0-cenic | cerem-dobro | dobry-gadas | gadat-jawne | jawni-kroch | kroci-metny | metod-natch | natez-oczek | oczka-ostrz | oswia-pocie | pocil-powie | powin-przez | przod-rozdz | roze-skolt | skoml-stola | stole-tknie | tkwil-utarl | utart-wrzas | wrzaw-wyzla | wyzlo-zaspa | zaspo-zniew | znika-zzolk
Part
1 Obra| dostaje dwa i pół grosza. .0 tych jest podejrzenie, że
2 Obra| spędzonego w więzieniu 25 grudnia 1882 roku. Oddział karny nie
3 Obra| korytarzu więziennym.~ ~2.~ ~Na kilka tygodni przed
4 Obra| poinformować nie zaniechamy"~ ~3.~ ~- A cóż tam z Onufrem? -
5 Obra| Po czym każe otwierać nr 9. Wchodzisz wzruszony, coś
6 Now | jakże?... Pomyłka?... A?...~A-gdy inkwirent brwi tylko podniósł
7 1 | zawiedź, skąd słońce ucieka,~Abym oblicza nie widział człowieka.~
8 Now | was, panowie przysięgli, abyście w niniejszym wypadku dali
9 Obra| powszednich wyróżnia pod względem administracyjnym w Serbii, że z rana otwierający
10 Now | o drogę pyta? Taż jemu, adwokatu, zbijać prokuratorską rzecz!
11 Now | ani do świetnych wystąpień adwokatury, ani do eleganckich zebrań
12 Obra| adyć go tu ludzie widzieli, adyciem go tu za nogi obejmowała,
13 Obra| oświadczyny afektu. Jeśli afekt był podzielany, bogdanka
14 Obra| Były to jakby oświadczyny afektu. Jeśli afekt był podzielany,
15 Obra| niźli karać. Do tych należy Agda. Pamiętasz zapewne, czytelniczko,
16 Now | wytworne, zdawało się być akademicką rozprawą raczej niżeli epizodem
17 Obra| traktowały je protekcjonalnie i z akcentem pewnej wyższości. Zdarzało
18 Now | nieco; wymowa dobitna, mocno akcentowana. miała w sobie rytm ujarzmionego
19 Now | wychodząc z chłopskiego akcentu.~- Benedyć Syrycz! - objaśnił
20 Now | żarliwy jakiś lament, w akcenty namiętne, błagalne, tkające.
21 Obra| stosom papierów oraz innym akcesoriom biurowym.~- A po drugie -
22 Obra| srebro, złoto dawali, żebym w aksamitach chodził, tobym bez wielmożnego
23 Obra| dobrze. A był tam kapelusz aksamitny z piórem. Ledwośmy do domu
24 Now | pytał Żyd, a oczy już z aksamitnych stawały się ostre, kłujące.~-
25 Wier| A co mchów tkanych, jak aksamity,~A co dzwoneczków jasnych!~ ~
26 Obra| Najkomiczniejszym było to, że każdy z aktorów tego przedstawienia znał
27 Obra| zapełnionym papierami, plikom aktów po kątach rzuconym i wspaniałemu
28 Now | knycha. Dużo im to pomoże! Akurat!~Tu woźny krzywi się i uśmiecha
29 Obra| Egii więcej niż w parobka w Alojza orał, a jeszcze połowy zapomogi
30 Now | nie dozwala mi nawet tej alternatywy. Skoro zło małe jest tym
31 Obra| mógłby nie znaleźć wcale amatora. Nie tylko więc woźny pożyczył
32 Now | siebie nie puścił. taką ambicję miał. Dopiero na drugie
33 Now | niezmiernie zadowolony w swej ambicji.~Gdzie inni! Stoją tam jak
34 Now | polecieliśmy na Szczygłą, bo Felek ambitny był i nigdy mi o włos .przed
35 1 | zorzą~Rozbrzmiało wielkie "amen", jak grzmot w górach,~I
36 Obra| gdzieś niedawno, jako w Ameryce nieraz sami przestępcy wymierzają
37 Now | u szczytu stołu, wprost amfiteatralnie ustawionych pod przeciwległą
38 1 | łzach stanie, jak pełna amfora...~Patrz, bo dziś padać
39 Obra| wyłączonymi od pocisków Amora. Zdaje się nawet, że był
40 Now | kożuszku, w butach, druga w andaraku tylko, w zawijach i w płacie,
41 Obra| Był to typ prawdziwego "andrusa". Co słowo powiedział, to
42 1 | spokój rozwiał swe pióra anielskie~Na serca czyste i na rzeczy
43 1 | czoła,~Do grobowego podobna anioła.~ ~A ja, gdym wyjścia z
44 Now | suteryny głuchy odgłos młotka. Aniśmy się spostrzegli, kiedy na
45 Now | uważałem jako ważniejsze aniżeli moje własne, zwłaszcza patrząc
46 Obra| z nich zapadają niemal w apatię, graniczącą z idiotyzmem,
47 Obra| dziwnie wzruszeni. Na wielu apatycznych twarzach znać było jakiś
48 1 | gorąca łza i tak do Boga~Apelujący stał, z tą łzą na rzęsie~
49 Now | poszkodowana. Może! Takim hultajom apetyt służy zazwyczaj wybornie.~
50 Now | w tej chwili pięknym jak Apollo...~Kilku trzeźwiejszych
51 Now | rozczerwienił się tak, jakby go apopleksja tknąć miała, zamierzył się
52 Now | lubił on tych wszystkich apostrof do sprawiedliwości, które
53 Now | chciało nawet występować cum apparato belli, po prostu cała sprawa
54 Now | te żółte kamienice, gdzie apteka. pan dobrodziej wie? Nu.
55 1 | trzask, i płomienie,~Jak archanielski miecz, od tego proga,~Gdzie
56 Obra| Sam już gmach nie ma w architekturze swojej nic więziennego.
57 Now | zmniejsza kaszel starego archiwisty, który mu przynosi do oprawy
58 Obra| swoim czasie ów list do arcybiskupa, prosząc o spowiedź, jawną
59 Obra| stole- Był on w położeniu arcydelikatnym. Z jednej strony uśmiechało
60 Obra| rudo zarosłej piersi swoją aresztancką czapkę bez daszka, oczy
61 Obra| było roztrząsanie sumień aresztanckich. Posiadał on cały zapas
62 Obra| łóżek i dwie. trzy kołyski. Aresztantkę, która "pod numerem" zasłabnie,
63 Obra| takiemu staremu, porządnemu aresztantowi, co już trzeci raz tu siedzi
64 Obra| odsiedzenie samego wyroku, po czym aresztowana wypuszczona jest na wolność
65 Obra| wyprostowany, surowy na pozór argusie, któryś w swojej filozoficznej
66 Obra| każdą robotnicą rozpostarty arkusz bibuły, a na nim kupki drobniejszego
67 Now | podklejania wyciętych z arkusza żołnierzy, a tymczasem dziwuje
68 Now | równając i obcinając wielkie arkusze papieru, warząc klej, mieszając
69 Now | paragrafy karne to jakby iść z armatą na muchy. Gdzież zaś kto
70 Obra| swoją kozerą wali z góry jak armatnią kulą!~W sali robi się wielka
71 1 | stanęło już w chmurze~Dymów armatnich, na kształt rudej plamy,~
72 1 | ów pielgrzym, idący znad Arno~Przez kręgi piekieł. A taki
73 Obra| się strażnikom ze swymi aroganckimi minami, z najwyższą wzgardą
74 Now | właśnie jako ta różdżka Aronowa, co to o niej w godzinkach
75 1 | Z TEKI ARTURA GROTTGERA: WOJNA~
76 Obra| włożył w wiązanie to coś z artystycznych instynktów swoich, coś z
77 Obra| parę krzaków bladoliliowych astrów, które zdawały się obracać
78 Now | świetne mundury prezesa i asysty jego. Prezes był zagłębiony
79 Obra| tego.~- Coś przecie robi?~- At, zarabia trudem.~Wiedziałam
80 Obra| wszystkim czyste sumienie: ataki duszegub i dysperak to i
81 Obra| na chwilkę. Upajała się atmosferą wymyślonych zbrodni, tak
82 Now | wieku; wszystkie te rysy atoli powlekał i podobnymi je
83 Obra| jego buty, jego kolana - i audiencja skończona. Taż sama ceremonia
84 Obra| pocieszało, że znalazła tu świeże audytorium dla tego demonicznego dramatu,
85 1 | nakryj szat twych tęczą,~ ~Ażby przeminął ten dzień i godzina~
86 Obra| zaplątała w półszorkach - Ażeby cię'...~Zeskoczył po orczyku
87 Now | odgrywała tu rolę takiego A B C lub takiego X Y Z, jakie
88 Now | chowają do bodni albo w inne babie kłaże, a w puklidzie skądby?...~
89 Now | szczaw zajęczy i soczystą babkę, której pełno było na drożynie.
90 Now | patrzył na gęste, czerwone bąble, które pokrywały cienką
91 Now | go obrzydliwość przeciw babom zbiera, gdyby nie to. że
92 Now | mizerii" nie śpieszył. Dwie baby- jedna w kożuszku, w butach,
93 Now | ja Żyd. Ja się nie chcę bać! Jak uny miłosierdzia w
94 Obra| chwili drżących nogach.~Baczniejszy spostrzegacz poznałby z
95 Obra| sprawie bez nakładu osobistego badania pomiędzy możliwymi zarzutami,
96 Now | chciał; dopiero po długich badaniach wyznał, że jakiś obdartus
97 Obra| brelokami:~- No - mówi - bądźcie zdrowe! Widzicie oto, że
98 Obra| władzy konieczny; wreszcie bagatelizowała, że tak powiem, sprawę sama
99 Now | odstrzelał je aż na błyszczący bagnet stojącego u drzwi żołnierza.~
100 Obra| oślepiająco błyskały w słońcu bagnetami.~Właśnie uderzył dzwonek
101 Now | brał. a Piotruś, zwyczajnie bąk niewytrzymały, piszczeć
102 Now | partyjki wista, preferansa, bakarata; wstawano od kart późno,
103 Now | No i cóż? Ciepło wam. bąki? - zapytał.~- Mnie tam ciepło! -
104 Obra| południa może, porozpierani na balaskach i biorący tabakę, ale pan
105 Wier| Ciało, na procesy!,~Takiego baldachima!~ ~Dęby a jodły, jako te
106 Now | sprawiedliwość, coby się ludzie Boga bali!... Nu, ja tego chcę! A
107 Now | suknia, poszedł zegar, poszła balia, a kiedy i płaszcz ojca
108 Obra| płaskim dachu niską żelazną balustradę o złoconych gałkach, a na
109 Obra| zajmującym, powiem nawet - banalnym nieco.~Tam był świat cały
110 Now | dla spokoju publicznego banda małoletnich hultajów, którzy
111 Now | Kilku trzeźwiejszych z bandy zaczęło się cofać. Postać
112 Now | też zaraz jak karmelicka bania.~- Jak będę miała kupować,
113 Now | lampka o zielonej szklanej banieczce paliła się tam na stołku.
114 Now | wielki bogacz był, wielki bankier, nu, to ja by za każde mądre
115 1 | trwoży~Cichy w swej kaźni, Baranek ten Boży...~ ~
116 Obra| Kapuściana... ośla... barania głowa!-mówi przez zęby z
117 Obra| Była to ohydna baba. Tęga, barczysta, dość słuszna, twarz miała
118 Now | zamknął go na klucz.~Tego dnia bardzośmy długo śniadania nie jedli:
119 Now | wątłe piersi i pochylone barki budzą w dziadzie nieustanną
120 Obra| i nie dające światła, a barłóg ze słomy i dzban wody dopełniał
121 Wier| tapczan nędzny, zasłany barłogiem,~Na komin pusty, zimny,
122 Wier| Ucichło dziecię na swym barłogu,~Matka się we łzach krząta.~ ~
123 Obra| tego wypadały kartofle z barszczem. Kiedy ta pożądana okoliczność
124 Obra| uszu, ust i oczu, niekiedy barwa żółta, oleista, cień ten
125 1 | Nagle się zaczął ćmić i w barwach mienić,~Ogniami złocić i
126 Obra| się rozmiękłą, przybiera barwę ziemistą i jest wybornym
127 Obra| lekkiej sukni, której wesołe barwy dziwnie odbijały i od tego
128 Now | mokry czas przyjdzie, to i basiorów dostanie jak żywa, i liść
129 Obra| baty?... On i porządnego bata niewart! Żeby jego choroba!
130 Wier| wiem, że z dawna uczono batogiem~Odkrywać głowę przed pańskim
131 Obra| brama kamienna z czasów Batorego, która niegdyś zamykała
132 Obra| to co na takiego jak nie baty?... On i porządnego bata
133 Obra| który nosił niebieską, bawełnianą chustkę na szyi, cały był
134 Now | obrastający podbródek z żółtej bawełnianej chustki. - U-u-u... szpat!... -
135 Obra| Mayer i ociera czerwoną bawełnicą szerokie, spocone czoło.~
136 Now | odlew w kark, ja znów nie bawiący grzmotnąłem go w plecy,
137 Now | pogrzeb z trójką tak dobrze bawiących się dzieci na czele. Zwłaszcza
138 Now | zaraz się "w chowanego" bawić tam zaczęli.~Matce w tych
139 Now | chciało.~Mimo to jednak bawiliśmy się tego dnia doskonale,
140 1 | wędrujących klucze -~Rzekła Beatryx i wielką tęsknotą~Nakryła
141 1 | z kotła i jak pary,~Huk bębna buchał i zmieszane gwary.~ ~
142 Now | pan prezydujący milczał bębniąc nerwowo o poręcz fotela,
143 Now | Dopieroż na Ordynackiem dalej bębnić w stołki. Rozlatywali się
144 Obra| szybciej po poręczy fotela bębniły, a brwi zbiegły mu się nad
145 1 | w pian śniegu.~Dobosze w bębny takt biją miarowo,~A jeźdźcy
146 Obra| mnie!~- Hu! hu! hu!... - beczał Osmólec plackiem na podłodze
147 Now | okiennic, łoskot toczących się beczek, brzęk rozbijanego szkła,
148 Now | jest do wytoczenia jaka beczka pełna octu, okowity, jaka
149 Obra| kupca N., który bezżennym będąc, sam gospodarstwo prowadził,
150 Obra| niepożądanymi świadkami jej będących.~Najkomiczniejszym było
151 Obra| warsztat krawiecki, szewski i bednarski. Te trzy ostatnie zaopatrują
152 Obra| sprawowanie się. No jakże? Będziecie się dobrze sprawowały?~Powtórne,
153 Now | handel" cztery na orzech bejcowane krzesła, cośmy na nich do
154 1 | chata stała. Smolne trzewa~Belek i tramów dym jeszcze dawały.~
155 Now | występować cum apparato belli, po prostu cała sprawa nie
156 Now | raźnym głosem:~- Tichobaj!~Benedykt Huc, stoi w protokole! Cóż
157 Now | wiedeński, ani nie jestem berliński -jestem Gdański. Pan dobrodziej
158 Now | Chrystusa, com go na stacjach bernardyńskich widział.~Zaraz też brzęknął
159 Obra| Jak ten patrzy! Jak ten bestia patrzy! Toć, chwała Bogu,
160 Now | porozrywanych poduszek i betów. Już tylko kilka lichych
161 Now | wielką przykrość na widok tej bezbronności i tego sieroctwa, ale każda
162 Now | wszakże nie zostawia nikogo bezbronnym. Owszem: sprawiedliwość,
163 1 | na drodze tej była.~ ~W bezbrzeżny smutek i w niepocieszony~
164 Now | wydawały się one zrazu puste i bezbrzeżnym napełnione smutkiem, jak
165 Obra| Przechodziło to widać miarę zwykłej bezczelności, bo stary Jakub splunął
166 Obra| kilkunastu nawet, siedzi bezczynnie w izbach sypialnych - czasowo
167 Obra| nagich, karmi głodnych, bezdomnym daje dach nad głową, słabych
168 Wier| krwawy,~Już go rozwiązał bezduszny artykuł~Twardej ustawy...~ ~
169 Now | Piotrusiowi zapisze, bo wdowiec bezdzietny był.~Kiedyśmy się tak. oniemiawszy
170 Now | Usta jego poruszały się bezdźwięcznie, pierś dyszała ciężko, oczy
171 Now | rzekła. - Będzie tam i beze mnie gawronów dość...~-
172 Now | skierorowane są ku jakiejś bezimiennej i bezosobistej winie; mniemać
173 Obra| tej szarej, bezbarwnej, bezkształtnej masy, która się nazywa ludnością
174 1 | których się tłumy waliły bezładnie,~Ginąc w popłochu onym,
175 Wier| i ciemna, i chłodna,~I bezlitosna, i łez ludzkich głodna.~
176 Now | nieodpartą siłą logiki i beznamiętności.~Poczuli to panowie przysięgli
177 Now | ku jakiejś bezimiennej i bezosobistej winie; mniemać by także
178 Now | wszakże jasno było, cicho i bezpiecznie.~W lekko ogrzanym powietrzu
179 Now | Felka za rękaw, jako że bezpieczniej mi się zdało bliżej drzwi
180 Now | czuje się on tutaj dość bezpieczny. Już to tam nie poradzi!
181 Obra| dwumiesięcznym terminie bezpłatnej pracy, który zarazem jest
182 Obra| Tödi Mayer zwracając się bezpośrednio do starego Kuntza.~Ale stary
183 Now | udzieliło im się coś z siły i bezpośredniości samego mówcy. Wzrok ich
184 Now | samo uszkodzonym zostało. Bezprawie, jakiego się w tym wypadku
185 Wier| wstrząsać to słońce,~Co bezpromienną i zimną swą głowę~Ukryło
186 Obra| stoczył, zakrzyknął. Onufer bezprzytomnie ku niemu się rzucił, za
187 Now | adwokat. uważam za błahą i bezużyteczną, to przeciwnie, najwyższe
188 1 | miejsca puste, na miejsca bezwodne~Zawiedź mnie, jasna, a posadź
189 1 | skąd ta upiorna odwaga~I bezwstyd krwawy, i piekielne siły,~
190 Obra| wypuszczona jest na wolność bezwzględną. Drugim stopniem - odsiedzenie
191 Obra| charakteru kupca N., który bezżennym będąc, sam gospodarstwo
192 Now | granatowej czapy wyglądały sine, białawym puszkiem porośnięte uszy,
193 Wier| błędny obłok skrzydłem swojem białem~Chwytał przebłyski gasnącego
194 Now | prezes nagle do błyskającego białkami rozweselonych oczu Benedycia.~
195 1 | oparami stało, a w półkole,~Białością płócien bijąc w zachód złoty,~
196 Wier| ziemią latały a niebem,~Białymi skrzydły zakrywszy błękity,~
197 Obra| brata dozorcę w kantonalnej bibliotece i darmo czytuje książki.~
198 Obra| uśmiechając się skromnie. - To biblioteczka nasza... Początek, zaród
199 Obra| nasza... Początek, zaród biblioteczki... Zniszczone to, bo ciągle
200 Wier| bębnił z lekka po szarej bibule...~A sędzia patrzył na drżącą
201 Obra| robotnicą rozpostarty arkusz bibuły, a na nim kupki drobniejszego
202 1 | cieniów martwego księżyca~I bicia skrzydeł, i jednego jęku~
203 Obra| gałgana, to nie ma jak bicie. A co on, wielmożny panie?
204 1 | on, syn...~ ~Odgadłem po biciu~Serca w tej izbie głośnym,
205 Wier| a porykuje,~A pastuch z bicza trzaska...~ ~Brzeżkiem,
206 Obra| ma takie, że choć z nich bicze kręć na cztery konie...
207 Obra| fundusze na to, żeby za biedaków, co już robić nie mogą,
208 Obra| I za cóż ty siedzisz, biedaku? - spytałam najmłodszego
209 Obra| mogła, lub też ma rodzinę biedną, której praca ledwo starczy,
210 Now | rozbójstwo robią, co uni z tego biednego skórę ciągną, nu, to czemu
211 Obra| położyłam ją na drgającym sercu biednej dziewczyny. Siadłam potem
212 Obra| pojutrze, za tydzień. O biedny Cyganie! To była twoja pomsta!~ ~
213 Obra| miłosiernego serca i chętnie by biedotę jaką wzięła, żeby tylko
214 Now | baby nuż się po tej naszej biedzie rozglądać, nuż jedna drugiej
215 Obra| iść do kancelarii. Jakub biega od numeru do numeru, krzyczy,
216 Obra| nadzorca przestanie za tobą biegać, a strażnik spostrzegłszy
217 Now | matka przerywanym głosem - biegaj do tego najpierwszego ,,
218 Obra| starszego od siebie. We dwoje biegali kraść tak, jak inne dzieci
219 Obra| zwierzęca złośliwość. Z biegiem czasu rozwija się to aż
220 Obra| w rogach ogródka drożyna biegła popod sztachetami do furtki,
221 Now | tarasowano sklepy, jedni biegli wprost na wrzawę, drudzy
222 Now | zwieszoną głową.~Co do nas. biegliśmy tuż przy szkapie wesoło,
223 Now | delikatnej natury badanie biegłych, zeznania świadków ze sfer
224 Obra| prr!... - wołał parobek biegnąc znów do koni, które w bok
225 Obra| radosne szczekanie wyżła biegnącego u nóg pana radcy. Wyprzedza
226 1 | przeszli, pod jasność miesiąca~Bielała nagość ciał okropna, sina.~
227 1 | złoty,~Jak wzdęte żagle, bielały namioty.~ ~A tam, gdzie
228 Now | matki:~- Pamiętasz. Anulka, Bielany? Pamiętasz, jak my się to
229 Now | zejdzie, to tak one płótna bieleją jak żywe... Właśnie jakby
230 Obra| Struchlała twarz blednie, bieleje, staje się biała, bardzo,
231 Obra| obróbce lnu, o tkaniu i bieleniu płótna, o pieśniach śpiewanych
232 1 | Postać się jakaś przejrzysta bieliła.~Ledwom ją uczuł, już była
233 Now | odprawowała do syna. z daleka się bieliły... A spod onego mogilnego
234 Obra| po dwie i mniej jeszcze.~Bielizna i garderoba uszyta pod numerami
235 Obra| jednym zakratowanym oknie, bielona jak wszystkie numery. Pod
236 Obra| cały dzień otwarte, czyste bielone ściany, którym biegnące
237 Now | niby bez duszy, co dzień bielsza, a jak mgiełka przeźroczysta.
238 Now | stała szafa, kawał ściany bielszy się wydawał niżeli reszta
239 Obra| dostarcza fabryka zapałek Bieńkowskiego. Robota idzie szybko i składnie,
240 Wier| siły,~Lecz nieświadomą i bierną jak dziecię...~Powiew żywszego,
241 Now | może?~Podzieliły się głosy. Bierniejsze umysły pozostawały jeszcze
242 Obra| jest tylko na trzy dni (nie bierzcie proszę tego tylko za ironię),
243 Obra| tego po dwoje, po troje.~Bierzesz je od matki na ręce, dajesz
244 Now | jak chrzest na przykład, bierzmowanie i granatowy płaszcz, o którym
245 Now | po obecnych powiódł.~Co u biesa! Taką pobłażliwość, taką
246 Obra| życia. Korzystasz przy tym z bieżącej pory roku, aby mówić o siewach,
247 Obra| a co i raz, to dalej go, bijatyka. Aż go wielmożny na osóbku
248 Now | godną-dodał rzuciwszy głową jak bilardową kulą na przeciwne ramię -
249 Now | Zerwałem się; serce mi biło jak młotem.~Rżenie odezwało
250 Now | Rozprostował się, ręce wparł w biodra, brodę wyrzucił do góry,
251 Obra| strażnik?~Nastawił się i aż w biodrach przysiadł. Przechodziło
252 Obra| knykciem wielkiego palca w biodro go pchnął. Wielki Onufer
253 1 | grobie~I zapomniane prochy biorą ze dna~Na siew przyszłości. -
254 Obra| porozpierani na balaskach i biorący tabakę, ale pan radca nie
255 Obra| wiedzieć, na co wpierw patrzeć. Biorę j a wsypkę jedwabną, co
256 Now | dzień dobry" i pyta o Bismarcka; suchotniczy powroźnik zaczepia
257 Obra| czymś w rodzaju wojskowego biura w połączeniu z koszarami.
258 Obra| instynktem widzą, gdzie w takich biurach iść i czego szukać, to przede
259 Now | stołek przed dodatkowym biurkiem nic wiedzieć po co; trzymał,
260 Obra| pan radca uderza dłonią w biurko, przy którym stoi.~- A zatem -
261 Obra| najwyższym stopniu; tu dom karny, biuro, zamknięcie na ludzi i rzeczy.~
262 Obra| papierów oraz innym akcesoriom biurowym.~- A po drugie - mówił dalej
263 Now | może, chude, delikatne, bladawe, że to nie z chłopskiego
264 Obra| prostokątów stało parę krzaków bladoliliowych astrów, które zdawały się
265 1 | czerwonym płomieniem,~Potem ją bladość obeszła opłatka,~Hostię
266 Wier| milczeniu. Był gibszy i bladszy,~A łzy, co kędyś pod sercem
267 Now | Roztargnione ich spojrzenia błądziły po świetnych mundurach,
268 Now | lament, w akcenty namiętne, błagalne, tkające. Pod wpływem śpiewu
269 Now | ten zalękniony, drżący i błagalny.~Chce, żeby w oczach zostało
270 Now | klientowi adwokat. uważam za błahą i bezużyteczną, to przeciwnie,
271 Obra| dymkowym kaftanie, Jan Blanc, rymarz z Höschli w zielonym
272 Wier| zapadłą i nędzne łachmany,~Na blask tych oczu zmącony i szklany,~
273 Now | promienne słońce zalewało blaskiem ulice, most, Wisłę; z każdej
274 Obra| do wózka pełnego wysokich blaszanek. Probst piękną oborę ma...
275 Now | poszukiwania. Felek znalazł guzik blaszany, który sobie zaraz na rękawie
276 Now | ciemnych chustkach, z małymi blaszeczkami w ręku przejdzie po trzy,
277 1 | świat ten w obronę~I wzejść bławatkiem nad pola orane,~I duszy
278 Wier| ludzie w przednówek tak bledną~I jakby cienie po drogach
279 1 | jeszcze myśląc o niej - blednę.~A gdym w nią patrzał jak
280 Obra| tylko patrzy na mnie jak błędny- Tak ja do wielmożnego. Tak
281 Wier| Lecz brakło steru i w błędnym tym biegu~Nie umiał dostrzec
282 Now | jego twarzyczka staje się bledszą jeszcze, wielkie oczy to
283 1 | przejrzyste tony szła, i w coraz bledsze.~Naraz psy wyciem obniosły
284 Wier| nędznej koszulinie,~Coraz to bledszy, coraz bardziej cichy,~Na
285 Obra| To więźniowie przędą. W błędzie jest ten, kto sądzi, że
286 Now | spojrzała, taki na twarzy bledziuśki był, taki zmizerowany, a
287 1 | spojrzeć się odważę~W ten cichy błękit i w te ludzkie twarze,~Jak
288 1 | rękojeści~Sądnych szal trzyma w błękitach i waży~Wielkich krwie ludzkiej,
289 1 | Razem z tym jękiem dzwonów - błękitami.~ ~A dzwon przed sobą powietrzne
290 Wier| Chłopiec wzniósł zgasłe, błękitne źrenice~I ściągnął świtkę
291 1 | drżące, długie cienie~Na wód błękitność; i wyszły tchy parne~Z wody,
292 Wier| nędzarzy!~Ty liczysz kędyś w błękitnym swym niebie~Wszystkie gryzące
293 Now | wybił mu na liczko; coś bliskiego, coś swojskiego poczuł w
294 Obra| przynajmniej mniema właściciel bliskiej piwiarni, który co chwila
295 Wier| i światła, i prac ducha bliskiem...~Stał tak niepewny, a
296 Obra| drgały. Zdawało się, że jest bliskim omdlenia.~- Dobrze to jest -
297 Now | złamie się i runie.~Coraz bliższa, coraz wyraźniejsza wrzawa
298 Obra| Warszawie, ani w miejscowości bliższej nad wiorst czterdzieści
299 Obra| także więzień, ma nad nimi bliższy nadzór. Smutne bardzo wrażenie
300 Wier| ubogiej izbie gość zjawił się błogi:~Słoneczny promień wiosenny,
301 Now | świecie być, ma tu Pan Bóg błogosławić, kiedy to ledwo od ziemi
302 Now | wkrótce stary modlitewnik i błogosławieństwem rozpoczyna szabasową ucztę.~
303 Now | drewnianych, wysoko nad kałuże błota wzniesionych chodnikach,
304 1 | ci, co bliżej byli, rudą błotną~Ciskali w niego i mową sromotną.~ ~
305 Obra| upodabnia do stojącej w błotnym dole wody. W trzecim matowość
306 Now | rana. rozchlapywało się błoto, jaki taki był kontent,
307 1 | patrzy na to, i gromem nie błyska.~ ~Jeszcze mi oczy po izbie
308 Now | drugiego flanku zaczęły błyskać ostrza; cięcia krótkie,
309 Now | wystawionym na izbę uchem błyskając w same oczy, gdy się do
310 Now | zwrócił się prezes nagle do błyskającego białkami rozweselonych oczu
311 1 | zostaną czerwonym~I pod błyskami komet kędyś posną,~I żadne
312 Now | Natychmiast z szybkością błyskawicy spuszcza oczy i zaczyna
313 Now | pośpiechem.~Tu urwał i nagłym błyskiem zmrużonych oczu uderzył
314 Obra| naprężone, oczy posępnych błysków pełne, ruchy niecierpliwe,
315 1 | czterech rogach rynku miały błysnąć~Pożogą, która nie jest zwykłą
316 Obra| gors u koszuli, na którym błyszczą drobne złote spinki. Podniósłszy
317 Obra| jakoś poruszać po okrągłej i błyszczącej tarczy. Tak przynajmniej
318 Wier| się męce~I znowu wzrokiem błyszczącym i suchym~Patrzyła na drzwi
319 Now | nasz i jej niepotrzebny.~Z błyszczącymi oczami czekała matka, a
320 Now | także. Filuteria sofisty błyszczała mu w oczach, ale uśmiech
321 1 | które mi tam były~Zjawione, bobym skonać nie miał siły.~A
322 Now | wełny, a kupiła chleba. Dwa bochny kupiła i kukiełkę dla Zochfijki
323 Now | szkapa. Felka potem dopiero bociany przyniosły, Piotrusia takoż:
324 Obra| czekających pełna; tu w bocznej ścianie znajduje się okienko
325 Now | jednego siedzącego przy bocznym stoliku obrońcę, żeby się
326 1 | wyciągnął dla mej siwej głowy!~Bodajeś pierwej... Boże, mocny Boże!~
327 Obra| żeby mnie nie gubił... A bodajże on jasności boskiej nie
328 Now | siarczy, jakby ja wielki bogacz był, wielki bankier, nu,
329 Now | nade wszystko jarzył się od bogato haftowanych, strojnych w
330 1 | zmiłuj się nad nami...~A bogdajżeś ty kamień ten grobowy~Pierwej
331 Obra| preludium miłości. Trzeba było bogdance pokazać, że się jest dzielnym
332 Obra| Jeśli afekt był podzielany, bogdanka przesyłała parę skarpetek
333 Obra| Kiedy więzień upatrzył sobie bogdankę, posyłał jej, mniejsza o
334 Now | piersiach pana prezydującego.~- Boh mi ! A jaka jasność! Jakie
335 Obra| termin ciemnej, a zakochany bohater staje się na pierwszej przechadzce
336 Now | którym ja i moździerz byliśmy bohaterami, Właściwie różniliśmy się
337 Obra| uwielbieniem, a Helena staje się bohaterką chwili.~ ~III~Dzień w więzieniu
338 Obra| się wódką. Pozowanie na bohaterkę scen najsromotniejszych
339 Now | czując, że ja bym się może na bohaterstwo takie nie zdobył.~- Jak
340 Now | tak matka mówi: ,,Sława Bohu" Tak Tyt odrzekł: ,,wo wik"
341 Dzie| zima zła!~A my jej się nie boimy,~Dalej śnieżkiem w plecy
342 Now | się na łóżku podniosła. - Bój się Boga, Filip! A toć nas
343 Dzie| Burczymucha,~- Ja nikogo się nie boję!~Choćby niedźwiedź... to
344 Obra| głosem człowieka zmęczonego bójką. Czuł też widać, że słuszność
345 Now | Felek szczypnąwszy mię do bolącego.~- Wicuś! - odezwała się
346 1 | owe pierzchające tłumy~Z bólem, który ją czynił dziwnie
347 1 | aniołem~Tak się porówna boleścią nad światem,~Że tych najczystszych
348 1 | Od bolesnego odbiwszy się grodu,~Wyszliśmy
349 Obra| Wszystkie muskuły jego bolesnej twarzy drgały. Zdawało się,
350 1 | spaleniska, pomiędzy iskrzyce~Bomb pękających i przez gruzów
351 Now | gęsiarek z ostatniej pod borem chaty. Ten jest jak oczarowany.
352 1 | niech cię uścisnę jak brata.~Boś uczestnikiem był mojej boleści~
353 1 | Podjąwszy, niosłem tę dziecinę bosą,~By jej mogiłę dać i z mchów
354 Now | srebrny pieniądz z Matką Boską, mnie po węgle i po mleko
355 Now | na to, nie padła, to cud boski! Runęła tak jak ta kłoda -
356 Now | pan wywiódł sztukę, że i Bosko lepiej nie potrafi! Że Gdański,
357 Wier| cuda na niebie~I na tej bożej ziemi,~Że człowiek nie wie,
358 Wier| Które obcemu nawet mówi: bracie...~Lecz gdzież są drogi,
359 Now | do chleba, a raczej co do braku chleba! - kończył w tej
360 Now | Istotnie, aż obrzydzenie brało na pustkę, jaka się tu nagle
361 Obra| starsze, i młodsze chętny brały udział, siedząc około mnie
362 Now | rwać się nieco ku sądowej bramie. Nie biegł wszakże, ale
363 Now | pyskiem trzymał rozsypując bratki polne i białe stokrocie.
364 Wier| usłyszeć głos ludzki, głos bratni,~Myśl z odrętwienia rozbudzić
365 Wier| nie mająca słowa~Miłości bratniej, i taka surowa,~Tak spiskująca
366 1 | Krew przelewaną rękami bratniemi,~Ja, co widziałem, jak słońce
367 1 | Kaina!~Ten sam ty zawsze bratobójca stary,~Co na ołtarzach najświętszych
368 Now | na nich matczyną suknię brązową od święta i tę drugą modrą,
369 Obra| palce pięknej swej ręki brelokami:~- No - mówi - bądźcie zdrowe!
370 Obra| Chwilę bawi się koralowym brelokiem, po czym zmuszając się do
371 1 | swej wielkiej zadumy.~I brew ściągniętą miała wpośród
372 Now | brzucha własnego trzymając. Brnęliśmy tedy po nią i za ogon ku
373 1 | człowiek miotał się i pianą broczył,~A ci, co bliżej byli, rudą
374 Obra| wielką, jak pająk włochatą brodawką na górnej wardze.~- Jak
375 Now | i skubał ciemną, rzadką bródkę.~Dopiero kiedy prezydujący,
376 Now | przestając skubać rzadkiej bródki, skromnie spuścił oczy i
377 Now | głębokie doły obojczykowe, na brodzie i dolnej szczęce skóra tak
378 Wier| Jak woły ciągną zębatą bronę,~Jak rodzi ziemia czarna...~ ~
379 Now | przez co sprawa sama się broni. Jeżeli tedy Wysoki Sąd
380 Now | moich klientów też się sama broni- Pozwolę sobie punkt ten
381 Rota| krwi ostatniej kropli z żył~Bronić będziemy Ducha,~Aż się w
382 Now | gnieździ się w gzymsach starego browaru- który panuje nad uliczką
383 Obra| wielmożnemu panu nóżki umył i brud wypił, hu! hu!... Jak ja
384 Obra| wielmożnego pana i ojca naszego w brudną koszulę oblókł. Nie będzie
385 Now | żelazko, moździerz i rondel do brudnego worka wrzucił, a mnie matka
386 Wier| dziecka wzdycha~Z wilgotnej, brudnej pleśni...~A oczy jego patrzą
387 Now | to jakby w chałupie, bo i brudno, i głodno tak samo. Ale
388 Obra| przeszła w jakiś żółtoceglasty, brudny odcień; kości twarzy tej
389 1 | że żyję i dycham w tym brudzie...~Nie! To nie były szakale...
390 Obra| zaszamotał nim i cisnął o bruk jakby powięź słomy. Za Filipem
391 Now | twarz z czerwonej stała się brunatną, z brunatnej żółtą, z żółtej
392 Obra| lekkie i puste szalki z brunatno poplamioną powierzchnią,
393 Now | jeszcze, wysoki, piękny brunet, którego dorodna postać
394 Obra| Średniego wzrostu, składna brunetka, biała i kwitnąca jak róża,
395 Obra| dziwnie twarda i surowa bruzda; oczy jego zapalają się
396 Wier| troski i bólu,~Co żłobią bruzdy wśród zwiędłych tych twarzy...~
397 Obra| noc krótką przepędza się w bruździe, pod płotem, na polu. Lecz
398 Obra| zwrócony, ze obiegniętymi brwiami na pięknym, białym czole.
399 Obra| domu, a potem za kradzież brylantów w jubilerskim sklepie na
400 Dzie| tylko większa psina!...~(Brysia mijam zaś z daleka,~Bo nie
401 Obra| mu spomiędzy warg jak u brytana.~Za Jakubem wszedł olbrzymi
402 Obra| go ugodził. Krew i mózg bryznęły wysoko na ścianę, a chłopiec
403 Obra| kluczów, którymi zwykle brząkał, zwany, popychając przed
404 Now | potem rozlega się wargowy, brzęczący śpiew modlitewny starego
405 Now | posuwał się milczkiem na sam brzeg ławki i pilnie ku stołowi
406 Obra| z lekko postrzępionymi brzegami zdawały się pękać i otwierać
407 Now | trumnę i postawili ją nad brzegiem dołka. Nie musiała być ciężką,
408 Now | tedy po nią i za ogon ku brzegowi ciągnęli, po czym zziajani,
409 Obra| rozlegają się już te przewlekłe brzęki, w których wprawne ucho
410 Now | podnieść i usunąć z kątka. Brzękła i umilkła. Ale Felek już
411 Now | bernardyńskich widział.~Zaraz też brzęknął cienkim głosem dzwonek,
412 Obra| dzwon rozlegających się brzęków. Wtedy to i kobiety nosiły
413 Wier| co tam żuczków, a muszek brzęku,~A co tam jagód krasnych,~
414 Now | lasa nie idą i nie biją brzeziny za to. że brzezina, albo
415 Now | dziadowi mieli i zaraz~mu się z brzeżka ławy umykał ten i drugi.~
416 Wier| pastuch z bicza trzaska...~ ~Brzeżkiem, nad rowem, złocieniec rośnie~
417 Obra| tych ostatnich, na wolnym brzeżku ławy, i chciałam do niego
418 Now | te, jasne i beznamiętne, brzmią w wielkiej pustej sali dźwięcznie
419 Now | Janowa - mówił twardym, brzmiącym jak dzwon głosem. - Dajta
420 1 | długo~Serce zgrzytliwą jęków brzmiało fugą.~ ~A wtedy stanął kościół
421 Now | którejś kapoty. Ale did swoją brzozówkę już w ręku trzymał i trzęsąc
422 Now | na ziemię obu się rękami brzucha własnego trzymając. Brnęliśmy
423 Now | dużym, rozdętym ziemniakami brzuchem przez izbę się toczył, wybuchnęliśmy
424 Now | tak go przeważała rozdęta brzuszyna. Szkapę z Piotrusiem oprowadzaliśmy
425 Now | wielką i wciągnąwszy w siebie brzuszynę zawściąga pojaska, który
426 Now | kadryla", a z głębi zapadłej brzuszyny dobyła się tylko czczość
427 Now | samą co zwykle, dziobatą, brzydką twarzą; w oczach tylko paliły
428 Obra| jak np. obcięcie włosów i brzydki czepiec więzienny. Przy
429 Obra| oczkami, z jakimś fałszywym i brzydkim spojrzeniem, była przedmiotem
430 Now | silniej z podziwu.~- A kluger Bub - szepnął sam do siebie.~
431 1 | kotła i jak pary,~Huk bębna buchał i zmieszane gwary.~ ~I wnet
432 Now | syczy, kapie... Aż jak nie buchnie naraz całe płomienisko,
433 Obra| odznacza się niezwykle silną budową i olbrzymim wzrostem. Gdy
434 Obra| tak wyborną sposobność do budującego przemówienia.~Podnosi tedy
435 Obra| pięknie zaokrąglonych zdań i budujących maksym. Stanowiło to jego
436 Obra| wieloma należącymi do niego budynkami, opasany murem; front jego
437 Now | ogonie, niczyjego zajęcia nie budząc, nikogo nie obchodząc wielce.
438 Now | chłopskie, prawdziwą zazdrość budzące żołądki mogły strawić funt
439 Now | fajeczkę, zapalił i poszedł budzić wnuka.~Chłopak zaspał dziś
440 Now | makiem oczy jej posypał. A budziła się potem osłabła, blada,
441 1 | latające~Pieśnią by ciebie budziły echową,~Gdybyś ty nie szła
442 Now | stołkiem, na, którym się buja podparłszy na stole oba
443 Obra| podbródek, przegarniając bujne faworyty na prawą i na lewą
444 Obra| raczej, niżli go odziewa, a bujny, niebieski, bawełniany fontaź
445 Now | Dopiero Felek taka mi sójkę w buk wsadził, że mnie aż zamroczyło.~-
446 Obra| przez więźniów, na stoliczku bukiet z chleba tejże fabryki,
447 Now | się i pokazuje kawalera z bukietem róż w ręku; wie, kiedy nie
448 Now | pojęła do siebie, a i nam po bułce dała.~- A to ci baba skruszała! -
449 Obra| wyborne masło, rzodkiewka, bułeczki, sery, piwo i wino. Na próżno
450 Now | cielęta, którzy pod wpływem burczenia w pustych żołądkach i drażniącego
451 Obra| kiedy cała izba wrzała jakąś burdą.~Ale nie tylko uczucie nienawiści
452 Now | studenta.~- Panie Mendel! - burknął wreszcie - wyleżże pan już
453 1 | jak maszt wśród burzy,~I bursztynowych żywic pełne wnęki,~I grube,
454 Now | na zadnich łapach mały, bury pokurć, uwiązany na sznurku
455 Now | gniew dławił. Z małych jego burych oczu iskry sypać się zdawały.~
456 1 | wstały mi włosy,~Jak kiedy burza łan żytni powali,~A jedne
457 Obra| wzgardzie i poniewierce mają, burzyli się po kątach.~- Jużci to
458 Obra| szerokie piersi wystawił, but do buta przystosował, przełknął
459 Obra| piersi wystawił, but do buta przystosował, przełknął
460 Now | baby- jedna w kożuszku, w butach, druga w andaraku tylko,
461 Obra| wypolerowana denkami od butelek i skorupami stłuczonych
462 Now | wyszedł. Zaraz jednak worek z butelkami na plecach poprawił i za
463 Obra| bok i z szelestem ślinę butem zatarł.~- No, no! - zawołał
464 Now | nowych z długimi cholewami butów- napełnia izbę jakimś radosnym
465 Now | nuż chudej kucharce od ust buziaki posyłać, aż baba w największej
466 Now | będzie obcy. Na co un obcy ma być- co ma obcym się robić, kiedy
467 Wier| życzliwą,~Poczuć w swym bycie nie martwe narzędzie,~Lecz
468 Now | ani na kolację, tylko jak bydło przygnał, tak się rżnął
469 Obra| już tego dosyć. Ale nie byłby sobą, gdyby pominął tak
470 Obra| Tak, na chwilkę tylko. Ale byłbyś bardzo niezręcznym, gdybyś
471 Obra| jej młodych lat jeszcze. Byliby się oni nawet na dobre pobrali,
472 Now | to ludzkie litowanie, to byśmy i nie czuli tak bardzo,
473 Obra| że - sam krasomówca - w bystrejmowie się kochał i obrotnego języka
474 Now | napięcia. Z niesłychaną bystrością chwytali nie tylko słowa
475 Now | śmiechu. Jest to chłopak bystry i roztropny.~"Oho!" - myśli,
476 Obra| cię to nie zraża. Za drugą bytnością twoją znajdziesz je z pewnością
477 Obra| różnych pieśni; po mszy bywała nauka, niekiedy bardzo niedołężnie,
478 Obra| oglądałam tym razem arsenał. Bywałam tu niegdyś, kiedy więzienie
479 Now | odgrywała tu rolę takiego A B C lub takiego X Y Z, jakie
480 1 | ucisk taki w powietrzu był całem,~Że mi głos omdlał, zgasł,
481 Now | zacznie tę świętą ziemię całować, jak nie ryknie: "mamo!
482 Obra| szorowały podłogi i nierzadko całowały w rękę "panie", które traktowały
483 Obra| Aresztantki rzucają się do ciebie, całują twoje ręce, twoje suknie,
484 Obra| łokciami. Wreszcie jedna z nich całuje cię w rękę. Natychmiast
485 Obra| tkacze posępni także tkają całun dla cząstki ogólnego życia...~
486 Obra| ręki - to tak jęczał bez caluśką noc, jakby jego kto rżnął!
487 Obra| wielmożnego? I to tak bez caluśkie noce idzie! Świętemu by
488 Obra| jeszcze. Niosą oni dość duży ceber, przez którego uszy przechodzi
489 Obra| tylko, bucha na ciebie z cebra. To obiad. Stajesz wreszcie
490 Obra| kawałek podłogi, ustawia cebrzyk, klęka przed nim, i wykręciwszy
491 Obra| jest całkiem oryginalna. Do cebrzyka, w którym się aresztantki
492 Now | pachą węzełki, a w ręku cebrzyki, kielnie, liny. siekiery,
493 Obra| dobywa swoją wielką srebrną cebulę konfrontując ją z zegarem
494 Obra| pięć wezmę! - mówi z wolna cedząc zgłoski piekarz Lorche. -
495 Now | kryminalny przewidzianych celach. Nie są to głodni poganiacze
496 Obra| służy tu często ku tym samym celom, co i milczenie, a kancelaryjna
497 Wier| siła stracona~Dla wielkich celów i dążeń ludzkości,~I czytał
498 Obra| podbródek zmruża bure oczy i celuje nimi w starego jak wylotem
499 Obra| znalazł.~Sarkają ludzie, że cenę innym psuje. A co mu tam,
500 Obra| odbierze. Stary Kuntz umie to cenić. Wie on, jakie pobudki miała
|