Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
gniewu 5
gniezdzi 1
gniotac 1
go 200
godna-dodal 1
godne 2
godnego 1
Frequency    [«  »]
215 pan
211 tylko
209 mu
200 go
194 tu
178 tam
176 jeszcze
Maria Konopnicka
Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna

IntraText - Concordances

go

    Part
1 Now | sterczy, jakoby las jaki. co go śmierć z liścia otrzęsła 2 Now | dali spokojnie zjeść? Zara go ta obsiedli, zara prześmieszki, 3 Now | nie brał. A ta żorota to go tak zjadła, zniszczyła, 4 Now | swojej żałości.~Ano, dobyli go ta koniarki drągami z onej 5 Now | ta było tego rejwachu, go też i pochowali na rozstaju 6 Now | schodził, i w koszulę nową go oblekłam, co mu matka przyniosła 7 Now | o krzesiwko krzesze. Tak go zaraz ludzie obstąpili dokolusieńka, 8 Now | garnczek z klajstrem, próbując go niemal. Wszystko to tworzy 9 Now | ten skromny obiad; nie je go wszakże, tylko postawiwszy 10 Now | chłopak się naje, klepie go po ramieniu i zachęca do 11 Now | z boku warsztat, gdy mu go potrzeba, aby po drodze 12 Now | przejrzyste, lub pogłaskać go po krótko przyciętych, miękkich 13 Now | zalęknionym wzrokiem. Nigdy go jeszcze tak gniewanym nie 14 Now | Niepokój ten nie opuszczał go i przy pracy nawet. Częściej 15 Now | się błysk nagły. Przygasił go jednak~wpółspuszczoną powieką 16 Now | to, że introligator uważa go za człowieka światowego 17 Now | zegarmistrzowi i przenikając go pałającym wzrokiem. Po chwili 18 Now | smętnie rzekł:~- To już my go nie nazywali Mendel, to 19 Now | nazywali Mendel, to już my go nazwali Jakub.~- Kubuś, 20 Now | przytulił, stary pogłaskał go po głowie i rzekł:~-Kubuś 21 Now | Kubuś to takie imię. co go i pan dobrodziej, na ten 22 Now | rozum gdzie poniesie, jak un go będzie miał? U n go nigdzie 23 Now | jak un go będzie miał? U n go nigdzie nie poniesie w obce 24 Now | poniesie w obce miejsce. Un go nie poniesie do wody utopić 25 Now | będzie w ten kraj, co un go Kubuś będzie miał. Czy pan 26 Now | dziecko pytać nie chciał, żeby go broń Boże nie przestraszyć, 27 Now | fajeczki. pochylił się i puścił go pod sam nos chłopaka. Malec 28 Now | student z facjatki pchnął go na powrót do izby:~- Uciekaj, 29 Now | Stary introligator uchwycił go za połę wytartego paltota.~- 30 Now | głosu dobyć nie mógł, tak go gniew dławił. Z małych jego 31 Now | zaczynać nie chciało, więc go tylko palnąłem w ucho i 32 Now | płaszcz granatowy i rzucił go na nas.~Wrzasnęliśmy z uciechy 33 Now | mogąc do nich trafić, aleśmy go z głową peleryną nakryli, 34 Now | Piotrusia na ręce i zaniosła go na swoją pościel. Zaraz 35 Now | przyszedł "handel". Nikt go nie wołał, ale przyszedł 36 Now | do nas przywykł, że czy go kto wołał, czy nie wołał, 37 Now | sobotę wszakże czyściła go matka cegłą lub popiołem 38 Now | rówieśnikiem moim. Kupił go ojciec, gdym na świat przyszedł, 39 Now | moździerz. Matka zdejmowała go raz do roku tylko, w Wielki 40 Now | Wielka parada kożuch! Dość go się nadźwigałem przez tyle 41 Now | lżej człowiekowi, że go z siebie zrzucił!~A gdy 42 Now | włożywszy do kuferka, zamknął go na klucz.~Tego dnia bardzośmy 43 Now | handel".~Ale nie dopuściła go do słowa i trzęsącą się 44 Now | prawił, a za odniesienie go na drugą ulicę mnie i Felkowi 45 Now | Rudemu rondel i puściła go na ziemię. Jęknął jak dzwon 46 Now | Żyda leciał. Myśleliśmy, że go, Bóg wie gdzie, szukać przyjdzie, 47 Now | podleciawszy szturchnął go w łokieć, błysnęły mu oczy 48 Now | rozczerwienił się tak, jakby go apopleksja tknąć miała, 49 Now | dobrze sczerniały i podając go Folkowi rzekł:~- Nu, ty 50 Now | ziemi przysiadł, otworzył go i długo medytował nad nim.~ 51 Now | zapinał pasek na opadających go porciętach. Przez otwartą, 52 Now | niezmiernie chude nogi czyniły go znacznie wyższym, niźli 53 Now | się do niego, głaszcząc go po głowie, podczas kiedy 54 Now | prostu rżała na ojca, żeby go wziął z sobą.~Kiedy ojciec 55 Now | na szkapę Piotruś, aleśmy go ledwie podsadzić mogli, 56 Now | ledwie podsadzić mogli, tak go przeważała rozdęta brzuszyna. 57 Now | nie bawiący grzmotnąłem go w plecy, on znów mnie pięścią 58 Now | swój wielki, a podniósłszy go żuła gołą sieczkę, mrużąc 59 Now | dla żony - dodawał, gdy go ojciec wyprowadzał do sieni - 60 Now | pan Łukasz rzadko, choć go kumoterstwo z nami łączyło; 61 Now | Felka za kark i. pchnąwszy go we drzwi, krzyknął:~- A 62 Now | okryty... Taki ci pędrak, że go śmierć łokciem trąciła, 63 Now | Piotruś jeść płakał, więc go sklepikarka pojęła do siebie, 64 Now | krzyknąłem chwyciwszy go za ramię.~Szarpnął się i 65 Now | wisiał już Felek, objąwszy go oburącz, o ile dostać mógł; 66 Now | padającego Chrystusa, com go na stacjach bernardyńskich 67 Now | oko monokla i wyrzucaniem go małym, niemalże niewidzialnym 68 Now | jeśli tylko nie nawiedzi go pod chwilę dzwonienie 69 Now | poczciwym chłopskim szeptem, co go to o pół stajania słychać, 70 Now | wzgardliwie. Plunąłby, taka go obrzydliwość przeciw babom 71 Now | mieli? Bo to, że nie dostali go w chałupie od matki, jest 72 Now | jak oczarowany. Od kiedy go tu wpuścili, oczy jego chodziły 73 Now | sierotą bowiem byt i ludzie go tak ot przygarnęli, z miłosiernego 74 Now | zawołał chadzicie. Rozumie go doskonale. Pan zapytuje, 75 Now | Całe zalęknienie opuszcza go natychmiast, gdy usłyszał, 76 Now | mówią jak we wsi. Ale to, że go o chleb pytają, wydaje mu 77 Now | chleba. Jak chleb jest to go chowają do bodni albo w 78 Now | podniesiona głowa robi go dłuższym jeszcze. Wyciągnięta 79 Now | Chleb pachniał... W zapasce go niosła, a on przy matce 80 Now | chacie otworzyć można kładąc go w otwór i podważając drewniany 81 Now | Ale Benedyć przytrzymał go za rękaw siwej koszuliny. 82 Now | koniec. To mu pochlebiało, to go napełniało dumą.~W sali 83 Now | zapomniał o oczekującym go u Froima szczupaku i wiście.~ 84 Now | pół godziny mowa zostawiła go równie świeżym i równie 85 Now | sobie uśmiechem; dostrzegł go pan prokurator i dobrodusznie 86 Now | Owszem: sprawiedliwość, która go dzierży w ręku, troskliwą 87 Obra| nazwą Cygana.~Cyganem zwali go towarzysze, strażnicy, kancelaria, 88 Obra| Jak mi Bóg miły, takom go widziała. Ino mi się mignął... 89 Obra| hajdawerach leciał, jakby go wiatr unosił, ziemi ledwo 90 Obra| Zła jego gwiazda trzymała go wszakże ciągle w prostej 91 Obra| prosto przed siebie. To go zgubiło.~Okrzyki goniących 92 Obra| Okrzyki goniących dościgały go coraz bliżej, a przestrzeń, 93 Obra| bliżej, a przestrzeń, która go od nich dzieliła, zmniejszała 94 Obra| dopadł pierwszy. Chwycił go Cygan za ożydla, zaszamotał 95 Obra| kopał - był wściekły.~ go nasiedli w sześciu czy w 96 Obra| kolanami piersi, pokrwawili go, poszarpali na nim koszulę 97 Obra| tak zmordowali, że trzeba go było do więzienia na rękach 98 Obra| kubłów zimnej wody- zawołano go do kancelarii. Jeszcze wszakże 99 Obra| na swych towarzyszy. To go uspokoiło od razu. Owszem, 100 Obra| Pokłonił się Wiewióra. - Już my go tam tak oporządzim, coby 101 Obra| odechciało na drugi raz. Już my go...~Nie skończył. Pan nadzorca 102 Obra| strażnika - wyprowadzić go im na górny korytarz- Niech 103 Obra| uznanie zasług pobudzało go do nowych wysiłków krasomówczych.~ 104 Obra| wpadł w taką gorączkę, że go jeszcze tej samej nocy do 105 Obra| kwękał, skarżył się, że go w piersiach, to w plecach 106 Obra| katolicku tak człeka zbić, żeby go ubić - mówił jeden.~- 107 Obra| mówił jeden.~- Przecie go nie ubili na piękne...~- 108 Obra| pan sekretarz przerzucać go zaczął.~- A to co? - zawołał 109 Obra| osłupiały przed siebie.~- Diabli go wiedzieli! - wykrzyknął 110 Obra| wielmożny", cudów tu dokazał, że go aresztanci jak ojca kochają, 111 Obra| otaczają "wielmożnego" całując go w ręce. Starsze wytaczają 112 Obra| zdarzy się wreszcie, że go odwołaj na drugi koniec 113 Obra| Osmólec tak tłucze Onufra, że go oderwać nie można.~- Co 114 Obra| jeszcze od bójki, z której go wyrwano. Pięści miał zaciśnięte, 115 Obra| zniszczony był strasznie. Żarło go coś widocznie i krew z niego 116 Obra| wyrazu swego nie zmieniła, go miała przedtem i mieć będzie 117 Obra| był wdzięczny za to, że go przed sobą widzi. Była to 118 Obra| dosyć - rzekł, podnosząc go łaskawie, pan nadzorca. - 119 Obra| nieco z karku zwisła, co go uczyniło podobnym do starej 120 Obra| wielkiego palca w biodro go pchnął. Wielki Onufer ocknął 121 Obra| wrosłeś czy co?~Szturchnął go ponownie Osmólec.~- Dalej 122 Obra| ponownie Osmólec.~- Dalej go! Będziesz tu jak drąg stał, 123 Obra| zipnął, chudziaszek! Inom go, raz... I ani drgnąłl Ani 124 Obra| stołu z fotelem, chociaż go prawie cała długość pokoju 125 Obra| palcem ruszy.~- Do ciemnej go! - zakomenderował "wielmożny".~ 126 Obra| olbrzymiego chłopa, pchnęli go, po czym drzwi się zamknęły, 127 Obra| nowej krzywdzie widziano go, jak siedząc na schodkach 128 Obra| głaskał i całował sierotę, jak go nawet na ręce brał niby 129 Obra| rzucał mu się na szyję i poty go całował, póki się Onufer 130 Obra| śpiącego w głowę. na miejscu go zabił. W tej właśnie chwili 131 Obra| w ręku gwichtem w głowę go ugodził. Krew i mózg bryznęły 132 Obra| starego Jakuba, spotkawszy go na schodach.~Jakub spojrzał 133 Obra| Wczora minął tydzień, jakeśmy go pochowali.~- Jak to? Umarł?~- 134 Obra| mogły, a co i raz, to dalej go, bijatyka. go wielmożny 135 Obra| to dalej go, bijatyka. go wielmożny na osóbku w komórce 136 Obra| skóry wprzód mieli. Jak go też wielmożny obsadził na 137 Obra| chciał. Ano dobrze. Ale żeśmy go oderżnęli i do ciemnej coś 138 Obra| A precz się prosi, żeby go na powrót pod numer dać. " 139 Obra| jak ta święta ziemia. go też do lazaretu wzięli. 140 Obra| do lazaretu wzięli. Jak go też do lazaretu wzięli, 141 Obra| i do onego chłopaka, co go pono ubił. Jakby do żyjącego 142 Obra| żyjącego gadał i różnie go ta nazywał, że i rodzony 143 Obra| ten czarny, z lazaretu, co go z Szymonem na tapczan z 144 Obra| człowiek znający. Ano wziął go teraz wielmożny do siebie, 145 Obra| rozmowa z panem sędzią bawi go widać, gdyż słychać od czasu 146 Obra| podnosi głowę i odczytuje go z powagą. Alboż nie ma prawa? 147 Obra| nóg pana radcy. Wyprzedza go, wraca, znowu go wyprzedza, 148 Obra| Wyprzedza go, wraca, znowu go wyprzedza, znów w paru susach 149 Obra| swego nie przeje, a już go śmierć ściśnie. Hoppingerom 150 Obra| mu po prostu, że słucha go tak mała garstka ludzi. 151 Obra| ma on rodziny, która by go żywić mogła, lub też ma 152 Obra| głodu nie zaznać. Mamże go puścić, by się włóczył po 153 Obra| pracy. Kto z panów chce go wziąć do siebie? Niejedną 154 Obra| wisi na nim raczej, niżli go odziewa, a bujny, niebieski, 155 Obra| spojrzenia, jakby dla upewnienia go, że ani brzytwa, ani kubrak, 156 Obra| kotlarz Kissling. - Toć my go co dzień widzimy. Stary 157 Obra| macie lat, stary? - pyta go Tödi Mayer. Kuntz szybko 158 Obra| głosu pana radcy, który go na miejsce woła. Widzi tylko 159 Obra| nie, on nie chce, żeby go syn licytował w gminie... 160 Obra| woźny przystępuje i bierze go za ramię.~- Co u diabła? 161 Obra| jesienny. Woźny popycha go przed sobą, a także podtrzymuje 162 Obra| podtrzymuje nieznacznie. Gdyby go nie przytrzymywał, stary 163 Obra| Dobywa zegarek, podnosi go blisko do oczu, porównywa 164 Obra| Jak się stary rozje, to go nie natkam, a do roboty 165 Obra| Oho! Nie ma biedy! Już my go napędzimy! - mówi Kägi mrugając 166 Obra| może...~- Jako żywo! Nikt go pijanym nie widział - zaprzecza 167 Obra| do roboty nie będzie mi go wolno napędzić?~- No tak... 168 Obra| urwał. Właściwie nie wie, co go tu ma cieszyć. Tego, 169 Obra| wnuka nie widzi, słyszy go tylko; rzewny uśmiech rozszerza 170 Obra| każdej stawki. Cóż syn? Syn go mógł darmo trzymać. Za pieniądze 171 Obra| znika. W chwilę potem widzi go jeszcze przez otwarte okno 172 Obra| Historia z chustką więcej go jeszcze gniewa niźli historia 173 Obra| szmatek w obu rękach, ciska go ze wstrętem pod wieszadło 174 Obra| zawód. Oczyma tymi świdruje go jak fałszywy szeląg, roztrząsa 175 Obra| stary łachman, przenika go do ostatniej żyłki, do resztki 176 Obra| i za dwieście - popiera go kum Spengler.~- Co to dwieście! 177 Obra| bardzo małym, tak małym, że go i niewiele widać chyba. 178 Obra| kręcą głowami z podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta, 179 Obra| kaplicę nie było, ustawiono go na korytarzu, wprost schodów, 180 Obra| miski kartofel, opłukuje go czysto i rozpostarłszy pięknie 181 Obra| pięknie gors koszuli, naciera go kartoflem raz koło razu, 182 Obra| Adyć tu przychodził, adyć go tu ludzie widzieli, adyciem 183 Obra| ludzie widzieli, adyciem go tu za nogi obejmowała, żeby 184 Obra| kiedy strażnik chwycił go za ramię i podniósł na równe 185 Obra| owinięta była. Ponieważ nikt go o nic nie pytał ani go żegnał, 186 Obra| nikt go o nic nie pytał ani go żegnał, podeszłam ku niemu. 187 Obra| podeszłam ku niemu. Prosił, żeby go na wóz zabrano, a prowadzący 188 Obra| chleba, oficer pozwolił go rozdać. Czas upływał, kobiety 189 Wier| Wolny, bo z więzów, jakimi go przykuł~Rodzinny zagon, 190 Wier| gdzie pot ronił krwawy,~Już go rozwiązał bezduszny artykuł~ 191 Wier| nagle od jednego słowa~Zjęło go zimno i pustka grobowa...~ 192 Wier| Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,~W piersiach mu 193 Wier| Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.~Wreszcie oświadczył, 194 Wier| srebrzystą szatą owinięta,~Wzięła go z sobą tajemniczą drogą...~ 195 Dzie| płaszczyk nowy;~Szyły mi go dwa chrabąszcze,~A krajały 196 1 | wtem granat świsnął,~W górę go porwał i mózg mu rozprysnął.~ ~ 197 1 | Panie!...~ ~I pod krzyż go tam złożyłem wioskowy,~I 198 1 | siny.~I to widziałem, że go od powroza~Śmiertelniej 199 1 | krzykiem,~Że gdybym wtedy go wypuścił z garła,~Rodzona 200 1 | dosięgną! potęgi,~Nagły go zdławił huk, jakby huk działa...~


Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License