|
Z TEKI ARTURA GROTTGERA: WOJNA
I
O, jak ja dzisiaj spojrzeć się
odważę
W ten cichy
błękit i w te ludzkie twarze,
Jak ja podniosę oczy
gorejące
Na złote gwiazdy, na
jasne miesiące,
Ja, co widziałem
straszliwą rzecz ziemi:
Krew przelewaną
rękami bratniemi,
Ja, co widziałem,
jak słońce ją pije,
I nie upadłem w
proch, i jeszcze żyję?
. . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . .
Ktokolwiek jesteś,
co nosisz oblicze
Mogące
zblednąć albo żarem spłonąć,
Ktokolwiek jesteś,
co znasz tajemnicze
Głębie
boleści i umiesz w nich tonąć,
Ktokolwiek jesteś, co
ludzką masz duszę,
Pójdź:
jeśliś kamień nawet, ja cię wzruszę!
. . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . .
Sam, w czterech
ścianach, co mnie zamykały,
Z myślami mymi w
świat smętkiem sczerniały,
Z dłonią na
oczach, przed pustą sztalugą
Zadumałem się
głęboko i długo.
Bo już mnie
chwytał ten duch. co po ziemi
Mogił przelata skrzydłami mrocznemi
I krzywdy ludów, i stare cierpienia
W piorun przekuwa i w burzę zamienia,
A czarę pomsty
na wody wylewa...
Już byłem
harfą, co drży i co śpiewa,
I miałem
serce, jak kamień spękany.
Co me ma krwi ni łez, ale ma rany.
A kiedym dumał tak, uczułem nagle
Gorący oddech, co mi podniósł włosy.
Jak łódź. tchem morza chwycona pod
żagle,
Chwieje się, pręży i puszcza na losy,
Tak ja powstałem, już pełen
płomienia
I wnętrznych głosów, i żaru, i
drżenia,
I pędu w sobie...
Przede mną, u proga,
Postać się jakaś przejrzysta
bieliła.
Ledwom ją uczuł, już była mi
droga,
Już mi szły od niej moc jakaś i
siła,
Już serce drżące z piersi mi się
rwało
Za tą dziewiczą, milczącą i
białą.
Ponad jej czołem, jak tchnienie wilgotne,
Gdy na zwierciadło rzuca pary mętne,
Takie się światło paliło ulotne,
Bez złotych blasków, przyćmione i
smętne.
Wielem zapomniał od onej godziny;
Lecz dotąd widzę ten u jej warkoczy
Miesięczny płomyk, srebrzysty i siny,
A także
głos jej pomnę - i jej oczy.
Oczy to były,
jak gwiazdy, zgaszone
We łzach i
były dziwnie zadumane;
Mogły przed
Bogiem brać świat ten w obronę
I wzejść bławatkiem nad pola orane,
I duszy sięgnąć tajemną swą
władzą...
Już czułem, że mnie te oczy
prowadzą,
Choć jeszcze usta, jak pąki zamknięte,
Nie odsłoniły słów - ciche i
święte.
Czy znasz anioły, które w polu głuchem
Nad mogiłami po rozstajach płaczą,
Jakoby brzozy szeptały tam z duchem
Albo wiatr trącał o lirę
śpiewaczą?
Czy znasz anioły, które w pustych chatach
U wygaszonych ognisk siedzą ciche,
A głowy mają w piorunowych kwiatach
I usypiają dzieciąteczka liche
Pieśnią, co będzie im się
kiedyś śniła
Aż po wiek życia?... Ona taką
była.
Więc patrząc na nią
strwożyłem się w sobie
I rzekłem: - Oto jest z tych bożych jedna,
Co w ciemnym lampy zapalają grobie
I zapomniane prochy biorą ze dna
Na siew przyszłości. - I wstrzęsło
się moje
Serce nadzieją wielką - i omdlało.
Aż ona, widząc, że tak przed nią
stoję,
Dłoń, jak mgła, lekką
podniosła i białą,
A obróciwszy się na zmierzchy sine:
- Idź za mną - rzekła - pójdziem w
łez dolinę.
|