Obra| za ręce! Kobiety wolne są od kajdan zupełnie. Wyprowadzono
225 Wier| Może zastygnąć, jak szrony, od chłodu,~Bić głową w ziemię,
226 Wier| ziemię, jak czynią szaleni...~Od wschodu słońca do słońca
227 Wier| SOBOTNI WIECZÓR~ ~Od zgrzytającej zębami maszyny~
228 Wier| Pchnął myśli jego na głębię od brzegu...~Lecz brakło steru
229 Wier| swoją nagą,~Bo oto nagle od jednego słowa~Zjęło go zimno
230 Wier| chłopskich dzieci...~Drżące od zimna podniosły się glosy~
231 Wier| patrzy na te dzieci...~A od nas tutaj do Pana Boga~I
232 Wier| Zagrają na organie...~ ~Od spodu słoma, jak trzcina,
233 1 | była mi droga,~Już mi szły od niej moc jakaś i siła,~ ~
234 1 | smętne.~ ~Wielem zapomniał od onej godziny;~Lecz dotąd
235 1 | tej izbie głośnym, gdzieś od proga,~Po wytężonym w dwóch
236 1 | odpycha,~Rzecz okropniejszą od mogilnych lochów!~Że ta,
237 1 | Bogu święta.~I bił cień od niej, z światłem na przemiany,~
238 1 | wielką błyskawicę~Siną, od której ognie szły w czerwieni...~
239 1 | jeszcze raz w drogi iść one,~Od kości białe, a od krwi czerwone,~
240 1 | iść one,~Od kości białe, a od krwi czerwone,~I raz mi
241 1 | Jak archanielski miecz, od tego proga,~Gdzie mieli
242 1 | obłąkany,~Bo duch dopiero od niego uchodził~Czarną krwi
243 1 | mu rozprysnął.~ ~Głuchy od huków, a od dymów ślepy,~
244 1 | rozprysnął.~ ~Głuchy od huków, a od dymów ślepy,~U stóp mej
245 1 | leciało w niej krzykiem~Od gniazd zburzonych, i jakie
246 1 | Od bolesnego odbiwszy się grodu,~
247 1 | ciężkie tutaj przyjdą trwogi,~Od których więdnie wszelki
248 1 | duch człowieczy,~A gorsze od tych są poślednie rzeczy.~ ~
249 1 | pochyła,~W dół spadająca od leśnej polany,~Na której
250 1 | Kiedy je oścień podważy od spodu,~Czerń widać było
251 1 | siny.~I to widziałem, że go od powroza~Śmiertelniej dławi
252 1 | I wyzwolony jest jeszcze od pana,~A usta, które o grób
253 1 | troski i nudności,~Jaka mi od nich do szpiku szła kości.~ ~
254 1 | padał, drżący cały,~Mniej od nich srebrny i mniej od
255 1 | od nich srebrny i mniej od nich biały?~ ~Czy ty pamiętasz
256 1 | tak wzdrygnął cały, jak od sromu.~ ~Próżno on tutaj
257 1 | oczy po izbie szły kołem~Od tych dwu trupów, leżących
258 1 | zakrytą włosami lepkiemi~Od krwi... O, bogdaj lepiej
259 1 | rzekłem: - Dozwól, a puść mnie od siebie.~ ~Albowiem cięższe
260 1 | cięższe to jest, co zaznałem,~Od grobowego na piersi kamienia,~
261 1 | idąc, odeszli niewiele~Od tego miejsca, rozległy się
262 1 | sklepiona, sczerniała,~Przez pół od ognisk rozpalonych krwawa,~
263 1 | krzyżu odwrócił ze sromem~Od onej zgrozy i na pierś ją
264 1 | jak kruk osamiały,~Z dala od ludzkich zaprzątnień i wrzawy,~
265 1 | bijące na trwogę...~I uciec od nich chcę precz - i nie
|