| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
VII
A gdyśmy zeszli nieco, rzekła pani: - Oto jest rozstaj i krzyżowe drogi. Chceszli, wywiodę cię już z tej otchłani, Bo z prędka ciężkie tutaj przyjdą trwogi, Od których więdnie wszelki duch człowieczy, A gorsze od tych są poślednie rzeczy.
Rzekłem: - O jasna, ty wiesz. Ale ze mną Jest miłość, która daje wielkie siły I gwiazdą wschodzi tam, gdzie zewsząd ciemno, I życiem dyszy na spodzie mogiły, I na dnie śmierci. A jam zrodzon w płaczu I usta ziemi mówią mi: "Tułaczu"...
A jeśli skrzydło jaskółcze się przetrze Skroś burzy, tedyć ją i duch przeminie. A ona, pilno patrząc na powietrze, - Człowiek tam jeden - rzekła - nędzny ginie, Jak Judasz, wielki ów przedawca Chrysta. I szła, kwapiąca się i smętkiem mglista.
A ja, nie wiedząc, o czym by mówiła, Za wiewem szat jej szedłem zadumany. A wiodła nas tam ścieżeczka pochyła, W dół spadająca od leśnej polany, Na której łuny gorzały zachodnie, Z wierzchołków sosen zatliwszy pochodnie.
A w dole, jako zroszone mrowisko, Kiedy je oścień podważy od spodu, Czerń widać było i obozowisko Zbrojnego, różnych zawołań narodu, Skąd, jak kipiątek z kotła i jak pary, Huk bębna buchał i zmieszane gwary.
I wnet rozległo się przed nami pole, Które w siności onej przedwieczornej, Podobne wodzie wielkiej i jeziornej, Pod oparami stało, a w półkole, Białością płócien bijąc w zachód złoty, Jak wzdęte żagle, bielały namioty.
A tam, gdzie pani moja mnie wywiodła, Wzgórek był, wyspie podobny, nieduży, A na nim w wielkich blaskach stała*jodła, Strzaskany mając czub, jak maszt wśród burzy, I bursztynowych żywic pełne wnęki, I grube, smolne, z pnia sterczące sęki.
Ledwie objąłem wzrokiem to widzenie, Gdy zabrzmiał hejnał, bo gasło już słońce, I wnet z mrowiska tego wyszły cienie, I pod trąb głosem szły roty milczące, Wijąc się z wolna w przeguby ogromne. Stanęli.
...Nigdy tych głów nie zapomnę, Co się odkryły nagle pod jasnością Grającej zorzy i pod łuną krwawą I zaświeciły wygoloną kością Czaszek, do których śmierć miała już prawo. Bo z życiem o nie ciągnęła już losy I ustawiła je - pod rozmach kosy.
Cisza przez chwilę, potem bęben. Potem Buchnęła wielka pieśń z olbrzymią siłą I pod tym niebem otwartym i złotym Tysiąc się głosów, jako wicher, wzbiło I tysiąc głosów, jak wicher, opadło. Spojrzałem, słońce sczerniało i zbladło.
I znowu cisza, i znów bęben. Po czym Znów się zerwała pieśń i jęk modlitwy Z takim ogromnym natchnieniem proroczym Śmierci i z taką dziką wrzawą bitwy, I z takim płaczem, i z taką żałobą, Że słońce łuny zgasiło za sobą.
A wtedy pod tą siną, trupią zorzą Rozbrzmiało wielkie "amen", jak grzmot w górach, I zobaczyłem nagle rękę Bożą, Pięciu palcami rozwartą na chmurach, Lecz nie ojcowską i błogosławioną, Tylko gróźb pełną i krwi, i czerwoną.
Więc strach uderzył we mnie, jak błysk gromu, I szat mej świętej chwyciłem się z trwogą. A ona: - Oto idziesz z nieszczęść domu I z domu gniewu idziesz czarną drogą, A jeszcześ nie zwykł i mrużysz powieki: Zaprawdę, ludzki duch - jest duch kaleki.
A gdy mówiła jeszcze, ono wzgórze, Kędyśmy stali, tłum wielki otoczył, Ciągnąc człowieka jednego na sznurze. A człowiek miotał się i pianą broczył, A ci, co bliżej byli, rudą błotną Ciskali w niego i mową sromotną.
A kiedy przyszli na wprost onej jodły, Która, drżąc w sobie, dawała szum mały, Poznałem, iż był markietan, człek podły, Jakich za każdym obozem psy gnały; Ale u tego znalazły się sprawy Insze, bo szpieg był i przedawczyk krwawy.
Ohydnie rwał się i rzucał na smyczy, A z członków kręte uczynił gadziny; Lecz choć znać było, że dusza w nim krzyczy, Niemy miał język, zdrętwiały i siny. I to widziałem, że go od powroza Śmiertelniej dławi strach i trupia zgroza.
A święta moja, cofnąwszy się krokiem I patrząc z wielką litością na tłuszczę, - Prosiłam - rzecze - lecz Pan się obłokiem Pomsty otoczył i rzekł: "Nie odpuszczę! Straszną ten śmiercią tutaj zginąć musi..." Zaprawdę, wojna Boga nawet kusi.
I szła, spuściwszy głowę, aby onej Rzeczy nie widzieć, co się tam czyniła. A była gwieździe podobna zgaszonej, Bo u tych bożych nie zawsze jest siła. A zaraz przypadł wichr i skłębił chmury I mrok się rzucił nagły...
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |