Part
1 Now | służyło przy dworze, kiedy mu matka, z onych Mazurów szlachcianka,
2 Now | zmizerowany, a te oczy to mu się tylko świeciły spode
3 Now | nie podnosił. Ale co! A bo mu to dali spokojnie zjeść?
4 Now | Ustim! Ustim!" Chciałam mu ta kawałek sera pódetknać
5 Now | porzeźwieje w sobie, to znów mu tam który oczy owym Cyganem
6 Now | to do niego zabiegała, to mu płótniankę przyniosła, to
7 Now | tylko a kości. A te oczy to mu się tak świeciły, jak to
8 Now | ma niżeli on ciała. Dziw, mu te kości skóry nie przebiją.
9 Now | sobie śmierć robi. Ino żem mu obrazik dała w ręce, żeby
10 Now | koszulę nową go oblekłam, co mu matka przyniosła i co jej
11 Now | takiego pochowu! Mogiły mu też ta wielce nie fundowali,
12 Now | starego archiwisty, który mu przynosi do oprawy grube,
13 Now | przez otwarte okno krzyczy mu latem ,,dzień dobry" i pyta
14 Now | popisze"... Straganiarka poda mu czasem przez okno rzodkiew
15 Now | chwilę, w której Mendel da mu tektury do podklejania wyciętych
16 Now | w ręku siła jest. Kiedy mu duszność dech zapiera, a
17 Now | żonę jego, z którą dobrze mu było na świecie trzydzieści
18 Now | wcześnie zgasłą, po której mu tylko jeden wnuk pozostał.
19 Now | jak dymek siny przynosi mu dalekie obrazy i takie,
20 Now | najlepsze kawałki mięsa, dolewa mu i dokłada na talerz, a kiedy
21 Now | obchodzi z boku warsztat, gdy mu go potrzeba, aby po drodze
22 Now | spazmatyczne ziewanie otwiera mu usta. Na szczęście dziad
23 Now | rozrzewnieniem. Położył mu na głowie rękę i rzekł z
24 Now | jej głosy, jej tętno inne mu się jakieś niż zwykle wydały.~
25 Now | rozbawiony nową czapką, która mu na oczy wjeżdżała, stary
26 Now | nerwowo, koło ust przebiegło mu nagłe drgnięcie. Wnet opamiętał
27 Now | Mendel aż się zachłysnął, tak mu odpowiedź na usta nagle
28 Now | zegarmistrzowi i głęboko zajrzał mu w oczy.~- Nu, a ja z czego
29 Now | brzęcząc dewizka.~Pochlebiało mu to, że introligator uważa
30 Now | Stary introligator nie dał mu dokończyć, ale podniósłszy
31 Now | się. Poczerwieniał, oczy mu się zapaliły nagłym przypomnieniem.
32 Now | Filuteria sofisty błyszczała mu w oczach, ale uśmiech był
33 Now | wnuka i jakby przekazując mu dostojność swojego nazwiska
34 Now | na głowie kapelusz. który mu gdzieś na kark zjechał,
35 Now | wypił lichą kawę, którą mu sąsiadka w dużym, fajansowym
36 Now | imbryku przyniosła, raźniej mu się jakoś na sercu zrobiło,
37 Now | otwór persowej firanki kładł mu się na oczach, na ustach.
38 Now | wpółgłośna klątwa wypadła mu przez ściśnięte zęby.~Stary
39 Now | się matka raz i drugi, co mu, ale dopiero za trzecim
40 Now | wieczorem po doktora iść, ale mu jakoś niesporo było. Chodził,
41 Now | piersi zasunął. Opuścił mu ojciec dziesiątkę, potem
42 Now | bez siedmiu groszy, jeśli mu ojciec i poduszkę sprzeda.~
43 Now | całe dwa ruble, ale żeby mu jeszcze kołdrę naszą dodać.~
44 Now | Felek dał sójkę w bok, ja mu też i odwróciwszy się od
45 Now | tymczasem zawołał, choć mu się jeszcze ręce trzęsły
46 Now | matczynym siadłszy śmiał się aż mu łzy po twarzy sczerniałej
47 Now | wesół; ale równo musiało mu coś być, bo jak tylko matka
48 Now | zwieszał głowę, a oczy to mu się z siwych aż czarne robiły,
49 Now | Słysz, ty! - krzyknąłem mu w ucho. - I rondel, i moździerz,
50 Now | repertuarze jego. Nigdy mu w nim dorównać nie mogłem.
51 Now | trzęsącą się ręką drzwi mu pokazywała,~- Idźcie!...
52 Now | niewytrzymały, piszczeć zaczął, że mu zimno, że głodny, kazała
53 Now | szturchnął go w łokieć, błysnęły mu oczy zmrużone jak kotu i
54 Now | przy ustach dłonie, żeby mu echo odpowiadało. Pan doktor
55 Now | się pięścią w piersi, aż mu w nich coś jękło. - Przeciem
56 Now | ślepy, widziałem... Tylko mu te łzy po wąsach kipiały...~-
57 Now | połataną koszulę sterczały mu wychudzone żebra, z kołnierza
58 Now | skomli, że głodny. Muszę ci mu co dzień pół mego chleba
59 Now | toćżem nie głuchy! - huknąłem mu w ucho głośniej jeszcze.~
60 Now | zgarbiony, żółty, jakby mu z dziesięć lat życia przybyło,
61 Now | posępnie spod oka i zaraz mu się wąsy podniosły, ale
62 Now | ojciec, ale widziałem, że mu się oczy zapaliły.~- Nastąp!
63 Now | rzekł porywczo ojciec, a już mu ręce latać zaczęły- - Ja
64 Now | głosem ojciec, choć znów mu się wąsy zjeżyły. - Na lewe
65 Now | wolna, hamując się. ale glos mu kipiał.~Nagle, jakby nas
66 Now | ojciec przez~Spencer, co mu w strzępach na grzbiecie
67 Now | patrzył na mnie; oczy robiły mu się coraz większe, coraz
68 Now | na stajenkę spojrzał, to mu świeczki w oczach stawały.
69 Now | skandaliczne figi, a język sam mu się spoza zębów wysuwa,
70 Now | ponieważ najbliżej klęczałem mu pod ręką. silnie mnie za
71 Now | wiedzieć i dopiero kiedy mu miejsca na ćwiartce zbraknie,
72 Now | co już w tym wypadku, to mu się. rzekłszy prawdę. i
73 Now | kichnął, ktoś inny życzył mu zdrowia, tym poczciwym chłopskim
74 Now | słychać, ktoś ziewnął, aż mu w szczękach trzasło.~Ale
75 Now | podnosi czoło, na które mu wybija lekka, przemijająca
76 Now | tabaką a nosem.~Właściwie co mu było złego siedzieć tak
77 Now | nim świecznikowi, który mu się wydaje większym i daleko
78 Now | cienką szyję. Chwilami zdaje mu się. że uczuwa ból w okolicach
79 Now | obziera się za siebie.~Nic mu wszakże me grozi z. tej
80 Now | pilnie nastawił uszu; zdaje mu się. że o chlebie mowa.~
81 Now | zawściąga pojaska, który mu pod żebra opadł.~,,A co? -
82 Now | go o chleb pytają, wydaje mu się po prostu zabawnym.
83 Now | nie śmiałby i wstyd by mu było, ale myśli w sobie
84 Now | jest za wiele, nie idzie mu jakoś; zaczyna tedy liczyć
85 Now | liczyć na niedziele, ale i to mu me idzie. Rozpoczyna raz
86 Now | Sąd! Matka płakała, ojciec mu na odchodnym coś ze trzy
87 Now | niebie. Ta indagacja podobała mu się coraz bardziej. Wysunął
88 Now | paradzie nie koniec. To mu pochlebiało, to go napełniało
89 Now | niemu. Jasny rumieniec wybił mu na liczko; coś bliskiego,
90 Now | rozporządzał mówca, dostarczyła mu przepysznych, po prostu
91 Now | ku dziadowi mieli i zaraz~mu się z brzeżka ławy umykał
92 Now | zamkniętą nie była: zostawia mu przemówienie ostatnie.~W
93 Obra| znów parobek i zaklął, bo mu się konie kręcić zaczynały.~
94 Obra| ściągając batem lejcową, która mu się zaplątała w półszorkach -
95 Obra| mógł dalej, bo zawaliły mu w poprzek drogę skrzynie
96 Obra| w połowie drogi tak, że mu tylko koła na ulicy pozostały.~
97 Obra| przed tym okrzykiem, jakby mu w dwoje tyle rączości przybyło.
98 Obra| obaliwszy na ziemię, zgnietli mu kolanami piersi, pokrwawili
99 Obra| zapalić cygara, które miało mu służyć do umilenia przykrej
100 Obra| ojca i dobrodzieja, cobyśmy mu karę sami wysadzili, wedle
101 Obra| jednej strony uśmiechało mu się takie zakończenie tej
102 Obra| lżejszą od tej, jaką bym mu sam naznaczył.~Mówił to.
103 Obra| tam tak oporządzim, coby mu się odechciało na drugi
104 Obra| mnie tu do kancelarii, to mu sumienie roztrząsnę.~Jakub
105 Obra| poszedł. Ale tu pogorszyło mu się raptownie. Dostał dreszczów,
106 Obra| dreszczów, gorączki, krew mu się ustami rzuciła, aż trzeciej
107 Obra| przebąkiwać, że Wiewióra zanadto mu "dołożył". Młodsi zwłaszcza, "
108 Obra| kiedy ten rzekł:~- Kiedyż mu się wyrok miał skończyć?~-
109 Obra| wsiąka niemal.~Nie przychodzi mu to z trudnością. Jego ogolona
110 Obra| macha ręką na znak, że mu wszystko jedno. Po czym
111 Obra| wdzięczność...~Tu przerywa mu głębokie, z kilkudziesięciu
112 Obra| od matki na ręce, dajesz mu jakiś przyniesiony z sobą
113 Obra| ciągnąć, na wieś. A już mu się ta panna uprzykrzyła.
114 Obra| ta panna uprzykrzyła. Jak mu się też uprzykrzyła, to
115 Obra| pięknym, białym czole. Oczy mu się paliły, krew podeszła
116 Obra| Mitygował się, ale znać było, że mu to przychodzi z trudnością.
117 Obra| ostre, rzadkie zęby błyskały mu spomiędzy warg jak u brytana.~
118 Obra| olbrzym na Osmólca tak, jakby mu był wdzięczny za to, że
119 Obra| nocował na mojej pryczy, toby mu się zara pokazało!~Na twarzy
120 Obra| wielmożnego" wlepił, przekazując mu niby to wszystko, co od
121 Obra| siedzi, a do inszych to mu ta nic! Żeby ja miał nad
122 Obra| iba tylko zerkając, jak mu się ta sztuka udaje.~Dosyć!
123 Obra| już nawet nie mrugał, bo mu kołem, wpatrzone w twarz "
124 Obra| widowiskiem, usypiał; głowa mu też nieco z karku zwisła,
125 Obra| bębniły, a brwi zbiegły mu się nad gniewnymi oczyma
126 Obra| to i gotowanie najwięcej mu się przykrzyło. Kupiec bowiem,
127 Obra| Kupiec bowiem, ilekroć mu parobek w czym nie dogodził,
128 Obra| się nawet dobre miejsce mu nastręczyć, ale Onufer odstać
129 Obra| trepach tylko chodził, to mu czapkę kupił, to nawet brudne
130 Obra| swoją płacze, przynosił mu to parę kawałków cukru,
131 Obra| kilka rodzynków, rzucał mu się na szyję i poty go całował,
132 Obra| olbrzymim wzrostem. Gdy mu na sali sądowej przedstawiono
133 Obra| żadnej nie miał. Przecie mu i felczer pijawki stawiał,
134 Obra| pijawki stawiał, i pan doktor mu proszki dawał, to jakby
135 Obra| i tak mówił dalej:~- Tak mu oto błąd jakiś do głowy
136 Obra| zaś tak mówił dalej:~- Ale mu ta i tak nie plażyło. Jedzenie
137 Obra| zadrzewionym, z którego mu pozostawiono dwa szeroko
138 Obra| roli. Każdy też woli, że mu to taniej przyjdzie, niż
139 Obra| słabych wspiera.~Tu czując, że mu się ten frazes udał, robi
140 Obra| pan radca dziwi się, ze mu tak dobrze idzie, i znów
141 Obra| i znów robi pauzę. Żal mu po prostu, że słucha go
142 Obra| dużym zebraniu, zrobiłaby mu imię. Zaczem z wysoka rzuca
143 Obra| kapelusz, a chude kolana drżą mu coraz silniej. Jest wzruszony.
144 Obra| niemal lekkomyślny wyraz. Gdy mu się jedno zmęczy i staje
145 Obra| twarzy.~Ten, to ów zaczyna mu się przyglądać. Istotnie,
146 Obra| właśnie; woźny pożyczył mu brzytwy. Leży to w interesie
147 Obra| tylko więc woźny pożyczył mu brzytwy, ale starego kubraka
148 Obra| tak łaskawie udzielonej mu pomocy, i rad by przede
149 Obra| trudnym położeniu.~Trzeba mu i litość wzbudzić, i nie
150 Obra| się kandydatowi?~- A cóż mu się tam przypatrywać - odpowiada
151 Obra| pożyczonego kubraka. Ręka opada mu za każdym razem jak złamana
152 Obra| myśl o wyprostowaniu już mu w nich coś strzyka... Ale
153 Obra| Ciemna czerwoność bucha mu na twarz resztką krwi spod
154 Obra| ruszyć się nie może. Nogi mu się plączą, zęby szczękają,
155 Obra| obecnych wodzi. Chwila wydaje mu się odpowiednią do zagajenia
156 Obra| podeszły w latach, siły dobrze mu służą i do każdej lżejszej
157 Obra| niego powiesił...~- Musiało mu być słodko.~- Jak to? -
