Part
1 Now | sterczy, jakoby las jaki. co go śmierć z liścia otrzęsła
2 Now | dali spokojnie zjeść? Zara go ta obsiedli, zara prześmieszki,
3 Now | nie brał. A ta żorota to go tak zjadła, zniszczyła,
4 Now | swojej żałości.~Ano, dobyli go ta koniarki drągami z onej
5 Now | ta było tego rejwachu, aż go też i pochowali na rozstaju
6 Now | schodził, i w tę koszulę nową go oblekłam, co mu matka przyniosła
7 Now | o krzesiwko krzesze. Tak go zaraz ludzie obstąpili dokolusieńka,
8 Now | garnczek z klajstrem, próbując go niemal. Wszystko to tworzy
9 Now | ten skromny obiad; nie je go wszakże, tylko postawiwszy
10 Now | chłopak się naje, klepie go po ramieniu i zachęca do
11 Now | z boku warsztat, gdy mu go potrzeba, aby po drodze
12 Now | przejrzyste, lub pogłaskać go po krótko przyciętych, miękkich
13 Now | zalęknionym wzrokiem. Nigdy go jeszcze tak gniewanym nie
14 Now | Niepokój ten nie opuszczał go i przy pracy nawet. Częściej
15 Now | się błysk nagły. Przygasił go jednak~wpółspuszczoną powieką
16 Now | to, że introligator uważa go za człowieka światowego
17 Now | zegarmistrzowi i przenikając go pałającym wzrokiem. Po chwili
18 Now | smętnie rzekł:~- To już my go nie nazywali Mendel, to
19 Now | nazywali Mendel, to już my go nazwali Jakub.~- Kubuś,
20 Now | przytulił, stary pogłaskał go po głowie i rzekł:~-Kubuś
21 Now | Kubuś to takie imię. co go i pan dobrodziej, na ten
22 Now | rozum gdzie poniesie, jak un go będzie miał? U n go nigdzie
23 Now | jak un go będzie miał? U n go nigdzie nie poniesie w obce
24 Now | poniesie w obce miejsce. Un go nie poniesie do wody utopić
25 Now | będzie w ten kraj, co un go Kubuś będzie miał. Czy pan
26 Now | dziecko pytać nie chciał, żeby go broń Boże nie przestraszyć,
27 Now | fajeczki. pochylił się i puścił go pod sam nos chłopaka. Malec
28 Now | student z facjatki pchnął go na powrót do izby:~- Uciekaj,
29 Now | Stary introligator uchwycił go za połę wytartego paltota.~-
30 Now | głosu dobyć nie mógł, tak go gniew dławił. Z małych jego
31 Now | zaczynać nie chciało, więc go tylko palnąłem w ucho i
32 Now | płaszcz granatowy i rzucił go na nas.~Wrzasnęliśmy z uciechy
33 Now | mogąc do nich trafić, aleśmy go z głową peleryną nakryli,
34 Now | Piotrusia na ręce i zaniosła go na swoją pościel. Zaraz
35 Now | przyszedł "handel". Nikt go nie wołał, ale przyszedł
36 Now | do nas przywykł, że czy go kto wołał, czy nie wołał,
37 Now | sobotę wszakże czyściła go matka cegłą lub popiołem
38 Now | rówieśnikiem moim. Kupił go ojciec, gdym na świat przyszedł,
39 Now | moździerz. Matka zdejmowała go raz do roku tylko, w Wielki
40 Now | Wielka parada kożuch! Dość go się nadźwigałem przez tyle
41 Now | Aż lżej człowiekowi, że go z siebie zrzucił!~A gdy
42 Now | włożywszy do kuferka, zamknął go na klucz.~Tego dnia bardzośmy
43 Now | handel".~Ale nie dopuściła go do słowa i trzęsącą się
44 Now | prawił, a za odniesienie go na drugą ulicę mnie i Felkowi
45 Now | Rudemu rondel i puściła go na ziemię. Jęknął jak dzwon
46 Now | Żyda leciał. Myśleliśmy, że go, Bóg wie gdzie, szukać przyjdzie,
47 Now | podleciawszy szturchnął go w łokieć, błysnęły mu oczy
48 Now | rozczerwienił się tak, jakby go apopleksja tknąć miała,
49 Now | dobrze sczerniały i podając go Folkowi rzekł:~- Nu, ty
50 Now | ziemi przysiadł, otworzył go i długo medytował nad nim.~
51 Now | zapinał pasek na opadających go porciętach. Przez otwartą,
52 Now | niezmiernie chude nogi czyniły go znacznie wyższym, niźli
53 Now | się do niego, głaszcząc go po głowie, podczas kiedy
54 Now | prostu rżała na ojca, żeby go wziął z sobą.~Kiedy ją ojciec
55 Now | na szkapę Piotruś, aleśmy go ledwie podsadzić mogli,
56 Now | ledwie podsadzić mogli, tak go przeważała rozdęta brzuszyna.
57 Now | nie bawiący grzmotnąłem go w plecy, on znów mnie pięścią
58 Now | swój wielki, a podniósłszy go żuła gołą sieczkę, mrużąc
59 Now | dla żony - dodawał, gdy go ojciec wyprowadzał do sieni -
60 Now | pan Łukasz rzadko, choć go kumoterstwo z nami łączyło;
61 Now | Felka za kark i. pchnąwszy go we drzwi, krzyknął:~- A
62 Now | okryty... Taki ci pędrak, że go śmierć łokciem trąciła,
63 Now | Piotruś jeść płakał, więc go sklepikarka pojęła do siebie,
64 Now | krzyknąłem chwyciwszy go za ramię.~Szarpnął się i
65 Now | wisiał już Felek, objąwszy go oburącz, o ile dostać mógł;
66 Now | padającego Chrystusa, com go na stacjach bernardyńskich
67 Now | oko monokla i wyrzucaniem go małym, niemalże niewidzialnym
68 Now | jeśli tylko nie nawiedzi go pod tę chwilę dzwonienie
69 Now | poczciwym chłopskim szeptem, co go to o pół stajania słychać,
70 Now | wzgardliwie. Plunąłby, taka go obrzydliwość przeciw babom
71 Now | mieli? Bo to, że nie dostali go w chałupie od matki, jest
72 Now | jak oczarowany. Od kiedy go tu wpuścili, oczy jego chodziły
73 Now | sierotą bowiem byt i ludzie go tak ot przygarnęli, z miłosiernego
74 Now | zawołał chadzicie. Rozumie go doskonale. Pan zapytuje,
75 Now | Całe zalęknienie opuszcza go natychmiast, gdy usłyszał,
76 Now | mówią jak we wsi. Ale to, że go o chleb pytają, wydaje mu
77 Now | chleba. Jak chleb jest to go chowają do bodni albo w
78 Now | podniesiona głowa robi go dłuższym jeszcze. Wyciągnięta
79 Now | Chleb pachniał... W zapasce go niosła, a on przy matce
80 Now | chacie otworzyć można kładąc go w otwór i podważając drewniany
81 Now | Ale Benedyć przytrzymał go za rękaw siwej koszuliny.
82 Now | koniec. To mu pochlebiało, to go napełniało dumą.~W sali
83 Now | zapomniał o oczekującym go u Froima szczupaku i wiście.~
84 Now | pół godziny mowa zostawiła go równie świeżym i równie
85 Now | sobie uśmiechem; dostrzegł go pan prokurator i dobrodusznie
86 Now | Owszem: sprawiedliwość, która go dzierży w ręku, troskliwą
87 Obra| nazwą Cygana.~Cyganem zwali go towarzysze, strażnicy, kancelaria,
88 Obra| Jak mi Bóg miły, takom go widziała. Ino mi się mignął...
89 Obra| hajdawerach leciał, jakby go wiatr unosił, ziemi ledwo
90 Obra| Zła jego gwiazda trzymała go wszakże ciągle w prostej
91 Obra| prosto przed siebie. To go zgubiło.~Okrzyki goniących
92 Obra| Okrzyki goniących dościgały go coraz bliżej, a przestrzeń,
93 Obra| bliżej, a przestrzeń, która go od nich dzieliła, zmniejszała
94 Obra| dopadł pierwszy. Chwycił go Cygan za ożydla, zaszamotał
95 Obra| kopał - był wściekły.~Aż go nasiedli w sześciu czy w
96 Obra| kolanami piersi, pokrwawili go, poszarpali na nim koszulę
97 Obra| tak zmordowali, że trzeba go było do więzienia na rękach
98 Obra| kubłów zimnej wody- zawołano go do kancelarii. Jeszcze wszakże
99 Obra| na swych towarzyszy. To go uspokoiło od razu. Owszem,
100 Obra| Pokłonił się Wiewióra. - Już my go tam tak oporządzim, coby
101 Obra| odechciało na drugi raz. Już my go...~Nie skończył. Pan nadzorca
102 Obra| strażnika - wyprowadzić go im na górny korytarz- Niech
103 Obra| uznanie zasług pobudzało go do nowych wysiłków krasomówczych.~
104 Obra| wpadł w taką gorączkę, że go jeszcze tej samej nocy do
105 Obra| kwękał, skarżył się, że go w piersiach, to w plecach
106 Obra| katolicku tak człeka zbić, żeby go aż ubić - mówił jeden.~-
107 Obra| mówił jeden.~- Przecie go nie ubili na piękne...~-
108 Obra| pan sekretarz przerzucać go zaczął.~- A to co? - zawołał
109 Obra| osłupiały przed siebie.~- Diabli go wiedzieli! - wykrzyknął
110 Obra| wielmożny", cudów tu dokazał, że go aresztanci jak ojca kochają,
111 Obra| otaczają "wielmożnego" całując go w ręce. Starsze wytaczają
112 Obra| zdarzy się wreszcie, że go odwołaj na drugi koniec
113 Obra| Osmólec tak tłucze Onufra, że go oderwać nie można.~- Co
114 Obra| jeszcze od bójki, z której go wyrwano. Pięści miał zaciśnięte,
115 Obra| zniszczony był strasznie. Żarło go coś widocznie i krew z niego
116 Obra| wyrazu swego nie zmieniła, go miała przedtem i mieć będzie
117 Obra| był wdzięczny za to, że go przed sobą widzi. Była to
118 Obra| dosyć - rzekł, podnosząc go łaskawie, pan nadzorca. -
119 Obra| nieco z karku zwisła, co go uczyniło podobnym do starej
120 Obra| wielkiego palca w biodro go pchnął. Wielki Onufer ocknął
121 Obra| wrosłeś czy co?~Szturchnął go ponownie Osmólec.~- Dalej
122 Obra| ponownie Osmólec.~- Dalej go! Będziesz tu jak drąg stał,
123 Obra| zipnął, chudziaszek! Inom go, raz... I ani drgnąłl Ani
124 Obra| stołu z fotelem, chociaż go prawie cała długość pokoju
125 Obra| palcem ruszy.~- Do ciemnej go! - zakomenderował "wielmożny".~
126 Obra| olbrzymiego chłopa, pchnęli go, po czym drzwi się zamknęły,
127 Obra| nowej krzywdzie widziano go, jak siedząc na schodkach
128 Obra| głaskał i całował sierotę, jak go nawet na ręce brał niby
129 Obra| rzucał mu się na szyję i poty go całował, póki się Onufer
130 Obra| śpiącego w głowę. na miejscu go zabił. W tej właśnie chwili
131 Obra| w ręku gwichtem w głowę go ugodził. Krew i mózg bryznęły
132 Obra| starego Jakuba, spotkawszy go na schodach.~Jakub spojrzał
133 Obra| Wczora minął tydzień, jakeśmy go pochowali.~- Jak to? Umarł?~-
134 Obra| mogły, a co i raz, to dalej go, bijatyka. Aż go wielmożny
135 Obra| to dalej go, bijatyka. Aż go wielmożny na osóbku w komórce
136 Obra| skóry wprzód mieli. Jak go też wielmożny obsadził na
137 Obra| chciał. Ano dobrze. Ale żeśmy go oderżnęli i do ciemnej coś
138 Obra| A precz się prosi, żeby go na powrót pod numer dać. "
139 Obra| jak ta święta ziemia. Aż go też do lazaretu wzięli.
140 Obra| do lazaretu wzięli. Jak go też do lazaretu wzięli,
141 Obra| i do onego chłopaka, co go pono ubił. Jakby do żyjącego
142 Obra| żyjącego gadał i różnie go ta nazywał, że i rodzony
143 Obra| ten czarny, z lazaretu, co go z Szymonem na tapczan z
144 Obra| człowiek znający. Ano wziął go teraz wielmożny do siebie,
145 Obra| rozmowa z panem sędzią bawi go widać, gdyż słychać od czasu
146 Obra| podnosi głowę i odczytuje go z powagą. Alboż nie ma prawa?
147 Obra| nóg pana radcy. Wyprzedza go, wraca, znowu go wyprzedza,
148 Obra| Wyprzedza go, wraca, znowu go wyprzedza, znów w paru susach
149 Obra| swego nie przeje, a już go śmierć ściśnie. Hoppingerom
150 Obra| mu po prostu, że słucha go tak mała garstka ludzi.
151 Obra| ma on rodziny, która by go żywić mogła, lub też ma
152 Obra| głodu nie zaznać. Mamże go puścić, by się włóczył po
153 Obra| pracy. Kto z panów chce go wziąć do siebie? Niejedną
154 Obra| wisi na nim raczej, niżli go odziewa, a bujny, niebieski,
155 Obra| spojrzenia, jakby dla upewnienia go, że ani brzytwa, ani kubrak,
156 Obra| kotlarz Kissling. - Toć my go co dzień widzimy. Stary
157 Obra| macie lat, stary? - pyta go Tödi Mayer. Kuntz szybko
158 Obra| głosu pana radcy, który go na miejsce woła. Widzi tylko
159 Obra| nie, on nie chce, żeby go syn licytował w gminie...
160 Obra| woźny przystępuje i bierze go za ramię.~- Co u diabła?
161 Obra| jesienny. Woźny popycha go przed sobą, a także podtrzymuje
162 Obra| podtrzymuje nieznacznie. Gdyby go nie przytrzymywał, stary
163 Obra| Dobywa zegarek, podnosi go blisko do oczu, porównywa
164 Obra| Jak się stary rozje, to go nie natkam, a do roboty
165 Obra| Oho! Nie ma biedy! Już my go napędzimy! - mówi Kägi mrugając
166 Obra| może...~- Jako żywo! Nikt go pijanym nie widział - zaprzecza
167 Obra| do roboty nie będzie mi go wolno napędzić?~- No tak...
168 Obra| urwał. Właściwie nie wie, co go tu ma cieszyć. Tego, iż
169 Obra| wnuka nie widzi, słyszy go tylko; rzewny uśmiech rozszerza
170 Obra| każdej stawki. Cóż syn? Syn go mógł darmo trzymać. Za pieniądze
171 Obra| znika. W chwilę potem widzi go jeszcze przez otwarte okno
172 Obra| Historia z chustką więcej go jeszcze gniewa niźli historia
173 Obra| szmatek w obu rękach, ciska go ze wstrętem pod wieszadło
174 Obra| zawód. Oczyma tymi świdruje go jak fałszywy szeląg, roztrząsa
175 Obra| stary łachman, przenika go do ostatniej żyłki, do resztki
176 Obra| i za dwieście - popiera go kum Spengler.~- Co to dwieście!
177 Obra| bardzo małym, tak małym, że go i niewiele widać chyba.
178 Obra| kręcą głowami z podziwu. Daj go katu! A to i nie spyta,
179 Obra| kaplicę nie było, ustawiono go na korytarzu, wprost schodów,
180 Obra| miski kartofel, opłukuje go czysto i rozpostarłszy pięknie
181 Obra| pięknie gors koszuli, naciera go kartoflem raz koło razu,
182 Obra| Adyć tu przychodził, adyć go tu ludzie widzieli, adyciem
183 Obra| ludzie widzieli, adyciem go tu za nogi obejmowała, żeby
184 Obra| kiedy strażnik chwycił go za ramię i podniósł na równe
185 Obra| owinięta była. Ponieważ nikt go o nic nie pytał ani go żegnał,
186 Obra| nikt go o nic nie pytał ani go żegnał, podeszłam ku niemu.
187 Obra| podeszłam ku niemu. Prosił, żeby go na wóz zabrano, a prowadzący
188 Obra| chleba, oficer pozwolił go rozdać. Czas upływał, kobiety
189 Wier| Wolny, bo z więzów, jakimi go przykuł~Rodzinny zagon,
190 Wier| gdzie pot ronił krwawy,~Już go rozwiązał bezduszny artykuł~
191 Wier| nagle od jednego słowa~Zjęło go zimno i pustka grobowa...~
192 Wier| Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,~W piersiach mu
193 Wier| Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.~Wreszcie oświadczył,
194 Wier| srebrzystą szatą owinięta,~Wzięła go z sobą tajemniczą drogą...~
195 Dzie| płaszczyk nowy;~Szyły mi go dwa chrabąszcze,~A krajały
196 1 | wtem granat świsnął,~W górę go porwał i mózg mu rozprysnął.~ ~
197 1 | Panie!...~ ~I pod krzyż go tam złożyłem wioskowy,~I
198 1 | siny.~I to widziałem, że go od powroza~Śmiertelniej
199 1 | krzykiem,~Że gdybym wtedy go wypuścił z garła,~Rodzona
200 1 | dosięgną! potęgi,~Nagły go zdławił huk, jakby huk działa...~
|