| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
SOBOTNI WIECZÓR
Od zgrzytającej zębami maszyny Powstał znużony, z osłupiałym okiem, W którym się palił płomyk jakiś siny, I przeszedł izbę w milczeniu głębokiem. O czym miał mówić? - Myśl jego, wtłoczona Pomiędzy koła i śruby, i piły, Była tak ciężką jak jego ramiona, Co się bezwładnie wzdłuż ciała zwiesiły... O czym miał mówić? Wszak świata obroty. Jego pragnienia i walki, i ruchy Nie dobiegają tam, gdzie ciężkie młoty, Grzmiąc przez dzień cały, ogłuszają duchy. Jak senny przeszedł przez puste warsztaty, Z głową zwieszoną, z obliczem wygasłem Aż tam, gdzie kasy okienko zza kraty Migało wypłat tygodniowych hasłem. Wokoło gwarnym cisnęli się tłumem Dnia najemnicy, z zamgloną źrenicą; A zmrok zapadał z głuchym jakimś szumem Ponad tych istnień smutną tajemnicą... Zapłatę swoją wziął w ciżbie ostatni I wyszedł czoło ocierając z potu. Po dniu spędzonym wśród maszyn łoskotu Chciałby usłyszeć głos ludzki, głos bratni, Myśl z odrętwienia rozbudzić w gawędzie, Uścisnąć rękę przyjaźni życzliwą, Poczuć w swym bycie nie martwe narzędzie, Lecz jakieś żywe ludzkości ogniwo... Stanął w ulicy; na rogu jaskrawy Napis obwieszczał, że tutaj dostanie Głośnej muzyki i hucznej zabawy, I zapomnienia o każdej swej ranie... U wejścia para buchnęła gorąca, Tłum w drzwi otwarte cisnął się nawałem, A błędny obłok skrzydłem swojem białem Chwytał przebłyski gasnącego słońca... Cofnął się młody robotnik sprzed progu; Ten zmierzch wieczorny, przejrzysty, różowy Jakieś mu dumki nawiewał do głowy O wiośnie, ciszy, przyrodzie i Bogu... Jakieś pytania o życiu, o świecie Zmąconą falą o duszę mu biły... On czuł się cząstką i ruchu, i siły, Lecz nieświadomą i bierną jak dziecię... Powiew żywszego, szerszego już prądu Pchnął myśli jego na głębię od brzegu... Lecz brakło steru i w błędnym tym biegu Nie umiał dostrzec przystani i lądu... Czuł, że są wyższe i czystsze uciechy Nad wrzask pijanej ciżby i muzyki, Nad wyuzdaną swawolę i śmiechy, Nad brzęk kieliszków i klątwy, i krzyki... Lecz gdzie je znaleźć? Ach, gdyby w tym tłumie Usłyszał jakieś dobre, mądre słowo, Rzeźwiące rosą myśl jego jałową, Jakżeby słuchał w poważnej zadumie! Jakżeby chętnie podzielił się biciem Serca, stwardniałej dłoni swej uściskiem... Jakżeby chętnie żył, choć chwilę, życiem Wiedzy i światła, i prac ducha bliskiem... Stał tak niepewny, a wrzawa kipiała. Przed nim szli ludzie... Myślące oblicza Siła sympatii jakiejś tajemnicza Nieraz ku niemu przyjaźnie zwracała... Z przechodniów owych niejeden zapewne Kochał lud, myślał o jego oświacie I miał dla niego to uczucie rzewne, Które obcemu nawet mówi: bracie... Lecz gdzież są drogi, na których by duchy Dwóch sfer odmiennych schodziły się społem? Czy liż zwyczaje, jak więzów łańcuchy, Każdej z nich ciasnym nie zamknęły kołem? Przedmiotem czyjej troski i narady Jest znikczemnienie w zwierzęcym spoczynku?... Czyliż więc dziwno, że wyrobnik blady Postał, podumał i poszedł - do szynku.
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |