| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
IV
A widząc mnie tak wzburzonym do głębi, Jak mętna fala, gdy ją wicher tłucze, - Oto polecą, jak stado gołębi I jak żurawi wędrujących klucze - Rzekła Beatryx i wielką tęsknotą Nakryła czoło, niby chmurą złotą. A pomilczawszy, rzekła: - Ale onym Ptakom jest dano do gniazd wracać z wiosną; Ci zaś na piasku zostaną czerwonym I pod błyskami komet kędyś posną, I żadne słońce już ich nie obudzi... Zaprawdę, Bóg ma w nienawiści ludzi!
A wtem ją objął mrok, jak chusta mglista, I szła tak, oczom moim zasłonięta, Skargą tą ciemna, a łzami przejrzysta, I tą żałobą przeciw Bogu święta. I bił cień od niej, z światłem na przemiany, Jako gdy z nocą świt walczy różany.
A ja, żem wiedzieć chciał ich dalsze losy, Tych dzieci, rzekłem: - Kto czyni te żniwa? Gdzie posieczone są zielone kłosy, I kto ten zagon w runi zaorywa? - Więc się zwróciła ku mnie i, spokojna Jak śmierć, odrzekła dźwięcznym głosem: - Wojna.
A gdy ten wyraz padł w ciche przestrzenie, Jaskółki spod strzech porwały się czarne, A z piór ich padły drżące, długie cienie Na wód błękitność; i wyszły tchy parne Z wody, jak z ludzkiej piersi, kiedy cicha Przemówić nie śmie, tylko ciężko wzdycha. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Nagle tętenty zagrzmiały po drodze. Spojrzałem: w zwartym jechali szeregu, Kaski na czołach, pałasze przy nodze, Ludzie w kurzawie, a konie w pian śniegu. Dobosze w bębny takt biją miarowo, A jeźdźcy sadzą z zwieszoną w dół głową. I tak przed nimi w podróżnym tym pyle Kraj znikał... Kto wie, nikł może na wieki, A żaden nie śmiał przyzostać się w tyle Ani obrócić za siebie powieki; I tylko jeden na koniu się zniżył, Garść ziemi chwycił i do ust przybliżył.
A ta, którąśmy mijali, zagroda, Wielkim w nas płaczem buchnęła i jękiem. W sadzie, u płota, urodna i młoda Stała kobieta z dzieciątkiem maleńkiem U piersi, z oczu spuszczonych ku ziemi Sypiąca łzami, jak skrami srebmemi.
Więc zapatrzony w Dolores tę białą Stanąłem. Tętent ucichał w oddali. Kurzawa spadła i tylko zostało Drżenie w zbóż młodych chwiejącej się fali I droga, w słońcu lekkim pyłem wzdęta, I jakaś straszna pustka, i przeklęta...
A pani moja, która tam wraz ze mną Stała, rzęsami nakrywszy źrenice, Surową miała twarz i bardzo ciemną, A ponad czołem wielką błyskawicę Siną, od której ognie szły w czerwieni... A kiedym milczał, rzekła mi: - Straceni.
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |