Part
1 Now | miłościw grzesznej duszy jego! Boże, bądź milościw...~
2 Now | drewnianą śrubę prasy, oczy jego spod brwi gęstych, nawisłych,
3 Now | klej, mieszając farby.~I jego też znają tu wszyscy. Obcy
4 Now | suchotniczy powroźnik zaczepia o jego klamkę swoje długie, konopne
5 Now | nożyce, wsadza zmierzchem w jego drzwi głowę na długiej,
6 Now | Spokój i powaga maluje się na jego typowej, zawiędłej w trudach
7 Now | w trudach twarzy.~Włosy jego są mocno siwe. a długa broda
8 Now | Widać w nim i Resię. żonę jego, z którą dobrze mu było
9 Now | najdłużej to w nim widać jego najmłodszą dziewczynę Liję,
10 Now | mruczenie dobywa się z ust jego. W miarę jak pali i jak
11 Now | Przezroczysta cera chłopca, jego częsty kaszel, jego wątłe
12 Now | chłopca, jego częsty kaszel, jego wątłe piersi i pochylone
13 Now | kiedy się uśmiecha, piwne jego oczy patrzą z melancholią
14 Now | zakłada spracowane ręce. Siwe jego włosy pokrywa jarmułka,
15 Now | modlitewny starego Żyda; głos jego przechodzi wszystkie spadki
16 Now | wysokich, na których śpiew jego przechodzi w jęk i w żarliwy
17 Now | ogarnia dreszcz nerwowy, blada jego twarzyczka staje się bledszą
18 Now | gdzie ty się urodził, jak ty jego kochać możesz?... Nu?...~
19 Now | razem jednak patrzył na jego zlęknioną twarzyczkę z jakimś
20 Now | dobrodziejowi powiem, że una jego nie ominie. I wiatr jego
21 Now | jego nie ominie. I wiatr jego nie ominie, i deszcz jego
22 Now | jego nie ominie, i deszcz jego nie ominie' Patrz pan dobrodziej
23 Now | gorejącymi oczami patrzył w jego twarz płaską, ozdobioną
24 Now | swej ręki i nie puszczając jego ramienia.~- Nu, un uczeń
25 Now | powrót chłopca, a objąwszy jego szyję pochylił się do zegarmistrza
26 Now | pochlebnie, ujmująco, siwe jego oczy patrzyły z przymileniem.~
27 Now | nim nie domyślał. Wzrok jego pałał, wargi parskały, głowę
28 Now | jaki lat dziesiątek- Usta jego poruszały się bezdźwięcznie,
29 Now | swoim warsztacie. Wielkie jego nożyce zgrzytały po papierze
30 Now | gorączkowo, żarliwie; na jego zwiędłej, głęboko zbrużdżonej
31 Now | lubością na dziecko. Czoło jego wygładzało się. usta rozszerzały,
32 Now | Rozdrażniony był widocznie bardzo. Jego ospowata, długa twarz zdawała
33 Now | zrobił, oddalił cienkie jego nogi na niezmierną odległość
34 Now | fartucha widać było drżenie jego starych kolan; twarz z czerwonej
35 Now | przycisnął się do dziada. Jego wielkie, ciemne oczy pociemniały
36 Now | szlochanie dziecka dochodziło do jego świadomości.~W tej chwili
37 Now | zebranych, do okna podszedł, oba jego skrzydła pchnięciem ręki
38 Now | wielkie łzy toczyły się po jego zbrużdżonej twarzy.~W tej
39 Now | wzgarda, litość wstrząsały jego odkrytą piersią i płomieniami
40 Now | piersią i płomieniami szły po jego czarnej, ospowatej twarzy.~-
41 Now | go gniew dławił. Z małych jego burych oczu iskry sypać
42 Now | cofać. Postać młodzieńca i jego słowa uderzyły ich swą siłą.
43 Now | Mała zielona lampka dawała jego siwej głowie jakieś szczególne,
44 Now | sztuka w całym repertuarze jego. Nigdy mu w nim dorównać
45 Now | spojrzał, a kiedy wzrok jego zatrzymał się na opróżnionej
46 Now | zaraz potem usłyszałem jego chrapanie. Ojciec tego wieczora
47 Now | od spodu podbródek. Pod jego kościstym nosem sterczały
48 Now | twarz i obie ręce w niebo; z jego wzniesionych oczu padały
49 Now | niewiele różniła kolorem od jego skołtunionych włosów i ryżawej
50 Now | powolnych ruchów. Szeroka łysina jego dużej, okrągłej głowy błyskała
51 Now | idącym. Tak w rysach twarzy jego. Jak w całej postaci rozlana
52 Now | mundury prezesa i asysty jego. Prezes był zagłębiony w
53 Now | oparte; z lewej i z prawej jego strony siedziało po dwóch
54 Now | zważać pilnie, a drugie jego. nie zajęte oko nieruchome
55 Now | kania. Zwiędłe, cienkie jego wargi rozszerzają się szczególnym
56 Now | na drugie ramię, a wzrok jego padł na złoty łańcuch prezydującego.~-
57 Now | chwilę, że obojętny wzrok jego zatlił się wilgotnym żarem.
58 Now | roztropny.~"Oho!" - myśli, a jego śniada twarz obleka się
59 Now | kiedy go tu wpuścili, oczy jego chodziły kołem po suficie,
60 Now | żałował w tej chwili, że gęsi jego tych dziwów nie widzą.~Tymczasem
61 Now | długą, jasną rzęsą. Powieki jego wyglądają w tej chwili jak
62 Now | jak roratna świeca. Głowa jego zapomniawszy zwykłych swoich
63 Now | pociągnął w górę łatany rękaw jego świtki i grubej, nie dobielonej
64 Now | które pokrywały cienką jego rękę.~- Heto szczo? - zapytał
65 Now | ku stołkowi, usiadł; na jego wysokie, łysiejące czoło
66 Now | sztywnie; szeroko otwarte jego oczy patrzyły w jakąś dalekość,
67 Now | poruszeniem poruszył się także jego pięknie wygolony podbródek.
68 Now | mowa. Szeroko otwarte oczy jego robią się coraz przezroczystsze,
69 Now | spojrzenie bystre i chłodne.~Głos jego był metaliczny, suchy nieco;
70 Now | poruszenia, dodające słowom jego niezwykłej precyzji i siły.~
71 Now | przysięgłych: w pośrodku jego ziała przepaść.~Czy ją widzieli?
72 Now | każde nagięcie, każdy nacisk jego głosu.~Innym oni teraz okiem
73 Now | uszkadza; w chropowatości jego dostrzegali zdradzieckich
74 Now | wyraźnie słyszeli zgrzyt jego złowieszczy i trzeszczenie
75 Now | najniebezpieczniejszych uroków jego - obracało się wyłącznie
76 Now | który widział podpartą jego głowę i rękę nastawioną
77 Now | drży już pod zimnym tchem jego: wszystkie jej zakątki zalewa
78 Now | nie siada nawet. W pięknej jego ręce szeleści drobna ćwiartka
79 Obra| Najcharakterystyczniejszą cechą więźnia jest jego postawa. Przy pewnej wprawie
80 Obra| kark unosił wysoko nad inne jego ogoloną i czarniawą głowę.~
81 Obra| ani na kapustę. Gorejące jego oczy, zrazu w czeluściach
82 Obra| tyle rączości przybyło. Zła jego gwiazda trzymała go wszakże
83 Obra| dalej, znać było, że siły jego bliskie były wyczerpania.~
84 Obra| porządnego bata niewart! Żeby jego choroba! Tfy!~Tu splunął
85 Obra| razu. Owszem, nadało myślom jego bieg górny i wzniosły. Czuł
86 Obra| policzki, co uwydatniło piękny jego podbródek, i odsapnął kilka
87 Obra| oczy. Wszystkie muskuły jego bolesnej twarzy drgały.
88 Obra| budujących maksym. Stanowiło to jego specjalność i przedmiot
89 Obra| wzruszony, a drżący z lekka głos jego i oczy, mgłą wilgotną zaszłe,
90 Obra| otworzył, przy czym oczy jego odbywają szybki, sumaryczny
91 Obra| nadzorcy. W tej chwili oczy jego uspokajają się nieco, wolniej
92 Obra| sypie kurz i wręcz słowom jego zaprzecza-~Zbliżasz się,
93 Obra| to "wielmożny" mówi, oczy jego biegają po twojej twarzy
94 Obra| przychodzi mu to z trudnością. Jego ogolona głowa, twarz szara
95 Obra| wielmożnego", całując jego ręce, poły jego surduta,
96 Obra| całując jego ręce, poły jego surduta, jego buty, jego
97 Obra| ręce, poły jego surduta, jego buty, jego kolana - i audiencja
98 Obra| jego surduta, jego buty, jego kolana - i audiencja skończona.
99 Obra| wszystko, abyś do mieszkania jego wstąpić raczył, abyś nie
100 Obra| gmachem stanąwszy murom się jego przyglądał.~Na szczęście
101 Obra| najpocieszniejsze, to usilne przeprosiny jego, że cię musi "na chwilkę
102 Obra| numerów nie zależy wcale od jego grzeczności i łaski, którą
103 Obra| wypytujesz o samo więzienie, o jego urządzenia, zarząd itp.,
104 Obra| która nieraz przeklinała jego istnienie, uśmiecha się
105 Obra| mocno obrzękłą, a cala jego wielka, ciężka, skurczona
106 Obra| proch się rozsypie. Twarz jego nie była ani bezmyślnie
107 Obra| silnie wytrzeszczone oczy jego świadczyły o natężeniu mózgownicy
108 Obra| wybiła wielka męka. Głowa jego trzęsła się coraz silniej.
109 Obra| po siole bębnił; piękne jego oczy podnosiły się przy
110 Obra| po nocach się ciska, żeby jego choroba utłukła! Onegdaj
111 Obra| jęczał bez caluśką noc, jakby jego kto rżnął! Niestrzymane
112 Obra| mojej obecności. Po twarzy jego przemknęło najpierw zaniepokojenie,
113 Obra| sprytu i polityki okazał, a jego jasne piękne oko zdawało
114 Obra| niego zmąconym wzrokiem; na jego twarz śmiertelnie stroskaną
115 Obra| złowrogim cieniem. Palce jego coraz szybciej po poręczy
116 Obra| szeroką, obrzękłą twarz jego wystąpił wyraz śmiertelnego
117 Obra| zgotował i na stół podał. Pan jego był w wytkowo złym humorze
118 Obra| słychać od czasu do czasu jego śmiech swobodny, wesoły,
119 Obra| pilastrów, tylko że wskazówki jego zdają się dziś wolniej jakoś
120 Obra| pierwszy do licytacji stanie, a jego dotąd nie ma.~Ucicha nareszcie
121 Obra| by gruntowały popularność jego. Chrząka tedy i oparłszy
122 Obra| łąkę okna, pada teraz na jego zgarbioną i znędzniałą postać.
123 Obra| nie wie, kto będzie panem jego. Uśmiecha się tedy do wszystkich
124 Obra| patrzy z wysiłkiem, stara jego głowa coraz silniej trząść
125 Obra| fontaź dziwnie się sprzecza z jego wyschłą, pomarszczoną w
126 Obra| co tu przyszedł, na ręce jego patrzy, czy się roboty chwycą.~
127 Obra| Nogi to właśnie najsłabsza jego strona. Ba! gdyby nie nogi!...
128 Obra| inne.~Stary idzie. Sztywne jego nogi nie zginają się wcale;
129 Obra| wielkim zimnie; wszystkie jego stare kości dygocą. Struchlała
130 Obra| twarda i surowa bruzda; oczy jego zapalają się i gasną. Niepocieszone,
131 Obra| nabiera nieco życia. Na łysej jego czaszce igra odblask cichej
132 Obra| myśli stary Kuntz, a nędzne jego nogi dygocą coraz silniej. -
133 Obra| balasków rozparty stoi syn jego, z krótką fajką w zębach.
134 Obra| rzewny uśmiech rozszerza jego zwiędłe wargi. Potrząsa
135 Obra| ale ryzykować nie może. Jego czarna o prostych włosach
136 Obra| stary Kuntz nie słyszy.~Lewa jego powieka drży coraz silniej,
137 Obra| dopiero można się przypatrzeć jego kolanom, tak ku przodowi
138 Obra| zdaje, teraz można widzieć jego wykręcone, ciężkie stopy
139 Obra| ogólnej wesołości. Okrągłe jego, wypukłe i błyszczące oczy
140 Obra| nędzarza, jak gdyby każdą z jego wyschłych i struchlałych
141 Obra| wielkie zdumienie odbija się w jego nędznej twarzy. Coraz wyżej
142 Obra| szeroką czerwoną twarzą. Jego brunatny, rozpięty Spencer
143 Obra| budynkami, opasany murem; front jego wychodzi na ulicę Dzielną,
144 Obra| Przez cały ten czas wybranka jego serca chodzi z dumnie podniesionym
145 Obra| znajdujące się na dwóch jego przeciwległych krańcach,
146 Obra| na wypraniu na podłodze jego koszuli, którą jakim sposobem
147 Obra| uprzejmość p. nadzorcy i jego twarz pełna słodyczy i ludzkości.
148 Obra| rywalizującą z nią o względy jego macochę; której nabrzmiała
149 Obra| ramiona, podczas kiedy ręce jego ginęły w zbyt długich rękawach
150 Obra| więzienna gunia pod- niosła na jego szczupłej, dziecięcej piersi.~
151 Wier| istnienia...~ ~Wolny, bo jego ostatni sierota,~Co z głodu
152 Wier| czym miał mówić? - Myśl jego, wtłoczona~Pomiędzy koła
153 Wier| piły,~Była tak ciężką jak jego ramiona,~Co się bezwładnie
154 Wier| mówić? Wszak świata obroty.~Jego pragnienia i walki, i ruchy~
155 Wier| szerszego już prądu~Pchnął myśli jego na głębię od brzegu...~Lecz
156 Wier| słowo,~Rzeźwiące rosą myśl jego jałową,~Jakżeby słuchał
157 Wier| zapewne~Kochał lud, myślał o jego oświacie~I miał dla niego
158 Wier| wyrok surowy,~I dotknął ręką jego płowej głowy,~I rzekł: "
159 Wier| z maleńka już kradną?~A jego dotąd na książce nie uczą?~
160 Wier| brudnej pleśni...~A oczy jego patrzą w okienko,~Czy mu
|