158 Obra| będę żywił, odziewał, dach mu nad głową dawał za ten marny
159 Obra| nagle drżeć zaczyna. Wydaje mu się, że mróz już mu kości
160 Obra| Wydaje mu się, że mróz już mu kości sięga. W swoim ubraniu?
161 Obra| dobitnie Tödi Mayer. Potrzeba mu na gwałt parobka. Robota
162 Obra| podniesioną głową. Nikt mu tego za złe nie bierze.~
163 Obra| starym nie chce. Niech tylko mu się własny grosz, choćby
164 Obra| szyję, lewa powieka zaczyna mu drgać nerwowo. Wygląda teraz
165 Obra| z całej, całej siły. Coś mu żre oczy; słonego coś, gorzkiego...
166 Obra| Nie idzie to łatwo. Ręce mu się trzęsą, pokurczone palce
167 Obra| Wunderli.~Woźny wyszarpuje mu ją z ręki.~- Kapuściana...
168 Obra| coraz szybszym ruchem opada mu to na jedno, to na drugie
169 Obra| kędzierzawe włosy zarastają mu głęboko skronie. Probst
170 Obra| macha wielkimi rękami, które mu po bokach wiszą zaciśnięte
171 Obra| obecnych.~Pan radca wybaczyć mu zechce... Spóźnił się, ale
172 Obra| Hanzlim wziął, rozchorował mu się jak na złość... Sam
173 Obra| obojętnie; w rzeczy samej żal mu, że targu nie przybił. Ano,
174 Obra| miał od szlej ramiona i jak mu u Probsta oczy zapadły,
175 Obra| wielkiego natężenia dygotać mu przestały.~Ale Probst zna
176 Obra| że cenę innym psuje. A co mu tam, byle sobie nie psuł.
177 Obra| Tylko coraz niżej opada mu dolna szczęka, a oczy otwierają
178 Obra| czasem i bez zaczepki dawał mu pięścią w kark lub między
179 Obra| choćby nawet wiedział, że mu to udzielonym będzie. Przez
180 Obra| który głową chwiał tak, że mu słowa na zapadniętych ustach
181 Obra| ochrypły dzwonek, który mu w ręku kołatał.~Wszyscy
182 Obra| zgubił w przygrywce, jakby mu ręce zadrżały, a stary,
183 Obra| co samo już dowodzi, że mu i wewnątrz, i zewnątrz brak
184 Obra| finansowej instytucji. Jakże mu daleko do starego Jakuba
185 Obra| żebym tak zdrowa była, jak mu nic nie jest. Żeby choć
186 Obra| i taki, który wieszającą mu się na szyi kobietę odepchnął
187 Wier| podoba...~ ~Wolny, bo nic mu nie cięży na świecie -~Kosa
188 Wier| płakać, i śpiewać -~Bóg mu przebaczy...~ ~Może zastygnąć,
189 Wier| przejrzysty, różowy~Jakieś mu dumki nawiewał do głowy~
190 Wier| świecie~Zmąconą falą o duszę mu biły...~On czuł się cząstką
191 Wier| promyczek ten złoty,~Co mu przez okno upadał na głowę,~
192 Wier| Jakby Bóg gładził włosięta mu płowe.~ ~Wszedł sędzia,
193 Wier| I dziwnym cieniem zaszło mu oblicze,~I w piersi uczuł
194 Wier| Klasnęła w dłonie i w oczy mu patrzy.~Podszedł w milczeniu.
195 Wier| Wielkie i słone po licach mu zbiegły...~„O matko!” - „
196 Wier| posil się na drogę...”~Chleb mu podała: wyjął nóż z kieszeni,~
197 Wier| go w ramiona,~W piersiach mu grały i łkania, i żale...~
198 Wier| dziecko zagrzewał oddechem,~Bo mu się zdało, że stygnie, że
199 Wier| Rzucił się... wargi drobne mu zadrgały...~A śmierć, srebrzystą
200 Wier| W mogiłce leży i nigdy mu duszy~Żadne już światło
201 Wier| wiedzy, swobody~Nie drgnie mu w piersi okrzykiem: Tyś
202 Wier| jego patrzą w okienko,~Czy mu się czasem nie śni...~ ~.........................................~ ~"
203 Dzie| jakieś zwierzę~Do śniadania mu się bierze.~Jak nie zerwie
204 1 | się w rosach waży,~I dość mu tylko powiewu, co wzdycha,~
205 1 | ciszy onej doby,~W której mu serce zastygło w boleści~
206 1 | W górę go porwał i mózg mu rozprysnął.~ ~Głuchy od
207 1 | Przypadłem z jękiem i martwą mu głowę~Podjąwszy, niosłem
208 1 | gwałt śmiertelny.~ ~Na pierś mu runął drugi, wystrzelone~
209 1 | i skostniał u proga.~Aż mu do oczu podeszła kipiątkiem~
|