| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
IX
O smętnej mowy i cichego lica Pani! O pani zadumanych oczu! Czy ty pamiętasz ten promień księżyca, Co się na szaty twojej kładł przezroczu I do stóp twoich padał, drżący cały, Mniej od nich srebrny i mniej od nich biały?
Czy ty pamiętasz te miedze zroszone, Po których szliśmy, objąwszy się społem, Dwa cienie smętne i niepocieszone? Bo są godziny, gdy człowiek z aniołem Tak się porówna boleścią nad światem, Że tych najczystszych czuć może się bratem.
Gwiazdy nad nami gasły mętne, sine, I księżyc topniał, obliczem upiora Wsiąkając w ciemną zachodu głębinę. I tak my doszli na próg tego dwora, Co stał jarzębin czerwienią nakryty. Brytan nie bronił wejścia - był zabity.
A ja, com przeszedł ono bojowisko I miałem oczy pełne widzeń śmierci, Gdym spojrzał na to rozciągnięte psisko, Z łbem rozpłatanym, jak granat, na ćwierci I krwawym mózgiem plamiące próg domu, Tom się tak wzdrygnął cały, jak od sromu.
Próżno on tutaj odprawiał swą wartę Trupią i próżno zawalał tu drogę, Bo drzwi zgwałcone i z haków wyparte Widną czyniły w komnacie tej trwogę Ostatniej walki i mord, i zelżywość, I wielką przeciw rzeczom martwym mściwość.
Na wznak, z obliczem ściągniętym, zsiniałem, Leżał trup jeden przez izby połowę, Jakby nie wroga zabity wystrzałem, Ale piorunem krwi rażony w głowę Na widok jakiś szatański, piekielny, Bo ogień w twarzy miał i gwałt śmiertelny.
Na pierś mu runął drugi, wystrzelone Krócice cisnąc, ogromny i srogi... I tak zastygły te ciała czerwone W jakimś momencie zdumienia i trwogi, Że takie głownie na gniazdo Bóg ciska I patrzy na to, i gromem nie błyska.
Jeszcze mi oczy po izbie szły kołem Od tych dwu trupów, leżących powałem, Gdym jęk usłyszał; a choć się zaciąłem Przez tę noc jedną, jak wilk, choć słyszałem Krzyk mordowanych i batalii głosy, Na ten jęk cichy powstały mi włosy.
Bo szedł nie z piersi ludzkiej, lecz z otchłani Takiego piekła i z takiej czeluści, Gdzie się z letargów budzą pogrzebani... Więc pomyślałem: Jeśli Bóg dopuści, Że z takim jękiem wstać mają wskrzeszeni, Niech lepiej zaraz świat w garść prochu zmieni.
W izbie znów długa cisza... A wtem z ziemi Trup jeszcze jeden przez pół się podźwignął, Z twarzą zakrytą włosami lepkiemi Od krwi... O, bogdaj lepiej był zastygnął I leżał jako powalona kłoda! Kobieta była, pewno żona młoda
Z tych dwu jednego, co tam w krwi kałuży Leżeli, z krzywdą na licach przywarła; A była zmiętej porównana róży I chociaż żywa, zdała się umarłą, I duch w niej zaraz począł mdleć i trwożyć Sobą, i oczu nie mogła otworzyć.
Krzyknąłem... Chciałem biec z tej krwawej sieni Do tego domu gwałtu i boleści, Lecz pani moja i surowa ksieni: - Zaniechaj - rzekła - bo Pan rękojeści Sądnych szal trzyma w błękitach i waży Wielkich krwie ludzkiej, a mocnych szafarzy.
A w ciszy niech trwa sąd, aż szale zniosą. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A wtem skrzypnęły drzwi u drugiej ściany I weszło dwojgo...W koszulkach, wpół boso, Chłopczyk, trzylatek może, taki lniany Jak ta kądziołka, i dzieweczka drobna, Dziwnie do onej omdlałej podobna.
Weszli i, szyjki wyciągnąwszy cienkie Jako wróbliki one, patrzą w trwodze Na matkę, że ma tak zdartą sukienkę I że tak leży na zimnej podłodze, Takie stargane włosy ma, tak blada, Nie patrzy na nich wcale... i nie gada...
Za nimi sługa stary, z niemowlątkiem Na ręku, stanął i skostniał u proga. Aż mu do oczu podeszła kipiątkiem Wielka, gorąca łza i tak do Boga Apelujący stał, z tą łzą na rzęsie I z głową siwą, co się w ciszy trzęsie.
A takie na nas szły z ciszy tej jęki, Takie obrazy i strachy czerwone, Że święta moja, ściągnąwszy swej ręki, Z szat oczom swoim zrobiła zasłonę I blaski swoje przyćmiła u czoła, Do grobowego podobna anioła.
A ja, gdym wyjścia z onej rzeźni dożył I złote słońce ujrzał na rozświcie, Tom czuł, że gdybym usta me otworzył, Nie jęk by wyszedł ze mnie, ale wycie, Jako więc psów tych, którzy tam przez rosy Na pełny księżyc wyli wniebogłosy.
Bo już ustało we mnie człowieczeństwo I jużem duszy nie władał językiem-, A niepamiętna wściekłość i szaleństwo Przez piersi szły mi z takim dzikim krzykiem, Że gdybym wtedy go wypuścił z garła, Rodzona matka by się mnie zaparła!
I tak mnie odwiódł anioł mój... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . O wojno! Nie przeleciałaś ty nad ziemią cwałem, Nie przeleciałaś ty nad polem zbrojno, Ale wężowym i ohydnym ciałem Do cichych wpełzłaś gniazd, aby je skalać I oczy piskląt krwią matczyną zalać!
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |