| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
PRZED SĄDEM
Drobny, wychudły, z oczyma jasnemi, W których łzy wielkie i srebrne wzbierały I gasły w rzęsach spuszczonych ku ziemi, Blady jak nędza, a tak jeszcze mały, Że mógł rozpłakać się i wołać: Matko! Gdyby miał matkę... i mógł stroić psoty, I pocałunków żądać, i pieszczoty, I spać na piersiach ojca... a tak drżący, Jak ptak wyjęty z gniazda i już mrący, Wiejski sierota stał w sądzie przed kratką.
A dziwna była ta sala sądowa, Wielka i pusta, i ciemna, i chłodna, I bezlitosna, i łez ludzkich głodna. I nigdy dla nich nie mająca słowa Miłości bratniej, i taka surowa, Tak spiskująca ławkami w półkole Na ludzką nędzę i ludzką niedolę, Że Chrystus biały, co stał tam w pobliżu, Zdawał się cierpieć i drżeć na swym krzyżu.
Przy winowajcy nie było nikogo... I któż by bronił dziecięcia nędzarzy? Chyba te wielkie dwie łzy, co po twarzy Leciały jakąś pełną iskier drogą. Chyba dzieciństwo, nędz pełne, sieroty I chyba tylko promyczek ten złoty, Co mu przez okno upadał na głowę, Jakby Bóg gładził włosięta mu płowe.
Wszedł sędzia, spojrzał i rzekł: "Gdzie rodzice?" "Nieznani" - odrzekł pan pisarz z powagą. Chłopiec wzniósł zgasłe, błękitne źrenice I ściągnął świtkę na pierś swoją nagą, Bo oto nagle od jednego słowa Zjęło go zimno i pustka grobowa... Sędzia zadumał się, pochylił czoła I spytał znowu: "Czy w wiosce jest szkoła?" "Nie". - Pisarz zwykle chmurny był w urzędzie, Przy tym - pytanie było jakoś dziwne... Wahał się chwilę, czy właściwym będzie Odpowiedź chłopca pisać w protokóle; Więc wyprostował palce swoje sztywne I bębnił z lekka po szarej bibule... A sędzia patrzył na drżącą dziecinę, Na ręce nagie, wychudłe i sine, Na pierś zapadłą i nędzne łachmany, Na blask tych oczu zmącony i szklany, Gdzie przecież mogły odbić się niebiosy... Na drobną główkę, gdzie myśl głucho śpiąca Nie znała światła innego prócz słońca I innych wrażeń ożywczych prócz rosy.
I dziwnym cieniem zaszło mu oblicze, I w piersi uczuł drżenie tajemnicze, Jakby ta sala pusta była tronem, Nad którym przyszłość z czołem zachmurzonem Zasiada, pełna klęsk i spustoszenia... I jakimś grzmiącym i ogromnym słowem Oblicza plony na polu jałowem, Przed sąd wzywając całe pokolenia... I widział, jak szły gęste, ciemne tłumy I tamowały ruch globu w błękicie... I spostrzegł, pełny trwogi i zadumy, Że były chmurą ogromną o świcie, Przez którą przebić nie mogło się słońce, I zmierzch nad ziemią trwał przez lat tysiące... Widział, że tłum ten - to siła stracona Dla wielkich celów i dążeń ludzkości, I czytał w groźnym spojrzeniu przyszłości, Że chce rachunku - z miliona... I ujrzał nagle, że wydziedziczeni Za społeczeństwa swego cierpią winy... I przerażony - posłyszał w przestrzeni Sądy - nad sprawą chłopczyny...
"Niechże was Chrystus - głos mówił - rozsądzi, Kto więcej winien: czy ten nieświadomy, Co drogi nie zna i w ciemnościach błądzi, Czy wy, co grube spisujecie tomy Karnej ustawy, a nie dbacie o to, By uczyć dziecię, które jest sierotą?... Niechże was Chrystus sądzi!" Lecz krzyż czarny Stał nieruchomy i cichy na stole, Jako milczące wobec łez ołtarze... A sędzia powstał i szedł, gdzie pacholę Blade czekało na wyrok surowy, I dotknął ręką jego płowej głowy, I rzekł: "Pójdź, dziecię! ja cię uczyć każę!"
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |