Part
1 Now | i ogrodowizny napełniała jej wnętrze. Pod zatkanym słomą
2 Now | nieco kapuściane głowy. Ręce jej, zgrabiałe z zimna, trzęsły
3 Now | głąbie, kilka liści opadło jej z kolan. Naraz westchnęła.~-
4 Now | Zielonek, świeć Panie nad jej duszą, wyciągali, to się
5 Now | mu matka przyniosła i co jej za żywota nosić nie chciał.
6 Now | że to niby matka, więc jej przystęp wolny. A ona jak
7 Now | dobrze tę uliczkę cichą. Jej fizjonomię, jej ruch. jej
8 Now | uliczkę cichą. Jej fizjonomię, jej ruch. jej głosy, jej tętno.~
9 Now | Jej fizjonomię, jej ruch. jej głosy, jej tętno.~Wie, kiedy
10 Now | fizjonomię, jej ruch. jej głosy, jej tętno.~Wie, kiedy zza którego
11 Now | radczyni z żądaniem, aby jej za "śkło pięknie wsadził"
12 Now | pensjonarka żądając, aby jej "niebiesko i ze złotymi
13 Now | papieru, z których sobie jej chłopaki sporządzają latawce,
14 Now | rozdrażnienia zapewne ruch jej, jej głosy, jej tętno inne
15 Now | rozdrażnienia zapewne ruch jej, jej głosy, jej tętno inne mu
16 Now | zapewne ruch jej, jej głosy, jej tętno inne mu się jakieś
17 Now | pogorszyło się jakoś; doktor jej kazał dobry rosół i świeże
18 Now | aby matkę uradować i dobre jej serce za syna okazać. Żadnego
19 Now | Moja pani! -powiedziała jej matka bardzo stanowczym
20 Now | wpółpodniesiona na łóżku, zapadłe jej oczy otwarte były szeroko.~-
21 Now | przytrzymała za rękę. Dłoń jej była zimna, wilgotna. Dwa
22 Now | usta bez głosu, pożółkłe jej czoło potem się okryło.~
23 Now | Skinęła tylko ręką, głowa jej opadła na poduszkę, oczy
24 Now | mną gadać- Powiedziała, że jej rondel niepotrzebny, a moździerz
25 Now | krzyknął Felek. - Rondel jej niepotrzebny! Taki~rondel
26 Now | Taki~rondel jak nasz i jej niepotrzebny.~Z błyszczącymi
27 Now | oczami czekała matka, a gdym jej o skutku naszej wyprawy
28 Now | Jaka pani! Jak pożyczyć, to jej było dobre, a jak kupić,
29 Now | za piersi chwyciła, ale jej nie było co popić dać, bo
30 Now | nie odpowiedziała, twarz jej była tak biała, jak krążek
31 Now | jakby nagle kto makiem oczy jej posypał. A budziła się potem
32 Now | po prostu nie mogłem ani jej początku, ani też jej końca.
33 Now | ani jej początku, ani też jej końca. Szkapa należała do
34 Now | zobaczyć. Co który miał, to jej niósł i do pyska wtykał:
35 Now | kurtkach Piotruś zwłaszcza był jej ulubieńcom; po prostu rżała
36 Now | Natychmiast Felek wskakiwał na jej grzbiet kościsty, od starego
37 Now | ogromny w głębinach uwiązanego jej u karku worka z chudą sieczką,
38 Now | po podwórzu, nie dawszy jej spokojnie sieczki owej spożyć,
39 Now | trzęsąc od śmiechu, aż jej oczy w tłustej twarzy~zupełnie
40 Now | wszystkie sprawy życia, o jej względy i łaski ubiegaliśmy
41 Now | szczotkę i zgrzebło. Cośmy jej wtedy sierści nadarli! Cośmy
42 Now | wodą chlustać, dopieroż jej pęciny i boki wycierać,
43 Now | boki wycierać, dopieroż jej przygwizdywać, jakeśmy to
44 Now | miała się coraz gorzej. Jej ciężki, chrypiący kaszel
45 Now | Rozrzewniało nas teraz każde jej parsknięcie, każde ruszenie
46 Now | raz i drugi wody którąśmy jej przynosili własnoręcznie.~
47 Now | i Felek siadaliśmy z obu jej stron na żłobie i machając
48 Now | całymi godzinami każdemu jej ruchowi.~Ziemniaki nawet,
49 Now | spuszczoną głową.~- Mleka by tez jej trzeba świeżego, mięsa,
50 Now | ręką w dół szarpnął.~- Ja jej tam kumotrowi nie wpieram! -
51 Now | powiekę szkapy, z bliska jej w oczy zajrzał.~Poruszył
52 Now | Ślepa, to ślepa! Przecie jej kumoter na książce uczyć
53 Now | Po kumoterstwie! Krzywdy jej nie zrobię...~- A jakby,
54 Now | znów ni z tego, ni z owego jej się poprawiało; wołała,
55 Now | poprawiało; wołała, żeby jej piwa zagrzać albo i mleka
56 Now | twarzy, a oczy świeciły jej jak próchno. Bywało tak
57 Now | ojciec oderwawszy głowę od jej wyschłych piersi krzyknął,
58 Now | na Piotrusia, który przy jej zimnych sztywnie wyciągniętych
59 Now | wiszący, to na głębokie cienie jej zamkniętych oczu. Usnąłem,
60 Now | stała nasza szkapa. U karku jej wisiał już Felek, objąwszy
61 Now | stara szkapa nasza.~I nuż jej zaglądać w zęby, nuż jej
62 Now | jej zaglądać w zęby, nuż jej obmacywać nogi, nuż jej
63 Now | jej obmacywać nogi, nuż jej grzywe palcami czesać. Ani
64 Now | nas iskierki radości; łeb jej to podnosił się, to schylał,
65 Now | wyciągała szyję, a donośne jej rżenie przenikało nas niewymowną
66 Now | pewnym wysileniem: zdrowe jej oko mrużyło się od blasku,
67 Now | gałęzie akacji sterczały jej za uszami, za uprzężą. za
68 Now | story nadawały sali mimo jej znacznych rozmiarów jakiś
69 Now | lebiody próbował i dotąd czuł jej gorycz. Po chwili mówił
70 Now | poczuli siłę tej wymowy, ale jej sprawność i jej szyk wojenny,
71 Now | wymowy, ale jej sprawność i jej szyk wojenny, który ich
72 Now | Zdziwili się panowie przysięgli jej jednolitości i sile. Zaledwie
73 Now | tchem tym wypełnił wszystkie jej zakąty.~ ~Pan prezydujący
74 Now | zimnym tchem jego: wszystkie jej zakątki zalewa teraz światło.~-
75 Obra| niezwykle dorodna. Wielkie jej głowy, jedne czubate, podłużne,
76 Obra| Dziewczyna była młodą, rosłą, a jej rozkwitłe kształty uwydatniała
77 Obra| Ciężki żółtawy warkocz spadał jej nisko na kark, a mała różowa
78 Obra| kołysała z boku na bok, dodawał jej jakby sennego wdzięku.~Cygan
79 Obra| do legalności podobnego jej obrotu. Na szczęście przypomniał
80 Obra| uzasadnionych poglądów na jej stan obecny i nagle przerywa
81 Obra| nawet skradła, nie opłaciło jej się...~Macha ręką i uśmiecha
82 Obra| robotnicy i nie odbierając jej roboty z ręki, przez co
83 Obra| co okazujesz szacunek dla jej czasu. Przy tej sposobności
84 Obra| przeszłością aresztantki i jej nadziejami na przyszłość,
85 Obra| się mogły; mówiąc z nią, o jej tylko los się troskasz,
86 Obra| nią tylko jesteś zajęty, jej tylko oddany. Z szarej,
87 Obra| czternasty zamknęli, tak jej się zara w głowie zaczęło
88 Obra| Tera ją fotegrafowali, co jej fotegrafiją mają posyłać
89 Obra| dobroci, to się namarszczy. aż jej się te brwie zejdą...~W
90 Obra| Oryginalnie piękną była jej twarz śniada i niezmiernie
91 Obra| czarną, wąską linią, usta jej drgały.~Chwilę patrzyła
92 Obra| mi języku...~Nagle wzrok jej padł na mnie i odbił ogromne
93 Obra| zachodzących oczu. Postać jej była gibka, szczupła i składna.~
94 Obra| którym te powracające na usta jej wyrazy miały jakieś okropne,
95 Obra| uspokoić Dziką. Rozpięłam jej stanik i zmaczawszy chustkę
96 Obra| ją i przycisnęłam głowę jej do piersi. Po śmiechu przyszło
97 Obra| Dzika głęboko zasnęła.~Wtedy jej głowę złożyłam na poduszce,
98 Obra| obrzękła od razów, jakie jej świeżo Osmólec zadał, znać
99 Obra| znałam doskonale. Używali jej zazwyczaj doświadczeni więźniowie,
100 Obra| niepożądanymi świadkami jej będących.~Najkomiczniejszym
101 Obra| palcach trzymając nie niósł jej do nosa.~- Ani ja ojca,
102 Obra| podnosi się z szelestem~na jej szerokich piersiach.~Ale
103 Obra| niego. Gmina nie wymaga, by jej członkowie czynili to darmo.
104 Obra| finansów gminy, który by sekcji jej dobroczynności pozwalał
105 Obra| własnej duszy... Zdejmowanie jej nie było zresztą rzeczą
106 Obra| położeniu będące i przynoszące jej największą pociechę; one
107 Obra| one też nawzajem odpłacały jej nadzwyczajną czułością i
108 Obra| mamy, co nasze, odpuśćcie jej, chociaż jej tylko! Tak
109 Obra| odpuśćcie jej, chociaż jej tylko! Tak już te panie
110 Obra| To była filozofia, która jej dawała dziwną pogodę i otaczała
111 Obra| pogodę i otaczała kącik jej spokojem, wtedy nawet, kiedy
112 Obra| sobie bogdankę, posyłał jej, mniejsza o to jaką drogą,
113 Obra| kochanek Heleny War. za jej młodych lat jeszcze. Byliby
114 Obra| Penelopy zbyt ściśle, za złe jej tego nie miał i z dobrym
115 Obra| do cisnących się u stóp jej nędzarzy. Formalności natury
116 Obra| żadna z aresztantek przy jej tapczanie siennika swego
117 Obra| zobaczyłam, że mam suknię od łez jej mokrą.~Odtąd często tak
118 Obra| pomiędzy nimi jedna - nazwiska jej przypomnieć już sobie nie
119 Obra| czym świat stoi. Poszło jej o skwarki, na których jakoby
120 Obra| przełożoną izby, odpowiada za jej ład i czystość. Ona zaścieła
121 Obra| aresztantka zaś nie dostaje jej na raz więcej, jak jeden
122 Obra| odpowiednią pomoc, jeśli jej położenie tego wymaga, a
123 Obra| rok, na dwa lata. Wolno jej wówczas zażądać oddania
124 Obra| oddania swego dziecka, które jej do więzienia przynoszą,
125 Obra| strawy, za którą, jeśli jej nie zużywa, dostaje dwa
126 Obra| poszła dowiedzieć się o jej losie, przechadzała się
127 Obra| zaczęła mi opowiadać, że jej czegoś dać nie chcieli. "
128 Obra| nad wiorst czterdzieści w jej promieniu.~Jeżeli sprawowanie
129 Obra| kto bliżej poznał Serbię, jej tradycje, jej charakterystykę,
130 Obra| poznał Serbię, jej tradycje, jej charakterystykę, wewnętrzne
131 Obra| z karabinem odbywa przed jej frontem nieskończoną wędrówkę.~
132 Obra| pana dozorcy o uwolnienie jej. Gdy wyszła na próg, ja
133 Obra| w ciemnej. Przeciwniczka jej zdawała się być zgnębiona
134 Obra| spod którego błyszczały jej oczy jasne i uśmiech dziecięcy.~
135 Obra| nie zszedł ani na chwilę z jej pełnych ust rumianych.~Skazana
136 Obra| Chciałam ją podnieść, ale ręce jej trzymały się mnie jak kleszcze.~-
137 Obra| przemówiła ani słówka, tylko oczy jej nabierały wyrazu coraz większego
138 Obra| podpalenie. Co się stanie z jej dzieckiem? Co się stanie
139 Obra| pokutę, co nie przeszkadzało jej bynajmniej wymyślać najohydniejsze
140 Obra| przez wszystkich. Pomimo to jej fantazja twórcza nie spoczywała
141 Obra| zaspokajało ledwo w części jej żądzę złego. Nie przez to
142 Obra| którego sceny rozgrywały się w jej rozpalonym mózgu. Widziałam
143 Obra| i słowa przez cały czas jej trwania, ci nawet, co sobie
144 Wier| mówić będą w świecie~I zwać jej dzieje ludu epopeją...~I
145 Wier| mizerna i licha...~Twarz jej wygasła, pożółkła, zmartwiała,~
146 Wier| jakimś głuchym...~Pierś jej w śmiertelnej podniosła
147 Wier| On jeden tylko jest widny jej oku...~Jej Jasiek!... Dziwne
148 Wier| tylko jest widny jej oku...~Jej Jasiek!... Dziwne spostrzega
149 Wier| martwa padła...~Mówiono, że jej pękło chłopskie serce.~ ~ ~
150 Wier| A nędza co dzień odbiera jej siły...~Ten szereg drobnych
151 Dzie| Ha! Nasza zima zła!~A my jej się nie boimy,~Dalej śnieżkiem
152 1 | milczącą i białą.~Ponad jej czołem, jak tchnienie wilgotne,~
153 1 | Lecz dotąd widzę ten u jej warkoczy~Miesięczny płomyk,
154 1 | srebrzysty i siny,~A także głos jej pomnę - i jej oczy.~Oczy
155 1 | także głos jej pomnę - i jej oczy.~Oczy to były, jak
156 1 | jasna! - rzekłem, bo takie jej miano~Dawało serce - o jasna,
157 1 | uporze, który w drzwi otwarte~Jej siwą głowę pchał pomiędzy
158 1 | płomieniach, zbladła,~A obłok szat jej, przejrzysty i biały,~Nagle
159 1 | niosłem tę dziecinę bosą,~By jej mogiłę dać i z mchów posłanie.~
160 1 | by mówiła,~Za wiewem szat jej szedłem zadumany.~A wiodła
161 1 | dni onych, nim wyszli z jej łona.~ ~Błogosławiony grób
162 1 | Lecz owa jasność nad czołem jej - drżała.~ ~
163 1 | ugorze,~Ale na sercu, co jej się spodziewa...~A ja wspomniawszy,
164 1 | Zaprawdę - rzekłem - są krwawe jej ziarna,~A rola ogniem spalona
|